10 momentów, w których wygoda wygrywa z modą i estetyką #2

Kochacie modę odzieżową i makijaż i chcecie się pośmiać z osoby, która jest zielona w obu tych obszarach urodowych? A może przeciwnie: rozumiecie moją miłość do wygody i podzielacie ją? To wpis dla was!

Jeśli nie mieliście okazji przeczytać pierwszej części niniejszego wpisu, koniecznie do niej zajrzyjcie: 10 momentów, w których wygoda wygrywa z modą i estetyką #1. Nie musicie jednak robić tego w tej chwili. Dzisiejsze punkty nie wynikają z poprzednich, więc kolejność jest dowolna.

Miłej lektury!

Piękne kobiece paznokcie… tylko zupełnie nie

Uwielbiam piękne, zadbane i długie kobiece paznokcie. Zwracam uwagę na dłonie koleżanek, dziewczyn jadących w autobusie czy nawet kasjerek. Jak tylko dostrzegę atrakcyjne paznokcie, z przyjemnością je komplementuję. Niestety sama nie mam nerwów ani ochoty na dbanie o swoje.

Jak tylko moje paznokcie odrosną od opuszek, ścinam je na zero. Długie są niepraktyczne i uszkadzają się podczas wykonywania prac domowych. Próby codzienności nie przeszedłby także lakier, więc nigdy ich nie maluję. Co innego paznokcie u stóp – te pokrywam lakierem od wielu lat. Kiedy nie chce mi się zmieniać koloru, nakładam warstwę na warstwę (bardzo zdrowo). Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam niepomalowane paznokcie u stóp. Pewnie w liceum albo gimnazjum, i to nie żart.

Wysoki obcas – idealny opcjonalny dla kobiety

Nie ma lepszych butów od tych, które mają płaską podeszwę. Wiosną i lasem noszę obuwie sportowe, latem klapki (sandałów nie lubię; za dużo zapinania). Największy problem mam z wyborem butów na późną jesień i zimę, bo w każdych mi zimno, a śniegowców w sklepach coraz mniej.

Nie twierdzę, że w ogóle nie noszę butów na wysokim obcasie (choć szpilek rzeczywiście nie noszę nigdy). Mam kilka par schowanych w pudełkach. Zakładam je jednak tylko na wyjątkowe okazje. Albo na takie, w których nie wypada pokazać się w obuwiu sportowym. Płaska podeszwa to gwarancja wygody i szybkiego poruszania się, a także mniejsze ryzyko kontuzji. Nic nie może się z nią równać.

Biżuteria? Tylko znacząca!

Uwielbiam biżuterię – jest piękna. Niestety jest też niewygodna i niepraktyczna, zwłaszcza dla osoby spędzającej najwięcej czasu w domu. Najgorsze są bransoletki i pierścionki, bo przeszkadzają w wykonywaniu codziennych czynności. Zwłaszcza te ciężkie i duże.

Ozdobną biżuterię zakładam, kiedy wychodzę z domu i jest ku temu okazja. Ach, no i jeśli nie zapomnę. Trochę inaczej traktuję sentymentalną biżuterię. Kiedy dostanę coś od osoby – lub po osobie – która wiele dla mnie znaczy/-yła i chcę mieć jej cząstkę zawsze przy sobie, wtedy rzeczywiście zakładam to coś codziennie.

Ubranie po domu? Dres!

Kiedy byłam mała, mama powiedziała mi, że nigdy nie chciałaby być kobietą, która wraca do domu i przebiera się z ubrania wyjściowego w podomowy dres. Rzeczywiście jej się to udało. Jest jedną z niewielu znanych mi osób, które czują się komfortowo w koszulach i innych eleganckich sztywniactwach. Nosi je od przebudzenia do pójścia spać, nawet kiedy siedzi w domu sama.

Pod tym względem zdecydowanie się mamie nie udałam. Mam część szafy wydzieloną na rzeczy po domu. W lecie są to szmaciane szorty, którymi zastępuję szorty dżinsowe. Jesienią i zimą poruszam się po domu w dresach, w których również śpię (ale nigdy nie chodzę za dnia w tym samym dresie, w którym śpię). Nawet legginsy podzieliłam na wyjściowe i po domu. Chyba jestem wieśniakiem. Wybacz, mamo.

