Chocolats Halba, Fairtrade Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70% kakao

Bohaterkę dzisiejszej recenzji – ciemną czekoladę ekologiczną fairtrade o długiej nazwie Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70% kakao – otrzymałam od Kimiko (dziękuję!). Na swoim blogu Kinga często pisze o ziemistości ciemnych czekolad, której nie znam i nie rozumiem (mnie ziemistość kojarzy się wyłącznie z pleśnią). Żeby wyciągnąć mnie ze świata ignorancji i ciemnogrodu, wysłała mi fragment gorzkiej czekolady marki Chocolats Halba i dodała karteczkę, żebym zwróciła uwagę na ziemistość i śliwki.

Jeśli jesteście zainteresowani zestawieniem mojej recenzji powstałej za sprawą odbioru czekolady poprzez plebejskie kubki smakowe z recenzją stworzoną dzięki kubkom wyspecjalizowanym w odbieraniu trudnych i wykwintnych nut, przeczytajcie tekst Kimiko. Dajcie znać, czy i z którą z nas się utożsamiacie.

Chocolats Halba, Fairtrade Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70 kakao, ciemna czekolada ekologiczna Fair, copyright Olga Kublik

Fairtrade Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70% kakao
ekologiczna czekolada gorzka 70% kakao

Kiedy odwinęłam fragment Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70% kakao ze sreberka, od razu pożałowałam, że nie było mi dane zobaczyć na żywo całego wzoru czekolady. Okazała się bowiem przepiękna: elegancka kolorystycznie, a do tego wykonana z największą dokładnością i szczegółowością. Część czekoladowej tafli jest gładka, część szorstka. Obcowanie z gorzką tabliczką to zabawa z fakturą, zapachem i smakiem.

Fairtrade Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70% kakao od Chocolats Halba dostarcza 582 kcal w 100 g.
Porcja ciemnej czekolady bio waży 20 g i zawiera 116 kcal.

Chocolats Halba, Fairtrade Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70 kakao, ciemna czekolada ekologiczna Fair, copyright Olga Kublik

Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70% kakao odznacza się zachwycająco intensywnym zapachem. Czuć bardzo bogatą w kakao ciemną czekoladę – zdecydowanie przekraczającą tytułowe 70%; przypisałabym jej co najmniej 80% – doprawioną nutą pikanterii. Zdawało mi się, że wyczuwam pieprz. Do niego dochodzi wysokoprocentowe czerwone wino wytrawne. Aromat łączący wino z pieprzem kręci w nosie.

Przepiękna ciemna czekolada ekologiczna jest bardzo twarda i podczas łamania głośno trzaska (lubię to!). Pod zębami chrupie niczym kości. Spodziewałam się, że będzie się rozpuszczać wolno i opornie. Nic bardziej mylnego. Położona na języku topi się szybko i gęsto, przeobrażając się w cudowne bagienko. To mój ideał ciemnej czekolady. Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70% kakao przywiodła mi na myśl ukochaną Gorzką klasyczną 64% Wedla (miejcie na uwadze, że mówimy wyłącznie o konsystencji).

Chocolats Halba, Fairtrade Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70 kakao, ciemna czekolada ekologiczna Fair, copyright Olga Kublik

Ekologiczna czekolada Chocolats Halba jest bardzo, bardzo cierpka, co uwielbiam w ciemnych czekoladach. Okazała się wręcz tak cierpka, że po rozpuszczeniu i przełknięciu każdego, nawet najmniejszego fragmentu w ustach robiło mi się matowo i język zaczynał trzeć o podniebienie. Nagle znikała wszelka ślinowa wilgoć, a na jej miejscu rozpościerała się bezkresna pustynia. Ponadto tabliczka jest drobniutko pylista. Co jakiś czas trafia się na większy kawałek czegoś, co chrupie (kryształek cukru?).

Pierwsze sekundy po włożeniu ekologicznej ciemnej czekolady 70% kakao do ust wywołują złudne wrażenie, iż w tabliczce nie ma słodyczy. Dopiero potem się ona ujawnia, a wręcz spada na kubki smakowe lawinowo. Otrzymałam od Kimiko fragment ważący 27 g, lecz wystarczyła połowa, żeby mój próg tolerancji dla słodyczy w ciemnej czekoladzie został przekroczony. Gorzka czekolada nie może taka być. Poza słodyczą w Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70% kakao czuć kwaśność. Na szczęście nie jest to ordynarny kwach, lecz kwaśna słodycz – smaki są nierozerwalne. Pochodzi od bliżej nieokreślonych owoców. Może surowych wiśni prosto z drzewa albo czerwonej porzeczki zerwanej z działkowego krzaka.

