Good Food, Wafle ryżowe Jumbo Ser

Chipsy, chrupki, paluszki, talarki i inne chrupiące twory to produkty deficytowe na livingu. Mimo iż świat chrupaczy stoi przede mną otworem, nie interesuje mnie przekroczenie bramy i zwiedzanie go. Część osób nabiera przez to mylnego wrażenia, że nie lubię chipsów, chrupek i ich kuzynów. Bynajmniej. Lubię, niektóre propozycje nawet bardzo, tyle że rzadko mam na nie ochotę. Na co dzień wolę słodkie desery.

Wafle ryżowe Jumbo serowe, paprykowe i pizzowe przez lata pozostawały poza sferą moich zainteresowań. Dopiero kiedy uznałam, że zgłębię asortyment marek wafloryżowych, sięgnęłam również po nie. Stanowią wyjątek od reguły, gdyż zwykłe wafle ryżowe, kukurydziane, jaglane i inne kupuję tylko w opakowaniach jednorazowych (tuby 100+ g mnie nie interesują). Dlaczego więc złamałam dla nich zasadę? Chyba z chęci sprawdzenia, jak się mają do plebejskich chrupek typu Hypery czy Cheetosy.

Good Food, Wafle ryżowe Jumbo Ser, copyright Olga Kublik

Wafle ryżowe Jumbo Ser

Wafle ryżowe Jumbo serowe Good Food wprawiły mnie w osłupienie budową. Nigdy nie widziałam tak grubych wafli ryżowych (ani innych). Nigdy też nie spotkałam tak bogato obsypanych przyprawami, przy czym akurat to nie powinno nikogo dziwić, jako że nie kupuję wersji smakowych i brak mi doświadczenia. Jedno jest pewne: czysta degustacja nie wchodzi w grę. Nie obędzie się bez plebejskiego oblizywania palców, zupełnie jak podczas degustacji najcudowniejszych, najtańszych chrupek.

Wafle ryżowe Jumbo Ser marki Good Food dostarczają 418 kcal w 100 g.
1 wafel ryżowy serowy Jumbo Good Food waży 12,1 g i zawiera 51 kcal.

Good Food, Wafle ryżowe Jumbo Ser, copyright Olga Kublik

Chrupki serowe to jeden z moich ulubionych wariantów smakowych. Spodziewałam się więc, że Wafle ryżowe Jumbo serowe Good Food mnie oczarują. Tymczasem okazało się, że początek będzie trudny. Kiedy rozerwałam opakowanie, w moje biedne nozdrza buchnął smrodek sera jednocześnie słodkiego i skwaśniałego, podszytego znoszonymi skarpetami. Albo na odwrót: skarpet podszytych słodko-kwaśnym serem żółtym. Serowość nie pochodzi z rzeczywistego produktu, tylko syntetycznego proszku. Zza śmierdolącego pierwszego planu wyziera jakaś tam baza wafli. Nie da się stwierdzić, czy ryżowa.

Ponieważ Wafle ryżowe Jumbo serowe zawierają ogrom przyprawy, degustację rozpoczęłam od zlizania jej z jednego krążka. Poczułam przemożną słoność, wyrazistą kwaśność i sztuczną serowość. Kompozycja jest mocna, wręcz agresywna. Na dodatek tak dziwna i oburzająca, że aż pyszna.

Good Food, Wafle ryżowe Jumbo Ser, copyright Olga Kublik

Wafle ryżowe odznaczają się konsystencją typową dla tego rodzaju produktu, a więc styropianową, stetryczałą. Na szczęście styropianową masę przecinają twarde i cudownie chrupiące kukurydziane punkty (ale nie kukurydziane wyspy; są mniejsze i nie mają łusek, wszak kukurydzę zastosowano w formie grysu). To czyni wafle ryżowe Good Food niejednolitymi pod względem konsystencji. Mimo stetryczenia zachowały podstawową chrupkość. Z uwagi na grubość i suchość Jumbo serowe zapychają.

