Mieszko, praliny o smaku adwokatu Advocat Flavour

Mimo iż przez problemy z żołądkiem alkohol piję ultrarzadko – a jeśli już, wybieram białe wino wytrawne albo piwo – do moich ulubionych likierów należą klasyczny Sheridan’s, irish cream i adwokat. Ostatni z wymienionych zaszczycał moją gardziel w czasach pełnego zdrowia najczęściej. Kocham jego gęstość, słodycz wymieszaną ze spirytusowym szczypaniem języka i obłędną słodkojajeczność żółtek.

Z uwagi na sympatię żywioną do adwokata przychylnym wzorkiem spoglądam na wszystkie nadziewane nim słodycze, nawet cukierki na wagę (choć tych ostatnich nie kupuję ze względu na rozmiar). Praliny o smaku adwokatu od Mieszka to pozornie idealni przedstawiciele gatunku słodyczy doskonałych. Za możliwość ich spróbowania dziękuję darczyni, czyli Marcie.

Mieszko, praliny o smaku adwokatu Advocat Flavour, copyright Olga Kublik

Mieszko praliny o smaku adwokatu Advocat Flavour

Przez wzgląd na obfitą przesyłkę od Marthy i konieczność szybkiego zjedzenia tego, co nie może czekać do wiosennych upałów, w krótkim czasie zawiodło mnie kilka rodzajów czekoladek Mieszka. Tak oto oficjalnie straciły opinię dobrych słodyczy (cieszę się z weryfikacji). Nie mogę im jednak odmówić pięknego wyglądu. Praliny adwokatowe mają schludny, minimalistyczny design. Są pełne nadzienia. Nie ma mowy o skąpstwie producenta. A przynajmniej ilościowym, wszak jakość…

Praliny o smaku adwokatu Advocat Flavour marki Mieszko dostarczają 517 cal w 100 g.
1 pralinka Mieszko adwokat waży ok. 13 g i zawiera 67,5 kcal.

Mieszko, praliny o smaku adwokatu Advocat Flavour, copyright Olga Kublik

Praliny o smaku adwokata pachną ciemną czekoladą i… hmm, wcale nie tytułowym adwokatem. Według mnie to raczej Marc de Champagne, znany chociażby z doskonałych czekoladek Truffel Marc de Champagne Niedereggera. Mimo iż niezgodny z nazwą, aromat wydaje mi się urzekający.

Mieszko, praliny o smaku adwokatu Advocat Flavour, copyright Olga Kublik

Cenicie walory ciemnej czekolady, zwłaszcza niską słodycz? Nie liczcie zatem, że praliny adwokatowe Mieszka przypadną wam do gustu. To kolejne czekoladki, które uczestniczą w konkursie na najszybsze zirytowanie odbiorcy morderczym poziomem cukrowości. Polewa jest kakaowa i cierpkawa, ale co z tego? Rozpuszcza się ślisko i gęsto, by tuż potem zniknąć. Droczy się z degustatorem, dając nadzieję na bagienko, lecz koniec końców ją odbiera. Pylistość przekracza granicę przyzwoitości.

Czekoladki z adwokatem wypełnia krem mięciuteńki, acz na tyle zwarty i gęsty, że można zgryźć całą grubą czekoladę z zewnątrz, a on pozostanie niemal nienaruszony (dowód na zdjęciu). Jest lepki, kleisty. Podczas gdy czekolada straszy proszkowatością, krem dokłada do pieca irytacji cukrową ziarnistość. Smakuje żółtkojajecznie, spirytusowo i słodko, czyli adekwatnie do nazwy.

Mieszko, praliny o smaku adwokatu Advocat Flavour, copyright Olga Kublik

Praliny o smaku adwokata Mieszka cierpią na tę samą przypadłość, co ich siostry i kuzynki. Są nijakie i do bólu przeciętne. Ani dobre, ani niedobre. Smakują w porządku, ale niczym się nie wyróżniają. Konsystencją nie obrzydzają, jednak nie zachęcają do sięgnięcia po kolejną porcję.