Koszmar sesji zdjęciowych

Nie chcę nawet myśleć, ile ciekawych sesji zdjęciowych tracę z uwagi na uwielbienie ciepła i wygody. Z miejsca odmawiam fotografom, którzy chcą mnie wciskać w sukienki, szpilki i inne żakiety. Po pierwsze nie mam takiej garderoby. Po drugie są niewygodne. Po trzecie to zupełnie nie mój klimat. Z uwagi na trzeci czynnik uważam, że strata jest niewielka. Zdarzają się jednak pomysły na sesje, które mi odpowiadają. Problem w tym, że zakładają zdjęcia w plenerze. W środku zimy. Bez kurtki. Thanks, but no thanks.

Z powyższego powodu – ale także paru innych – fotomodeling zawsze będzie dla mnie pasją niższej rangi niż pisanie, w tym bloggowanie. Zgadzam się wyłącznie na sesje, przy których mam pewność, że będzie ciepło. W zasadzie wydaje mi się to dość zabawne, bo mogę się wytarzać w błocie, mogę krzyczeć i płakać, mogę pozować nago, ale w zimnie być nie mogę i odmawiam.

***

Jakie ubrania, makijaże i fryzury podziwiacie u kobiet? Jakie nosicie same lub noszą wasze partnerki? Czy widzicie pomiędzy tymi dwoma obrazami punkty wspólne?

21 myśli na temat “10 momentów, w których wygoda wygrywa z modą i estetyką #2

  1. Jakbym czytała o sobie. Serio.bizuterii nie noszę żadnej bo zwyczajnie przeszkadza (mycie naczyń sprzątanie itp).obcasy?jeszcze życie mi mile i nie zamierzam łamać we nóg i cierpieć z powodu niewygody.tylko płaskie wygodne buty. A szafa? Identyko.dresy szerokie bluzy :) podzielone na te domowe i ewentualnie wyjściowe.domowe zawsze pobrudze ;) jak małe dziecko!A pazury to tu lekko się różnimy. Podobają mi się zadbane dlatego robię sobie sama żele i mam święty spokój.

    1. Myślałam o robieniu pazurów żelowych, bo można kupić maszynkę i wykonywać je samemu. Problem w tym, że trzeba kontrolować odrosty, odpryski i inne uszkodzenia. Za dużo roboty na teraz. Może kiedyś :)

  2. Tekst o mnie :) w 100 % tylko ja nie maluje paznokci u stóp :P
    Nie na widzę sztywnego stylu w domu. Garsonek nanoszę się za dnia w Kancelarii … więc mam pełno kombinezonów do domu na chłodniejsze miesiące i szortow wymiętolonych w kosmos na lato :D
    Nie rozumiem malowania paznokci… lakier sekretarek zawsze zostaje na każdym dokumencie … zgroza potem całe pisma są w różnokolorowe paski :/ denerwuje mnie to !
    Ja czasami w natłoku pracy i obowiązków zapomnę powycinać skórek ale raczej się pilnuje bo wiadomo dłonie świadectwem kobiecości …
    Buty też Tylko sportowe. Obcasy co najwyżej na imprezę służbową. Na codzień chodzę w czarnych trampkach albo adidasach. Przemieszczam się z reguły na piechotę więc 12 km w innych butach odpada …
    Cenie przede wszystkim wygodę :)

    1. A tak zapomniałam wspomnieć o biżuterii. Tej też nie noszę … pierścionki wbijaja się niemiłosiernie w palce zwłaszcza mi bo noszę zakupy do domu w siatkach nieraz z drugiego końca miasta (No dobra może nie końca ale 4 km to i tak daleko na pieszo :P). Łańcuszek złoty z symbolem ulubionego auta nosiłam blisko 10 lat non stop ale po zerwaniu 4 sztuk 5 w zapasie nie było a pieniędzy na niego też nie
      .
      .
      .

      1. Chciałabym mieć ładne paznokcie. Niekoniecznie pomalowane, ale estetyczne i schludne, bez poobgryzanych skórek dookoła i błonek zachodzących na płytki, wypielęgnowane i tak dalej. Problem w tym, że nie potrafię o nie zadbać. Żyją własnym życiem i prezentują się kiepsko. Masz dla mnie jakieś rady na start?

