Ferrero, Giotto Haselnuss

Zaprezentowane dziś Giotto Haselnuss to kolejne apetyczne pralinki z kolekcji Ferrero, stojące tuż obok Raffaello, Ferrero Rocher czy Rondnoir. Niestety w przeciwieństwie do wspomnianej trójki można je dostać wyłącznie za granicą lub w punktach czy działach z żywnością importowaną.

Ja Giotto Haselnuss po raz pierwszy spróbowałam na początku studiów. Dorwałam je w jednym ze sklepów sieci Społem, gdzie zresztą są dostępne do dziś. Uznałam je wówczas za doskonałe i milion razy lepsze od dotychczasowego numeru jeden – Ferrero Rocher. Gdyby nie egzotyczna cena, jadałabym je częściej.

W ubiegłoroczne wakacje, podczas słodyczowego polowania w niemieckim markecie, zdecydowałam się ustrzelić je raz jeszcze. W przeliczeniu z euro na polskie wyniosły mnie o wiele mniej, poza tym od lat myślałam o powtórce i stawieniu czoła stworzonemu przez siebie obrazowi ideału.

Ferrero, Giotto Haselnuss, pralinki z kremem orzechowym i siekanymi orzechami laskowymi, zagraniczne słodycze, copyright Olga Kublik

Giotto Haselnuss

Kuleczki Giotto Haselnuss są znacząco mniejsze od Raffaello czy Ferrero Rocher. Ważą dokładnie tyle, ile zapowiedział producent – rulonik z 9 pralinkami wykazuje na wadze 38,7 g. Są szczelnie pokryte siekanymi orzechami laskowymi, z uwagi na co zawierają miliony jednostek biodrowych (632 kcal w 100 g). Gdybym nie uparła się przy fakcie, że są idealne, pewnie skutecznie by mnie to odstraszyło.

Giotto Haselnuss marki Ferrero dostarczają 632 kcaal w 100 g.
Opakowanie liczy 9 pralinek, które ważą 38,7 g i zawierają 245 kcal.
1 pralinka Giotto waży 4,3 g i dostarcza 28 kcal.
(Dla porównania: 1 Raffaello waży ok. 10 g, a Ferrero Rocher ok. 12 g).

Ferrero, Giotto Haselnuss, pralinki z kremem orzechowym i siekanymi orzechami laskowymi, zagraniczne słodycze, copyright Olga Kublik

Moje desery składają się z jogurtu (tym razem owsianki instant) i czegoś słodkiego. Najpierw zjadam jogurt, dopiero potem baton, czekoladę, ciastka czy co tam sobie naszykuję. Produkty zazwyczaj leżą obok siebie… ale nie tym razem. Okazało się, że Giotto Haselnuss pachną tak intensywnie, iż nie jestem w stanie odnotować aromatu owsianki. Musiałam przenieść je na szafkę stojącą po drugiej stronie pokoju (!).

A czym praliny Ferrero tak pachną? Esencją słodkiego kremu mleczno-orzechowego. Przywodzą na myśl jednocześnie mleczne Kinder Bueno i Kinder Happy Hippo. W dalszej kolejności do głosu dochodzi echo Nutelli. Jest do bólu słodko (cukrowo), jednak tak wyraziście i ujmująco laskowoorzechowo, że trudno powstrzymać się od rozsmarowania sobie Giotto Haselnuss na skórze.

Ferrero, Giotto Haselnuss, pralinki z kremem orzechowym i siekanymi orzechami laskowymi, zagraniczne słodycze, copyright Olga Kublik

Polewa pokrywająca Giotto Haselnuss jest zaskakująca, bo niezastygła (!). Przypomina zwykły krem (ten sam co wewnątrz), w którym poupychano miliony kawałków orzechów laskowych. Jest więc mięciutka i tłusta, bez trudu odchodzi od wafelka. Smakuje orzechowo. Wetknięte w nią orzechy są świeże, wyraźnie tłuste, pełne smaku i chrupiące na potęgę. To czysta doskonałość konsystencji.

