W Polsce nie można być ładnym

Porwało mnie niedawno stado refleksji, w wyniku których postawiłam kilka odkrywczych – przynajmniej dla mnie – tez. Przemyślenia zaczęłam od założeń, iż w Polsce można:

  • być ładnym, ale tylko dla innych,
  • uważać się za ładnego, ale tylko po kryjomu (bez mówienia o tym),
  • pokazywać, że jest się ładnym, ale tylko na żywo i na zdjęciach,
  • przyjmować komplementy za wygląd, ale tylko w żartobliwym tonie, zdawkowym dzięki, umniejszając komplementy (np. obrażając samych siebie) bądź chowając się za komplementem zwrotnym.

Tym zaś, czego w Polsce absolutnie nie można, jest:

  • powiedzenie wprost: jestem ładny/a.

Skoro już mamy wstęp, jedziemy dalej!

Jestem ładna, ale udaję, że nie

To, że uważamy się za ładnych, możemy pokazać np. na zdjęciu na Instagramie albo na nagraniu na Youtubie. Odpowiednio pozujemy, wypinamy właściwe części ciała, wrzucamy tysiące selfie i tak dalej. Tego typu manifestacja wiedzy o swojej atrakcyjności jest bezpieczna, wszak pośrednia. Nie towarzyszą jej słowa, więc w razie gdyby ktoś nam zarzucił, że obnosimy się ze swoją atrakcyjnością, możemy szybko odpisać, iż nieprawda, bo wrzuciliśmy zdjęcie z uwagi na psa, zabawne skarpetki, ładne tło i masę innych rzeczy, które oczywiście mają tyle wspólnego z prawdą, ile polityka ze sprawiedliwością społeczną.

W przypadku otrzymania komplementów mamy do wyboru: a) rzucenie żartem, b) podziękowanie, c) odpisanie, że nie, to ty jesteś piękny/a! bądź d) obrażenie samych siebie, żeby czasem nikt nie pomyślał, że jednak się sobie podobamy (wszak na pewno nikt tak nie myśli, kiedy wrzucamy setne selfie z rzędu).

Nie powiem, że jestem ładna, żeby uniknąć hejtu

Nie możemy powiedzieć, że jesteśmy ładni, bo narazimy się na stary dobry hejt. W porządku jest pisanie o tym, że mamy krzywe nogi, grubą dupę, małe cycki, żółte zęby, włosy jak miotła i tak dalej. Absolutnie nie w porządku jest napisanie, że mamy zgrabne ciało, piękny uśmiech, ładną buzię, seksowne usta. Zastanówcie się, kiedy ostatnio powiedzieliście o sobie coś pozytywnego. Nie, nie przed lustrem. Publicznie.

Mówienie otwarcie o tym, że uważamy się za atrakcyjnych fizycznie, może przysporzyć różnego rodzaju problemów. W kategorii problemów lekkich znajduje się chociażby zniechęcenie do siebie osób, do których dotrze komunikat. Co on/ona sobie myśli? Ale z niego/niej buc! Z kolei w kategorii problemów ciężkich napotkamy hejt pełną gębą. I ty się uważasz za ładnego z tą krzywą mordą i dupą jak szafa?! Ja bym z domu nie wyszedł, gdybym tak wyglądał. A w ogóle to weź się zabij, bo ludziom chce się rzygać na twój widok.

Samoświadomość a atrakcyjność w oczach innych

Prawdą jest, że nie da się zadowolić wszystkich. Zwłaszcza hejterów, którzy mają na naszym punkcie kompleksy i skrycie chcieliby żyć naszym życiem, więc wykorzystają każdą okazję, żeby spróbować nam dopierpapier. Nie pamiętam, gdzie ani kiedy usłyszałam, iż piękno leży w oku patrzącego. To cholernie prawdziwe. Atrakcyjność fizyczna jest względna. Nie ma osoby ładnej w sposób uniwersalny. Nawet względem aktorki uważanej powszechnie za piękną można czuć odrazę. Kwestia gustu, ot co.

Ale nie o pięknie ogólnym dziś mowa, a o tym, czy wypada nam uważać się za atrakcyjnych i otwarcie o tym mówić. Według mnie nie. W tytule umieściłam Polskę, ponieważ tu żyję i te realia są mi znane. Być może to nie tylko nasz problem – nie wiem. Jeżeli mieszkacie za granicą, daj znać, jak jest u was.

Nie da się żyć bez poczucia atrakcyjności

Za jeden z najbardziej odkrywczych aspektów moich przemyśleń uważam stwierdzenie, iż nie da się żyć, nie uważając się za przynajmniej trochę atrakcyjnego fizycznie. Podobnie nie da się żyć, nie uważając się za przynajmniej trochę inteligentnego i mądrego, niemniej to temat na odrębny wpis. Dziś zdecydowałam się skupić na poczuciu piękna. Jak mnie najdzie wena na kontynuację, skupię się na zawartości głowy.

