Sante, Go On Nutrition Protein Bar 33% Salted Caramel

Przy tonach słodyczy, które składuję w domu z uwagi na prowadzenie bloga, muszę prowadzić plik z datami ważności. Jak tylko coś kupię i przyniosę do domu, kładę obok laptopa, żeby nie zapomnieć wpisać na listę. Potem przenoszę do drugiego pokoju, kładę na kanapie i zostawiam do czasu, aż będzie dobre światło do wykonania zdjęcia godnego publikacji na Instagramie. Dopiero na końcu słodycz trafia do przynależnej mu szafki: ciastka zostają w większym pokoju (w kredensie), batony wędrują do słupka z szufladami, zdrowe słodycze do skrzyneczki, a produkty wymagające szybkiego zjedzenia do szafki nocnej. Szaleństwo.

Niemożliwością jest, bym nie wpisała słodycza na listę. To po prostu… A jednak. Albo wydarzyło się coś innego: po zjedzeniu innego produktu pomyliłam wiersz i wykasowałam baton proteinowy Go On Protein Bar 33% Salted Caramel zamiast właściwego. Tak czy inaczej, o posiadaniu go zorientowałam się trzy miesiące po upływie terminu ważności. Jak dobrze, że batony białkowe i tak piekę w piekarniku, więc nawet gdyby skamieniał, nie byłoby tragedii. (Wiem, bo kiedyś dostałam dwa Quest Bary zombie).

Sante, Go On Nutrition Protein Bar 33 Salted Caramel, baton proteinowy słony karmel, copyright Olga Kublik

Go On Protein Bar 33% Salted Caramel

Mimo iż batony proteinowe Go On nie należą do moich ulubieńców, Go On Protein Bar 33% Salted Caramel wydał mi się wyjątkowy. Przywiódł mi na myśl raczej Quest Bary niż klasyczne Go On Sante. Z trzech wariantów smakowych dostępnych na rynku wybrałam słony karmel, gdyż uznałam go za najciekawszy (mimo soli!). Baton białkowy podarowałam sobie na Dzień Dziecka w 2019 roku.

Go On Protein Bar 33% Salted Caramel marki Sante dostarcza 391 kcal w 100 g.
Baton białkowy słony karmel Go On waży 50 g i zawiera 195 kcal.

Sante, Go On Nutrition Protein Bar 33 Salted Caramel, baton proteinowy słony karmel, copyright Olga Kublik

Baton Go On Protein Bar 33% Salted Caramel pachnie przepięknie. Czuć wanilię, karmel, kokos i słodycz. Uściślając: słodki w punkt waniliowy karmel z echem kokosa, które z czasem wąchania staje się głośniejsze. Czuć też bliżej nieokreśloną białą polewę. Daleką od białej czekolady, niemniej przyjemną. W tle migocze batonoproteinowość występująca także w Quest Barach. Nie wiem, czy rzeczywiście wywodzi się z protein, czy ze słodzików. Może z obu naraz. W całokształcie aromat jest sztuczny. Skojarzył mi się ze świeczkami-podgrzewaczami bądź choinkami do auta. Co nie umniejsza atrakcyjności! Soli brak, uff.

Sante, Go On Nutrition Protein Bar 33 Salted Caramel, baton proteinowy słony karmel, copyright Olga Kublik

Z batonem Go On Protein Bar 33% Salted Caramel postąpiłam tak samo jak z każdym innym batonem proteinowym o podobnej budowie. Podzieliłam go na części i dwie duże wsadziłam do piekarnika na piętnaście minut, skrawek zaś zostawiłam do zjedzenia na zimno.

Zimne batony proteinowe nie urywają, a Go On Sante nie stanowi wyjątku. Biała polewa jest tłusta i polewowata. Smakuje mdło i słodko-słonawo (słonawo w 0,000001%). Wnętrze odznacza się twardością, ale nie jest skamieliną ani nawet zatwardziałą, sparciałą gumką. Mimo przekroczenia terminu ważności nie straciło fasonu. Jest pyliste, muliste. Wypełniono je przyjemnie chrupiącymi chrupkami. Ma wspaniały smak – taki sam, jak w wersji upieczonej; wait for it! – aczkolwiek bardzo delikatny, wyciszony.

