Lindt, Whisky – mleczna czekolada z whisky

Moja lista słodyczy do powtórki nie liczy wielu pozycji. Znalazło się na niej kilka tabliczek Lindta, m.in. wybrane warianty z serii Hello. Ponieważ jednak dwa lata temu w Niemczech upolowałam wydania batonowe, nie potrzebuję już sięgać po czekolady ważące 100 g. To nawet dobrze, bo batony zjada się szybko i jest po sprawie. Gdyby tak więcej czekolad było dostępnych w wersji w sam raz na raz

Jednym z najważniejszych produktów na liście słodyczy do powtórki była mleczna czekolada z whisky Lindta. Zrecenzowałam ją w 2015 roku. Chciałam mieć ją ponownie z dwóch przyczyn. Po pierwsze bardzo mi smakowała, po drugie zaś za pierwszym razem zjadłam zaledwie marny rządek, który zostawiła mi mama. Wtedy bałam się o żołądek, ale teraz umiem ograć chorobę tak, żeby się nie zorientowała.

Lindt, Whisky mleczna czekolada z whisky, copyright Olga Kublik

Lindt Whisky – mleczna czekolada z whisky

Czekolada mleczna z whisky Lindta jest bardzo elegancka. Znajduje się w twardym i ładnym kartoniku, który zabezpiecza kostki pełne płynnego nadzienia przed uszkodzeniem. Tabliczka przypomina listek z tabletkami. Każda kostka odpowiada jednej dużej kapsułce, np. z antybiotykiem. Mimo ważności kończącej się dopiero pod koniec września moja czekolada miała minimalnie wklęśniętą podstawę kostek.

Mleczna czekolada z whisky marki Lindt dostarcza 464 kcal w 100 g.
Rządek (3 kostki) czekolady z alkoholem Lindta waży 25 g i zawiera 116 kcal.

Lindt, Whisky mleczna czekolada z whisky, copyright Olga Kublik

Whisky Lindta ma wzorowy kolor mlecznej czekolady. Jej zapach jest nawet lepszy – odpowiada Mlecznej Czekoladzie Idealnej. Bajeczna mleczność rodem z najcudowniejszego snu splata się z nieprzesadną, acz dziecięcą słodyczą. Alkoholowa nuta jest bardzo delikatna i występuje w tle. Przywodzi na myśl advocat, a nie whisky. A może po prostu wypiłam w życiu za mało whisky?

Kiedy myślę o Mlecznej Czekoladzie Idealnej, przed oczami staje mi czysta mleczna czekolada Lindta (w figurkach, bo tabliczkowej nigdy nie jadłam). Nic dziwnego. Jej konsystencja i smak są boskie. Mimo pozornie delikatnej budowy tabliczki Whisky daje się poznać jako przyjemnie gruba. Zgryziona z obszaru dookoła kostek i ułożona na ciepłym języku rozpuszcza się szybko, acz nie błyskawicznie. Jest albo pylista (raczej nie), albo pseudopylista (obstawiam tę opcję). Przemienia się w gęste bagienko.

Lindt, Whisky mleczna czekolada z whisky, copyright Olga Kublik

Czekolada mleczna z whisky Lindta ma obłędny smak. Jest doskonała w swej mlecznoczekoladowości i słodka na odpowiednim poziomie. Mam nadzieję, że producent nigdy nie postanowi ulepszyć receptury tak jak wielu konkurentów, chociażby Nestle (lubię kopać leżącego, hłe, hłe).

Nadzienie whisky jest płynne. Mimo iż kapsułki wydają się spore, alkoholu nie ma w nich dużo. Tuż pod czekoladą znajduje się pokaźna warstwa skrystalizowanego cukru (wytrąconego z alkoholu?). Ma formę cieniutkiej szklanej kruszonki w płytkach. Przypomina mocno wyschnięty lukier na pączkach bądź delikatny i kruchy lód tworzący się zimą na kałużach. Kiedy się na niego nadepnie, trzeszczy i momentalnie pęka. Tytułowa whisky daje się poznać jako intensywnie alkoholowa. Ma nieco wódkowy klimat.

Lindt, Whisky mleczna czekolada z whisky, copyright Olga Kublik

W mojej mlecznej czekoladzie z whisky Lindta cukrowa kruszonka znajdowała się wyłącznie na górze i po bokach kostek, ale w świetle kolejnych degustacji wiem, że to loteria. Mimo iż wolałabym, żeby nie było jej wcale, kostki jedzone w całokształcie wydały mi się zaskakująco przyjemne. Ponieważ gruba czekolada przemienia się bagienko, a cukrowe szkło głośno i intensywnie chrupie, każda kostka przypomina… wielkanocne jajeczko czekoladowe z kremem i chrupkami.

Whisky Lindta jest sympatycznie procentowa, nie zaś ordynarnie żulerska. Daje się poznać jako bajecznie mleczna, nieprzesłodzona, ujmująco gęsta. Nie czuć w niej chamskiego spirytusu obecnego w tanich czekoladach nadziewanych alkoholem. Zdecydowanie będę do niej wracać.

