Typy ludzi, których nie cierpię #1

Po festiwalu narzekania na siebie i swoje choroby uznałam, że czas odwrócić pistolet naładowany nienawiścią i wycelować w świat. Tym razem na warsztat wzięłam typy ludzi – bądź zachowania ludzi – których nie cierpię. Jest ich znacznie więcej niż dwanaście zaprezentowanych, ale gdybym miała wymienić wszystkie, nie starczyłoby mi niedziel. Wybrałam zatem te, które są najbliższe teraźniejszości i najwyrazistsze. Myślę, że przynajmniej część nie jest wam obca. Jeśli tak, dajcie znać w komentarzach.

PS Jak zwykle się rozpisałam, w związku z czym listę musiałam podzielić na dwie części.

Typy ludzi, których nie cierpię

„Ty powinnaś”

Przede wszystkim nie cierpię ludzi, którzy sądzą, że wiedzą, co jest dla mnie najlepsze. Na dodatek są przekonani, że interesuje mnie ich zdanie na temat tego, co powinnam, a czego nie powinnam robić. Ty powinnaś mniej siedzieć w domu, więcej wychodzić, mieć więcej znajomych, zacząć podróżować, jeść mniej słodyczy, jeść więcej nowych słodyczy, mniej kupować, kupować więcej zdrowego jedzenia, jeździć na rowerze, mniej siedzieć przed komputerem, pisać inne recenzje, sprzedać blog i założyć nowy, a potem ten też sprzedać, słuchać więcej radosnej muzyki, zmienić pracę, zostać w pracy, być poważniejsza, być mniej poważna, przestać robić zdjęcia nago, częściej chodzić na sesje zdjęciowe i zarabiać na nich, zacząć się uśmiechać, przestać się smucić… Uroczyście przysięgam, że mam głęboko w czterech literach to, jak według innych osób powinno wyglądać moje życie. Nikt nie przeżyje go za mnie, więc uprzejmie proszę o zajęcie się swoim.

„Minie parę lat, zmienisz zdanie”

Nie cierpię protekcjonalnych ludzi z durnymi uśmiechami na japach, którzy sądzą, że przejrzeli mnie na wylot i znają moją przyszłość. Jeszcze zaczniesz podróżować, zamarzysz o dziecku, zaczniesz wierzyć w boga, będziesz częściej wychodzić z ludźmi, zmienisz zdanie o >czymkolwiek<. Nie mam kilkunastu lat, żeby poszukiwać siebie, odkrywać predyspozycje i wyrabiać indywidualny gust. Jestem starą babą o mocnych i trwałych poglądach. Nie zmienię ich tylko dlatego, że nie pasują do światopoglądu innych osób.

„Cześć, Olu”

Na palcach jednej ręki policzę osoby, w których ustach Ola nie brzmi jak obelga. Nie po to przedstawiam się Olga, żeby jakieś platfusy zdrabniały moje imię i odnosiły mylne wrażenie, że mam na imię Aleksandra. Zdrobniale mówią do mnie osoby, które są mi bliskie i wchodzą w skład mojej rodziny. Dla pozostałych, zwłaszcza poznawanych teraz, w wieku dorosłym, jestem Olgą. Koniec, kropka. Ach, i byłoby miło, gdyby ludzie potrafili poprawnie odmieniać to jakże trudne imię. Kiedy otwieram w pracy maile od jednego z klientów i widzę wstęp Dzień dobry, pani Olgu, wewnątrz mnie coś umiera.

Znienawidzeni goście

Nienawidzę osób, które nie mają szacunku do mojego mieszkania (czyli mnie). Nie znoszę ludzi włażących w brudnych buciorach na jasne i czyste panele. Krew mnie zalewa, gdy goście podnoszą rzeczy, które nie bez powodu stoją na tych półkach, na których stoją, i stawiają je gdziekolwiek indziej. Nie mogę zrozumieć osób, które idą do toalety, widzą otwartą klapę, a po załatwieniu interesu opuszczają ją. I robią to za każdym razem. Nic w moim domu nie jest przypadkowe i nie życzę sobie zaburzania harmonii.

„Ale śliczny, malutki piesek!”

Maksymalnie frustrują mnie osoby, które zaczepiają Rubi na spacerze, mówią do niej (Ale śliczny piesek! Ale mały piesek! Ojej, piesek kieszonkowy! Ach, taki zmieści się nawet do torebki! Jeju, jaki piękny!), a potem gapią się na mnie i czekają na odpowiedź. Szukają nowych znajomych, czy co?! Skoro ktoś mówi do mojego psa, a nie do mnie, po kiego grzyba wyczekuje, aż się uśmiechnę albo odpowiem. Odpowiadam na pytania skierowanie do mnie, nie do mojego psa. A kiedy spaceruję sama, słucham muzyki, co oznacza: nie mów do mnie.

