Reflexia – Infinity Room we Wrocławiu (i inne atrakcje lustrzane)

Wyszukiwanie ciekawych, magicznych miejsc we Wrocławiu to moja specjalność. Nie chodzi o knajpy, kluby muzyczne, sklepy czy atrakcje, jakich wokół pełno (tysięczny escape room na nikim nie robi wrażenia). Prawdę mówiąc, w wyszukiwaniu właśnie wymienionych jestem kiepska. Słowo-klucz stanowi określenie magiczne. Jeśli traficie w miejsce, w którym mieni się od światełek, kolory są nieziemskie, sceneria wygląda jak z bajki albo można przeżyć coś nietypowego i nowego, prawdopodobnie już w nim byłam.

Na początku czerwca zawiesiłam oko na wzmiance o niedawno otwartej we Wrocławiu atrakcji. Do kliknięcia linku przekonało mnie zdjęcie reklamowe (mnóstwo światełek na ciemnym tle niczym w kosmosie), a zainteresowanie podtrzymała nazwa: Reflexia. Nie znalazłam wiele informacji na jej temat. Żadnego porządnego opisu. Skromna strona internetowa i kilka równie skromnych postów na Facebooku, że właśnie otwarto i zapraszamy. Mogłam: 1) zaryzykować i co najwyżej poczuć rozczarowanie, albo 2) pozbawić się szansy na świetne przeżycie. Kiedy w grę wchodzą światełka, wybór jest oczywisty.

Reflexia we Wrocławiu; atrakcje wrocławskie; Dworzec Świebodzki

Czym jest Reflexia we Wrocławiu?

Na wyprawę do Reflexii zaprosiłam koleżankę, Izę. Umówiłyśmy się w pierwszym wolnym terminie nieopodal atrakcji, czyli przy Dworcu Świebodzkim. Miejsce oznaczone jest kiepsko, ale jeśli wpiszecie adres w GPS, traficie bez trudu. Trzeba zejść po podejrzanych schodkach i trafia się… no właśnie, dokąd?

Reflexia okazała się nieprzesadnie dużą salą podzieloną na sekcje. Przypomina sieciowy sklep odzieżowy, który ma kasę w centrum przedniej części, podczas gdy po bokach rozciągają się działy damski i męski. Wystawione w sali atrakcje, opierające się na różnych sztuczkach lustrzanych, znajdują się na i przy ścianach. Niektóre to po prostu specjalnie przygotowane lustra, np. zniekształcające, odbijające patrzącego na odwrót czy zmieniające kolor, inne zaś konstrukcje zbudowane z luster.

Jakie atrakcje znajdują się w Reflexii?

Zgodnie z mapką w Reflexii znajduje się osiemnaście rodzajów atrakcji:

✶ pokój Zamiany twarzy – tu stoją dwie konstrukcje. Jedna miksuje twarze i sylwetki odwiedzających w pionie, druga w poziomie. To zabawna atrakcja,

✶ Krzywe zwierciadła – na atrakcję składają się cztery lustra wiszące na początku trasy zwiedzania. Są podłużne i odbijają całą sylwetkę. Zniekształcają osobę patrzącą. Znam je z wesołych miasteczek, więc nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Oczywiście zdjęć nie omieszkałam wykonać,

✶ Portal – to jedyna atrakcja, która według mnie nie wyszła. Lustra wiszące naprzeciwko siebie powinny powielać osobę, która między nimi staje, tymczasem patrzący zasłania sobie… sobą, i po zabawie,

✶ Okładka z gazety – cztery lustra do zdjęć typu selfie ozdobione zostały tak, by patrzący mógł się poczuć jak bohater poważnego, liczącego się w danej branży magazynu,

✶ Kalejdoskop – jedna z moich ulubionych atrakcji (Najlepsza Atrakcja Numer Cztery), jako że w dzieciństwie kochałam kalejdoskop otrzymany w spadku po starszym ode mnie synu sąsiadów. Żeby z niego skorzystać – z kalejdoskopu! – i zyskać świetne zdjęcie, trzeba poprosić o pomoc drugą osobę,

Reflexia we Wrocławiu; atrakcje wrocławskie; Dworzec Świebodzki

✶ Kolaż luster – lustra z filtrami. Można przejrzeć się w różnych wydaniach a la instagramowych bez włączania Instagrama. Ekscytacji nie dostarczają, niemniej są okej,

✶ Lustra ozdobne – nic nadzwyczajnego, po prostu lustra wycięte w ciekawych kształtach. Ładnie wyglądałyby na domowej ścianie, aczkolwiek są niepraktyczne,

