Milka, Moo Caramel Creme

Jeśli chodzi o smak mlecznej czekolady, Milka nadal jest jedną z moich ulubienic (inne to Millano, Lindt). Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę markę jako całokształt, Milka nie wypada już tak dobrze. W mojej ocenie w ostatnich latach zaliczyła upadek na główkę. Z pozycji czekoladowego lidera stała się producentem, którego nowości mogę kupić, ale jeśli ich nie spróbuję, nie będę czuła żalu.

Moo Caramel Creme stanowi produkt idealnie obrazujący jedną z dwóch przyczyn, dla których przestałam kochać Milkę. Jest to bowiem owoc strategii typu nie bardzo wiemy, co nowego wypuścić, więc wyprodukujmy cokolwiek, a ludzie i tak kupią, w końcu będzie miało logo Milki. (Drugi powód wynika z pierwszego – choć na szczęście nie zawsze się pojawia – i jest związany z obniżeniem jakości nowych słodyczy. Można go zamknąć w słowach: w końcu to produkty Milki, więc kupujących nie zabraknie).

Milka, Moo Caramel Creme, mleczna czekoladka z karmelem i mlecznym kremem karmelowym, copyright Olga Kublik

Milka Moo Caramel Creme

Dlaczego uważam, że Moo Caramel Creme jest wyrazem braku pomysłu na nowość? Ani to czekoladka, ani cukierek. Niby ma jakieś tam nadzienie, ale ileż da się go zastosować w produkcie ważącym 16 g, na dodatek w większości złożonym z mlecznej czekolady? Obietnica milkowego karmelu kusi, wszak kocham czekoladę i baton z serii Caramel, niemniej gdyby miniaturka Moo Caramel Creme do jesieni zniknęła ze sklepów – do tego czasu bowiem zawiesiłam kupowanie jakichkolwiek słodyczy – nie płakałabym za straconą szansą na spróbowanie. Za ubiegnięcie mnie dziękuję pewnemu słodyczowemu dealerowi.

Moo Caramel Creme marki Milka dostarcza 527 kcal w 100 g.
Mleczna czekoladka z karmelem waży 16 g i zawiera 84,5 kcal.

Milka, Moo Caramel Creme, mleczna czekoladka z karmelem i mlecznym kremem karmelowym, copyright Olga Kublik

Mogłam się zżymać na nowość od fioletowej krowy, ale jedno wiedziałam z góry: Moo Caramel Creme oczaruje mnie aromatem. I rzeczywiście, dokładnie tak się stało. Miniaturka oddaje słodką i przemleczną czekoladę Milki połączoną z równie słodkim karmelem, także typowo milkowym. Czekolada zdaje się rozkosznie plebejska, dziecięca, wręcz świąteczna. Karmel stanowi tło, lecz nierozerwalne.

Sądziłam, że jedzona w ciepłym dniu mleczna czekolada Milki przemieni się w bagienko już podczas dotykania, tymczasem okazała się nieprzesadnie lepka i przyzwoicie twarda. Dobrze chroni skąpe nadzienie. Jak tylko trafia na język, bagienkowieje. Staje się przegęsta i przewspaniała, choć jest drobnopylista. Smakuje mlecznie do kwadratu, słodko, świątecznie. To Milka w najlepszej postaci.

Milka, Moo Caramel Creme, mleczna czekoladka z karmelem i mlecznym kremem karmelowym, copyright Olga Kublik

Moo Caramel Creme zawiera malutko nadzienia. Karmel jest typowo milkowy: półpłynny, śliski, kleisty, lejący się, oblepiający wszystko, czego dotknie. Jest zbyt rzadki, by fundować właziwzębowość, natomiast ochoczo oblepia wargi i zęby od frontu. Kontrolujcie uśmiechy!

Jak wynika z opisu produktu, Moo Caramel Creme to czekoladka z nadzieniem mlecznym o smaku karmelowym. Nadzienie owo zajmuje 9%, czyli niewiele. Trudno je wygrzebać, zwłaszcza spod lepkiego i czepialskiego karmelu. Zostało położone zbyt cienką warstwą, bym mogła powiedzieć cokolwiek o konsystencji. W smaku wyczułam przyjemną słodką mleczność.

Milka, Moo Caramel Creme, mleczna czekoladka z karmelem i mlecznym kremem karmelowym, copyright Olga Kublik

Pod względem zamysłu i konstrukcji (formy) czekoladkę Moo Caramel Creme uważam za nijaką i niewartą zakupu. Z uwagi na rozmiar, możliwość poznania smaków nadzienia i zaspokojenia ochoty na słodycze również oceniam nowy produkt Milki nisko. Zawiera łącznie 18% wsadu, co wydaje się kiepskim żartem. Gdyby chociaż zdecydowano się na jeden rodzaj – albo krem karmelowy, albo półpłynny karmel – byłoby zdecydowanie lepiej. W obecnej postaci dostajemy wszystko i nic.