  3. Jejku, tak bardzo się Z Tobą zgadzam! :D
    1. Nie znoszę długich paznokci ani u mnie, ani u nikogo! Są niepraktyczne i mnie osobiście się nie podobają. Mogą być pomalowane (choć ja tego nie robię z czystego lemistwa xD) ale muszą być krótko ścięte! Kiedyś na mój trening krav magi przyszla taka maniurka z takimi paznokciami… Tak mnie podrapala ze sie strasznie wkurzylam i „troche” za mocno z nią cwiczylam :D juz wiecej na trening nie wrocila xD
    2. Ojj tak kocham plaskie podeszwy! Jedyne wyzsze buty jakie mam to grube i dość niskie koturny, ale i tak zakladam je rzadko, głównie na zakończenie i rozpoczęcie roku szkolnego.
    3. Mam dokladnie takie samo podejscie :) w szafeczce trzymam dwie bransoletki od przyjaciółek, wisiorki od cioci i taty oraz kolczyki od mamy. Oczywiście nie zakladam ich wszystkich na raz, ale pojedynczo jak najbardziej :)
    4. Ej, nie jestes wieśniakiem bo mam dokladnie to samo :D po domu chodze w najbardziej wyciągnietych, workowatych dresach i bluzach, których moja mama nie znosi, ale ja je uwielbiam, bo są takie wygodne! A w zimę jeszcze miękkie, ciepłe skarpetki na stópki i jest idealnie <3
    5. Tutaj niestety się nie wypowiem, bo nie robię sesji zdjęciowych, ale jak najbardziej Cię rozumiem – zimno to jest jedna z rzeczy których nienawidzę najbardziej!

    1. 1. Nie rozumiem, jak mogli dopuścić ją do treningu. Już pomijam fakt, że mogła zrobić krzywdę sobie – skoro jest idiotką, niech cierpi śmiało – ale dlaczego za jej głupotę mieli płacić zadrapaniami inni? Pewnie nie odesłali jej, bo wówczas by nie zarobili. Kiepskie podejście.

      3. Ja mam całkiem sporo biżuterii, tylko jej nie noszę.

      5. …albo obie jesteśmy wieśniakami. O tym nie pomyślałaś, co? Ha! :D

  4. Manicure jest również dla mnie jednym z elementów, który podoba mi się u innych, ale u mnie się nie sprawdzi. I choć raz miałam hybrydy, które rzeczywiście były odporne na wszystkie prace domowe (w tym remont, skręcanie mebli czy wymianę żarówek w samochodzie), ale mimo to nie czułam się w nich komfortowo.
    Ogromny podziw budzi u mnie też codzienne poranne mycie i układanie włosów w idealną fryzurę – dla mnie szczytem nonszalancji jest uczesanie wpół wyschniętych kłaków przed snem….

    W Twojej mini serii nie były poruszone jeszcze dwa około ubraniowe tematy które mnie frasują.
    Po pierwsze jak to się stało że sztywne, gryzące, wpijające się we wrażliwe części ciała koronkowe stringi są w ogóle dopuszczone do sprzedaży – to przecież najgorsze narzędzie tortur. Dolna część bielizny w mojej ocenie ma być miękk, swobodna, najlepiej bawełniana i tyle, żadnych kompromisów.
    Po drugie stroje na siłownie. W trakcie wykonywania ćwiczeń różne części naszego ciała mają kontakt ze sobą nawzajem i ze sprzętem używanym przez wiele osób. Stąd minimum ochrony wydają mi się spodnie do kolan i bokserka( a najlepiej długie legginsy i bluzka z krótkim rękawkiem).
    Ponadto by zapewnić komfort ćwiczeń buty MUSZĄ mieć jakąś amortyzującą podeszwę, a stopa musi być chroniona skarpetką.
    Dlatego z dozą zainteresowania i niedowierzania patrzę na „sarenki” ćwiczące w szortach, topach , delikatnych bucikach bez skarpet (często o zgrozo z koronkową bielizną pod spodem).
    Uf. Alem się napisała ;D

    1. Poranne układanie włosów? Mnie w ogóle przerasta robienie z kudłami czegoś innego niż uczesanie ich albo związanie w kitkę :P Jeszcze co do poranków: za bardzo cenię sen, żeby wstawać wcześniej po to, aby więcej ze sobą zrobić. Obecnie umycie się, ubranie, pomalowanie, spakowanie żarcia do torebki i nakarmienie Rubinu zajmuje mi 25-30 min. Nie chciałabym, aby zajmowało więcej.

      Stringi nosiłam przez wieeele lat. Od 4 czy 5 klasy podstawówki (!) do końcowych lat studiów. Tyle że nie koronkowe, a… cholera wie, pewnie bawełniane. Na studiach mi się odwidziało i zaczęłam zamawiać z internetu mięciutkie figi ze wzorkami jak dla wczesnej młodzieży (okej, dzieci :P). Obecnie nie wróciłabym do stringów. Za bardzo cenię wygodę.

      Nie chodzę na siłownię, więc strój gimnastyczny jest mi obojętny niczym zeszłoroczny śnieg. Ostatni raz byłam w tym przybytku kultury fizycznej pod koniec liceum albo na początku studiów. Miałam nawet karnet wykupiony na miesiąc. Zawsze występowałam w długich legginsach i t-shircie, czyli jak człowiek przychodzący poćwiczyć, a nie pokazać się innym.

