Quest Nutrition, Quest Bar Blueberry Muffin

Choć bardzo bym chciała, aby było inaczej, Quest Bar Blueberry Muffin to już ostatni baton proteinowy od Quest Nutrition, który znalazł się w moich zbiorach (kupienie pięciu Quest Barów to wydatek rzędu ponad 50 zł). Nie jestem tylko pewna, czy wybrałam dobry wariant na zakończenie ciągu degustacji (kolejność wytyczyły daty ważności). Babeczka jagodowa brzmi dobrze, ale niezbyt oryginalnie.

Quest Nutrition, Quest Bar Blueberry Muffin, baton proteinowy o smaku babeczki jagodowej, copyright Olga Kublik

Quest Bar Blueberry Muffin

Quest Bar o smaku muffinki jagodowej prezentuje się uroczo. Jest jasnobrązowy jak masło orzechowe z mocno wyprażonych fistaszków, a w proteinowej bryłce pysznią się dodatki trzech rodzajów: ciemne jagody, złociste ciasteczka (każda osoba znająca Quest Bary wie, że to tak naprawdę sypkie wyspy) i coś jasnego, przypominającego surowe migdały albo kawałki białej czekolady (jak wynika ze składu, rzeczywiście są to migdały). Baton proteinowy zapowiada się smakowicie.

Quest Bar Blueberry Muffin od Quest Nutrition dostarcza 325 kcal w 100 g.
Baton proteinowy o babeczki jagodowej waży 60 g i zawiera 195 kcal.

Quest Nutrition, Quest Bar Blueberry Muffin, baton proteinowy o smaku babeczki jagodowej, copyright Olga Kublik

Niewielki fragment batona Quest Bar Blueberry Muffin odkroiłam celem zjedzenia na surowo, większość zaś pozostawiłam w piekarniku na 15 minut. Polecam zrobić to samo każdej osobie, która postanowi dać szansę Quest Barom (którymkolwiek wariantom smakowym). Spójrzcie tylko, jak baton proteinowy wyrasta! Jest niczym drożdżowe ciasto, które w piekarniku robi się idealnie pulchne, duże, apetyczne.

Na sucho Quest Bar Blueberry Muffin nie ma zapachu. Żadnego. Nawet najdelikatniejszego. Z kolei podgrzany Quest Bar Blueberry Muffin przywodzi na myśl… pieczony sernik! Oddaje tylko odrobinę słodzikowy sernik stworzony z samodzielnie zmielonego twarogu, wymieszanego z naturalną wanilią. Zamiast rodzynek pojawiają się świeże i słodkie jagody. Są jednak tak subtelne, że aby je uchwycić, trzeba nieźle się naniuchać. Migdałów zdecydowanie nie czuć.

Quest Nutrition, Quest Bar Blueberry Muffin, baton proteinowy o smaku babeczki jagodowej, copyright Olga Kublik

Konsystencja upieczonego batona Quest Bar Blueberry Muffin – tak jak każdego Quest Bara – to czysty obłęd. Zresztą sami spójrzcie na zdjęcia… mmm. Otoczka chrupie intensywnie i głośno, zupełnie jak mocno zgrillowana grzanka. Złocisty dodatek wizualnie przypominający ciasteczka to sypkie wyspy, co zresztą przewidziałam. Są piaszczyste i tłuste niczym sam olej. Wnętrze batona proteinowego stanowi pulchniutką i mięciutką gumkę. Można w niej trafić na zastosowane w całości suszone jagody.

Na surowo Quest Bar Blueberry Muffin jest spodziewanie gorszy. Przypomina nieatrakcyjną i zimną gumę do żucia. Mając porównanie pomiędzy wersją na ciepło i wersją wyciągniętą prosto z opakowania, nie rozumiem, jak ktokolwiek może chcieć jeść tę drugą.

Quest Nutrition, Quest Bar Blueberry Muffin, baton proteinowy o smaku babeczki jagodowej, copyright Olga Kublik

W smaku Quest Bar Blueberry Muffin doskonale oddaje nazwę. Jest potężnie słodzikowy, niemniej to coś, co łączy wszystkie batony proteinowe Quest Nutrition i do czego można przywyknąć. Nie przypomina odnalezionego w zapachu sernika, ale twór rozkosznie jagodowy. Z kolei sypkie wyspy mają smak waniliowego ciasta. W duecie otrzymujemy waniliowe babeczki z jagodami. Dalej niestety pojawiają się kwasek (jagód) i gorycz (bliżej nieokreślona; pewnie słodzików).

Baton białkowy na zimno nie straszy słodzikowością ani goryczą tak bardzo, jak po podgrzaniu, aczkolwiek i tak straszy. Jagody są w nim wyrazistsze. Kiedy jednak bierze się pod uwagę całokształt, surowy Quest Bar Blueberry Muffin nie dorasta upieczonemu do pięt.

