Produkty spożywcze, które są w moim domu zawsze

Ktoś kiedyś – niestety nie pamiętam kto ani kiedy; wybacz, dobry człowieku! – zapytał, jakie produkty spożywcze trzymam w domu obowiązkowo. Zasugerował, że jest to świetny pomysł na wpis. Zgodziłam się, gdyż uważałam tak samo. Zapisałam go na niekończącej się liście inspiracji… i tyle.

Niestety mam wiele takich świetnych pomysłów, które proszą się o uwagę. Każdy z nich jednak wymaga odpowiedniego momentu i gotowości do pisania. Jeśli zabiorę się za nie w nieodpowiednim czasie i bez przekonana, przemienią się w wymuszonego potworka, którego nikt nie będzie chciał czytać.

Produkty spożywcze must-have

Na zaprezentowanej dziś liście produktów obecnych w mym domu zawsze umieściłam wyłącznie takie, które uważam za ważne i do których braku nie dopuszczam. Ba! które trzymam w licznym zapasie. Nie znajdziecie na niej za to rzeczy, które może i są w moim domu od lat, ale tylko dlatego, że zostały z odległej przeszłości, a szkoda mi je wyrzucić. Gdyby się skończyły, nie kupiłabym nowych. Rozumiecie różnicę?

Pewnie część z was będzie się zastanawiać, co trafiło do drugiej grupy. Uprzedzę pytania, wszak bez tej informacji nie zaśniecie. Nie wymienię jednak wszystkiego, ponieważ to bez sensu, ale podam przykłady. Kawa – nie mogę jej pić, a z myślą o gościach przyjmowanych raz na rok nie kupiłabym nowej. Orzechy i migdały – tysiąc lat temu dostałam dwie paczki przeprosinowe od Lidla. Jednym z ich stałych elementów są właśnie orzechy. Sól i pieprz – ostatni raz przypraw tych użyłam pewnie z dziesięć lat temu.

Czas na rzeczy ciekawsze, a więc obecne zawsze i chciane. Enjoy!

Płatki do mleka

Jako że moim stałym śniadaniem od wielu lat są płatki z mlekiem, na drugie śniadanie zaś jadam jogurt z płatkami, zawsze mam w domu przynajmniej kilka paczek. Kupuję dwa rodzaje. Na pierwsze śniadanie corn flakes Bruggena z Biedronki. Na drugie śniadanie Zdrowy Błonnik Granexu lub Płatki żytnie Lubelli.

Mleko

Moim ulubionym mlekiem jest Mleko bez laktozy 1,5% Mlekovity. Jest to mleko w kartonie, a więc UHT ze stuletnim terminem ważności. Ma wyjątkowe smak i kolor, zupełnie inne niż klasyczne mleko. Kupuję je właśnie z uwagi na smak, nie zaś brak laktozy. Nie zastępuję go żadnym innym. Co prawda parę lat temu wybierałam dokładnie takie samo mleko bez laktozy Łowicza, niemniej wzięło i zniknęło.

Jogurty

Jeszcze rok temu półki mojej lodówki wręcz się od nich uginały. Kupowałam jogurty na drugie śniadanie i wieczorny deser. Obecnie ograniczyłam spożycie do jogurtów drugośniadaniowych, najchętniej naturalnych (z Carrefoura, rzadziej Bakomy i z Aldiego). W lodówce zrobiło się podejrzanie dużo miejsca.

Wegańskie pasty na kanapki

Ale nie na każdej półce jest miejsce! Na drugiej od dołu składuję słoiczki z pastami wegańskimi (mimo iż mogłyby stać poza lodówką, tak samo jak w sklepie). Kupuję je bardzo rzadko, np. raz na pół roku, za to hurtowo. W tej chwili mam dziewięć słoiczków (Primaviki i Vega Up; kupuję też Sante i nieznane, które wpadną mi w oko). Nie jestem wegetarianką, acz jakoś tak się złożyło, że prowadzę wegetariańską dietę.

Woda źródlana

Od paru miesięcy poluję zarówno na niegazowaną, jak i na gazowaną (tę drugą mieszam z Pepsi Max). Wcześniej tylko na niegazowaną. Kiedy widzę, że w kuchni zostało sześć butelek, z przerażeniem biegnę po nową zgrzewkę. I nie może to być woda mineralna, bo nie znoszę jej smaku. Tylko źródlana!

Śliwki suszone

Żeby wybrać ulubiony produkt, trzeba się przebić przez masę… syfu. To najważniejsza rzecz, jakiej nauczyły mnie suszone śliwki. Do tej pory, a kupuję je bodajże od liceum, miałam trzy ulubione produkty. Pierwszy pochodził z Lidla, niestety go wycofano. Drugi nie pamiętam skąd pochodził, ale też został wycofany. Od trzech lat kupuję wyłącznie śliwki z Tesco (mam w domu siedem paczek po 500 g). Jeśli/kiedy zamkną we Wrocławiu ostatnie Tesco, chyba się powieszę. Śliwki są mi niezbędne do życia, bo zalane rankiem lub po powrocie z pracy i wypite przed snem sprawiają, że jelito jest zadowolone, if you know what I mean.

Surowe warzywa i owoce deserowe

Od paru miesięcy chrupię marchewkę, czasem kalarepę. Na liście zamienników znajdują się: jabłko, pomarańcza, grejpfrut, śliwka, nektaryna, kalafior, brokuł. Rzadziej kupuję mandarynkę, banan, gruszkę. Sezonowo truskawkę, borówkę amerykańską, jagodę. Tęsknię za poziomką.

Surowe warzywa na kanapki

Surowe warzywa na kanapki stanowią osobną kategorię, ponieważ nigdy nie jem ich w ramach deseru, za to codziennie trafiają na wieczorne kanapki. Przede wszystkim są to ogórki i pomidory, w dalszej kolejności sałata. Zamienniki dla nich stanowią: ogórki konserwowe i kiszone, surowe pieczarki. Rzadziej kiełki, rukola i roszponka. Okazjonalnie, np. jako dodatek do pomidora, koperek, szczypiorek, pietruszka.

Warzywa mrożone

Kupuję wyłącznie mieszankę cesarską z Lidla. Są w niej marchew, brokuł i kalafior. Takie połączenie nie szkodzi mojemu żołądkowi, w przeciwieństwie do popularnych mieszanek z cebulą. Niestety co kilka partii trafiam na mrożonki pełne… mszycy. Dwa razy zgłosiłam sprawę Lidlowi, dostałam paczki w ramach przeprosin i zapewnienie, że kontrolują produkcję, a to był jednorazowy przypadek. Szkoda, że dzięki owym jednorazowym przypadkom jem mszycę co kilka miesięcy. Ile się uda wybrać widelcem, tyle się uda.