  5. Ja lubię biżuterię taką delikatną,jak kolczyki to wkrętki perełki ,cieniutki złoty łańcuszek,bransoletek prawie nie noszę bo mi zawadzają. Ja w domu chodzę w legginsach i bluzach lub latem w wygodnych sukienkach ,kiedyś w krótkich spodenkach. Buty na wysokich obcasach noszę raz na jakiś czas nie lubię wole płaskie buty:)

    1. Czasem mam fazy kolczykowe i noszę przez parę dni czy tygodni różne długie. Potem wracam do siebie i jak założę jedne przylegające do uszu, tak nie zdejmuję ich przez pół roku (to nie przenośnia). Nie wiem jak Ty, ale ja kolczyków nie wyciągam nawet do snu. Co najwyżej odsuwam zatyczki od płatków, żeby skrócić pręciki i zapobiec wbijaniu się dziadów w delikatną skórę szyi.

  6. Paznokcie długie mi się akurat nie podobają i dobrze, bo nie jestem w stanie zapuścić swoich :P Zwykle jednak je maluję do pracy, a na weekend zmywam, żeby się trochę zregenerowały. U nóg mam pomalowane prawie zawsze.
    Buty także zwykle noszę płaskie, bo za dużo chodzę pieszo, żeby używać wysokich. Do pracy chodzę w wygodnych, płaskich balerinkach obecnie, zimowe też mam płaskie, lubię także śniegowce. W pracy i tak zmieniam na balerinki. Buty na wysokim obcasie mam tylko na specjalne okazje i ani mi się one podobają, ani są wygodne .
    Ja też po domu mam inne ubrania niż do pracy (ale są one na tyle wyględne, że mogę w nich wyjść na zakupy) – na lato wygodne krótkie spodnie (w dżinsowych mi ciasno i mam takie raczej na wyjazdy), a na pozostałe pory roku legginsy i mięciusie bluzy. Dresy uznaję tylko cienkie, takie bardziej piżamowe, bo w innych mi ciężko. A na ciuchy po domu mam specjalną szafę (dużo ich mam, bo łatwo się brudzę jedzeniem, a prania robię zwykle raz w tygodniu, więc muszę mięć na codzienną wymianę :P)

    1. Dajesz czasem dłużej odetchnąć paznokciom u stóp? Ja moim nie dawałam przez lata, i to nie żart. Ostatnio zostawiłam je bez lakieru na około miesiąc, bo jak ściągnęłam milion warstw, zmartwiłam się żółtym kolorem. W końcu jednak pomalowałam je z powrotem, bo ileż można czekać, aż znormalnieją? Pewnie musiałaby się wymienić cała długość płytki, a to nie mam czasu. Spieszy mi się :P

      W mojej obecnej pracy wszyscy chodzą boso <3

      1. Wiosną i latem nie mają chwili wytchnienia (no może 1 – 2 dni, jak zmyję w piątek a pomaluję w niedzielę od nowa), zimą może zdarzy się, że na tydzień nie pomaluję, ale to rzadko.Na kolor to nie wpływa póki co ;))
        Ja nawet w domu nie chodzę boso, bo jak latem nie działa ogrzewanie podłogowe, to by mi było zimno :P

        1. Źle napisałam, bo boso to bez butów i skarpet. W pracy zachowujemy skarpetkową przyzwoitość. Po domu łażę albo boso (kiedy ciepło), albo w skarpetach (w zimie w takich ogromnych, grubych, z barankiem wewnątrz). Nie cierpię kapci.

  7. Też kocham ładne kobiece paznokcie (i zadbane u mężczyzn też muszą być, okropnie wyglądają np. brudne i poobgryzane), z tą różnicą, że ja lubię też raz na tydzień mniej więcej pomalować paznokcie u rąk. I tak chodzę potem, czasem dokładam kolejne warstwy, bo zmywać się nie chce, a lakiery mam dobre, więc trzymają się. Za to nienawidzę i nigdy nic nie robię przy tych u stóp. Obcinanie wystarczy. W ogóle jakoś nie lubię stóp jako części ciała. Cały rok chodzę w skarpetach.

