Proszę nie dokarmiać jednorożców!

Znów prezentacja słodyczowych zbiorów? Dokładnie tak. Po ostatnich paczkach od – w kolejności otrzymania – Kimiko i mojej słodyczowej dobrej wróżki Ani nie spodziewałam się, że dostanę coś jeszcze. A tym bardziej, że owo coś sprawi, iż będę musiała wyciągnąć z szafki nieużywane od dawna puszki.

Niedługo po tym, jak odebrałam słodkie przesyłki od dziewczyn, przyszedł do mnie ogromny karton pełny pyszności od Marthy (dziękuję!). Dwa dni później na rozmowę w cztery oczy wezwał mnie osiedlowy paczkomat. Po stoczeniu z nim krwawych bojów przyniosłam do domu jeńca – przesyłkę od Kimiko (dziękuję!). Na tym etapie z moich cudownych czterdziestu słodyczy zrobiło się… dziewięćdziesiąt.

A to wcale nie koniec! Upłynął może tydzień, a kurier przytargał do firmy kolejny gigantyczny karton o wadze prawie 5 kg. Nadawcą okazała się Martha (dziękuję ponownie!), za sprawą której moje słodyczowe zbiory obejmują aktualnie około stu pięćdziesięciu produktów. Jeszcze nigdy nie miałam tylu różnych słodyczy do przetestowania (zdarzyło mi się mieć tyle, ale częściowo powtórzonych).

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze w domu a samopoczucie

Nie wiem, ile osób śledzących living on my own doświadczyło problemu posiadania tak wielu słodyczy. Owszem, problemu, ponieważ z trybu ale-mi-miło weszłam w tryb nie-dam-rady-pomocy. Błyskawicznego zjedzenia wymaga tak wiele produktów, że nie wiem, za co się zabrać. Mam słodycze kupione przez siebie. Mam czekolady z musem i alkoholem, którym zwlekanie zaszkodzi, ponieważ nadzienie zdziadzieje. Mam czekolady mleczne i białe, które nie mogą czekać nawet do wiosny, bo moje mieszkanie to sauna i w efekcie będę jadła nie czekolady, a gównopapy. Czyje słodkości wybrać? Komu sprawić radość i opublikować recenzje słodyczy, które mi wysłał? Czyje oddać, wyrzucić albo zjeść pół roku po terminie?

Mam sześćdziesiąt produktów, nierzadko ważących więcej niż 100 g, które powinnam zjeść do końca marca, bo inaczej przekroczą termin albo zwietrzeją, gdyż są otwarte. Wiecie, jakie to uczucie? Potworne, po prostu. Bo nie chcę nikogo zawieść. Bo nie mogę umówić się z nikim na wieczór, wszak wrócę do domu późno i nie zjem niczego do recenzji, a przecież ktoś tam czeka z nadzieją, że zjem prezent od niego. Nienawidzę nie dawać sobie z czymś rady. A teraz nie daję. Czuję się… przeokropnie. Jest połowa marca, mam mnóstwo cudownych słodyczy od jeszcze cudowniejszych osób, a już wiem, że ja zawiodę.

Czekolada uwalnia endorfiny? Dobre sobie…

Nie chcę, żebyście myśleli, że skarżę się na osoby, które wysłały mi słodycze. Wręcz przeciwnie, poczucie bycia lubianym i ważnym dla kogoś jest bezcenne. Niemniej rzeczywiście – skarżę się. Na sytuację. Na to, że czasoprzestrzeni nie da się zaginać. Na to, że nie umiem podejść do sprawy rozsądnie (da się?). W efekcie słodycze, które zostały mi wysłane po to, żeby było mi miło, sprawiły, że chce mi się płakać. Czuję stres, rezygnację i złość. Przytłoczyło mnie poczucie, że nie mam czasu na nic poza jedzeniem i pisaniem recenzji. Zapewne domyślacie się, że to prosta droga do przeciążenia i zawieszenia bądź zamknięcia bloga.

Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim osobom, które kiedykolwiek przysłały mi paczkę. Nie tylko Marcie, Kindze i Ani, które wspomniałam we wpisie. Wszystkim. Jednocześnie proszę:

nie dokarmiajcie jednorożców.