Część druga

***

Koniecznie dajcie znać, jacy ludzie działają wam na nerwy. Powściekajmy się razem.

20 myśli na temat “Typy ludzi, których nie cierpię #1

  1. Doskonale znam typy osób które opisujesz..niestety :/ najbardziej nie znoszę właśnie obcych w mojej przestrzeni życiowej. Łażących w butach i wszystko macających- no zgroza, bo potem muszę wszystko wytrzeć i ułożyć …
    Idąc dalej to na drugim miejscu irytują mnie ludzie gadający do Ellie – to kot, ale mój i poza tym ma i imię. Poza tym rasowych kotów nie uczy się kiczowatego kici kici. Toteż mina mojej Ellie oddaje w tym momencie wszystko. No i do szału doprowadza mnie próba pogłaskania jej zarówno ta nachalne, tj. całkowicie bez uprzedzenia/pytania/pchanie łap gdzie nie wolno …,jak i po zapytaniu czy wolno bez czekania na zgodę której i tak nie wyrażę … , no i w ogóle samo pytanie. Co to jest eksponat muzealny czy co?
    Poza tym nie lubię gdy ktoś zdrabnia moje imię. Jedna że stryjenek mówiła do mnie zawsze Martynka … no proszę …
    Do ludzi udzielających poprzez niepotrzebne a często też niestosowne komentarze wszelkich trafnych w ich mniemaniu porad , niestety musiałam przywyknąć. Cała moja rodzina ma te przypadłość … tego nie wyplewie. Tak samo do prognoz życiowych.

    1. Wycierasz rzeczy, jak ktoś dotknie? Ja aż tak nie mam. Chyba że ktoś zmacałby lustro, lustrzaną szybę mikrofalówki albo szybę w oknie, wtedy pewnie bym umyła.

      Czemu rasowych kotów nie uczy się reagowania na kici-kici? Z uwagi na rozmiar Rubi miałam ten problem, że kiedy chodziłyśmy na spacery po tym, jak ją kupiłam, co chwilę ktoś brał ją na ręce. Myślałam, że szlag mnie trafi. Teraz wygląda na dorosłą (ma 7 lat), więc przynajmniej ludzie pytają, czy mogą (i mówię, że nie). Wcześniej dosłownie nikt nie pytał. Co to za zwyczaj? Kilkumiesięczne dzieci też się wyciąga ludziom z wózków, żeby potrzymać?!

      Olga to nie Ola. Marta to nie Martyna. Ewa to nie Ewelina. Ludzie…

      Jak dobrze, że nie spotykam się z dalszą rodziną. Regularnie widuję tylko mamę i siostrę, co jakiś czas tatę.

      1. No tak, bo jak wiem ze ktoś jechał do mnie autobusem i po wejściu nie umysł rąk to mnie to przeraża …
        Koty rasowe reagują co najwyżej na przydomek hodowlany. Kici kici to do kotów dachowców i tych podwórkowych. Żaden szanowany się hodowca nie uczy kociąt takich rzeczy. Nie ten poziom …
        A co do psów to denerwuje mnie jak ludzie mają psy na długiej automatycznej smyczy i nie ściągają jej jak ktoś przechodzi w rezultacie linka jest w poprzek chodnika I blokuje drogę …

  2. Oj, też nie lubię jak ktoś mi mówi co mam robić czy że kiedyś na pewno zmienię zdanie. Ja znam się chyba najlepiej i wiem co dla mnie najlepsze, prawda?
    Z moim imieniem nie mam takiego problemu, ale zauważyłam że w mojej szkole jedna nauczycielka namiętnie nazywa wszystkie Olgi jako Ola i tego nie rozumiem, przecież to dwa różne imiona ;p
    Na szczęście nigdy nie miałam takich okropnych gości, ale też bym się na takich wkurzyła.
    A co do pieska – na w sumie lubię jak na spacerku zaczepia mnie jakieś inne osoby, zazwyczaj są to jakieś sympatyczne starsze panie z którymi można miło pogadać :D
    Mnie irytują jeszcze osoby które nie mają własnego zdania i ciągle naśladują innych albo jak ktoś za mną łazi bo nie ma własnego towarzystwa. Nie lubię też jak ktoś zawsze uważa że ma rację i to jego zdanie jest święte, nawet jeśli chodzi o tak subiektywną rzecz jak ulubiony kolor. Nienawidzę cebulackich ludzi w sklepie (najczęściej to jest w Biedronce) którzy na chama wpychają się przede mnie do kolejki. Jeszcze dużo bym znalazła takich przykładów ludzi którzy mnie irytują, ale może zostawię to na następną niedzielę :D

    1. Niestety starzy ludzie miewają brzydką manierę przekonywania innych, że oni wiedzą najlepiej. Ale nie tylko starzy. Podobne komentarze słyszałam i słyszę od osób bliskich mi wiekiem. Jak się zapewne domyślasz, długo się z takimi nie kumpluję.