    Lubię buty na wysokich obcasach i szpilki… U innych kobiet. Sama nie noszę, jedne czy dwie pary mam na jakieś tam okazje. Nie kupuję, bo mnie nie stać i nie mam miejsca na buty, których nie mogłabym często nosić. Zimowe mam w sumie na w miarę wyższym obcasie, ale nie wiem, czy on się liczy.
    Nie rozumiem np. jak można chodzić w klapkach na obcasie. To już w ogóle…

    Kocham biżuterię! Ale nie noszę. Znaczącą czasem tak, na okazje – też podobnie jak Ty. Nie lubię jednak, jak ktoś się obwiesza nią przesadnie. Na szczęście mam tatuaże, to za dużo biżuterii mi nie trzeba. :D Lubię ozdoby, których nie trzeba ściągać, zakładać itd.

    To ja chyba jestem największym wieśniakiem na świecie! W sumie nawet nie wiedziałam, że przebieranie się w domu to wstyd, ale fakt, mało kto z mojego otoczenia to robił. Rodzice tak. Mama to typowa pedantka, a więc wyplamienie czy wygniecenie strojów wyjściowych byłoby by dla niej nie do pomyślenia. Natomiast jej mama od rana do wieczora potrafiła nosić się elegancko. Myślę, że Mamę to denerwowało (sztywniactwo) i w swoim domu woli obecnie… Być sobą. A ja… Jak się po domu nie przebiorę, to mnie wszystko gryzie. Ależ przebieram się w strój elegancki, galowy! Biało-czarny w końcu. No bo zebra. :D Wcześniej zawsze były wielkie drechy itp., pod zebrę idą legginsy i niegigantyczne koszulki, bo jakby się za dużo materiału mi zrolowało, byłoby niewygodnie. Latem? Lekkie koszulki i legginsy / szorty. I w nich też śpię (Mama to w ogóle ma fioła, bo ma i „domowe”, i pijamy). I zaskoczę Cię, bo po domu w czerni nie chodzę (chyba że legginsy), bo sierść i śmieciuchy. I… Wieśniak że mnie do kwadratu, bo taki zestaw zmieniam co tydzień, a zebrę piorę że dwa czy trzy razy do roku. Nie uważam jednak siebie za brudasa, bo nie są to ubrania brudne, jak się bardzo pobrudzą, to zmieniam.
    Nie rozumiem, jak można się nie przebierać. Argumentem za przebieraniem się może być moja sytuacja z wczoraj. Wytaplałam się w sikach. Bawiłam się z Lili i zmieniając pozycję, uklękłam w kałuży, którą skubana niepostrzeżenie zrobiła. Chciałam się obrócić i zobaczyć, co jak i gdzie, ale tyłkiem klapnęłam w kolejną. Gdybym tak zrobiła w ubraniach wyjściowych, które bardzo lubię… Uch. W ogóle lubię większość swoich rzeczy i szkoda byłoby mi je w domu zniszczyć.

    Zaskoczyłaś mnie trochę z tymi sesjami. To znaczy, myślałam, że to Ty wpadasz na jakiś pomysł i szukasz fotografa. W drugą stronę? Dziwię im się, że chcą wpychać kogoś w ubrania nie w jego stylu. Bałabym się, że zdjęcia sztucznie wyjdą.

    A poczytałabym dla odmiany, kiedy moda czy coś wygrywa u Ciebie z wygodą.

    1. Dzięki dwóm ostatnim wpisom z przyjemnością odkrywam, jak wiele kobiet podziela moją podomową wieśniaczość. Uważam, że to super, że nie wstydzimy się o niej pisać. No dobra, większość pod pseudonimem, jednak nie jesteście w 100% anonimowe. Ze wszystkich naszych opowieści wyłania się obraz kobiety nowoczesnej – bardzo ludzkiej, zwykłej.

      Kiedy moda wygrywa z wygodą? Podczas wyjątkowych wyjść (nie wszystkich) i w nowych sytuacjach. Na przykład pójście do nowej pracy sprawia, że mam ochotę ubierać się ładniej, nie zakładam tych samych rzeczy kilka dni z rzędu, dobieram dodatki do ciuchów (np. pasujące stylem i kolorystyką długie kolczyki). Inny przykład to początkowe randki z kimś, kogo chcę oczarować. Zawsze po jakimś czasie mi przechodzi i wracam do tego, co wygodne, ale wcześniej muszę przejść i naturalnie, w swoim własnym tempie zakończyć okres budowania wizerunku lepszej siebie.

  8. Nasze paznokcie może nie są ścinane na zero ale długie paznokcie czy doczepiane sztuczne to nie nasz styl ;) Po domu albo dres albo piżama sprawdzają się najlepiej :D Adidasy to najlepsze buty, ewentualnie sportowe koturny ale też coraz rzadziej ;) A z biżuterii to delikatny łańcuszek i bransoletka, choć też też nie zawsze :)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.