Nie przez najbliższe… dużo czasu. Może pół roku. Może rok. Muszę sobie poradzić. Poukładać się psychicznie i emocjonalnie, bo głupie słodycze wpędziły mnie w potężny dół. Proszę też:

nie pytajcie, czy kupię coś, co właśnie pojawiło się na rynku.

Odpowiedź brzmi: nie, nie kupię, bo nie mam czasu tego jeść. Nienawidzę wyrzucać jedzenia, a prawdopodobnie właśnie to mnie czeka. (Raczej oddam rodzinie). Proszę o zrozumienie i empatię.

Nowe czekolady, batony, wafle, ciastka, czekoladki i inne słodycze – galeria zdjęć

Nie chcę zostawić was z poczuciem smutku i beznadziei, więc na koniec prezentuję galerię pyszności, które otrzymałam. Wypisałam też nazwy produktów, które mogą was zainteresować. Resztę musicie wyśledzić wzrokiem. Dajcie znać, czego recenzje chcielibyście przeczytać. Nie gwarantuję, że na blogu pojawi się wszystko. Wręcz bardzo w to wątpię. Będę się starała zjeść i opisać jak najwięcej, ale wiadomo…

Ciekawe słodycze do recenzji (oby):

  • Kellogg’s, ciastko Biscuit Moments Strawberry (czyżby miniatura Pop Tart’s, które kocham?),
  • Purella Food, Probiotic Cookie Be Raw! od Ewy Chodakowskiej: kawowe, borówkowe,
  • Bombus Natural Energy, Raw Energy i Raw BIO Energy,
  • Ferrero, Kinder Maxi Dark & Mild,
  • Ferrero, Duplo Winter Mandel,
  • Ferrero, Hanuta Riegel,
  • Nestle, Kit Kat Double Chocolate (wersje mała i duża),
  • Nestle, Kit Kat Gold,
  • Nestle, Kit Kat czekoladowy zajączek wielkanocny,
  • Mondelez, Oreo rurki z kremem (waniliowe i czekoladowe),
  • Moser Roth, mleczne czekolady z kremem: Cookies & Cream, Strawberry Cheesecake, Nougat ‚n’ Crisp,
  • LU, Lubisie jogurtowo-bananowe,
  • Milka, Bubbly mleczna czekolada bąbelkowa,
  • Fazer, Dumle bananowe,
  • Nestle, YORKIE DUO Raisin & Biscuit,
  • Wawel, cukierki: Gorzka pomarańczaKawowaAdwokatKrówkowaWiśniowa,
  • Mieszko, praliny: Espresso, Tiramsu, Panna Cotta, Creme Brulee, Rum, Advocat,
  • Milka, Moments czekoladki: Almond Caramel, Whole Hazelnut, Alpine Milk, Toffee Whole Nuts, Oreo,
  • czekoladowe jajeczka wielkanocne Kinder i Manner,
  • MARS, M&M’s eggs,
  • Glutenex, Biszkopty w czekoladzie bez dodatku cukrów i glutenu,
  • Cadbury, Animals herbatniki w czekoladzie,
  • Loacker, Dark Creme czekolada z waflem,
  • Wedel, Czekolada mleczna z nadzieniem mleczno-orzechowym,
  • Milka, Almond Crispy Creme,
  • Nestle, Princessa Milk Shake edition: bananowa, truskawkowa.

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

Nowe słodycze 2019 2010 - nowości czekolady batony cukierki ciastka

No to jeszcze raz… O których słodyczach chcecie przeczytać najbardziej, a o których najmniej?

26 myśli na temat “Proszę nie dokarmiać jednorożców!

    1. Przegiełaś pałę… Na tyle co znasz Olgę i tak ją obciążyłaś. Szkoda słów.

      Na znikome pocieszenie dla wspaniałej naszej recenzentki – kwarantanna może Ci troszkę pomóc (to śmiech przez łzy – wiem).

      Absolutnie nie czuj presji recenzowania czegokolwiek, jesteś wolnym człowiekiem. Świat się nie zawali jak coś odpuścisz i oddasz bliskim. Nie przejesz wszystkich produktów i nowości świata – musimy się z tym pogodzić. Jesteśmy tylko ludźmi. Nie martw się, stres w niczym nie pomoże. Jesteśmy z Tobą Twoi wierni czytelnicy i fani :)

      1. Nie wiń Marthy, chciała dobrze i zrobiła mi przyjemność, przygotowując paczki z myślą o mnie. Finalnie wyszło za dużo, ale nie chcę szukać winnych. Jeśli muszę, wolę sama czuć się winna, że nie umiem podejść do sprawy na luzie.

        Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa <3 Rzeczywiście kwarantanna pomaga, bo przynajmniej odgórnie zdjęto ze mnie poczucie powinności jeżdżenia po mieście i kupowania nowości do recenzji.

        1. Mimo tu Olga pies pogrzebany. Wiesz dlaczego jest Ci tak ciężko? Bo cała winą obarczasz siebie. Rozumiem Cię, że nie chcesz obciążać Marthy poczuciem odpowiedzialności, ale sorry jesteśmi dorośli i zdążyliśmy Cię już tutaj pod pewnym kątem poznać. Ta Olga, którą znamy jest ostatnia do powiększania zapasów (szczególnie w trudnym dla niej okresie, o którym sama wspomina od jakiegoś czasu). Mojego zdania nie zmienisz. Nie ma co szukać winnych bo mleko już rozlane, lecz mam nadzieję, że to będzie nauczka i przestroga dla innych na przyszłość. Trzymaj się i wiedz, że jesteśmy z Tobą – i za Tobą nawet jak Ty nie jesteś – zależy nam bardziej na Tobie niż Ci się wydaje i aż nas nosi, gdy coś Ci się dzieje. Pamietaj! ;)

          1. Nie spodziewałam się, że ktoś może być za mną nawet w tych chwilach, w których sama za sobą nie jestem. To pokrzepiające. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Będę wracała do Twojego komentarza w kiepskich momentach życia.

    2. Martha, doskonale wiesz, że zrobiłaś mi ogromną przyjemność, bo o mnie pomyślałaś i zadbałaś :) Po prostu wyszło wszystkiego troszku za dużo. Nie miej wyrzutów, nie warto. Poukładam sobie wszystko. W głowie, jadłospisie i w ogóle.

  1. O kurcze, ale mnóstwo rzeczy :o ja Cię doskonale rozumiem – wcześniej miałam całe mnóstwo słodyczy i czułam się przez to okropnie, bo bałam się, że nie dam rady ich zjeść. Na szczęście mój brat i Tato to łakomczuchy i pomogli mi w uporaniu się z dużą częścią zbiorów, więc nie mam już tak ogromnych zapasów.
    Odpowiadając na pytanie: najbardziej chciałabym u Ciebie przeczytać o Princesaach owocowych, rurkach Oreo, batonie Hanuta, ciemnym Kinderku, Duplo migdałowym, ciasteczkach z kalafiorem oraz granoli i płatkach śniadaniowych :)
    mam nadzieję że uda Ci się uporać z tymi zbiorami. Może zaprosisz Mamę na poczęstunek?

    1. Oddałaś jakieś produkty bez recenzowania? Nie czułaś się jak cham względem osób, które Ci je dały? Trudno mi przeskoczyć to poczucie. Jak napisałam: nie chcę nikogo zawieść.

      Rurki Oreo zjedzone, Hanutę jem dziś, Duplo i ciemny Kinderek mają pójść w nadchodzącym tygodniu. Princessy cieszą się długimi datami, więc zjem na pewno, ale nie w najbliższej przyszłości. Płatków spróbowałam, acz nie będzie ich na blogu (są zupełnie zwykłe; ani złe, ani dobre). Granola pojawi się za milion lat, tak jak Princessy. Z ciastkami z kalafiorem nie wiem, jak będzie, bo otwieranie większych słodyczy jest kłopotliwe. Jednorazowe są na raz, i już.

      Poczęstunek odpada. Zdecydowanie wolę coś jej zanieść i wrócić do siebie.

      1. Produktów które dostałam nie oddawałam, ale jeśli były bardzo duże to brałam na przykład paseczek czekolady czy dwa ciasteczka i reszta szła do rodzinki :) ale jednak byłam w trochę bardziej komfortowej sytuacji bo ja tych produktów miałam o wiele mniej :/

        1. Problem w tym, że jeśli produkt będzie mi bardzo smakował – a wiele będzie na pewno, wiem to po samym wyglądzie – pasek, kilka kostek czy jedno ciastko przyprawią mnie o smutek. Znaczną większość z tych rzeczy zjem po raz pierwszy i ostatni w życiu, bo nie mam czasu na powroty. Jeśli jakiś duży słodycz okaże się przepyszny, nie chcę musieć oddać go po spróbowaniu skrawka.

