Cukry Nyskie, Wafelki Pałeczki orzechowe

Gdyby koneserzy słodyczy wysokiej jakości zobaczyli moje nowe zbiory, złapaliby się za głowy. Sześć lat narzekała, że nie może dokupować słodyczy, a kiedy już mogła, włożyła do koszyka sam syf. No cóż, gust jest kwestią indywidualną. Podczas wrześniowego polowania z ogromną przyjemnością postawiłam na słodycze proste, plebejskie i takie, które prawie na pewno znajdą drogę do mojego serca. Może i nie powalają na kolana jakością czy oryginalnością, ale są cudownie zwykłe i uniwersalne. To produkty, które znajdziecie w barkach figur zwanych Przeciętnymi Polakami (albo Modelowymi Polakami).

Do opisanej wyżej kategorii słodyczy należą wafle Pałeczki orzechowe marki Cukry Nyskie. Zresztą polski producent ma w ofercie same ordynarnie plebejskie, do bólu zwykłe wyroby. Co nie oznacza, że złe! Weźmy na przykład Herbatniki Biszkoptowe albo Regionalne. Klasyka dziadostwa i obłędu w jednym.

Cukry Nyskie, Wafelki Pałeczki orzechowe, copyright Olga Kublik

Wafelki Pałeczki orzechowe

Ponieważ nigdy nie miałam okazji porządnie zgłębić asortymentu Cukrów Nyskich, postanowiłam zrobić to właśnie teraz. Byłam przekonana, że zacznę od wspomnianych we wstępie ciastek Regionalnych bądź Herbatników Biszkoptowych, lecz ochota kazała mi sięgnąć po Pałeczki orzechowe. W opakowaniu znajdują się cztery sztuki. Liczą aż 15 cm z małym haczykiem, co czyni je wzorowymi europejskimi… waflami oczywiście. Są anemicznie blade i mają trzy grube jak na taką budowę warstwy kremu.

Wafelki Pałeczki orzechowe marki Cukry Nyskie dostarczają 552 kcal w 100 g.
Wafelki orzechowe Pałeczki ważą 60 g i zawierają 331,5 kcal.
1 wafelek orzechowy marki Cukry Nyskie waży 15 g i dostarcza 83 kcal.

Cukry Nyskie, Wafelki Pałeczki orzechowe, copyright Olga Kublik

Uwielbiam aromaty prostych, plebejskich słodyczy, a Pałeczki orzechowe Cukrów Nyskich przypomniały mi dlaczego. Przede wszystkim nie porywają się z motyką na słońce. Oferują tonę fistaszków z solą. Pachną jednocześnie wypełnioną po brzegi puszką solonych orzechów arachidowych i sssłonym masłem orzechowym. Nie przyznałabym im może unicorna aromatu, ale 6 chi ze wstążką – owszem.

Wafelki orzechowe nieznacznie sypią się podczas dotykania i podnoszenia. Nie pokrywa ich tłuszcz ani żadna inna parafina, więc pozostawiają opuszki wolne od lepkiej warstwy. Ze względu na długość warto położyć je na talerzyku kanapkowym (łamanie ich grozi karą dożywocia bądź dekapitacji).

Cukry Nyskie, Wafelki Pałeczki orzechowe, copyright Olga Kublik

Orzechowe wafle Cukrów Nyskich czarują chrupkością i kruchością. Są idealnie świeże. Mała polska firma radzi sobie lepiej niż międzynarodowe marki jak Princessa czy Prince Polo. Hiperkruche wręcz płaty waflowe zdają się nie mieć wagi. Smakują pszennie i wypieczonawo. Są delikatnie słodkie i słonawe, przyjemne.

Nieco mniej atrakcyjny okazał się krem. Cechują go grubość, tłustość i ziarnistość, przy czym oparta na pokruszonych wafelkach, nie zaś na kryształkach cukru. Niestety tłustość wywodzi się z parafinowości i wpada w margarynowość. W efekcie odniosłam wrażenie, że całkiem przyzwoity krem do wafelków został wymieszany z olejem bądź rozpuszczoną margaryną. Podczas rozpuszczania nie gęstnieje ani nie bagienkowieje. Przemienia się w wodę. Ową wodę czuć również w smaku, jako iż nadzienie Pałeczek orzechowych przywodzi na myśl rozcieńczone (wodą) arachidy. Zaletami kremu są idealna słodycz i przyjemna punktowa słoność. Sól znajduje się w kryształkach.

