Millano-Baron, Magnetic Czekolada mleczna nadziewana mięta-truskawka

W całym moim świadomym życiu – czyli w czasach, które obejmuję pamięcią – odwiedziłam Warszawę dokładnie trzy razy. Za pierwszym razem byłam w stolicy służbowo i wraz ze współpracownikami przejechaliśmy taksówką z dworca do budynku klienta i z powrotem (#pozwiedzane). Za drugim i trzecim razem wybrałam się tam już w ramach rozrywki i towarzysko (i zapoznawczo).

Szczególnie ważnym wyjazdem był numer drugi. Nie tylko po raz pierwszy jechałam zupełnie sama na duży koncert (Die Antwoord), ale również miałam poznać na żywo wieloletniego przyjaciela, którego zyskałam w blogosferze. Mimo silnego przywiązania do własnego domu każdą sekundę u Marcina uznałam za cudowną (dziękuję za wszystko!). Szlajaliśmy się po mieście, robiliśmy zdjęcia, omawialiśmy sprawy blogosfery, oglądaliśmy głupie programy w internecie i – oczywiście – polowaliśmy na słodycze.

Jedną z naszych ofiar została niestety niesmaczna czekolada biała jagodowa, drugą zaś czekolada mleczna miętowo-truskawkowa. Pojawiły się w 2019 roku w Biedronce jako jednomiesięczne limitki marki Millano (w Biedronce: Magnetic). Ponieważ w tym roku nie kontynuowano pomysłu, najwyraźniej był słaby.

Millano-Baron, Magnetic Czekolada mleczna nadziewana mięta-truskawka, copyright Olga Kublik

Magnetic Czekolada mleczna nadziewana mięta-truskawka
czekolada z Biedronki – kwiecień 2019 rok

Czasem odnoszę wrażenie, że jestem jedyną osobą na świecie, która szczerze lubi markę Millano i jej słodycze (nie wszystkie, ale też nie trzy na krzyż). Już samym widokiem sprawiają mi radość. Spójrzcie tylko na czekoladę nadziewaną miętowo-truskawkową. Czyż nie jest piękna? Wielkość i kształt kostek, dopracowane wzory a la plemienne, kolor Mlecznej Czekolady Idealnej… ach!

Czekolada mleczna nadziewana mięta-truskawka z Biedronki dostarcza 508 kcal w 100 g.
Czekolada miętowo-truskawkowa marki Millano (Biedronka: Magnetic) waży 20 g w rządku i zawiera 102 kcal.

Millano-Baron, Magnetic Czekolada mleczna nadziewana mięta-truskawka, copyright Olga Kublik

Jeżeli jakakolwiek tabliczka pachnie Mleczną Czekoladą Idealną, to miętowo-truskawkowa Magnetic z Biedronki na pewno. Zdaje się ujmująco słodka, obłoczkowo mlecznoczekoladowa i esencjonalnie plebejska. Tytułowe truskawki i mięta występują jako tło, acz nieodłączne i ważne. Truskawki są dżemorowe.

Mleczna czekolada miętowo-truskawkowa jest lepka, tłuściutka, miękka, elastyczna. Zęby wchodzą w nią niczym w krem. Stanowi esencję plebejskości, po prostu. Po rozkrojeniu lekko rozczarowuje wizualnie. Okazuje się bowiem, że wsadu owocowego jest niewiele, a warstwy miętowej nie widać wcale (po kolorze opakowania wnosiłam, że nadzienie będzie czerwono-zielone, wy też?).

Millano-Baron, Magnetic Czekolada mleczna nadziewana mięta-truskawka, copyright Olga Kublik

Jak na plebejską czekoladę przystało, Millano miętowo-truskawkowa rozpuszcza się w sekundę. Jest wzorowo gęsta i bagienkowa, niestety również pylista. Serwuje smak w doskonałości i obłędności porównywalny do aromatu. Opływa serce niewyszukaną, dziecięcą mlecznoczekoladowością.

Choć wizualnie czekolada nie zawiera nadzienia innego niż truskawkowy dżemor, w rzeczywistości pod nim skrywa się gęsta masa gumkowo-dziegciowa. Jest plastyczna, acz zwarta i zwięzła. Przywodzi na myśl dziecko gumy Mamby i marcepana. Smakuje miętą połączoną z mleczną czekoladą. Słodko, ale też delikatnie odświeżająco. Może i forma mnie zaskoczyła, ale koniec końców urzekła.

Truskawkowy dżemor jest gęsty i dziegciowo-żelowy. Nie zawiera pesteczek owoców ani innych zakłócaczy. Smakuje… dziwnie. Kwaśno-słodko, jakby arbuzowato, może z nutą melona? Nie wykluczam, iż na zagadkowy smak wpływa bliskość mięty. Nad tym elementem Millano mogło popracować dłużej.

