TBM, chrupki Tygryski Pałeczki z nadzieniem truskawkowym

Chrupki kukurydziane to produkt, który jada chyba każde polskie dziecko. Nie brudzą rąk, mają krótki skład, smakują miło-acz-neutralnie i są na tyle ergonomiczne, że mała pulchna łapka wygodnie się wokół nich owija (choć i tak wypadają, a niektóre mamy podnoszą chrupki i dają dziecku z powrotem).

Tradycyjne chrupki kukurydziane o naturalnym smaku, owocowe bądź czekoladowe Flipsy, z czasem plebejskie chrupki serowe, pizzowe, ketchupowe i inne – oto repertuar naszych wyborów (odważnie piszę naszych, ponieważ nie wierzę w istnienie osoby, która nigdy nie jadła chrupek kukurydzianych). Jeżeli chodzi o mnie, lubiłam i lubię wyłącznie te ostatnie (w podstawówce zajadałam się niskobudżetowymi Hyperami). Flipsów nie cierpię od zawsze, klasyczne chrupki kukurydziane zaś uważam za zapychający styropian. Mimo iż chrupki Tygryski Pałeczki z nadzieniem truskawkowym stanowią połączenie moich koszmarków, zdecydowałam się dać im szansę, bo dostałam je od Marthy (dziękuję!).

TBM, chrupki Tygryski Pałeczki z nadzieniem truskawkowym, copyright Olga Kublik

chrupki Tygryski Pałeczki z nadzieniem truskawkowym

Chociaż od początku podejrzewałam, że Tygryski Pałeczki truskawkowe staną się antybohaterem w mojej autobiografii, miały dokładnie jeden element pozostawiający światełko w tunelu. Chodzi oczywiście o truskawkowy dżemor, który – nawet jeśli sztuczny – jako dodatek do słodyczy uwielbiam.

Chrupki Tygryski Pałeczki z nadzieniem truskawkowym marki TBM dostarczają 378 kcal w 100 g.
Paczka chrupek Tygryski truskawkowe waży 70 g i zawiera 265 kcal.
1 chrupka dla dzieci z truskawkami waży ok. 9 g i dostarcza 33,5 kcal.

TBM, chrupki Tygryski Pałeczki z nadzieniem truskawkowym, copyright Olga Kublik

Chrupki Tygryski Pałeczki z nadzieniem truskawkowym pachną jak Flipsy truskawkowe. We wstępie wspomniałam, że ich nie lubię, ale sam aromat – jak najbardziej. Oddają supersztuczny słodziuteńki truskaweczkowy dżemor, który zawiera w składzie dokładnie 0% truskawek. Tło należy do klasycznych chrupek kukurydzianych: wyciszonych, spokojnych, neutralnych. Ani kuszących, ani odpychających.

Rurki są długie i wygodne do trzymania. Mają matową powierzchnię i zgodnie z obietnicą na opakowaniu pozostawiają czyste rączki. Myślałam, że zawierają sporo dżemoru, ale nic z tego. Są puste i widać przez nie na przestrzał. Wsad truskawkowy jest skąpy i przylega do wewnętrznych ścian chrupek, zupełnie jak w rurkach Oreo (waniliowych i czekoladowych). Ma kolor mdłotruskawkowodżemorowy.

TBM, chrupki Tygryski Pałeczki z nadzieniem truskawkowym, copyright Olga Kublik

Chrupki truskawkowe Tygryski Pałeczki zdecydowanie nie zaskakują konsystencją. Są jak typowe chrupki kuku… Nie, stop. Wcale nie jak. To po prostu typowe chrupki kukurydziane. Podczas gryzienia skrzypią, skrzeczą i trzeszczą. Przypominają utwardzoną watę. W ustach błyskawicznie rozmiękają i papieją.

Główny punkt rozrywki stanowi oczywiście truskawkowy dżemor. Nie jest go dużo, a jednak ma wyrazisty smak. Jest bardzo, bardzo słodki. Do tego truskaweczkowy i maksymalnie syntetyczny. Obok świeżej truskawki nawet nie stał, nie leżał ani nie wisiał na szubienicy. Jeśli mnie znacie, wiecie, że truskawkową sztuczność lubię. A jednak ów dżemor mnie obrzydził. Wszystko przez poziom słodyczy i konsystencję. Jeśli chodzi o pierwszy zarzut, wsad zdaje się składać w 90% z cukru, 9% z żelatyny i 1% ze skondensowanego aromatu. Jeżeli zaś chodzi o drugi, dżemor jest skrystalizowany, pełny kryształków cukru. Dramatycznie chrupie pod zębami, co czuć nawet podczas jedzenia chrupek w całości. Rzecz niewybaczalna.