      Nie lubię gawędzić z nieznajomymi. Od gawędzenia jest moja mama. Nie przepadam za tym, że ktoś coś do mnie mówi, chyba że pyta o konkretną rzecz (np. jak dość do x) lub informuje mnie o czymś (np. że mam gówno ptaka na czole).

      „Osoby które nie mają własnego zdania” – między innymi o nich będzie w przyszłą niedzielę. Dobrze wyczułaś :D O sklepie też co nieco napisałam, jednak krótko, bo dwa wpisy o sklepowych wkurzeniach już były i nie chcę się powielać.

    1. Głaskanie mi nie przeszkadza, bo Rubi lubi pieszczoty. Branie na ręce – bardzo. Widziałam też parę razy, jak ludzie dawali się lizać po twarzach obcym psom. Chyba puściłabym pawia, jakby ktoś dał się polizać Rubi po twarzy. Zresztą tak się działo, kiedy była szczeniakiem. Rubi bardzo lubi lizać, a ludzie nie mają wyobraźni i nadstawiali twarz. Musiałam im mówić, żeby przestali. Wydaje mi się, że człowiek sam z siebie powinien wiedzieć, że dawanie się lizać psu czy innemu zwierzakowi po ustach to mega niehigieniczna ohyda. I jeszcze tekst: „Spoko, mnie to nie przeszkadza”. Ale mnie przeszkadza!!!

  3. W dzieciństwie słyszałam często od taty, jak nie chciałam jeść jajecznicy na śniadanie (zwykle w niedzielę robił taką ze szczypiorkiem albo pieczarkami, dla mnie to była okropność), że za kilka lat zmienię zdanie i ją polubię i niestety nie polubiłam, ciągle mam do takich wstręt :P Pamiętam też, jak na jednych rodzinnych wakacjach mój wujek palił papierosy, a ja mu mówiłam, żeby nie palił przy ludziach, bo śmierdzi, to on mi na to „żebyś jeszcze kiedyś nie paliła :P No jakoś nie palę, a nałóg ten ciągle mnie obrzydza.
    Na moją koleżankę ze studiów Olgę mówiłam Oldzia, bo ona do mnie mówiła Andzia :P Na odmianę Twojego imienia do Olgu to bym nie wpadła :)
    Nigdy nie zaczepiam cudzych zwierząt, zresztą mało które mnie zachwycają (bardzo podobają mi się szpice miniaturowe (znam takie dwa i są przeurocze) oraz komisarz Alex z serialu :P)), denerwuje mnie z kolei, jak ktoś wyprowadzając psa zajmuje cały wielki chodnik, że można się w smycz zaplątać albo pies podbiega i chce mnie lizać, a właściciel z radością mi mówi, że on nie gryzie. No kurcze, lizania po nogach też można sobie nie życzyć, zwłaszcza idąc w czystych ciuchach do pracy :/

    1. Nie pamiętam przykładów z życia dotyczących jakże trafnych przepowiedni na mój temat. Jeśli sobie przypomnę, napiszę.

      Kiedy pies biega sam po podwórku albo został przywiązany przed sklepem, czasem wyślę mu buziaka w powietrzu i coś powiem, żeby oderwać jego uwagę od nieobecności właściciela. Nie podchodzę jednak i nie głaszczę go ani nie biorę na ręce, bo nie znam jego charakteru. Nie wiem też, na co wyraża zgodę właściciel, a na co nie.

      Przypomniałaś mi, co jeszcze mnie okrutnie wkurza. Jak pies wskakuje na kogoś przednimi łapami, zwłaszcza uwalonymi w błocie. Pies mojej mamy ciągle to robi, został bardzo źle wychowany. Zakładam czyste spodnie, idę na spacer z mamą i psami, a po powrocie mogę już tylko wrzucić spodnie do brudów.