Ze wstydu lub strachu nie przyznajemy się do poczucia atrakcyjności, co nie znaczy, że czujemy się brzydcy. Sądzę, że człowiek, który uważałby się za zupełnie nieatrakcyjnego (czy też głupiego), nie mógłby żyć. Jego życie byłoby nieznośne. Czy to coś nowego? I tak, i nie. Fakt, iż wszyscy chcemy być atrakcyjni, został opisany miliony razy. Od zarania dziejów i niezależnie od kultury ozdabiamy ciała tatuażami, kolczykami, modyfikacjami, ubraniami, makijażami, fryzurami i tak dalej. Nie o to tu jednak chodzi. Poszłam krok dalej od owego stwierdzenia, bo uważam, że od uzyskania samoświadomości mamy przynajmniej podstawowe poczucie atrakcyjności. Innymi słowy: od wczesnego wieku uważamy się za przynajmniej trochę ładnych, bo bez tego nie moglibyśmy żyć. Zapewne jest to jednocześnie biologiczne i społeczne.

***

Myśleliście kiedyś o tym wszystkim? Jeśli tak, jakie są wasze przemyślenia? Jeżeli nie, odpowiedzcie sobie, mnie i czytelnikom bloga na trzy pytania:

  1. Czy w Polsce można mówić otwarcie, że jest się ładnym?
  2. Kiedy ostatnio pochwaliliście samych siebie publicznie za ładny wygląd (ale nie ubranie, paznokcie, kolor cieni do powiek ani nową fryzurę)?
  3. Czy zgodzicie się, że każdy człowiek czuje się przynajmniej trochę ładny?

Zawsze jestem ciekawa waszych opinii, ale dziś szczególnie.

29 myśli na temat “W Polsce nie można być ładnym

  1. Myślę, że Twoje przemyślenia są słuszne, ale głównie odnosi się to do nieznajomych ludzi – gdybym faktycznie zaczęła wśród obcych mi osób nawijać o tym, jaka to ja jestem piękna, to mogliby poczuć do mnie niechęć – w nowym towarzystwie uważam że raczej powinno się skupić na poznaniu innych a nie na własnej osobie, bo to faktycznie trochę narcystyczne. Ale za to wśród przyjaciół? Moi przyjaciele są naprawdę serdeczni i bez obaw mogę przyjmować od nich komplementy, nie zaprzeczając im, a mówiąc „wiem”. Nie raz graliśmy w gry polegające na mówieniu co najbardziej lubimy w sobie samych i sobie nawzajem ^^ Ale też w takiej normalnej rozmowie raczej nie widzę celu by mówić, jaka to jestem ładna. Ale ja po prostu w rozmowie raczej skupiam się na tej drugiej osobie, więc nie wyobrażam sobie, żeby tak nagle z dupy mu oznajmić „ej, wiesz ja jestem ładna, wow”. No nie :D zresztą ja też wolę słuchać niż mówić, jakoś nie czuje też potrzeby obnoszenia się ze swoją urodą – mam wysokie poczucie wartości i jestem świadoma zarówno swoich zalet, jak i wad (z tym że zalety oczywiście przewazaja, muahahaha :D). No i jeszcze odnosząc się do gustu – też takie publiczne mówienie o swojej urodzie może być bez sensu no bo dla każdego możemy być odbierani inaczej, jedni się z nami zgodzą a inni nie i mają do tego prawo. Myślę że lepiej nie wnikać w to jakoś bardzo i pozostawić to do oceny innym, ale przede wszystkim nie przejmować się tym jakoś bardzo. Ale fakt, każdy potrzebuje czuć się choć trochę ładny. Myślę jednak że bez trudu można znaleźć coś, cokolwiek ładnego w każdym z nas ;)
    Pozostając więc przy urodzie i komplementach skomplementuje Ciebie, a co! – masz śliczne, duże oczy, piękne usta i perfekcyjną figurę ^^ tylko nie waż się obrażać samej siebie :D

    1. Zdecydowanie nie zarzuciłabym nowo poznanej osoby komplementami wobec samej siebie. Chciałabym jednak umieć powiedzieć nie tylko „bardzo dobrze piszę”, „jestem świetna w pracy” czy „cenię moje życiowe poukładanie”, ale również „jestem ładna”. Niestety tego ostatniego nie mówię nigdy.