Chleby

Kupowanie na bieżąco uważam za przereklamowane. Każdy produkt zaprezentowany na dzisiejszej liście trzymam w sporym zapasie (10 torebek mrożonych warzyw, 10 mlek w kartonach, dwa kilo marchwi itd.). Z chlebem nie postępuję inaczej. Kiedy udam się na zakupy i znajdę jeden z moich chlebów, biorę od trzech do nawet siedmiu bochenków, a po przyjściu do domu zamrażam. Ponieważ są to chleby krojone, na godzinę przed kolacją wystarczy oderwać dwie kromki i zostawić na desce do krojenia.

Lody

Jak pewnie zauważyliście, od kilku podpunktów zwiedzamy moją zamrażarkę. Trudno więc pominąć lody, które leżą – a raczej zalegają – w środkowej szufladzie. Parę lat temu w przypływie szaleństwa kupiłam kilka pudełek lodów familijnych oraz kubków 500 ml. Niektórych nawet nie otworzyłam (są srogo przeterminowane). Chciałabym już ich nie mieć i móc kupić normalne, moje lody: impulsowe na patykach.

Przyprawy

Suszone zioła – bazylia i oregano – znajdują się w mojej kuchni obowiązkowo. Kocham sypać je na kanapki ze świeżymi pomidorami. Czasem sypię tyle, że pomidory ledwo widać.

Makarony, kasze i ryż

Makarony kupuję durum i razowe. Przeważnie mam w domu oba rodzaje. Jeśli chodzi o kształty, ­­must-have stanowi spaghetti, a zaraz po nim – do wyboru – świderki, kokardki, muszelki, kolanka i dziecięce (dinozaury, literki). Dużych i grubych makaronów typu cannelloni nienawidzę. Penne wezmę z braku laku. Kolorowych ani smakowych nie biorę nigdy. W słoikach nie może zabraknąć kaszy bulgur (mój numer jeden), gryczanej białej i kuskus. Jaglanki nie kupuję, bo nie lubię nienawidzę, orkiszowa zaś jest irytująco mała i przelatuje przez sito. Do jęczmiennej mam uraz, bo na studiach znalazłam w niej kokony zrzucone przez larwy. Jedyny ryż, na jaki poluję, to biały paraboliczny (głównie marki Cenos, bo cudownie strzela pod zębami).

Produkty przetrwania

Niezależnie od tego, czy mam na nie fazę i rzeczywiście je spożywam, w domu obowiązkowo trzymam: sosy w torebkach (moje ulubione są marki Winiary, zwłaszcza serowo-pieczarkowy), zupki chińskie, suszone kotlety sojowe, żywność w puszkach (aktualnie trzy puszki fasolki, w tym jedna z sosem pomidorowym). Produkty przetrwania przydają się jedynie w skrajnych sytuacjach, za to okazują się wówczas nieocenione.

Herbaty

Inne kupuję dla gości (bajeranckie typu jagodowa babeczka, szarlotka czy gruszka w karmelu), inne dla siebie (zwykłe i zielone, obowiązkowo Liptona, ale także zioła, przede wszystkim koper włoski i miętę). Od wieczornych herbat się odzwyczaiłam, więc zostało mi z przeszłości kilkanaście nieotwartych kartoników zielonego Liptona z dodatkami. W pracy piję przede wszystkim zioła. Herbata Mojego Życia to Kashmir Valley Liptona, dostępna w czasach mojego liceum. Za jej powrót oddałabym wszystko.

Alkohol

Głównie wino. Dawno temu uzupełniałam zapasy na bieżąco. Na studiach było mi wręcz głupio, gdyż raz na dwa tygodnie wpadałam do Lidla po kilka butelek czerwonego wytrawnego. Obecnie mam chory żołądek, więc trzymam w domu tylko białe wytrawne, na które skuszę się ze dwa razy do roku (dosłownie). Parę lat temu kupiłam kilka piw, ale stoją i się kurzą. Strach sprawdzić, jak bardzo są przeterminowane.

Napoje wieczorne

Nie, nie jest to nic alkoholowego. Drzewiej były to herbaty, jednak – jak wspomniałam – odzwyczaiłam się od nich. Wszystko zależy od fazy. Dwa lata wstecz tłukłam po kilka energy drinków light dziennie, niemniej zaczęły mnie boleć zęby (szkliwo). I to potężnie! Jak tylko odstawiłam energetyki, ból zniknął. Dziś, jak zdarzy mi się łyknąć kilka puszek, nadwrażliwość szkliwa wraca. Tuż przed albo po energy drinkach namiętnie piłam Mountain Dew. Od dwóch lat nałogowo wlewam w siebie jakże zdrową Pepsi Max.

Desery błyskawiczne

Owsianki, budynie, kaszki, płatki ryżowe, galaretki… Jeśli śledzicie living uważnie i od długiego czasu, doskonale wiecie, że kocham suszki. A jeśli nie śledzicie i nie wiecie, niech za dowód posłuży wam to zdjęcie z zakupów w Lidlu. Nigdy nie pokochałam żadnych deserów błyskawicznych tak bardzo, jak względnie nową serię Kupca. Ciekawostka: to właśnie na rzecz suszków zrezygnowałam z wieczornych jogurtów.

Słodycze

We wszystkich rodzajach. Trzymam ulubione, ale i mniej lubiane. Mam czekolady w tabliczkach i figurkach, batony i wafle, cukierki i czekoladki, ciastka i chrupacze. Po pierwsze są mi potrzebne do recenzji, po drugie zaś nigdy nie wiem, czy nie najdzie mnie ochota na coś innego, niż zaplanowałam. Nie należę do ludzi, którzy myślą, na co mają ochotę, a potem idą po to do sklepu. Zresztą znacie mnie doskonale. Muszę gromadzić zapasy i muszę mieć w tych zapasach wszystkie rodzaje wszystkiego.

***

Czy któreś produkty z mojej listy must-have was zaskoczyły? Czy są takie, których się nie spodziewaliście? A może odwrotnie: zabrakło czegoś, co sądziliście, że jest mi niezbędne do życia? Napiszcie też, czego nie może zabraknąć w waszych domach.