✶ Akwarium – gratka dla najmłodszych odwiedzających. Akwarium z rybami, które można policzyć, by wygrać darmową wejściówkę do Reflexii. Uwaga: szansa jest tylko jedna, a lustro płata figle,

✶ True Mirror – lustrzana zagadka, którą z własnej winy pominęłyśmy. Po jednej stronie ukazany został przykład z karetką pogotowia mającą napis AMBULANS. Po drugiej można było zobaczyć siebie z zamianą stron twarzy. Szkoda, że nie poświęciłam tej konstrukcji więcej czasu,

✶ Infinity Box Lego & Infiniti Box Neon – pokój lego przypadł mi do gustu średnio, ale noenowy uważam za Najlepszą Atrakcję Numer Trzy. Oglądaliście film Cube z 1997 roku? Kocham go i znam na pamięć. W kostce Infinity Box Neon czułam się jak w owym filmie. Co nie wróżyło dla mnie zbyt dobrze…

 

✶ Infinity Box Disco – zdecydowanie jest to dla mnie Najlepsza Atrakcja Numer Dwa. Dużo światełek, kolorów, luster – tak, jak lubię. Na dodatek można włączyć tryb migoczący na podobieństwo lampek choinkowych, choć nie tak intensywnie, szybko i drażniąco,

✶ Dark Room – skoro coś jest najlepsze, inne coś musi być najgorsze. Niestety Dark Room oceniam nisko; jest tylko odrobinę lepszy od nieudanego Portalu. Ale! Przyznaję bez bicia, że nie przeczytałyśmy z Izą wręczonej ulotki i nie stanęłyśmy w rogu pokoju. Jak to mawia mój tato, następną razą,

✶ Infinity Room – atrakcja sztandarowa i reklamująca Reflexię. Wcale się nie dziwię, bo jest magiczna i cudowna. W małym pokoju zawieszonym w samym środku kosmosu spędziłyśmy najwięcej czasu. Mało tego, po obejrzeniu wszystkich atrakcji zaciągnęłam do niego Izę jeszcze raz. To idealne miejsce do pierwszego pocałunku, wyznania miłosnego, a nawet oświadczyn (przynajmniej ja nie obraziłabym się za taki scenariusz). Gdybym mieszkała w dużym domu, wygospodarowałabym pokój, który wyglądałby właśnie tak. Podczas złych dni i w przypadku chęci pomyślenia nad sobą zamykałabym się w nim i zwijała w kłębek na małym, miękkim kawałku podłogi. Patrzyłabym godzinami w kosmiczną przestrzeń.

Jeśli miałabym wskazać modelowe miejsce, w którym wreszcie czuję chwilowy spokój i proste, szczere szczęście, byłby nim właśnie Infinity Room. Mała uwaga: bardzo nie pasowała mi lecąca wewnątrz muzyka. Wybrałabym zupełnie inną, sprzyjającą refleksji i odpowiednio kosmiczną,

✶ Kule, Kwadraty, Tysiąc oczu, Zbite lustro i Obrotowe lustra – to wszystko atrakcje umieszczone w niewielkim pokoiku nazwanym Selfie Room. Myślę, że nie muszę tłumaczyć, co się w nim robi.

Reflexia we Wrocławiu – opinia Izy

Po pierwsze: nie lubię wychodzić z domu. Zwłaszcza gdy jest ciepło. Dlatego jeśli już gdzieś idę, zakładam, że powinno to być miejsce fajne i ciekawe. W przypadku Reflexii był to strzał w dziesiątkę! Przestrzeń, na której mieszczą się atrakcje, nie jest duża, dlatego myślałam, że spędzimy tam ledwie kilka chwil, a zostałyśmy na dłużej. Bardzo miłe zaskoczenie!

Na wstępie bardzo sympatycznie nas przywitano, dostałyśmy mapki, choć wszystko jest na tyle rozsądnie rozmieszczone, że trudno się zgubić… I ruszyłyśmy w drogę!

Najwięcej czasu poświęciłyśmy na Infinity Room – wiadomo, to największa atrakcja lokalu. Próba ogarnięcia właśnie tego wrażenia nieskończoności przyprawia o zawrót głowy. To fajna atrakcja na wyczillowanie się, ale zdecydowanie nie mogłabym spędzać tam więcej czasu, bo uczucie nieskończoności staje się trochę przytłaczające, ale taki już jego urok!

