Mieszko, praliny o smaku marcepanu ze śliwką Marzipan with Plum Flavour

We wczesnym dzieciństwie, kiedy mieszkałam w domu jednorodzinnym z rodzicami i dziadkami (i milionem zwierząt), jednymi z moich ulubionych słodyczy były praliny czekoladowe w złotkach zakręcanych u góry. Zawsze było ich mnóstwo w barku dziadka, z którego znikały w tajemniczych okolicznościach, zupełnie niezwiązanych z moim zakradaniem się do dziadkowego pokoju.

Pralinki z dzieciństwa prawie na pewno były produktami marki Solidarność. Wydaje mi się, że pochodziły z kolekcji Złote Praliny. W pamięć zapadły mi szczególnie warianty z kremowym nadzieniem i okrągłymi chrupkami na górze bądź całym orzechem laskowym wtopionym środek, mmm. Choć niewątpliwie każda firma może produkować podobne, praliny marki Mieszko – w tym limitowane (?) praliny o smaku marcepanu ze śliwką od Marthy (dziękuję!) – wydają mi się zaledwie podróbką.

Mieszko, praliny o smaku marcepanu ze śliwką Marzipan with Plum Flavour, copyright Olga Kublik

Mieszko praliny o smaku marcepanu ze śliwką Marzipan with Plum Flavour

Mieszkowe czekoladki Marzipan with Plum Flavour urzekły mnie pięknym opisem będącym wyrazem szacunku dla języka polskiego: praliny w czekoladzie o smaku marcepanu z śliwką. Uwielbiam, gdy ze opisem jest wszystko we porządku. W dalszej kolejności pralinki porwały moje serce składem. Tytułowego marcepana jest aż 0,5%, a składają się na niego migdały, cukier, woda i syrop cukru inwertowanego. Z kolei śliwka nie jest śliwką, lecz wyrobem powstałym z mariażu przecieru i soku. Ach, byłabym zapomniała – owa śliwka zajmuje tylko 15% nadzienia śliwkowego. Skromność i oszczędność to złote cechy ludzkie!

Praliny o smaku marcepanu ze śliwką Marzipan with Plum marki Mieszko dostarczają 532 cal w 100 g.
1 pralinka Mieszko marcepan ze śliwką waży ok. 13 g i zawiera 69,5 kcal.

Mieszko, praliny o smaku marcepanu ze śliwką Marzipan with Plum Flavour, copyright Olga Kublik

Eleganckie, stylizowane na ekskluzywne praliny o smaku marcepanu ze śliwką marki Mieszko pachną ciemną czekoladą. Wyraziście kakaową, ale bardzo słodką. Po przekrojeniu pralinki uwydatnia się zapach… sraty-taty. Aromat nie zmienia się ani odrobinę. Oczekujecie tytułowego marcepana? Śliwek? Obniżcie oczekiwania, bo z obecną postawą roszczeniową donikąd nie dojdziecie!

Po przekrojeniu pralinki dokonacie za to odkrycia innego rodzaju. Otóż nie ma co liczyć na marcepan z śliwką. Ani marcepan ze śliwką. Ani nawet ze śliwkowym dżemorem. Półpłynny żel – oto, co otrzymacie.

Mieszko, praliny o smaku marcepanu ze śliwką Marzipan with Plum Flavour, copyright Olga Kublik

Praliny o smaku marcepanu ze śliwką pokrywa gruba czekolada. Rozpuszcza się łatwo i szybko. Jest gęsta i bardzo pylista. Nie myślcie jednak, że po wstępnej gęstości przeistacza się w bagienko. Nic z tego. Znika, ot co. Daje się poznać jako śliska. Smakuje przyzwoicie kakaowo, jest też sympatycznie cierpka. Niestety Mieszko zasypał ją ordynarnym cukrem, w końcu to wyrób dla mas, a masy lgną do cukru.

