Purella Food, Ewa Chodakowska Be Raw! Raspberry choco power

Zdarza się, że kiedy nowa rzecz zyskuje popularność i wszyscy mielą ją niczym operatorzy mielarki, muszę zadać sobie pytanie, czy aby na pewno ją lubię. Myślę, że nie ma niczego złego w płynięciu z nurtem niczym śnięta ryba, o ile umie się oddzielić swobodne płynięcie od swojego gustu. Przykładowo nie przeszkadzają mi wakacyjne hity muzyczne – przynajmniej do setnego usłyszenia – ale wiem, że gdy letni czas dobiegnie końca, nigdy więcej ich nie usłyszę, bo nie są moje i nie potrzebuję ich do dalszego życia.

Kiedy więc powszechne mielenie zdrowych słodyczy raw dobiegało końca, zastanawiałam się, czy zostaną w moim menu. Okazało się, że owszem, bo szczerze je polubiłam i stały się moje. Oczywiście nie wszystkie, ale surowe batony wegańskie – owszem. Weźmy na przykład taki baton Be Raw! Raspberry choco power (który dostałam od Marthy; dziękuję!). Pochodzi ze znanej mi i lubianej linii słodyczy Ewy Chodakowskiej. Pewnie sama bym go nie kupiła, jako że zawiera maliny, ale zapowiada się całkiem w porządku.

Purella Food, Ewa Chodakowska Be Raw Raspberry choco power, surowy baton wegański, raw bar bez cukru, copyright Olga Kublik

Ewa Chodakowska Be Raw! Raspberry choco power

W przeszłości jadłam cztery wegańskie batony raw Ewy Chodakowskiej (Be Raw! Healthy snack otrzymał unicorna smaku, Superfood bar zaś był o włos!). Tylko jeden miał polewę. Niestety ten jeden okazał się katastrofą, głównie przez twardość. Be Raw! Raspberry choco power też został oblany czekoladą, tym razem jednak nie jest to baton proteinowy, więc jawi się jako bezpieczny pod kątem konsystencji.

Ewa Chodakowska Be Raw! Raspberry choco power od Purella Food dostarcza 440 kcal w 100 g.
Wegański baton proteinowy malinowo-czekoladowy waży 40 g i zawiera 176 kcal.

Purella Food, Ewa Chodakowska Be Raw Raspberry choco power, surowy baton wegański, raw bar bez cukru, copyright Olga Kublik

Surowy baton Be Raw! Raspberry choco power pachnie odpowiednio do nazwy: malinowo. Głównie słodko, lekko kwaśno. Czekoladę czuć w sposób nieoczywisty. Nie pojawia się jako oddzielny byt, ale jako zestawienie. Całość oddaje Delicje Malinowe, czyli malinową galaretkę, ciemną czekoladę i echo biszkoptu.

Mimo iż surowy baton wegański mógłby być twardy – w końcu został oblany czekoladą, i to grubą – daje się poznać jako mięciutki. Krojenie i łamanie go nie sprawia najmniejszych trudności. Wszystko dzięki mięciutkoowocowemu wnętrzu. W przekroju widać wielkie kawałki owoców i orzechów, mniam. Co ciekawe, truskawek jest tylko o 7% mniej niż malin, ale nie załapały się do nazwy.

Purella Food, Ewa Chodakowska Be Raw Raspberry choco power, surowy baton wegański, raw bar bez cukru, copyright Olga Kublik

Be Raw! Raspberry choco power pokrywa bardzo dużo przyjemnie grubej polewy. Odznacza się przepięknym ciemnym kolorem, wszak zawiera aż 86% miazgi kakaowej. Czy jednak jest to rasowa ciemna czekolada? Nigdy w życiu. Okazała się elastyczna, przemiękka, śliska i oleista. Przypomina zwykłe polewiszcze. W smaku też nie zdradza wysokiej zawartości kakao. Podejrzana sprawa.

Uwielbiam surowe batony wegańskie między innymi za konsystencję. Są bajecznie gęste i gumkowe, zwłaszcza gdy bazę stanowią daktyle (polecam wzorowe batony Alesto z Lidla). W malinowym batonie Ewy Chodakowskiej także przodują daktyle, tyle że nic z tego nie wynika. Owocowe wnętrze jest pozbawione gęstości. Podczas gryzienia rozpada się na odrębne kawałki. Mimo iż w składzie figurują po prostu maliny i truskawki, za nic nie dam się przekonać, że są zwykłymi owocami. To bezczelne galaretki. Między nimi przewijają się idealnie świeże, chrupiące, mięsiste orzechy. Jest ich mnóstwo. Niestety gatunek pozostaje bliżej nieokreślony. W efekcie smak podporządkowany jest kwaśno-słodkim galaretkom.