Nie mogę jednak zaprzeczyć, że dla fana plebejskiej mlecznej czekolady i karmelu miniaturka Moo Caramel Creme stanowi ideał smaku. Konsystencji zresztą też. To właśnie owe dwa aspekty złożyły się na wysoką ocenę. Zaznaczam jednak, że do karmelowej czekoladki Moo Milki nigdy nie wrócę. Sięgnę po baton lub tabliczkę Caramel, w które można się porządnie wgryźć i które polecam z całego serca.

Ocena: 6 chi
(za smak i konsystencję)


Skład i wartości odżywcze:

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, odtłuszczone mleko w proszku, miazga kakaowa, serwatka w proszku (z mleka), olej palmowy, tłuszcz mleczny, syrop glukozowy, syrop glukozowo-fruktozowy, emulgatory (lecytyny sojowe, E 471), pasta z orzechów laskowych, aromaty, sól. Może zawierać inne orzechy. Nadzienie mleczne zawiera 7% odtłuszczonego mleka w proszku.

Kalorie w 100 g: 527 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 29 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 17 g), węglowodany 59 g (w tym cukry 56 g), błonnik 1,5 g, białko 5,4 g, sól 0,29 g.

15 myśli na temat “Milka, Moo Caramel Creme

  1. Nie skusiłam się na żadną z tych krówek, bo wlasnie: za małe to i za drogie, już wolę kupić czekoladę czy batona. ilość nadzienia jest tu po prostu śmieszna, niezależnie od tego jak smakuje to jednak z nim nie poszaleli :D nie rozumiem w sumie po co wypuścili te krowy, jakby zrobili jakiś inny smak nadzienia to jeszcze spoko (może marcepan? Masło orzechowe?), Ale zwykły karmel? Az się chce zaśpiewać: ale to już było… :D

  2. O Milce poniekąd podobnie myślę. Kiedyś wydawała się ciekawsza, a teraz? Zapycha rynek byle czym w wysokich cenach, bo lud i tak kupi. Mało tego! Wyda bzdurne pieniądze i jeszcze będzie się cieszył!

    Kremu jak na lekarstwo… Chociaż nie. Wszystkiego jak na lekarstwo, stąd jest to idealna definicja „Milki nie dla Mamy”. Dla mnie tym bardziej, bo umarłabym, gdyby mi przyszło wydać tyle na takie coś.

    Co do końcowej oceny – też rozumiem. Bo czasem nie da się oceny niższej wystawić, bo wszystko jest, jak miało być, ale np. cena i czynnik „czy wrócę”. Do czekolad plantacyjnych wracam… Naprawdę do nielicznych. Muszą mieć to coś. Wszystkie są bardzo dobre, większość rewelacyjna, ale w swojej cenie to nie dziwne. A gramatury – też, no właśnie. Człowiek chce poczuć, że coś je.

    1. Cóż, w mojej diecie nie ma stałego miejsca dla słodyczy, po których zjedzeniu nie jestem pewna, czy rzeczywiście coś zjadłam.

      1. U mnie to samo, bo jak wiesz, lubię jeść długo, a coś na jedno kłapnięcie postrzegam jako „nie warto nawet po to łapę wyciągać”. A małe ciemne czekolady siłą rzeczy mimo wszystko są na dłużej (+te moje siedzenie z posmakiem, który czasem naprawdę jest mocny, cudowny i długo trwa, np. w jednej czekoladzie kawy prawie wcale nie było czuć, ale zostawia mocno kawowy posmak, który jest niczym… jakaś naprawdę dobra kawa z kawiarni – i aż szkoda to zagłuszać).

  3. Mam taką samą opinię dotyczącą czekolad Milki i Milki jako całej marki 😉 Lindt też należy do moich ulubieńców ☺ mogę wiedzieć jakie czeko milki oprócz karmelowej lubisz najbardziej? I czy jest jakiś milkowy produkt nie będący czekoladą który polecasz?

    1. Uwaga, piszę to na podstawie przeszłych degustacji, a do wielu produktów nie wracałam.

      Czekolady: Mmmax Strawberry Cheesecake, Oreo Sandwich, Crispy Joghurt, Caramel, Choco & Biscuit, klasyczna Oreo (100 g), Chips Ahoy!, Tuc i LU.

      Inne słodycze: ciastka z czekoladą Choco Moo, ciastka z czekoladą i płatkami owsianymi Choco Grain, Puddingi, wafel Nussini, jajka wielkanocne Loffel Ei Milchcreme i Loffel Ei Kakaocreme, biszkopty Choc & Choc.

      Zachęcam też do przejrzenia tagu „Milka”: http://livingonmyown.pl/tag/milka/

  4. Chociaż dla mnie to produkt zupełnie nieatrakcyjny to myślę, że może być przydatny, kiedy matka chce kupić coś słodkiego dziecku. To prawie baton, a mały zje 8 gramów cukru zamiast 25. Niemniej wolałabym coś odmiennego od reszty oferty – format w porządku, ale zmieńmy np nadzienie.

  5. Nie za dużo dobrych ocen ostatnio? :D Jeśli masz ochotę zmienić ten stan rzeczy, polecam Monte Snack White (są w Biedronce) :D

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.