46 myśli na temat “Produkty spożywcze, które są w moim domu zawsze

  1. Na wstępie napisze ze moge powiedzieć to samo o mnie : „Nie jestem wegetarianką, acz jakoś tak się złożyło, że prowadzę wegetariańską dietę”. Chociaż od tygodnia na kolację jem pierś z kurczaka albo indyka :) naszło mnie ;) mam tak średnio 1x na 3 lata :D no i w święta jem jajka :P
    Przechodząc natomiast do odpowiedzi na postawione czytelnikom przez Ciebie pytania, wskazuję, że:
    Czy któreś produkty z mojej listy must-have was zaskoczyły?
    Śliwki ;) nie wiem dlaczego ale umknęło mi że je lubisz

    Czy są takie, których się nie spodziewaliście?
    Owszem warzyw na kanapkach ;)

    A może odwrotnie: zabrakło czegoś, co sądziliście, że jest mi niezbędne do życia?
    Tu mi nic nie przychodzi do głowy ;)

    Napiszcie też, czego nie może zabraknąć w waszych domach.
    U mnie nie może nigdy zabraknąć makaronu (spagetti, kokardek, gwiazdek takich malutkich) kasz w tym przede wszystkim tych których Ty zbytnio nie lubisz :P, ryżu basmati, płatków (owsianych, zytnich, orkiszowych) i otręb. Z produktów wymagających przechowywania w warunkach chłodniczych: chudy twaróg, jogurty naturalne (obecnie owocowe ale wegańskie bez cukru), ser żółty, pasty wege, mleko 0,5 %, warzywa i jabłka (różne odmiany). Idac dalej. Siemie lniane sproszkowane, mąka z siemienia lnianego bo robię z tego kisiel, ketchup bio heinza i sos sojowy oraz sypkie przyprawowe mieszanki i pojedyncze przyprawy, orzechy, inka, kawa mielona i ziarnista, masła orzechowe (wszystkie oprócz tego z orzechów ziemnych…), miód ♥️♥️♥️, dżemy bez cukru, no i gorzka czekolada i kakao i jakieś wafelki i ciastka te z moich ulubionych oraz parę różnych batonow i czekolad milki.
    No i słodzik musi być w zapasie non stop.

    Napojów kolorowych nie pije, wodę zaś przegotowaną, no to tej nie zabraknie raczej ;) alkoholi bardzo rzadko degustuje ale mam wódkę dodatkiem w postaci czarnego bzu, nalewkę z pigwowki, likier kawowy i 2 butelki różowego carlo rosi, jak mnie najdzie ;)
    Ponad to mnóstwo rzeczy które mam bo mam … I zalegają latami … chleb kupuje hurtem jak Ty ale nie mroze go. Mam przez lata wypracowany system przechowywania pieczywa ;)

    1. „Na wstępie napisze ze moge powiedzieć to samo o mnie.” – Tyle razy podkreślałaś podobieństwa między nami, że wcale mnie nie dziwi, iż znalazłaś kolejną rzecz :D Przygotuj się na odkrywanie wielu innych, hyhy. Mnie też czasem nachodzi na mięso i muszę je kupić, bo umrę. Ostatnim razem miałam ogromną ochotę na pierogi z mięsem. Niestety wszystkie garmażeryjne i mrożone pierogi mięsne to dno. Pełno w nich dziwnych chrzęszczących drobin, trzęsących się tłuszczyków i galaretek. Po kupieniu dwóch różnych paczek męczyłam się kilka dni, dłubiąc w pierogach i przeciągając obiad w nieskończoność, byle tylko nie zjeść dziwnego obleszka. Ech. Jajka można jeść w diecie wegetariańskiej ;>

      Nie lubię śliwek. Ja je wręcz kocham! Surowe to moje ulubione owoce. Koniecznie twarde i kwaśnawe, najlepiej Renklody.

      Nie spodziewałaś się warzyw na kanapkach? Zapraszam do śledzenia mnie na Insta :P To moje standardy kolacyjne: https://www.instagram.com/p/Bu1D0csg4Db/ https://www.instagram.com/p/B3ljDBaFmMt/ https://www.instagram.com/p/BvqthGdA8dt/

      Lubisz smak mleka 0,5%? Pijesz je samo czy z czymś łączysz? Dla mnie to niemal woda i hańba na honorze mleka. Inkę też mam, choć pijam bardzo rzadko. Podobno nie szkodzi na wrzody, niestety moje mają odmienne zdanie na ten temat. Likiery trzymam dwa: połowę Sheridan’sa z… osiemnastych urodzin, lol, a także włoski likier morelowy przywieziony z zagranicy przez tatę. Nigdy nie otworzyłam. Stoi i ładnie wygląda.

      Chleby mrożę obowiązkowo, bo miałam nieustanny problem z pleśnieniem po kilku dniach leżenia w szafce. Kupuję chleby w workach, w których się pocą.

      1. No niestety słuchaj nie będę oryginalną w tym miejscu i ponownie żeby się nie przemęczać w ten poniedziałkowy „leniwy” poranek zrobię kopiuj wklej twoich wypocin przyjmując za swoje :P ” Niestety wszystkie garmażeryjne i mrożone pierogi mięsne to dno. Pełno w nich dziwnych chrzęszczących drobin, trzęsących się tłuszczyków i galaretek”. Nie wiem czy miałaś okazję je spotkać ma półce sklepowej albo jeść ale ja kiedyś na przecenie upolowałam w Carrefour ręcznie robione pierogi bio z mięsnym farszem (ich koszt po obniżce oscylował w granicach rozsądku – 3.99 zł, normalnie 14.99 zł w Carrefour market). Jak bym jadła domowe pierogi mamy ;) nie było mielonych gó**** w nich. Mięso nawet niezbyt tłuste ale również nie suche broń Boże :) akurat i nie ostre czego miałam niestety okazję doświadczyć nie raz …

        No a likier morelowy dziewczyno pij nie wies z co tracisz nawet :P

        1. A mleko 0,5 % lubię najbardziej marki własnej Auchan ale wiadomo smak zależy od partii niestety jak wszystko ;) od czasow czasu diety mi zostalo. Był taki okres że na nowo Wróciłam do 1,5 % 2% czy 3,2 % ale już te wyższe piłam kapkami właściwie … potem znowu od tłuszczu mlecznego zaczęło mnie mdlić … wróciłam zatem do 0,5 % i teraz nawet to rozcieńczam

          1. Chcę te pierogi z mięsem, skoro są porządne! Dzięki za polecenie. Będę czekała na promocję. Gdybyś zauważyła, proszę, daj znać :)

