8 najgorszych chłopaków, z którymi się spotykałam #2

Witam w drugiej części opowieści o najgorszych chłopakach, z którymi się spotykałam. Zaznaczam, że nie jestem rozwiązłą poligamistką ani zdradziecką zołzą – związki rozkładały się na przestrzeni lat i trwały krótko, poza tym większość osób ma jakieś młodzieńcze historie miłosne. Zawsze byłam kochliwa i lubiłam, jak coś się w życiu działo. Zdecydowanie niczego nie żałuję i nie cofnęłabym czasu.

Nie czytałeś części pierwszej? Znajdziesz ją tutaj!

Jednodniowy mąż

W pierwszej albo drugiej klasie gimnazjum pojechałyśmy z K. na wycieczkę szkolną zorganizowaną przez panią od polskiego. Zabrała chętną młodzież z kilku klas, które uczyła. Pojawili się też chłopcy kończący gimnazjum: P. i Ł. Zdecydowanie wpadli nam w oko. Podczas zwiedzania miasta okazało się, że my im również. P. chodził blisko mnie i cały czas rozmawialiśmy. To samo z K. i Ł. W drodze powrotnej zaprosili nas do siebie na koniec autobusu. Spałam na ramieniu P. i cieszyłam się, że będę miała fajnego chłopaka.

Niestety na drugi dzień w szkole P. potraktował mnie tak, jakbyśmy się nigdy nie poznali. Ja i K. – jako mściwe gówniary – odpowiednio go za to nagrodziłyśmy. Najpierw jedna z nas rzuciła w niego bułką, kiedy schodził po schodach. Później zaś, ilekroć go widziałyśmy, ryczałyśmy na cały korytarz: BUŁKA! W efekcie coraz więcej osób zaczęło do niego mówić per Bułka. Głupia ksywka przylgnęła niczym masło do…

Ł. potraktował K. niewiele lepiej niż P. mnie, ale to już jej historia. Może opowie ją na swoim blogu, kiedy go wreszcie założy (tak, K., upominam Cię!).

Narzeczony z Tibii

W gimnazjalnym międzyczasie miałam też paru chłopaków w internecie. (Oczywiście nigdy naraz, jestem wierną monogamistką). Najgorszy z nich był A., który złamał moje czternastoletnie serduszko. On miał lat prawdopodobnie osiemnaście. Na Tibii było niewiele dziewczyn, więc nic dziwnego, że zainteresował się jedną z nich. Dużo pisaliśmy – w grze i poza nią, wysyłaliśmy sobie zdjęcia i snuliśmy plany o związku w rzeczywistości. Na wakacjach w Chorwacji, na które pojechałam z mamą, siostrą i przyjaciółką, postawiłam przy łóżku jego wydrukowane zdjęcie i całowałam przed snem.

Nie pamiętam dlaczego, ale w pewnym momencie A. się na mnie obraził. Może po prostu doszło do niego, że akurat w tym wieku różnica czterech lat naprawdę ma znaczenie. Kiedy przyjechałam do miasta, w którym mieszkał – odwiedzałam innych znajomych z Tibii, z którymi skądinąd rozmawiam do dziś; pozdrawiam! – poszłam do jego domu i zadzwoniłam do drzwi. Wyszedł, popatrzył na mnie, odwrócił się i poszedł do kolegi. Trochę płakałam, ale mi przeszło, bo zainteresowałam się kimś innym.

Mściwy podofil

To już ostatni nietrafony chłopak, z którym spotykałam się w gimnazjum. Określenie spotykałam się w tym wypadku pasuje idealnie, odmówiłam mu bowiem bycia razem. Zacznijmy jednak od początku. P. był ogromnym miłośnikiem blondynek i podrywał wiele dziewczyn ze szkoły. W końcu przyszła kolej na mnie. Ponieważ spotkanie do niczego nie zobowiązuje, zgodziłam się. Widzieliśmy się parę razy. Okazał się sympatyczny i dobrze całował, ale to tyle. Nie byłam nim zainteresowana jako chłopakiem.

P. podzielił się ze mną tajemnicą, że uwielbia damskie stopy. (W późniejszym czasie blondwłosa koleżanka pokazała mi wiadomości, w których prosił ją, żeby założyła szpilki i przeszła się po nim). Raz w ramach oryginalnej zabawy nakarmiłam go chipsami spomiędzy palców u stóp. Taak, to było dziwne. Koniec końców, gdy już się dowiedział, że nie mam ochoty na spotkania, z zemsty związał się z moją przyjaciółką K., z którą był krótko i którą potraktował niesympatycznie. Zwarłyśmy szyki i dopiekłyśmy mu razem, choć niestety nie pamiętam jak. Znając nas, było to coś wrednego, z piekła rodem.