      Podoba mi się Twoja gra w komplementy. Mam nadzieję, że komplementy wobec innych nie zagłuszają samokomplementów. Btw, jak się inicjuje taką grę? Nie wyobrażam sobie tego. Ja grałam tylko w butelki, chamskie wyzwania i inne niezbyt rozsądne gry :P

      „Publiczne mówienie o swojej urodzie może być bez sensu no bo dla każdego możemy być odbierani inaczej, jedni się z nami zgodzą a inni nie” – z tym się zupełnie nie zgadzam i myślę, że stwierdzenie przeczy mojemu wpisowi. Jeśli mówienie o swojej urodzie jest bez sensu, to również przytaczanie innych swoich zalet nie ma racji bytu. Nie powinniśmy publicznie twierdzić, że jesteśmy dobrzy w jakimś przedmiocie, pracowici, pomocni, życzliwi i tak dalej, bo przecież ktoś może mieć o nas inne zdanie i uważać nas za głupich, leniwych, egoistycznych, chamskich… W efekcie w ogóle nie powinniśmy o sobie mówić, chyba że wytykamy swoje błędy.

      Dziękuję! :)

  2. Nie zastanawiam się raczej nad takimi rzeczami…
    1. Faktycznie rzadko się spotyka osoby mówiące same o sobie, że są ładne, nie miałam chyba nigdy takiej sytuacji… Nie wiem, jak bym zareagowała, gdyby tak ktoś przy mnie powiedział, pewnie zależy od kontekstu. I też wiadomo, że każdy ma inne standardy ładności ;)
    2. Chyba nigdy, nie należę do osób chwalących się i nie wiem w jakiej sytuacji miałabym to zrobić publicznie, tym bardziej że nigdy nie czuję, że miałabym czym się chwalić.
    3. Myślę, że nie, bo wiele osób czuje się naprawdę brzydkich (i tak jak piszesz, życie tych osób faktycznie często jest nieznośne) i choć potrafią dostrzec w sobie coś ładnego, to w całokształcie widzą tylko złe cechy.

    1. 1. Zasłaniamy się odmiennymi dla każdego człowieka „standardami ładności”, żeby wytłumaczyć, dlaczego nie prawimy komplementów na temat urody samym sobie. Ciekawe jednak, że nigdy nie słyszałam o standardach mądrości, uprzejmości, bycia pomocnym itd. Przecież każda cecha jest względna, nie tylko uroda.

      2. Dlaczego sprawienie sobie komplementu na temat urody jest chwaleniem się, a sprawienie sobie komplementu na inny temat stwierdzeniem faktu? Czemu jeśli powiem: „bardzo dobrze piszę”, nie zostanę uznana za buca, ale jeśli z moich ust wyjdzie: „jestem ładna”, większość odbiorców uzna, że wyżej sram, niż dupę mam? Widzę ogromną różnicę pomiędzy chwaleniem się a pochwaleniem czegoś.

      3. Zaprzeczyłaś sama sobie :P Najpierw napisałaś, że „nie” (= nie każdy człowiek czuje się przynajmniej trochę ładny), a potem dodałaś „choć potrafią dostrzec w sobie coś ładnego”. To widzą w sobie coś ładnego czy nie?

      1. 1. Myślę, że każda z cech o której piszesz ma jakieś standardy, ale faktycznie uroda chyba jest najbardziej względna. Osobiście nie czuję potrzeby wypowiadania się na temat swojej publicznie (i nawet nie myślę o tym specjalnie – uważam, że jestem normalna – ani ładna, ani brzydka i raczej nikogo swoim wyglądem nie odrzucam. Może gdybym była naprawdę ładna, to bym się zastanawiała.)
        2. Komplement na inny temat też może zostać uznany za chwalenie się. Mówiąc „bardzo dobrze piszę” przy ludziach, którzy to wiedzą, jest stwierdzeniem faktu, ale jeśli mówi to osoba bez talentu, mająca jedynie wysokie mniemanie o sobie?
        3. Widzą w sobie coś ładnego np. włosy, ale w całokształcie czują się brzydcy – takie coś miałam na myśli. Czasem jedna ładna cecha nie jest w stanie zmienić ogólnego postrzegania siebie.

        1. 1. Sądzę, że aby rozmyślać nad jakąkolwiek cechą, nie trzeba mieć jej rozwiniętej w wysokim stopniu. Możesz być tylko trochę tolerancyjna albo uprzejma, a i tak się nad tym zastanawiać. Pamiętam, że pisałaś, iż nie masz czasu ani potrzeby snucia filozoficznych rozważań, więc ja bym powodu upatrywała w tym, a nie w poczuciu, że nie jesteś „naprawdę ładna”.

          2. Jak masz talent, stwierdzasz fakt. Jak nie masz, chwalisz się. Czy tak? Według mnie zaproponowana klasyfikacja nie ma sensu.

          3. Uważam, że nie ma osób, które czują się ładne w każdym elemencie ciała. Pisząc „choć trochę ładne”, miałam na myśli „ładne chociaż w jednym elemencie”.

