Holi Festival we Wrocławiu – sprawozdanie i zdjęcia

Kto choć trochę mnie zna, za nic w świecie nie uwierzy, że udało mi się zrealizować połowę – a może nawet większą część?! – planów-zadań umieszczonych na wakacyjnej liście must do. Sama siebie nie poznaję, oczywiście w pozytywnym sensie. Pamiętacie kwietniowy wpis o 4 atrakcjach, z których warto skorzystać we Wrocławiu? Zdradziłam w nim kilka autorskich pomysłów na spędzenie wolnego czasu w nadchodzących miesiącach, zwłaszcza czerwcu, lipcu i sierpniu. Zaliczyłam niemal wszystkie!

Wyścigi konne świadomie odpuściłam, bo rozgrywają się w nie moich godzinach, a realizowanie zadania dla samego ściągnięcia z listy nie ma sensu. Zamiast zamku zwiedziłam Twierdzę Kłodzko (nie polecam, o czym napisałam w Wyznaniach byłego urlopowicza) i Sztolnie Walimskie. Oczywiście do zamku też się wybiorę – priorytetem jest zwiedzanie nocą Książa (rozważam wzięcie udziału w wydarzeniu halloweenowym). Płynęłam kajakiem i bonusowo rowerem wodnym. Zaliczyłam jeziorko i góry (dziwię się, że nie otrzymałam orderu za przetrwanie). Mało tego, pierwszy raz od wielu lat wystawiłam stopę za polską granicę, przy okazji obkupując się jogurtowo-batonikowymi cudownościami – zobaczcie tylko zdjęcia upamiętniające!

Noc spadających gwiazd przegapiłam, ale to nic straconego – na jesieni i w zimie czekają mnie jeszcze trzy. Wesołe miasteczko odwiedziłam i sporządziłam jego recenzję – koniecznie ją przeczytajcie, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście (w przeciwnym razie będę gryzła, biła i kopała). Na pokazie wrocławskiej Fontanny Multimedialnej byłam dwukrotnie: sama i w towarzystwie. Skorzystałam też z oferty parku linowego „Skalisko”, utrwalając przygodę w blogowym wpisie. Ostatnią atrakcją – póki co, bo wcale nie skończyłam eksploatować tego roku! – okazał się festyn z okazji święta kolorów. Co prawda nie był to Festiwal Kolorów, na którym planowałam się pojawić, ale Holi Festival pozwolił uznać zadanie za wykonane.

Czym są święto kolorów i Holi Festival?

Holi Festival to organizowana w całej Polsce impreza na cześć święta kolorów. Święto owo, zwane po prostu Holi, wywodzi się z hinduizmu i jest obchodzone „przede wszystkim w Indiach, Nepalu i innych regionach świata, głównie wśród Hindusów lub osób pochodzenia indyjskiego”, jak podaje ciocia Wikipedia (wszystkie osoby wrogo nastawione do fujfujniepolskichświąt proszone są o splunięcie gdziekolwiek, byle nie w monitor). W tym dniu celebruje się radość i wiosnę.

Zaraz, zaraz… wiosnę?! Tak, święto Holi bowiem obchodzone jest na przełomie lutego i marca. Łatwo się domyślić, że w polskich warunkach trudno byłoby zachęcić ludzi do świętowania w minusowej temperaturze, gdyż zamiast kolorowego proszku wyrzucaliby w górę oderwane od nosa sople. Na wszelki wypadek więc wszystkie Festiwale Kolorów i Holi Festivale organizuje się w okresie okołoletnim.

Podczas obchodów oryginalnego święta Holi ludzie świętują, śpiewając, tańcząc, jedząc przysmaki i oblewając się kolorowymi farbami. U nas uroczystość została skrojona na polską miarę, co oznacza, że zamiast śpiewów mamy podśpiewki (MaAaAaAaniek, daAaAaAawaj noOoOoOo tego jaAaAaAabola, bo zaAaAaAara wypijesz wszystkoOoOoOo sam!), zamiast tańców skoki pod sceną (3…2…1…skaczemy w górę!!!; stówa dla tego, komu na równej powierzchni uda się skoczyć w dół), zamiast rodzimych potraw chipsy z Biedronki (każdy Polak wie, że taniej znaczy lepiej), a zamiast farb proszki holi (spróbowałbyś, chłopaku, oblać panience nową bluzkę z H&M-u farbą, to zaraz by Ci pokazała, gdzie raki holiują).

