O byciu pomocnym na siłę #DylematyFilozoficzne

Znacie powiedzenie: nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu? Prawdę mówiąc, nie rozumiem go.* Faszyzm to okropna doktryna polityczna i wątpię, by nadgorliwość była od niego gorsza. Ba! nawet się do niego nie zbliża. Ktoś może stwierdzić, iż to tylko powiedzenie, a ja się czepiam. Oczywiście. W takim razie proponuję wprowadzić do języka polskiego jeszcze kilka podobnych tylko-powiedzeń:

  • Awokado jest gorsze od pedofilii.
  • Nieudana impreza jest gorsza od gwałtu zbiorowego.
  • Dwudniowa biegunka jest gorsza od raka z przerzutami.

Wróćmy jednak do tematu, czyli nadgorliwości. Dzisiejszy wpis jest krótki – wreszcie mi się udało! – wszak z mojej strony sprawa nie wymaga szerokiego omówienia. (Przynajmniej do czasu, aż pojawią się komentarze). Mam na nią zdecydowany pogląd i nie sądzę, bym zmieniła zdanie bądź wyluzowała.

* Krótka myśl na boku. Jak często podważacie zastaną rzeczywistość? Jak często zadajecie sobie pytanie, czy stwierdzenia, których używacie, postawy, które przyjmujecie, i schematy, które realizujecie tylko dlatego, że przecież tak się robi, mają sens? Brak refleksji niekiedy prowadzi do powielania czystych głupot. A nawet jeśli nie głupot, to błędów. Wystarczy, że nie zrozumiemy sensu powiedzenia i użyjemy go w złym kontekście, wychodząc na mało mądrych. Mój ulubiony przykład brzmi: nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Zdanie owo nie oznacza, że nie powinno się wchodzić do tej samej rzeki, tylko że nie jest to możliwe, bo nurt się zmienia i stara rzeka jest już inną, nową. Jaki z tego morał? Według mnie powinniśmy częściej mówić: sprawdzam!, albo przyznawać się do niewiedzy, gdy coś nie jest jasne. Po co zgrywać mądrzejszych niż jesteśmy i w efekcie wychodzić na ignorantów o małej wiedzy?

#DylematyFilozoficzne – statut

  1. Myśli przedstawione we wpisach z serii #DylematyFilozoficzne nie są moimi poglądami. Mogą się nimi stać, kiedy przemyślę daną sprawę i wyciągnę wnioski. Do tego czasu jednak traktuję je wyłącznie jako zarzewie dyskusji, w wyniku której będę mogła spojrzeć na ich przedmiot z innej perspektywy.*
  2. Prezentując myśli, niemal zawsze – mniej lub bardziej – skłaniam się ku jednej z wymienionych opcji. Nie znaczy to, że stoję za nią murem. Przy nieśmiałych tezach stawiam znaki zapytania, a wiele myśli formułuję jako pytania, niekiedy dlatego, że ich nie rozumiem.
  3. Myśli ze wpisów z serii #DylematyFilozoficzne są nowe bądź stare-ale-porzucone, przez co nie zostały rozwinięte. Publikuję je, by miały szansę rozwinąć się w dyskusji z wami.
  4. Nie wszystkie wpisy z serii #DylematyFilozoficzne rzeczywiście są dylematami filozoficznymi. Kwestie filozoficzne traktuję jako synonim tematów skłaniających do refleksji.

* Pierwszy punkt nie pasuje do niniejszej publikacji, dlatego został skreślony.

Nadgorliwość gorsza od...

Nadgorliwość w życiu codziennym

Kiedy żyje się samodzielnie – unikam słowa samotnie – nie jest się narażonym na akty nadgorliwości w wysokim stopniu. I bardzo dobrze, bo to jedne z najbardziej irytujących doświadczeń. W codzienności przejawiają się chociażby tym, że gość zaproszony do domu zmywa naczynia, chowa wysuszone do szafek bądź robi inne rzeczy, o które się go nie prosi. Ba! wręcz mówi mu się, że ma je zostawić.

