Good Food, Wafle kukurydziane Oregano & Chia

Dawno, dawno temu, kiedy po raz pierwszy od lat (!) udało mi się uszczuplić słodyczowe zbiory do zaledwie czterdziestu produktów, postanowiłam zakupić dwie nowości. Na Wafle kukurydziane Oregano & Chia oraz ich braci Bazylia & Quinoa marki Good Food natknęłam się podczas zakupów w Leclercu. Co prawda w tamtym czasie byłam przekonana, że nie będę już prezentować na blogu nowych wafli ryżowych i innych, bo budzą mniejsze zainteresowanie niż klasyczne słodycze i przekąski, niemniej zmieniłam zdanie. Skoro ja je lubię, musicie polubić – a przynajmniej przetrwać dni publikacji – i wy.

Good Food, Wafle kukurydziane Oregano Chia, copyright Olga Kublik

Wafle kukurydziane Oregano & Chia

Wafle kukurydziane Oregano & Chia od Good Food ważą 70 g i zawierają aż 14 krążków, każdy po 5 g i 19 kcal. Są absolutnie przepiękne: złociste, cudownie kukurydziane i bogato nakrapiane dodatkami. Już wizualnie stanowią przekąskę wytrawną, niedopasowaną do kubka kakao czy słodkiej kawy.

Wafle kukurydziane Oregano & Chia marki Good Food dostarczają 379 kcal w 100 g.
1 bezglutenowy wafel kukurydziany Good Food waży 5 g i zawiera 19 kcal.

Good Food, Wafle kukurydziane Oregano Chia, copyright Olga Kublik

W zapachu Wafle kukurydziane Oregano & Chia nie są ani ładne, ani nieładne. Dają się poznać jako słonawe, modelinowe, ziołowe. Po zbliżeniu nosa do samej powierzchni aromat zasila nuta popcornowości. Początkowo zapach jest delikatnie kwaśny. Z czasem dowodzenie przejmują zioła i sól. Co istotne, zioła i sól są splecione i nie da się ich rozdzielić. Jedno stanowi rewers drugiego. Całokształt oddaje bardzo dobrze przyprawione… coś. Bliżej nieokreśloną przekąskę.

Good Food, Wafle kukurydziane Oregano Chia, copyright Olga Kublik

Wafle kukurydziane, w przeciwieństwie do ryżowych, zazwyczaj dają się poznać jako idealnie chrupiące i niestyropianowe. Wafle kukurydziane Oregano & Chia z grubsza spełniają tę regułę. Są podszyte styropianem, jednakże przede wszystkim przyjemnie chrupiące. Zawierają moje ukochane kukurydziane wyspy: twarde i esktrachrupiące. Takie same spotyka się w świeżo uprażonym popcornie.

Tytułowe oregano wyróżniające wafle Good Food wprowadza smak ziołowy i gorzkawy. Gorzkość zdaje się ziemista, pleśniowawa. Ziołowość dodatkowo implikuje subtelny kwasek. Kompozycję wykańcza sól. Sam krążek wydaje się wyciszony, wręcz mdły. Kukurydza stanowi odległe tło. Ziarenka chia nie mają udziału ani w smaku, ani w konsystencji. Gdybym nie poznała nazwy wafli, nie wiedziałabym o nich.

Good Food, Wafle kukurydziane Oregano Chia, copyright Olga Kublik

Wafle kukurydziane Oregano & Chia okazały się świetną przekąską na wieczór, w którym nie ma się ochoty na nic słodkiego. Mimo styropianowego podszyciawstępnie twarde, cudownie chrupiące i pełne twardych kukurydzianych wysepek. Smakują przede wszystkim gorzkawym oregano i solą. Tu pojawia się drobny minus: ziemista ziołowość zahacza momentami o pleśń.

Do ziołowych wafli kukurydzianych Good Food zdecydowanie wrócę. Opakowanie liczące 70 g i zawierające 14 krążków to doskonała opcja na raz podczas oglądania długiego i niewymagającego skupienia filmu na Netflixie. Kubki smakowe ucieszone, żołądek napełniony, a rączki czyste.

Ocena: 5 chi


Skład i wartości odżywcze:

Skład: pełnoziarnista kukurydza 51%, grys kukurydziany 35%, ryż brązowy, chia (salvia hispanica) 4%, oregano 1%, sól morska 1%. Może zawierać sezam i soję.

