Legendia czy Energylandia? Recenzja wesołego miasteczka w Chorzowie

W ubiegłe wakacje miałam przyjemność bawić się w Energylandii, czyli ogromnym wesołym miasteczku zlokalizowanym w Zatorze. Już wówczas wiedziałam, że rok później wybiorę się do konkurencyjnej, a przy okazji dużo starszej Legendii. Co prawda kiedyś w niej byłam, jednak niewiele pamiętałam.

Lunapark Legendia mieści się w Chorzowie, tuż przy granicy z Katowicami. Przed laty – i to od 1959 roku! – funkcjonował pod nazwą Śląskie Wesołe Miasteczko. Jego plusy i minusy zebrałam w niniejszej recenzji, odnosząc się przy okazji do zrecenzowanej rok temu Energylandii. Jeśli chcecie coś dodać – śmiało.

Legendia vs. Energylandia – godziny otwarcia i ceny biletów

Chorzowska Legendia otwarta jest w każdy dzień oprócz poniedziałku od 9:00, jednak z atrakcji można skorzystać dopiero od 10:00. Zabawa kończy się o 20:00 w tygodniu i 21:00 w weekendy oraz wybrane dni. W ścisłym sezonie (czerwiec-wrzesień) można załapać się na ofertę specjalną: Legendia at night. Dzięki niej bawimy się w miasteczku w niestandardowych godzinach, bo od 21:00 do 0:00.

Za bilet dla osoby dorosłej w Legendii zapłacimy 99 zł, a dla dziecka do 12 roku życia 79 zł. Istnieje co prawda możliwość zamówienia biletów przez internet, co wiąże się ze zniżką 20 zł/bilet, jednak potrzebna jest karta GoPass. Jej wyrobienie to dodatkowy koszt: 10 zł. Do tego dochodzi oczekiwanie na kartę i tak dalej (by wejść do miasteczka, wystarczy potwierdzenie zakupu karty). Jeżeli wybieracie się do Legendii raz, zabawa z kartą to zbytek. Lepiej zapłacić więcej za bilet i mieć z głowy. Oczywiście jeśli chcecie zaoszczędzić na bilecie i mieć dodatkowe przywileje – omijanie kolejek do atrakcji czy niższe ceny produktów w miasteczku, np. w restauracji – wyrabiajcie ją śmiało.

Dla porównania Energylandia czynna jest każdego dnia od 10:00 do 20:00 (poza ścisłym sezonem prawdopodobnie do 18:00). Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 119 zł, a dla osób do 140 cm wzrostu 69 zł (jest to podyktowane faktem, iż z uwagi na zasady bezpieczeństwa niscy ludzie nie będą mogli skorzystać ze wszystkich atrakcji). Miłym bonusem jest to, że w dniu urodzin bawimy się za 1 zł.

Oba parki rozrywki przewidują dodatkowe zniżki, np. dla dzieci do 3 roku życia, kobiet w ciąży czy seniorów. W Energylandii tych zniżek jest więcej. Można tam na przykład zorganizować… sesję ślubną! Wówczas młoda para oraz fotografowie – maksymalnie dwaj – płacą 1 zł. Być może w Legendii da się skorzystać z podobnej oferty, ale strona internetowa milczy. Warto dopytać.

Legendia – plusy w odniesieniu do Energylandii

Do Legendii przyjechaliśmy w połowie wakacji, bo na początku sierpnia. Panowała piękna pogoda: było słonecznie i ciepło (ponad 30°C). Podobne wyglądały warunki podczas pobytu rok wcześniej w Energylandii, z tą różnicą, że w Chorzowie pojawiliśmy się we wtorek – dzieciaki miały wakacje, ale rodzice siedzieli w pracy – w Zatorze zaś w weekend. Z uwagi na tę niezgodność porównanie długości oczekiwania na atrakcje może – ale nie musi! – być nieadekwatne. Nie sposób jednak nie docenić Legendii za… zupełny brak kolejek! No dobrze, czekaliśmy dwa razy. Raz przy roller coasterze dla dzieci, bo na torze jeździły tylko dwa wagoniki, a każdy mieścił cztery osoby, drugi raz przy tegorocznej nowości. Staliśmy wtedy ok. 15 i 30 minut (a może 40?), podczas gdy w Energylandii na każdą atrakcję przyszło nam czekać od 20 do 50 minut. Nic dziwnego, że w Zatorze zaliczyliśmy 11 przejazdów (w tym dwie powtórki), w Chorzowie zaś co najmniej 25 (strona www nie jest aktualna i nie mogę się doliczyć). Różnica jest miażdżąca.