          1. 1. Na co dzień faktycznie nie snuję filozoficznych rozważań, ale czytając Twój wpis musiałam mózg nieco uruchomić pod tym względem i do takiego właśnie wniosku doszłam ;)
            2. No tak mi się wydaje… Jak ktoś ma talent tylko wg własnej opinii i sam uważa, że pisze świetnie, a wszyscy wkoło uważają, że nędznie i taka osoba nagle powie „ale ja potrafię ładnie pisać”, no to co pomyślisz o kimś takim?
            3. Moim zdaniem, mając choć jeden ładny element, można czuć się w całokształcie brzydkim. Jak ktoś czuje się naprawdę brzydki, to co mu np. po ładnych włosach, które w mniemaniu tej osoby nic nie zmieniają w jej ogólnym wyglądzie…

            1. 1. W takim razie jest mi niezmiernie miło, że ożywiłam Twoje pokłady refleksyjności <3

              2. Pomyślałabym, że ma o sobie zbyt wysokie, błędne mniemanie. Niekoniecznie zaś, że się chwali. Chwalenie się uzależniam od tego, w jaki sposób ktoś wygłasza komunikat, a nie od treści komunikatu. Przykładowo zdanie "mam megadrogi samochód" może być chwaleniem się, ale nie musi.

              3. Zgadzam się, że można widzieć w sobie ładne elementy, ale czuć się ogólnie brzydkim. Nie chcę jednak umniejszać wagi faktu, że jednak widzi się te ładne elementy - to już coś, na czym można zacząć budować poczucie atrakcyjności.

  3. Ależ temacisko ugryzłaś..tematy niepoprawnie politycznie zawsze będą powodować lawinę komentarzy, więc powodzenia w odpisywaniu! Btw powinnaś pomyśleć o pracy felietonisty, łatwość i sprawność w poslugiwaniu się słowem pisanym- niespotykana ( ja po dziennikarstwie, pracowałam chwilę w branży i ludzie składający słowa co najwyżej poprawnie- byli uznani za dobrych, a Ty masz swój styl-niepodrabialny, rozkmiń pomysł!)
    Ale odnosząc się do samego zagadneinia:
    ”Jestem ładna, ale udaję, że nie”- ..i jeszcze cytaty! Koniecznie głębokie, nie związane z atrakcyjnością fizyczną- to też bezpieczna zasłona..
    ”Samoświadomość a atrakcyjność w oczach innych”- jest jeszcze coś takiego jak kanon, jakiś utarty wzorzec- ludzie uwielbiają kalki: porównania, zestawienia. Im bardziej się od niego odstaje- tym mniej jest się w ich oczach atrakcyjnym..
    „Nie da się żyć bez poczucia atrakcyjności” -fakt, to temat na osobny tekst ( który zapewne spłodzisz :D) ale dorzucę 1 komentarz: od początku towarzyszy nam LUSTRO. Od malutkiej osóbki:” ooo, popatrz, kto tam jest?”- mowi mama do 2-3letniego dziecka, które dostrzegło swoje odbicie ..i to lustro jest z nami już zawsze. Ludzie nie tyle żyją w poczuciu, że są chociaż trochę atrakcyjni, co -moim zdaniem- przyzwyczaili się do swojego wyglądu i nie mając możliwości zmiany tego jak wyglądają- zaakceptowali ów fakt- zadziałał instynkt samozachowawczy. O ile nie jestes milionerką mogącą pozwolić sobie na operacje/zabiegi/drogie kosmetyki itd- musisz pogodzić się z faktem, jak wyglądasz, lustro powoduje OSWOJENIE się z tym stanem rzeczy ( o ile nie jest się ofiarą wypadku, który wpłynął na wyglad ciała, nie ma się genetycznych defektów lub choroby zmieniającej ciało).
    Co do ozdabiania ciała: paradosklanie tatuaże i piercing nie zawsze stanowiły formę ozdobienia- zazawyczaj były wyrazem jakiejś kulturowej lub społecznej przynależności, często były też formą naznaczenia, np wskazania winowajcy. Aż chce się krzyknąć „o ironio!” ;)
    Chyba się rozpisałam..no nic, zostawie te literki na swoim miejscu, a odniosę się szybko do 3 podpunktów:
    1. Można mówić o sobie, że jest się ładnym, ale trzeba mieć jaja i odwagę i liczyć się z konkretnym zdisowaniem – tak jak napisałaś. Bezpieczniejsza wersja: opisać dodane selfie „dziś czuję się piękna!”- ale tu juz wchodzimy w inne zagadnienie i klasyczny przykład paradosku oraz ciche wołane o komentarz:” dziś? przecież Ty wyglądasz pieknie 24h na dobę!”. Boże uchowaj skomentowanie w stylu :” Faktycznie! Dziś jakoś wyjatkowo cudnie!” xD
    Mówić o swoim wyglądzie w superlatywach nie wypada- mega trafna uwaga. Jesteśmy krajem do bolu poprawnym politycznie w zachowaniach spolecznych i w obyczajowości- to tkwi w stereotypach i nic na to nie poradzimy. Przykład hipokryzji na hektolitry: Koleżanka- super fit świr- dodaje zdjęcie z siłki: ledwo po ćwiczeniach, więc dodatkowa pompa, focia prosto z szatni i tekst: ”kiedyś zrobię formę”. Wiedziałam, co powinnam odpisać: „niee no co Ty!Przeciez Ty JUZ masz formę!”. Ale odpisałam:”powodzenia”. O jezu, ale dałam d**y. Koniec koleżankowania się, dystans, wrogość w spojrzeniu. To nie działa. Na jej miejscu: najlepiej jest po prostu dodać piękne zdjęcie, nie opisywać i obserwować reakcje. Brak komentarza też jest reakcją- i to jedną z najbardzej wymownych. Na miejscu komentujących: napisać prawdę, po prostu. Że wygląda super, zdrowo i że widać ile pracy włożyła w swój obecny wizerunek. Czy zawsze musimy tak cholernie utrudniać sobie życie..
    2. Nigdy. Mam głęboko zakorzenione skrzywienie w psychice, byłam wyzywana od grubych słonic, miałam masę przezwisk, mama nigdy nie mówiła mi, że jestem ładna, rola ojca nie istniała ( alkohol zepsuł mu życie, świeć Panie nad jego duszą). Więc kwestia psychiki jest nierozerwalnei związana z naszym postrzeganiem siebie jako atrakcyjnych. Zmieniłam się bardzo od tego czasu, mimo wszystko nadal mam potężny kompleks „brzydkości”. Wygląd można zmienić- mózg jednak potrzebuje dużo więcej czasu na detoks.
    3. Każdy człowiek czuje, że jego wygląd jest akceptowalny, bo sam przywykł do swojego wizerunku.

