20 wydarzeń z 2020 roku – podsumowanie roczne

2020 rok planowałam zamknąć zupełnie innym wpisem, mianowicie zawierającym propozycje gier i zabaw sylwestrowych, analogicznym do wpisu halloweenowego i wpisu andrzejkowego. Okazało się jednak, że nieprzesadnie wesołe okoliczności pandemiczne tak okroiły możliwości świętowania zmiany daty w kalendarzu, iż szkoda w ogóle o tym pisać. Tylko narobiłabym ludziom smaczka na zakazane.

Inspiracje imprezowe na sylwestra dostaniecie zatem za rok (albo później, albo wcale). Tymczasem zapraszam do zgłębienia dwudziestu wydarzeń, które miały miejsce w moim życiu w minionych dwunastu miesiącach. (Jak również takich, które wydarzyć się miały, ale się wzięło i nie udało). Enjoy!

I Kontakty międzyludzkie

Odnoszę wrażenie, iż mimo sytuacji w kraju i konieczności izolowania się moje kontakty międzyludzkie były w tym roku bardzo, bardzo dobre. Może właśnie dlatego, że każdy musiał się izolować i czułam się bezpieczna w kwestii ewentualnego wyciągania z domu. Ponadto w drugiej połowie roku pojawiły bądź uaktywniły się w moim życiu osoby, dzięki którym rzeczywistość jest lepsza.

Kluczowi bohaterowie mojego 2020 roku to (w kolejności alfabetycznej):
Ania K.
Iza R.
Kinga Ż.
Łukasz M.
Łukasz R.
Marcin L.
Sebastian S.
Dziękuję za sprawienie, że miałam po co wstawać.

II Nowe doświadczenia

W 2020 roku wzbogaciłam się o kilka nowych doświadczeń. Ekscytuje mnie zwłaszcza jedno, które już dawno dostało etykietę: doświadczyć, zanim umrę. Blog niekoniecznie jest miejscem do rozpisywania się na ów temat, więc pozwolę sobie na szczyptę tajemnicy. (Jakby co, nikogo nie zabiłam). (Albo…?)

III Zdrowie i jego brak

Jakże mogłabym przeżyć okrągły rok bez chorowania? Pierwsza połowa upłynęła mi pod znakiem kontuzji nóg, przez którą z tyłka wyrastały mi sztywne pniaki i dwa czy trzy miesiące ledwo chodziłam, kolejne dwa zaś siedziałam (leżałam) na zwolnieniu lekarskim. Później nabawiłam się na słońcu zmiany pigmentowej na twarzy wynikającej z zaburzonej gospodarki hormonalnej (z tematem będę się męczyć co najmniej pół roku, a może już zawsze). Obecnie mam problemy z kręgosłupem. Także tego

Ale są i dobre nowiny! Po trzech latach uporczywych dolegliwości wyleczyłam przewlekłe zapalenie zatok.

IV Koronawirus

Główny bohater 2020 roku to koronawirus. Jako czynnik chorobowy – i szerzej: choroba – powinien pojawić się w powyższym akapicie. Postanowiłam jednak uhonorować go osobnym punktem.

Czy koronawirus pojawił się w moim życiu, pozostanie tajemnicą na zawsze, wszak nie zrobiłam testu (chciałam, ale lekarka uznała, że z lekkimi objawami nie ma sensu pchać się do szpitala). Pewne jest natomiast, że miałam bardzo bliski i częsty kontakt z osobą chorą, w efekcie czego na ponad tydzień nawiedziło mnie coś w rodzaju przeziębienio-grypy z dwoma dniami niemałej gorączki, lekkimi zawrotami głowy i trudnościami w oddychaniu.

V Zmiana pracy (dwukrotna)

Z pierwszym miejscem zatrudnienia byłam związana przez ponad trzy lata, z drugim lekko ponad rok. Jak się okazało, z trzecim tylko trzy miesiące, co przełożyło się na aż dwie zmiany pracy w tym roku. Jestem z siebie dumna, bo rezygnacje z zatrudnienia wynikały z mojej decyzji: za każdym razem chodziło wybór siebie i tego, na czym mi zależy (zamiast tego, co bezpieczne i wygodne).

Uprzedzając pytania: dotychczas byłam, jestem i – oby! – będę copywriterem.

VI Tatuaże

Pomysł zrobienia tatuażu przyszedł mi do głowy, kiedy miałam lat naście. Nic wyjątkowego, wszak wiele młodych ludzi myśli o modyfikowaniu ciała. Wymyślenie właściwego wzoru zajęło mi jednak wiele lat. Ponad dziesięć. Zdecydowałam się na łapkę Rubi na wewnętrznej stronie przedramienia (zdjęcie), którą w ten sposób zatrzymam przy sobie na zawsze. A tatuaże spodobały mi się na tyle, że niecałe cztery miesiące później zrobiłam dwa kolejne: gwiazdki pod obojczykami i konika morskiego na udzie (zdjęcia).