Wyrazista i narzucająca się kubkom smakowym przyprawa serowo-skarpetowa zostaje zneutralizowana, gdy spożywa się ją razem z grubym waflem. Wówczas do głosu dochodzi ten drugi. Jest mdławy. Przypomina chrupki kukurydziane dla dzieci. Raz po raz na powierzchnię wypływa popcorn.

Przez całą pierwszą degustację męczyło mnie poczucie, że skądś znam nutę smakową ściśle związaną z serem. Nie tę skarpetową, tylko inną, nienazwaną. Uporczywie zlizywałam przyprawę z kolejnych krążków Jumbo serowych, żeby sobie przypomnieć. I wreszcie pochwyciłam właściwą myśl! To smak zwykłej margaryny w kostce, ale już po rozpuszczeniu na patelni. Żółtego, ciepłego tłuszczu z okami. Stanowi bazę, która została oprószona syntetycznym, słono-kwaśnym, skarpetowym serem smażono-topionym.

Good Food, Wafle ryżowe Jumbo Ser, copyright Olga Kublik

Wafle ryżowe Jumbo serowe Good Food są nazbyt grube, styropianowo-stetryczałe i przesuszone, przez co zapychają i męczą. Zawierają tyle prochu, że nadają się wyłącznie dla rasowych oblizywaczy palców. Na dodatek ordynarnie śmierdolą i mają trudny smak. W bazie czuć chrupki kukurydziane dla dzieci, w posypce zaś świeżo stopioną margarynę ze słono-kwaśną posypką serową i ususzonymi, startymi skarpetami.

Mimo oczywistych wad Jumbo serowe Good Food są uzależniające, dzięki czemu stają się pyszne. Po pierwszej degustacji przyznałam im 3 chi. Podczas drugiej nie mogłam uwierzyć, że chciałam tak bardzo je znieważyć. Ze względu na grubość krążków i wielkość opakowania na pewno do nich nie wrócę, ale jednorazowa – no, dwurazowa – degustacja była wyborna. Nietypowa i dziwna, ale jednak.

Ocena: 5 chi


Skład i wartości odżywcze:

Skład: ryż brązowy 34%, ryż biały 25%, grys kukurydziany 25,4%, olej rzepakowy, serwatka w proszku (z mleka), sól, laktoza, proszek serowy 0,6%, cukier, odtłuszczone mleko w proszku, śmietanka w proszku, aromaty, barwnik: ekstrakt z papryki. Może zawierać gluten.

Kalorie w 100 g: 418 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 9,8 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,3 g), węglowodany 74 g (w tym cukry 5 g), błonnik 2,2 g, białko 7 g, sól 1,6 g.

10 myśli na temat “Good Food, Wafle ryżowe Jumbo Ser

  1. Ja bardzo lubię tę konkretne wafle :D w ogóle z wafli ryżowych to właśnie seria smakowa jest moją ulubioną. Te wafle są dla mnie odrobinę za mało przyprawione i faktycznie w pewnym momencie czuć ten mdławy smak wafla, ale ogólnie ta przyprawa bardzo przypomina mi Cheetosy i nie czułam w niej skarpet ani margaryny. No i lubię te ich zapychającą konsystencję ^^ na pewno smakowały mi bardziej niż kukurydziane , bo te drugie były dla mnie za twarde :/

    1. Biorąc pod uwagę wysoką zapychalczość wafli Jumbo, wybieram plebejskie chrupki serowe. Skoro obie przekąski stoją poza działem „zdrowe”, wolę chrupać te, które sprawiają mi większą radość.