Kalorie w 100 g: 379 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 4,2 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 0,6 g), węglowodany 71 g (w tym cukry 1,5 g), błonnik 9 g, białko 9,7 g, sól 1,03 g.

20 myśli na temat “Good Food, Wafle kukurydziane Oregano & Chia

  1. Oregano lubię jako przyprawę, ale dodaję je tylko do sosów pomidorowych – na kanapkach czy właśnie waflach kukurydzianych (których i tak nie jadam xD) u mnie by się nie sprawdziły, bo do takich przekąsek wolę zwykłą sól lub w przypadku wafli przyprawy smakowe typu ser, papryka itp :D

  2. Do wszystkich wymienionych przez Ciebie praktycznych zalet wafli, dodam, że nie szkodzą choremu żołądkowi, a mnie odpowiada ich gramatura.
    Mam spory zapas tych wafli w domu. Z ciekawości, też kupiłaś z duuuuużą zniżką?

  3. Ponieważ unikam wartościujących epitetów w odniesieniu do jedzenia ( i innych nieożywionych przedmiotów :D ) – tym razem muszę: KOCHAM te wafle miłością dozgonną, wielką i odwzajemnioną. Jedne z garstki kukurydzianych, które na prawdę lubię ( ogólnie z wafli to właśnie kukurydziane lubię najmniej- ryżowe jednak rządzą na wieki <3). Tę gorzkość, którą określiłaś jako pleśniowawa..zgadzam się:D i uwielbiam ją, jest specyficzna, nie do końca jednak zdefiniowana, tylko i wyłącznie wyczuwalna (przynajmniej dla mnie) w tych właśnie waflach ( a jest spory wybór z dodatkiem oregano ). Do filmu idealne- nieprzesadnie wielka paka w stylu sonko 130 gr, ani też nie za malutka typu 35gramówki. Btw: w pracy potrafiłam zjeść 4 paczki wafli ryzowych, to prawie pół kilo o_0 na szczęście minęły mi takie skrajności, natomiast jest to dla mnie produkt nienudzący się (a może po prostu tak sobie wkręciłam, bo to jednak jeden z bardzo nielicznych pewnych wytworów dla chorego żołądka).

    1. Firma Good Food wypuściła serię wafli z pleśnią, dla niepoznaki nazwała je „z oregano”, a ludzie żrą i się cieszą :’D

      Nie wiedziałam, że jest dużo wafli ryżowych/kukurydzianych/innych z oregano.

      Mam nadzieję, że jutro mnie nie zamordujesz.

  4. ”(…)a ludzie żrą i się cieszą :’D”..zachwyceni nietuzinkowym wyrafinowanym polotem xD cholera wie tę firmę, po tym jak szorowano w sklepach kiełbasę, żeby wyglądała na świeżą- nic mnie już nie zdziwi ;/ aczkolwiek mam nadzieję, że to jednak właściwość owej przyprawy :D good food wypuscila jeszcze wersje z ziolami prowansalskimi, dla mnie to takie upgradowane oregano :D z oregano są jeszcze z firmy fiorentini i z lidlowskiego castello- żadne nie mają tego specyficznego niucha xD z ryżowymi z tym dodatkiem się nie spotkałam.
    ”Mam nadzieję, że jutro mnie nie zamordujesz.”- teraz mnie zaintrygowałaś. Ale poczekam do jutra z ostrzeniem maczety <3 ;D

  5. btw wlasnie sie dowiedzialam ze castello = good food :X nie rozkminiam tego kompletnie :/w sensie ze good food dostarcza im produkt a oni naklejaja swoje logo i cacy? Tak czy inaczej w castello „plesni” nie wyczuwam. Dziwne sa te konotacje producentow..

    1. A co Ty myślisz, że markety produkują sprzedawane produkty same? :D Przecież w Biedronce na każdym produkcie masz informację, kto jest producentem. W Lidlu po prostu nie podają informacji.

      PS Zobacz dopiski w recenzjach tej i tej ;>

      1. Nie zwracałam na to uwagi. Teraz będę wiedzieć. To trochę takie nie fair wobec konsumenta. Dziwne prawo, jeśli ktoś nie doczyta to tkwi w błędzie. Wiedziałam natomiast o kosmetykach,ale ze żywność..? Nie zwròciłam na to uwagi po prostu.