Uważam, że czekoladki adwokatowe Mieszka to typowe cukierki na wagę z marketu. Jeśli chcecie, żeby ładnie wyglądały w miseczce poczęstunkowej… Jeśli macie zamiar zaprosić (nielubianych) gości i podać im cokolwiek, byle zawierało cukier… Jeśli sami przedkładacie bezrefleksyjne degustacje ponad rozkładnie słodyczy na części i analizowanie smaku (to nie obelga!) – sprawdzą się świetnie.

PS Pisząc recenzję pralinek o smaku marcepanu Mieszka, irytowałam się słowem marcepan (i dalszą częścią opisu: z śliwką). Z kolei tworząc tekst o pralinkach o smaku adwokatu, denerwowałam się na wyraz adwokat. Dlaczego producent wybrał formy rzeczowników (przypominam: w dopełniaczu), których nie mogę znieść?! Pamiętajcie jednak, że słowa zostały odmienione poprawne. Można mówić: marcepana marcepanu oraz adwokata adwokatu (uwaga: w przypadku zawodu tylko adwokata).

Ocena: 3 chi


Skład i wartości odżywcze:

Skład: czekolada (49%) [cukier, miazga kakaowa, tłuszcze roślinne (palmowy, masłosz, mango, sal) w zmiennych proporcjach, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, emulgatory: lecytyny (z soi) i E476, stabilizator: E 492; aromat], syrop glukozowy, tłuszcz roślinny (palmowy, masłosz), cukier, alkohol etylowy (3,6%), serwatka w proszku (z mleka), laktoza, białka mleka, śmietanka w proszku, częściowo odtłuszczone mleko w proszku, żółtko jaja w proszku (0,6%), substancja utrzymująca wilgoć: sorbitole, tłuszcz mleczny, emulgator: lecytyny (z soi), aromat. Czekolada: masa kakaowa minimum 43%. Czekolada oprócz tłuszczu kakaowego zawiera tłuszcze roślinne. Może zawierać orzeszki arachidowe i inne orzechy, zboża zawierające gluten.

Kalorie w 100 g: 517 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 28 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 16 g), węglowodany 54 g (w tym cukry 49 g), białko 3,9 g, sól 0,03 g.

13 myśli na temat “Mieszko, praliny o smaku adwokatu Advocat Flavour

  1. Czy ja dobrze rozumiem, że wolisz odmianę ‚adwokata i marcepana’ od ‚adwokatu i marcepanu’ ? Dla mnie ta pierwsza wersja brzmi strasznie, brrr.

  2. O ile słodkości o smaku adwokata całkiem lubię (ostatnio coraz bardziej), tak samego adwokata nigdy nie piłam :p Z tej serii czekoladek chyba jadłam ten smak i był całkiem ok, ale wtedy jeszcze nie rozkładalam słodyczy na czynniki pierwsze do recenzji, więc nie zwróciłam uwagi na konsystencję. Z tych pralinek bardziej smakowała mi orzechowa, pistacjowa, kokosowa i marcepanowa (bez śliwki!). Adwokat był niestety gdzieś na końcu stawki ;p ale i tak wyprzedził rumową, wiśniową i brandy & Orange :D

  3. Śmieję się ze zdania: „Kocham jego gęstość, słodycz wymieszaną ze spirytusowym szczypaniem języka i obłędną słodkojajeczność żółtek.”, bo wymieniłaś w nim dokładnie to, za co adwokata nienawidzę. Streściłaś to po prostu pięknie, zwłaszcza te „słodkojajeczność żółtek” – ostatnio czułam to w jednej nadziewanej czekolady (nie była alkoholowa) i… aż mnie w końcu od tego zemdliło. Na te wyszczególnione cechy psychika mi aż na fizyce osiada. :> Mama jednak interesuje się większością słodyczy w tym wariancie.

