Muzyka na zimny wieczór jesienny #2

Przygotowując zeszłoniedzielny wpis, bałam się, że w dniu publikacji będzie nieaktualny, bo na dworze zrobi się ciepło, przez co ludzie zapomną, iż po drodze lato przepoczwarzyło się w jesień. Na szczęście – dla wpisu, bo dla mnie to zdecydowanie nieszczęście – nic podobnego nie miało miejsca. Pogoda jak brzydka była, tak została. W wybranych miastach Polski – naturalnie Wrocław musiał w tej niefartownej loterii wygrać – w sobotę i niedzielę co parę godzin lało. Nawet jeśli potem wychodziło słońce, wiatr szybko zwalczał zapędy naiwnych człowieków do zdjęcia kurtki i udawania, że wciąż mamy lipiec.

Nie inaczej było w tym tygodniu. Za dnia nieco wilgotno, czasem z przelotnym smagnięciem promyka słońca po nagim policzku, ale głównie weźmniezabierzdodomująco i dajmiętengorącyczekoladąco. Nocą jeszcze gorzej, bo temperatura spadała do srogich liczb na minusie, przez co budziłam się z jęzorem jak kołek i soplami w nosie. Raz nawet musiałam uspakajać Pyszczka, który otworzył oczy i zaczął krzyczeć, myśląc, że obok niego leży dogorywający mors. Ogólnie nie za fajnie.

Na szczęście polskie klimatyczne obrzydlistwo sprzyja prezentowaniu zestawienia jesiennych albumów i ich wykonawców, którego pierwszą część dostaliście tydzień temu, trzecią zaś wmuszę w was w kolejną niedzielę. (Nie ma zmiłuj, trzeba słuchać, tak jak i trzeba myć zęby, bo się psują od słodyczy!).

Mam nadzieję, że wywiązaliście się z zadania domowego i wysłuchaliście przynajmniej pięciu zaprezentowanych przeze mnie albumów. Jeśli nie, biada wam, bo za karę musicie te albumy kupić i słuchać do końca roku, biczując się w pierś łańcuchem przeterminowanych obwarzanków. Nie żartuję.

Koniec wstępów, do roboty!

Muzyka, której warto słuchać jesienią

Enigma

Tak jak ostrzegałam w poprzednim wpisie, dziś zamierzam parę razy zalecieć nieco zdziadziałą klasyką, którą – ku rozczarowaniu fanów muzykibardzowspółczesnej – wciąż wielbię. Należy do niej między nimi Enigma, czyli zespół z korzeniem sięgającym lat 90. XX wieku. Bardziej oklepane byłoby chyba tylko umieszczenie na liście Ery i jej utworu Ameno, ale mam to gdzieś.

Enigmy słucham z doskoku przez cały rok, acz intensywnie eksploatuję dopiero w czasie jesienno-zimowym. Przy żadnej muzyce nie czyta się lepiej thrillerów, kryminałów i dramatów osadzonych w mroźnych zakątkach lub wilgotnym i zamglonym lesie. Pracę wyobraźni pobudzają zwłaszcza składanki największych hitów dostępne na portalu Youtube, ale także nowszy album Alchemist (2008).

***

Enya

Kolejna oklepana pozycja, czyli nastrojowe smęty w wykonaniu wokalistki z Irlandii. Podobnie jak w przypadku powyżej, albumy i składanki sprawdzają się jako ścieżka dźwiękowa do wymagających książek.

Nie potrafię wybrać jednej płyty, bo słucham wszystkich. Polecam wam zatem wpisać w wyszukiwarkę Youtube hasło: Enya Greatest Hits i odpalić pierwszy lepszy film. Dwie godziny pięknego dźwięku.

***

Deep Forest

Kolejny zespół, który poznałam dzięki mamie – albo obojgu rodziców – i to we wczesnym dzieciństwie. Wracam do niego, gdy jest zimno, albo gdy potrzebuję psychicznego przytulenia.

Płytą, którą woziliśmy w samochodzie i słuchaliśmy najczęściej, jest Boheme (1995). Znam ją na pamięć i kiedy zgrywam twórczość Deep Forest na mp3, zaczynam właśnie od niej.

***

I Monster

Największy muzyczny wpływ na mnie mają ludzie, na których choć przez chwilę bardzo mi zależy. Mogę ich podziwiać, uwielbiać lub kochać. Zgłębiam to, czego słuchają, a potem odsiewam złoto. Po jednym z takich odsiewów, który miał miejsce w pierwszej klasie liceum, został mi I Monster.