Wafelek odpowiadający za stałość i stabilność pralinek Giotto jest gruby i opłatkowy, taki jak np. we wspomnianym wcześniej Kinder Happy Hippo. Skrywa idealnie gładki, gęsty, tłusty i jedwabisty krem. Nie ma w nim nawet cienia proszkowatości. Smakuje worem czystego białego cukru i orzechami laskowymi. Zawiera delikatną goryczkę (orzechów?). Ma wiele wspólnego z nadzieniem z Kinder Bueno. Przy okazji jest zaledwie odrobinę rzadszy od „polewy”. Spójrzcie tylko na zdjęcie poniżej…

Ferrero, Giotto Haselnuss, pralinki z kremem orzechowym i siekanymi orzechami laskowymi, zagraniczne słodycze, copyright Olga Kublik

Wyznaję szczerze: otwierając Giotto Haselnuss, obawiałam się zderzenia z legendą. A bo to raz rozczarowałam się czymś, co parę lat wcześniej miałam za idealne? Szkoda tracić czas na wymienianie, ile produktów ostatecznie znalazło się w worze zawiedzionych nadziei.

Nie tym razem! Niepozorne i maleńkie praliny Ferrero, choć słodkie jak pobijanie rekordu w najdłuższym francuskim pocałunku z barankiem cukrowym, obezwładniają smakiem orzechów laskowych. Każda warstwa odznacza się idealną konsystencją, a jednocześnie współgra z pozostałymi. Przysięgam – i pal licho słodycz – że w Giotto Haselnuss nie można poprawić absolutnie niczego!

Ocena: unicorn smaku


Skład i wartości odżywcze:

Ferrero, Giotto Haselnuss, pralinki z kremem orzechowym i siekanymi orzechami laskowymi, zagraniczne słodycze, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

25 myśli na temat “Ferrero, Giotto Haselnuss

  1. Ooo, a ja ich nie znam! I teraz baardzo chcę poznać <3 one są tak maciupeńkie, że aż urocze ^^ trzeba je chyba jeść w szczelnie zamkniętym pokoju, żeby po zapachu się domownicy nie zlecieli i nie powyjadali wszystkiego :D ja pewnie sama bym tak zrobiła… Wyglądają przepysznie *.*

    0
  2. Naprawdę Unikorn? Dla mnie to takie 3/6, za słodkie, za nijakie i za małe. Moja pierwsza myśl po ich spróbowaniu była taka: nie dziwię się, że tego nie eksportują na dużą skalę. Taką tanizną smakują i jeszcze ta konsystencja smakołyków z Auchan :/

    0
    1. Zasmucasz mnie. Giotto faktycznie są słodkie jak sam szatan, ale w moim odczuciu wciąż tysiąc razy lepsze od chociażby Raffaello. Nie wiem, co masz na myśli, pisząc o „konsystencji smakołyków z Auchan”. Pewnie chodzi Ci o te na wagę. Nigdy ich nie jadłam, więc się nie odniosę. Mogę za to napisać, co sądzę o konsystencji Giotto. Według mnie jest IDEALNA. Wafelek cechuje kruchość, a nadzienie to tłuściutki, leciutki krem. Smak wymiata.

      0
      1. Jadłem wersję orzechową i cookies & cream. Orzechowa 3/6, ta druga 1 w porywach do 2. Zupełnie nieciekawy smak, ta orzechowa przynajmniej ma dobre orzechy na zewnątrz.

        0
  3. Kiedyś chciałam za wszelką cenę kupić Mamie, ale jakoś jak ze dwa lata temu wróciłyśmy do Rafaello i obu nam waliły cukrem i margaryną, zrezygnowałam. Teraz już sama nie wiem (ratunku!). Już drugiego jej urodziny, a ja dalej nie wiem, co ze słodkości jej kupić, bo mam wrażenie, że ostatnio albo jej gust albo wiele jej słodyczy się zmieniło.

    PS Tak jak o Mamie zaczęłam, to mi jej Jeżyki się przypomniały. Te ciastka są w Twoim guście? Jadasz?

    0
    1. Boję się radzić w kwestii prezentu dla mamy, bo do dziś czuję ból w serduszku po tym, jak ją zawiodłam :(

      Jeżyki kocham z całego serca, ale nie jadam. Jest za dużo wariantów, żeby kupić wszystkie naraz, a pojedynczo nie widzę sensu. Kiedyś na pewno do nich wrócę.

      0

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.