Doskonałego przykładu dostarczyła mi niedawno mama, która na czas kilkudniowego wyjazdu zostawiła psa i kota pod opieką sąsiadki. Poprosiła, by zwierzęta dostawały jedzenie trzy razy dziennie w odmierzonych porcjach. Jednakże sąsiadka karmiła je pięć czy sześć, bo było jej żal. Po powrocie mama czuła złość, ale niczego nie powiedziała. Kiedy zapytałam dlaczego, odpowiedziała, iż przecież sąsiadka chciała dobrze i koniec końców wyświadczyła przysługę, więc [mama] nie ma prawa narzekać. ?!

Nadgorliwość jest frustrująca, ponieważ osoba nadgorliwa ma przekonanie, że odbiorca dobrego uczynku będzie jej wdzięczny i że tylko przez grzeczność odmawia przyjęcia uprzejmości. G…uzik prawda. Nadgorliwość nie sprawia, iż jestem wdzięczna, speszona czy zawstydzona dobrodusznością drugiej osoby. Sprawia za to, że jestem wściekła, a czynność – np. umycie naczyń – muszę wykonać jeszcze raz. W efekcie dzięki osobie nadgorliwej tracę czas, nerwy i pieniądze za wodę. Dziękuję!

Nadgorliwość obliczona na wdzięczność (i rewanż)

Nadgorliwość jest irytująca jeszcze z jednego powodu. Otóż osoba robiąca przysługę na siłę liczy nie tylko na wdzięczność, ale również na… rewanż. Weźmy na warsztat taką sytuację: jestem z kimś w mieście i kończymy spotkanie. Sto razy powtarzam, że wrócę sama. Nie, nie, odwiozę cię, żaden problem! Efekt? Pod bramą zaczyna się festiwal niemego rozczarowania, że zaproszenie do mieszkania nie nadeszło.

Dodatkową upierdliwością wiążącą się z nadgorliwością jest odbiór społeczny. To, czy działanie odbieramy jako sympatyczne i pomocne, czy nadgorliwe i frustrujące, zależy od nas. Postronni jednak mogą widzieć rzecz zupełnie inaczej. W efekcie osoba nadgorliwa wychodzi na niezrozumianą i pokrzywdzoną, a niewdzięcznik na chama. (To dlatego mama uznała, że nie ma prawa być zła na sąsiadkę).

Nadgorliwość gorsza od...

Koniec końców przed atakiem nadgorliwca nie da się obronić, a obiekt nadgorliwości jest skazany na przegraną i społeczne potępienie, jeśli nie będzie udawał wdzięczności. Staje się też niejako zmuszony – społecznie, czasem także psychicznie – do rewanżu. Ten zaś bywa wygórowany, ale to już inna bajka.

***

Co myślicie o ludziach nadgorliwych? Przeszkadzają wam czy nie? A może sami bywacie nadgorliwi? Jeżeli tak, w jakich sytuacjach? I jak reaguje na to druga strona?

11 myśli na temat “O byciu pomocnym na siłę #DylematyFilozoficzne

  1. Mnie także denerwuje nadgorliwość u innych, na szczęście na co dzień jej nie doświadczam, sama też nie jestem nadgorliwa, więc nie dostrzegam specjalnie tego problemu w moim życiu. Jednak domyślam się, że życie z osobą nadgorliwą nie jest łatwe.

    1. Zastanawiam się, czy gdyby ludzie byli szczersi i odważniejsi w relacjach z innymi, nadgorliwości byłoby mniej. Wydaje mi się, że część nadgorliwych działań jest wynikiem nieporozumień. Takich nadgorliwców nie winię bądź winię mniej – milczki także ponoszą odpowiedzialność za swoją krzywdę.

