Nature Innovation, N.A! Fruit Sticks Malina

Cieszę się, że nie jestem osobą, która idzie przez dział ze słodyczami i chciałaby zjeść wszystko bez wyjątku. Bynajmniej nie chodzi o to, że źle oceniam takie osoby. Po prostu domyślam się, jak im trudno. Sama nierzadko czuję się przeciążona myślą, jak wiele słodyczy powinnam kupić i zrecenzować na blogu. A przecież i tak moje must-have nie obejmuje nawet połowy asortymentu sklepów! Gdybym poczuła, że muszę zrecenzować wszystko, wyskoczyłabym przez okno. (Do czego nikogo nie namawiam. Zresztą każdy wie, że skakać można tylko przez moje, a ja nie przyjmuję gości).

Wegańskie żelki Fruit Sticks Malina marki N.A! to jeden z produktów, które są mi tak obojętne, że mijam je w sklepach i nawet nie zaszczycam spojrzeniem. Póki nie otrzymałam paczki od Marthy (dziękuję!), nie umiałam powiedzieć, czym są. Coś tam słyszałam, ale żeby podać choć jeden szczegół? Nah.

Nature Innovation, N.A! Fruit Sticks Malina, zdrowe żelki wegańskie, copyright Olga Kublik

N.A! Fruit Sticks Malina

Mimo iż lubię zdrowe słodycze owocowe, zainteresowanie nowościami ograniczam do batonów raw. Batony owocowe z soków i nektarów czy żelki o podobnej bazie to zupełnie nie moja bajka (przykłady: FreeYu, Vitanella). Nie chodzi to, że smakują źle, po prostu… hmm. Nie są mi potrzebne do życia. Poświęcony im wieczór traktuję jako stracony, wszak mogłam zjeść coś mojego i pozostawiającego sympatyczny ślad w pamięci. Z kolei o żelkach Fruit Sticks za miesiąc nie będę pamiętać.

Żelki 100% owoców N.A! Fruit Sticks Malina od Nature Innovation dostarczają 326 kcal w 100 g.
Żelki malinowe na bazie jabłek N.A! Fruit Sticks ważą 30 g i zawierają 98 kcal.

Nature Innovation, N.A! Fruit Sticks Malina, zdrowe żelki wegańskie, copyright Olga Kublik

Malinowe Fruit Sticks pachną zaskakująco. Oddają słodkie owoce: ususzone, a następnie zżelkowione. Nie to jednak zaskakuje. Ponieważ na opakowaniu i w nazwie występuje malina, to ją spodziewałam się zastać. Pomyłka. Żelki okazały się esencjonalnie jabłkowe, kwaśne i słodkie jednocześnie. Skład i dodatkowe informacje w pełni tłumaczą aromat: produkt powstał z 687 g jabłek i 44 g malin. Bez komentarza.

Kolejnym niespodziewanym odkryciem jest wygląd owocowych pasków. Projektanta opakowania ostro poniosła fantazja, wszak zaprezentowane na białym tle jasnoróżowe ciałka są w rzeczywistości bordowe, niemal czarne. Rozumiem drobne niespójności, ale w tym przypadku… wtf?!

Nature Innovation, N.A! Fruit Sticks Malina, zdrowe żelki wegańskie, copyright Olga Kublik

Fruit Sticks N.A! są minimalnie lepkie, matowawe. W ustach dają się poznać jako żelkowate i śliskie. Są podobne do wspomnianych już batonów owocowych FreeYu, acz zdecydowanie twardsze, zwięzłe, zwarte. Byłabym skłonna nazwać je treściwymi, gdyby nie skromny rozmiar.

Smak żelek N.A! także odnosi się do batonów owocowych FreeYu. W obu produktach czuć przede wszystkim jabłka, co – ponownie – w pełni tłumaczy skład. Różnica polega na tym, że w batonach FreeYu odnotowuje się także pozostałych bohaterów kompozycji, Fruit Sticks zaś są czysto jabłkowe.

Nature Innovation, N.A! Fruit Sticks Malina, zdrowe żelki wegańskie, copyright Olga Kublik

Fruit Sticks N.A! to słodycze poprawne i o atrakcyjnym składzie, niemniej okropnie nudne. Przypominają utwardzone i pokrojone na kawałki batony owocowe FreeYu. Składają się głównie z zagęszczonego przecieru i soku jabłkowego – produkty FreeYu na odwrót, stąd różnica w twardości – co przekłada się na jednoznacznie jabłkowy smak. Maliny nie czuć w nich za grosz. Moim zdaniem szkoda wydawać na nie pieniądze, zwłaszcza że za 30 g w Rossmannie zapłacimy ok. 4 zł.

Ocena: 3 chi


Skład i wartości odżywcze:

Skład: zagęszczony przecier jabłkowy, zagęszczony sok z jabłek, przecier z malin, zagęszczony sok z czarnego bzu, substancja żelująca: pektyny, błonnik cytrusowy, naturalny aromat malinowy. Może zawierać: gluten, mleko oraz soję.

Kalorie w 100 g: 326 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 0,4 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 0 g), węglowodany 76 g (w tym cukry 66 g), błonnik 6,4 g, białko 1,3 g, sól 0,09 g.

