Nestle, Lion Black White

Liony to batony, które w dzieciństwie były moimi ulubieńcami. Oczarowały mnie smakiem i konsystencją, całą resztę słodyczy zostawiając daleko w tyle. Z biegiem lat gust mi się zmienił, a ja zdradziłam je z cięższymi i treściwszymi Snickersami. Skądinąd uważam, że zmiana ta była lekka, bo konstrukcja obu produktów zasadza się na chrupiącym wnętrzu i pysznej mlecznej czekoladzie na zewnątrz.

Choć Liony zostały strącone z piedestału, nadal bardzo je lubię i darzę sentymentem. Dostrzegam, że ich jakość jest… nieidealna, smak zaś intensywnie cukrowy, jednak nie zaburza to ich ogólnej pyszności. Nic więc dziwnego, że gdy na polskim rynku pojawił się limitowany wariant batona – Lion Black White – upolowałam go najszybciej, jak było to możliwe.

Klasyczny Lion to 42 g i ok. 200 kcal w sztuce.
Lion Black White to 40 g i 192 kcal w sztuce.

Nestle, Lion Black White, limitowany baton kakaowy z karmelem w białej polewie, copyright Olga Kublik

Lion Black White

Najeżony baton marki Nestle wygląda ładnie, przynajmniej w opakowaniu. Monochromatyczne tło szaty graficznej wpada w oko, dobrze komponuje się z ognistym logo i opowiada nazwie.

Trochę gorzej prezentuje się sam Lion. Jest biało-kremowy, nawet wizualnie polewowy – pamiętajmy bowiem, że w biała otoczka w Lionach to nie czekolada! – i dużo gorszy od apetycznego klasyka.

Nestle, Lion Black White, limitowany baton kakaowy z karmelem w białej polewie, copyright Olga Kublik

Polewa – jak to polewa – jest średniej jakości. Okazała się tłusta, słodka cukrem, proszkowata i plastikowawa. Tuż pod nią znajdują się chrupki, które powinny być kakaowe, ale nie są. Zamiast tego kakaowy jest wafel, który przełożony został bliżej nieokreślonym kremem. Smakowo prawdopodobnie kakaowym – opis batona milczy – pod względem konsystencji zaś ziarnistym.

Nestle, Lion Black White, limitowany baton kakaowy z karmelem w białej polewie, copyright Olga Kublik

Jedna z najważniejszych warstw Liona – karmel – w wariancie Black White przybrała ciemny (czarny) kolor. Nie smakuje jak karmel. Jest twarda i nieprzyjemna. Według producenta ma smak kakaowy, według mojego wyrafinowanego podniebienia przede wszystkim cukrowy.

Ponadto Lion Black White pachnie podejrzanie, gdyż… solonymi chipsami lub chrupkami ziemniaczanymi.

Nestle, Lion Black White, limitowany baton kakaowy z karmelem w białej polewie, copyright Olga Kublik

Za co mogę pochwalić limitowanego Liona Black White? Za pomysł na wariant – nawet jeśli połączenie cookies & cream było modne około dwóch lat temu, a Nestle obudziło się ze śpiączki dopiero teraz – oraz za kruchość wafla. Cała reszta, czyli cukrowa i tłusta polewa bez smaku, minimalnie kakaowy środek zwieńczony opłakanej jakości i zupełnie niekarmelowym karmelem oraz niewnoszące niczego atrakcyjnego do wnętrza chrupki, jest nie do zniesienia.

Czarno-biały baton to podróbka mojego drzewiej ukochanego batona, a nie prawdziwy Lion. Wstyd.

Ocena: 3 chi
(bo da się przełknąć, ale za nic w świecie nie kupię ponownie)


Skład i wartości odżywcze:

Nestle, Lion Black White, limitowany baton kakaowy z karmelem w białej polewie, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

33 myśli na temat “Nestle, Lion Black White

        1. Lion Peanut nadal istnieje. Najpierw go nienawidziłam, potem bardzo lubiłam. Obecnie wszystkie Liony mnie rozczarowują, więc wolę zostawić miły obraz w głowie i więcej ich nie kupować.

          Dość podobnie było ze Snickersem Cruncherem. Nienawidziłam, następnie pokochałam. No i dziady wycofały.

          0

    1. to żeś upolowała kawał zwierza ;D Mi tam smakował, ale dupy ,,nie wygryzł”… w sumie mam jeszcze parę związanych z nią ambitnych planów więc mi się przyda ;)

      1+

  1. Wygląda ciekawie, bo inaczej, jednak wiem, że wolę klasycznego, którego nie jadłam kilkanaście lat – u mnie zawsze wygrywało Kinder bueno, miałam też fazę na Twixy i bardzo krótki epizod snicersowy ;)
    W przekroju tego widzę poważne zbeszczeszczenie warstwy karmelowej :/

    0

    1. Twixy nigdy nie były moimi ulubieńcami. Powiem nawet więcej: polubiłam je dopiero 2-3 lata temu, i to dzięki potrzebie umieszczenia na blogu recenzji :)

      Kinder Bueno kocham, ale nie kupuję – i nigdy tego nie robiłam – bo jest tak lekkie, że ani się w to wgryźć, ani najeść :P Szkoda, że zabrali limitkę Dark, do niej bym obecnie wróciła.