Chocolats Halba, Fairtrade Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70 kakao, ciemna czekolada ekologiczna Fair, copyright Olga Kublik

Ekologiczna czekolada Chocolats Halba jest wstępnie kruchokoścista, późnej zaś gęsta i bagienkowa. Położona na języku roztacza wszechogarniającą cierpkość. Pachnie czerwonym winem i pieprzem, smakuje zaś kwaśno-słodkimi czerwonymi owocami (wiśnioporzeczką). Poziom słodyczy przekracza próg ciemnoczekoladowej przyzwoitości, co stanowi sporą wadę tabliczki. Nie podobają mi się też sporadyczne kryształki cukru. Po degustacji w ustach niczym echo roznosi się gorycz białych tabletek.

Co z ziemią i śliwkami, które miałam wyczuć i zrozumieć? Według mnie obie nuty osiągają zawrotne 0%. Nie ma ani ich, ani nawet cienia, skojarzenia z nimi czy domysłu. I to jest piękno różnic między ludźmi i ich odmiennego odbierania rzeczy i zdarzeń! Ciemna czekolada ekologiczna smakuje mi, lecz jest przesadnie słodka i głównie dlatego nie wróciłabym do niej. Z niższą słodyczą zdobyłaby 5 chi.

Ocena: 4 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

Chocolats Halba, Fairtrade Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70 kakao, ciemna czekolada ekologiczna Fair, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

21 myśli na temat “Chocolats Halba, Fairtrade Dunkle Schweizer Bio-Schokolade 70% kakao

  1. Ja również nie lubię słodkich czekolad gorzkich podobno w ocenie producenta … kupując czekoladę 70+ oczekuje że dostanę prawdziwą przyjemność a nie słodki ulep. No i konsystencja jest tak samo ważne… ma być bagienko delikatne, nieproszkowe i nie rzężące pod zębami niewiadomo do końca z jakiego powodu :/ także raczej nie skuszę się na ten egzemplarz i pozostanę przy kryterium conajmniej 78+ zawartości masy kakaowej…
    Wzór faktycznie przyciąga uwagę.

    1. Wiele 78+ jest znacznie uboższa w smak, bo oprócz słodyczy… jego samego im brakuje. Tej nie nazwałabym „rzężącej nie wiadomo z jakiego powodu pod zębami”. Mi tam nigdy nie rzęzi. Ale ja czekolad nie gryzę. :>

    2. Martha: Najgorsze rzężenie w czekoladach – jakiegokolwiek gatunku – wynika z wpakowanego po chamsku cukru w wielkich kryształach. Pod tę kategorię podciągam m.in. dodatki ze skrystalizowaną cukrową otoczką. Na co komu one? Zwykłe orzechy są za dobre, żeby psuć je jakimiś cukrostworami.

      Kimiko: Zgadzam się, że wiele czekolad o bardzo wysokiej zawartości kakao grzeszy brakiem smaku. To jeden z powodów, dla których nie lubię i nie kupuję czekolad 85+% kakao.

  2. Wygląda przepięknie, a połączenie gorzko – słodko – kwaśnego smaku brzmi dla mnie dobrze, jeśli ten słodki przeważa :D mnie z kolei ziemistość kojarzy się z ziemią po prostu :D a jadła fasolkę Harry’ego Pottera o tym smaku więc wiem mniej więcej jak smakuje :D

    1. Cukrowa: Niestety też jadłam tę fasolkę :D

      Kimiko: Uważam, że ziemistość i Twoje wyobrażenie ziemistości to dwa bardzo różne smaki.

      1. Zależy. Nachyl się nad doniczką z ziemią… Czasem to właśnie czuję. Ale często, gdy mocno zalać to owocami, wychodzi przyjemnie.

        Jak zimne ognie i ich smak. :> Chodzi mi o zjawisko.

  3. Być może okazałaby się ona dla mnie za słodka, bo ostatnio wolę czekolady 85+ (a jednocześnie mam też fazę na mleczne ulepki), ale wygląda esencjonalnie i nie wątpię w jej smakowitość.

    1. Spory rozstrzał, niemniej rozumiem go, bo sama czasem mam ochotę na sprzeczności. Przykładowo krzywo patrzę na plebejski baton czekoladowy, ale zjadłabym piekielnie słodkie lody chałwowe i zagryzła chipsami solonymi.*

      * Przykład z przeszłości. Aktualnie i lody, i jogurty budzą we mnie niechęć. Wolałabym już chipsy.