  2. O matko! Niektóre z tych rzeczy wyglądają naprawdę smakowicie i mam je lub chętnie zobaczyłabym w swoich zbiorach ale ilość naprawdę przeraża.

    1. Jeśli Twoje zbiory nie powiększyły się od ostatnich zdjęć, które wysłałaś mi na FB – a pewnie powiększyły ;> – porównam je ze swoimi. Sprawdzę, które słodycze mamy obie, bo pewnie o nich będzie Ci się dobrze czytać.

  3. Uwaga, teraz długi komentarz z serii „uważam, że” , który możesz absolutnie w całości zignorować. Jeśli dobrze widzę zostałaś obdarowana Cheerios owsianymi – nie wiem jak z wersją jabłkową, ale „zwykłe” powinny Ci zasmakować na śniadanie (tak wiem, trudno wyjść ze strefy komfortu).
    Natomiast Fit granola – obawiam się że może Cię zawieść – albo twardością, albo gorzko-kwaśnością kakao (która mnie w niej urzekła).
    Najbardziej ciekawa jestem recenzji właściwie całego pierwszego zdjęcia pod spisem – paluszków Oreo, ciemnego Kinderka, Duplo migdałowego, hanuta riegel. Jestem również bardzo ciekawa złotego KitKata i ciastek DeliGrano od dr Gerard.
    Shake’i , chrupacze powyżej shak’ow, bruschettowe choipsy, tygryski – nie sądzę by były odkrywcze.
    Ciastka marchewkowe – może być ciekawie , ale nie koniecznie. Natomiast wafle z ciecierzycy – cholernie chce wiedzieć co o nich sądzisz. Sama waham się czy je lubię czy nie, konsystencję naprawdę trudno opisa, smak też jest inny niż wszystko dotąd… tylko gdyby tak nie oblepiały zębów.

    1. Nie ignoruję komentarzy ;*

      Nowe płatki Nestle zjadłam na drugie śniadanie do jogurtu naturalnego. Uważam je za przeciętne same w sobie, natomiast w połączeniu z kwaśnawym jogurtem wypadły gorzej. Nie będę ich recenzować, bo robienie zdjęć posiłku jest frustrujące, poza tym wtedy siedzę w pracy. Obu wersjom dałabym 3 chi. Plusem jabłkowej jest wyrazistszy smak, a minusem wysoki stopień kleistości. Granolę w dużym opakowaniu otworzę na pewno, tyle że za parę miesięcy. Mam w planie recenzję. To samo tyczy się małej. W gimnazjum (albo liceum?) bardzo lubiłam płatki owsiane z dodatkami crunchy – wtedy nikt nie używał słowa granola – acz zawsze jadłam jasne, głównie kokosowe. Taaakże może akurat kakaowe zaskoczą :)

      Słodycze z pierwszego zdjęcia pojawią się na blogu na 100%. Kit Katy też. Będę się starała dorzucić do menu ciastka Dr Gerarda, ale nie obiecuję, że wyjdzie. O wafle cieciorkowe powalczę zatem tym bardziej.

  4. Ale dużo pyszności, choć i mnie by one przytłoczyły, więc doskonale Cię rozumiem, tym bardziej że większość z nich jest powszechnie dostępnych w sklepach i gdybyś chciała, to sama byś sobie je kupiła. Ja to się zawsze pytam, czy ktoś coś chce, chyba że wiem, że te rzeczy daną osobę ucieszą, ale na tyle dobrze to znam może z 6 osób :P Wczoraj i mnie moje zbiory przytłoczyły, jak wybierałam przysmaki na podwieczorek, a mam raptem jedną szufladę. Mam nadzieję, że jakoś sobie z tym wszystkim poradzisz- fizycznie i psychicznie ;)

    1. Prezenty słodyczowe są ryzykowne, zwłaszcza gdy chcesz komuś dać duuużo. Dziewczyny trafiły, bo dobrze mnie znają dzięki blogowi, ale przykładowo mama nie śledzi recenzji, więc jak czasem mi coś da albo zaproponuje, nie wiem, gdzie się schować :P

      Dziękuję za słowa zrozumienia <3

      1. Mam podobnie z moimi rodzicami. Już przestałam im mówić, że jak koniecznie chcą mi kupić słodycze, to niech będzie to gorzka czekolada Lindt. Nie rozumienieją :/ Od taty na dzień kobiet dostałam toffifee (i to 3 pak jakby jedno było mało), Rafaello i merci – do końca roku tego nie zjem, bo dary tego rodzaju dostaje na każdą okazję. Ostatnio to już udaję, że się cieszę, bo tata się stara zawsze, a i tak nie zrozumie, że mi to niepotrzebne.