    Sorki za potężny komentarz, ale i temat-gigant, cięzko przejść obojętnie lub potraktować taki wpis powierzchownie..

    1. Żeby być felietonistką, zwłaszcza popularną, musiałabym śledzić, co dzieje się w kraju społecznie, politycznie, gospodarczo, kulturalnie. W końcu coś komentować trzeba, a bieżące sprawy najbardziej przykuwają uwagę. Niestety z tym u mnie trudno. Lubię NIE WIEDZIEĆ, co się dzieje :P Niemniej dziękuję za docenienie <3

      Cytaty na zdjęciach kojarzą mi się z czasami gimnazjalnymi. Wszystkie dziewczyny robiły sobie ładne foteczki i dorzucały w Paintcie "głębokie" aforyzmy rodem z powieści Coelho. Dzizaz :P Najlepsze jest to, że wciąż mam zdjęcia z owych pamiętnych lat. Moje obecne poczucie estetyki krwawi, gdy przypadkowo na nie trafię (są w folderze z innymi zdjęciami z przeszłości).

      Bardzo ciekawa obserwacja z lustrem i przywykaniem do wyglądu. Na ile czujemy się choć trochę atrakcyjni sami z siebie, a na ile przywykamy do wyglądu i uznajemy za ładne cokolwiek, byle tylko żyło się milej? Ty opowiedziałaś się za opcją numer dwa, ja muszę jeszcze pomyśleć.

      "Tatuaże i piercing nie zawsze stanowiły formę ozdobienia- zazawyczaj były wyrazem jakiejś kulturowej lub społecznej przynależności" - kulturowej przynależności owszem, ale wciąż jako ozdoba. Tatuaże rozpatrujesz w kontekście mieszkańców Europy (np. tatuaże = oznaczenia więzienne)? Ja podczas pisania sięgnęłam do wiedzy o plemionach, do których dopiero docierali antropolodzy.

      W Twoim przykładzie "czuję się dziś piękna" zwróciłam uwagę nie tylko na DZIŚ, ale również na CZUJĘ SIĘ. Z takiego stwierdzenia również bardzo łatwo wycofać się rakiem. "No ej, wcale nie powiedziałam, że jestem ładna. Po prostu dzisiaj się taka CZUJĘ".

      "Powodzenia" hahaha <3 Jesteś moim mistrzem. 10/10. Myślę, że gdybyśmy poznały się w rzeczywistości, zostałybyśmy kumpelami. Jestem taka sama.

      Współczuję doświadczeń. O ile nie przeszłam przez to samo w domu, na pewno przeszłam przez to samo w szkole. Do dziś nienawidzę osób, które krzywdziły mnie słowami przez wszystkie lata szkolne. Nie wybaczam. Nie w takich sytuacjach. Tamte słowa zostaną ze mną na zawsze.

      "Sorki"?! Kopnę Cię. To wspaniały komentarz i bardzo, bardzo Ci za niego dziękuję.

      1. 1. Felietonista napisał kiedyś tekst nt kolekcjonowania końcówek od sznurowadeł (tych plastikowych mini rureczek)- wydrukowano go w „Wysokich Obcasach” ;] wiec niekoniecznie felieton musi dotyczyć bieżących spraw. Na prawdę uważam, że warto wysłać coś swojego do jakiejś ogólnokrajowej gazety- proba nie strzelba.