TBM, chrupki Tygryski Pałeczki z nadzieniem truskawkowym, copyright Olga Kublik

Chrupki Tygryski Pałeczki truskawkowe powstały w wyniku dobrego pomysłu, nie przeczę. Niestety pomysł ów został położony z uwagi na nie przeciętny, ale wręcz wstrętny i nieakceptowalny wsad owocowy. Wali cukrem na kilometr, na dodatek jest pełny kryształków cukru, jakby ktoś sypnął w niego zawartością cukierniczki. (Niemowlaki nie czują, bo nie mają zębów). Za taki efekt crunchy podziękuję.

Wyprodukowanie czegoś tak słodkiego, na dodatek dla dzieci, jest karygodne. Producent powinien się wstydzić. Truskawkowe Tygryski Pałeczki to wór cukru zakropionego sztucznym aromatem truskawkowym. W bólach zjadłam jedną chrupkę, po której było mi źle od zacukrzenia. Myślałam, że wystawię chociaż 2 chi, ale nie mogłabym później spojrzeć w lustro. Gdybym miała dzieci, karmiłabym je tym czymś za karę.

Ocena: 1 chi


Skład i wartości odżywcze:

Skład: kasza kukurydziana, nadzienie truskawkowe 50%: zagęszczony sok truskawkowy 34,5%, substancje utrzymujące wilgoć: glicerol, sorbitol; cukier, fruktoza, zagęszczony sok cytrynowy, substancja zagęszczająca: pektyny; koncentrat warzywny: marchwiowy; naturalny aromat, koncentrat mineralny mleka. Produkt może zawierać orzeszki arachidowe, soję.

A na stronie [dane z dnia 25.04.2020 r.] wypisano tylko: kasza kukurydziana, nadzienie truskawkowe 50%, zagęszczony sok truskawkowy 34,5%. Uuu, nieładnie.

Kalorie w 100 g: 378 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 4,5 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,3 g), węglowodany 77 g (w tym cukry 21 g), błonnik 3,2 g, białko 5,9 g, sól 0,01 g.

11 myśli na temat “TBM, chrupki Tygryski Pałeczki z nadzieniem truskawkowym

  1. A ja jestem zła mamą i kupuję je mojemu dziecku ,tzn kupowałam czasem do szkoły i dostawał do drugiego śniadania jako słodką przekąskę bo słodyczy nie mogą brać. Z tego co widziałam dzieci często je jedzą i bardzo lubią.

    1. Dzieci lubią również McDonald’s, lody na śniadanie, obiad i kolację oraz składy pełne E. Lubienie to dla mnie żaden argument. Próbowałaś kiedyś chociaż jedną chrupkę? Jeśli nie, „polecam”.

      PS Nie ma sensu pisać, że jesteś złą matką. To moja opinia o produkcie i podawaniu go dzieciom, a nie ocena Twojego macierzyństwa.

      1. Jadłam i to całą paczkę mi smakuje:). Za to nie znoszę ani ja ani Jasio szybkiego jedzenia ,Jasiek nie jest wstanie nawet tego spróbować. Ile ludzi tyle gustów:)

  2. Chrupki kukurydziane kocham, ale tylko te naturalne i doprawione na słono. Słodkie z kolei zawsze mnie odpychały, smakowały mi sztuczno i w ogóle jakieś takie dziwne dla mnie były :D podejrzewam że te chrupki odebrałabym podobnie do Ciebie, zwłaszcza że są tak przesłodzone i sztuczne. Już wolałabym nadzienie czekoladowe albo najlepiej nie kombinować z chrupkami i zostawić naturalne albo o smaku czegoś słonego (ser, keczup, cebulka) ^^

  3. Nie wykluczaj mnie i nie odmawiaj mi polskości! („który jada chyba każde polskie dziecko”). xD Nigdy nie lubiłam chrupek, ale oczywiście musiałam spróbować, by wiedzieć, że nie lubię. Kuzyn (ten od kocich oczu) kilogramami pożerał ketchupowe i pizzowate chrupki, wszelkie takie „na słono”, jak i słodkie. Pierwsze mi obrzydził, z drugich parę razy jadłam Flipsy czekoladowe, ale z braku laku – bo pewnie akurat nic innego czekoladowego w moim zasięgu nie było. Podstawówka i wczesnej gimnazjum to trochę próbowania orzechowych i serowych Hyperów, które też mnie jakoś nie kręciły, ale jak się z Julką (moja ówczesna przyjaciółka) kupowało coś do żarcia to różne rzeczy się jadło (bo czasami na pestki słonecznika już patrzeć nie mogła, haha).

