Muller, Riso Chocolate kokos

Tegoroczna nowość – dwa desery Riso Chocolate Mullera – to żadna nowość. Pojawiły się już parę lat temu, przy czym z innymi szatami graficznymi i większą gramaturą (ważyły 200 g, teraz zaś tyko 175 g). Mimo iż w ostatnich miesiącach jestem niejogurtowa, postanowiłam je kupić i sprawdzić różnicę w odbiorze.

W dawnej recenzji Riso Chocolate napisałam, że Riso Chocolate kokosowe jest smaczniejsze od waniliowego i choć sama nie kupię go ponownie, wam zakup polecam. Z tego powodu tegoroczny wariant kokosowy zostawiłam na koniec. Miał stanowić ukojenie po przeciętnie atrakcyjnym waniliowym bracie.

Muller, Riso Chocolate kokos, ryż na mleku Riso czekoladowe kokos, copyright Olga Kublik

Riso Chocolate kokos
ryż na mleku czekolada-kokos

Może i powtórzone, może i niezbyt kreatywne pod względem duetu smakowego, ale jedno oddać mu trzeba – Riso Chocolate kokos pachnie obłędnie. W 100% oddaje mięsisty i słodki baton Bounty skąpany w mlecznej czekoladzie (nie lubię Bounty’ego, acz wielbię wyobrażenie o nim). Fantastyczne trio współtworzą kokos, mleczna czekolada i cukier. Czuć nawet wilgoć i jędrność kokosowego nadzienia. Mmm!

Riso Chocolate kokos marki Muller dostarcza 119 kcal w 100 g.
Riso czekolada-kokos waży 175 g i zawiera 208,5 kcal.

Muller, Riso Chocolate kokos, ryż na mleku Riso czekoladowe kokos, copyright Olga Kublik

Podobnie jak waniliowe, pod względem wizualnym Riso czekoladowo-kokosowe nie prezentuje się zbyt atrakcyjnie. Najbardziej rozczarowuje sos: przezroczysty, pełen wiórków kokosowych (a nie: wiórek!), esencjonalnie rzadki. Czekoladowa część deseru także nie grzeszy gęstością.

Mleczna zawiesina jest rzadka i śliska, odrobinę galaretowata. Wypełnia ją bardzo drobny proszek (pyłek), prawdopodobnie kakaowy. Ciekawe jest to, że o ile Riso Chocolate waniliowe dało się poznać jako kakaowe, a nie czekoladowe, Riso Chocolate kokosowe jest pysznie mlecznoczekoladowe.

Tytułowy kokos (a nie: tytułowego kokosa!) czuć już w czekoladowej zawiesinie, przy czym subtelnie, nieśmiało. Wiórki są świeże i jędrne. Chrzęszczą, a kiedy na łyżeczce znajdzie się ich dużo, zaczynają się memłać. Mają przedziwny i bardzo nieprzyjemny posmak czegoś. W starej recenzji napisałam o goryczy. Tu także ją znalazłam. Skleiła się z kwaśnością. Nie wiem, dlaczego wtedy dałam deserowi fory.

Ryż jest al dente. Daje się poznać jako mączny. Nie mam do niego uwag.

Muller, Riso Chocolate kokos, ryż na mleku Riso czekoladowe kokos, copyright Olga Kublik

Parę lat temu Riso Chocolate kokosowe zdobyło 5 chi. W 2019 roku nie miało na to najmniejszych szans. O ile baza ryżu na mleku Mullera okazała się przyjemnie mlecznoczekoladowa, o tyle sos dał się poznać jako rzadki, syntetyczny, gorzko-kwaśny syrop – albo śliska woda – pełen chrzęszczących i memłających się wiórków kokosowych. Jak dobrze, że kupiłam tylko jeden kubeczek.

Deser ryżowy Riso Chocolate kokos jest sztuczny i niedobry. Na pewno do niego nie wrócę. Muller powinien się wstydzić, że po pysznych ciastowych ryżach na mleku – Brownie, Tiramisu i Lemon Cheesecake – wypuścił takie… takie… coś. Tym bardziej, że miał kilka lat na wprowadzenie poprawek.