  2. W sumie nic mnie nie zaskoczyło – słodycze, jogurty i suszki musiały się tu znaleźć, o płatkach do mleka nieraz pisałaś, recenzowałas też już wegańskie pasty, tak samo jak o lodowych zapasach :D
    Ja podpisuje się najbardziej pod punktem pierwszym i drugim – zawsze, ale to zawsze muszę mieć w domu płatki i mleko. No i tu przychodzi na ratunek mój Tata – pamiętasz, jak mówiłam że ostatnio kupił 3kg płatków i 48 kartonów mleka? Teraz znowu zaszalal bo były promocje w Lidlu i obecnie w domu Mamy 6kg płatków i … 90 litrow mleka. Pozdrawiam. XD
    Ale jeśli o mleko chodzi, to chyba nigdy nie piłam bezlaktozowego. U mnie Tata zawsze kupuję zwykle UHT 3% :p
    Jogurty oczywiście i u mnie są must have, ale częściej kupuję słodkie już naturalne. Jem je głównie na drugie śniadanie i czasem przeplatam suszkami, więc i one są na kojje stałej liście zakupów ^^
    Z warzywek i owoców muszą się u mnie znaleźć marchewki, pomidory, ogorki, jabłka i banany. Owocki typu truskawki i borówki kupuję wtedy, gdy jest promocja :p oprócz tego koniecznie kupuje sobie surówki w kubeczkach z Biedronki do obiadu, głównie coleslaw którego uwielbiam <3
    Wody z butelek nie pije. Kiedyś piłam i przez to zakupy stawały się katorgą (no bo ciężar) a potem jeszcze kosz na śmieci był przeładowany butelkami. Teraz przerzuciłam się na picie kranówki i polecam, bo nie dość że ograniczyłam wydatki na wodę to jeszcze zużywam mniej plastiku ^^
    Z produktów przetrwania zawsze mam w domu fasolkę, groszek, kukurydzę i tuńczyka. Zawsze można z tego zrobić fasolkę po bretońsku albo sałatkę z tuńczykiem ^^
    Oczywiście mam też mnóstwo ryżu białego (u mnie najzwyklejszy i najtańszy pod słońcem :p), makaronu (głównie zwykle świderki z Biedry) i kaszy (oczywiście jaglana ^^ ale i bulgur oraz kuskus)
    Chlebów mam masę w zamrażarce :D do tego dużo herbaty w szafce i alkoholu, który Tata dostawał jakoś w prezencie i nigdy nie wypił (rodzice rzadko piją więc stoją te butelki chyba z 10 lat już XD)
    Napoje wieczorne u mnie to raczej duże butelki Tymbarka, czasem też wpadnie cola czy Pepsi jak będzie promocja :D
    Jeśli o przyprawy chodzi to ja głównie właśnie soli i pieprzu używam :D ale teraz Tata zasadzil szczypiorek więc jak urośnie to będę żarła codziennie *-*
    No i jeszcze dorzucę kilka produktów które ja muszę mieć w domu, a które się nie pojawiły:
    Serek wiejski przede wszystkim (do płatków na śniadanko ^^), płatki owsiane, płatki jaglane, masło, masło orzechowe, szynka z kurczaka, kurczak, ziemniaki, majonez, keczup, musztarda, prażona cebulka (na kanapki jest mega!), serek president z rzodkiewką (jem go nałogowo od kilku miesięcy codziennie), i czarna herbata, bo żadna inna mi nie smakuje :D

    1. Pamiętam doskonale, jak pisałaś o tacie, płatkach i mleku. Jego ostatnie zakupy to karmel na moje serce <3 Muszę znaleźć partnera życiowego podobnego do Twojego taty. Będziemy się świetnie dogadywać :D

      Czekam na pomidory. Nawet nie wiesz, jak niecierpliwie na nie czekam. Kooocham świeże, mięsiste i pełne smaku. Kupska z marketów nie ruszam, bo to wodnidory bez smaku. Sam plastik. Wiosną i latem jem na zmianę sałatę i pomidory. Większe koktajlowe, malutkie cherry, malinowe, bycze serca (moja mama mówi bycze jaja)... wszystkie! <3

      Surówki w pojemniczkach z Biedronki i Lidla lubię, ale nie mogę ich jeść. Zawierają ocet i cebulę. Dwa dni dodaję do obiadu, a potem przez tydzień cierpię na ból żołądka. Nie warto.

      "Zakupy stawały się katorgą (no bo ciężar) a potem jeszcze kosz na śmieci był przeładowany butelkami" - story of my life. Czytałam, że kranówka nie szkodzi sama w sobie - gorzej, jeśli masz obrzydlistwa przyrośnięte do rur - niemniej wychowałam się w micie, iż absolutnie nie wolno pić wody prosto z kranu i nie umiem się z niego otrząsnąć. Nawet Rubi daję przegotowaną.

      Uwielbiam tuńczyka i kiedyś kupowałam regularnie. Pewnego roku - byłam wówczas studentką - cena skoczyła jak szalona. Od tamtej pory tuńczyka z puszki jadłam... nie wiem, może z dziesięć razy?

      "Tata dostawał jakoś w prezencie i nigdy nie wypił (rodzice rzadko piją więc stoją te butelki chyba z 10 lat już XD)" - Mój tato jest lekarzem, więc przez wiele lat dostawał alkohole w ramach podziękowań. Przynosił je do domu, wkładał do barku, i tyle. Też rzadko pije, a jeśli już, piwo podczas oglądania meczu. Niektóre wódki w barku mają tyle lat, ile ja, jeśli nie więcej.

      Masz ulubioną markę herbat? Dla siebie kupuję tylko Liptona. Każda inna smakuje jak ze śmietnika. Najgorsze są Saga (jakość spod regału z herbatami) i Loyd (woda z perfumami).

      1. Też zawsze kupuję Liptona! ^^ tylko oczywiscie czarną, najzwyklejszą w żółtym pudełku :D na drugim miejscu ulubionych herbat jest u mnie remsey z Biedronki o smaku grzańca śliwkowego. Podium zamyka klasyczna herbatka miętowa, która nie dość że mi bardzo smakuje, to jeszcze dobrze robi na żołądek ^^
        Sagę piłam w dzieciństwie, kiedy nie zwracałam tak uwagi na smak samej herbaty (bo zasypywałam ją cukrem) i dodawali do niej bajeranckie maskotki misiów. Loyda smakuje mi Earl Grey, a ze smakowych najbardziej obrzydliwa jest dla mnie miodowo waniliowa. Ale bardziej od Loyd nie znoszę herbaty lord Nelson z Lidla. Nie piłam wszystkich smaków, ale gruszka w karmelu i wiśnia z nutą kakao tak mnie obrzydziły, że musiałam je wywalić, bo miałam odruch wymiotny od samego patrzenia :/

        1. Przepraszam że się wtrącam w dyskusję ale z tym tuńczykiem potwierdzam. Napisałaś ” Uwielbiam tuńczyka i kiedyś kupowałam regularnie. Pewnego roku – byłam wówczas studentką – cena skoczyła jak szalona. Od tamtej pory tuńczyka z puszki jadłam… nie wiem, może z dziesięć razy?” Znam to uczucie jesz, jesz, promocja na ten produkt goni promocję a potem nagle koniec … jak się trafiła i zrobiłam zapas to faza na tuńczyka minęła i teraz mam obszerny na szczęście z bardzo długim terminem ważności …

        2. Kupiłam dwa opakowania herbaty Lorda Nelsona z Lidla, właśnie o smaku gruszki w karmelu, więc niczego nie mów… Jest niemal jak Loyd, bleh.