        1. Czemu uważasz, że to nie fair wobec konsumenta? I co dokładnie: korzystanie z produktów firm zewnętrznych czy brak umieszczania informacji o tym na etykietach? Mnie wkurza wyłącznie to drugie.

          Sprawa dotyczy nie tylko kosmetyków i żywności. Absolutnie każdy produkt sprzedawany w sklepach, marketach i supermarketach jako wyrób marki własnej tych sklepów jest produkowany przez kogoś innego. Sklepy nie mają fabryk, one tylko skupują produkty i naklejają im swoje etykiety. Dzięki temu możesz kupić popularny produkt w niestandardowym rozmiarze i/lub taniej. Zazwyczaj odrobinę różnią się składem bądź wartościami odżywczymi.

          1. „Sklepy nie mają fabryk, one tylko skupują produkty i naklejają im swoje etykiety”-tego dzialania nie rozumiem i nie pochwalam. Po 1. Jaka w tym korzyść dla producenta? Po 2. Czujë się wprowadzona w błąd czego przykład dałam w poprzednim komentarzu sądząc, że castello to castello a nie good food. Jeśli nie siedzę w temacie-patrzę na skład,makrosklasniki i datę ważności-nie wczytuję się w reszte literek-to żyję w przekonaniu,że zjadam 2 produkty od 2 ròżnych producentòw. Kwestia nieumieszczania info na opakowaniu to już całkowita abstrakcja. O tym też nie wiedziałam(nie obchodzilo mnie to,ale zacznie). Jak wòwczas rozpoznać,spod czyjej ręki wyszedl produkt?

            1. ..czyli analogicznie: namaluję obraz, ale ktoś sobie wymyśli,że tam gdzie jest czerwone-zrobi fioletowe, kwadrat przemieni w kòłko, rozjaśni tło i z wymiaru 80x65cm zrobi a4, podpisze Wieslaw Szmyd, zamiast za 300zl sprzeda za 2 dyszki i gitara? Kto się godzi na takie coś?:D

            2. „Tego dzialania nie rozumiem i nie pochwalam” – zupełnie nie rozumiem dlaczego. To nie jest żadna tajemnica. Przysięgam, że po raz pierwszy w życiu spotkałam osobę, która nie wiedziała, że marki własne obejmują wytwory producentów zewnętrznych.

              „Jaka w tym korzyść dla producenta?” – Zarobek, a cóż innego? Producent za wytworzenie produktu za każdym razem płaci tyle samo (cena surowców, uruchomienia maszyn etc.). Ma wybór: sprzedać je marketowi pod marką własną i zarobić 2 zł zamiast 3 zł na sztuce albo nie zarobić wcale. Ponadto osoby, które polubią produkt, w przyszłości – podczas zakupów w innym sklepie – kupią oryginał. To rodzaj autopromocji, na dodatek bardzo sprytnej. Markety i supermarkety znajdują się na terenie całej Polski i cieszą się popularnością, więc produkt ma szansę dotrzeć do szerszego grona odbiorców.

              „Żyję w przekonaniu,że zjadam 2 produkty od 2 ròżnych producentòw” – i co w związku z tym? Jaka to różnica, jeśli produkt Ci smakuje?

              „Kwestia nieumieszczania info na opakowaniu to już całkowita abstrakcja” – nie ma stosownego obowiązku prawnego, stąd nie każdy sklep umieszcza dane dotyczące producenta. Jak napisałam wcześniej, mnie też to irytuje. [Edit: Znalazłam informację, że jednak istnieje taki obowiązek. Bardzo nie chce mi się zagłębiać w artykuły prawne, więc nie napiszę Ci, dlaczego Lidl nie umieszcza danych producenta, mimo tego nikt go nie karze. Jeśli masz ochotę, wygoogluj i Ty mi napisz :P]

              „Jak wòwczas rozpoznać,spod czyjej ręki wyszedl produkt?” – Kupujesz to, co Ci smakuje, czy to, co ma na opakowaniu markowe logo?

              „Namaluję obraz” – według mnie przykład kompletnie nietrafiony. Po pierwsze obraz to sztuka, a opakowanie to po prostu obwoluta, którą się wyrzuca. Po drugie sklep nie kradnie producentowi produktu i nie zmienia go na chama, tylko obie strony wchodzą we współpracę.