        1. Śmiech przez łzy. Ja na Dzień Kobiet w pracy dostałam duże opakowanie Raffaello, ale już wiem, kto je otrzyma w spadku :P

          Akurat Toffifee bym nie pogardziła w ramach prezentu, choć niekoniecznie w trzypaku. Ani Merci. Toffifee na pewno kiedyś zrecenzuję. Ostatni raz jadłam je na początku studiów, czyli milion lat temu. Z kolei Merci chyba… nawet nie chyba, a na pewno nigdy nie dostałam całego dla siebie.

  5. Ale zbiorowisko rzeczy tak bardzo nie dla mnie! Dosłownie kilka z nich mam jednak i ja, łatwo zgadnąć… chyba niektóre. Zszokuję Cię, że kupiłam bananową Princessę i… kisiel z tapioki truskawka / goji? To drugie po naszej ostatniej wymianie zdań o kisielach – chcę sobie zrobić test wytrzymałości na takie dziwactwo, haha. Oczywiście nie na bloga (i zależy, jak kolor i struktura – może coś fajnego w buteleczce z brokatem wyjdzie). Najpierw omówię, co myślę o poszczególnych rzeczach, ale to nie lista, o czym bym chciała koniecznie przeczytać (mogę o nich przeczytać, ale… – pod koniec komentarza wyjaśniam).
    Wafle Lestello kupuję czasem! Moje szczurasy uwielbiają – aż się trzęsą, gdy je widzą. :D
    Na Grossa 95 % bym się nie porwała, bo za bardzo lubię tę markę, a czekolady o tej zawartości (skład, brr) z tej półki są okropne.
    O, dostałaś Cacheta z wiśniami, moją 10/10. <3
    Wiesz, że jakiś czas temu rozglądałam się za tą Milką z kremem migdałowym? Mama ją chciała, bo czyste mleczne kremy chyba ją nudzą, a mi nugatowa Milka Mmmax się przypomniała i uznałam, że może być spoko. Mało tego! Mama zaraziła mnie tym, że chodzą za nią galaretki i nawet raz w sklepie spojrzałam na tę Wawelu, ale jednak rozsądek wygrał – nie mam co się łudzić, że czekolada mi posmakuje.
    Oreowo-czekoladową rurkę z kremem mogłabym w sumie spróbować, ale tylko dlatego że to takie dziwne, że aż ciekawe.
    Chałwa ze słodzikiem wyjątkowo mnie brzydzi. Podobnie jak te jajka M&M's.
    Zorientowałam się, że Lubisiów nigdy nie jadłam i nie chcę (ale to wiem nie od dziś, wydają mi się okropnie nie dla mnie, jak 7Daysy, choć wiem, że to kompletnie różne produkty). Pałki Tygrysków (huehue) też wydają się potworne, ale przypomniały mi (wtf xD) takie fajne suszone pałki wodne (trzciny w sensie). Marzy mi się wazon z takimi! Kiedyś w domu taki mieliśmy.
    Krążki Maretti często gościły w moim domu… Ale nie jadłam, bo mnie odrzuca od takich chrupaczy suchych. Mama za to swego czasu od grzybowych była uzależniona, jadła – o dziwo – jako zamiennik chipsów (przypominam, że wszelkie sucharki to u niej zamiennik tostów).
    Deli coś tam – przeczytałam "garlic" i się wystraszyłam.
    A nie, jak tak przeglądam to cały czas się boję.
    Płatki i granola… fu? Ok, nie mogę pisać "fu" o czymś, czego nie jadłam, ale hm…

    Hiena! <3 Ale aż wstyd pokazywać.