Dla kogo są imprezy typu Festiwal Kolorów czy Holi Festival?

Mogę poironizować – ach, toż to czekolada z karmelem na me serce! – jednak w rzeczywistości doceniam tego typu wydarzenia. Święto czy nie, miło obserwować, że smutny polski naród robi coś radosnego. Może i nie umiemy jeszcze bawić się bez alkoholu, a kultura osobista pozostawia wiele do życzenia – wystarczy rzucić okiem na miejsce imprezy tuż po zakończeniu (biada osobom sprzątającym) – lecz coraz bliżej nam do społeczeństwa otwartego na nowości i tolerancyjnego. Zabrzmię teraz jak dziad, ale naprawdę uważam, że cała nadzieja w młodych. Internet wyjada im mózgi łyżeczką jak my tu wyjadamy lody czy jogurty, lecz jednocześnie wypełnia je komunikatami, że nieznane jest godne poznania.

A zatem festiwale kolorów to imprezy dla ludzi młodych – niekoniecznie metryką, ale obowiązkowo duchem! – otwartych, energicznych i optymistycznie nastawionych do nowego. Jeśli lubicie wielobarwne kolaże i nie boicie się trochę pobrudzić (bez obaw, wszystko schodzi podczas mycia i prania, o czym wspominam także dalej), musicie pojawić się na jednej z kolorowych imprez chociaż raz w życiu.

O proszku holi słów parę

Wiem, że sporo osób waha się przed pójściem na festiwal kolorów z obawy przed zniszczeniem ubrań (ach wy materialiści!). Na szczęście ta obawa zdecydowanie nie ma racji bytu, mówiąc zaś młodzieżowo: jest z dupy. Proszki holi są łatwo zmywalne zarówno ze skóry i włosów, jak i ubrań – nawet śnieżnobiałych i kupionych u Prady (możecie więc zabrać ze sobą także diabła, który się tam ubiera).

Ponadto proszki holi są naturalne, gdyż składają się z talku, mąki kukurydzianej i naturalnych barwników spożywczych. (Z niewykorzystanych możecie upiec ciastka, choć podejrzewam, że będzie to coś niejadalnego i obrzydliwego). Zostały przebadane i spełniają normy unijne, dzięki czemu mają certyfikaty. Nie są toksyczne, nie uczulają, nie palą się i nie wybuchają. Wybuchnąć za to może osoba obok, jak pacniecie jej proszkiem prosto w oko – warto wówczas bezzwłocznie brać nogi za pas.

Co warte odnotowania, na festiwale teoretycznie nie można wnosić swoich proszków, a więc istnieje minimalne ryzyko, że ktoś wysypie wam na głowę pozornie niewinny pyłek powodujący łysienie lub zabarwioną amfetaminę podnoszącą jakość zabawy. Swoją drogą, chętnie poznałabym tę rozrzutną osobę, która zdecydowałaby się wyrzucić w powietrze taką ilość drogiego specyfiku.

Festiwal Kolorów a Holi Festival – różnice

Na Festiwalu Kolorów byłam dwa lata temu, na Holi Festivalu zaś pod koniec sierpnia bieżącego roku. Bawiłam się z tymi samymi osobami: moim wieloletnim przyjacielem Mariuszem (dziękuję Ci za cudowne zdjęcia, m.in. te zaprezentowane we wpisie!) i jego ukochaną Kasią, choć za pierwszym razem dołączyli nas także ich znajomi. Odnieśliśmy te same wrażenia, mianowicie iż:

Festiwal Kolorów to impreza większa i zorganizowana lepiej – z pompą. We Wrocławiu odbywa się znacznie wcześniej, bo tuż przed rozpoczęciem wakacji w szkole. Co roku znajduje się w tym samym, reprezentatywnym miejscu – przy stadionie. Pojawiają się na niej ludzie w każdym wieku i jest ich naprawdę dużo. Strefa wyrzutu proszków holi zostaje ogrodzona, a wstępu pilnują ochroniarze. Scena z artystami jest duża. Dookoła stoją stragany oraz busy z jedzeniem i piwem. Widać i czuć, że ktoś stoi na straży tego, by wszystko wypadło świetnie.