Do Chorzowa jechaliśmy niecałe 2 h, podczas gdy wyprawa do Zatora wymagała poświęcenia lekko ponad 2,5 h. (I tu, i tu jedzie się autostradą). Oczywiście to plus relatywny, bo mieszkańcom zachodniej części Polski może być wygodniej dostać się do Energylandii (my startowaliśmy z Wrocławia).

Legendia położona jest w centrum, więc nie trudno znaleźć przy niej hotel. Do Zatora trzeba dojechać rano, bo miejscowość i wesołe miasteczko znajdują się na pustkowiu. Ma to swój klimat – o czym później – jednak może zirytować kierowcę (nie napijesz się piwa, drogi tato!).

Parking przy Legendii jest cudowny. Stoi się na nim za darmo, trzeba tylko pamiętać, by zachować bilet do parku rozrywki i pokazać go podczas wyjeżdżania (w Energylandii nie trzeba, acz też parkuje się za darmo). Jest rozległy i położony blisko wejścia. Podobnej rzeczy nie mogę napisać o Energylandii, gdzie parking jest tak ogromny, że do wesołego miasteczka idzie się godzinę, a samochody stoją na dziko na trawie. Oczywiście plusem jest możliwość pomieszczenia większej liczby gości.

Trudno powiedzieć, gdzie znajduje się więcej atrakcji (co roku ich liczba się zmienia). Faktem jest jednak, że to w Legendii więcej jest fajnych atrakcji. Jako poszukiwaczka dreszczyku wybierałam tylko te potencjalnie ekscytujące. Oczekiwane uczucie – nazywane przeze mnie ściskiem macicy – wywołały przejażdżki na dwóch: Lech Coasterze (cudo!) i Magical Lake Expedition. Pozostałym – o których w dalszej części – także przyznałam wysokie noty. Podczas gdy w Energylandii sporo jest atrakcji dla małych dzieci (większość?), tu znajdziemy raczej takie dla dzieci starszych lub siedzących tuż przy osobie dorosłej.

Na terenie Legendii jest sporo punktów gastronomicznych. Prawdopodobnie mniej niż w Energylandii, jednak z głodu paść się nie da (nie sprawdziłam oferty wegańskiej). Do wyboru są obiady (kotlety, ryby, frytki, burgery, zapiekanki…), okolicznościowe słodycze (gofry, lody z automatu) oraz drobne przekąski. Półlitrowa butelka Coca Coli czy innego napoju gazowanego kosztuje 6,50 zł.

Podobnie jak w Energylandii, w Legendii organizowane są występy grupy tanecznej. My natknęliśmy się na taki tuż przed zamknięciem parku. Prawdopodobnie miał ściągnąć gości do bramy wyjściowej (tam znajduje się scena), by obsługa nie musiała wyłapywać niedobitków i wypraszać w mniej przyjemny sposób.

Wesołe miasteczko w Chorzowie zorganizowane jest wokół jednego tematu – wydobywania węgla (nic dziwnego, w końcu to Śląskie Wesołe Miasteczko). Fakt ów sprawia, że jest spójne. Dużo w nim krasnoludków, kopalni, smoków, złota i innych cennych surowców.

W kilku miejscach na terenie Legendii znajdują się spryskiwacze, które ratują życie w upalne dni (nam uratowały!). Podobne napotkaliśmy w Energylandii, więc pod tym względem parki są równe.

Po skorzystaniu z ekstremalnych atrakcji można zakupić zdjęcie pstryknięte w stresowym momencie – nietęgie miny gwarantowane! Trzeba się przygotować na wydatek ok. 10 zł (nie jestem pewna, czy nie 12). W zeszłym roku w Energylandii takie zdjęcie kosztowało 10 zł.