Quest Nutrition, Quest Bar Blueberry Muffin, baton proteinowy o smaku babeczki jagodowej, copyright Olga Kublik

Baton proteinowy Quest Bar Blueberry Muffin jest w porządku, lecz tylko w porządku. Oceniwszy wygląd jako bardzo atrakcyjny i zachwyciwszy się zapachem, spodziewałam się, że smak również mnie oczaruje. Nic z tego. Baton białkowy Quest Nutrition nie utrzymał wysokiego poziomu.

Warto też dodać, że jagody wygryzane z batona dają się poznać przede wszystkim jako kwaśne. Dopiero podczas jedzenia całokształtu Quest Bar Blueberry Muffin oferuje sympatyczną słodką jagodowość. Wolałabym, żeby od razu był słodkojagodowy. Nie sądzę, bym do niego wróciła.

Ocena: 4 chi


Skład i wartości odżywcze:

Quest Nutrition, Quest Bar Blueberry Muffin, baton proteinowy o smaku babeczki jagodowej, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

10 myśli na temat “Quest Nutrition, Quest Bar Blueberry Muffin

  1. A już liczyłam, że podgrzany będzie smakował jak świeżo upieczony sernik! Ale w sumie w nazwie nie było o nim mowy, więc nie można mieć tego producentowi za zle. Miała być muffinka? I rzeczywiście się udało, a tego się w sumie nie spodziewałam – nie tak łatwo odwzorowac smak babeczki i na początku szczerze myślałam, że będzie smakowal po prostu jagodowo :) szkoda tylko że wszystkie questy tak mordują słodzikami. Mogliby zrezygnować ze stewii (podejrzewam, że te posmaki to jej sprawka?) a zostawić sam erytrytol albo dosłodzić ksylitolem czy nawet zwykłym cukrem :p

  2. Często widzę Quest Bary na siłowni i czasem mnie kuszą, bo smaki mają bardzo ciekawe, ale nigdy nie jadłam żadnego batona proteinowego i trochę się obawiam, że to może być dycha wyrzucona w błoto.

    1. Dycha w błoto albo na rozpoczęcie nowej miłości ;> Jeśli się zdecydujesz, miej na uwadze, że Questy bardzo walą słodzikami. I nie warto ich jeść na zimno.

  3. Przypomnial mi sie smak ukochanej Jogobelli z serii amerykanskiej i az mi sie smutno na serduszku zrobilo, bo dawno nie jadlam, a tesknie. Niestety zycie krotkie, a jogurtow cale polki 😂 Ale dodaje do listy zakupow na najblizszy czas! O batonie nie chce sie wypowiadac, bo w Szczecinie nie uswiadczysz Questow za nic. Nie mowie tego ot tak, moje zmeczone, obolale nogi wielokrotnymi trasami w trakcie ich poszukiwan stanowia niezbity dowod.

  4. A liczyłam, że masz jeszcze asa, albo raczej brownie (choć to by nie było miłe, prania dużo by było, a i tak…), w rękawie. O smak oczywiście mi chodzi, bo jak Mamie opowiadałam o recenzjach, to stwierdziła, że te batony wydają się tak dziwne, że aż mogłaby spróbować (patrz: mój komentarz, że nie upiekłam).

    Rzeczywiście mało oryginalnie. Raz w życiu jadłam muffinę jagodową i wiem, że to cudowny smak… Tylko teoretycznie i właśnie „do słodyczy”. Sama w sobie była zupełnie nie w moim guście.

    Do Questa na zimno jagody wydają mi się nie pasować, brzmi to aż obleśnie. Potrafię sobie jednak wyobrazić, że na upieczony mógłby zachwycić (choć nie mnie – jak i sama muffina).

    Brak zapachu – tragedia. Za to jaka niespodzianka potem… Chcę taki sernik poniuchać!

    Smak, jak wyszedł, potrafię wyobrazić sobie aż za dobrze. Gorycz na pewno częściowo od słodzików, ale śmiem twierdzić, że też od jagód. Mam wrażenie, że pieczenie niektórych owoców tak w czymś (ciastka itp.) wydobywa kwach i dziwną gorycz właśnie. Jakiś czas temu próbowałam ciastka z malinami, w których to maliny były paskudnie kwaśno-goryczowato-zapieczone (recenzja, jak już będziemy siwe).
    Meh, kwaśne jagody… I olej, i ciastowość – nic tylko szamać.

    1. Najwięcej słodyczy z jagodami jadłam w dzieciństwie podczas corocznych wakacji nad morzem, najczęściej w Trzęsaczu. Babcia każdego dnia kupowała GORRRĄCE JAGODZIANKIIII. Ależ były pyszne. Tylko te roje os… brr.

      1. Nie mów mi o jagodziankach. Kojarzą mi się z lukrem, z jego zapachem, od którego mnie mdliło przez wiele gimnazjalnych przerw, ale też z jedną osobą, więc to takie skojarzenie… Kocham „klimat jagodzianek”, jak zdarzyło mi się próbować, to tylko stwierdziłam, że to jak pączek nie dla mnie, wspomnienia są miłe, ale ten lukier… Jak Twoje gorące były bez niego to mogę wąchać. <3
        Jak os nie będzie rzecz jasna.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.