    Że nawet zapach nie taki, jak trzeba? Może, skoro to Mieszko, nie ma co się dziwić.
    Śliska i gęsta polewa… może akurat te cechy by mi aż tak nie przeszkadzały? Aż nie wierzę, że to piszę. Chociaż… w takiej pralince pewnie wszystko by mi przeszkadzało, więc piszę to tak trochę na luźno. Ostatnio uzmysłowiłam też sobie, że dopóki czuję odpowiednią cierpkość i goryczkę kakao, jestem bardziej wytrzymała na wysoką słodycz, w momencie gdy wysoka słodycz + prawie brak kakao (często w mlecznych) odbieram jako męczącą i „bez sensu jeść”. Oczywiście nie mówię o produktach, które właśnie aż mordują cukrem, bo takie w większości są złe i koniec.
    Zastanawiałam się, czym wnętrze będzie walić. Zaskoczyłaś mnie.

    Podoba mi się takie „PS”. Swoją drogą, wyjątkowo nie podoba mi się forma „marcepana”, a z „adwokatem” jest mi obojętne.

    1. W takim razie ja też się odniosę do fragmentu Twojej wypowiedzi, który jest idealnym przeciwieństwem moich poglądów. Chodzi o: „Ostatnio uzmysłowiłam też sobie, że dopóki czuję odpowiednią cierpkość i goryczkę kakao, jestem bardziej wytrzymała na wysoką słodycz, w momencie gdy wysoka słodycz + prawie brak kakao (często w mlecznych) odbieram jako męczącą i „bez sensu jeść”.”. Mogę jeść przesłodzone mleczne czekolady bez odczuwalnego kakao i wystawiać im wysokie oceny w związku ze szczerą przyjemnością. Z kolei kiedy ciemna czekolada jest choć odrobinę za słodka, czuję gigairytację. Z tego powodu nie cierpię czekolad deserowych.

      1. Wiem, wiem. Tylko że u mnie to się wiąże z tym, że w sumie nie odczuwam potrzeby jedzenia słodyczy, lubię czuć kakao, stąd i to, że chodzi mi o kakao. Ale „nie odczuwam potrzeby” tak ogółem, jak trafia się coś słodkiego, smaczne i nawet nie kakaowego to czasem miło coś takiego dla odmiany zjeść.
        Czekolady ciemne o niskiej zawartości jem przeważnie z dodatkami, więc aż tak nie irytuję się na cukrowość, bo uwaga rozchodzi się też na dodatki. Te takie droższe mają tyle nut, ta słodycz nie jest chamska to z nimi też sprawa wygląda inaczej. Jak jednak próbuję takie tzw. „deserowe” to niezbyt mi podchodzą. Stąd i niechęć do podziału na „gorzkie” i „deserowe”. Wolę jednak przesłodzoną, smaczną 60 % niż zasładzającą białą z wanilią, mimo że mogłabym je ocenić np. kolejno 6/10 i 8/10. Po prostu lubię smak kakao, nawet w parze z cukrem, ale ciemna nie powinna być tak przecukrzona i moja przyjemność z jedzenia jest umiarkowana, a białej jako czysta słodycz… czasem nie widzę sensu jedzenia, wolę sobie zjeść coś innego, ale potrafię docenić, że np. jest dobrze zrobiona. Taką mogę spróbować, trochę zjeść, ale nie za dużo, bo mnie nudzi i fizycznie męczy (nie lubię drapania w gardle itp.). Z kakao to nawet drapania w gardle aż tak bardzo nie czuję, częściej jako lekkie drapanie w gardle + przyspieszone bicie serce.

        1. Nie miałam pojęcia, że w Twoim jedzeniu czekolad chodzi głównie o kakao. Że ono niejako stanowi warunek udanej degustacji. Interesujące.

          1. A o co miałoby chodzić? To właśnie z kakao przecież płyną wszelkie nuty.
            W sensie np. „nuta wiśni z kakao” nigdy nie będzie tym samym co „nadzienie wiśniowe” albo „nuta śmietanki z kakao” to też nie czekolada śmietankowa.

  4. Ja kiedyś lubiła czekoladki z adwokatem ,nie pamiętam co to była z firma one były w sreberkach nie w takich szeleszczących papierkach i i były smaczne . Ale od jakiegoś czasu nie smakują mi słodycze z alkoholem a kiedyś lubiłam .

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.