Purella Food, Ewa Chodakowska Be Raw Raspberry choco power, surowy baton wegański, raw bar bez cukru, copyright Olga Kublik

Chociaż przyjemnie miękki, wegański baton malinowy Ewy Chodakowskiej rozczarowuje brakiem gumkowej gęstości. Konsystencja orzechów cieszy, lecz smak – dokładniej: brak konkretnego smaku – zawodzi. Wbrew zapowiedzi producenta owoce nie są ani malinami, ani truskawkami. Przybrały formę galaretek (ewentualnie mamy do czynienia z owocami zgalaretkowiałymi w procesie produkcji batona). Ciemna czekolada 86% stanowi żart z odbiorcy. Całość daje efekt wcale nie naturalnego batona raw, ale zupełnie zwykłego słodycza ze środkowej półki, wzorowanego na Delicjach malinowych.

Od jaffa cakes baton odróżnia m.in. poziom słodyczy odnotowany w zapachu i smaku, korzystniejszy w przypadku Be Raw! Raspberry choco power. Gdybym miała oceniać go jako baton owocowy (wykonany z soków i nektarów), wypadłby lepiej. Ponieważ jednak jest to raw bar, czuję się rozczarowana.

Ocena: 3 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

Skład: daktyle, maliny 19%, orzechy włoskie 19%, gorzka czekolada 13% (miazga kakaowa 86%, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, emulgator: lecytyna rzepakowa, wanilia), truskawki 12%, mąka ryżowa, aquamin.

Kalorie w 100 g: 440 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 19 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 5 g), węglowodany 60 g (w tym cukry 41 g), białko 6 g, sól 0,03 g, wapń 135 mg, magnez 82 mg.

13 myśli na temat “Purella Food, Ewa Chodakowska Be Raw! Raspberry choco power

  1. W sumie owoce w formie galaretek mi nie przeszkadzają – wręcz przeciwnie, lubię takie :D ale śliska i na dodatek gruba polewa, brak gęstości i orzechy bez smaku nie działają na korzyść batona :/ dla mnie jednak to, że nie czuć aż 86% zawartości kakao w polewie to plus, co coś czuję że wraz ze słodko kwaśnym wnętrzem całość byłaby dla mnie gorzko kwaśna i obrzydliwa :D
    Całość i tak jest w 100% nie moja, więc nie kupię :D

    1. Ciekawe, czy doczekam dnia, w którym wytknę Ci te wszystkie negatywne opinie o raw barach :D <3 Ale w porządku, ten baton zasłużył, więc dziś jesteś bezpieczna.

  2. Pamiętam, jak za małolata mama przestrzegała mnie przed mocą i stopniem negatywnego nacechowania słowa „nienawidzę”: żeby zważać na to, w odniesieniu do kogo/czego się go używa. Pierwsza zasada: nienawidzić można OSOBĘ- jeśli wyrządziła nam/naszym bliskim coś złego, niewybaczalnego, karygodnego- nie zaś rzecz/produkt. No i niestety z biegiem lat muszę stwierdzić, że nienawidzić można też COŚ, nie tylko kogoś. W moim przypadku jest to GALARETA o_0 albo raczej jej konsystencja. Nie ma szans na produkt z tym tworem w moim menu, wszelkie galaretkowate motywy przekreślają słodycz, także żelki i żelkopodobne elementy, np w czekoladzie, jogurcie, batonach. Nie ma więc szans ani na studencką, ani na raw’a z recenzji..no i ta polewa. 86% brzmi wytwornie, elegancko, cierpko i wytrawnie-obiecuje ciekawy kontrast ze słodkim wnętrzem..tymczasem całość nie dość, że kwaśna, to jeszcze z wątpliwym składem otoczki. Fujka.

    1. Jestem niezmiernie ciekawa, skąd wzięła Ci się ta niemiłość do galarety. W ogóle jak pięknie podkreśliłaś obrzydzenie capsem :D Doświadczyłaś czegoś traumatycznego czy po prostu tak masz?

      PS Według mnie można nienawidzić wielu rzeczy. Osób, przedmiotów, sytuacji, uczuć, emocji. Wszystkiego.

  3. Myślę, że otrzymałam tę nienawiść w jakimś zabłąkanym chromosomie podczas podziału komórkowego xD Nie mam pojęcia, po prostu od zawsze nie znoszę tej konsystencji, wydaje mi się nienaturalna. Takie przejście między skrajnymi stanami skupienia: stałym w ciekły, ale na trasie coś nie ‚pykło’ i tak już zostało- galareta, yah. Podobnie mam z masłem (margaryną też). jakakolwiek forma spoiwa na chlebie w postaci warstwy tłuszczu obrzydza mnie niemiłosiernie.
    A co do tej nienawiści, rozumiem. Jednak emocję tę zarezerwuję dla jednostek żyjących (pomijając masło i galaretę) :D

    1. Po przeczytaniu Twojego komentarza zastanawiałam się, czy są produkty, które obrzydzają mnie ze względu na konsystencję. Póki co udało mi się znaleźć: trzęsące się i mięciutkie tłuszcze, żyły, powięź. Wszystkie dotyczą mięsa. Ach, jeszcze konsystencja zepsutego mleka, czyli gęstych, śliskich glutów zawieszonych w płynie. Raz przypadkowo zjadłam z tym zupę mleczną. Na studiach, czyli laaata temu, mimo tego wciąż mnie cofa na samą myśl.