        2. Demony przeszłości ciągną się za każdym, przynajmniej co wrażliwszym osobnikiem, z reguły przejmującym się rzeczami ( lub przynajmniej niezapominającym o takowych), które przeciętna jednostka zazwyczaj olewa/puszcza w niepamięć/ nie przywiązuje wagi do. Witaj w klubie;]

        3.Myślę, że to jest wszystko powiązane i gradient między jedną a drugą opcją niezauważalnie może się zacierać. Zagadnienie jest ciekawe( idealne na felieton :P )

        4. Tatuaż z samej definicji to przede wszystkim SYMBOL, coś co miało jakoś wyróżnić daną osobę, ale nie głownie w celu estetycznym, co np. wskazać na jego umiejętności. Dlatego to ” o ironio” w moim wcześniejszym komentarzu. Tatuaż=oznaczenie.

        5. Czuję się- dokładnie! To kolejny zwrot- furtka.

        6. Vice versa z mistrzostwem ;] W Twoich tekstach odnajduję siebie w tak dużym procencie, że nawet nie napiszę, bo wyjdzie ze probuję się jakoś na siłę utożsamiać- tych zbieżności jest na prawdę masa. Prawdopodobieństwo kumpelstwa byłoby spore :D

        7. To samo. Nie ma litości dla skur..nów, jakieś granice jednak istnieją, a taka krzywda zostaje na zawsze. Można ją zagłuszyć, ale to dożywotni „kompan”, taka tykająca bomba.

        8. Wystawiam zad- dajesz tego kopa xD Czasami chyba na prawdę by mi się przydał..

        To ja dziękuję Ci za ten tekst <3 i serio zachęcam do uderzenia w krajowe gigant-medium, może jakieś kobiece czasopismo? ;]

        1. 1. Myślę, że był to wyjątek od reguły, a felietonista ów zajmował/-uje się głównie sprawami bieżącymi. To zresztą charakteryzuje felietony. Masz rację jednak, że spróbować nie zaszkodzi. Obiecuję, że pomyślę :)

          2. Wolałabym, żeby żadna z nas nie była w tym klubie, no ale skoro już jesteśmy, raźniej mieć Cię u boku.

          7. Doskonałe określenie z tykającą bombą. Nie wiem, czy masz podobnie, ale moje bomby przeszłości wybuchają, gdy mam zły okres w życiu. Szkoda tylko, że potem samoistnie się odbudowują i czekają na kolejny depresyjny czas.

          1. Mam tak samo, zly czas to rodzaj zapalnika albo odbezpieczenia ładunku. Takie życie w pozornym poczuciu zwycięstwa nad swoimi demonami. Absurdalnie- jak napisałaś- zamiast się „wypalić” to wręcz się umacniają i powracają ze zdwojoną siłą. Wredoty. Nie wiem, czy oglądałaś film „Beautiful mind- to przez wieeeele lat był moj nr 1 w top10 najukochańszych produkcji. Główny bohater oswoił swoje paranoje, towarzyszyły mu już do późnej starości, nauczył się z nimi żyć, zaakceptował. Ale do tego to chyba trzeba mięć Piękny Umysł ;) Z 2 strony..samotność raczej mu nie groziła;]

            1. Tytuł filmu znam. Sprawdziłam na Filmwebie, od którego skądinąd jestem uzależniona. Dałam 8/10, ale aż 11 lat temu. Muszę powtórzyć seans, żeby powiedzieć o wrażeniach coś więcej. Ponieważ nie wybrałam jeszcze filmu na dzisiejszy wieczór, skorzystam z Twojej podpowiedzi :)

              1. Cholera..chyba trochę zaspoilerowałam :/ Mam nadzieję, że ten drobny szczegół, o którym wspomniałam, nie zabierze Ci przyjemności z oglądania. Fajnie jest odświeżyć sobie treść filmu, często to robię, Beautiful mind widziałam 7x. Dla mnie to taki film- symbol, manifest wewnętrznego piękna..udanego seansu!

                1. Ja też należę do ludzi oglądających ulubione filmy sto razy. Niestety wczoraj seans zaczęłam po 23:00, więc wybrałam krótszy film. Ten wciągnę na dniach.