  2. O tym powiedzeniu ze wstępu nigdy nie słyszałam, ale to dobrze, bo to jakaś straszna bzdura :o jeśli chodzi o nadgorliwych ludzi to owszem, czasem są irytujący, ale dla mnie głównie w sytuacjach kiedy naprawdę odmawiam ich dodatkowej pomocy a oni nic sobie nie robią z mojego zdania. Jeśli ich dodatkowa pomoc jest raczej spontaniczna i w dobrej wierze – ok, może ta osoba myślała że zrobi mi przyjemność? Nie będę jej przecież za to winić że chciała dobrze :p ale inna sprawa jeśli naprawdę odmowie tej ofiarowanej pomocy. Ja na szczęście nigdy nie spotkałam się z kimś kto potem chciałby za pomoc jakiś rewanż, ale trochę to słabe oczekiwać za to czekogolwiek w zamian, jeśli raczej pomaga się bezinteresownie.

    1. Pod komentarzem Ani napisałam, że winię mniej lub nie winię nadgorliwców, którym obiekty nadgorliwości nie zwracają uwagi. Nie można zrzucić całej winy na kogoś, kto robi źle, bo nie przypuszcza, że robi. Oczywiście mowa o tej sytuacji, a nie ogólnie. Komunikacja jest kluczem do sukcesu. (Też nie zawsze, ale raczej w większości sytuacji).

  3. Zgadzam się z Tobą, ale…
    Jestem osobą, która nie poprosi o pomoc, dlatego czasami lubię nadgorliwcow. Niemniej to moja wada, nazwę to ,,niedostowaniem społecznym”, które utrudnia relacje z innymi. I tak, pracuję nad sobą, gdybym była ,, normalna” (myślę, że cudzysłów wystarczy by zrozumieć, co mam na myśli), nie cierpiałabym nadgorliwości. Mało tego, nawet w moim życiu 90% nadgorliwej pomocy jest irytująca.

    1. Trzymam kciuki za pracę nad sobą :) To postawa wartościowa i godna podziwu, wszak nie każdy chce się zmieniać. Niektórzy tylko wygodnie czekają, aż zmienią się inni. Ja też pracuję nad ucieraniem cech, których w sobie nie lubię. Nie wszystkich, ale na wszystkie przyjdzie czas.

  4. Nadgorliwość też mnie denerwuje. Gdy proszę o przysługę, proszę o TĘ konkretną przysługę i nic więcej. Jeśli ktoś przy okazji postanawia zrobić za mnie jeszcze inne rzeczy, to jestem zirytowana, bo prawdopodobnie to coś będzie zrobione nie tak, jak bym chciała. Ponadto będę czuła się niezręcznie, dlatego że ktoś tak się dla mnie napracował. Oczywiście moje parszywe samopoczucie pogłębi to, że jestem niezadowolona w momencie, w którym teoretycznie powinnam być wdzięczna. Mimo że raczej negatywnie odbieram nadgorliwość, to zauważam, że sama czasami tak się zachowuję lub czuję, że powinnam się tak zachować. Myślę, że jest to kwestia kulturowa. W XXI wieku hasła motywacyjne, krzyczą, by dawać z siebie jak najwięcej, w korporacjach trwa nieustanny wyścig szczurów, więc łatwo o poczucie, że ograniczanie się do minimum to przejaw lenistwa, braku ambicji, szacunku dla osoby czy pracy.

    1. Pod fragmentem od początku komentarza do słów „tak się dla mnie napracował” podpisuję się rękami i nogami. Pod kolejnym zdaniem też, ale tylko w stosunku do niektórych ludzi. Pod resztą już nie, bo w 99% kontaktów międzyludzkich ograniczam się do minimum. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do życia ze samą sobą li tylko, że wręcz trudno mi wykrzesać z siebie rzeczywiste, zaangażowane „więcej” wobec innych, a co dopiero szarpnąć się na nadgorliwość.

  5. Dziwne powiedzenie. W sumie można pewnie tam wstawić dowolne słowa. :>
    … A potem przeczytałam resztę, haha. Dokładnie! Taak, może się czepiamy, ale czasami dobrze jest się czepiać.