    Truskawkowych Flipsów nigdy nie jadłam i… chyba nawet nigdy nie jadłam zwykłych, czystych chrupek kukurydzianych. Dobrze mi się po prostu nigdy nie widziały. Tych dlatego za nic nie chciałabym zjeść. Mimo że takie chrupki to właśnie styropian, nadzienie w moim odcuzciu nie wydaje się działać w ich przypadku na plus.
    Haha, crunchy efekt cukru. Taak… nadał producent jakiegoś smaku nudnym pałom. Szkoda, że smaku cukru. Pała mu się należy!
    Co do tak słodkich rzeczy dla dzieci – tak, to karygodne, ale to normalka. Smutne. Kieeedyś (chyba jeszcze przed blogiem) porównałam sobie Leibniz zwierzaki i zwykłe maślane. Zapamiętałam, że nie dość, że zwierzaki mają nieco gorszy skład (w końcu żadne z nich nie ma dobrego), to jeszcze po prostu są słodsze. Pewnie to wyjście z założenia, że „dzieci lubią słodko” i trzeba je od cukru uzależnić, by chciały więcej, więcej i więcej. A potem małe diabły muszą kombinować jak ja u babki.

    PS Co powiesz na… chrupki cebulowe nadziane cebulowym wsadem? ]:-> Takie trudno byłoby przesłodzić.

    1. „Oczywiście musiałam spróbować, by wiedzieć, że nie lubię.” – Czyli jadłaś. Na dodatek więcej niż raz: „parę razy jadłam Flipsy czekoladowe” + „trochę próbowania orzechowych i serowych Hyperów”. Wszystko się zgadza ;> Nie ma znaczenia, czy je lubiłaś i lubisz obecnie, czy nie. Jadałaś.

      „Nadał producent jakiegoś smaku nudnym pałom.” – Zacieszyłam na głos :D

      „Co powiesz na… chrupki cebulowe nadziane cebulowym wsadem?” – Że zjadłabym! Serio. Mogłyby być spoko.

      …nudne pały… nadal cisnę :’D

      1. Nie napisałam, że nie jadłam. Moje „nie wykluczaj mnie” było do zdania: „Chrupki kukurydziane to produkt, który jada chyba każde polskie dziecko. ” Jako dziecko NIE JADAŁAM chrupek. Jadłam (więc nie odniosłam się do zdania „nie wierzę w istnienie osoby, która nigdy nie jadła chrupek kukurydzianych”). Stwierdzenie, że ktoś coś jada w moim odczuciu odnosi się do tego, że robi to systematycznie, ciągle, przez długi okres czasu, np. jadam owsiankę. Z doskoku (czynności jednorazowe), nie uważam, że się coś „jada”. :>

        Lepiej cisnąć niż ciągnąć. xD Wybacz, nie mogłam się powstrzymać.

        Co do cebulowych – ja nie zjadłabym, ale mój pomysł mi się obiektywnie podoba. Jak np. nawet teraz jakieś smakowe / nadziewane paluszki robią… Teraz mi się jeszcze wymyśliły paprykowe nadziane „dżemem” paprykowym (niesłodkim) albo… ketchupowe nadziane… O!

  4. Ale rura. Serio,zle mi sie to kojarzy :X aby utrzymać wypowiedź w społecznie akceptowalnych normach-przemilcze wygląd i przejdę do smaku: chrupki ogòlnie są spoko. Kombinowanie w chrupkami-daleko od spoko. Produkt z definicji naturalny (nie jak jablko czy warzywo,ale taki bez dodatkòw mendelejeva)-zostaje potraktowany jakimś paskudnym mazidłem i bezczelnie nazwany chwytliwym „Tygryskiem” w kolorow opakowaniu :/ mało co mnie tak irytuje,jak dowalanie cukru do produktow przeznaczonych dla dzieci. To juz lepiej sprawdzilby się jakiś aromat naturalny o zapachu truskawki,coś co zachęci dziecko do zjedzenia chrupek,a nie np chipsow czy innych gniotòw :/ ale takie coś..nawet ja bym tego nie zjadla w obawie o flaka i cala reszte układu..Nie cierpię udziwniania czegoś,co już jest dobre. Nadgorliwość gorsza od-wiadomo.

    1. „Nie cierpię udziwniania czegoś,co już jest dobre. Nadgorliwość gorsza od-wiadomo.” – I to jest doskonałe podsumowanie mojej opinii o wstrętnych Tygryskach.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.