Cukry Nyskie, Wafelki Pałeczki orzechowe, copyright Olga Kublik

W całokształcie wafelki Pałeczki orzechowe Cukrów Nyskich są suchawe i zapychające, niemniej bardzo dobre w sposób niewymagający, plebejski. Nadzienie oddaje łagodną, rozcieńczoną smakowo, oleistawo-margarynowawą chałwę fistaszkową. Płaty waflowe rozkochują jakością, świeżością i zwiewną kruchością.

Rozważając zakup Pałeczek orzechowych, weźcie pod uwagę fakt, iż opakowanie kosztuje ok. 1,29 zł. Szata graficzna nie zapowiada wyrafinowanych uniesień, dlatego za wstępny błąd uważam oczekiwanie wafli wysokiej jakości. Propozycja Cukrów Nyskich jest idealna na deser do herbaty czy kawy. Nie polecam maczać wafelków, gdyż smak ulega stłumieniu jeszcze bardziej, ale popijane wypadają świetnie, bo znika suchość. Chętnie do nich wrócę, przy czym wcześniej spenetruję resztę asortymentu.

Ocena: 4 chi


Skład i wartości odżywcze:

Skład: mąka pszenna, cukier, tłuszcz roślinny (palmowy i kokosowy), orzechy arachidowe 19,4%, serwatka w proszku z mleka, olej roślinny rzepakowy, skrobia ziemniaczana, emulgator: lecytyna sojowa, substancje spulchniające: węglany sodu; syrop maltozowy, sól, masa jajowa i/lub jaja w proszku, aromaty. Możliwa obecność: sezamu, soi, siarczynów, innych orzechów.

Kalorie w 100 g: 552 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 33 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 13 g), węglowodany 53 g (w tym cukry 28 g), białko 9,6 g, sól 0,35 g.

19 myśli na temat “Cukry Nyskie, Wafelki Pałeczki orzechowe

  1. Nigdy takich nie widziałam. W ogóle, gdyby nie wspomniane przez Ciebie Regionalne (których też, swoją drogą w sklepach nie widuję) uznałabym, że nigdy o tej marce nie słyszałam.

    1. Biedne Cukry Nyskie. Mówi się, że lepiej być złym niż żadnym, bo przynajmniej jesteś jakiś. Na szczęście się z tym nie zgadzam i chętnie będę pisała o marce, żeby poznało ją więcej osób :)

  2. Nigdy ich nie widziałam, (a zwiedziłam mnóstwo sklepów spożywczych, od najobskurniejszych monopolowych, w których pospolity grzesiek kosztuje 3 złote, do wielkich Selgrosów czy Auchanów), więc wcale takie plebejskie dla mnie nie są (może regionalne?). Brzmią bardzo apetycznie, bo w odróżnieniu od Ciebie autentycznie LUBIĘ suchość i zapychalczość (tak, to możliwe! ;) Kocham proszkowate batony proteinowe, do bólu zapychające wafle Jumbo, chudy twaróg i niedogotowane owsianki i absolutnie się tego nie wstydzę! :P) Pewnie smakowałyby mi więc jeszcze bardziej niż Tobie. Tak w ogóle mam zupełnie inną technikę realizowania połączenia jedzenia z herbatą – nigdy nie maczam niczego w ciepłym napoju, bo nienawidzę ewentualnych pływających paprochów, ale zawsze jak cokolwiek słodkiego jem (słonego w sumie zwykle też…) pozwalam temu stracić swą strukturę w jamie ustnej pod wpływem łyku herbaty, czy też czasami kawy (szczególnie ważne przy czekoladach, których ciepło topnienia wynosi tylko troszkę mniej niż najtwardszych metali…),
    Bardzo podoba mi się nazwa marki Cukry Nyskie. W mojej głowie od razu pojawia się schemat Cukry Nyskie -> Cukry Niskie, na przekór wszystkim tym eleganckim Baronom, Deluxom itp. Grzesiek zawsze wygrywał u mnie już z tego powodu na starcie z Princessą i Prince Polo.