  2. Pamietam te wafle..zgroza :/wystarczyły 2 sztuki( w zasadzie 1.5), żeby mnie pokonać i żebym cierpiałam sobie cichutko, znokautowana gdzieś w ciemnym zaułku ulicy Sodowej,na os.SŁONEcznym o_0. Nigdy więcej. Z moją tolerancją na sòl dobrnięcie, powiedzmy, do 5-6 sztuk zdaje się być ròwnoznaczne z opròżnieniem zawartości solniczki i jeszcze wylizaniem denka na koniec, bo przecież pòł pojemniczka to za mało. Nie wyczułam 2 nich ani jednej smakowej nuty-tylko sòl. Często czytając recenzje u Ciebie, pròbuję zgadnąć ilość chi.. zauważyłam tez, że wiele razy te recenzje nie są tożsame z finalną oceną, że czasami 1 aspekt potencjalnie pogrążajacy produkt- dla Ciebie wpływa pozytywnie na jego końcowy odbior. Tu jednak byłam pewna:2 chi max, bankowo. Pewnie też Cię zasoliło, zatluklo i zostawilo samą z poparzonym podniebieniem i ciśnieniem wywindowanym ponad poziom morza. Poza tym ten smrodek, stetryczalość, tłuszcz z okami z patelni, skarpetki(chociaż to wszystko ginie podczas konsumowania to i tak..aż tyle na minus w pierwszym wrażeniu…byłam pewna, że produkt się nie obroni).5chi to konsternacja. I chociaż zdziwienie było spore,to cieszę się, że Ci smakowały. Ja jednak pozostanę przy klasycznych, bezposypkowych. Jak do soli w granicach przyzwoitości nie mam nic,tak aż taka jej koncentracja na tak małej (mimo wielkości wafla)powierzchni, to już dla mnie ciężar nie do udźwignięcia.

  3. Kalafior z kurczakiem, ser… A i ryże, orkisze… obiad nam się tu zbiera!

    Wstęp – rzeczywiście nie kojarzysz się z chipsami, ale im bardziej Cię poznaję, tym mniej dziwne mi się wydaje, że je lubisz. I do chipsów jako tworu nic nie mam, ale ich nie lubię. Badając swój gust na przestrzeni lat zdarzało mi się robić podchody. Raz bardzo mnie brzydziły, było, że trochę od biedy podjadłam, łe. Są warianty, których za nic nie wzięłabym do ust, są takie, do których mogłabym się przymusić, mając jakiś dziwny dzień. Wafle ryżowe z serem? Niee, tych bym nie chciała spróbować. Gdybym musiała wybrać, czy dziwne chipsy, czy wafle te, chyba już wolałabym te pierwsze, bo nienawidzę dźwięku, efektu itp. wafli. Są dla mnie czymś obcym, a zapachy-smrody chipsowe znam z „bycia obok” (Mama).

    Kukurydziane punkty bez łusek dla mnie akurat byłyby plusem. Rozumiem, że lubisz takie twarde „cosie” w waflach, ale… łuski do tego też zaliczasz? Lubisz łuski?
    Serowe chrupki dla dzieci. Ciekawa sprawa, bo nigdy specjalnie za nimi nie przepadałam, ale „skarpetowy” zapach nigdy strasznie paskudny mi się chyba nie wydawał. Za to od chrupek o smaku pizzy zbierało mi się zawsze na pawia. Taka ciekawostka.
    I dobrnęłam do momentu o… margarynie. I syntetykach. W ogóle smażony i topiony ser – wiesz, że i to bardzo nie moja bajka. O fu, kur…czę i wszystkie przyprawy do kurczaków! Ostatnio jak byłam u ojca oprócz drożdży spróbowałam też czystego masła, margaryny i „masła do smarowania” (Smakowite itp. ze szlachetnym 0,5-1% masła) i o nie… Ble. Btw mój ranking tych tłuszczy – najmniej odrzuca mnie to do smarowania (i to jest mi najbardziej znane, tego nuty czuję przeważnie), potem zwykłe masło, a margaryna z kostki jest straszna. Ciepłej z patelni nie kojarzę, ale takie kojarzę masło, więc chyba potrafię sobie wyobrazić (połączenie tego + chemia?).
    Swoją drogą, brzydzi mnie lizanie takich wafli i chipsów, ale nie mam nic do tego, że to robiłaś. W celu ustalenia skojarzenia też bym tak pewnie robiła. Po prostu przypomniał mi się sposób na jedzenie chipsów przez kuzynkę (ona jest spoko, tylko ma swoje dziwactwa, jak my wszyscy, lubię dziwactwa, ale to jest głupawe :P): każdego chipsa dokładnie wylizywała, wyrzucając zawilgocony śliną plaster. Kieedyś jako nastolatka na to wpadła, by nie dostarczać sobie kalorii, haha.