Długością pobytu na atrakcjach Legendia deklasuje Energylandię. Nie dość, że na swoją kolej z reguły czekaliśmy ok. 5 minut, to jeszcze przejazdy trwały długo. W Energylandii wszystko jest przygotowane tak, by zwalające się do wesołego miasteczka tłumy zdążyły skorzystać z jak największej liczby atrakcji i były zadowolone. W efekcie przejazdy trwają po 1-2 minuty i często są zrobione na odwal. Urządzeniom brakuje mocy, a o jeździe w drugą stronę lepiej zapomnieć, żeby się nie rozczarować.

Na terenie Legendii nie ma zakazu korzystania z kamerek GoPro – nawet widzieliśmy mężczyznę nagrywającego swoje przejazdy. Energylandia jest obklejona licznymi zakazami – i to dotyczącymi wszystkiego – niczym pałac królewski (szkoda, że zapomniano o zakazie spożywania alkoholu). W chorzowskim parku rozrywki działa także internet, więc typowa współczesna młodzież może na bieżąco relacjonować zabawę (i kusić znajomych, którzy dołączą, pomnażając zysk wesołego miasteczka). W Zatorze złapanie sieci to znalezienie kwiatu paproci.

Legendia – minusy w odniesieniu do Energylandii

Pierwszy minus Legendii to brak wyraźnego podziału na strefy. Co prawda mamy jakieś tam Magical Village, Valley of Dreams, Magical Forest czy Magical Mountains, ale – bądźmy szczerzy – czy coś wam to mówi? Magiczne nazewnictwo niewątpliwie wprowadza klimat fantasy, lecz jest bezużyteczne pod względem orientacyjnym. Dokąd mam się udać, jeśli jestem matką 2-latka? Na jaką atrakcję pójść podczas pierwszej randki? Gdzie skierować kroki, jeśli chcę, żeby od prędkości flaki wyfrunęły mi przez uszy? W Energylandii ten problem rozwiązany jest milion razy lepiej. Obowiązują tam dwa podziały: tematyczny (np. krasnale czy unicorny) i z uwzględnieniem grup docelowych (ekstremum, dzieci itd.).

Ponieważ Legendia znajduje się w środku miasta, brakuje jej magii, którą ma położona na uboczu Energylandia. Ta druga jest niczym wyspa na oceanie pól. Podczas pobytu w chorzowskim wesołym miasteczku czujemy się… trudno mi znaleźć słowo. Może przyziemniej? Dookoła są budynki i ulice. Ludzie chodzą na zakupy, wracają z pracy, wyprowadzają psy. Trudniej oderwać się od szarej rzeczywistości.

Energylandia jest nowsza, a przez to ładniejsza. Plastyczna, kolorowa i delikatna. W poświęconej jej recenzji wspomniałam, że miałam ochotę pogłaskać murki i ściany. Wiek Legendii widać i słychać. Atrakcje są starsze i toporniejsze. Nie przekłada się to oczywiście na poczucie bezpieczeństwa!

Każde wesołe miasteczko ma swoje gorsze atrakcje. W Legendii są to Dragon RidersCircus Hoppala oraz Dragon Wrestling Tournament. W pierwszym naiwni śmiałkowie kręcą się niczym w kołowrotku dla chomika. Problem w tym, że gryzoniowi wkręciła się łapka i lata jak głupi wraz z kółkiem. Do każdej maszyny nieszczęścia wciskane są cztery osoby, które w najlepszym wypadku będą się nerwowo chichrały przez całą przejażdżkę (ja), w najgorszym walczyły o powstrzymanie pawia po właśnie zjedzonych frytkach (dziewczyna siedząca naprzeciwko Łukasza). Circus Hoppala to atrakcja nie dla takich chudzielców jak my. Mimo iż wiedzieliśmy, że jest bezpieczna, nie czuliśmy się bezpieczni, ponieważ lataliśmy na wszystkie strony, co stanowi średnią zabawę. Z kolei Dragon Wrestling Tournament polega jedynie na tym, że osoba korzystająca z atrakcji boleśnie obija sobie łeb o plastikowe siedzenie (#najgorzej).

W obu parkach rozrywki można pić alkohol – według mnie to nieporozumienie.