VII Rozwój osobisty

Chyba jeszcze żadnego roku nie poświęciłam na samorozwój i zgłębianie ambitnych zagadnień w tak wysokim stopniu. Z beletrystyki częściowo przerzuciłam się na książki filozoficzne, społeczne i historyczne. Rozrywkowe kanały na Youtubie zdradziłam z filozoficznymi, politycznymi i popularnonaukowymi. Ponadto ściągałam i czytałam prace oraz opracowania naukowe na wybrane zagadnienia (zwłaszcza ideologiczne i polityczne, ale także historyczne czy socjologiczne).

Trzy najwartościowsze osoby, które poznałam i chcę wam polecić, to: Yuval Noah Harari (wszystkie książki), Jerzy Vetulani (wykłady na Youtubie), Szymon Pękala (przede wszystkim kanał Szymon mówi).

VIII Kawa (i alkohol)

Bardzo miłym – i smacznym – odkryciem 2020 roku jest fakt, że… mogę pić kawę z kofeiną! Nie wiem, na czym polega moja choroba żołądkowa (przypominam: nadżerkowe zapalenie żołądka i dwunastnicy z refluksem), ale zauważyłam, że jest wybiórcza. Przestała mi szkodzić kawa, alkoholu też się mogę napić bez ograniczeń, o ile będę jadła łagodne rzeczy. Obecnie głównym czynnikiem powodującym ból jest niedopilnowanie stałych godzin posiłków (czasem wystarczy spóźnić się z jedzeniem o pół godziny).

IX Wykończenie listy słodyczy

Tym faktem już się na blogu pochwaliłam. Wspomniałam go również w niejednej recenzji. Wciąż nie mogę uwierzyć i jestem pełna szczęścia. Otóż w 2020 roku – po sześciu latach blogowania – doprowadziłam listę posiadanych słodyczy niemal do zera i mogę kupować rzeczy, które naprawdę mnie interesują (przykład zdrowy, przykład plebejski). Na dodatek względnie na bieżąco. Pierwszy raz od dawna wybierając słodycze do degustacji, nie muszę kierować się datami ważności. Obłęd!

X Lakiery hybrydowe

Było coś dla psychiki (rozwój duchowy), czas więc na kwestię powłoki. W 2020 roku intensywnie bawiłam się w malowanie paznokci lakierami hybrydowymi, co sprawiało mi niemałą radość. Przypomniałam sobie, jakie to miłe uczucie mieć na dłoniach sympatyczne kolory (od wielu lat malowałam tylko stópki). Obecnie trochę się zaniedbałam, ale od nowego roku planuję wrócić do malowania paznokci.

XI Olejki CBD

Olejki z konopi zdecydowałam się przetestować z uwagi na potencjalne efekty: łagodzenie nerwów i objawów stresu, poprawa samopoczucia, zmniejszanie dolegliwości neurologicznych. Początkowo byłam zadowolona i pełna optymizmu. Niestety z czasem uznałam, że to wszystko pic na wodę.

Może konopie nie mają dobrego wpływu akurat na mnie? Tradycyjnej trawy też nie lubię. O ile ludzie śmieją się po niej, czują odprężenie i czerpią inne korzyści, o tyle mnie zamula, czuję mydło w gardle i chcę spać albo umrzeć. Z kolei olejek CBD spływa po mnie jak woda po kaczce.

XII Czystki w zbiorach domowych

Czystki w domowych zbiorach słodyczy były istotnym wydarzeniem – i osiągnięciem – w 2020 roku, ale wcale nie jedynym. Ani nawet nie pierwszym. Porządkowanie życia zaczęłam od żywności ogółem: produktów z długimi terminami ważności oraz zawartości lodówki. Zawsze miałam wszystkiego miliony. Obecnie trzymam minimum. Zrobiłam też przegląd książek (połowę odłożyłam do sprzedania/oddania) i kosmetyków (podjęłam decyzję o zaprzestaniu kupowania na duży zapas).

XIII Sesje fotograficzne

Mimo koronawirusowego szaleństwa w 2020 roku udało mi się wykonać parę sesji fotograficznych. Były świetne, jak zresztą zawsze. Niestety czuję niedosyt ze względu na skromną liczbę.

Zdjęcia z sesji opublikowane na Instagramie: posąg, kwiatki-kryształki, srebrne łzy, serduszka, gwiazdki, różowa peruka, różowa peruka (cz.-b.), lotnisko, szara peruka, rzeka, siostry syjamskie, płonąca kobieta. Jeśli chcecie obejrzeć więcej, zapraszam na moje konto instagramowe.

XIV Przejażdżki rowerowe

Mimo iż posiadam rower, nie jeżdżę na nim od… studiów? A raczej nie jeździłam – w czasie przeszłym. W tym roku bowiem odświeżyłam fioletowy pojazd kosmiczny i śmigałam na nim przede wszystkim po wałach. Nie często ani nie długo. Stanowił doskonałe zastępstwo komunikacji miejskiej, gdy zmierzałam ku pewnemu niezbyt odległemu miejscu. Za rok znów zetrę kurz z siodełka!