  4. Ja niewiele myślałam na ten temat, bo zawsze gdy zaczynałam, dochodziłam do wniosku, że ja tak naprawdę nie rozpatruję „ludzkiej ładności”. Jak na kogoś patrzę, mam problem z powiedzeniem, czy jest ładny. Ładny teraz, gdy patrzę? Ładny całym sobą, całą osobowością? Nie umiem odciąć charakteru od wyglądu. Ktoś może być dla mnie atrakcyjny, ale nie ładny. W pewien sposób lubię brzydotę, a to, co większość uważa za ładne jest dla mnie nudne. Czy powiem o sobie, że jestem ładna? Nie wiem. Znaczy… nie wiem, czy powiem, bo mam nadzieję, że nie jestem tak zwyczajnie, nudno ładna. A może jestem? Ale znów: ładna czyli jaka?
    Wiem natomiast jedno. Zostawiając ambitniejsze powyższe moje dziwne myśli czuję, że w Polsce jak ktoś mówi, że jest ładny, w większości innych od razu budzi to negatywne emocje i myślenie. Znam ładną dziewczynę z Ukrainy, która powiedziała, że wie, że jest ładna i chce to pokazywać też na zdjęciach i spotkała się z hejtem. Wiele osób zaczęło ją potem obgadywać za plecami.
    2. Mało odzywam się publicznie, więc nie wiem, kiedy siebie pochwaliłam za ładny wygląd. Raczej nie rozmawiam z ludźmi, ale kojarzę, że do ludzi, z których gadałam o wielu różnych rzeczach zdarzało mi się mówić, że np. dziś jestem z siebie zadowolona, z tego jak wyglądam. Tydzień temu włożyłam granatową koszulkę i powiedziałam do Mamy: „patrz, jakie w tej koszulce mam piękne, mocno niebieskie oczy, nie?” – ale… to liczy się?
    3. Nie zgodzę się. Niektórzy mogą czuć się zupełnie szpetni i wpadać w depresję, ale według mnie taki stan jest chorobowy, bo w każdym coś ładnego na pewno można znaleźć. A takie osoby, któe nie czują się ANI TROCHĘ ładne prawdopodobnie mają zaburzoną percepcję świata, siebie itd.

    1. Nie mam problemu z odcięciem atrakcyjności wizualnej od atrakcyjności charakteru, a także od atrakcyjności ogólnej (i wielu innych). Mam znajomych, których baaardzo lubię, ale ich wygląd mnie brzydzi. Po prostu. Przykładowo w liceum miałam bardzo dobrego kolegę, obok którego ledwo mogłam usiedzieć. Tyle że to może być kiepski przykład, ponieważ u niego dochodził problem higieny osobistej. W teraźniejszości również mam znajomych, których uważam za bardzo brzydkich, ale cudownych pod względem charakteru. Ponieważ to relacje wyłącznie koleżeńskie, nijak mi ów fakt nie przeszkadza. Na temat siebie też mam odrębne opinie. Inaczej oceniam charakter, inaczej inteligencję, inaczej wygląd etc.

      Biedna koleżanka z Ukrainy. Uszanowanie za umiejętność powiedzenia, iż wie, że jest ładna. Szkoda, że zderzyła się z typowymi zawistnymi Polaczkami.

      Bardzo podoba mi się Twój komentarz o oczach. Myślę, że się liczy :) Nie trzeba pisać hymnów pochwalnych na temat całego siebie. Nie wiem zresztą, czy istnieją osoby zadowolone z absolutnie każdego elementu ciała. Dobrze dostrzegać piękno detali. Nie pamiętam, czy Ci o tym pisałam na Facebooku, ale uwielbiam moje kostki przy dłoniach. Uważam, że są piękne.

      Osób chorych nie brałam pod uwagę, bo – jak napisałaś – mają zaburzone postrzeganie świata.

  5. 1. W Polsce nie wypada mówić, że jest się ładnym. No chyba że jest się 2-3 letnią dziewczynką, wtedy jeszcze zostanie to wybaczone. W innych przypadkach zostanie się oskarżonym o narcyzm, brak wychowania, zadufanie w sobie lub kompletny brak zalet umysłu.
    Co więcej mam wrażenie, że nie wypada mówić komuś wprost , że jest ładny, szczególnie osobie tej samej płci. Komentarz „śliczna sukienka” czy „fajna szminka” jest ok, ale powiedzenie w tej samej sytuacji „masz piękną figurę” czy „twoje usta są idealne” może już zostać odebrany jako próba poderwania. Zaś gdy użyjesz przymiotniki typu: „atrakcyjny”, „seksowny”, „uwodzicielski”, niektórzy mogą to uznać wręcz za napastowanie seksualne.
    2. Nigdy w życiu na trzeźwo nie powiedziałam o sobie że jestem ładna, nie skomplementowałam nawet pojedynczego fragmentu mojego ciała. Podpitej zdarzy mi się odpowiedzieć „wiem, też je lubię” ja komplement wobec moich oczu i ust. Po cichu przed lustrem, od niedawna sama sobie potrafię powiedzieć, że niebrzydka ze mnie kobieta… ale tylko po cichu i w samotności.
    3. Nie umiem odpowiadać za wszystkich ludzi. Natomiast na własnym przykładzie wiem, że można czuć się absolutnie nieatrakcyjnym fizycznie, samemu w sobie budzić odrazę, do tego stopnia, że widząc własne odbicie w lustrze chce się człowiekowi płakać, a nawet nie mogąc tego widoku znieść usuwa się lustra ze wszystkich miejsc, nawet z łazienki. Przejście od takiego stanu do samoakceptacji, a następnie do dostrzegania w sobie choć drobnych oznak „ładności” to długa droga, pełna pokonywania kłód podświadomości, która mówi, że to zarozumiałość mówić o własnej atrakcyjności.