Millano-Baron, Magnetic Czekolada mleczna nadziewana mięta-truskawka, copyright Olga Kublik

Czekolada mleczna nadziewana mięta-truskawka z Biedronki to tabliczka interesująca i warta uwagi, ale raczej jednorazowej. Ma niespójne konsystencje. Podczas gdy mleczna czekolada rozpuszcza się w mgnieniu oka, miętowy mambarcepan zostaje na języku i odwleka rozstanie. Smak też budzi drobne wątpliwości, jako że truskawki są podejrzanie arbuzowo-melonowe. W całokształcie czekolada miętowo-truskawkowa jest bardzo słodka. Przez tył języka raz po raz przemyka się miętowa goryczka.

Co istotne, czekoladę z miętą i truskawkami uważam za specyficzną, ALE w ramach plebejskiej uniwersalności, co czyni są bezpieczną dla miłośników zwykłych smaków. Nawet gdyby wciąż była dostępna w Biedronce albo wróciła, nie kupiłabym jej. Winnym jest głównie wysoki poziom słodyczy.

Ocena: 4 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

Skład: cukier, nadzienie truskawkowe [cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, przecier truskawkowy 14%, substancja utrzymująca wilgoć: sorbitole; regulatory kwasowości: kwas cytrynowy, cytryniany sodu; naturalny aromat, koncentrat soku z czarnej marchwi], tłuszcz kakaowy, mleko w proszku pełne, tłuszcz roślinny (palmowy, shea) w zmiennych proporcjach, miazga kakaowa, serwatka w proszku (z mleka), mleko w proszku odtłuszczone, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, tłuszcz mleczny, emulgator: lecytyny (z soi); ekstrakt z wanilii, naturalny aromat miętowy. Czekolada mleczna: masa kakaowa minimum 30%. Produkt może zawierać orzeszki arachidowe, orzechy, jaja i zboża zawierające gluten.

Kalorie w 100 g: 508 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 27 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 16 g), węglowodany 61 g (w tym cukry 59 g), błonnik 1,5 g, białko 4,6 g, sól 0,21 g.

10 myśli na temat “Millano-Baron, Magnetic Czekolada mleczna nadziewana mięta-truskawka

  1. Mówi się, że ludzie z Krakowa nie znoszą Warszawy, ale ja się z tym zupełnie nie zgadzam – z całego serca kocham Warszawę! Byłam tam też równe trzy razy – raz na przesiadce do autokaru nad może (więc nie pozwiedzałam), raz na wycieczce szkolnej i raz w u kuzynki, i najlepiej wspominam zdecydowanie ostatnią wizytę – kuzynka zadbała o to żebym zwiedziła całą, ale to dosłownie całą Warszawę łącznie z Pragą, która wygląda zupełnie jak wyjęta z naszych czasów i z tego miasta – ciężko sobie wyobrazić że tak obskurna i zniszczona dzielnica to część Warszawy. Tak czy siak bardzo mi się podobało i w tym roku znów odwiedzę Warszawę ^^
    Ale teraz przejdzmy do czekolady, bo to o niej przecież ten wpis :D ja również uwielbiam wyroby Magnetic! Może i nie jadłam wszystkich, ale te które próbowałam bardzo mi smakowały (czysta mleczna czy gorzka czekolada, babeczki z masłem orzechowym, czekolada ala Oreo) i uważam że używana plebejska mleczna czekolada jest naprawdę cudowna. Także to byłby jedyny element który pasowałby mi w tej dzisiejszej czekoladzie :D ani nadzienie miętowe nie jest czymś, co lubię, ani truskawkowe z posmakiem arbuza lub melona. Gdyby w tym nadzieniu truskawkowym było czuć po prostu truskawkę to by było dla mnie mniam, ale arbuzów i melonów w słodyczach nie znoszę, bo wychodzą sztucznie (a świeże arbuzy i melony kocham). No i mięta z czekoladą… Nie, to wciąż nie jest moje połączenie :D ale też myślałam po obrazku że to będą dwa żele, czerwony i zielony :D

    1. Ciekawe, czy przekonasz się do połączenia czekolady i mięty jak do kawy w słodyczach. Btw, przypomniał mi się Twój komentarz spod recenzji o ciastku kawowym Chodakowskiej, że zapomniałaś na moment, że już lubisz :D

      Ja również chciałabym w tym roku odwiedzić Warszawę, a raczej Marcina, ale zobaczymy, jak wyjdzie.

  2. Mam do Magnetic stosunek neutralny. Czekoladę z masłem orzechowym czy Oreo wspominam bardzo dobrze, natomiast ta byłaby dla mnie koszmarem: nie dość, że owocowy dżemor to jeszcze mięta, a fe!

    1. Muszę kupić podrabianą Oreo koniecznie, tyle że – standardowo – w przyszłości. Może nawet w tym roku, jeśli nie zapomnę.