8 myśli na temat “Nature Innovation, N.A! Fruit Sticks Malina

  1. Ten produkt podobnie odbieram i ja – nie zwracam nawet na niego uwagi, w ogóle mnie nie interesuje i nie zaszczycam go spojrzeniem :D nie jadłam go, ale naprawdę tutaj poszaleli w opakowaniem – ani kolor się nie zgadza, ani sugerowanie że to malina jest głównym bohaterem. Chociaż dla Ciebie przewaga jablka nad malinami to chyba plus? :D
    Produkt zupełnie nie dla mnie, wole schrupać świeże jabłuszka ^^

    1. O tak, dla mnie przewaga jabłka nad maliną stanowi ogromny plus, aczkolwiek nawet mnie uwiera nazywanie tych „żelek” malinowymi.

  2. Szkoda życia na jedzenie słodyczy na które nie ma się ochoty, a u Ciebie coś dużo tych z kategorii ‚stracony wieczór’ ostatnio. Prezent czy nie, serio nie zmuszaj się.

  3. Gdyby ciągnęło mnie do wszystkich słodyczy, życia by mi nie starczyło na ogarnięcie tego. Jakiś czas temu pod wpływem namów Mamy i tego, że naprawdę chciałam posprawdzać, czy może pewne produkty nawet teraz mają u mnie szansę, popróbowałam tak niemoich, że szkoda gadać. I tylko się utwierdziłam, jak bardzo nie dla mnie jest wiele rzeczy. Tym samym jednak udało mi się ułożyć w głowie wszystko tak, że już zupełnie się ograniczyłam do kupowania tylko tego, co ma u mnie realne szanse. Obecnie obojętnie przechodzę nawet obok wielu czekolad „ładnych”, „pomysłowych” itp.
    Recenzje z cierpień jednak rozciągnęłam aż na pół roku, bo… nawet publikując nie chcę do pewnych myślami wracać. Trochę mnie smuci, że uzmysłowiłam sobie, jaka wybredna w sumie jestem i… jak nas traktują producenci.
    Co do żelek – brzydzą mnie, a ich cukrowość od zawsze dziwnie męczy (a kwachowatych, wykręcających gębę też nie lubiłam), ale też nie jest to takie brzydzenie, że zbiera mi się na pawia, gdy o nich myślę. W przeszłości zdarzyło mi się nawet parę zjeść, ale z myślą „co to kur… jest właściwie” i dziwnym zdezorientowaniem, zupełnie nie dla mnie. Mama żelki sporadycznie lubi zjeść, ale z kolei do wegańskich rzeczy jest zbyt sceptyczna, by się zainteresować. Ja? Yy, przyjmuję do wiadomości, że istnieją i że pewnie istnieć powinny. Jedna koleżanka cierpiała parę tygodni jak przerzuciła się na całkowitą wegańską dietę i właśnie z lubianych żelek też musiała zrezygnować.

    Nie ma to jak adekwatna nazwa i obrazek oddający rzeczywistość… Gdyby jednak dali czarne paski, pewnie sporo osób myślałoby, że to lukrecjowe. Swoją drogą… są przecież chyba też jabłkowe żelki? Mogli zrobić po prostu taki wariant i wszystko by się zgadzało.

    Proporcje składników mnie rozbawiły. Pierwsza myśl? „I te 44 gramy to pewnie w dodatku same pestki”.
    Myślałam, że żelki są mi tak obojętne i poza moim nawet myślowym zasięgiem, że przeczytam bez emocji, ale… śliskość i nuda, to jak je sobie wyobraziłam, obrzydziły mnie. Nie znam smaku wspomnianych batonów, ale wyobrażam to sobie jako zżelkowano-sprzecierowione jabłko. O ile sam przecier gdy ma strukturę przecieru – ok, tak struktura… tego typu? O nie.

    Wiem, że nie umiałaś inaczej się z tymi otrzymanymi słodyczami zachować, ale… cholera. Straszna sprawa. Ja paru (też a to dostałam, a to sama głupio kupiłam) pozbyłam się po tym, jak miałam takie kilka dni, że co do czegoś nie zasiadłam, to okazywała się paskuda (w moim odczuciu, bo niektóre to pewnie po prostu zwyczajne słodycze skierowane do innej grupy konsumenckiej), przez którą nie mogłam przebrnąć.

    1. „Gdyby ciągnęło mnie do wszystkich słodyczy, życia by mi nie starczyło na ogarnięcie tego.” – Zabawne jest to, że co jakiś czas od różnych ludzi (znajomych) dostaję pytanie, czy po tylu latach blogowania mam jeszcze o czym pisać. Znaczna większość wychodzi z założenia, że asortyment jest mniej więcej stały i ograniczony, więc na pewno zrecenzowałam już wszystko. He, he, he.

      „Co do żelek – brzydzą mnie, a ich cukrowość od zawsze dziwnie męczy” – mnie żelki zupełnie nie przeszkadzają. Mogę zjeść, mogę nie jeść. Obojętnie.

      1. Tak! Ludzie kupują limitki, ale nie zwracają uwagi, że ciągle wychodzi coś nowego. Mało tego, dzień w dzień jedzą ciągle te same, pospolite słodycze i jakoś nie mają z tym problemu. Nie rozumiem tego. To znaczy nie chodzi już nawet o to, że cenię głębię i nuty w każdej jednej poszczególnej tabliczce czekolady, ale gdybym miała codziennie jeść ciągle jednego i tego samego batona umarłabym z nudów i jadła cokolwiek innego.

        1. Hmm. Wydaje mi się, że bez problemu mogłabym jeść w kółko dziesięć słodyczy. Zauważ, że jem przez kilka miesięcy ten sam obiad i przez kilka lat to samo śniadanie.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.