          Nie wiem, czy słyszałaś, ale mięta wcale nie pomaga na dolegliwości żołądkowe. Rumianek – owszem. Ja jednak leję na te informacje, bo rumianek smakuje ohydnie, a mięta jest pyszna. Na dodatek uważam, że mnie pomaga.

  3. Chyba jedynym zaskoczeniem są Twoje wybory alkoholowe – bo sama mam aż nazbyt zdrowy przewód pokarmowy, ale po kilku produktach ZAWSZE mam okropną zgagę i skręt żołądka. Jednym z nich jest właśnie wytrawne wino – niezależnie czy białe czy czerwone (drugim alko na tej liście jest przepyszny cydr, dla którego jestem kilka razy w roku zaryzykować katusze).
    Natomiast absolutnie rozumiem Twoje zamiłowanie do mleka bez laktozy, ja co prawda wyznają Pilos 1,5% , ale kremowo-beżowy kolor i słodki smak są chyba podobne we wszystkich.
    Nie jestem aż tak ortodoksyjna w swoich zwyczajach żywieniowych jak Ty, ale również mam zawsze na zapas kilka litrów mleka, zgrzewkę wody, kilka słoików passaty czy dwie-trzy paczki makaronu. Gdy wieczorem wyjmuję przedostatnią śniadaniową bułkę z zamrażalnika albo w lodówce zostaną tylko 2 jogurty naturalne „do pracy”, zaraz biegnę kupić 6 sztuk na zapas.
    Ze świeżyzny zawsze mam jabłka, sałatę i pomidory. Pozostałe warzywa kupuję celowo do potraw obiadowych, zaś banany po zakupie (takie prawie brązowe) kroję w kostkę i wkładam w małych pojemniczkach do zamrażalki, gdzie czekają na użycie do owsianki, koktajlu albo lodów bananowych.
    Jest jedna rzecz, której nie uwzględniłaś na swojej liście a dla mnie jest must-have – wafle ryżowe, najlepiej wersja muesli (mam wrażenie, że biedronka i lidl mają ten sam produkt w swoich ofertach, różniący się tylko folią). No i kawa rozpuszczalna. Aktualnie od roku Dallmayar, ale został mi już tylko jeden słoik, a ostatnio nigdzie jej nie widzę :/ . Słodyczy w domu nie mam, kupuję prawie wyłącznie wersje impulsowe.
    Wybacz długość tego komentarza. Spokojnych Świąt.

    1. Czerwonego wina nie mogę pić przez intensywne barwniki, nad czym nieskończenie ubolewam. Z braku laku musiałam się przerzucić na białe. Natomiast miłość do wariantu wytrawnego przyszła z czasem. Na studiach piłam wyłącznie słodkie i półsłodkie. Kiedy odwiedzałam mamę i częstowała mnie wytrawnym, jego cierpkość i ciężar smakowy wykręcały mi twarz. Później odkryłam, że wszystko zależy od gatunku. Po prostu nie lubię win, które kupuje mama. A słodkie i półsłodkie są już dla mnie nazbyt słodkie. Z kolei cydr piłam raz. Zaprosiłam dwie koleżanki z byłej pracy na posiedzenie alkoholowe. One piły wódkę albo whisky z colą, ja kupiłam butelkę 0,7 l cydru. Ma zawartość alkoholu jak piwo, niemniej po wypiciu butelki czułam się jak po herbacie. Szkoda mi czasu i kasy na coś, co nie kopie.

      Muszę rzucić okiem na mleko bez laktozy Pilosa. Nawet nie wiedziałam, że takie istnieje. Jeśli jednostki biodrowe są spójne z biedronkowymi (44 kcal w 100 ml), zapewne do Lidla również dostarcza je Mlekovita.

      „Gdy wieczorem wyjmuję przedostatnią śniadaniową bułkę z zamrażalnika albo w lodówce zostaną tylko 2 jogurty naturalne „do pracy”, zaraz biegnę kupić 6 sztuk na zapas.” <3

      "Banany [...] takie prawie brązowe" - najbardziej lubię przejrzałe banany. Kiedy kupuję, wybieram mięciutkie, intensywnie żółte i pełne czarnych plam. Zielonego ani jasnożółtego plastiku nie uznaję.

      Kto produkuje wafle ryżowe dla Biedronki? Niedawno wymieniałam wiadomości z Good Food i wiem, że 100% wafli ze stałej oferty w Lidlu dostarcza właśnie ta marka.

      Mam wybaczyć długość komentarza? Kiedy Twoje zaangażowanie to dla mnie największy komplement… ;o

      Nie obchodzę świąt, ale życzę Ci tego samego ;*

  4. Obowiązkowe w moich zapasach są oczywiście czekolady i kawa (od dłuższego czasu Sati gwatemalska). Oprócz tego, zawsze mam: płatki owsiane (najchętniej z Młynu Stoisław), kasza manna, otręby, kakao w proszku, len mielony, mleko 1,5%, różne orzechy (kupuję osobno i robię mieszankę po swojemu), kasza jaglana, gryczana, bulgur. W domu koniecznie muszą być też jajka. Z warzyw: rzodkiewki, pomidory, papryka, ogórki kiszone; do kanonu chyba dołączy rukola. Zawsze też mam zapas warzyw mrożonych i w słoikach. A teraz w kwarantannie niepokoję się, jak nie mam czerwonego wytrawnego wina…

    1. Płatki owsiane zdecydowanie mnie nie zaskoczyły. Kojarzysz mi się z owsiankami. Oczywiście między innymi, bo również z kawą i ciemną czekoladą.

      Chciałabym kiedyś mieć do dyspozycji po jednym orzechu z każdego gatunku, żeby poznać smaki. Póki co znam tylko najpopularniejsze. Szkoda.

      Rzodkiewkę kochałam w dzieciństwie. W dorosłości ciągle trafiałam na suche wióry, nierzadko puste w środku. Zniechęciłam się. Wolę kiełki rzodkiewki, które są każdorazowo obłędne.

      Załóż w domu małą spiżarkę wina – na czas kwarantanny i wiele miesięcy po. Będzie zacnie wyglądać. Zanim dopadła mnie choroba żołądka i piłam wino regularne, marzyłam o regale z butelkami.

    1. Widziałam na Insta (ale dziękuję za info <3), niemniej kupowanie mleka liczącego 500 ml jest nieopłacalne cenowo i niepraktyczne. Przechowywanie dziesięciu małych kartonów uważam za bardziej upierdliwe niż pięciu standardowych.

