Piast, Leonki herbatniki

Kojarzycie Herbatniki Biszkoptowe marki Cukry Nyskie? To jedne z moich ulubionych tanich ciastek bez polewy. Aż dziw, że do tej pory nie zaprezentowałam ich na blogu. Zdecydowanie możecie się ich spodziewać w przyszłości, tak jak obłędnych ciastek Regionalnych w polewie i innych plebejskich pyszności.

Gdyby Herbatniki Biszkoptowe Cukrów Nyskich były dostępne w Carrefourze, kiedy kupowałam słodycze w ramach samoprezentu na Dzień Dziecka, bez wątpienia włożyłabym je do koszyka. Niestety w supermarkecie nie znalazłam żadnych produktów Cukrów Nyskich. Na ciasteczkowym regale zauważyłam za to bardzo podobny produkt – herbatniki Leonki marki Piast, której wówczas nie znałam, a którą przypadkowo poznałam parę miesięcy później dzięki ciastkom kokosowym Rewelki (zakosiłam je z domu taty). Uznałam, że urocze kocie języki mają szansę zostać godnym zamiennikiem.

Piast, Leonki herbatniki, ciastka biszkopty, copyright Olga Kublik

Leonki herbatniki biszkoptowe

Podobieństwo Leonek do Herbatników Biszkoptowych orzekłam na podstawie trzech przesłanek. Pierwsza to identyczny kształt ciastek (wspomniane kocie języki). Druga to podejrzana lekkość paczki (klasyczne herbatniki nie są tak lekkie jak biszkopty).* Trzecia zaś niska kaloryczność słodyczy – 395 kcal w 100 g mogą dostarczać biszkopty, ale na pewno nie herbatniki. Uważam więc, że Piast wprowadza odbiorców w błąd, nazywając Leonki zwykłymi herbatnikami, nie zaś herbatnikami biszkoptowymi.

* Warto nadmienić, że waga ukazana na opakowaniu jest bardzo orientacyjna. 10 herbatników powinno ważyć 90 g, tymczasem waży 107 g. To różnica 67 kcal.

Herbatniki Leonki marki Piast dostarczają 395 kcal w 100 g.
Paczka herbatników biszkoptowych waży 90 g i zawiera 355,5 kcal.
5 herbatników Leonki waży ok. 45 g i dostarcza 178 kcal.
1 herbatnik biszkoptowy waży ok. 9 g i zawiera 36 kcal.

Piast, Leonki herbatniki, ciastka biszkopty, copyright Olga Kublik

Spodziewałam się, że herbatniki Leonki będą pachnieć ładnie i zachęcająco, tak jak Herbatniki Biszkoptowe. W rzeczywistości jednak pachną przeciętnie atrakcyjnie. Aromat ciastek Piasta jest bardzo sztuczny – migdałowy, acz wpadający w amaretto pociągnięte alkoholem niczym farbą nabraną na pędzel. Kompozycja nie jest odpychająca, ale zdecydowanie nie odpowiada tego rodzaju ciastkom.

Biszkoptowe herbatniki Leonki mają fatalny skład i wyglądają tanio. Dwa były sklejone na dobre, a połowa miała przypalony spód. Na dodatek wszystkie odznaczały się kolorem biszkoptu wymieszanego z kurzem i piaskiem zmiecionymi z podłogi. Do degustacji zachęca jedynie myśl, że tanie słodycze – Maltanki, Regionalne czy Herbatniki Biszkoptowe­ – są obłędne w sposób niewymagający, plebejski.

Piast, Leonki herbatniki, ciastka biszkopty, copyright Olga Kublik

Herbatniki Leonki Piasta podczas łamania dają się poznać jako idealnie kruche, w trakcie gryzienia zaś także jako twarde. I to jak! Ciastka w kontakcie z zębami okazują się twarde jak kamień i suche niczym mumia wygrzewająca się na pustyni (mimo iż pozostawiają tłusty ślad na opuszkach). Podczas rozgryzania drapią podniebienie – po przełknięciu kęsa podniebienie pulsuje z uwagi na podrażnienie.