    Dobra, a teraz poważniej. Rozumiem Cię poniekąd. Rok temu byłam zawalona słodyczami, które z kolei okazywały się jedno po drugim wyjątkowo nie dla mnie i czułam się przeciążona nimi, nie czerpałam już w końcu przyjemności z próbowania. Wiem, jak nie lubisz próbowania po kawałeczku… A taka ilość… Tym bardziej, że Twoje mieszkanie to sauna. Moje w sumie też, ale korytarz mam chłodny, a na jedzenie słodyczy latem sposób (u Ciebie niestety nie przejdzie, bo potrzebne biurko, talerzyk i nie ma mowy o trzymaniu kawałka słodycza w rękach)… Nie mam zamiaru się wymądrzać, żadnych rad udzielać, bo wiem po sobie – choćby z sytuacji sprzed roku, że mam taki przymus zjedzenia choć trochę i zrecenzowania. Nie umiem np. nawet takiej Heidi oddać komuś bez spróbowania, ale… w tej sytuacji skrajnie nie w moim typie jedzenie po prostu oddałabym, bez próbowania.

    Przykro mi, że i ja się dołożyłam do pogorszenia Twojej sytuacji… A pamiętam, jak jeszcze niedawno tak się cieszyłaś ze zmniejszenia listy słodyczy… Zadrżałam na zdanie o przeciążeniu.
    O czym chcę czytać? Chcę, byś wybrała z tego wszystkiego to, co wydaje się najbardziej TWOJE i chcę czytać o tych potencjalnie unicornowych. Walić rozmaitość, dziwność, limitowaność. Chcę poczytać o tym, co CIEBIE z tego najbardziej ciekawi. Jeśli to ja mam się czuć jak przybysz z innej planety czytając, to wolę taką opcję, niż miałabyś się zmuszać do jedzenia i pisania o czekoladach, które np. miałyby wyciągnąć na 2 chi. Nie ma że "chcę czytać, bo czekolada". Chcę recenzje słodyczy Twoich do kwadratu! <3 Chyba, że chcesz konkretną listę, o czym chcę przeczytać – jak mam tym pomóc, mogę ją zrobić.

    1. Kisiele z tapioki mają najpiękniejszą szatę graficzną, jaką kiedykolwiek widziałam. Jak już je zjem, opakowania wylądują w pamiętniku. Nowa Milka z kremem pojawi się na blogu na 200%, bo sama jej szukałam i przeczuwam obłęd. Czekolada z galaretką – jak i pozostałe słodycze z Wawelu – zapewne mnie obrzydzi. Rozważam spróbowania dwóch wybranych cukierków, jeszcze nie wiem których, i oddanie reszty. Albo spróbowanie 1/3 każdego cukierka, acz tu wchodzi w grę potężna upierdliwość. Bankowo nie zjem całych otrzymanych fragmentów wawelskich słodyczy, bo ich nie cierpię. Za to na chałwę mam ogromną ochotę, więc zjem ją na pewno. Nie boję się słodzikowości. Jako że kocham Questy, jestem dobrej myśli. Lubisie dostaną pewnie 6 chi, podobnie jak babeczka – ubóstwiam kapcie! Po M&M’sach i ja nie spodziewam się szału, bo nie przepadam za drażami. Pałki Tygrysków – hue, hue :P „Deli coś tam – przeczytałam „garlic” i się wystraszyłam. A nie, jak tak przeglądam to cały czas się boję.” – :’D <3

      Niech Ci nie będzie przykro, bo każda przesyłka bardzo mnie ucieszyła. A hienę z umięśnionymi udkami proszę zostawić w spokoju :P To fakt, że nie lubię próbować po kawałku. Chyba właśnie on przytłacza mnie najbardziej. Zacznę od słodyczy w sam raz na raz, więc będzie git. A potem co? Otworzę dużą paczkę ciastek lub wafli, okażą się zajebiste, a ja nie będę miała czasu ich dokończyć? Smutne i złe. Nie chcę oddawać słodyczy, w których się zakocham.

      Ale to miłe. Dziękuję x 100 <3

      1. Nie, nie próbuj 1/3 każdego – bez sensu, bo to chyba nie produkty, które warto tak jeść… Powiem jednak, że te Adwokat Wawelu to ulubione Mamy. Mimo ciemnej czekolady to jest jej 10/10. A i my wawelskich nie cierpimy ogółem.

        Widziałam ostatnio fajną chałwę w Auchanie Koski właśnie o mniejszej zawartości cukru po prostu (chyba 67 % sezamu), 80 gramów i tak mi się strasznie jej zachciało… Dryb, dryb do kasy, a tam nie chciała się nabić i dupa blada. Musiałam odłożyć.

