Mamut, Sucharki delikatesowe extra

Sucharki stanowią zabawny produkt spożywczy. Ani to przekąska, ani zamiennik pieczywa. Wysuszony na kamień chleb… z czym te głazy niby jeść? A jednak sucharki mają w sobie coś uroczego i urzekającego. Na przełomie liceum i studiów miałam na ich punkcie obsesję. Jestem niemal pewna, że przez wiele miesięcy trzymałam w domu przynajmniej jedno opakowanie. (Później zdradziłam sucharki z macą).

Moimi ulubionymi sucharkami były oczywiście najpopularniejsze Sucharki delikatesowe extra marki Mamut. Mimo iż eksperymentowałam ze zdrowszymi zamiennikami różnych produktów spożywczych, klasyczne suchary w niebieskim opakowaniu uważałam za tysiąc razy lepsze od Sucharków bez dodatku cukrów w opakowaniu żółtym (a tym bardziej od pełnoziarnistych, fuj!). Czy po wieloletniej przerwie poruszą moje serducho? Tego właśnie chciałam się dowiedzieć, dlatego kupiłam w Aldim urocze małe paczki.

Mamut, Sucharki delikatesowe extra, copyright Olga Kublik

Sucharki delikatesowe extra

Do testów po latach upolowałam sześć paczek sucharków Mamuta, po dwie z każdego rodzaju. Suchary klasyczne powinny ważyć 41 g, bez cukru 40 g, z rodzynkami zaś 42 g. Po przyniesieniu ich do domu odkryłam jednak, że w każdej paczce znajduje się ok. 10 g bonusu. Choć na ogół denerwuje mnie niespójność informacji na opakowaniu z rzeczywistością – skoro producent nie trzyma się gramatury, jaką mamy gwarancję, że równie luźno nie potraktował składu? – tu przymknęłam na nią oko. 50 g chrupaczy mieści się w moim modelu deserowym, więc nie ma problemu, obejdzie się bez dramy.

Sucharki delikatesowe extra marki Mamut dostarczają 380 kcal w 100 g.
4 sucharki klasyczne ważą 41 g i zawierają 156 kcal.

Mamut, Sucharki delikatesowe extra, copyright Olga Kublik

Sucharki delikatesowe Mamuta pachną przyjemnie, choć mniej intensywnie niż Sucharki bez dodatku cukrów (ostatniego wieczora zjadłam oba rodzaje). Pierwsza paczka przywiodła mi na myśl słodki, wilgotny od rosy… bez. W grzankach odnotowałam też domieszkę innych świeżych kwitnących kwiatów wiosennych i suszonych ziół. Może kopru wymieszanego ze słodyczą suszonej morwy? Drugą paczkę odebrałam mniej dziko. Tym razem Sucharki delikatesowe pachniały jak plebejskie pieczywo – maślane bułeczki.

Żeby docenić wygląd sucharów Mamuta, trzeba po prostu je lubić. Cztery grube kromki są ujmująco sucharkowe i kamienne, acz sypią się jak zdesperowane. Mają złocisty kolor świadczący o wypieczeniu. Są znacznie ciemniejsze od wariantu bez cukru – kliknijcie tutaj po porównanie.

Mamut, Sucharki delikatesowe extra, copyright Olga Kublik

Sucharki delikatesowe Mamuta są chrupkie, jednak nie jednolicie. Skórka daje się poznać jako mniej chrupiąca, a bardziej krucha. Poziom chrupkości okazał się rewelacyjny – hałasu podczas degustacji nie sposób uniknąć. W sucharach nie ma ani cienia zwietrzenia czy zawilgocenia. Są leciutkie i zwiewne.

Mimo iż z definicji suchary to wysuszony chleb, Sucharki delikatesowe Mamuta oddają smakiem słodkie maślane bułki lub słodką maślaną chałkę. W toku degustacji smak przemienia się w coraz bardziej obwarzankowy, przy czym mam na myśli małe i ciężkie obwarzanki z supermarketu, nie zaś duże, lekkie i napowietrzone z odpustów. (Jakie obwarzanki wolicie? Ja zdecydowanie te pierwsze).

Mamut, Sucharki delikatesowe extra, copyright Olga Kublik

Zamknięte w niebieskim opakowaniu Sucharki delikatesowe extra marki Mamut to jedne z najlepszych sucharów, jakie znam. Są subtelne smakowo, lecz cudowne – maślane i słodkie w punkt. Przypominają wysuszoną chałkę i obwarzanki. Od zewnątrz dają się poznać jako krucholekkie, od wewnątrz zaś twardochrupiące. Po rozgryzieniu i wymieszaniu ze śliną na moment gęstnieją.

Obecnie nie lubię sucharów tak bardzo, jak na przełomie liceum i studiów. Z tego powodu nie dołączę klasycznych sucharków Mamuta do stałych zbiorów spożywczych trzymanych w domu. Za to kiedy najdzie mnie ochota na ten rodzaj chrupaczy, wybiorę właśnie je.

Ocena: 5 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

Mamut, Sucharki delikatesowe extra, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

13 myśli na temat “Mamut, Sucharki delikatesowe extra

  1. Znowu zgodność :) ja także na przełomie liceum i studiów miałam okres fazy na suchary :D moja mama w dzieciństwie zawsze kupowała niebieskie więc innych nie znałam. Później odkryłam wersję bez cukru ale ta to kompletna porażka … ten sam efekt można uzyskać krojąc cieńko razowca i rzucając go na kaloryfer :)
    Potem te niebieskie zastąpiły różowe. Dodatek rodzynek jest oblednym rozwiązaniem :) tu w 100 % popieram Twoje spostrzeżenie : „Sucharki delikatesowe Mamuta oddają smakiem słodkie maślane bułki lub słodką maślaną chałkę”

    1. Czekaj… Sucharki bez cukru i razowe to dwa różne produkty. Próbowałaś razowych (np. od Sonko)? Według mnie są baaardzo kiepskie. Jadłam raz i nigdy nie wróciłam.