Miłym zaskoczeniem był selfie room, kolorowo oświetlone boksy, do których można wsadzić głowę i zrobić zdjęcie, a już przede wszystkim moje serce skradł kalejdoskop! Zabawnym przeżyciem jest również przeglądanie się w krzywych zwierciadłach, choć najwięcej śmiechu było przy lustrach, które pozwalają widzieć część swojej twarzy, a część twarzy osoby stojącej po przeciwnej stronie.

Koniec końców, pewnie jeszcze kogoś tam zaciągnę, żeby mu to wszystko pokazać i wspólnie się pośmiać.

Reflexia we Wrocławiu; atrakcje wrocławskie; Dworzec Świebodzki

Reflexia we Wrocławiu – moja opinia

Trudno mi określić, czym jest Reflexia. Systemem pokojów luster? Zbieraniną lustrzanych atrakcji? Wszystko to brzmi średnio interesująco. Może właśnie dlatego nie określono jej istoty. Nie jest parkiem rozrywki ani muzeum luster. W pewnym sensie stanowi wystawę, ale też nie do końca, chyba że interaktywną. Poprzestanę więc na enigmatycznym, niemniej trafnym sformułowaniu: atrakcja lustrzana.

Wrocławska Reflexia to miejsce bardzo skromne i surowe. Póki co (?) wygląda jak przygotowane na kolanie, ale mam na uwadze fakt, że otwarto je zaledwie tydzień przed naszą wizytą. Trzymam kciuki, żeby w wystroju zaszły zmiany. Z drugiej strony nie wiem, jakie obostrzenia remontowo-budowlane dotyczą Dworca Świebodzkiego. Być może osoby wynajmujące pomieszczenia muszą przystać na to, co jest.

Mimo odczucia znalezienia się w miejscu prowizorycznym i tymczasowym uznałam Reflexię za atrakcję, do której warto się wybrać (i już poleciłam ją bliskim). Przede wszystkim z uwagi na Infinity Room, z którego mogłabym nie wychodzić (albo wchodzić do niego codziennie, żeby ładować baterie do stawiania czoła światu). Bardzo spodobały mi się Infinity Box Disco, Infnity Box Neon i Kalejdoskop. Ta czwórka zamyka grupę ulubieńców. Resztę atrakcji uważam za przyjemną, pomijając dwie nietrafione.

Reflexia jest na tyle neutralna wiekowo, że można do niej iść z rodziną, znajomymi, a nawet sympatią (jeśli poznacie na Tinderze kogoś dobrze rokującego, zabierzcie go do Infinity Room). Samotne wilki skorzystają na niej mniej, bo nie zobaczą się w Kalejdoskopie ani żadnym z luster Zamiany twarzy. Polecam więc przełamać społeczną awersję i zabrać człowieczego towarzysza.

PS Recenzja nie jest sponsorowana. Za bilety zapłaciłyśmy z własnej krwawicy.

***

Lubicie lustrzane i świetliste atrakcje? Wybierzecie albo wybralibyście się przy okazji wizyty we Wrocławiu do Reflexii? I czy wy również kochacie wynajdywać magiczne miejsca?

15 myśli na temat “Reflexia – Infinity Room we Wrocławiu (i inne atrakcje lustrzane)

  1. Faktycznie to interesująca i oryginalna atrakcja – jeszcze o czymś takim nie słyszałam – ale kompletnie nie w moim stylu :D to znaczy bardzo podoba mi się infinity room, jest naprawdę piękny i magiczny a Twoje zdjęcia w nim są genialne, ale ja nie przepadam za chodzeniem po wystawach i sesjami zdjęciowymi :D choć takie oświadczyny o których wspominałaś… No, nie pogardziłabym :D
    PS słyszałam o tym filmie Cube, czy to coś w stylu piły? Jeśli jest choć ciut podobne to koniecznie muszę obejrzeć :D

    1. Cube jest zupełnie inny niż Piła. To raczej thriller psychologiczny. Trudno go porównać do jakiegokolwiek innego filmu. Jest jak Matrix – wyjątkowy, drugiego takiego nie znajdziesz. Podczas gdy istnieje milion strasznych filmów o grupce przyjaciół w lesie, nawiedzonych domach i opętaniach, ten budzi grozę w inny sposób. Polecam z całego serca.

  2. Nie ciągnie mnie do takich miejsc, więc zapewne nie skorzystam, chyba że jakimś przypadkiem, ale przynajmniej wiem, że coś takiego we Wrocławiu istnieje. Wynajdywać magiczne miejsca lubię i ja, ale dla mnie są one bardziej związane z naturą – np. jakieś trasy w górach z przepaściami czy magiczne plaże z cudnymi widokami ;))

    1. Naturalne samotnie też uważam za magiczne, ale w inny sposób. To azyle i oazy spokoju, w których można spojrzeć na swoje życie z boku i ocenić je.