        Ja też teoretycznie lubię kapcie, a kiedyś nawet praktycznie, ale Lubisie jak mnie brzydziły, tak i brzydzą. Nie wiem, z czego to wynika. Chyba po prostu odrzuca mnie od wszystkiego, co w kształcie miśków itp. (takie produkty kojarzą mi się z wędlinami, które swego czasu były hitem, a mnie brzydziły, bo mi śmierdziały, jak koleżanka jadła; i brzydkie były).

        I zobacz… horrory teraz namiętnie łupię, nie boję się, a tu wreszcie emocje, jak trzeba!

        Przynajmniej ona na siłce chyba potrenowała. Po to ta czerwona piłeczka – teraz czas na bicepsy i tricepsy.

        Nie masz za co dziękować. Przyjemność po mojej stronie. ;)

        Na szczęście jakoś ja się ogarnęłam, że już nie ładuję się w posiadanie słodyczy wątpliwych, jak to nazywam. Fakt, że nawet jak nachodziło mnie na jakąś nadziewaną, słodką i tłustą, przychodziło co do czego, a tak mnie odpychało od danej czekolady, że kostka-dwie i koniec, tak mnie frustrował, że… o nie. Przyszła pora na rozsądne zakupy dojrzałej osoby. To prawda, że wciąż trafiam na babole, ale mam w głowie przelicznik, np. 3 Milki to już Lindt / Gross / Cachet. Pomogło, że żołądek Mamy nie toleruje czekolad, to też już coraz mniej tabliczek pod nią.

        1. Mimo Twojej optymistycznej wypowiedzi na temat wawelskiej czekoladki z adwokatem jestem nastawiona pesymistycznie. Normalnie się ich wszystkich boję :D Co do sytuacji z chałwą, uwielbiam wystawianie towaru, którego nie da się kupić.

          1. Moja wypowiedź nie jest optymistyczna. Czasami jest taka sytuacja: wchodzę do pokoju z telewizorem, czuję jakiś smród słodyczy, spirytusu – jakieś takie ewidentnie zacukrzone, jajeczne coś likierowe – i mówię (szczerze zaskoczona, że co to, znowu czymś dziwnym od sąsiadów wali): „A co to tak wali zabajonymi jakimiś…” – i patrzę, Mama przy stosie papierków. :> Jestem daleka od optymizmu w ich kwestii.

            Ja też. I jeszcze oburzenie kasjerek, jak próbuję negocjować (?), bo CHCĘ KUPIĆ. Kiedyś tak miałam z batonem Lindta w Kaufie i usłyszałam, że „może pani stąd jakiegoś kupić, też w promocji są” i pokazała te takie wszystkie Marsy itp. przy kasie.

  6. Chciałam powiedzieć że jest mi bardzo przykro, bo nie pomyślałam że ta paczka przyniesie skrajnie odmienny efekt od zamierzonego :'( serdecznie Cię przepraszam
    Nie musisz broń Boże wszystkiego recenzować. Chciałam tylko dać Ci szansę spróbowania rzeczy które jest ciężko dostać albo już ich nie ma albo nikt nie zwraca uwagi na nie … Wiesz co wyrzuć te produkty w cholerę albo oddaj do banku żywności bo Ty jesteś ważniejsza dla mnie :* twoje samopoczucie i komfort :) teraz To tylko ja się mogę czuć jak d****… mam głowę w d**** a nie na karku. Cóż jakoś mnie to nie dziwi że tak mi się w życiu wiedzie a nie inaczej :/ wybacz

    1. Nawet tak nie myśl, bo będę się czuła jeszcze gorzej. Pisałam Ci już na FB, że jakoś to sobie wszystko poukładam i będzie dobrze. Nie mam do Ciebie ani cienia pretensji. Wręcz przeciwnie – podtrzymuję zdanie, że jestem Ci wdzięczna za pomyślenie o mnie. Mój zły nastrój wynika z faktu, że nie chcę Cię zawieść. Wiem, że wysłałaś mi produkty, których recenzje chciałabyś przeczytać, tymczasem nie uda mi się spróbować wszystkiego i będę się czuła źle, że zadałaś sobie trud, a ja zamiast się odwdzięczyć, oddałam coś rodzince albo zjadłam pół roku po terminie ważności, kiedy już nie nadawało się do zrecenzowania.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.