Cudowne naturalne śliwki Żel smętnie spływający z górnej partii czekoladki jest lepki, kleisty, aksamitny i zagęszczony. Zawiera jajowate zero kawałków owoców. Przypomina klej w płynie (którego skądinąd nigdy nie znosiłam; klej w sztyfcie rządzi!). Zdecydowanie nie jest śliwkowy, lecz o smaku śliwek.

Jeżeli kochacie marcepan, praliny o smaku marcepanu ze śliwką Mieszka wyrzućcie przez okno bez otwierania. Dolne nadzienie to żaden marcepan, a ziarnisto-proszkowaty, tłusty, twardawy i zwarty krem. Żeby było jasne: nie budzi zgrozy, niemniej w konsystencji przypomina marcepan mniej więcej w 0%. Pocieszenie stanowi fakt, że przynajmniej dobrze udaje jego smak.

Mieszko, praliny o smaku marcepanu ze śliwką Marzipan with Plum Flavour, copyright Olga Kublik

Marzipan with Plum Flavour to praliny z dolnej półki środkowej części regału. Nie znajdziecie w nich ani marcepana (w smaku owszem, ale to efekt aromatu), ani śliwek. Lepki żel owocowy wprowadza cukrowość i goryczkę, cała reszta zaś podbija cukrowość. Nawet ciemna czekolada, która powinna równoważyć słodkie wnętrze i stanowić przeciwwagę dla z natury słodkiego marcepana.

Nie mogę powiedzieć, że praliny o smaku marcepanu* ze śliwką Mieszka są złe. Ani że dobre. To czekoladki zupełnie żadne. Jeśli interesuje was bezrefleksyjna degustacja, sprawdzą się doskonale.

* Za każdym razem, gdy pisałam marcepanu, trafiał mnie szlag. Taka odmiana rzeczownika marcepan jest oczywiście poprawna, ale nie mogę jej znieść. Stosowałam ją z uwagi na oryginalny zapis Mieszka.

Ocena: 3 chi


Skład i wartości odżywcze:

Skład: czekolada (49%) [cukier, miazga kakaowa, tłuszcze roślinne (palmowy, shea, sal, z ziarna mango) w zmiennych proporcjach, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, emulgatory: lecytyny (z soi) i E476, stabilizator: E 492; aromat], nadzienie śliwkowe (18%), [syrop glukozowy, cukier, śliwka (15%) (przecier śliwkowy 9%, sok śliwkowy z zagęszczonego soku 6%), substancja utrzymująca wilgoć: sorbitole, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, kwas winowy; koncentrat soku z czarnej marchwi, aromaty, substancja zagęszczająca: pektyna], tłuszcz roślinny (palmowy, shea), cukier, serwatka w proszku (z mleka), maślanka w proszku (z mleka), mleko pełne w proszku, marcepan (0,5%) (migdały, cukier, woda, syrop cukru inwertowanego), emulgator: lecytyny (z soi); aromat. Czekolada: masa kakaowa minimum 43%. Czekolada oprócz tłuszczu kakaowego zawiera tłuszcze roślinne. Może zawierać orzeszki arachidowe i inne orzechy, jaja, pszenicę.

Kalorie w 100 g: 532 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 32 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 18 g), węglowodany 56 g (w tym cukry 51 g), białko 4,5 g, sól 0,8/0,08 g.

11 myśli na temat “Mieszko, praliny o smaku marcepanu ze śliwką Marzipan with Plum Flavour

  1. W takim razie nie kupuj letnich limitek. Agrest jest pyszny lecz konsystencja tej praliny będzie taka sama. Druki smak chyba brzoskwinia? Morela ? Cholera nie wiem nawet co zjadłam ;) jest zbity niczym krochmal ale miękki nie twardy ;) jednak strasznie przesłodzony
    Te jadłam dopiero po tym jak Ci wysłałam paczkę. Inaczej szkoda by mi było miejsca na nie….

    1. To są cukierki, więc nawet gdybyś napisała mi, że zasługują na unicorna, nie kupiłabym :P

      Cóż, Mieszko się nie popisał.