Przy starszych atrakcjach w Legendii nie ma szafeczek. Plecak czy torebkę można położyć przy barierce, licząc na to, że nikt nie sięgnie lepkim łapskiem i nie przytuli naszej własności. Przy nowszych atrakcjach są już wygodne regały. Mam nadzieję, że z czasem staną się standardem.

Legendii jest mniej sklepów, na dodatek nie są tak urocze i klimatyczne jak w Energylandii. Niestety w każdym pojawiają się te same produkty. Jakie? Przede wszystkim z logo Legendii. Są nieciekawe i uniwersalne (kolorowe kamyki, magnesy, maskotki). Podczas gdy w Zatorze można kupić coś oryginalnego, w Chorzowie upolujecie tylko chiński kicz, który równie dobrze nabędziecie w sklepie typu wszystko za 2 zł. Na uwagę zasługują co najwyżej kolorowe figurki smoków – naprawdę urocze.

Legendia – opis wybranych atrakcji

Magical Lake Expedition

To atrakcja, do której pod koniec wróciłam. Obsługiwał ją znudzony życiem siwy pan, prawdopodobnie muszący dorobić do emerytury. Nie lubi swojej pracy, ani chyba w ogóle kontaktu z ludźmi. Warczał, burczał i narzekał. Za to atrakcja jest świetna i ściska macicę w momencie, w którym łódka staje w pionie i zaczyna się spadanie. Mogłabym korzystać z niej codziennie.

Giant Water Pump

Coś jak Magical Lake Expedition (zaleta), tyle że kręci się także dookoła (wada). Po atrakcji i mnie, i Łukaszowi było niedobrze. Nudności nie są czymś, na co ma się ochotę na wesołym miasteczku.

Super Ześlizg

Dla dzieci super. Starsi mogą skorzystać w ramach ciekawostki.

Boruta’s Tricks

Dom luster. Można przejrzeć się w kilkunastu krzywych zwierciadłach i trochę pośmiać. Bez dreszczu grozy, ale sympatyczne przeżycie. Warto mieć telefon lub aparat, żeby zrobić zdjęcia.

Sweet Dreams

Tradycyjna karuzela z pojedynczymi siedzonkami. Przypomina pozytywkę, dlatego mnie urzekła. Krzesełko pomieści tyłki dziecięce, ale także szczupłych dorosłych. Z atrakcji skorzystałam co najmniej dwa razy. Nie przyprawia człowieka o dreszcze, lecz daje poczucie… wolności?

Circus Hoppala

O tej (wątpliwej) atrakcji wspomniałam już wyżej, podczas omawiania minusów Legendii. Siedzonka zapinają się automatycznie i są stabilne, jednak nie zapewniają poczucia bezpieczeństwa. To jedyna przejażdżka, przy której dopuszczałam możliwość, że zaraz spadnę i zginę marnie. Nie mogłam się doczekać, kiedy dobiegnie końca. Szkoda, bo zamysł jest bardzo dobry.

Diamond River

Nowość w Legendii – atrakcja wodna. Coś jak roller coaster, tylko w postaci łódki. Tu staliśmy najdłużej, bo ok. 30 minut (może nawet 40). Każdy chciał przekonać się, czy jest taka fajna, na jaką wygląda. Prawdę mówiąc: nie. Płynie się krótko, zjazdy są dwa, a jedyne silne wrażenie zapewnia woda, która chlapie od boków i dołu. Dobrze, że słońce grzało jak szalone, bo mieliśmy przemoczone buty, spodenki, majtki – to nie żart, były przemoczone w każdym milimetrze – i część bluzek.

Roller Coastery

Prawdopodobnie są w Legendii cztery: Dream Hunters Society, Tornado, Lech Coaster i jeden o nazwie nieznanej z uwagi na brak aktualizacji strony oraz mapki. Pierwszy i ostatni są w porządku, choć raczej dla dzieci. Tornado sprawia zawód, bo wydaje się wypasiony – ma dwie pętle, w których jedzie się do góry nogami – ale koniec końców nie daje nawet cienia cienia cienia dreszczyku grozy. Zaprawiony z bojach poszukiwacz silnych wrażeń powinien wybrać Lech Coastera.