        1. Nie. Jak polubię jeden produkt, w przypadku mleko bez laktozy Mlekovity, nie testuję innych. Dlatego nawet nie zamierzam kupować ;>

  5. Przepraszam za spam- moje must to: mleko,kawa, kisiel, maślanka,twaróg,serek wiejski,odżywka białkowa,wafle ryżowe lub kukurydziane,płatki owsiane,kasza manna- dżemy/frużeliny,ketchup kotlin, owoce i warzywa mrożone/-bez cebuli/papryki (mój żołądek podobnie jak Twój nie toleruje tego),jabłka,dynia, pomelo, arbuz, truskawki. Woda mineralna średnio gazowana z lidla…słodzik z rosmanna, to chyba wszystko :) sól i kakao.

    1. Haha, nie szkodzi :) Zaskoczyłaś mnie kisielem i frużeliną. Nikt nigdy nie powiedział mi, że to jego produkty must-have.

      Mój żołądek też nie toleruje papryki, zwłaszcza skórek. Ponieważ na rany w ściankach źle działa ocet, nie mogę jeść nawet surówek garmażeryjnych.

  6. No kochana lipton Kashmir Valley to poezja smaku ,co za herbata co za zapach ehh szkoda,ze ją wycofali:(. U mnie mleko,płatki,chleb,masło,sery żółte ,mrożone warzywa, owoce i warzywa świeże muszą być . Ja nie kupuje od prawie 3 lat wody w butelkach bo mi szkoda środowiska:(.

    1. Pierwszy raz trafiam na osobę, która pamięta Kashmir Valley Liptona. Jestem w szoku. <3

      Wodę filtrujesz w dzbanku, masz filtr w kranie, przegotowujesz czy pijesz prostu z rury?

      1. Pamiętam je zapach i taki aksamitny smak ,mieszkałam jeszcze we Wrocławiu jak była ta herbata . Wodę filtruje i mi smakuje tak samo jak woda żywiec niegazowana :). Wczoraj pisałam do kuzynki do anglii czy u niej nie ma tej herbaty ,ale nie też wycofali dranie .

    1. Butelkowe zupełnie mnie nie interesuje. Nie piję mleka tak dużo, żeby wykorzystać całe w terminie. Lubię produkt Mlekovity i przy nim zostanę, niemniej dziękuję za info :)

  7. Twoje zapasy mnie specjalnie nie zaskoczyły, w końcu trochę już czytam Twojego bloga ;))
    Ja w większych ilościach mam w domu zawsze płatki owsiane, kasze jaglaną i gryczaną, ryż basmati, orzechy różne, suche strączki – ciecierzycę i soczewicę, rodzynki, siemię lniane złociste, kakao, cukier kokosowy, syrop klonowy, masła orzechowe i tahini, wafelki owsiane i gryczane firmy Ania, wafle ryżowe i gryczane, roślinne mleka – zazwyczaj owsiane i kokosowe (tutaj muszę uzupełnić zapasy, bo widzę już koniec szafy, w której je trzymam), ciemne czekolady, uzdrowione batony, miód, bio banany, w lodówce marchewki obowiązkowo, pamarańcze, kilka sztuk Plantonów naturalnych, w zamrażarce dużo mrożonych warzyw i owoców (kilka paczek fasolki, kalafiora, brokułów, wiśnie, maliny, borówki, jagody, truskawki, mango, natkę pietruszki), chleb (piekę sama i część zamrażam) – tyle pamiętam. Ponadto w moich szufladach w kuchni zawsze przewijają się jakieś suszone owoce (aktualnie morwa i figi), chia, mąka kasztanowa i kokosowa, budynie waniliowe bez cukru, herbat nie pijam, raczej zioła, w lodówce zawsze mam olej lniany, ale to też nigdy nie na zapas, bo jego żywot jest krótki. Słodycze trzymam w jednej szufladzie, więc w porównaniu z Twoimi zapasami to nicość, ale mi one wystarczą do świąt zimowych spokojnie ;)

    1. Czytając o Twoich zbiorach, zdałam sobie sprawę – albo po prostu potwierdziłam przypuszczenie – iż gdybym nie była wkręcona w słodycze i blogowanie o nich, rzuciłabym je całkowicie i poświęciła się zdrowemu odżywaniu. Zawsze muszę być od czegoś uzależniona. Obiekt pozostaje drugorzędny. Najważniejsze jest samo uzależnienie, któremu mogę się oddać i o które mogę dbać. Wracając do Twoich zbiorów, uważam je za jakościowo imponujące.

      1. Zapomniałam jeszcze wspomnieć o jabłkach, świeżych daktylach w lodówce, jajkach (tych mam zawsze dużo, bo dostaje od 2 wujków mieszkających na wsi) i koncentratach pomidorowych ;) Ze słodyczy mam jedynie spory zapas czekolad i superkrówek, a tak to wszystkiego po trochu (no może knoppersów mam z 10 sztuk i z 5 Kinder bueno). Czasem chciałabym jak normalny człowiek kupować jedzenie na bieżąco, ale nie umialabym chyba żyć spokojnie z myślą, że moja spiżarka jest niewystarczająco zapełniona. Mam to po tacie – u niego 3 opakowania×10 płatków owsianych to norma, cała dolna półka w jednej lodówce jest obstawiona mlekiem (kupuje to mikrofiltrowane Piątnicy), a jedną zamrażarkę w całości wypełniają warzywa mrożone, w ogóle jak w sobotę pojedzie na shopping to potem to wszystko na kilka tur z samochodu znosi :P Na szczęście nauczyłam się nie kupować zbytecznych rzeczy – magazynuje tylko to co na pewno zjem, podobnie jak Ty nie znoszę wyrzucać jedzenia ;)

        1. Lubię takich ludzi jak my. Fakt, że nasze „zamiłowanie” podziela nawet dorosły facet – Twój tato – potwierdza, iż z przypadłością chomikowania da się żyć. Gdyby ktoś chciał mnie zmienić… o niee ;)

          1. On tego tak nie postrzega, dla niego to naturalne, że trzeba mieć wszystko na zapas, czasem nawet przesadza. Kiedyś miał taki czas, że kupował np. serki wiejskie, których wcale nie jadł, ale teraz stara się kupować to, co wie, że zje (nagadałam mu, że krowa nie po to się męczy, żeby mleko wyprodukować, żeby on nabiał wyrzucał :P)

  8. Zaskoczyły mnie makarony, kasze i warzywa (z tego względu, że myślałam, że przeważnie nie gotujesz, tylko obiadujesz się na zewnątrz) oraz chleb mrożony w takiej ilości (w ogóle, o ile ilości słodyczy mnie już nie przerażają, o tyle ilości mrożonego jedzenia już tak :D).

    Z colą mam podobnie, choć żeby nie zbankrutować, przerzuciłam się na Biedronkową zero (którą teraz ciężko dostać, bo nie bywam w Biedrze ze względu na gigantyczne kolejki). Ale Pepsi Max jest w moim serduszku. Żadna Coca Cola zero. Tylko Pepsi. Nałogowo.

