10 rzeczy, których nienawidzę w sklepach #1

Nic nie sprawia mi tak wielkiej radości, jak porządny festiwal nienawiści. Żadna mleczna czekolada nie smakuje tak dobrze ani żadna osoba nie da mi tyle przyjemności, co… albo w sumie da. Złorzeczenie na innych ludzi, sytuacje i rzeczy jest o wiele przyjemniejsze, gdy ma się zgodne w nienawiści towarzystwo. Partnera, przyjaciela, kogoś z rodziny, whatever. Właśnie z tego powodu dziś moimi zarzutami wobec sklepów – nie jakiegoś konkretnego, ale wszystkich w ogóle – dzielę się z wami.

Wśród punktów nienawiści nie znajdziecie oczywistości typu wieczne ustawianie się do najdłuższej kolejki, niewydawanie grosza czy niemożność zapłaty za sprawunki kartą. Bez wątpienia są to aspekty, które denerwują mnie podczas zakupów, ale nie najbardziej.

Bez zbędnego przedłużania, oto pierwsza część 10 piekielnych zapalników zakupowych:

1. Czytniki cen, które nie są w żaden sposób oznakowane. Po pierwsze szukasz tego dziadostwa przez pół roku, niosąc tonę rzeczy pod pachami i w zębach, bo pchanie ciężkiego koszyka przez zatłoczony supermarket to sport ekstremalny, a ty nie chcesz się spocić. Po drugie ryzykujesz pozostawienie koszyka daleko za sobą, co jest niczym gra w ruletkę, gdyż po powrocie możesz zastać albo do połowy obrabowany statek, albo swoje produkty przemieszane z przypadkowymi odrzutami innych kupujących, który potraktowali koszyk jako kosz z rezygnacjami. Po trzecie kiedy już czytnik znajdziesz, okazuje się, że kody na niesionych produktach nie zostały wprowadzone do systemu. Taadaa!

2. Zepsute taśmy przy kasach, które straciły funkcję transportowania przedmiotów. Z trudem wykładasz na nie dziesięć zgrzewek dwulitrowych napojów, pięć proszków do prania, dziesięć kilo arbuzów oraz inne ciężkie badziewia. I dopiero wtedy kasjer rzuca na ciebie okiem i mówi: przepraszam, ta taśma jest zepsuta i trzeba przynieść zakupy do mnie. Aż chce się żyć!

3. Kasjerzy, którzy trzymają pedał taśmy za długo. Być może są złośliwi, a być może praca absorbuje ich tak bardzo, że nie mają czasu popatrzeć, w jakich odległościach zostały ułożone na taśmie przedmioty. Kasują jedną osobę, jednocześnie trzymając wciśnięty pedał, w efekcie czego zakupy dziesięciu kolejnych osób składają się w harmonijkę i po chwili nie jesteś już pewien, czy ta maść na hemoroidy jest twoja, czy może osoby, która stoi siedem miejsc za tobą.

4. Kasjerzy, którzy wymachują produktami jak fluorescencyjnymi pałeczkami w klubie techno. Jestem pewna, że mój deser składający się z dwóch warstw, których absolutnie nie chcę wymieszać, nie przypomina grzechotki. Nie sądzę, by do zeskanowania kodu potrzebne było zafundowanie moim jogurtom przejażdżki na rollercoasterze. Nie wydaje mi się również, by cienka czekolada była z kamienia i mogła przetrwać nieczuły rzut na odległość. Do olimpiady trenuj swoimi słodyczami, gościu!

5. Cholernie ciężkie przedmioty ustawione cholernie wysoko. Rozumiem, że jak jest się niskim, trudność stanowić może dosięgnięcie do choćby środkowej półki (ja na szczęście jestem wzrostu średniego, więc jakoś tam sobie radzę). Nie rozumiem za to, jak można projektować regały, do górnych partii których dosięgną jedynie potomkowie Slander Mana. Jakiś czas temu chciałam kupić tacie na urodziny zestaw piw. Oczywiście wszystkie warianty stały na półce zawieszonej pięć metrów nad ziemią i przy żadnym nie było ceny. Ściągając je za pomocą znalezionego pudełka, dopuszczałam dwa zakończenia: albo rząd szkła zwali mi się na łeb i umrę, albo rząd szkła zwali się na ziemię i nie umrę, za to na pewno będę żałowała przeżycia, kiedy przyjdzie mi zapłacić za straty.