    1. 1. Otóż to. Kładę nacisk zwłaszcza na ostatnie: „kompletny brak zalet umysłu”. W Polsce osoba, która mówi, że jest ładna, to osoba głupiutka. Nawet nie głupia, tylko właśnie głupiutka. Infantylna, niepoważna i niewiedząca, co w życiu ważne. Mądra osoba nie skupia się na wyglądzie, tylko na tym, co ma w głowie. (A do drogerii, fryzjerów, kosmetyczek etc. najwyraźniej chodzą tylko idioci).

      Ooo, świetna obserwacja i w pełni się z nią zgadzam! Czasem zaczepiam w sklepie albo na ulicy kobiety i mówię im, że mają ładne ubrania, fryzury, paznokcie itd. Zawsze są to szczere komplementy. Mama nauczyła mnie, żeby tak robić, bo jeśli zatrzymam miłą obserwację dla siebie, ani ja na niej nie skorzystam, ani obiekt obserwacji. Jeżeli zaś powiem, mogę poprawić obcej osobie humor. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co by było, gdybym pochwaliła nieznajomą dziewczynę na ulicy za seksowne usta albo zgrabną pupę.

      2. To przez kulturę i wychowanie. Mam nadzieję, że Polska kiedyś stanie się NAPRAWDĘ otwarta, a nie na niby i na pokaz.

      3. Niezmiernie mi przykro o tym czytać. Sama jestem osobą, która przez większą część każdego miesiąca rozbiera się do kąpieli tyłem do lustra, żeby tylko na siebie nie spojrzeć. Po kąpieli ręcznik, piżama i dopiero można się zająć twarzą. Jest mi z tym źle i chciałabym to zmienić, ale nie potrafię. Myślę, że Twój przeszły stan można podciągnąć pod to, o czym napisała Kimiko, czyli zaburzenia. Nie uwzględniłam ich w założeniu, że każdy czuje się choć trochę atrakcyjny. Za punkt wyjściowy przyjęłam poprawny stan zdrowia. Jeżeli jednak mam poszerzyć zbiór o WSZYSTKICH ludzi, wówczas zgadzam się, że nie każdy widzi w sobie przynajmniej odrobinę piękna.

      1. 1. Obcej kobiecie nigdy czegoś takiego nie powiedziałam. Kilka razy, za czasów studenckich skomplementowałam w ten sposób koleżanki, które były absolutnie nieświadome swojego seksapilu i piękna. Łatki osoby homoseksualnej (tylko żyjącej w szafie) trudno było się pozbyć przez dłuższy czas.
        2. Oprócz wychowania i kultury -niskie mniemanie o własnej powierzchowności.
        3. W życiu nie podejrzewałabym , że osoba potrafiąca prawie nago pozować do artystycznych zdjęć, może jednocześnie nie chcieć widzieć swojego ciała w codziennych sytuacjach . :O Zawsze myślałam, że dotyczy to tylko osób , powiedzmy „porządniej zbudowanych”… Ja dalej unikam widoku swojego ciała, ale przestało mnie już tak emocjonować to jak ono wygląda, co niestety nie znaczy, że je akceptuje. I jednego po wielu latach zmagania się z tym jestem pewna – akceptacja ciała jest niezależna od jego rozmiaru – przynajmniej w moim wypadku. Ważąc 80kg byłam momentami nawet bliższa samoakceptacji niż w niektórych momentach ważenia 45kg. Zmienić somę jest wiele łatwiej niż psychę.
        Wg mnie Twoje ciało jest piękne, drobne, idealnie skrojone … ale o tym już nie raz pisałam Ci na insta ;)

        1. Na sesjach traktuję ciało jako materiał pracy. Nie czuję wstydu, kiedy się rozbieram (nierzadko jestem zupełnie naga), ani też nie dodaję zdjęć do internetu pod kątem tego, że wyszłam szczupło czy seksownie. Zdjęcie ma mi się podobać jako efekt całościowy i obiekt estetyczny (sztuka). Ciało w sytuacji prywatnej to zupeeeeeełnie inne ciało. Masz rację, że samoakceptacja nie ma związku z tym, jak wyglądamy, tylko z psychiką.

          Dziękuję :)

  6. Nigdy się nad tym tematem nie zastanawiałam. To jak ja siebie postrzegam zależy od dnia. Raz myślę nie jest nawet tak źle patrząc w lustro. A kiedy indziej Boże … nad czym ja się zastanawiam zostanę starą panną ….

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.