    Ja muszę mieć zapas stewii z erytrolem, mleko sojowe, chleb, wodę (Muszynianka <3), colę (zero), suszone owoce (daktyle lub rodzynki), kakao, inkę, jajka, tofu, warzywa (sałata i papryka, latem pomidory i ogórki), owoce (jabłka, a latem truskawki, borówki, morele, brzoskwinie, itp.). I odżywkę białkową sojową oraz siemię lniane mielone (odtłuszczone). Nie mam tego, co prawda, w nie wiadomo jak dużej ilości (zgrzewka wody, 2 butelki coli, 4 opakowania stewii, 3 kartony mleka, 1 chleb, 2 paczki suszków, 1 kakao, 1 inka, 10 jajek, 2 kostki tofu, 7 papryk, 3 sałaty, 1 kg jabłek, 2 kg odżywki sojowej, 3 paczki siemienia), but still – czuję niepokój/niebezpieczeństwo, gdy którejś z tych rzeczy nie ma lub zbliża się do końca.

    Ola

    PS: Long time no see – korpopraca, magisterka, teraz kłopoty zdrowotne z mamą, itp. Ale wpadam co jakiś czas, choć nie komentuję :*

    1. Łaaa! Nawet nie wiesz, jak mi się micha ucieszyła, kiedy zobaczyłam Twój pseudonim :) Czułam szczęście i dumę, gdy oderwałaś się do internetu i zaczęłaś żyć, więc cieszę się, że kontynuujesz życie. Współczuję jedynie w sprawie mamy. Trzymam kciuki za poprawę zdrowia.

      Nie gotuję „zaawansowanych” potraw. Nie robię gołąbków, kotletów, zapiekanek makaronowych, pierogów, klusek, zup…. uch, większości dań nie robię. Ale też nie stołuję się na zewnątrz. Muszę wiedzieć, co dokładnie jem. Moje potrawy są nieskomplikowane, np. warzywa mrożone ugotowane na parze i wymieszane z makaronem, kostką sojową zalaną wcześniej wrzątkiem (bądź pokrojonymi kotletami sojowymi, jeśli nie było w sklepie kostki) i sosem z torebki/słoika. Taadaa :P

      Coca-cola ma okropny smak. Jak wyląduję w miejscu, w którym jest tylko ona, po wypiciu więcej niż szklanki robi mi się niedobrze od dziwnego posmaku (nazywam go posmakiem ligniny). Z kolei w podróbkach od razu czuję podorabiany smak. Tylko Pepsi Max!

      Twoje zbiory może i są skromniejsze objętościowo od moich, za to porządne rodzajowo i smaczne :)

  9. „Najważniejsze jest samo uzależnienie, któremu mogę się oddać i o które mogę dbać. ” wybacz ale niestety mam tak samo :( to moja wada w dużej mierze bo bardzo ogranicza ale wprowadza jednoczesne ład i stabilizacje do życia …

    1. Co mam wybaczać? :P Ludzie mają tendencję do uzależnień od zawsze. Jedni palą, inni piją, imprezują, ćwiczą, pracują, robią tatuaże i kolczyki… Każdy człowiek czemuś tam się nałogowo oddaje :)

  10. Jak ja lubię dowiadywać się takich rzeczy! Wbrew pozorom wiele o człowieku mówią.
    Płatki do mleka? Wiedziałam! U mnie też, acz są to górskie owsiane. U Mamy z kolei (tylko latem) nie może zabraknąć właśnie corn flakes.

    Mleko? Tak! Zawsze mam jedną butelkę otwartą, drugą zamkniętą, a dziś to już w ogóle… 4 butelki w lodówce sobie stoją i… w tym jedna Pilosu! Wyłamałam się, bo mojego nie było i ekhem… szukam tańszych zamienników.
    Dziwi mnie, że wolisz bez laktozy. Ma inny kolor? Jak patrzę na te Mamy to jest białe jak moje. Hm… Ciekawi mnie, jak to się stało, że zainteresowało Cię bez laktozy? Za pierwszym razem trafiłaś na smaczne? Mama trochę się naszukała, póki swoje znalazła (bo „te z Biedronki wydaje się takie bardzo słodkie, jak dosładzane”). Nie wyobrażam sobie jednak picia UHT.
    Jogurtów Ci u nas w lodówce mnóstwo! Prawie cała półka maminych, a więc słodzonych owocowoych, a moich zwykłych o dziwo o wiele mniej. I nie zawsze musi być zapas, bo zdarza się sporo dni teraz, że ich nie jem.
    U mnie nie może zabraknąć twarogu, bo jem go zawsze do śniadań. Mrożę go też na wszelki wypadek. Lubię mieć w lodówce jakiś ser z dłuugą datą (np. teraz to cheddar do października), ot tak dla bezpieczeństwa, jakby mi się zachciało.
    Mięso na kanapki też zawsze musi być. Dlatego pilnuję też, by w zamrażarce były też „mini porcje ekspresowe” czyli dwa plastry w foliówce, by jakby co, móc je wyjąć i by odmroziły się na szybko.

    O wegańskich pastach wiedziałam, ale nie wyobrażam sobie trochę…. W ramach jakiego posiłku / jak je jesz. Kanapki lubisz z jednym warzywem… Jesz więc chleb + pasta + warzywo?

    Wody też zawsze muszę mieć mnóstwo, najlepiej kilka zgrzewek, ale piję tylko i wyłącznie niegazowaną mineralną. Nałęczowiankę najlepiej. Nie znoszę smaku źródlanej, więc nie rozumiem, jak można ją lubić. Fakt, niektóre mineralne są obrzydliwe, ale właśnie m.in. Nałęczowianka jest boska.

    O śliwkach wiedziałam, ale… lubisz te takie kwaskawe czy kalifornijskie? Czy jedne i drugie?
    Ja muszę mieć koniecznie jakieś suszone owoce i orzechy, przynajmniej kilka paczek (na wypadek a to nieudanych degustacji, a to coś tam).

    Zaskoczyłaś mnie, że jesz surowe owoce. Myślałam, że masz z nimi problem przez żołądek.
    Chrupiesz surowego kalafiora i brokuła? Ja wolę je gotowane na parze, ale jak już surowe któreś z tych warzyw mam zjeść to kalafiora. Surowe brokuły mi nie leżą.
    Surowe owoce u nas zawsze są. Ja jednak dzień w dzień ich nie jem; Mama tak.
    Ostatnio naszym stałym domownikiem są cytryny. Mama odkryła herbatę z cytryną i zawsze musi być jedna napoczęta i kolejna już w zapasie. Także mi zdarza się czasem herbatę z cytryną pić, ale bardzo rzadko.