Część druga

***

Czy któreś z sytuacji brzmią znajomo? Koniecznie dajcie znać w komentarzu, co was najbardziej wkurza podczas robienia zakupów. Czy chodzi o sam sklep, czy może jednak o ludzi, którzy do niego chodzą lub w nim pracują? A może jest market, który wyjątkowo działa wam na nerwy?

14 myśli na temat “10 rzeczy, których nienawidzę w sklepach #1

  1. Zdecydowanie kasjerzy. W szczególności gdy rzucają towarem który starannie wybrałam. Jogurty i owoce czy warzywa to nie piłka do rugby … nienawidzę gdy po 20 minutach wybierania najzdrowszych bananów, gruszek czy jabłek babka rzuca je jak worek ziemniaków. Wszelkie dwuwarstwowe desery czy jogurty to samo, bo nie można postawić tylko rzucić denkiem do góry …. za każdym razem ich opier*******
    Te zaptrzymujące sie taśmy to druga sprawa. Z tego samego względu i z tego który przytoczyłaś … horror.
    W sklepach oprócz tego na nerwy działają mi nieraz, ochroniarze…. czytasz skład oglądasz gdybasz kupić czy nie, a oni stoją chodzą i wgapiapja się w Ciebie jak sroka w gnat aż kupować się odechciewa ….
    I

    1. Opieprzasz ich? Co mówisz? :D

      Z naprawdę frustrującym ochroniarzem miałam styczność tylko raz. Poszłam do Rossmanna w lokalizacji, w której wcześniej nie byłam. Chciałam kupić zmywacz do paznokci, ale że rzadko korzystam z lakieru, nie znam się na produktach z związanych z pielęgnacją paznokci. Wcześniej wyczytałam w internecie, których składników unikać, więc w sklepie przeglądałam składy i szukałam, które zmywacze są dobre dla paznokci, a które je zniszczą. Ochroniarz łaził dookoła mnie jak sęp, w ogóle nie wychodził z wąskiej alejki, mimo iż powinien patrolować cały sklep. W końcu się zirytowałam, siadłam na podłodze i zaczęłam czytać etykiety jeszcze wolniej. Wtedy poszedł, a ja w wstałam i poszłam do kasy (jeszcze zanim poszedł, wiedziałam, który zmywacz wezmę, tylko chciałam mu zrobić na złość).

  2. Ooo tak! Nic tak nie łączy ludzi jak wspolna nienawiść do czegos! :D uczucie kiedy mozesz coś albo kogos z kims zhejtowac – bezcenne ^^
    1. Też tego nie lubie. Najgorzej tez jak czytnik nie chce Ci zeskanowac produktu i machasz nim jak glupia, a to i tak nic nie daje. A wystarczyłoby po prostu dobrze oznaczac rzeczy na plikach i dawac pod kazdym cene!
    2. To jeszcze nie jest takie straszne. Gorzej, jak kasjerka mowi – przepraszam, ta kasa będzie zamknięta, musi pani iść do kasy obok xD
    3. Znowu masz rację. Ja zawsze probuje wtedy przesuwac moje produkty do tyłu, a kasjer jakby robił mi na zlosc i ciagle przysuwa je do siebie, mimo ze osoba przede mną jeszcze nie zaplacila. No po co to?
    4. Ojjj tak, tu się podpisuje zwlaszcza jak kupie Riso albo Monte! Moje biedne kubeczki po otwarciu zawsze wygladaja tak, jakby ktoś już w nich zamieszal lyzeczka co najmniej dziesięć razy :(
    5. Jejku też to znam! Co prawda nie z piwem, ale pamiętam jak kiedys probowalam sciagnac z gornej polki olej albo zgrzewke wody. O ile z olejem jakos sobie poradzilam, tak zgrzewka wody była okropnie ciezka i omal mnie nie zmiazdzyla. A oczywiście nikt z obslugi ani klientow mi nie pomogl, mimo ze skakalam przy tej polce jak glupia przez dziesięć minut >.<
    Ojj lepiej zaparze za tydzien herbatkę, po coś czuje że będzie jeszcze więcej wspólnych tematów do pohejtowania w sklepie :D

    1. Mnie odsyłają do innej kasy, bo ta będzie/jest zamknięta, zanim wyłożę produkty na taśmę, więc z tym problemu nie mam. Niedawno za to trafił mnie szlag, jak zostałam odesłana do drugiej kasy, w której była mega kolejka, tymczasem po mnie do tej rzekomo zamkniętej przyszła jakaś baba i jej kasjerka pozwoliła położyć produkty. Sprawiedliwość (:

      Tak, zrób herbatkę i zabierzemy się do hejtu :D

  3. Rzadko spotykają mnie takie sytuacje, ale nie kupuję 2 warstwowych deserów lub wrażliwych na ruch produktów mlecznych, więc ten punkt całkiem odpada :P Denerwują mnie niedziałające czytniki cen, a oznaczenia ich w gąszczu supermarketowych półek to nawet nie szukam, tylko liczę, że gdzieś mi się takowy napatoczy w trakcie wędrówki po sklepie.
    Gdzie się da, tam korzystam z kas samoobsługowych, więc nie spotykają mnie przygody z taśmą (z kolei kasa taka czasem się zatnie albo nie wyłapuje wagi lekkiego produktu, co też jest wkurzające). W Tesco jeszcze denerwuje mnie duża odległość koszyków od wejścia, więc często muszę nosić wszystko w rękach, bo nie chce mi się chodzić przez cały sklep po koszyk (co czasem bywa trudne, bo nie biorę foliówek ze sklepu i nie pakuję w nie warzyw czy owoców, a jak muszę wziąć kilka różnych, to dojście do kasy (lub co gorsza stanie w kolejce) staje się challengem ;))

    W 5 punkcie w 5 zdaniu brakuje na przed półce chyba ;)

    1. Niestety większość sklepów, do których chodzę, nie ma kas samoobsługowych. W zasadzie tylko Auchan, w którym rzeczywiście z nich korzystam. Zanim zamknęli pobliskie Tesco, też kasowałam sama, tyle że tamte maszyny były jakieś zepsute i zawsze trzeba było wzywać kasjerkę, bo albo waga nie załapała produktu, albo uznała, że coś zostało wyjęte.

      Nie lubię wchodzić do sklepu i iść wzdłuż kas, by znaleźć koszyk lub wózek, bo przy wejściu nie ma ani jednego.

      Niedawno stałam w bardzo długiej kolejce w Biedronce z czterema 1,75-litrowymi butelkami Pepsi w rękach. Nie powiem, nie było to miłe.

      Dziękuję, poprawione ;*

    1. Moja Biedronka ma burdel tylko przy winach. Ostatnio stałam 15 minut przed regałem i nie znalazłam żadnego z oznaczonych, żałosne. W Lidlu jest piękny porządek.

      Mnie z bałaganem kojarzą się Społemy i Leclerc. Społem bardziej z „Grażyna, rzuć gdziekolwiek, klient se znajdzie”, a Lelcerc z brudem.

  4. 4. A co powiesz na to, jak Pani kasjerka wcisnęła mi w dwa jogurty swoje straszliwie długie tipso-szpony? Wieczka niczym ofiary potraktowane nożem… oczywiście zwróciłam uwagę, że „Przepraszam bardzo, ale pani mi te jogurty… no. Takich to ja nie biorę.” – aż z wysłowieniem się miałam problem, tak mnie wcięło, a ona jakby nigdy nic mi je skasowała z kasy i odłożyła gdzieś na bok. No spoko, spoko.

    Zawsze w sklepach towarzyszy mi myśl „co za ludzie” / „skąd oni się biorą”. Najwięcej irytujących przypadków spotyka mnie w Biedrze, co mnie irytuje o tym bardziej, że naprawdę lubię tam kupować wszelkie warzywa itp.

    1. Czytając Twój komentarz, wyobraziłam sobie sytuację nawet gorszą, w której wzięte przez Ciebie jogurty były ostatnimi znajdującymi się w kartonie. Ale piekielność.

  5. Ogromnie wkurza nas brak wielu cen produktów w Biedronkach, do tego te czytniki czające się gdzieś ukryte i albo jest jeden na cały market albo jest więcej, tylko połowa jest zepsuta. Najbardziej chyba denerwuje nas brak cen przy owocach, bo tutaj praca z czytnikiem jest utrudniona. No i warto wspomnieć, że często w Biedrze jest tak, że jest kilka produktów na półce (np. 3 odżywki do włosów różnych firm) i ceny są tylko do tych tańszych a do najdroższej opcji karteczki z ceną nie ma.