Lech Coaster

I to jest najlepszy roller coasterLegendii! Z uwagi na gorsze samopoczucie Łukasza wróciłam na niego sama, na dodatek dwukrotnie, co daje trzy przejażdżki w trakcie pobytu w wesołym miasteczku. Kolejki nie są długie. Atrakcję sponsoruje Lech, stąd jej nazwa. Po zejściu można kupić pamiątkowe zdjęcie.

Dream Flight Airlines

Spokojna i przyjemna atrakcja. Dla rodzin z dziećmi idealna. Pozwala poczuć wiatr we włosach.

Bazyliszek

Nowość z 2018 roku. Coś na kształt domu strachów dla ubogich. Wsiada się do pojazdu magnetycznego i strzela do potworów. Dla dzieciaków chyba fajna przygoda. Dla takich staruszków jak my nie za bardzo.

Phoenix

Atrakcja wygląda ekstremalnie, lecz taka nie jest. Wydała nam się przyjemna. Wyróżnia ją sposób korzystania. Nie tylko siedzi się osobno, ale w dodatku z wyprostowanymi nogami (siedzio-leży).

Sky Flyer

Podobnie do Phoenixa sprawia wrażenie atrakcji ekstremalnej, jednak z dostarczaniem silnych wrażeń nie ma wiele wspólnego. Wielkie kowadło kręci się dookoła własnej osi, obracając ludzi do góry nogami. Łatwo i szybko łapie się rytm, więc ciało wyczuwa, kiedy pojawi się kolejny obrót, i dostosowuje do niego. Nie poczułam nawet lekkiego dreszczyku grozy, szkoda.

Royal Ballroom

Atrakcja trafiająca w środek punktacji. Nic nowego, acz przyjemna. Kręci się dookoła jak karuzela. Raz jest niżej, raz wyżej. Przy zamkowej ścianie dobrze słychać muzykę (balet), na drugim końcu niestety wygrywają dźwięki konkurencyjnych atrakcji, zwłaszcza muzyka nowoczesna z Circus Hoppali.

Trampoliny

Klasyka dziecięcej – i nie tylko! – rozrywki, czyli trampoliny. Nic wyszukanego, a jednak cieszą niezależnie od wieku. Można poskakać, powywracać się, pośmiać. Zrobiliśmy tu dużo zdjęć.

Dragon Riders

Jedna z najgorszych atrakcji. Nieszczęśnik, który z niej skorzysta, kręci się niczym chomik przywiązany do kółka przez okrutne dziecko. Najpierw jest szybko i źle, a potem szybciej i gorzej. Kiedy już ma się nadzieję, że przejażdżka z piekła rodem dobiegła końca, zaczyna się druga runda – w przeciwnym kierunku. Do ostatniej chwili skupiamy się na dwóch rzeczach: żeby nie zwrócić śniadania oraz mentalnie wpłynąć na osobę naprzeciwko, by nie zwróciła swojego.

Dragon Temple

Kolejna przyjemna atrakcja, która pozwala odczuć moment swobodnego spadania. Warto siedzieć w ławeczce z drugą osobą, bo rzucanie na boki jest tak silne, że pojedynczo będziemy się ślizgać po plastikowej kanapie (a wtedy nie czuć spadania).

Dragon Wrestling Tournament

Najgorsza atrakcja numer dwa, zaraz po Dragon Riders AKA Pułapce na chomika. Kręci się to-to dookoła niczym karuzela, a także wokół osi foteli. Niestety obroty nie należą do najłagodniejszych, przez co można porządnie przywalić głową o ciasną podstawkę. Wsiadłam raz – o raz za dużo.

Legendia czy Energylandia – które miasteczko wybrać?

Które wesołe miasteczko jest lepsze: Legendia czy Energylandia? Odpowiedź jak zwykle brzmi: to zależy. Konkretnie zależy od tego, czego oczekujemy. Żeby pozostać w klimacie bloga, wymyśliłam dla was zgrabne porównanie. Mam nadzieję, że się sprawdzi:

Energylandia jest jak lody Magnum. Płacisz sporo, lecz później przyjemnie pochwalić się zrobionymi w niej zdjęciami czy rzucić mimochodem: Ach, byłam w Enerylandii. Bycie jak Magnum ma jednak swoje wady. Każdy wie, że to lód drogi i mały, a często również rozczarowujący w wyniku niespełnienia pierwotnej funkcji (tu: ochłodzenia). Magnuma je się dla smaku i od czasu do czasu, nie zaś powszechnie i na co dzień.