    1. Nie przepadam za trzymaniem w ustach jednocześnie płynu i produktu stałego, dlatego Twój sposób – a próbowałam jak degustować – nie spełnia moich warunków przyjemnościowych. Poza tym lubię maczać ciastka i wafelki w bardzo ciepłym napoju. Wzięcie takiego do ust wiązałoby się z utratą połowy jamy gębowej.

      Miło mi poznać osobę lubiącą wszystkie konsystencje, których nie cierpię :D

  3. Miesiąc temu coś mi odbiło i kupiłam 30 opakowań Regionalnych na przecenie. Po 20 dniach wyjadania zbiorów uznałam, że kocham Maltanki i nigdy nie chce do wyrobu Cukrów Nyskich wracać. (Zobaczymy, co będzie w styczniu. I czy nie trafię na promocję Maltanków?)

    ,,Są anemicznie blade i mają trzy grube jak taką budowę warstwy kremu.” – Zupełnie nie rozumiem tego zdania, ale jest już późno i może wcale nie ma tam błędu.

    1. PS Ta firma produkuje też wafle suche, w paczkach ,,na raz” (chyba 38 g). Bezpieczne, zapychają i są kruche.

    2. Ja też wolę Maltanki od Regionalnych, przy czym te drugie nadal lubię.

      Powinno być: jak na taką. Dziękuję ;*

      PS Co to za siedzenie po nocach?! :D Ja wczoraj płożyłam się wcześnie jak na siebie, bo pół godziny po północy. Zawsze siedzę do 2:00.

      1. Wystarczył brak przecinka bym nie zrozumiała zdania, brawa dla mnie xd.

        Praca zdalna mi nie służy. Jeśli mogę działać o dowolnej porze – zawsze wybiorę godziny nocne, ale ja chyba wstaję dużo później od Ciebie. Właśnie zaczęłam Cię podziwiać i doceniać tę odpowiedź o 8:00 (nad ranem) xd.

        1. Zabrakło słowa „na”, a nie przecinka. Miałaś podstawy do niezrozumienia. Moje przeoczenie, zjadłam słowo razem z waflami :P

          Mnie praca zdalna służy jak najbardziej. Wstaję o 8:00, a nie po 6:00, jak podczas pracy z siedziby firmy (ble). Zaczynam o 9:00, kończę o 17:00. Mogę rumakować do 1:00 czy 2:00. Momentami bywam zmęczona, ale przynajmniej mam życie. Kiedy jeździłam do pracy, moje życie prywatne było w zaniku. MUSZĘ pracować zdalnie, żeby czuć choć trochę szczęścia w życiu.

  4. O, o! Wstęp! Koneserzy słodyczy? Jak ja ich kocham! <3 Setki, wszystko najlepiej „creamy”, a słodycze to w ogóle weź… najlepiej kupujmy tylko z tych półek, do których potrzebujemy stołków, by się dostać. (Ej, niezamierzona gra słów mi wyszła – stołki mogą być dosłowne, ale przy krytyce „wyższych półek” w sensie symbolicznym, stołki mogą oznaczać posady, haha.)
    Syf. Tak, fajnie. Dobry syf nie jest zły! Mama często ma wyrzuty sumienia, że je słodycze o beznadziejnym składzie, ale jej smakują. Zawsze uspokajam, że przede mną tłumaczyć się nie musi, bo jak coś smakuje dobrze mimo składu, to tam… Mnie wkurzają rzeczy, które smakują beznadziejnie, a mają dobry skład, przez co ludzie i tak je chwalą. Czasem chciałabym być mniej wybredna. Obecnie na wszelkie dogryzki mam Grossy i Lindty, carrefourowe Bio. Dla wielu wciąż pewnie jest to wyższa półka, ale w porównaniu do tych degustacyjnych to i tak (i z kolei przez „koneserów jak-to-ja-się-najlepiej-znam” wiadomo jak odbierane, haha).