    Co do pytania na boku – lubię sprawdzać! Często sama siebie denerwuję, gdy już wyłapię, że powielam jakiś błędny schemat. Czy po prostu robię coś bez sensu. „Boże!” – zdarza mi się mówić, a właśnie to wydaje mi się bez sensu. Jak się złapię, do Mamy często dodaję: „yhy, a boga nie ma”. Ona z kolei ma powiedzenie, które doprowadza mnie do szału. „Ojezusiczku” – tak to brzmi fonetycznie; jako dziecko rozumiałam, że chodzi o Jezusa i siku, więc nie wiedziałam, dlaczego i po co to się łączy. Po latach rozpracowałam, że to zdrobnienie. Pytałam Mamę nie raz, dlaczego i po co, w jakim celu to mówi. A ona, że „bo ciotka X… tak zawsze mówiła”. Na szczęście wiedząc, jak mnie to denerwuje, stara się tego nie mówić.

    Nadgorliwość i właśnie bycie pomocnym na siłę mnie także irytuje. Gdy nie proszę o pomoc, nie chcę jej. Owszem, miłe jest, gdy ktoś na widok, że nie sięgam do jakiejś półki w sklepie zaproponuje mi pomoc (dobra, pomijam, że gdyby była akurat możliwość, wolałabym się już jakoś sama wspiąć po niższej półce), ale gdyby gość na siłę układał mi naczynia nawet w szafkach znajdujących się najwyżej, irytowałoby mnie to, bo wolę to zrobić sama, po swojemu.
    Mama też często używa argumentu „chciał / chciała dobrze”. A ja, jak adekwatnie, znam powiedzonko: „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”, ha! Nie umiem udawać wdzięczności i raczej nie próbuję. Napisałam „raczej”, bo są sytuacje, w których po prostu bym na tym straciła, etc. Nie lubię sztuczności w żadnym wydaniu.
    A poza tym, powiedzmy, że ktoś naprawdę chce bezinteresownie pomóc – przez nadgorliwców i ten bezinteresowny może być odebrany źle przez osoby np. takie jak ja. Jestem sceptyczna i stronię od kontaktów międzyludzkich, m.in. bo po prostu wiele „utartych schematów postępowań” po prostu doprowadza mnie do furii.

    Oprócz nadgorliwości jest jeszcze jedno irytujące zjawisko – oferowanie pomocy licząc, że ktoś odmówi. Rzadko się z tym spotykam, ale to też. Nie chcesz pomóc, człowieku, to nie udawaj.
    Albo społecznie występuje też problem „oczekiwania, że ktoś będzie nadgorliwy”, gdy np. zamiast powiedzieć wprost ludzie oczekują, że ktoś się domyśli, że liczą / czekają aż coś dla nich zrobi. Przykład: zamiast poprosić Janka o wyprowadzenie psa, Zosia cały dzień jęczała o tym, że przydałoby się, by ktoś wyprowadził psa, że ona jest zajęta, że ma tyyyle na głowie, że pies czeka.

    1. „Jako dziecko rozumiałam, że chodzi o Jezusa i siku.” – Kozak <3 Ja niestety zawsze wiedziałam, że chodzi o zdrobnienie.

      "Ktoś naprawdę chce bezinteresownie pomóc – przez nadgorliwców i ten bezinteresowny może być odebrany źle przez osoby np. takie jak ja." - Dokładnie, też o tym pomyślałam.

      Ostatni problem zaliczyłabym do ogólnego problemu z komunikacją. Ludzie nie potrafią rozmawiać o wieeelu rzeczach. Boją się, wstydzą, krępują, głupio im, whatever. Szkoda.

      1. Może mi się wzięło od zasłyszanego „siusiu, paciorek i spać”. Jako że coś takiego jak „modlitwa przed snem” było mi obce, rozumiałam, że chodzi o wysikanie się, zdjęcie jakiś koralików itp. (bo Mama uczyła, żeby z niczym takim np. na szyi się nie kłaść, bo się uduszę) i walnięcie się spać.

        Taak, dlatego latami ględzą o pogodzie. Albo o załatwianiu się psów. A fajne tematy sobie uciekają.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.