Legendia to Big Milk. Jest tańsza i przyziemna, acz klasycznie pyszna. Każdy wie, że nie ma co liczyć na szpan, jednak nikomu to nie przeszkadza. Stanowi wybór przeciętnego konsumenta z uwagi na prostotę. Ale nie tylko! Tu spełnia się podstawowa funkcja: bawimy się dużo, często, różnorodnie i natychmiastowo (bez irytującego oczekiwania).

A zatem Energylandia to opcja na wypasie – idealna do robienia zdjęć, chwalenia się na portalach społecznościowych i podrywu. Pozwala oderwać się od rzeczywistości i naprawdę przenieść do magicznej krainy. Czeka nas tam zabawa z wyższej półki – jakościowej, ale i cenowej. Z kolei Legendia jest wesołym miasteczkiem przystępniejszym i swojskim. Tu za wszystkie czasy wybawi się cała rodzina. Dostaniemy dużo i szybko, jednak bez oryginalnego opakowania (albo w kartoniku, który kiedyś był ozdobny, lecz się uszkodził, więc przenieśli go na regał z promocjami).

Jeśli chcemy zaszpanować przed nowo poznaną sympatią, oświadczyć się, wrzucić do internetu galerię budzących zazdrość zdjęć albo po prostu spędzić dzień w bajkowej krainie, lepiej sprawdzi się Energylandia. Do Legendii warto pojechać po moc atrakcji i nieustającą zabawę. To tu będziemy bawić się tak dobrze, że pod koniec dnia padniemy na łóżko bez energii, lecz w pełni zadowoleni.

***

Do którego z zaprezentowanych wesołych miasteczek wybralibyście się chętniej?
Dlaczego właśnie tam?

18 myśli na temat “Legendia czy Energylandia? Recenzja wesołego miasteczka w Chorzowie

  1. Zaskoczyłaś mnie tą recenzją! Zawsze myślałam, że Legendia nie jest warta uwagi, że nie ma tam fajnych atrakcji godnych uwagi i nie warto na nią marnować pieniądze. Dlatego już 3 raz z rzędu odwiedziłam w tym roku Energylandię. Widzę, że to był błąd! ^^ w przyszłym roku na pewno wybiorę się do Legendii :) dziękuję za ten wpis! Gdyby nie on, na pewno bym się na to nie zdecydowała ^^

  2. Strasznie trudny wybór :) Do Legendii pojechałybyśmy z dzieciakami, bo one w kolejkach stać nie chcą i cieszą się wszystkimi atrakcjami jakie by nie były :D Do Energylandii pojechałybyśmy z grupą znajomych, z którymi oczekiwanie w kolejce nie byłoby wcale nudne :)

  3. Eee porównanie do lodów mnie nie przekonało, bo ja lubię Magnuma nie za szpan, ale za grubaśną czekoladę – no i to ulubiony lód mojego brata z dzieciństwa, a wiadomo, że na guście starszego brata się polega :P Jak już to dla mnie Legendia jest jak Cornetto czekoladowe. Albo coś.

    W każdym razie, nie chadzam po parkach rozrywki, ale z tych dwóch wybrałabym Legendię. Wydaje się, że można się tam bawić znacznie, znacznie lepiej. Choć „chomikowej” atrakcji wolałabym uniknąć.

    1. Z oczywistej przyczyny nie mogłam posłużyć się porównaniem, które trafi do przekonań i doświadczeń każdego, dlatego skorzystałam ze skojarzeń przyjętych społecznie. Ja też lubię Magnumy za polewę, a nie szpan. Z kolei Cornetto nie lubię wcale, więc porównanie do niego Energylandii byłoby krzywdzące. Poza tym ile osób wie, co to Magnum – nawet jeśli nie jadło – a ile, czym jest Cornetto? ;>

      E tam, jak trafisz do Legendii, rozpocznij i zakończ Chomikiem :’D

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.