Sante, Go On Nutrition Protein Bar 33 Salted Caramel, baton proteinowy słony karmel, copyright Olga Kublik

Po piętnastu minutach wygrzewania się w piekarniku baton Go On Protein Bar 33% Salted Caramel pachnie tak samo jak na zimno, przy czym wyeksponowane zostały inne nuty. Słodzik, sztuczna wanilia i sztuczny karmel wystrzeliły w kosmos. Są intensywne do kwadratu i przecudowne.

Brzegi ciepłego batona proteinowego chrupią tak cudownie, że aż brakuje słów. Doskonale oddają upieczone Quest Bary. Polewę z góry można zgryźć. Daje się poznać jako tłusssta i… właziwzębowa! Klei się do zębów i podniebienia. Pod nią skrywa się pulchne, miękkie, gniotkowe ciasto. Świeże ciasto. Bez proszkowatości. O dziwo również bez chrupek. Najwyraźniej coś się z nimi stało w piekarniku i przestały być wyczuwalne. Nie jest to ani wadą, ani zaletą. Ot, ciekawostka.

A co ze smakiem? Polewa jest słodzikowo słodka i oddaje kokosanki. Karmelowe kokosanki. Ciastowe wnętrze kontynuuje wątek podjęty przez polewę. Za nic w świecie nie czuć słonego karmelu zapowiedzianego w nazwie. Za to odnotowane karmelowe kokosanki są warte… wszystkiego.

Sante, Go On Nutrition Protein Bar 33 Salted Caramel, baton proteinowy słony karmel, copyright Olga Kublik

Zakładałam że baton Go On Protein Bar 33% Salted Caramel będzie dobry. Cóż, potencjalnie niedobrego bym nie kupiła. Nie sądziłam jednak, że konsystencja i smak przejdą moje najśmielsze oczekiwania.

Baton proteinowy o smaku słonego karmelu w rzeczywistości oddaje słodkie karmelowe kokosanki. Ma to zastosowanie w odniesieniu do smaku (tytułowy jest niewyczuwalny), ale również konsystencji wersji umieszczonej na piętnaście minut w piekarniku (temperaturę ustawiam na 180-200°C). Chrupkość, miękkość, pulchność, świeżość… ideał. Mimo iż jestem wierną fanką batonów Quest Nutrition, muszę wyznać, że chyba żaden Quest Bar nie jest tak dobry jak Go On Salted Caramel Sante.

Ocena: unicorn smaku
(ocena dla wersji upieczonej;
na zimno 4-5 chi)


Skład i wartości odżywcze:

Skład: białka mleka 31%: izolaty białek mleka MPI, koncentrat białek serwatkowych WPC 80 (z mleka); błonnik rozpuszczalny (kukurydziany), orzeszki arachidowe 17%, substancja słodząca: maltitole; tłuszcze roślinne: palmowy, shea; substancja utrzymująca wilgoć: glicerol; izolat sojowy, błonnik rozpuszczalny (akacjowy), skrobia z tapioki, sól, aromaty, substancje słodzące: sukraloza, glikozydy stewiolowe; emulgator: lecytyny (z soi); substancje wzbogacające: cytrynian magnezu, witamina C, niacyna, witamina E, kwas pantotenowy (B5), witamina B6, Tiamina (B1), witamina B12. Może zawierać: gluten, inne orzechy, sezam.

Kalorie w 100 g: 391 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 19 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 9,3 g), węglowodany 21 g (w tym cukry 2,8 g), błonnik 13 g, białko 33 g, sól 0,88 g.

Witaminy w 100 g: witamina C 66 mg, niacyna 13,5 mg, witamina E 9,8 mg, kwas pantotenowy 5 mg, witamina B6 1,2 mg, tiamina (B1) 0,9 mg, witamina B12 2,1 µg.

Składniki mineralne w 100 g: magnez 112 mg.