    2. Ja w sumie to żadnego psa nie biorę na ręce, bo nawet nie umiem :P Jak chcę pogłaskać psa to też pytam właściciela czy mogę (ze 2 razy może mi się zdarzyło), bez pozwolenia bym tego nie zrobiła. A skaczące psy, zwłaszcza te duże, są bardzo denerwujące, a ich właściciele z tekstem, że „on nie gryzie” jeszcze bardziej. Jeszcze denerwują mnie psy mojego wujka – biegają po całym podwórku i szczekają na obcych jak wściekłe, że do domu nie można wejść i mój wujek też nic sobie z tego nie robi. Rzadko jeżdżę tam do niego na wieś, ale jak do tego dojdzie to nawet nie mogę sama wyjść z domu na spacer.

      1. Ja muszę brać Rubinę na ręce w wielu sytuacjach – od wsadzenia na łóżko po ochronę przed dużym psem, którego się wystraszy. To jednak co innego, bo Rubin jest mój.

        Nie cierpię właścicieli, którzy nie potrafią wychować psa, a potem pozwalają mu na wszystko. Biega taki w samopas, skacze i szczeka na ludzi, atakuje psy. I to wina nie psa, tylko właśnie właściciela. Ale złość przechodnia skupi się na psie.

  4. Aż się bałam, że odkryję, że jakieś moje zachowanie się tu znajdzie (ciekawa jestem, jak z częścią nr 2). :> Ok, na razie jakoś nie chce mi się rozpisywać o typach / zachowaniach, które mnie irytują, więc może napiszę za tydzień albo tak kiedyś w odpowiedzi. Na razie odniosę się do Twoich.
    „Powinnaś…” / „Za parę lat…” – zgadzam się w 100%ach. Nienawidzę gdy ktoś z dalekiej rodziny (bo to przeważnie od takich osób ja słyszę takie teksty) myśli, że mnie tak zna… Albo że każdy ma tak samo.
    Pani Olgu… uff, już myślałam, że tylko ja mam ochotę odpalić bombę atomową, gdy widzę / słyszę „pani Kingu”. Nie lubię zdrobnień. Jak ktoś prawie obcy mówi „Kinia”… Ech. „Ola” w ogóle według mnie jest takim trochę z… skądś zdrobnieniem.
    Goście w buciorach – jak ja kocham zwyczaj w Japonii, że z automatu buty zostawia się przy wejściu. Przeważnie mówię, by ściągać, ale niestety nie zawsze mogę. Raz usłyszałam: „a mogę jakieś kapcie?” – no jasne, majtki może jeszcze. No, jakbym w ogóle jakiekolwiek kapcie miała (jedyne jakie mam to Pikachu, które kupiłam raczej dla zgrywu ze względu na „Baby’s on fire”). Ruszanie rzeczy itp…. Kiedyś przyjechała do mnie ciotka z Ameryki i idąc przez duży pokój (leżały dwa dywany: jeden mały, drugi duży, prawie takie same, bo to komplet) przesunęła nogą mały dywan z tekstem: „poprawię tę szmatę”. Przy czym TA SZMATA specjalnie leżała pod kątem do większej SZMATY. Nie będą dywany pod linijkę leżeć… A gdybym chciała, by leżały pod linijkę… to pod moją linijkę. Może mam krzywą?
    Zagadywanie na spacerach ze zwierzakiem – jak ja tego nie cierpię. Sprzed lat: szłam z Amikiem i jakaś starsza kobieta: „a kupcię już zrobiłam?” i patrzy to na Amika, to na mnie. Myślałam, że brwi wystrzelą mi wysoko ponad czubek głowy. Tak samo jak nie lubię, gdy czyjś pies podbiegnie do mnie i ten ktoś mówi / pyta ni psa, ni mnie. Chociaż i tak to jest lepsze niż jak czyjś pies na mnie skacze i: „On nic nie zrobi” – ok, ale ja może i tak się boję / nie chcę mieć brudnych ciuchów / zaraz ktoś zostanie pogryziony – bo może gryzę ja?

    1. Pani Kingu :D No tak, nasze imiona zawierają literę g i odmieniają się na tej samej zasadzie, więc i błąd w wołaczu mają wspólny. Zdrobnienie Kinia jest ładne, kojarzy mi się z panią królicą z jakiejś bajki. Ola brzmi potwornie. Przywodzi mi na myśl jajko sadzone, haha. Zupełnie nie wiem dlaczego.

      Moja babcia ze strony taty miała szafkę pełną kapci – nowych i starych. Uwielbiała gromadzić mniej lub bardziej przydatne przedmioty. Jak coś było w promocji w Leclercu, bo właśnie tam chodziła, kupowała to. W efekcie kitrała w szafkach kilka kompletów garnków, kilka czajników elektrycznych itd. Wracając do kapci, był ich u niej dostatek, jakby ktoś chciał. Tyle że raczej nikt nie chciał, bo w każdym pokoju leżały dywany. Mnie wsadzenie stóp w czyjeś kapcie, zwłaszcza takie dla gości, obrzydza. Nie wiadomo, kto tam wcześniej pchał stopiska.

