ETi, Browni Chocolate muffinka czekoladowa nadziewana

Podczas recenzowania batonowego ciastka Browni Chocolate & Hazelnut Cake zżymałam się na nazwę zastosowaną przez ETi. Dlaczego musi to być irytująco niepoprawne browni, nie zaś przyjęte przez cały świat brownie? Turecki producent słodyczy, jakby w ripoście na moje zarzuty, wypuścił dwa nowe ciastka: czekoladowe babeczki Browni Chocolate z nadzieniem czekoladowym i wiśniowym. Do każdego dołączył bilecik ze środkowym palcem i podpisem: Dla Olgi i jej potrzeby poprawności językowej.

Ponieważ do tej pory słodycze ETi częściej mnie zachwycały niż rozczarowywały, po muffinki Browni Chocolate sięgnęłam (upolowałam je w Leclercu). Inne powody decyzji to: uwielbienie dla ciastek typu kapcie z worka, słabość do babeczek, rozmiar w sam raz na raz, rozkosznie plebejska cena (1 zł z hakiem).

ETi, Browni Chocolate muffinka czekoladowa nadziewana, babeczka czekoladowa nadziewana czekoladą, copyright Olga Kublik

Browni Chocolate muffinka czekoladowa z nadzieniem czekoladowym

Babeczka Browni Chocolate nadziewana kremem czekoladowym stanowi odpowiedź dla malkontentów uważających, że w ciastkach z worka i sklepowych wypiekach nadziewanych nie da się trafić na bogate wypełnienie. Teza zostaje obalona jeszcze przed rozkrojeniem, gdy oko trafia na aż cztery potężne dziury po maszynie wtłaczającej krem. Z kolei po przekrojeniu… ach!

Browni Chocolate muffinka czekoladowa od ETi dostarcza 442 kcal w 100 g.
Babeczka z czekoladą i nadzieniem czekoladowym waży 45 g i zawiera 199 kcal.

ETi, Browni Chocolate muffinka czekoladowa nadziewana, babeczka czekoladowa nadziewana czekoladą, copyright Olga Kublik

Muffinka czekoladowa Browni Chocolate pachnie tak, że ło panie, weź mię nie zabierz tego sprzed nosa mego nigdy! Wyobraźcie sobie czekoladę, której aromat bardzo lubicie ze względu na wysoką intensywność. Macie? Okej, w takim razie teraz pomnóżcie ów zapach przez dziesięć i dodajcie słodkie kakao. W wyniku powinniście otrzymać bezkres obłędnej czekoladowości.

Czekoladowa babeczka ETi jest duża, mięsista, sprężysta. I ładna, zwłaszcza w zestawieniu z innymi ciastkami kapciuchowymi. Mieni się od cukru niczym świeży, puszysty śnieg po całej nocy padania. Nie są to ordynarne kryształki cukru, tylko magiczny proszek cukrowróżek. Efekt jest urzekający.

ETi, Browni Chocolate muffinka czekoladowa nadziewana, babeczka czekoladowa nadziewana czekoladą, copyright Olga Kublik

Babeczka Browni Chocolate ETi ma biszkopt lekko lepki, natłuszczony w odpowiednim stopniu. Gdy się ją dotyka, osadza się na palcach pod postacią lepkawej i pylistej warstewki. Podczas krojenia, rwania i jedzenia daje się poznać jako lekka, mięciutka, chwilowo zwarta, gęsta. Funduje minimalną mączność, na dodatek nieoczywistą (jakby każde ziarenko mąki zostało rozdrobione na dziesięć części). Wzorowa puszystość wyklucza jakikolwiek stopień zakalcowatości czy gniotkowości. Z jednej strony kłóci się to z ideą brownie, z drugiej funduje rozkosz, więc nie sposób się gniewać. Mimo iż babeczka waży 45 g, nie suszy ani nie zapycha. Wszystko dzięki wysokiemu nawilżeniu i wspomnianemu już natłuszczeniu w punkt.

Biszkopt smakuje obłędnie czekoladowo, a jednocześnie kakaowo. Rewelacyjnie oddaje zapach i nazwę produktu. Ale nie on dzierży berło, czyż nie? Serce muffiny Browni Chocolate ETi stanowi królewskie nadzienie. Jest zwarte, kremowe i tak gęste, że przypomina jadalny smar. Czy intensywność czekoladowego smaku można stopniować w nieskończoność? ETi udowadnia, że tak. Nadzienie bowiem zdaje się jeszcze czekoladowsze od biszkoptu. Brakuje mi słów, by opisać jego obłędność.

ETi, Browni Chocolate muffinka czekoladowa nadziewana, babeczka czekoladowa nadziewana czekoladą, copyright Olga Kublik

Jeśli tylko jesteście miłośnikami ciastek typu kapcie z worka, babeczka czekoladowa Browni Chocolate ETi musi pojawić się na waszych listach must-buy. Składa się z hipnotyzująco gęstej, smarowej masy przeczekoladowej zamkniętej w puszystej babeczce czekoladowo-kakaowej. Ciastko funduje spójną i treściwą gęstociastowość, bez choćby ziarenka cukru trzaskającego pod zębem. W babeczce zmieniłabym co najwyżej… nic. To kapciozworkowy ideał. Jedyną wadę stanowi fakt, iż po zjedzeniu się nie odnawia.

PS Browni Chocolate ETi to również wartościowy produkt edukacyjny. Dzięki niemu dowiedziałam się, że istnieją składniki takie jak estry kwasów tłuszczowych i poliglicerolu oraz polirycynooleinian poliglicerolu. Gdyby nie lektura składu, zapewne sądziłabym, że to nazwy gatunków istot z kosmosu.