  3. Swiatełka + lustra? Bardzo tak <3 4 lata mieszkałam w miniaturce mieszkania 23m2. Szef z ówczesnej pracy podarował mi 2 wielkie lustrzycha, które ostały się po zmianie lokalizacji i wystroju sklepu. Lustra złagodziły nieco klaustrofobiczne właściwości tej nędznej przestrzeni. Od tamtej pory nie wyobrażam sobie pomieszczenia bez lustra- duszę się i mam wrażenie, że ściany się zwężają :/ Z wielką chęcią odwiedziłabym Reflexię- choćby z ciekawości. Sama planuję zrobić wystawę (zarabiam malując obrazy- taka "praca" zdalna xD ). Miałam nawet taki patent, żeby dołożyć światło, które tworzyłoby "drugi" obraz poprzez grę światło-cieni..pomysł na etapie: kiełkowanie, ale jest pora szansa..Tak czy owak zazdroszczę Ci. W mojej miejscowości nie ma takich fajnych miejsc ( serio), są- uwaga-3 escape roomy, także kulturowo-artystyczny szał -_- Myślę, że najbardziej spodobałby mi się Infiniti Box Neon (Cube Room -po Twoim skojarzeniu -brzmi dla mnie dużo bardziej zachęcająco ). Film oglądałam z 5x i długo był moim No.1 ( no ale potem wyprodukowano Beautiful Mind i Interstellar/inna beczka/- nic już nie było takie samo xD). Bardzo chętnie wybrałabym się w podobne miejsce, choćby celem znalezienia inspiracji do kolejnych prac <3 Super sprawa!

    1. Jeżeli będziesz wystawiać prace, w którym mieście? Lubię sztukę. Nie każdą, klasyczną muzealną najczęściej gardzę (:P), ale wybrane obrazy cenię. We Wrocławiu jest mała galeria miejska – skądinąd nazywa się Galeria Miejska – w której co kilka tygodni zmieniają się obrazy. Śledzę w internecie te zmiany i jak zainteresuje mnie tytuł wystawy, idę. Chodzę zawsze sama. Patrzę na obrazy i myślę nad ich znaczeniem. Co istotne: znaczeniem dla mnie, a nie określonym przez tytuł czy zaplanowanym przez autora. Właśnie za to lubię sztukę – daje możliwość interpretowania.

      Dobrze kojarzę, że zapowiedziałam Ci, że powtórzę seans Pięknego umysłu, bo go nie pamiętałam? 11 lat temu dałam mu 8/10. Dziś trzymam się oceny (urządziłam seans z miesiąc temu). Piękny i smutny film. Jego problem stanowią skróty wątków, które niestety były konieczne, żeby nie trwał miliona godzin.

      1. Jeśli zrobię wystawę, to w Nowym Sączu ( miasto w którym mieszkałam całe życie, przed przeprowadzką na wieś). Dzieli nas sporo kilometrów ( fajnie, że łączą podobne smaki /dziwactwa/naleciałości/mini fobie :D). I z tego co piszesz- również podobnie patrzymy na sztukę. Maluję wielkoformatowe abstrakcje, lubię ten klimat, bo wiele mówi mi o ludziach: to, co odbiorcy w nich widzą- w dużym stopniu określa nie tylko obraz, ale ich samych. Taka specyficzna forma „zawierania znajomości”. Uważam interpretację i dowolność za fundament sztuki- odwzorowywanie, kopiowanie, martwa natura, pejzaże czy portrety- są ok, ale nie stanowią „punktu zapalnego” dla samorozwoju i pracy umysłu. Fajnie, gdy można coś w sobie odkryć/zrozumieć/znaleźć nowe pokłady wrażliwości oglądając obraz- na tym najbardziej mi zależy gdy maluję: zachęcić ludzi do „poszukiwań”. Trochę się rozpisałam, sorki ;)Ale bardzo mi miło, że ten element związany ze mną- zainteresował Cię, raczej niewiele osób docenia taką formę wyrazu, niestety to jednak nie komiksy Marvela ;)( takie czasy..).
        Tak, rozmawiałyśmy o „Pięknym umyśle” pod którymś postem. Też odebrałam ten film jako smutny, gdy wracam do niego, mam nieustające poczucie okrutnej bolesnej równowagi: ktoś obdarowany takim talentem- musiał „zapłacić” fiksacją umysłu. Zgadzam się, wiele wątków można było rozwinąć, ciekawa jestem jakby to wyszło w formie serialu? Mogłoby być ciekawie!