  3. W swoim świadomym życiu w Warszawie parę razy byłam, ale nigdy nie liczyłam. Nie lubię tego miasta. Tłok, korki, z dostaniem się gdziekolwiek widziałam problemy, miasto duże, a ludzi mnóstwo i wszędzie, wszystko w pędzie i ścisku. To taki kontrast od mojego kochanego Krakowa, że wiem, że nie wytrzymałabym tam długo. Zawsze tak sobie myślę, że to zrozumiałe, że stolice rządzą się innymi prawami i tyle. Fajnie jednak, że Ty spędziłaś tam miło czas i coś takiego upolowałaś. Też mam marki, które wydaje mi się, że tylko ja tak bardzo-bardzo kocham. Nawet wśród tych z najwyższej półki, ja np. ukochałam sobie Marou i Duffy’s, a chyba nikt nie ma aż takiego kręćka na ich punkcie. To więc rozumiem. Tylko gorzej ze zrozumieniem, że tak Barona można kochać. :P Jego kostki… wzroków mi szkoda! Haha.
    Produkty Magnetic do mnie nie trafiają, wolę serię Luximo. Co ciekawe, przy całym moim nielubieniu Millano-Barona, uważam, że akurat ona w miarę spoko wychodzi. Ta mnie nie zaciekawiła na tyle, by kupić, ale to jedna z tych czekolad, które w sumie mogłabym spróbować nawet, gdyby miała być obrzydliwa.
    Mnie wygląd nadzień nie zdziwił, choć rzeczywiście opakowanie sugeruje co innego. W sumie… specjalnie nie zastanawiałam się, jak wygląda, ale wyobrażałam ją sobie jak chyba też Magnetic piernikową, na której na opakowaniu był krem czekoladowy + dżem.
    O, wnętrze moich koszmarów! Zwykła gumka z Mambą i jeszcze dziegieć. Swoją drogą nigdy też o jego konsystencji (jak o gumce), nie myślę. Zawsze aż dłużej muszę się przy Twoich recenzjach zatrzymać, jak o tym piszesz. Właściwie… skąd skojarzenie? Ja z tym czymś w sumie nawet do czynienia nie miałam.
    O samej czekoladzie moje zdanie się nie zmieniło. Nie kupiłabym, ale spróbować w sumie mogłabym. Cukier by mnie zmęczył, fakt, ale jestem ciekawa, jak był dżem odebrała. Też arbuzowo-melonowy? Arbuzowa czekolada byłaby fajna.
    Że ta linia się nie przyjęła to poniekąd się nie dziwię. Wydaje mi się, że po prostu kampanii reklamowej nie zrobili porządnie, a czekolady nawet nie miały szans do wszystkich Biedronek podojeżdżać. W moich bez sensu po kątach je upychali, więc… A co miesiąc to może ludziom za często?

    Zabawna sprawa ze słowem „dżemor”. We wczesnonastoletnim okresie często go używałam, ale Mama mnie ganiała. Ona ma pierdolca na punkcie rozróżniania, czy coś jest dżemem, konfiturą itp., a mnie to tam obchodzi jak… Mało, że prawie nie jadam, to jeszcze po prostu patrzę na skład. Kiedyś zawsze mówiłam więc na wszystko „dżemory”, a ona strasznie się irytowała, więc z czasem z tego wyrosłam. Odbierała to jako pogardliwe. No… może poniekąd było trochę ironiczne, bo za nic różnic zapamiętać nie mogłam, ale lubię to słowo.

    1. „Zwykła gumka z Mambą i jeszcze dziegieć. Swoją drogą nigdy też o jego konsystencji (jak o gumce), nie myślę. […] Właściwie… skąd skojarzenie?” – Kiedy byłam mała, miałam książeczkę z bajką o misiu i zajączku (?). Miś gonił zajączka przez las i wpadł w pułapkę, którą była czarna maź lepka jak żywica. Kiedy wsadził w nią łapy, nie chciała go puścić, tylko przyciągała niczym uporczywa guma. Była czarna jak smoła i nazywano ją „dziegieć”. Zabawne, że mogę mieć zupełnie błędne przekonanie o dziegciu, w końcu zaczerpnięte z bajki, która z natury odpowiada rzeczywistości tylko do pewnego stopnia. Nie znajduję jednak lepszego określenia na tę konsystencję, więc pozostaje dziegieć.

      1. Aa, więc to Twoje wyobrażenie na podstawie bajki. Bo próbowałam to googlować, na YT znaleźć i wydawało się niepasujące do Twoich opisów słodyczy. Ja sobie zawsze czytając wyobrażałam coś jakby kleistą gumę z żywicy, taki co to można by formować, gdyby tak bardzo się nie lepił.
        W internecie to wygląda czasami jak zbita, gęsta żywica (dziegieć węglowy – bardziej pasuje do Twoich słodyczy) albo (brzozowy) bardziej jak miód. Czyżby tym razem moje wyobrażenie było blisko Twojego? Wydaje mi się, że tak.

        1. „Ja sobie zawsze czytając wyobrażałam coś jakby kleistą gumę z żywicy, taki co to można by formować, gdyby tak bardzo się nie lepił.” – W punkt.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.