      „Baby’s on fire” <3 Ja z kolei mam krótkie żółte spodenki podobne do takich, które nosiła Yolandi. Tyle że kupiłam je milion lat temu, zanim powstał zespół.

      Szmaty... Nie ma to jak okazać szacunek osobie, która cię gości. Trzeba było powiedzieć: Ciocia się nie kłopocze. Ja poprawię, a ciocia posadzi dupsko na kanapie, bo jest szersza niż fotel, wygodniejsza.

      Jak pies się łasi, chętnie go pogłaskam albo się z nim pobawię - uwielbiam psy. Skakania nie lubię, zwłaszcza gdy jest jesień albo zima, bo zaraz mam uwalone spodnie.

      1. Haha, z tym jajem niezłe skojarzenie. Mi w głowie od razu jakieś kibolskie „ole oleee nie damy sieee”. xD

        Tak! Kapcie dla każdego czyt. dla nikogo.

        Ja też takie spodenki mam. Ktoś mi zrobił – buźkę i ten szarpany dół na życzenie. :D

        Sęk w tym, że to taka osoba, w której obecności zawsze musiałam zaciskać zęby i kryć się raczej z poglądami (i w sumie ze wszystkim), by Mamie kłopotów nie narobić.

        Lubię miziać zwierzaka, jak już jestem u kogoś, kto go ma, ale tak na ulicy raczej się boję. Nie ufam ludziom i nie chcę po prostu z nimi gadać, a większość pewnie by rozmowę od razu zaczęła.

        1. Ciekawą rzecz miałam dziś na Retoryce i erystyce. Może wiesz już to, ja tak coś czułam, ale nigdy tego nie sformułowałam. Jest to jednak fakt. Chodzi o kreatory przestrzeni i takie tam, w zakresie czego jest podkategoria „empatyczna” i właśnie w tym jest te radzenie, wszystkie „na twoim miejscu”. Co ciekawe, rady to mówienie w sposób wyższościowy i… agresja. Słowna, ale jednak. Bo to narzucanie itp. (dotyczy sytuacji, w których o radę się nie prosi). I też dowiedziałam się, że w zasadzie chyba tylko w polskim społeczeństwie takie radzenie jest w domenie grzecznościowej. Ha! Czyli nie dziwne, że nienawidzimy takich typów.

          1. Ciekawe, ale czy zgodne z moim doświadczeniem? Musiałabym się nad tym dłużej zastanowić. Sformułowanie „na twoim miejscu” rzeczywiście mogłabym uznać za konstrukcję agresywną, natomiast nie każda rada – nawet nieproszona – wydaje mi się napastliwa. Weźmy na przykład konstrukcję „słuchaj, a może spróbowałbyś zrobić to tak?”. To jest supergrzeczne, zwłaszcza wypowiedziane w odpowiedni sposób. A nie da się ukryć, że to jednak rada.

            Uwielbiam poznawać tego typu teorie i ciekawostki i zastanawiać się, z którymi się zgadzam, z którymi zaś nie. Prawdę mówiąc, jeśli mam kogoś za wzór, często z założenia biorę jego słowa za prawdę. Dopiero potem coś mi zgrzyta między zębami. Nie wiem, czy nie odkryłam tego właśnie na studiach. Myślałam kiedyś o tym?

  5. Dlaczego masz zawsze otwartą klapę od sedesu w kiblu? Lubisz jak bakterie z radością wędrują stamtąd na ściany przy spuszczaniu wody albo zapaszek króluje w całym pomieszczeniu? (Wiem wiem, czysto tam i sterylnie, bo dbasz i nawet najmniejsza kropla moczu tam nie zostaje). Klapę się opuszcza, od tego jest, żeby zamykała tron. Nie dziw się ludziom, którzy ją opuszczają, bo to oni mają rację, nie Ty. I pewnie, że to Twoja łazienka i Twoja stojąca klapa. Jedynie miej świadomość, że to totalnie bez sensu :3

    1. Dokładnie! Lubię smród i bakterie. Nie wiem, co bym zrobiła bez twojej opinii. Nie wiem też, jak udało mi się przeżyć bez znajomości tych podstawowych i jedynych słusznych zasad domowych. Dzięki, o mądry człowieku! <3

    2. Laska przykro mi, ze są ludzie którzy myślą jak Ty… współczuje znajomym, którzy są tak przez Ciebie oceniani. Polecam wizytę u lekarza, naprawia ta aspołeczność.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.