Ocena: 3 chi


Skład i wartości odżywcze:

Muller, Riso Chocolate kokos, ryż na mleku Riso czekoladowe kokos, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

9 myśli na temat “Muller, Riso Chocolate kokos

  1. No proszę, a ja nie czułam żadnej goryczy ani kwaśności w sosie, a sztuczność to tylko w wersji waniliowej :D mi ten kokosa bardzo smakował, przypominał mi Bounty w kubeczku ^^ wanilia to fail, za to kokosa będę kupować… No bo jak widzę więcej dla mnie :D

  2. „Nie lubię Bounty’ego, acz wielbię wyobrażenie o nim” – wreszcie znalazłam idealny opis moich ‚uczuć’ względem… kiełbasy z grila :D Dzięki!

  3. Podoba mi się połączenie smakowe, ale na tym koniec. Nawet zapach wolałabym trochę inny – bez cukru, aczkolwiek właśnie. Ten wariant w sumie i bardzo słodki mógłby w porządku wyjść. Nie, musieli chemią zepsuć.
    Do Mullera się zraziłam, więc nawet gdyby gotowe ryże tak ogółem mnie nie odrzucały, nie zaszczyciłabym w sklepie dłuższym spojrzeniem.

    Jak ja nie cierpię takich dziwnych posmaków. Ostatnio odróżniam posmak syropu glukozowego, bardzo mnie drażni.

    A w kwestii nienowych nowości – Mama ostatnio kupując 3Bita zwróciła uwagę, że na pudełku było napisane „nowość”, haha.
    Może producenci dostosowują się do naszych „aktualnych” publikacji? (Tak, wiem, że masz o wiele krótszą kolejkę.)

    Możliwe, że odebrałaś go niby tak samo, ale gorzej po prostu przez niechęć do deserów z lodówki (a fazą na suszki)? Czy po prostu jesteś teraz bardziej wymagająca?

    1. Nie potrafię wychwycić syropu glukozowo-fruktozowego. Myślę, że przy mojej miłości do słodyczy plebejskich to nawet lepiej ;)

      Wydaje mi się, ba! jestem pewna, że wymagam od produktów więcej.

      Co do napisu „nowość” albo „gratis” obecnego na szacie graficznej latami, któryś producent sosów w słoikach dostał karę. Łowicz?

      1. Tak zdecydowanie, ale… możliwe, że czasem go wyczuwasz, a nie zdajesz sobie sprawy, nie przeszkadza Ci. On jest taki cukierkowy, czasami wyłazi trochę mambowato, landrynkowo… Nawet jak nieowocowo to tak JAKBY owocowo-cukierkowo.

        I słusznie! Też jesteś z tego dumna? Jak tak czasem zerknę na swoje stare recenzje to kwestie, na które przymykałam oczy aż mnie teraz… Denerwują.

        O, możliwe. Z tym to w ogóle z Mamą mamy ciekawe wspomnienia. Kupiła jednego takiego gotowca-nowość. Na datę tylko zerknęła, że np. do grudnia (a było lato), no to spoczko. Jak się potem okazało, przeterminowany 2 lata. Co innego, jak to ja tak przetrzymam makaron, a co innego, że sklep nie dopilnował (+te wieczne „nowości”).

        PS Wczoraj na wykładzie podsłuchałam rozmowę jakiś dziewczyn o Milky Wayach truskawkowych. Tylko jedna pamiętała, że „no takie fajne, różowe”, reszta przegapiły, że w ogóle taki był (wow, nie jestem sama), padło „no na takim blogu pisali ostatnio, że był” – hmm… ;D

        1. Owszem, niekiedy denerwuje mnie „pobłażliwość początkującego recenzenta”. Chyba każdy musi przejść przez ten etap. Gdybym chciała mieć 100% recenzji zgodnych z aktualnymi poglądami i gustem, musiałabym regularnie kasować dziesiątki wpisów. Nie warto.

          Co to za sklep, że trzymał produkt przeterminowany o… omg, 2 lata?! W głowie mi się to nie mieści. Nasłałabym sanepid :)

          Oho, znajomość blogów o słodyczach jest wszędzie. To fajne :) Jak przyszłam do obecnej pracy, dowiedziałam się od koleżanki z biurka obok, że jej koleżanka wpada na mój blog. Supermiłe uczucie.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.