      1. Moje życie kulinarne jest pełne sprzeczności ;)
        Niechęć do jogurtów (innych niż wymieszanych z płatkami i dodatkami, w skutek czego powstaje gęsty miszmasz) mam od dłuższego już czasu, a lody zimą to dla mnie jakaś abstrakcja :P

        1. „Lody zimą to dla mnie jakaś abstrakcja” – podpisuję się rękami, nogami i ustami. Innymi częściami ciała wolę nie próbować.

  4. Bałam się kliknąć w ten post! Co z ziemią i śliwkami? Moja ziemia występuje w połączeniu z najrozmaitszymi owocami. Obstawiam, że to Twoje wino (moja ziemia + jakiekolwiek owoce). Mama w ciemnych też przeważnie czuje wino / wiśnie – stąd ten wniosek.
    Ta słodka kwaśność owoców… uwielbiam ją! To w niej było mnóstwo moich najrozmaitszych śliwek.
    Nie wierzę… Twoja tolerancja na słodycz w odniesieniu do ciemnych została tak szybko przekroczona? Ja tę czekoladę kocham i, taak, jest bardzo słodka, ale lubię jej ogół, potrafię zeżreć całą. Akceptuję jej dla mnie wręcz drapiącą w gardle słodycz. Swoją drogą, jak tylko wspomniałaś o pieprzu, ja pomyślałam o bardzo ciemnym miodzie gryczanym. Jestem pewna, że to to!
    Konsystencję również uwielbiam, choć to wysuszanie z ciemnych akurat mogłabym wywalić.
    Gorycz białych tabletek? Hm, to z kolei moja „gorzka ziemia” pewnie. Bo często piszę o kwaśnej, wręcz soczystej + owoce (co Ty pewnie odbierasz jako wino).
    Wiśnie? Wśród tych śliwek może i tak. Ewentualnie mocno śliwkowe wino! Widzisz więc, że ta moja ziemia to nic strasznego. I… widzisz też, że jakieś mocarne, niesłodkie setki to nie mój typ. :>
    Cukier? Według mnie jej ogólna trzeszcząca pylistość wynika w dużej mierze z kakao. Raz i drugi jak wyjęłam przy niej „coś” z ust, było to właśnie kakao, ale cukier pewnie też nie był do końca idealnie rozpuszczony. U mnie to podkręciło skojarzenie z cukrującym się miodem. Mam wrażenie, że w przypadku ciemnych Ty jak Mama o wiele bardziej skupiasz się na strukturze, niż na smaku (ja)*.
    Ogólnie więc ja również uważam ją za przesłodzoną, ale wybaczam jej, bo ogół mnie zachwyca.

    Wiedziałam, że unicorna nie będzie. Pewnymi kwestiami mnie zaskoczyłaś, do części strasznie cieszę się, że mogłam się odnieść i tak porównać.

    *Czasem mam tak, że degustuję rano – np. dziś. Siedzę już po degustacji Duffy’s, przy czekoladzie po prostu. Dopiero teraz zaczęłam zwracać uwagę na pewne aspekty struktury, które normalnie są dla mnie nie istotne i właśnie znów to – nie do końca, nie najlepiej rozpuszczony cukier? Ciekawe to, że w czystych ciemnych… Dalej jednak wolę penetrować labirynty nut smakowych. ;)

    1. PS A jeszcze dwie kwestie – dlaczego ziemia kojarzy Ci się z pleśnią? Wyobraź sobie ziemię. Normalną, w doniczce. Nie ma robali, nie ma pleśni. Co z nią? O takiej często myślę, gdy piszę o ziemistości czekolad. Albo różne sceny z filmów, gdzie bohaterowie tak fajnie wbijają w ziemię ręce… też zacnie to wygląda.

      PS2 „[…] unicorna nie będzie.” I jeszcze chciałam napisać, że poniekąd kamień spadł mi z serce. Lżej mi z turronami będzie. :P

      1. PS3 Zaraz mnie pogonisz stąd. xD Ale co ja zrobię, że wnioski mi tak na raty przychodzą? Wreszcie chyba udało mi się sprecyzować, jak to jest z moją tolerancją na słodycz. Jedząc czekoladę lubię, gdy jest dość niska, wyważona. Generalnie jednak słodkie czekolady lubię też… do momentu, gdy dobrze czuję kakao i jego nuty. Mam za to problem gdy tego kakao w ogóle mi brakuje. Dobrym przykładem są straszliwie słodkie Lindty Excellence – nimi mogę się zasłodzić, bo czuć też „ciemny smak”, kakao. Mleczne, nawet te nie przesłodzone, ale po prostu z niską zawartością kakao mnie nie satysfakcjonują, bo… czekoladę wiąże z kakao. A wtedy to i słodko może być. A w odniesieniu do słodyczy innej niż w czekoladach to mam problem, bo właśnie tylko z kolei w owocach ją toleruję (i wtedy to już owoce mają prawo być bardzo, bardzo słodkie, jak np. banany czy figi). Ha! Tak już mi się to po głowie plątało, ale teraz się utwierdziłam, dzięki tej recenzji. Dziękuję.