Do dziś słucham tylko jednego albumu zespołu, mianowicie Neveroddorever (2003). Wzbogacam go o piosenki nieposegregowane. Jak znajdę czas, nadrobię wieloletnie zaległości, bo to aż wstyd.

***

Panda Dub

Wreszcie coś odkrytego dużo później niż zaprezentowana dotychczas czwórka, gdyż dopiero na studiach. Minimum tekstu, maksimum dźwięku i moje pierwsze spotkanie z muzyką dub (nie mylić z dupstepem).

Z twórczości Pandy Dub cenię sobie zwłaszcza album Psychotic Symphony (2013), choć nie pogardzę również Born to Dub (2005), Black Bamboo (2010) i Bamboo Roots (2012).

***

Röyksopp

I znów hop do liceum, wtedy bowiem poznałam osobę, która zaszczepiła mi muzykę norweskiego duetu. Wracam do niej bez względu na porę roku, acz kojarzy mi się z czasem jesienno-zimowym.

Mimo iż lubię i słucham każdego albumu zespołu Röyksopp, przygodę z nim zaczęłam od Melody A.M. (2001), więc to on zajmuje w moim sercu szczególne miejsce i to jego wam polecam.

***

Pogo

Kolejne miejsce należy do youtubowego twórcy zwanego Pogo. Zaczął od przerabiania kwestii z filmów i bajek tak, by powstawały krótkie piosenki (mush upy), a skończył na własnych albumach, współpracach z wytwórniami filmów i karierze pozainternetowej. Bardzo mnie to cieszy.

Pierwszym pełnym albumem Pogo, który pokochałam, jest Kindred Shadow (2015). Zarówno on, jak i pojedyncze utwory, znajdują się na kanale australijskiego artysty.

***

Massive Attack

Ten zespół już się na blogu pojawił, na dodatek mam wrażenie, że więcej niż raz. Żeby się nie powielać – wystarczy, że zrobiłam to chociażby przy poprzednim artyście – wybrałam inny utwór reprezentacyjny.

Nie ma płyty czy piosenki zespołu Massive Attack, których bym nie lubiła. Ponieważ jednak najczęściej słucham trzech, to je wam polecam: Blue Lines (1991), Protection (1994), Mezzanine (1998).

***

Archive

Jak tak patrzę na tę moją jesienno-zimową listę albumów, wydaje mi się, że niepokojąco dużo miejsca zajmują artyści przechwyceni od taty. To zadziwiające, ponieważ tato jest przeciwieństwem osoby depresyjnej, czyli mnie. Wszędzie go pełno, żartuje i głośno się śmieje. Doprawdy podejrzane.

Ja przygodę z Archive zaczęłam od jakiegoś dziwnego albumu Again (2002), który zawiera tylko trzy piosenki + ich mixy, wam jednak polecam te dłuższe. Ponieważ dyskografia liczy sporo pozycji, możecie zacząć od – do wyboru – Take My Head (1999) lub You All Look The Same To Me (2002).

***

Wax Tailor

Na koniec drugiej części zestawienia jesiennego został francuski producent muzyki trip hop. Nasza wspólna historia znów sięga czasów liceum i spokrewniona jest z jegomościem od I Monster.

Mój numer jeden wśród albumów Waxa Tailora stanowi Hope & Sorrow (2007), numer dwa zaś In the Mood for Life (2009). Oczywiście polecam również pozostałe.

***

I to tyle na dziś. Jeśli znacie któregoś z przedstawionych przeze mnie artystów lub przypomniały wam się inne genialne hity na jesień, piszcie śmiało. Mam tak mało czasu na życie, że z chęcią dołożę sobie jeszcze wasze propozycje. Zwłaszcza te, które zupełnie nie są z mojej bajki.

***

Pierwsza część zestawienia dźwięków jesieni
Trzecia część zestawienia dźwięków jesieni

 

13 myśli na temat “Muzyka na zimny wieczór jesienny #2

  1. Mnie chyba pozostaje biczować się obwarzankami – jeszcze nie przeterminowanymi, ale pewnie lekko wyschniętymi, bo jeszcze jeden sznurek takich mam w domu :D W dalszym ciągu nie słucham jesiennej muzyki i chyba nic mi się z tą porą roku nie kojarzy (a nawet powiało mi zimą, bo ostatnio ciągle słyszę Last Christmas i Pada śnieg).