    1. Faktycznie się zdarza, że ceny są podane tylko dla produktów tańszych, a dla droższych karteczki magicznie zaginęły. Ponadto wkurzam się i każę wycofywać takie zakupy, kiedy nie wprowadzono do systemu nowej ceny produktu i liczą po starej, wyższej. Ostatnio tak miałam w Lidlu. Jeszcze się kasjerka kłóciła, że ma rację, bo tak jest w systemie. Wypada ogarniać, jak się robi na coś promocję.

  6. Hmm, jako sprzedawca, po przeczytaniu tego tekstu chce mi się troszeczkę śmiać, troszeczkę płakać, ale już tłumaczę dlaczego.
    Zaczynamy po kolei
    1. Tak, nie zawsze czytniki są oznaczone, w niejednym sklepie również chodzę po całej sali i szukam tego durnego urządzenia i zawsze są „pochowane po kątach”. Tylko że też istnieje możliwość uniknięcia ciągłego łażenia po sklepie. Zapytajcie osobę pracującą tam… Co do niesienia zakupów w rękach, bo nie chcesz się tłuc wózkiem, to wybacz, ale to tylko Twój problem. Po to w sklepach dostępne są wózki i koszyki, żeby jak normalny, ucywilizowany człowiek włożyć coś do niego.
    2. Z tym się nigdy nie spotkałam, więc nie zaprzeczam, że takie sytuacje nie miały miejsca.
    3. W ogóle śmieszy mnie to, jak ludzie myślą, że my tam sobie nóżką pompujemy i tak taśma sobie jedzie i jedzie. Moi mili, może w tych starszych sklepach tak było(nie wiem), ale raczej we wszystkich marketach taśmy są na czujnik ( :O ). Przyjrzyjcie się tuż przy miejscu, gdzie taśma się chowa/zawija, nazywajcie to jak chcecie. że są tam równoległe dziurki w tej metalowej obudowie, wow odkrycie! A wiecie co jest bardziej odkrywczego? Nieumiejętne ułożenie produktów na taśmie, bo coś wystaje i haczy o przedziałki, a to powoduje, że wszystkie zakupy z taśmy tworzą jedno wysypisko. Okej, zdarza się, że czujnik nie wyłapuje na przykład saszetek po przyprawach, foli itp. To w tym momencie nikogo wina. Takie urządzenie.
    Odniosę się jeszcze do komentarza użytkownika Cukrowej Drwalowej, bo to mnie też denerwuje. Jeśli skończyłam skanować produkty jednego klienta i nie ma już nic więcej do kupienia, to oczywiste jest to, że przesuwam taśme*, bo gdyby to wszystko stało w miejscu, tworzyłyby się ogromne kolejki. Kiedy przesunę te taśme chociażby 20cm, to ta biedna babcia na końcu będzie mogła sobie wyłożyć ten kilogram ziemniaków i nie będzie musiała trzymać tego w rękach/ktokolwiek wyłoży swoje zakupy – jedna zniecierpliwiona osoba mniej. Denerwuje mnie to, że ludzie przesuwają swoje zakupy do tyłu, bo właśnie przez takie osoby zakupy wjeżdżają w siebie i taka hałda się robi.
    *przesuwam taśme, czyli „bawię” się czujnikiem – przykładam coś to stoi, odkładam to jedzie.
    4. To są tacy? Produktami się nie rzuca tyko przesuwa po skanerze, też bym takich z**bała.
    Co innego warzywa i owoce.
    5. To chyba każdego denerwuje. Tak jakby półgłówki to wymyślały. Tylko jak taki układ towarów przychodzi, to nic nie poradzisz, ewentualnie zapytaj pracownika sklepu o pomoc. Chociaż tyle możesz zrobić by uchronić się od zapłaty za straty, ale to też zależy w jaki sklepie.

    Mogłabym sama napisać, co mnie irytuje w klientach, pokazała wam mój punkt widzenia na te sprawy, ale chyba potrzebowałabym porządnej kawy. W sumie mogę, jutro niehandlowa :-)

    1. Miej na uwadze, że mój blog jest humorystyczny i wiele sytuacji przejaskrawiam, żeby zapewnić czytelnikom rozrywkę. Wątpię, by – tak jak napisałam w tekście – zakupy dziesięciu osób składały się w harmonijkę z uwagi na przytrzymany za długo pedał (lub oszukaną fotokomórkę, jak wyjaśniłaś). Za to dwóch czy trzech już owszem, bo w niektórych kasach jest tylko jedna przedziałka.

      Chętnie przeczytam tekst o irytujących klientach, i piszę poważnie :) Jeśli takowy stworzysz, koniecznie podeślij mi link.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.