        1. Nie wygonię Cię. Mam wrażenie, że porównywanie naszych odczuć sprawiło Ci radość, więc tym bardziej się cieszę :) Też sądzę, że sporo nut czujemy obie, ale inaczej nazywamy z uwagi na odmienne skojarzenia. Przez to nie zawsze możemy się zrozumieć.

          Co do poziomu słodyczy, zauważ, że Ty wymiękasz czasem po połowie kostki przecukrzonej mlecznej czekolady plebejskiej. Ja z kolei zjadam nie tylko kostkę, ale i całą tabliczkę. Padam na pysk z przecukrzenia, jednak wystawiam 5-6 chi, bo mnie ten rodzaj cukrowości uwodzi. Za to kiedy sięgam po ciemną czekoladę, nie toleruję tego, co kocham w mlecznej. W moim odczuciu ciemna czekolada nie ma prawa być bardzo słodka i ch. Z tego powodu nie lubię czekolady deserowej.

          Jadłam parę razy pleśń, np. na chlebie. Jest cierpka, gorzka i obrzydliwa. Ma 100% smaku zapachu ziemi (z dworu, doniczki, whatever). Czasem kupuję warzywa, na których jest ziemia. Kiedy dotrze do mnie jej zapach, na moment staje mi serce, bo przerażam się, że kupiłam worek spleśniałych warzyw. Według mnie ziemia pachnie tak, jak smakuje pleśń. Nie podobnie. Nie trochę. Dokładnie tak samo.

          1. Ja mam nieco inne odczucia w kwestii pleśni i ziemi, dlatego w recenzjach często precyzuję, gdy chodzi już o zapleśniałość. Ją już wiążę z pewną ostrością. Obstawiam, że to z racji tego, że lubię sery pleśniowe. Nie jadasz ich, więc Ci do głowy ich pleśń nie przychodzi, pierwsze skojarzenie to pleśń ziemi. Myślisz, że może o to chodzić?
            PS Prawie zawsze jem splesniale awokado… xD Pewnie nie obrazisz się, jak swojego śniadania Ci nie zaserwuję?

            1. Sera pleśniowego – camemberta, bo innych nie jadam – nie traktuję jako spleśniałego. Mimo iż zawiera pleśń. Spleśniały produkt kojarzy mi się z ohydztwem, na dodatek szkodliwym dla zdrowia. Podczas jedzenia niespleśniałej żywności i szukania skojarzeń dla odkrywanych nut przenigdy nie przyszła mi na myśl pozytywna pleśń, np. wspomnianego camemberta.

              „Myślę, że różnica u nas tkwi w zestawie skojarzeń” – myślę dokładnie tak samo. Próbowany przez nas obie produkt w bardzo niewielu przypadkach wywoła dokładnie te same skojarzenia, bo mamy inne doświadczenia. Ty znasz smaki, których nie znam ja, i na odwrót.

          2. A jeszcze co do słodyczy w ciemnych – cukrowości tych o niskiej zawartości kakao nie lubię, ale słodycz dobrych ciemnych, w której czuję np. palony karmel, banany, mandarynki, śliwki uwielbiam.

            1. Jednym z powodów, dla których tak się upieram, że moja ziemia to ziemia, jest to, że jak potem czytam inne recenzje czy opis producenta, też trafiam na określenie „ziemisty”. Nie wiem, jak mogłabym nazywać to inaczej i… To jest smak zapachu czystej ziemi z doniczki.
              Myślę, że różnica u nas tkwi w zestawie skojarzeń. Czuję, że po prostu nie umiesz pomyśleć o ziemi jako o przyjemnej nucie (to nie zarzut). Podobnie jak czuję ziołową gorzkość czy wręcz gorycz, Ty często nazywasz to tabletkami. Ja nigdy, bo to smak prawie mi obcy (w życiu jadłam wyjątkowo mało tabletek).
              Na własnym przykładzie wiem np. po nutach grejpfruta, limonki i slodu w jednej czekoladzie z Nikaragui. Potem spróbowałam melona karela (smakował jak goryczkowato-słodowy grejpfrut z nutą liminki) i… przy innej z tego samego regionu czułam melona karelę właśnie. I tamte nuty też, ale to on był pierwszym skojarzeniem – a wcześniej po prostu go nie znałam (skądinąd karela ze smaku ma tyle z melona, co daktyl z porzeczki).

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.