Clif Bar, Energy Bar Crunchy Peanut Butter

Kiedy ludzie widzą w nazwie słodyczy peanut butter, dostają małpiego rozumu. Powszechne gorące uczucie żywione wobec masła orzechowego otworzyło drogę nieuczciwym producentom chcącym tylko nachapać się kasy, przez co obecnie znaczna część słodyczy z masłem orzechowym w rzeczywistości zawiera zwykły krem orzechowy albo dodatek fistaszków: całych, w połówkach bądź rozdrobnionych.

Jestem odporna na masłoorzechowy szał zapoczątkowany lata temu i trwający do dziś. Masła orzechowego w słoiku nie kupuję, a słodycze z peanut butter w nazwie nie wydają mi się lepsze niż karmelowe, kawowe czy inne. W związku z tym Clif Bar Energy Bar Crunchy Peanut Butter, który znalazł się w moich zbiorach w ramach samoprezentu mikołajkowego, stanowił baton owsiany jeden z wielu, a nie najważniejszy.

Clif Bar, Energy Bar Crunchy Peanut Butter, baton owsiany z masłem orzechowym, copyright Olga Kublik

Clif Bar Energy Bar Crunchy Peanut Butter

Na tle słodyczy masłoorzechowo oszukanych baton owsiany Clif Bar prezentuje się korzystnie. Tytułowy bohater nie ogranicza swojej obecności do nazwy – pojawia się także w składzie (zajmuje 6%).

Baton owsiany Energy Bar Crunchy Peanut Butter marki Clif Bar dostarcza 403 kcal w 100 g.
Flapjack z masłem orzechowym crunchy waży 68 g i zawiera 280 kcal.

Clif Bar, Energy Bar Crunchy Peanut Butter, baton owsiany z masłem orzechowym, copyright Olga Kublik

Z uwagi na brak ciemnych barwników typu kakao Clif Bar Energy Bar Crunchy Peanut Butter wygląda tak, jakby w całości został zbudowany z płatków owsianych i masła orzechowego. Przywodzi także na myśl doskonały baton owsiany Grunchy for life marki Ania, co budzi nadzieję na doskonałą degustację.

W zapachu Clif Bar Crunchy Peanut Butter jest cudowny. Zresztą pod względem intensywności aromatu osiąga 200%, co tylko zwiększa cudowność. Oddaje słodko-słone wyprażone fistaszki, które momentalnie przywołują do tablicy masło orzechowe. Nie ma tu więc mowy o niezgodności z nazwą czy oszustwie.

Clif Bar, Energy Bar Crunchy Peanut Butter, baton owsiany z masłem orzechowym, copyright Olga Kublik

Clif Bar Crunchy Peanut Butter zawiera więcej orzechów ziemnych (5,4%) niż Clif Bar Chocolate Almond Fudge migdałów (4%). Nie obraziłabym się jednak, gdyby było ich jeszcze więcej. Są duże i ciemne, ewidentnie zostały wyprażone. Brakuje im chrupkości. Okazały się miękkie i gumowate, jakby nasiąknęły wilgocią lub tłuszczem. Na szczęście nie zaszkodziło to smakowi, który oddaje fistaszki wyprażone i pyszne. Wydaje mi się, że poza dużymi orzechami ziemnymi baton owsiany ma orzeszki pokruszone.

Podczas krojenia baton wegański zdaje się twardawy, jednak gryzie się go łatwo. Stawia opór zębom w idealnym stopniu. Jest pylisty w sposób mączny, i to bardzo. Po rozgryzieniu bazy na języku zostają twardawe płatki owsiane. Clif Bar Crunchy Peanut Butter smakuje masłem orzechowym i fistaszkami, więc wypełnia obietnicę złożoną w nazwie, jednak zdaje się mdławy i pozbawiony charakteru. Sądzę, iż przyczyną jest jednoznaczna słodycz bez choćby ziarenka soli.

Baton owsiany Clif Bar Crunchy Peanut Butter zawiera małe chrupki, które w większości słodyczy mnie frustrują, ale tu wypadają przyjemnie. Są kruche i chrupiące, dzięki czemu wprowadzają efekt crunchy.

Clif Bar, Energy Bar Crunchy Peanut Butter, baton owsiany z masłem orzechowym, copyright Olga Kublik

Clif Bar Crunchy Peanut Butter zapowiadał się doskonale, ale okazał się nieidealny. Przywodzi na myśl stopione syropem cukrowym mdłe masło orzechowe. Poziom słodyczy jest przesadny, a brak słonej nuty smuci. Po degustacji w gardle płonie cukrowe ognisko. Do tego baton owsiany jest przesadnie mączny.