6 myśli na temat “Sante, Go On Nutrition Protein Bar 33% Salted Caramel

  1. Co do wstępu – podziwiam że masz tak wszystko poukładane i zorganizowane :D u mnie wszystkie słodycze lądują w jednej szafce, daty ważności zapisuje tylko te które mają się niebawem skończyć.
    Takiej oceny batona się nie spodziewałam :D nigdy też nie próbowałam piec batonów proteinowych, muszę w końcu to zrobić, bo chrupiące brzegi i świeży, ciastowy środek brzmią obłędnie <3 dla mnie brak słonego karmelu to oczywiście minus, ale dla karmelowych kokosanek mogłabym to przeżyć. Tylko skąd ten smak kokosa? ;D
    Jestem ciekawa czy na świeżo jest równie dobry czy może wiek mu służy :D

    1. Lubię organizację. Potrzebuję jej do życia. Gdybym wszystko wrzucała do jednej szafki… nie, stop. Musiałabym mieć szafkę z szufladą o pojemności wanny.

      Coś czuję, że po jednorazowym upieczeniu batona proteinowego już nigdy nie spojrzysz przychylniej na surowego.

  2. Mam podobnie z datami. Wydaje się niemożliwym, abym… ALE. A podobnie, nie zaś tak samo, bo ja spisuję odręcznie na kartce. Mało tego, po zakupie słodycze nie opuszczają korytarza, bo tam jest miło chłodno. Trzymam je w mroku, by przesiąkły nim i były bardziej moje. W sensie… żeby słońce nawet nie miało szans na nie łypnąć promykiem.

    W życiu nie zgadłabym, że to baton Sante. Aż dziwne, że swoje logo tak schowali (specjalnie?).

    Nie mój twór, brzmi smakowo jednak na tyle w porządku, że mogłabym zjeść czekoladę z takimi nutami. Kokosanek nigdy nie jadłam i odrzuca mnie od nich, więc pewnie by mi do głowy nie przyszły.

    Wracając jednak do dat. Mam problem z jedną rzeczą. Sama parę razy skazuję coś na przeterminowanie i sama dla siebie wtedy jem bez problemu. Mam jednak hopla na punkcie recenzowania jak najświeższych, np. teraz data do listopada dla mnie jest „trzeba zjeść w pierwszej kolejności”. Jakbym miała czekolady z datami krótszymi, umarłabym. Rozumiem oczywiście w tym przypadku wszystko, a w dodatku i tak wyszło na plus dla batona, jednak… równie dobrze mogło wyjść z krzywdą dla batona.
    Tak, ja bym miała problem z recenzowaniem czegoś po terminie. Problem natury: „a może to wynika…?”. Wybacz, ale też wciąż siedzi mi w głowie Vosges z twarożkiem, który Ci się zepsuł. Nie są to z mojej strony żadne zarzuty, tylko takie moje nastawienie do dat i… zazdroszczę, że niektóre produkty są tak łatwe do odratowania (może tu nie tyle „odratowałaś upieczeniem”, ale „jakby co, upiekę” – wiesz, o co mi chodzi? że zawsze jakby co, można upiec i i tak zjeść by się dało). Ile bym dała, by można było przywrócić świeżość takiemu twarożkowi z Vosges, mousse’owi z nadziewanych czy np. serkowi wiejskiemu (latem dziady mnie męczą – są tak czułe na transport* nawet w specjalnej torbie, potem też trzeba pilnować daty strasznie, bo potrafią mi zdechnąć np. 4-5 dni przed dniem ostatecznym).
    *Moje ulubione Łaciate lekkie są tylko w sklepach bardzo daleko ode mnie.

    1. „Teraz data do listopada dla mnie jest „trzeba zjeść w pierwszej kolejności”. Jakbym miała czekolady z datami krótszymi, umarłabym.” – :')

      Zakładam, że gdyby przeterminowany produkt okazał się zepsuty bądź niesmaczny, nie zrecenzowałabym go albo za defekt nie odjęłabym mu punktów, bo doprowadzenie do przeterminowania byłoby moją winą. Vosges w momencie mojej degustacji był po terminie?

      1. Vosges otworzyłam 27 stycznia (napisałam Ci wtedy), napisałam, że to czekolada z twarożkiem i jestem prawie zupełnie pewna, że w liście termin ważności Ci napisałam – a może to była data publikacji planowanej? Już nie pamiętam, co pisałam. Założyłam jednak, że otwartą czekoladę z twarożkiem zjesz na dniach. W nerwach nie mogę znaleźć opakowania w pudłach (już nie wiem, w którym), ale z tego, co po innych patrzę, data musiała być jakoś do kwietnia. A Ty zjadłaś tę czekoladę… dużo później?

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.