    Pyszne?! Wiem, że ja za nic bym ich tak nie odebrała, ale znam zjawisko, że człowiek potrafi się wciągnąć w coś odpychającego. Ja to nazywam „tak obrzydliwe, że aż pyszne” (kiedyś tak miałam z jednym smakiem chipsów, dlatego i o nich się tak rozpisałam). Niektórych ludzi uważam też za tak brzydkich, że aż pięknych (pisałyśmy kiedyś o tym?). Nawet ostatnio udało mi się tak wciągnąć w skrajnie nie moje danie – smażone i bardzo słone. Słoność niby mnie męczyła, ale ogół był tak intrygujący… Tylko że takie uzależniające rzeczy u mnie zazwyczaj łączą się z elementem „ciekawostka” – jak ten czynnik opada (czyli np. miałabym do danego dania wrócić), już bym mogła się nie wciągnąć, a nosem kręcić.

    1. „Rozumiem, że lubisz takie twarde „cosie” w waflach, ale… łuski do tego też zaliczasz? Lubisz łuski?” – Dobrze zrobione łuski. Takie, które dają się pogryźć i chrupią.

      „Ja to nazywam „tak obrzydliwe, że aż pyszne.”” – Si, ja nazywam tak samo. // „Niektórych ludzi uważam też za tak brzydkich, że aż pięknych (pisałyśmy kiedyś o tym?).” – Nie, nie pisałyśmy. Zgadzam się z opinią, są tacy ludzie. Może niekoniecznie piękni – piękno kojarzy mi się jednoznacznie – tylko… wyjątkowi? Intrygujący? Atrakcyjny w sposób specyficzny, po prostu. Chyba nie ma dobrego słowa w języku polskim. Magnetising?

      1. Aa, oki. A takie zwykłe łuski w popcornie? One przecież nie są jakkolwiek zrobione; po prostu są łuskami.
        Faktycznie, w polskim chyba nie ma odpowiedniego. Jednak dla mnie to pięknem można nazwać, bo uważam, że „piękno” to pojęcie względne. Dla mnie piękne są wystające kości, dla Mamy piękne są kaloryfery u kobiet. Tych nie uważam za piękne, ale mogą być atrakcyjne (ja nie lubię).

        1. Odpowiem Ci, jak zjem popcorn. Póki co bazuję na przeszłości, a to wiadomo…

          Piękno ma szeroki zakres znaczeniowy, podobnie jak kultura. Kultura może oznaczać wzory i wartości danego społeczeństwa, a może stanowić zbiór instytucji typu kino, teatr, muzeum, galeria sztuki etc. Piękno może być wszystkim tym, co uznasz za piękne, albo odpowiadać klasycznemu pięknu. Klasycznie piękne nie są ani wystające kości, ani kaloryfery. Klasyka – w przeciwieństwie do mody – się nie zmienia. Ponadto klasyka nie poddaje się gustom jednostek. Wiele rzeczy obiektywnie pięknych jest subiektywnie wstrętnych – dla mnie większość obrazów w Muzeum Narodowym jest paskudna jak rzygi – mimo tego muszę mówić, że są piękne w takim samym sensie, w jakim są kolorowe, duże, małe, barokowe, renesansowe itd. (Jestem pewna, że o tym wszystkim wiesz. Napisałam w celu podsumowania, a nie edukowania :P)

  4. Nie wierzę, że to piszę ale zainteresowały mnie. Pewnie i tak nie kupię, ale w sumie chciałabym ich spróbować.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.