              1. Wg mnie pezyklad bardzo trafiony, bo nie chodzi przeciez o opakpwanie. „Zawartosc” obrazu to nie kolorki i ksztalty,tylko IDEA,patent. Jakis pomsl na wykonanie. Ludzie w GoodFood musieli pomyslec nad produktem,strykturą,dodatkami. Opatentowali produkt.Pytajac”kto się godzi na cos takiego?” mialam na mysli zgode producenta(malarza,autora), ktory oddaje pomysl,tylko lekko zmodyfikowany. Za zadna kase bym tego nie zrobila.
                Napisalam w poprzednim komentarzu,ze zwracam uwagę na sklad,makro i date. Kupuje to, co mi smakuje a nie jakie ma logo,logo mam gdzies. Ale dla samej zasady fajnie by bylo nie byc zrobioną w balona.
                Jesli już producent sprzedaje swoj pomysl pod innym logiem-to powinno byc to oznaczone grubum drukiem na opakowaniu pod nazwą marki własnej. Ale niech robią co chcą, skoro tak działa świat-zacznę zwracać na to uwagę. Nie dla prestiżu zjadania czegos „markowego” (Btw przedefiniowalam sobie wlasnie znaczenie slowa ‚oryginalnosc’ )tylko dla dobrego skladu i smaku.

  6. Mózg mi się chyba przegrzał, bo musiałam aż dwa razy przeczytać akapit, by ogarnąć, że według Ciebie na pierwszy rzut oka NIE pasuje do kakao / kawy. Najpierw się wystraszyłam, że wafle z oregano pasują Ci do słodkiej kawy czy kakao, ech.

    O taki splot soli z czymś rozumiem świetnie. U Ciebie sól i zioła, w czekoladach częściej to sól i cytryna, ale ja z chęcią poczułabym właśnie (i to znacznie częściej) splot z ziołami. Pasowałby mi np. do czekolady z… nutami skór? Dymu?

    Chciałam pisać, że nie jestem przekonana, czy baza nie jest zbyt mdła do takich smaków, ale… wyszła właśnie tak. Oregano ziemiście-pleśniowe? Nie powiedziałabym. Mi się bardziej kojarzy z zapleśniałymi suchymi liśćmi, korą. Choć i to nie zawsze. Jednak ja na pewno lubię, gdy idzie w tym kierunku. Nie jestem jego wielką fanką, bo wydaje mi się, że musi być ilość idealnie trafiona, bym to właśnie czuła. I musi mieć odpowiednie towarzystwo.
    Na pewno nie jest nim „popcornowy” wafel.
    Ten Twój drobny minus. <3

    Często masz ostatnio wieczory bez ochoty na słodycze?

    1. Duet cytryna + sól kojarzy mi się tylko ze srebrną tequilą, a fuj.

      Oregano nie jest ziemiste ani pleśniowe. Po prostu tutaj tak wyszło.

      Hmm. Nie wiem, czy często. Jem, żeby mieć w domu mniej słodyczy. To główny motyw.

      1. W tych czekoladowych nutach tequila nawet się nie kręci w pobliżu! Na szczęście.

        Aa, zrozumiałam, że według Ciebie to, że tak tu wyszło jest normalne. To się zgadzamy, że nie jest, acz właśnie czasem może coś w tym guście wyjść.

        Smutny motyw, ale trochę mi zrozumiały. Czasem tak bez emocji od paru miesięcy wyjadam tabliczki kupiona na semestr letni, które na uczelni by się dobrze sprawdziły, a w domu podchodzę do nich bez emocji. Smucą mnie te z orzechami kupione na kwietniowo-majowy wyjazd w góry, do którego nie doszło, a kolejnej górskiej pory już nie dotrwają (we wrześniu ewentualnie mogłabym pojechać, a daty mają do listopada – nie chcę jeść z potencjalnie nieświeżymi orzechami, które leżałyby całe lato).

        1. „Czasem tak bez emocji od paru miesięcy wyjadam tabliczki kupiona na semestr letni, które na uczelni by się dobrze sprawdziły, a w domu podchodzę do nich bez emocji.” – Ostatnio mam bardzo zły czas i mało co mnie cieszy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio szczerze się uśmiechnęłam. Mam ochotę na to, czego zrobić nie mogę. Twoje trudy w pełni rozumiem. Nie ma to jak kupić coś w konkretnym celu, na dodatek w dużej liczbie, a potem przychodzi taki koronawirus czy inny syf i krzyżuje ci plany.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.