    Surowe warzywa na kanapki to u mnie też osobna kategoria. Ich kwestię to mamy omówioną, co? :D
    Od kiedy pieczarki są warzywem? :>

    Mrożonek nie kupuję. Mszyce? Po trafieniu na nie już w ogóle trzymałabym się z daleka, choć nie jestem obrzydliwa. Jak mi się muszki w kalafiorach / brokułach trafiają to myję i nie obchodzą mnie. Robak w kiełkach? Wymyję i nie ma problemu.

    Chleby? Wiadomo!

    Przypraw mam mnóstwo, używam okazjonalnie. Mimo to muszą być, w tym pasta curry i sos sojowy. Nie wyobrażam sobie przyprawiania kanapek. I… zaskoczyłaś mnie, że lubisz aż tak przyprawiać pomidory. Nie zaskoczyłaś mnie jednak, że lubisz bazylię i oregano.

    Brr, sosy w torebkach mnie brzydzą. Jedzeniem w puszkach z sosem mnie zaskoczyłaś. Myślałam, że chore żołądki za nic w świecie takich rzeczy nie tolerują.

    Za nic mi nie pasują te „napoje wieczorne” do Ciebie. O Pepsi Max wiedziałam, ale po prostu tak do Ciebie nie pasują, że… już chyba lukrecja i ziemiste czekolady wydają mi się bardziej Twoje. No, słowo klucz: wydają się.

    Czekolady – wiadomo.
    Umarłabym bez choćby słoika kawy rozpuszczalnej w zapasie i jakiejkolwiek butelki alkoholu. Jako że nie chcę umrzeć, zawsze mam tego w zapasie… dużo.
    Zastanawiam się za to, czy czułabym niepokój, gdybym nie miała w domu zawsze jakiejś kaszy. Nigdy się to nie zdarzyło, bo to jeden z tych produktów, który po prostu jest… Bez makaronu to wiem, że mogłabym się obejść, ale też wolę czuć komfort, że „jakiś tam jest”.

    1. „Ciekawi mnie, jak to się stało, że zainteresowało Cię bez laktozy? Za pierwszym razem trafiłaś na smaczne?” – Zupełnie nie pamiętam pierwszego razu. Może gdzieś o nim przeczytałam? A może postanowiłam zrobić test? Pamiętam za to, że jako pierwsze wypróbowałam mleko z Biedry i od razu przy nim zostałam. Nie wiem, od którego producenta mleko bez laktozy pija Twoja mama, ale Mlekovity i Łowicza są WYRAŹNIE inne. Mają kolor ciemny, brązowawy. Nie zrobię Ci zdjęcia, bo nie mam do porównania zwykłego mleka, więc to bez sensu. // „Te z Biedronki wydaje się takie bardzo słodkie, jak dosładzane” – otóż to. Taki jego urok :)

      „Kanapki lubisz z jednym warzywem… Jesz więc chleb + pasta + warzywo?” – Dokładnie tak. To mój stały zestaw od wielu lat.

      „Piję tylko i wyłącznie niegazowaną mineralną. Nałęczowiankę najlepiej. Nie znoszę smaku źródlanej, więc nie rozumiem, jak można ją lubić.” – Widzisz, ja na odwrót :P

      „O śliwkach wiedziałam, ale… lubisz te takie kwaskawe czy kalifornijskie? Czy jedne i drugie?” – Zakładam, że pytasz te suszone, a nie świeże. Nie znam się na gatunkach suszków, dlatego jak znajdę smaczne, kupuję tak długo, aż producent da mi kopa w lewy pośladek i wycofa z produkcji.

      „Chrupiesz surowego kalafiora i brokuła? Ja wolę je gotowane na parze, ale jak już surowe któreś z tych warzyw mam zjeść to kalafiora. Surowe brokuły mi nie leżą.” – Na obiad tylko ugotowane na parze. W ramach drugiego śniadania tylko surowe. // „Zaskoczyłaś mnie, że jesz surowe owoce. Myślałam, że masz z nimi problem przez żołądek.” – Raczej z układem trawienia, nie z samym żołądkiem. Jeśli na długo przed i po zjedzeniu owocu nie zjem niczego innego, jest okej. No i może to być co najwyżej jedno jabłko, a nie pół kilo jabłek.

      „Od kiedy pieczarki są warzywem? :>” – Nie są ;> Punkt ma tytuł: „Surowe warzywa na kanapki”. Po wymienieniu surowych warzyw napisałam: „Zamienniki dla nich stanowią: ogórki konserwowe i kiszone, surowe pieczarki”. Zauważ, że ogórki konserwowe i kiszone też nie są surowymi warzywami.

      „Mszyce? Po trafieniu na nie już w ogóle trzymałabym się z daleka, choć nie jestem obrzydliwa.” – Mnie to brzydzi na maksa. Cóż jednak poradzę, skoro każda inna mieszanka ma warzywa, których nie mogę jeść? // „Robak w kiełkach? Wymyję i nie ma problemu.” – Rzygnę :P Rzuciłabym takie kiełki na ziemię i zdeptała.

      „Jedzeniem w puszkach z sosem mnie zaskoczyłaś. Myślałam, że chore żołądki za nic w świecie takich rzeczy nie tolerują.” – Tego sama nie rozumiem. Kiedy regularnie kupowałam sosy w słoikach, od jednych wykręcało mnie z bólu, od innych nie działo mi się zupełnie nic. Przeszukiwałam składy i nie znalazłam wyraźnych różnic, bo nawet te miłe dla żołądka miewają ocet, pieprz, czosnek, cebulę i paprykę. To samo tyczy się jedzenia w puszkach. Wiem, które mogę kupować, i tego się trzymam.

      Kaszę ostatni raz jadłam z pół roku temu, ale – jak napisałaś – wolę czuć komfort, że ją mam. Zresztą niekiedy fazy atakują mnie znienacka. Przykładowo makaronu nie jadłam pewnie z rok. Kiedy wycofali moje pierogi z Lidla, musiałam znaleźć zamiennik. Przez dwa tygodnie miotałam się jak miotła, aż przypadkiem trafiłam na połączenie makaron spaghetti + warzywa na parze + sos serowo-pieczarkowy Winiary z torebki. I od tamtego dnia jadę ów zestaw codziennie. Minęło już kilka miesięcy jedzenia makaronu dzień w dzień. Jak mi się w końcu znudzi – póki co nie zapowiada się – porzucę makaron na kolejny rok. Tak to już jest z moimi fazami.

    1. Mam kilka stałych pozycji, ale najulubieńszy jest chleb krojony z ziarnami z worka. Kiedyś był dostępny w każdej Biedronce, od ponad roku zaś tylko w wybranych. We Wrocławiu produkuje go Jul-Ka.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.