        1. Od razu sprawdziłam odległość. Wujaszek Google podaje: 3 godz. 56 min (379,2 km) przez A4 :/ Poproszę Cię zatem o wirtualne oprowadzenie na filmiku :)

          „Lubię ten klimat, bo wiele mówi mi o ludziach: to, co odbiorcy w nich widzą- w dużym stopniu określa nie tylko obraz, ale ich samych” – przepięknie napisane i całkowicie się z tym zgadzam.

          „Trochę się rozpisałam, sorki” – wpieprzyć Ci? Interesuje mnie to, więc nie przepraszaj. Nie lubię, jak ludzie przepraszają za rzeczy, które nie powinni. Za to ci, którzy którym przydałoby się czasem przeprosić, milczą jak zaklęci.

          Chętnie zobaczę Twoje prace, więc jeśli masz ochotę i chwilę na zrobienie im zdjęć, możesz wysłać mi mailem.

          „Zgadzam się, wiele wątków można było rozwinąć, ciekawa jestem jakby to wyszło w formie serialu?” – Wolałabym raczej przeczytać biografię. Ciekawostka o mnie: absolutnie uwielbiam książki o osobach chorych i zaburzonych psychicznie, a także uzależnionych. Mogą być beletrystyką. Od wielu lat recenzuję książki na portalu dlaLejdis.pl i większość moich ostatnich wyborów to właśnie powieści traktujące o ludziach odbiegających od normy społecznej.

          1. Zrobie foto i filmorelację ;)wyśle obrazy na maila,bardzo mi miło i dzięki za zainteresowanie! Chociaż większość znajdziesz na KH-malarstwo abstracyjne na fb :) Książek o zaburzonych jednostkach nie czytam raczej, staram się stworzyć dobre warunki,bardziej miekkie -jako podkład pod art session. Nie mniej biografie bundy’ego przeczytałam..Wpływa to jakoś na Ciebie? Można się po takiej lekturze w miarę sprawnie „odcharakteryzować”? Chyba nie umiałabym złapać dystansu..Muszę przeczytać coś Twojego!Ktòrąś recenzję polecasz szczeglnie?

              1. Ta recenzja mnie poruszyła. Ona sama jest niesamowicie wzruszająca! A co dopiero książka..sądzę, że nie przebrnęłabym.
                „Po przeczytaniu „Pożegnania z sobą” chciało mi się płakać. Miałam wrażenie, że ktoś wyrwał kawałek mnie i zostawił bolesną, ziejącą dziurę.”- tym jednym zdaniem odpowiedziałaś na moje pytania i wątpliwości związane z tego rodzaju lekturą. Masakra, na prawdę ogromny szacunek, nigdy bym się nie podjęła. Potrzebowałabym tygodni, żeby zrzucić podobny ciężar. Gratuluje, mega ambitnie.

                1. Po skończonej lekturze nigdy nie biorę się za kolejną. Nie tego samego dnia. Daję sobie czas na myślenie i przeżywanie fabuły. Dopiero następnego zatapiam się w nowym świecie. W ten sposób łatwiej mi się odciąć od minionych emocji. Z drugiej strony sądzę, że nawet bez nowej książki czułabym się zupełnie okej.

  4. Nie jestem wychodzącą osobą, niezbyt mnie bawią w większości „dziwne miejsca”. Są jednak na tyle specyficzne, a ja czasem miewam takie strzały, że… zdarza się, iż jakieś tak mnie kupi, że czuję się jak dzieciak w nim i dobrze mi z tym. To wygląda kozacko! Infinity Box Neon i pokój z lampkami, którego jest ostatnie (piękne) zdjęcie najbardziej mi z zaprezentowanych się podobają.
    Byłam kieeedyś w dziwnym miejscu z wieloma lustrami i iluzjami nad morzem (ale za nic nie pamiętam nazwy ani szczegółów) i tak, było zacne. Ogólnie jednak atrakcje tworzone przez ludzi dla ludzi nie kręcą mnie na tyle, bym sama je wyszukiwała. Raczej jak już, to daję się gdzieś wyciągnąć.

    1. Zatem ciesz się – albo nie? – że nie mieszkasz we Wrocławiu, bo musiałabyś przygotować długą listę wymówek. Nie omieszkałabym Cię wyciągać do moich miejsc. Oczywiście z poszanowaniem naszych wariactw i rytuałów.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.