W smaku herbatniki Leonki są słodkie i jajeczne (jak biszkopty jajeczne, a nie jajka faszerowane czy jajecznica). W 100% odpowiadają zwykłym biszkoptom. Fakt ów ostatecznie potwierdza moje przypuszczenie, iż herbatniki Leonki to nie żadne herbatniki, ale biszkopty właśnie.

Piast, Leonki herbatniki, ciastka biszkopty, copyright Olga Kublik

Mimo iż od początku wiedziałam, że Leonki nie mogą być herbatnikami, zawiodłam się. Ukochane Herbatniki Biszkoptowe Cukrów Nyskich są zdecydowanie bardziej ciastkowe niż wyrób Piasta. Tutaj przede wszystkim nie odpowiadają mi: wygląd (brudnych biszkoptów; spójrzcie tylko na zdjęcia), twardość (powodująca podrażnienie podniebienia), niekompatybilność z herbatą (rozmiękają w sekundę, jak to biszkopty), suchość (po trzech ciastkach usta to pustynia), poziom słodyczy (oczywiście cukrowej).

Herbatniki Biszkopty Leonki Piasta to za twarde, za suche i za słodkie ciastka z niskiej półki. Są idealne na raz. Nie obrzydzają, ale też nie ma co liczyć na spożywcze objawienie. Miałam ochotę na ciastka, więc zjadłam paczkę na raz. Nie kupię ich ponownie. Innych ciastek Piasta raczej też nie.

Ocena: 3 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

Piast, Leonki herbatniki, ciastka biszkopty, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

11 myśli na temat “Piast, Leonki herbatniki

  1. A ja tej marki nadal na sklepowych półkach nie dostrzegam. I dobrze. Cukry nyskie wkroczyły za to do Kauflandu i praktycznie mam wrażenie że opanowały dział z ciastkami :/ w ogóle Kaufland Teraz jak wynika z obserwacji moich przebudowuje asortyment. Dużo produktów znika a w ich miejsce wchodzą nowe także jak ktoś ma jakieś swoje perełki po które tam zachodzi to niech robi rozeznanie.

    1. Ja akurat bywam w Kauflandzie raz na kwartał, jeśli nie rzadziej. Nie mam tam ulubionych produktów, po które chciałabym jeździć.

  2. Nie kojarzę tych ciastek, ale raczej bym ich nie kupiła. Suche i twarde biszkoty używam tylko do deserów lodowych czy ciasta bez cienia, a na sucho uznaje jedynie mięciutkie i okrągłe typu Petitki ^^ Fajnie że ważysz słodycze bo często można się dowiedzieć o małych przekrętach jeśli chodzi o ich deklarowaną masę :D ja nie mam tego w zwyczaju ale fajnie jest się tego dowiedzieć :)

    1. Lubię zarówno chrupiące biszkopty kocie języki, jak i mięciutkie okrągłe. Nie lubię tylko kamiennych i przesuszonych okrągłych.

  3. Nie ma to jak przeczytać: „Lenonki”.

    Cukry Nyskie znam, ale tylko wzrokowo. Nigdy specjalnie mnie nie interesowały ich produkty i nawet nie wiem, czy Mama coś kiedyś ich kupiła. Może nieświadomie coś było.

    Biszkoptów o tym kształcie nigdy nie jadłam, bo też i nie kusiły. Mama z kolei biszkopty to lubi z czymś, nie takie same.
    Szkoda, że takie wyszły. Nie rozumiem też, po co producent zrobił takie zamieszanie. Czy aż tak trudno jest nazywać produkt adekwatnie?

    Swoją drogą wiem, że masz słabość do owoców morza. A forma kocich języków, ale właśnie gdy o czekoladki chodzi? Jak byłam mała, wszyscy myśleli, że na pewno je lubię z racji miłości do kotów, ale mi nie pasowały. Nigdy nie rozumiałam tej formy – dlaczego języki i dlaczego akurat kocie? Szkoda mi było kotów na coś takiego.