  4. O Jezu :X wiem o czym mowisz..kożuch na kakao?Jeśli też,to witam w klubie,kurde..lista sie powiększa. Wszystko to o czym napisałaś-elementy składowe mięsa-są ròwnie ochydne :/…a zawieszone w galarecie to już firnament obrzydliwości -_- btw swietna tematyka na blogu o pysznościach :D

  5. Też nie uważam, by „płynięcie jak śnięta ryba…” (genialne zobrazowanie!) było złe, gdy człowiek wciąż kieruje się własnym gustem (bo z kolei jedzenie dla szpanu to jakaś pomyłka, wiadomo).
    Raw bary ogółem uważam za bardzo spoko, choć nie jest to coś, czego jedzenia odczuwam potrzebę. Raw bary pokryte czekoladą jednak… to już nawet nie wiem, czy sam zamysł mi pasuje. Trudno jest mi rozsądzić, bo suszone owoce według mnie nie potrzebują żadnej czekolady (np. daktyle w czekoladzie? nope!), obecnie od orzechów w czekoladzie wolę czekoladę i same orzechy (wprawdzie kiedyś lubiłam laskowce w czekoladzie z Biedry, ale to było coś wyjątkowego na tamte czasy – samej czekolady chyba był z centymetr i była dobra, a nie plastik; a na punkcie migdałów w czekoladzie i cynamonie swego czasu pierdolca miałam w ogóle). Ale taki baton…? Nie, chyba nawet struktury mi się w głowie nie łączą za dobrze. Znaczy… gdyby tak zachowywał się zupełnie inaczej, to znaczy gdyby czekoladowa gęstwina wymieszała się z gęstwiną zawiesisto-papkowatych daktyli… No, ale właśnie nie.
    Ale… tutaj jeszcze owoce… Chciałam napisać „nawaliły”. Z tym, że owoce… ekhem. Galaretki?! Jakaś pomyłka. Czuję się jednak zobowiązana stanąć trochę w obronie „galaretek”. Galaretek nie lubię, ale przypomniał mi się Gross „z kawałkami nadzienia malinowego” – o wiele bardziej podobało mi się to rozwiązanie (bo w sumie to też nie były galaretki tak w 100%ach), niż np. dali by farfocle kwaśnych malin z pestkami. No, ale zdrowy baton to co innego. Podoba mi się dlatego podsumowanie – jako baton owocowy spoko, jako raw bar… no właśnie.
    Może chcieli wykluczyć irytujące pestki? Swoją drogą, może fajny byłby raw bar z malinami i np. chia? W sensie fajny, że… z uprzystępnionymi pestkami. Wtedy ogólnie byłby strzelający element i może same pestki owoców nie byłyby tak irytujące. Oczywiście gdybam, bo ja osobiście chia nie cierpię, ale prędzej już zniosę pestki malin (Ty masz odwrotnie, co?).

    1. „Nie, chyba nawet struktury mi się w głowie nie łączą za dobrze.” – W moim przypadku chodzi nie tylko o konsystencje, ale także o zamysł. Raw bar to coś zdrowego i jednocześnie naturalnie słodkiego. Dodawanie do niego czekolady jest jak układanie waty cukrowej na bitej śmietanie.

      „Oczywiście gdybam, bo ja osobiście chia nie cierpię, ale prędzej już zniosę pestki malin (Ty masz odwrotnie, co?).” – Nie, wcale nie odwrotnie, bo to by znaczyło, że „znoszę” chia. Tymczasem ja bardzo lubię chia, a pestek malin nienawidzę.

      1. Z zamysłem to mam mieszane uczucia. Czekolada wciąż może być zdrowa i naturalnie słodka (weźmy np. słodzoną syropem daktylowym), ale… ani za ch… za nic nie będzie miała przyjemnie papkowatej konsystencji.

        Ludzie (czy aby na pewno ludzie, a nie istoty człekokształtne?) robią desery z bitą śmietaną, piankami i marshmallowem (łączą to w sensie), więc nie zdziwiłabym się, gdyby dowalili tam jeszcze watę (i pewnie by im nie przeszkadzało, że pod wpływem wilgoci zmienia się w twardy cukier).

        Ja bardzo lubię maliny, dlatego napisałam, że masz odwrotnie. Tak lubię maliny, że czasem zniosę ich pestki.

  6. Moja Mama powiedziała, że ok a dla mnie niesmaczny . Dokładnie brak konkretnego smaku i te galaretki… ja dałabym mu chyba 2 ew 2,5 :P

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.