Mydlana nagroda

Moje miłosne przygody uspokoiły się, kiedy poszłam do liceum. Najpierw zaczęłam wybierać rozsądniej (?), później zaś wsiąkłam w internet i życie realne stało się dla mnie mniej interesujące. (Skądinąd tak pozostało do dziś). Niemniej w drugiej klasie liceum trafiłam na M., który był młodszy o rok i zakochał się jak szczeniaczek. Przychodził do mnie na przerwach, żebyśmy spędzali razem czas. Ciągle prosił o nagrodę, czyli pocałunki (w czasie plotek nazywałyśmy go z koleżankami Nagrodą). Był sympatyczny i przystojny, ale nie byłam nim zainteresowana matrymonialnie. Chemię albo się czuje, albo nie. Tu jej nie było. Nieustannie czułam za to intensywny aromat białego mydła, którym pachniały wszystkie jego ubrania, brr.

Nasz cudowny związek nie trwał długo, bo nie mogłam znieść ciągłego przebywania z kimś, kto oczekuje innego efektu końcowego niż ja. Po rozstaniu M. zaprzyjaźnił się z moją dobrą koleżanką z klasy, która skądinąd później się w nim zakochała, ale nic z tego nie wyszło. (Pisałam o niej w historii o dziewczynie, która sprzedała moich dziadków swojej mamie po tym, jak zwymiotowała jej pod nogi po winie). Powiedział jej m.in., że żałuje, że tyle na mnie wydał (kupił mi balon w rynku oraz jak byliśmy na korcie tenisowym z jego znajomymi, chłopacy uzgodnili, że żadna dziewczyna nie płaci). Ale zdradził też inne rzeczy, na przykład to, że mama kłóci się z ojcem i przychodzi spać z nim w łóżku. (Mieszkali w ogromnej willi). Ups, a mogłam zachować tę tajemnicę. Ups, a on mógł nie być urażonym dupkiem po rozstaniu.

***

Którego z dziś przedstawionych chłopaków uważacie za najgorszego? Czy byliście kiedyś w związku z osobą, która po rozstaniu się na was mściła? A może to wy jej dopiekliście? Nie zapomnijcie podzielić się w komentarzu swoimi historiami miłosnymi!

12 myśli na temat “8 najgorszych chłopaków, z którymi się spotykałam #2

  1. Czekałam na ten wpis! Po pierwszej części już nie mogłam doczekać się kontynuacji <3
    1. Nie zrozumie takiego zachowania u chłopaków. Chamsko tak! Nie dziwie się, że poczulas sie zobowiązana do zemsty :D chociaż mnie byłoby trochę szkoda bulki… Wolalabym ją zjeść xD
    2. Ojj, tu już jest ewidentne prostactwo. Bułką w nim trzeba było! Tu już nawet by mi jej nie było szkoda!
    3. Chipsy z palców? O matko i córko xD aż szkoda że nie pamiętasz jak go ukarałyście, Twoje pomysły są zawsze genialne :D ps podofil to osoba z fetyszem stóp, tak? :D
    4. Ech, najgorzej jak chłopak zachowuje się jak księżniczka i o wszystko się obraża. No ale z Tobą się nie zadziera :D

    Wg mnie z tej czwórki najgorsza była sytuacja druga. To naprawdę czyste chamstwo i taki człowiek nawet nie zasługiwałby na taką osobę jak Ty! Dobrze ze pokazał swoją prawdziwą twarz i nie musiałaś tracić na niego czasu :)
    Ja w tych 3 związkach w których byłam raczej nie mialam żadnych dziwnych sytuacji. Dwa z nich zakonczylam sama i obyło się bez nieprzyjemności, ale oczywiście zaproponowałam tym chlopakom zebysmy dalej się przyjaznili bo naprawdę ich lubilam… I żaden się już do mnie nie odzywa xD a to nie tak, że ja unikam z nimi kontaktu. Ja czasem do nich pisalam, pytalam co słychać i takie tam. A oni mnie olewali, no obrażone księżniczki xD
    Ale jak mówiłam teraz nie szukam związku na siłę. Miałam w tym roku w klasie jednego adoratora, któremu pomogłam w nauce i od tej pory nie dawał mi spokoju, ale kompletnie nie był w moim guście :D chyba źle zrozumiał, przecież pomoc w nauce do niczego nie zobowiązuje xD na szczęście on się boi mojej kolezanki z ławki (serio xDD) więc dzięki niej mam już spokoj <3

    0
    1. Yep, podofilia to fetysz stóp.

