Śnieżka, Michałki baton czekoladowy z orzechami arachidowymi

Ponieważ w zestawieniu cukierków typu michałki Śnieżki, Mieszka i Odry te pierwsze – niegdyś moje ulubione – wypadły kiepsko, do batona Michałki nie miałam zamiaru podchodzić. Po cóż mi powtórka z nieciekawej rozrywki, na dodatek w wersji powiększonej?

Czekoladowo-orzechowej nowości uległam nie z ciekawości, lecz w wyniku pragmatyki. Zdecydowałam się bowiem na zakup dwóch innych produktów, które niejako wymusiły dołożenie do koszyka batona Michałki Śnieżki. Pierwszy to Michaszki Crunchy, czyli batonowa wersja Michaszków Mieszka. Drugi to Michałki wafelek z kremem orzechowym Śnieżki. Dzisiejszy bohater jest z nimi powiązany w wysokim stopniu.

Śnieżka, Michałki baton czekoladowy z orzechami arachidowymi, copyright Olga Kublik

Michałki baton czekoladowy z orzechami arachidowymi

Podczas gdy baton Michaszki Crunchy jest szeroki i niski, konkurent Michałki daje się poznać jako węższy i wyższy. Ma ciemną polewę i wnętrze o niemal jednakowym odcieniu. Skądinąd jakość polewy nie zachwyca. Mimo iż słodycz miał datę ważności przypadającą na koniec grudnia, obszedł starością już w kwietniu (o ile nie wcześniej, kto wie?). Powinien ważyć 30 g, acz moja sztuka wykazała na wadze aż 35 g.

Baton Michałki marki Śnieżka dostarcza 499 kcal w 100 g.
Baton czekoladowy z orzechami arachidowymi waży 30 g i zawiera 150 kcal.

Śnieżka, Michałki baton czekoladowy z orzechami arachidowymi, copyright Olga Kublik

Baton Mieszka jest plastyczny, mięciutki i margarynowy. Z kolei baton Śnieżki okazał się zupełnie inny: pod palcami suchy niczym pustynia i tak twardy, że kroi się go z oporem. Nóż wchodzi w niego do połowy, podczas gdy reszta odłamuje się niczym kamień. W środku niemal nie widać orzechów.

Zapach batona czekoladowego Michałki jest słodki – słodszy niż w przypadku mieszkowego konkurenta – a do tego rozkosznie orzechowy i… pierniczkowy! Wyczułam przepyszne przyprawy korzenne, mimo iż nie ma ich w składzie. Polewa jest przyjemnie czekoladowa, nie zaś obmierźle taniokakaowa. Pod względem aromatu produkt Śnieżki bije na głowę twór Mieszka.

Śnieżka, Michałki baton czekoladowy z orzechami arachidowymi, copyright Olga Kublik

Czekolada ma konsystencję stałą i jest sucha, z uwagi na co można ją odgryzać dużymi partiami. Dobrze zahaczona zębem odchodzi całymi ściankami. Smakuje zabawnie, gdyż… bardzo korzennymi pierniczkami. Co oczywiście uważam za atrakcyjne. Jest tłusta w punkt. Nie przemienia się w bagienko. Skrywa maleńkie chrupiące kryształki cukru. Zawiera min. 43% masy kakaowej (u Mieszka jest min. 41%).

Nadzienie batona czekoladowego Michałki jest mniej suche od polewy, bardziej kremowe. Wciąż jednak stanowi przedstawiciela konsystencji typu suchego. Nie przejawia choćby cienia margarynowości. Zatopione w nim orzechy arachidowe są duże. Zostały intensywnie wyprażone, co wpłynęło na wyrazisty i przyjemny smak. Cudnie chrupią. Niestety towarzyszy im skrystalizowany cukier – całkiem sporo.

Śnieżka, Michałki baton czekoladowy z orzechami arachidowymi, copyright Olga Kublik

Do batona czekoladowego Michałki mam zastrzeżenia, podobnie jak do Michaszków Crunchy, choć zupełnie inne. Prawdziwie urzekły mnie tylko jego zagadkowo pierniczkowy smak oraz jakość fistaszków.

Za słabe strony produktu Śnieżki uważam: jakość i konsystencję polewy, ilość orzechów (20%), konsystencję kremu (co przekłada się na twardość i suchość batona), obecność chrupiących kryształków cukru. W całokształcie baton Michałki jest nieco zbyt cukrowy i do bólu przeciętny.

Ocena: 3 chi ze wstążką
(za smak 4 chi, ale ten chrupiący cukier…)


Skład i wartości odżywcze:

Śnieżka, Michałki baton czekoladowy z orzechami arachidowymi, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

16 myśli na temat “Śnieżka, Michałki baton czekoladowy z orzechami arachidowymi

  1. Ciekawe, jeszcze w zadnych Michalkach nie czulam pierniczkow :D czujesz je tylko w batonach czy w cukierkach tez? :)
    Od Śnieżki nigdy nie jadlam michalkow ani batona, za to jadlam ostatnio takiego wafella Śnieżki z nadzieniem które smakowalo jak Michałki. Wg mnie bylo przepyszne ^^ może to kwestia braku polewy, wydaje mi się że nie czułam tam tez kryształków cukru :) niedługo może uda mi się wrzucić tego wafla bo Tobie mógłby się spodobać, bo wiem że lubisz wafelki ^^

    0
    1. Zbyt dawno jadłam cukierki, żeby to stwierdzić. Sądzę jednak, że w nich pierniczków nie czułam.

      Wafla zrecenzowałam – o czym już wiesz – ale też wrzuciłam jego zdjęcia na Insta. Mało tego, napisałam o nim nawet we wstępie ;>

      1+
  2. Pierniczki. <3

    E tam, cukier spełnił "crunchy rolę" konkurencyjnych mieszkowych chrupek. Fu. Cukier w nadzieniu nie podoba mi się, ale potrafię zrozumieć jego obecność w produkcie z tej półki. Ale w polewie?! Ech, cukier producentom w oko. Mi jedzenie tego na szczęście nie grozi. A opakowanie wygląda tak, że nigdy nawet nie pomyślałam, by Mamie kupić.

    PS Wolisz orzeszki bardzo-bardzo prażone (że aż czasem prawie goryczkowate), słabiej, czyli tak średnio, czy bardzo delikatnie, że wydają się prawie jak świeże(zakładając, że wszystkie te opcje wydobywają smak, a jakość jest, jaką trzeba)?

    0
    1. To zależy od produktu. Ja w ogóle bardzo lubię smak orzechów. Prażone brzmią lepiej, ale smakowo chyba wybrałabym świeże. Eee, nie wiem :D A Ty?

      0
      1. Np. nerkowce zdecydowanie wolę świeże (prażone wydaje mi się, że smażą się same w sobie), pistacje też, ale fistaszki świeże, nieprażone podchodzą pod fasolę, więc wolę podprażone (jak w Snickersie, mm). Laskowce zaś – obojętne. Chyba można powiedzieć, że w większości świeże albo tak lekko podprażone, że JAK świeże (w słodyczach pewnie to, by nie były stęchłe).

        0
  3. Podoba mi się, że czekoladę wierzchnią da się odrywać dużymi częściami, ale chrupiący w zębach cukier już niekoniecznie i wątpię, żebym miała okazję kiedykolwiek spróbować tego tworu.

    0

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.