    0

    1. Zostaw te obwarzanki na przyszły rok, a póki co biczuj się starym bochenkiem chleba.

      Już słyszysz Last Christmas?! Dokąd Ty łazisz? :P

      0

      1. Obecnie chleba w domu nie mam, więc to się nie uda :D
        Last Christmas słyszałam chyba w pociągu – ktoś wyraźnie poczuł święta ;) W weekend widziałam już nawet mikołaja rozdającego cukierki – zima z nadchodzi :D

        0

  2. Enya! Zapomniałam o niej ostatnio, a zawsze podczas zmiany pory roku na jesień lub wiosnę w głowie mi siedzi „May it be” i miłość do Tolkiena wybucha jeszcze goręcej. Kusisz tymi dźwiękami, szczególnie ciekawie brzmi Röyksopp i Archive (w moim przypadku też tata przelał na mnie dużo ‚swojej’ muzyki, tak swoją drogą), na pewno bardziej zagłębię się w temat. Polecam jeszcze The Cure, chociaż patrząc na Twoje wybory z pewnością znasz ten zespół, kapitalna płyta „Bloodflowers” jest bardzo w klimacie jesiennych wieczorów. I mój numer jeden (o którym też zapomniałam, NIEWAŻNE), Radiohead z utworami „No Surprises” i „Creep”. Nigdy nie mogłam się przemóc, żeby wysłuchać któregokolwiek ich albumu w całości, ale te dwa single są bardzo ‚na czasie’ tą porą roku.

    0

    1. Na odwrót – znam Radiohead (mam płyty, ale nigdy namiętnie nie słuchałam), nie znam The Cure. Zabieram się za nadrabianie :)

      0

  3. Oczywiście, znam Enyę. Choć może właściwie to nie całą jej twórczość (ani ją samą), bo zaledwie Orinoco i Caribbean Blue (i może coś, co mi teraz nie przychodzi do głowy), ale bardzo ją cenię.
    Wow, Pogo nie znałam, ale jest meeega ciekawy! Podoba mi się ta subtelna melodia.
    Massive Attack znam tylko „Teardrop” i baaardzo lubię. Kojarzy mi się z Housem. Swoją drogą, znasz „My body is a cage” w wykonaniu Petera Gabriela? Genialny utwór i świetnie wpasował się w scenę, jak House skacze z balkonu do basenu. Tekst idealnie pasuje do tej postaci.
    Archive znam bardzo dobrze, choć wolę ich bardziej rytmiczne kawałki jak „Hatchet” czy „Stick me in my heart”. „Again” jest chyba na każdym Top Wszechczasów radiowej Trójki :D

    I wiesz, że mam identycznie? Lustruję, jakie są ulubione piosenki danych osób, na których mi zależy (zwinne określenie :D) i potem zostawiam smaczki. Które później nieodłącznie mi się z tymi osobami (i wspomnieniami) kojarzą.

    Ostatnio w Lublinie było bardzo słonecznie i pewnego jesiennego wieczoru, kiedy słonko pięknie chyliło się ku zachodowi, puściłam sobie… Bon Ivera. Uwielbiam jego album o jakże wdzięcznej nazwie „Bon Iver, Bon Iver”. Szczególnie polecam kawałki „Holocene” i „Perth”. Dowalę Ci jeszcze Sigur Ros – „Gong” i „Staralfur”, The Cinematic Orchestra (cały album „Ma fleur”, ale odpuszczę Ci słuchanie albumów, bo sama pracy domowej nie odrobiłam :D Więc niech będzie „To build a home”, „Arrival of the Birds” i „Breathe”) oraz Ludovico Einaudi („Time Lapse”, „Una Mattina” i „Fly”).

    0

    1. Nie oglądam House’a. Nie wciągnęłam nawet całego pierwszego odcinka, tak mnie zirytował ;) Podobnie mam Californication, acz jemu jednak dzielnie towarzyszyłam przez cztery sezony. Tyle zmarnowanego czasu..