Ocena: 6 chi


Skład i wartości odżywcze:

Skład: cukier, oleje roślinne (palmowy, słonecznikowy, z nasion bawełny, rzepakowy), mąka pszenna (zawiera gluten), jaja, syrop cukru inwertowanego, substancje utrzymujące wilgoć (sorbit role, glicerol), kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko w proszku, sól, emulgatory (mono- i di glicerydy kwasów tłuszczowych, estry kwasów tłuszczowych i poliglicerolu, lecytyny ze słonecznika, polirycynooleinian poliglicerolu), tłuszcz kakaowy, substancje spulchniające (difosforany, wodorowęglan sodu), skrobia modyfikowana, substancja konserwująca (sorbinian potasu), aromat (wanilina), substancja zagęszczająca (guma ksantanowa), regulator kwasowości (kwas cytrynowy), przeciwutleniacz (mieszanina tokoferoli), [czekolada; masa kakaowa minimum 52%]. Może zawierać orzechy laskowe oraz soję.

Kalorie w 100 g: 442 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 23 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 11 g), węglowodany 52 g (w tym cukry 32 g), błonnik 2,9 g, białko 5,5 g, sól 0,79 g.

8 myśli na temat “ETi, Browni Chocolate muffinka czekoladowa nadziewana

  1. Aż się dziwie ze ją kupiłaś, ja na sam widok tej nazwy browni mam taki wkurw że nie mogłabym nawet na nie spojrzeć w sklepie :D na pewno ich nie kupię, co to to nie xD chociaż kurcze, niby brzmi strasznie dobrze … Już sam zapach czekadowości kusi niesamowicie ^^ mięciutki biszkopt i ogrom kremu wydaje się obłędny, więc może przymknęłabym dla nich oko na tą irytującą nazwę…
    W ogóle to ja myslalam że to jest to samo co ciastko browni(e) które ocenilas na 2 więc spodziewałam się kolejnej klapy, a tu proszę :D
    Jeśli chodzi o składniki: one są stosowane a słodyczach całkiem często jako emulgatory :D nawet często w czekoladzie można je zobaczyć. Może nie skojarzyłas ich wcześniej bo zwykle mogą być oznaczone kolejno jako E 475 i E 476, może żeby nie straszyć klientów strasznymi nazwami :D

  2. Mamie chciałyśmy kupić wiśniowy wariant, ale że nie lubi kakaowych słodyczy, a prawdziwe brownie akurat wyjątkowo owszem, to… jakoś nie zdecydowałyśmy się, bo wiadomo, że taki kapcioch z paki nawet koło prawdziwego nie czołgał się. Ta recenzja w sumie mnie utwierdziła, że to „cosie” nie dla Mamy. Poddała jednak w wątpliwość, czy też na pewno nie dla mnie. Skoro wafel Eti potrafił mnie kupić, dawne lidlowe brownie mi bardzo smakowały… Może kiedyś? Takie to małe, etiowate, że może i kiedyś się na to porwę (jak się porwałam na babeczki z Lidla i przeżyłam… haha – śmiech przez łzy).

    Ja nie mam nic do ciach z worów, nie jest to mój typ, ale ogólnie nie jestem słodyczowa (chyba – w końcu doszłam do takiego wniosku), więc ekhem… Dobry kapeć lepszy niż złe domowe – taki wniosek wydaje mi się oczywisty (mimo że nie jadam ani kapci-gotowców ani domowych), tak ogółem.
    Co do braku ostatniej litery to może to nie takie głupie? Wszak sklepowe brownie nawet (mimo że to też często wychodzi dobrze) często kłócą się z tym, czym brownie powinno być. Ja bym zrobiła dla nich osobne kategorie, bo te gotowe nigdy nie będą jak prawdziwe, takie świeżo zrobione, co w moich oczach nie czyni ich gorszymi, a po prostu zupełnie innymi słodyczami.

      1. Dlaczego się końcu? Przecież czasami robię odstępstwa od swojej normy z lepszym (wafel Dare) lub gorszym (babeczki z Lidla) skutkiem.
        Nigdy nie jadłam Lubisiów, ale mikroskopijnych takich tworów nie lubię. Patrzę na gramaturę – jest jak baton, więc na raz. Gdyby były to np. pakowane po ileś tam sztuk w opakowaniu albo jak jakieś rogale 60-100 gramów, to bym uznała że „duże, nie do kupienia”.

        1. Przyjęłam, że odstępstwa robiŁAŚ. Po narzekaniu na nieswoje słodycze kilkukrotnie napisałaś, że wycofujesz się z potencjalnie morderczych testów. Tak przynajmniej zakodowałam.

          1. Dobrze zakodowałaś, ale to w odniesieniu do potencjalnie morderczych. Jak widzisz, Dar mi smakował, a w małych brownie z Lidla kiedyś byłam zakochana. Stąd dopuszczam kupno czegoś, co autentycznie ma u mnie jakieś szanse. Nie mam nic przeciwko trzymaniu w szafce i szufladach około setki czekolad + jednej babeczki / wafelka na dzień, w którym coś mi się zamani zjeść „coś innego”. Nie zrobię sobie jednak już nigdy, że będę miała półkę rzeczy „innych niż czekolady” i np. więcej niż 5 produktów tam. Ostatnio się pozbyłam herbatników bananowych, jakiś ciastek i czekolady łączonej biała-mleczna, bo uznałam, że to tak niemoje twory, że nawet wąchać mi się ich nie chce. Mamie wszystko bardzo smakowało, więc podwójnie się cieszę z decyzji.
            A babeczkę już kupiłam. Była jedna jedyna sztuka czekoladowa w sklepie, a tak to same Browni z orzechami (za nic nie kupię – orzechy w takich rzeczach wychodzą obleśnie) i wiśniowe (tę też mam).

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.