  2. Sucharkami zajadałam się dokładnie 10 lat temu. Pamiętam to jakby to było wczoraj – musiałam wtedy pojechać do sanatorium w Kołobrzegu po przebyciu zapalenia płuc i tam miałam jedną koleżankę w pokoju, która kupowała te właśnie sucharki w niebieskim opakowaniu (ale w takim ogromnym!). Ach, ilesmy tego zezarly :D pamiętam że faktycznie były słodkie, dlatego tak bardzo mi smakowały. Potem polubiłam też bardzo takie grube, twarde jak skała suchary bieszczadzkie z kminkiem (kojarzysz? Zęby można połamać, ale są pyszne :D). A jeśli chodzi o obwarzanki to żadne marketowe ani odpustowe nie mogą się rownac ze swiezutkimi obwarzankami z krakowskiego rynku ^^ w niczym nie przypominają tych suchelców z odpustu albo ze sklepu :D miałaś okazje je jeść? :)

    1. Jadłam dwa rodzaje krakowskich obwarzanków: chrupiące i bułkowe. Oba wydają mi się przeciętne. Sto razy bardziej lubię chrupiące z marketu.

      Bieszczadzkich Sucharów nie jadłam, ale jadłam oryginał: Suchary Specjalne SU produkowane dla wojska. Mój wujek był wojskowym i przywiózł nam kiedyś tego od cholery. Nikt nie chciał jeść cegieł, więc zabrałam wszystkie do domu (byłam w wieku studenckim). Jadłam je przez kolejne miesiące i za każdym razem bałam się, że stracę zęby albo przegryzę język. Jestem pewna, że wojskowy oryginał jest twardszy od sucharów dla „zwykłych” ludzi.

      1. Wojskowy niekoniecznie jest twardszy*. Ojciec dostawał mnóstwo z policji, więc je jadłam i jadłam Bieszczadzkie. Miałam wrażenie, że dla wojska idą jakieś nieudane partie (za twarde, za twardo-stawardnięte*, jakieś znijaczone itd.).

        *Takich nie uważam za „twardsze od tych dla zwykłych ludzi”, bo nawet pewna miękkawość w nich się plątała, ale to gorsze od zwykłej kamienności.

        PS Na tych ojciec kawałek zęba stracił.

        1. Za cholerę nie rozumiem, co chciałaś przekazać, ale i tak się uśmiałam, że dla wojska idą nieudane suchary :’D To w końcu suchary SU są twardsze czy nie? Czy jakie?

          1. Ojciec dostawał wiele paczek i w niektórych były twardsze, a w innych nie. A chciałam przekazać to, że nieudane w sensie… no powiedzmy na przykładzie chipsów: robią jakąś partię, smak „solone”, ale tyle sypnęli soli, że to już nie chipsy z solą, a sól z chipsami i normalnie to na rynek nie przejdzie, a żeby nie wyrzucać, to sru – właśnie tam.
            Mam taką teorię, że takie nieudane tury różnych produktów różnych producentów właśnie idą a to dla wojska, a to do banków żywności itd.

            I dobrze, że się uśmiałaś! Śmiech to zdrowie.

            1. W takim razie nic dziwnego, że każdy kombinował, jak tu nie iść do wojska :D Btw, moja mama ma książeczkę wojskową, bo jako pielęgniarka musiała odbyć służbę.

  3. Fuj, suchary kojarzę mi się z chorobami żołądka, tylko wtedy byłam w stanie się zmusić żeby je jeść.

  4. Sucharki i suchary fajna sprawa, ale właśnie, jak napisałaś – też śmieszna. Przed naprawdę wieloma laty lubiłam twarde suchary z kminkiem, ale jadłam niewiele, bo średnia to przyjemność z takich kamieni.
    Tego typu (je konsekwentnie nazywam sucharkami) Mama latami jadła w przerwach od swoich tostów, czyli obowiązkowo smarowała je masłem, kładła ser żółty i dżem. Kojarzę, że i mi zdarzyło się je jadać, ale że traktowałyśmy je jako zamiennik pieczywa, niespecjalnie mi podchodziły. Za sucho-ostro-twarde i jednak jak na „chleb” to mi takie… no, nie chlebowe. U mnie szły z ketchupem i serem. Tylko że my kupowałyśmy jakieś wielkie paczki, skąd to pojęcia nie mam.

    Swoją drogą, chyba macy nigdy nie jadłam.

    A jak piszesz o tym, co jadłaś na przełomie liceum i studiów, nabieram przekonania co do hipotezy Mamy, że chyba każdy w życiu ma pewne etapy, które jakoś tam są uniwersalne (w pewnym stopniu), na zasadzie, że jak u dzieci: a to są wyczulone na smak słodki, a to rozwija się u nich chęć na kwaśności itd.

    1. Chyba nigdy nie zrobiłam z sucharków kanapek. Ani z macy. W ogóle mi to nie pasuje. Wolę je chrupać jako zamienniki chipsów.

      1. Ja jadałam takie w gimnazjum, więc to były czasy, gdy otwierałam chlebak i brałam chleb kupiony przez Mamę, a jak akurat miała czas na sucharki – no cóż, był jeszcze zwykły pszenny ojca, a zawsze i wszystko lepsze od takowego. Chipsów chrupać nie lubię, więc dla mnie to żadna przekąska, ale i mnie sucharki itp. jako zamiennik chleba nie chwytają. Znaczy… i tak ich tak zupełnie samych nie widzę, ale ni jak to chleba nie zastapi.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.