      0

      1. To nie ma już Kinder Bueno Dark ?? Naszło mnie tydzień temu i w Tesco nie znalazłam, ale myślałam, że to chwilowe deficyty w asortymencie :(

        0

  2. Też lubiłam Liony w dzieciństwie. I to do tego stopnia, że jeszcze w dzieciństwie mi się zupełnie przejadły. Dalej jednak, jak Ty, darzę lwiaka sentymentem. :D Gdy zobaczyłam tę nowość w Kaufie, najpierw nawet do wózka włożyłam, ale jeszcze szybciej odłożyłam na półkę. Kocham czarno-białe klimaty, ale… postanowiłam nie psuć sobie wspomnień co do ogółu, bo po paru powrotach do batonów (Snickersy, Kit Katy), po prostu wiedziałam, że i ten nie ma u mnie szans. Twoja recenzja tylko mnie w tym utwierdziła. Plastelinowo-proszkowy cukier nadziewany czarnym cukrem, pewnie barwiony i aromatyzowany spalonymi ziemniakami i chrupkami. Istny szatan, nie lew. Super, coś dla mnie.

    0

    1. Szkoda, że niedobrego Liona odłożyłaś na półkę i oszczędziłaś mu tym samym pojazdu w internecie, a biedne Snickersy i Kit Katy dopadł tak przykry los… Idę, bo się popłakałam.

      0

  3. Nie lubię takich białych, a’la jogurtowych polew. Zdecydowanie bardziej wolałabym, żeby to była biała czekolada.

    Liony uwielbiałam. Ten wariant miałam kupić, ale obawiałam się polewy i na zamierzeniach się skończyło. Nie, nie i jeszcze raz nie.

    0

  4. Aż musiałem coś napisać. Przez pobudkę po 5:00, nie mam ochoty na nic. Nawet na komputer…

    W pełni się z Tobą zgadzam. Kupiłem nie tak dawno temu. Zresztą… dawno kupić nie mogłem, bo to nowość (tiaaa). W każdym razie, czegoś mu brakowało. C&C nawet nie brałem pod uwagę. Dopiero Ty mi podsunęłaś myśl. Więc czego brakowało? Wyrazistości i… jakości. Liony przecież potrafią/potrafiły smakować. W wariancie BW czułem podróbkę samego siebie. Zarówno w waflu, jak i polewie. Dobrze, że skończyło się na jednej sztuce (dwóch?), a nie jedenastu… „bo przecież zaraz wykupią!”

    0

    1. Nie tłumacz się, ja wszystko rozumiem ;* :)

      Ten Lion zdecydowanie smakował jak autopodróbka. Zjadłam dwie sztuki i koniec. Tym razem mogę napisać szczerze: niech żyje rozsądek!

      0

  5. Spodziewałam się tej recenzji może za pół roku ; ) Ale dobrze, że jest teraz, przynajmniej będę gotowa na rozczarowanie.

    0

  6. Lion miewał różne odmiany, począwszy od legendarnego klasyka sprzed 2000r w niebieskim opakowaniu i z nieco innym lwem, po crunchy, jako pierwszy ever próbowałem chyba białego kiedyś w sanatorium i ostro zasłodził. Zgadzam się z opinią, środek jest bezsmakowy i taki ziemniaczany za to polewa jest dość przegięta ale mniej słodka od białego. Taki baton dekoracyjny, sztuka dla sztuki.

    0

    1. Short cool story, bo z postów widze że ten opis kojarzy ci sie tylko z Picnicem – kiedyś był tylko jeden Lion, bez podziału na white, peanut etc, zwykły niebieski. Potem podrasowali skład bez zmiany nazwy dowalając większe orzechy. Później pojawił sie napis Peanut bo uznali że trzeba to jakoś oznaczyć, w końcu rozdzielili go na pomarańczowego Peanut z całymi połówkami i brązowego zwykłego ale bez siekanych orzechów.

      0

      1. Z pierwszym komentarzem się zgadzam, ale drugiego kompletnie nie rozumiem. Do kogo on jest skierowany? Napisałeś sam do siebie? :P

        0

        1. Nie da sie edytować komentów więc rozszerzyłem wypowiedź, bo pamiętam z tego bloga ten tekst o Picnicach. ;p

          0

          1. Hmm. Nie rozumiem zatem zdania „z postów widze że ten opis kojarzy ci sie tylko z Picnicem”. Lion Black White w ogóle nie skojarzył mi się z Picnicem i nigdzie tak nie napisałam ;>

            0

Dodaj komentarz