  2. Ech, a jak zobaczyłam tytuł to zapowiadało się tak dobrze… :(
    W dzieciństwie też jadałam takie zakręcone pralinki, ale wydaje mi się że wtedy to były takie z kremowym nadzieniem orzechowym albo kokosowym… Ale ledwo to pamiętam, to nie są cukierki które kojarzą mi się z dzieciństwem :p
    Koncepcja takiego dżemoru w sumie bardzo mi się podoba, bo przypomina mi przekrój truskawkowej czekolady Wedla, tylko w ciemniejszych kolorach. Jeżeli choć trochę czuć śliwki to w sumie na plus, choć oszczędność producenta jest naprawdę godna… hmm, sama nie wiem czy bardziej podziwu czy pożałowania :D najbardziej oczywiście liczyłam na marcepan, no ale… Ech. Cóż mi po jakimś kremie o smaku? Niech lepiej marcepan z śliwką pójdzie trochę się doedukować ^^
    Kto normalny używał kleju w płynie? xD only klej w sztyfcie!! :D

  3. Wygląda atrakcyjnie, ładnie, ale to Twoja zasługa, bo sama ta pralinka się nie fotografowała. :P

    „Jeśli kochacie marcepan…” – westchnęłam. Kochałam, teoretycznie lubię, nuty uwielbiam, a praktycznie przejadł mi się i znudził. Gdyby to była czekolada dobrej jakości, trafiając na taki krem, pewnie obecnie nawet nie miałabym nic przeciwko. Żel jak klej z kolei obecnie budzi zgrozę, bo mam traumę po paru czekoladach z płynnym wnętrzem, więc nawet gdyby to była czekolada najwyższej jakości, nie chciałabym jej.
    A że to pralinka z niższej średniej półki… To rozumiesz chyba, że muszę wynająć jakiegoś tira, by przewieźć zapas, po który niedługo ruszam do sklepów, nie?

    PS Przypomniało mi się, jak w podstawówce inne dzieci kupowały prawie hurtowo jakieś kwaśne żele do jedzenia. Ugh. Jeden biedny dzieciak nigdy nie miał kasy i próbował parę razy lizać klej z tubki. I tak był obleśny, ale jak to sobie przypominam, to… ech, dlaczego przy jedzeniu. :<

    1. <3

      Pomogę Ci z organizacją tira. Dołożę nawet drugi od siebie.

      Kwaśnego żelu nie pamiętam, ale kupowałam kwaśny spray na język w różnych smakach, np. jabłkowy, colowy.

      1. Były w tubkach stylizowanych na kremy do rąk. Fu, trafiło, że mnie i kremy odpychają, haha.

        Ja takie widziałam! I czerwone. Raz chyba jakiś próbowałam, ale ogólnie nie dostawałam kasy na takie rzeczy.

        PS Spróbowałam drożdży! U ojca. Cholera, to ma w ogóle konsystencję jak kremy z niektórych tanich czekolad, co ja nazywam zawsze „miękką margaryną” i dodaję epitety „maziste, oleiste”, czasem proszkowe. Ach, te odkrycia. A i posmak… i wszystko jasne!

          1. Drożdże czyste niedobre. Ale… w czekoladzie już by zależało od natężenia. Jako odległa nuta w ciemnej? Mogłyby mi pasować (zależy od nut otaczających). Posmak drożdży w nadziewanej? Fu! To tak, jak moje smakowite nuty są fu dla Ciebie, a Barony – czuję, że podobne aromaty nawet w nich wyczuwamy itp., ale Ty odbierasz je pozytywnie, a mnie od inch odpycha.
            Bardzo, bardzo drożdżowa konsystencja – okropność, ale taka trochę drożdżowa jakiegoś kremu jest zdecydowanie lepsza od oleistej tłustości.

  4. Ja wielka fanka marcepanu ,ciesze się ,ze na to ustrojstwo nie trafiłam bo pewnie bym sięgnęła po kilka sztuk.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.