Holi Festival to impreza znacząco mniejsza, skromniejsza i „dzika”. Mariusz nazwał ją „festynem osiedlowym”, z czym się zgadzam. Tym bardziej zdziwiło mnie, gdy wyczytałam, że wydarzenie jest ogólnopolskie. Średnia wieku wynosi tu 15 lat. Młodzież traktuje święto jako świetną okazję do zaprezentowania się w kontekście matrymonialnym. Poza „free hugs” co chwilę napotyka się na 15-latki z odsłoniętymi dekoltami i napisami „free kisses” na piersiach (niejeden pedofil chętnie by liznął). Nie ma busów z jedzeniem ani ochroniarzy, chyba że są na początku, ale po zwątpieniu w sens życia wycofują się rakiem. Niepełnoletnia młodzież pije alkohol i pali papierosy, jednak nikt nie zwraca na to uwagi. To nagroda pocieszenia dla osób, które nie dotarły na Festiwal Kolorów.

Jeśli się uda, w przyszłym roku zaliczę oba festiwale i zweryfikuję opinię. Może się okaże, że porównanie imprez na przestrzeni dwóch lat jest krzywdzące dla skromniejszego Holi Festivalu. Jak to się pięknie mówi – a potem jakoś tak zapomina wcielić w życie, he, he – pożyjemy, zobaczymy.

Na koniec jeszcze dwa dowody na to, że potrafię się socjalizować, a Mariusz i Kasia są realni:

***

To jak, wybierzecie się w przyszłym roku na festiwal kolorów?

13 myśli na temat “Holi Festival we Wrocławiu – sprawozdanie i zdjęcia

  1. Byłam na festiwalu kolorów w Krakowie. Naprawdę fajna zabawa, ludzie stają się otwarci i synpztyczni, aż ciężko uwierzyć że to Polacy, którzy zwykle są pochmurni i niezbyt towarzyscy :D warto wybrać się na ten festiwal, tym bardziej że wstęp jest bezpłatny i każdy może sobie na to pozwolić :) a zdjęcia masz świetne! :D

    0
    1. Czemu chciałabyś, żeby było inaczej? ;> Częściej słyszę, że ktoś chciałby pójść, ale nie idzie, bo coś tam, niż że chciałby chcieć.

      0
        1. Zwracam honor. Ja chciałabym chcieć interesować się polityką, zwłaszcza mojego państwa, bo uważam to za bardzo ważne. Niestety polityka w ogóle mnie nie kręci i nie potrafię się zmusić. Podobnie chciałabym chcieć znać historię i być bardziej obyta kulturalnie. Kojarzyć nazwiska i wydarzenia. Potrafić się wypowiedzieć i nie czuć wstydu. Zdecydowanie niewiedza na tematy, które uważam za istotne, jest moim kompleksem.

          0
        1. Teraz i tak jest już za późno :) Zostaje przyszły rok.

          Z innej beczki: jakie masz dodatkowe rozrywki/pasje poza gotowaniem i czytaniem? Mam na myśli raczej takie wymagające przebywania poza domem i/lub kontaktów międzyludzkich.

          0
  2. A już miałam nadzieję, że Mariusz i Kasia to nazwy selfie sticków (heheszki :* pozdrawiam przyjaciół!). Nigdy na tym nie byłam, odkąd mnie postraszono, że to jest grzech, bo wywodzi się z hinduizmu i chrześcijanie nie powinni tego celebrować. No ale, jeśli nie przypisuje się tutaj czci jakiemuś bóstwu tylko po prostu idzie się i sypie proszkiem to w sumie why not? Choć nie lubię być brudna i mimo wszystko obawiałabym się, że ten proszek mi z ciuchów nie zejdzie (co tam włosy i ciało ;D).
    Suuuper, że się dobrze bawiłaś!

    0
    1. Zszokowałaś mnie. Walentynek też nie można czcić, bo się modli do Kupidyna? :D Kto Ci tak w ogóle powiedział?

      0

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.