Ocena: 6 chi


Skład i wartości odżywcze:

Lindt, Whisky mleczna czekolada z whisky, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

14 myśli na temat “Lindt, Whisky – mleczna czekolada z whisky

  1. Kupiłam ja kiedyś na przecenie w biedronce po świętach za 3.99 zł pomimo że jeszcze długo mogła leżeć na sklepowej półce. Była świeżutka. Oczarowała mnie. Słodka w punkt, trafiona z ilością Alkoholu. Łagodna ale z charakterem i efekt chrupania boski.
    Niemniej forma mi się nie podoba… wizualnie do mnie nie przemawia … jakoś to skojarzenie z tabletkami mnie właśnie razi za bardzo …
    Moja też miała wklęsłe denka. Podejrzewam że to efekt działania procentów i płynnego nadzienia. Ta cukrowa skorupka o której piszesz „pod czekoladą znajduje się pokaźna warstwa skrystalizowanego cukru” nie jest wytrącona z alkoholu ;) producenci tak zabezpieczają płynne wnętrza prawdziwie alkoholowych pralin, cukierków whatever :) mam w tym temacie spore doświadczenie bo moja matka jest koneserem takich słodyczy. Liquorków i innych wysokopółkowych cukierków przewinęło przez nasz barek sporo. Wszystkie w twardych skorupkach tego typu mają płynne wnętrza :)
    Ta czekolada bardzo mi smakowała, Tak kak innw cudowności z alkoholem z tej serii ale nie jem ich często toteż po konsumpcji kostki reszta trafia do momentalnie wniebowzietej mamy :)

    1. Ejj, dla mnie właśnie czekolada Nestle jest lepsza od Lindt :D jakoś żadna tabliczka Lindta mnie nigdy nie oczarowała. Są takie słodkie i mdłe, że aż wydają mi się czasem tanie, a przecież takie nie są :/ i to najbardziej boli – ile trzeba na nie wydać xD
      Tej czekolady trochę bym się bała, no mam złe doświadczenia z whisky (zawsze po niej boli mnie żołądek, a po innych alkoholach tak nie mam). Jednak skoro tu jest tylko 5% whisky to mogłabym zaryzykować, oczywiście gdybym została poczęstowana – sama nie zamierzam jej kupować :D

      1. W moim odczuciu porównać czekoladę Lindta do czekolady Nestle to jak odnieść specjalność szefa kuchni do parówek z MOM-em z Tesco :P

    2. „Moja też miała wklęsłe denka. Podejrzewam że to efekt działania procentów i płynnego nadzienia” – i tak, i nie. W pozostałych nie były wklęsłe.

      „Producenci tak zabezpieczają płynne wnętrza prawdziwie alkoholowych pralin” – ciekawe, dzięki. Spotkałam się z tym wyłącznie w czekoladach Lindta z recenzowanej serii.

  2. Ale ładnie uchwyciłaś na zdjęciu tę skorupkę!

    Ja alkoholowi w słodyczach niezmiennie mówię nie.

  3. Wygląda fajnie, ale alkohol we wnętrzu to już nie dla mnie. Za to naszło mnie teraz na zwykłą mleczną czekoladę, a najbardziej na zajączka Lindt :D

    1. Od zająca wolałabym bożonarodzeniowy dzwonek. Doskonały smak + obłędna konsystencja + miłe wspomnienia z odległej przeszłości.

  4. Bardzo podoba mi się porównanie czekolady z alkoholem do lekarstwa. ;D
    Bardzo lubię czekolady Lindta, gdyby nie cena, miałabym już wszystkie za sobą. Jedyne, które uważam za niewypał, to parę z serii Excellence, m.in. Strawberry i Blueberry. Aczkolwiek ta z solą morską jest najlepszą z dotychczas jedzonych przeze mnie solonych czekolad – a sól w słodyczach lubię do tego stopnia, że często sama ja do niektórych dodaje. :P

    1. Ja mam z solą dokładnie odwrotnie. Nie cierpię jej w słodyczach. Gdybym musiała zjeść czekoladę oprószoną solą, zdrapałabym kryształki :P

  5. A to rozumiem seria-kontynuacja niedzielnego wpisu? :> Wybacz, musiałam.
    Również bardzo, bardzo lubię tę czekoladę. Mogę latami do niej nie wracać, ale jakoś chyba w zeszłym roku wróciłam i mi smakowała. Tak, zasładzająca, ale… szkiełko. <3 I nie żulerska właśnie! Piękne określenie.

    Pytanie inspirowane komentarzami wyżej. Co byś powiedziała na zająca wypełnionego whisky, które lałoby się z niego jak krew np. po odgryzieniu głowy? To oczywiście nierealne, ale chodzi mi o whisky-whisky, o konsystencji krwi dla efektu, haha.

      1. O nie, musimy uważać, co piszemy, bo niektórzy producenci chyba czytają i ściągają pomysły! Dziś przyszły do mnie zamówione czekolady i jedna miałam być nadziewana. Smak pomarańczowa marmolada z whisky. I… rozwalona. Dlaczego? Bardzo pomysłowo nadziali. Coś jak te duże czekolady z ciastkiem biegnącym przez całość. Wyobraź to sobie: tabliczka z teoretycznym podziałem na kostki, którą w rzeczywistości nadziano po całości, a nie każdą kostkę… półpłynną marmoladą z whisky. No i mam swoje „gęste whisky nadzienie”. -.- Mistrzowie kuźwa myślenia. Mój wyimaginowany zając już by się lepiej sprawdził (w wersji mini oczywiście).

        1. Co za brak pomyślunku :| Aż nie mam słów. Zwrócisz tę czekoladę? Zareklamujesz? Co zrobisz? W ogóle to kupiona czekolada czy otrzymana?

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.