      Peter Gabriel – My Body is a cage – nie znałam. Mocna jesienna nuta. Dobre.
      Archive – Stick Me In My Heart – ładne, ale muszę do tego wrócić, jak nie będzie słonka, czyli raczej pod koniec października/w listopadzie.
      Archive – Hatchet – zdecydowanie wolę ponure wcielenie Archive, choć oczywiście utwór jest super.
      Bon Iver – Holocene – nie znam gościa, ale brzmi dobrze.
      Bon Iver – Perth – jak wyżej.
      Sigur Ros – Gong – Sigur Ros to kolejny artysta (tu: zespół), którego dźwięki sączyły się z pokoju mamy. Gdy go słucham, przypominają mi się chwile – w gimnazjum bodajże – w których oglądałyśmy razem teledyski. Zwłaszcza Svefn-g-englar i Viðrar vel til loftárása.
      Sigur Ros – Staralfur – jak wyżej, same dobre skojarzenia :)
      The Cinematic Orchestra – To Build A Home – bardzo (!) ładne.
      The Cinematic Orchestra – Arrival of the Birds – do tego, na dodatek zapętlonego, mogłabym czytać książkę każdego jesiennego wieczora. Brzmi jak muzyka filmowa. O miłości, która napotyka na wiele zła. Aż łza podchodzi do oka.
      The Cinematic Orchestra – Breathe (ft. Fontella Bass) – wzbogacone głosem bluesowej babeczki. Jeden z lepszych, które zaproponowałaś <3
      Ludovico Einaudi - Time Lapse - bardzo smutne. 100% mojego klimatu.
      Ludovico Einaudi - Una Mattina - to mnie nie przekonuje.
      Ludovico Einaudi - Fly - super.

      Na koniec łap ode mnie trzy dodatkowe:
      Olivier Heim - Ocean
      Olivier Heim - Italy
      Lullaby z filmu Pan's Labyrinth

      0

      1. Nie oglądałam Californication :D
        Podziwiam, że przesłuchałaś wszystkie zaproponowane tytuły! I cieszę się, że Ci się podobają :)

        Olivier Heim nie do końca jest w moim guście (kojarzy mi się z kawiarenkami, które są w polskich serialach – zazwyczaj podczas sceny w kafejce/kawiarence w tle brzdąka taka muzyka; a przynajmniej tak było, jak oglądaąłam polskie seriale :D). Muzyka z Pan’s Labyrinth – genialna!

        Podrzucam jeszcze:
        Band of Horses – Funeral
        Oasis – Wonderwall (kojarzy mi się z Londynem <3)
        The XX – Crystalised oraz Angels
        Portishead – Roads, All mine oraz Only you (Jezu, nie pamiętam nawet, skąd to znam…)

        0

        1. Band of Horses – Funeral – za spokojne na dziś, ale gdyby leciało w radiu, nie przełączyłabym.
          Oasis – Wonderwall – mnie się kojarzy z kolegą, który śpiewał mi to w ogrodzie botanicznym, grając na bałałajce. Było magicznie, póki nie zagrał na angielskim w ramach jakiejś tam prezentacji. Wszystko zepsuł.
          The XX – za spokojne (dziś lub w ogóle), nie mam siły słuchać, bo zasnę :P

          0

  4. Opowiedź na komentarz pod pierwszą częścią :)
    Nikogo raczej nie zamęczamy naszą muzyką ale w sieci mamy parę znajomych, których poznałyśmy właśnie na stronach poświęconej muzyki kpop :D
    Zaczęło się to 6 lat temu kiedy przypadkiem na yt wyskoczyła nam piątka Azjatów z zespołu Shinee z piosenką „Lucifer” oraz Mirotic od TVXQ :P Była to tak zabawna nuta i sam język, że aż nas to wciągnęło i potem posypały się hity kpopu :)

    0

    1. Z czysto azjatyckich utworów słuchałam trzech, w tym jednego nie pamiętam, drugi to Girls’ Generation – Chocolate Love, trzeci zaś… kurde, mam na końcu języka. To był boysband i dość ‚ostra’ piosenka. Jak sobie przypomnę, dopiszę.

      0

      1. Lucifer, o matko! Moja pierwsza piosenka SHINee! :D A słyszałyście „polską” wersję? „Nalej mu tu kawy Damian, stara nooo, kup kicie” <3 Choć i tak największą słabość miałam do SS501 i Kim Hyun-Joonga <3 :D Ale to bardziej przez wzgląd na koleżankę, która się jara Azją (a teraz studiuje sinologię) :)

        0

        1. W ogóle polskie wersje piosenek Shinee oglądałyśmy równie namiętnie co cracki xD Stwierdziłyśmy, że najczęściej w spolszczonych wersjach pojawia się Damian i Marcin :P SS501 miało dość specyficzną muzykę, taką bardziej… skoczną xD Zresztą jak wrócili po latach jako SS301 to nadal ten ton utrzymują :) Na Kim Hyun Joonga miałyśmy chwilową fazę po dramie „Boys over flowers” ale i tak naszą miłością został do dzisiaj Lee Minho :D

          0

Dodaj komentarz