Istnieją słodycze, którym daleko do ideału, niemniej są bardzo smaczne i chce się je kupić ponownie. Istnieją też takie, w których brak tego czegoś jest bolesny. Clif Bar Crunchy Peanut Butter należy do drugiej kategorii. Dopiero pod koniec degustacji pomyślałam, że z uwagi na twardość, smak i poziom słodyczy przypomina karmel z fistaszkami wyjęty ze Snickersa. To nie komplement. Snickersowa kompozycja bez czekolady i nugatu traci urok i sens. W efekcie baton jest nudny i nijaki.

Ocena: 4 chi
(to absolutne maksimum jego możliwości)


Skład i wartości odżywcze:

Clif Bar, Energy Bar Crunchy Peanut Butter, baton owsiany z masłem orzechowym, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

6 myśli na temat “Clif Bar, Energy Bar Crunchy Peanut Butter

  1. Ja uwielbiam słodycze z masłem orzechowym ale też nie uważam że są najlepsze ze wszystkich – jeszcze bardziej lubię czekoladowe, orzechowolaskowe czy karmelowe. Niemniej Cliff bar o tym smaku pewnie by mnie skusił, gdyby nie brak soli… Dla mnie z masłem orzechowym zawsze musi być sól!

  2. Taa, producenci chcą też się nieco ogrzać w blasku zachwytu i podniecenia masłem orzechowym. Tylko że właśnie – jak dziadostwo robią, to sami sobie koło… No ten tego.

    Żałuję, że moje pierwsze i jedyne spotkanie z tymi batonami było beznadziejne. Tyle smaków, a ja spośród chyba najgorszych musiałam wybierać. No, ale przynajmniej dzięki nim dowiedziałam się, że za orzechami makadamia chyba nie przepadam. Dobrze mi się przypomniał, bo odczucia miałyśmy podobne. Co jednak miejsca mieć nie powinno, biorąc pod uwagę, ze mój był białoczekoladowy. Nie no, masło orzechowe jak się patrzy! Swoją drogą, Mama ostatnio kupiła te z Biedry zamiast z Lidla i ono tak na zapach nawet mdło i strasznie słodko waliło. Może na takie producenci stylizują swoje mierne wyroby?

    A se dosolić nie łaska?! …Że też po chrupkach Sama-Wiesz-Jakich (nie odważę się przytoczyć nazwy) jeszcze Ci soli mało. :>

    1. Sól życiem! Kiedy wykończę posiadane słodycze, przerzucę się na lizawki dla koni i krów. W dalszej kolejności mam w planach podróżowanie po polskich grotach solnych i kopalniach soli. Będę z przyczajki lizać ściany i recenzować na livingu.

      Co do orzechów w gatunkach niepopularnych, parę dni temu jadłam ponownie Flapjacka Pecan od Wholebake i przy okazji zaktualizowała recenzję. Mam już pewność, że orzechy pekan smakują jak pleśń, tylko delikatniej.

      1. Jak byłam mała w Wieliczce rodzice kupili mi pamiątkę figurkę psa na bryłce różowej soli. Raz polizałam, by sprawdzić, czy nie oszukali, a drugi raz, czy takie coś nie wietrzeje / nie kamienieje (uwielbiałam dinozaury i interesowały mnie skamieliny) i po paru miesiącach nadal jest solą. Nie oszukali, było.

        Wczoraj jadłam Lindta z pekanami! Jak pleśń?! Coo… jak bardziej nijakie włoskie, nie pleśń. Acz… jedne i drugie czasem mi się koło ziemistych nutach w czekoladach kręcą.
        Swoją drogą, ależ to był obłędny zacukrzacz. Pachniał i smakował (ale głównie pachniał) jak syrop klonowy z orzechami karmelizowanymi w nim z solą. <3 Tylko że o syropie ani w składzie, ani w nazwie, ani w opisie ani słowa, haha.

        1. Jako dziecko lizałam jakiś kamień szlachetny, który przywiozłam z wycieczki szkolnej do podobnego miejsca. Pamiętam, że miał fioletowy kolor i budowę wielu kryształków. Miał być słony, ale był tak gorzki, że zbierało się na pawia. Przysięgam. Może był czymś klejony, cholera wie. Nie mam pojęcia, po co dawałam mu kolejne szanse, ale co jakiś czas dotykałam go językiem, przechodziła mnie fala wstrętu, no i tyle. #logikadziecka

          Może musiałabym zjeść orzechy pekan bez dodatków, żeby dojść do Twoich wniosków. W batonie przypominają głównie pleśń :P

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.