    Cieszy mnie, że wreszcie powybierałaś słodycze, jakie chciałaś. Mało tego! O niektórych plebejskich markach i ja myślę ciepło, np. o Terravicie. Mimo że oferta niespecjalnie moja, to jakoś niektóre marki szanuję i już (bo wydają się proste, niczego nie ukrywają – takie bez oszustw, są po prostu tym, czym mają być). Właśnie też Cukry Nyskie do tego zaliczyć można. Świadomie jadłam tylko jedne ciastka, ale od krakuskowej konkurencji były o wiele lepsze. Obstawiam też, że w przeszłości zdarzało mi się częstować się ich produktami. Logo, opakowania znajome bardzo. Przejrzałam sobie nawet ich ofertę teraz – wiedziałaś, że mają markizy chałwowe? Chciałabym je zdobyć, o dziwo nawet ja. Szukać specjalnie wprawdzie mi się nie chce, ale jak się natknę, kupię.
    Myślę też, że może Cię zaciekawić ich linia bez cukru (też przed chwilą znalazłam w internecie). Chyba, że już trafiłaś na to.

    Te pałeczki… podobają mi się. Nie, żebym chciała je zjeść, ale są ładne, zachwyciła mnie kolorystyka (anemiczna? toż to śliczny beż – chyba że tylko na zdjęciach?) i wariant, a więc goły i właśnie fistaszkowy przemówił.
    Europejskie… no to ciesz się, że nie azjatyckie. Wafle oczywiście! Mogłyby smakować ośmiornicą!
    Zapach jednak u mnie budzi już wątpliwości. Otóż na pewno wyłapałabym coś jeszcze (Mama nigdy nie może się nadziwić, co ja wyczuwam, gdy coś sobie otwiera, hah), a solone orzeszki to zupełnie nie moja bajka. Masło orzechowe z solą już bardziej… Aż mi się to przypomniało: https://www.chwile-zaslodzenia.pl/2017/10/wafelek-madison-coated-wafer-with.html

    Co jest nie tak z łamaniem wafli? Tych konkretnie czy…?
    Dobrze rozumiem, że w kremie były też kawałki wafelków?
    Opis konsystencji i smaku kremu brzmi jak… to, jak odbieram większość takowych. Nadzienia RS czasem też mi się podobne wydają, acz są bardziej „czekoladowo gęste” (wybacz, próbuję jakoś wyobrażać to sobie i porównuję do tego, co jakoś tam znam).
    O, zapychające? To jest to! Tym mnie często po malutkim kawałku plebejskie słodycze męczyły i się pozbywałam reszty. Moje „nie mogłam więcej” właśnie do takiego zapchania połączonego z zacukrzeniem się przeważnie odnosiło.
    Reasumując: produkt bardzo nie dla mnie, bo nie dość, że nie zachwyciłby, to zmęczyłby i znudził.
    Niemniej, jak widzę, serwują, co obiecują.

    Jeszcze co do szaty graficznej – poniekąd jest ciekawa, ale jakoś kojarzy mi się na pierwszy rzut oka ze wszelkimi niby zdrowymi słodyczami (bez cukru, bez… wszystkiego). A jak się przyjrzeć, to strasznie chaotyczna.

    1. Nie mam wyrzutów sumienia, że jem kiepskie słodycze, bo je lubię. Chyba że mają to być wyrzuty zdrowotne, że jem ich za dużo, wtedy owszem, miewam takowe.

      „Przejrzałam sobie nawet ich ofertę teraz – wiedziałaś, że mają markizy chałwowe?” – Tak, wiedziałam. Nawet je kupiłam :) Były na zdjęciach z polowania i niebawem pojawi się recenzja.

      Wafel marki Madison jadłam. Recenzja jest na blogu.

      „Co jest nie tak z łamaniem wafli? Tych konkretnie czy…?” – Tych szczególnie, bo są długie i estetyczne, niemniej zdanie dotyczy wszystkich. Łamiesz wafle? Po co? Batony czekoladowe – jak już jesz – też łamiesz?

      1. Właśnie wiem, że nie masz wyrzutów innych niż ewentualnie zdrowotne. I to według mnie dobrze dla Ciebie. Owszem, jestem przeciwna olejom palmowym i w ogóle, ale jestem też na tyle egoistyczna, że powiedzmy jakby mi jakaś czekolada z nim bardzo, bardzo smakowała, to bym ją kupowała. Jestem za ograniczaniem (wg zasady „wszystko z głową”), ale nie odmawianiem sobie, bo pozbawianie się wszystkich przyjemności… no po co?
        Wyobrażasz sobie, że Mama kupiła dziś sobie zwykłe suche Katarzynki Kopernika, bo mają lepszy skład niż wszelkie ciastka korzenne z olejem palmowym i syropem f-g na początku, mimo że to na ciastka korzenne miała ochotę? A ja czuję się winna, że za bardzo wzięła sobie do serca mój stosunek do takich składników.