    1. Ach te tłumaczenie „jajeczności” – skojarzyło mi się z moją nuta „maślaną” przez które to masło rozumiem tłuszcz kakaowy. Swoją drogą w życiu o jajecznicy bym w odniesieniu do biszkoptów nie pomyślała. A przecież z goframi ją jedzą… Dziwnie moje myśli poplynęły. Co Ty na takie danie?

    2. Ja zdecydowanie lubiłam czekoladki kocie języki. Jako dziecko byłam i kociarą, i miłośniczką plebejskich słodyczy, więc… :P Teraz wydają mi się nudne, bo to po prostu czekolada, niemniej chętnie kiedyś któreś zrecenzuję.

      Gofry z jajecznicą?! Dżizas… A na deser parówki z bitą śmietaną.

      1. Często widuję te Barona – może te byś przetestowała? I to nie złośliwość, Ty go lubisz.

        Tak! Serio. W Stanach. W jednym B&B mi takie śniadanie podali. I do tego bekon. I… Obok postawili sałatkę owocową. A do owoców, uwaga… Bita śmietana. Dziwne to było połączenie. Na owoce w ogóle ochoty nie miałam. Mięso z jajkami no spoko, ale daliby grzanki czy coś, a nie… I jeszcze owoce. Meh, w ogóle nie lubię sałatek owocowych. Wolę owoce osobno, a nie wymieszane (i jeszcze z bitą, pff).

        1. Tak, w moim przypadku Baron będzie dobrym wyborem. Nawet jeśli uznam kocie języczki za nudne, przynajmniej mnie nie skatują.

          Nie uznaję śniadań bez chleba bądź jego odpowiednika (jako taki traktuję twarde i treściwe corn flakesy, ale np. płatków owsianych nie). Sałatki owocowe lubię, przy czym proste, chociażby jabłko + pomarańcza + banan. Ostatni raz jadłam taką ze dwa lata temu, bo jednak trzeba napocząć trzy owoce, a potem wisi nad człowiekiem widmo konieczności rychłego ich zjedzenia. Obecnie rzeczywiście wolę pojedynczy owoc albo warzywo. Niczego nie trzeba zostawiać (ew. pestki, ogryzek).

          1. U mnie nie istnieje śniadanie bez chleba.

            Mi w takich sałatkach przeszkadza, że te soki owoców się zlewają i jedno nie wiadomo co wychodzi, a właśnie jak mam jeść owoce, to uwielbiam czuć pojedyncze smaki. A to, co poruszyłaś z tym zostawianiem to taak, rozumiem świetnie. Nie rozumiem jak ludzie mogą np. zjeść pół banana do czegoś tam, resztę zostawić na kolejny dzień, potem zrobić sobie z tym kawałkiem sałatkę, do sałatki pozaczynać kolejne owoce i… no właśnie. Nie lubię jak coś mi w lodówce dobija się o szybkie zjedzenie („śniadaniowe” warzywa się nie liczą, bo np. jak kroję paprykę / ogórka to wiem, że skończę, nim zdechną), nienawidzę marnowania itd. Nawet nie przepadam za zostawianiem części na potem. Dlatego właśnie jem czyste jogurty i pojedyncze owoce osobno. Gdybym np. miała wkroić pół gruszki do jogurtu, pół włożyć do lodówki na potem i te pół zjeść… meh. Albo nawet tak: pół jem z jogurtem, a te drugie pół co, leży obok na talerzyku i takie biedne czeka? (Hm, powiedzmy, że to bardzo interesujący komentarz).

            1. „Nie lubię jak coś mi w lodówce dobija się o szybkie zjedzenie („śniadaniowe” warzywa się nie liczą, bo np. jak kroję paprykę / ogórka to wiem, że skończę, nim zdechną), nienawidzę marnowania itd.” – mam identycznie z warzywami kolacyjnymi. Od paru miesięcy kupuję tylko pomidory malinowe (z Aldiego), bo są pyszne. Jak się zrobią zimowe, czyli plastikowe, przerzucę się na ogórki. I np. pomidor czy ogórek mogę zostawić napoczęty, bo WIEM, że kolejnego dnia będę jadła dokładnie to samo i go zużyję. Natomiast owoców nie jem codziennie, więc stałaby taka pozostałość w lodówce i mnie irytowała.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.