      Dawno, dawno temu pisałaś o jakimś nachalnym koledze, któremu niepotrzebnie odpisywałaś. O nim? Jestem ciekawa, co czyni Twoją koleżankę z ławki straszną ;>

      1+
      1. Tak, to właśnie o nim mowa :p owa kolezanka sporo przeklina i zawsze mowi to, co jej slina na język przyniesie, przez co po prostu czesto bywa delilatnie mówiąc niezbyt miła :D już często się zdarzało że nasmiewala się i obrażala tego kolesia, przy okazji nastawiając przeciwko niemu połowę klasy, przez co trochę zrobiła z niego kozla ofiarnego i posmiewisko klasowe. No i teraz woli jej nie podskakiwac, bo już zupełnie go pogrąży :p

        0
        1. Brzmi trochę jak ja, a trochę nie. Dużo przeklinam i przeważnie jestem brutalnie szczera. Jestem też mściwą osobą, ale absolutnie nigdy nie gnębiłam innych osób tak o, dla rozrywki.

          1+
  2. Widzę, że ciekawe miałaś życie w latach szkolnych :) Ja nie miałam takich przygód, bo w podstawówce czy gimnazjum w ogóle nie myślałam o chłopakach czy związkach. A w liceum to już człowiek jest za poważny, żeby rzucać w chłopaków bułką :P Nigdy nie byłam też w związku z kimś, kto się na mnie później mścił i ja też się na nikim nie mściłam, więc naprawdę sporo mnie ominęło :D

    0
    1. Cóż, moje związki i pseudozwiązki bywają ekstremalnie burzliwe. Niektóre bardziej niż te zaprezentowane. Ale było też parę idealnych, a przynajmniej gdyby nie fakt, że nie czułam tego, co do związku niezbędne.

      0
  3. Miałyśmy to szczęście, że ani my ani nasi ex nie byli mściwi. No może jednemu troszkę odbiło z urażonej dumy ale taki wiek i można to zrozumieć xD Kupienie na walentynki ogromnego misia musiało nieźle nadszarpnąć jego gimnazjalny portfel. Na szczęście nie miałyśmy sporo takich doświadczeń, więc może to dlatego trafiałyśmy na całkiem spoko chłopaków ;)

    0
  4. O, tu wyjdzie, dlaczego wolę całe, a nie dzielone na kilka wpisów teksty. Zawsze mam w planach skomentowania już całości, a z jakiegoś lenistwa czy niedbalstwa wychodzi, że tylko sobie pomyślę i dupa.

    Który najgorszy? Bułka? Pedo? Nie wiem. Naprawdę dziwne typki, tak powiem.
    Miałam przyjaciółkę, która zakochiwała się w… Też ciekawych „osobistościach”, że tak powiem.
    Przy tych postach naszła mnie jednak myśl, że mnie coś ominęło. Całkiem sporo, gdy się nad tym zastanowić, ale w sumie, gdy tak czytam o chłopakach z lat dziecięce-nastoletnich to się z tego cieszę. Nigdy nie byłam specjalnie kochliwa, dobrze mi z tym.

    0
    1. Ja z kolei jestem ponadprzeciętnie kochliwa. Problem w tym, że moje uczucie najczęściej mija jeszcze szybciej, niż się pojawia, a wtedy rodzi się spory problem. To okropne uczucie musieć kopnąć w tyłek kogoś, kogo się bardzo lubi… no ale tylko lubi.

      Co do Twojej sytuacji… cóż, nic straconego, bo kawał życia przed Tobą. Oczywiście o ile lekko uelastycznisz swój plan na życie w postaci „ja + koty vs. świat”. Zauważ, że już pojawił się nowy element: psiak. Tylko czekać, aż w łaski wkupi się jakiś miły człowieczyna kochający ciemną czekoladę i góry :)

      0
      1. Psiak był lata przed kotem, ale… Inny. I wyszło przez głupią rodzinną sprawę, że ojciec go zabrał. Tak jak w domu u nas zawsze były koty, po jakimś czasie zawsze oddawane… Wraz z kawałkiem serca mojego i kawałkiem serca Mamy.
        Można więc powiedzieć, że historia koło zatacza. Tylko że ja przywiązuję się do danego zwierzaka-osoby na lata. Wolałabym umrzeć, niż teraz stracić Lunę czy Lili. Z Lili sytuację znasz, ale żaden czynnik ludzki mnie już z nimi nie oddzieli.
        Doszukałam się nawet u siebie trochę chorobliwej tendencji do odzyskiwania tego, co dawno straciłam.

        Cieszę się, że pewne rzeczy mnie omijają, po prostu związki nie są dla mnie.

        0
        1. Rozumiem Twoją relację ze zwierzętami doskonale. Za Lili trzymałam i trzymam kciuki. Jakikolwiek finał będzie miała sprawa z operacją, i tak małą czeka najlepsze możliwe życie przy Tobie. Zwierzak czuje miłość właściciela, a to czyni jego życie cudownym.

          0

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.