        A to ślepa jestem! A jak pisałaś w opisach, to albo mi umknęło, albo nie załapałam, że to te. Nie mogę się doczekać.

        Wiem, że jadłaś. Po prostu na opis zapachu przypomniałam sobie, jak go odebrałam pod tym względem.

        Jak już jakieś wafle jadłam to wolałam sobie przekroić na pół, ale jak nie nożem to tak, przełamać. Nie lubię trzymać w rękach jedzonego słodycza. Dare to Enjoy za każdym razem przekrajałam sobie na pół. Lubię odgryźć kawałek, odłożyć na talerzyk, ot… Łatwiej jest różniej się wgryzać w mniejszy kawałek (mniejsza groza, że np. część się odłamie, odpadnie czy coś). Póki się pozabawiam z połową, druga sobie czeka, a tak jeszcze by mi się topić czekolada na końcówce zaczęła. Familijne chałwowe (tych wafli to chyba w życiu najwięcej zjadłam) jadałam zawsze na różne sposoby, w tym właśnie przełamując na pół. Nie lubię zbyt długich wafli, ani tego, że się kruszą, a jak mam podnosić do ust mały kawałek, mniej się z niego sypie. A taki przełamany na dwa czy trzy chałwowy, łatwiej potem sobie rozwarstwiać by wylizać krem. Po co? Tak mi łatwiej jeść.
        Batony? Rzadko kiedy jadłam je już w przeszłości, ale większość była na tyle krótka, że nie widziałam sensu łamać / kroić to raz, a poza tym, batony tak się nie kruszą. Obecnie batona / wafla, gdybym miała zjeść, takiego dłuższego to tak, przekroiłabym.

        1. „Wyobrażasz sobie, że Mama kupiła dziś sobie zwykłe suche Katarzynki Kopernika, bo mają lepszy skład niż wszelkie ciastka korzenne z olejem palmowym i syropem f-g na początku, mimo że to na ciastka korzenne miała ochotę? ” – Na pewno bym tak nie zrobiła. Mam podejście podobne do Twojego. Zepsułaś mamę. Natychmiast ją odpsuj! :P

          „A to ślepa jestem!” – Ja to nawet serio. Przez ciągłe siedzenie przed laptopem od ok. 2 lat źle widzę z oddali :/

          „Dare to Enjoy za każdym razem przekrajałam sobie na pół.” – [*]

          1. Taa, wbiła sobie do głowy, że przecież „pierniki toruńskie to muszą być pyszne”; jak „wadowickie kremówki”, „podlaskie sękacze”. Oj tam, nie muszę nic robić… poczekam, aż otworzy i przyjdzie jej je zjeść. xD

            O cholera, z tym widzeniem to współczuję. Teraz jak tak serio pomyślałam… przy moim rysowaniu i tym wszystkim to pewnie bardzo bym przeżywała to. Ja za to ostatnio łapię się na tym, że jak dziad się garbię.

            Nie rozumiem Twojego „[*]”. Gdybyś jadła wszystko tak długo jak ja to… serio nie chciałoby Ci się go całego tak trzymać. Poza tym, ma taką polewę, że zaraz częściowo na łapie by została. A ile by się z niego posypało na moje białe kigurumi. Aż strach się bać!

            1. Z bliska widzę dobrze, więc rysować – gdybym potrafiła – mogłabym bez problemu.

              „Gdybyś jadła wszystko tak długo jak ja.” – [*] [*] :D

  5. Napisałam ,,przyimka”, ale telefon wiedział lepiej xd

    Przemyślałam to i doszłam do wniosku, że masz sporo racji. Od kiedy nie spędzam połowy dnia w komunikacji miejskiej, moje życie jest ,,normalne”, przypomina trochę nastoletnie czasy, kiedy mogłam nawiązywać relacje i je pielęgnować, bo miałam czas by w ogóle o tym pomyśleć.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.