XV Zamówienia z AliExpress

W 2020 roku zorientowałam się, że wszyscy wokół zamawiają z AliExpress, tylko nie ja. Postanowiłam naprawić ów błąd. Jako pierwsze zamówiłam dwie peruki na sesje fotograficzne: różową i szarą. W listopadzie kupiłam geekowe okulary zerówki i woreczki na okulary, bo zgubiłam ukochany woreczek używany do osłony telefonu. Frustrujące jest to, że znalazłam go tuż przed otrzymaniem przesyłki.

XVI Świętowanie ważnych dni

Każdego roku wypisuję w kalendarzyku podręcznym ważne daty. Są to oczywiście urodziny i imieniny, ale także święta i obrzędy ogólnospołeczne: walentynki, Dzień Kobiet, Halloween, andrzejki… Nie zawsze pilnuję, żeby zorganizować te dni, a potem jest mi przykro i czuję się samotna.

Melduję, iż dzięki samozaparciu w 2020 roku – mimo pandemii – robiłam wyjątkowe rzeczy w każdym ze szczególnych dni! Do wspólnego świętowania zapraszałam żywych ludzi, więc zawsze ktoś przy mnie był (nie zawsze wiedział, cóż to za okazja). Dziękuję tym osobom.

XVII Blog

Ponieważ komunikuję się z wami za pośrednictwem bloga, nie mogłabym pominąć w sprawozdaniu z 2020 roku bloga właśnie. Jak zwykle nie przepuściłam ani jednego dnia publikacji, co niekiedy kosztowało mnie utratę nerwów i nie raz wymagało poświęcania rzeczy, które wolałam robić bardziej.

Bez względu na samopoczucie i stan zdrowia pisałam recenzje słodyczy i niedzielne artykuły niejedzeniowe. Stworzyłam cieszący się zainteresowaniem cykl #DylematyFilozoficzne, z którego jestem dumna. Nie wiem jednak, czy w 2021 roku nadal tak będzie. Precyzyjniej mówiąc: czy chcę, aby tak było. Poświęcanie się czemuś aż tak bardzo jest satysfakcjonujące, lecz równocześnie trudne i męczące. Jednym z pomysłów na nowy rok jest założenie konta na Patronite, by czas i serce włożone w pracę stały się w jakimkolwiek stopniu wymierne finansowo. Jeśli ten i inne pomysły nie wypalą, zobaczymy, co dalej.

XVIII Realizacja planów na 2020 rok

Niestety części planów na 2020 rok nie udało mi się zrealizować. Kilka nie było zależnych ode mnie – niektóre wydarzenia nie odbyły się z uwagi na pandemię, a znalezienie męża to proces nieco dłuższy (he, he) – ale za parę czuję się odpowiedzialna i jest mi głupio i przykro. Nie pojechałam z Rubi nad morze (ponownie), nie odwiedziłam Marcina w Warszawie ani Kingi w Krakowie, nie bawiłam się na wesołym miasteczku z Anią. Nie byłam na kajakach, lodowisku ani saunie.

Częściowe fiasko nie oznacza, że dałam za wygraną ze wszystkim! Zrobiłam tatuaże, świętowałam szczególne dni, byłam w ciekawych miejscach i teatrze, chodziłam na sesje zdjęciowe i takie tam.

XIX Kinowy seans 4DX (Cinema City)

O tak, seans 4DX w kinie zdecydowanie warto ukazać na niniejszej liście jako odrębny punkt. Marzyłam o nim od daaawana. Jak się w tym roku dorwałam, zaliczyłam trzy filmy w przeciągu maksymalnie dwóch miesięcy. Pierwsza była Incepcja, której pod względem efektów nie przebiła żadna z kolejnych produkcji. Tenet rozczarował mnie głównie w kontekście 4DX (fabuła jest w sam raz na raz), natomiast Greenland zirytował mnie poziomem zidiociałości fabuły (podczas finału rzygałam tęczą).

XX Black Friday Fail

Na koniec zostawiłam największy przekręt polskiej sprzedaży, czyli sławetny Black Friday. Chciałam się wam pochwalić, że kupiłam nowy laptop i krzesło do komputera, bo oba sprzęty są w rozsypce (fotel dosłownie; pozaklejałam go taśmą, gdyż obsypuje się z niego sztuczna skóra i mam farfocle w całym mieszkaniu). Niestety w ramach czarnego piątku polscy sprzedawcy tak skutecznie obniżyli ceny, że mój wymarzony laptop z dwóch tysięcy z hakiem wskoczył na cztery. Nic, tylko kupować!

Z kolei porządnych krzeseł nie obniżyli wcale. W takiej sytuacji wolę poczekać na złagodzenie obostrzeń koronawirusowych i pojeździć po salonach, żeby posprawdzać siedziska własnym tyłkiem. Już raz zamówiłam krzesło z internetu, a po jednym dniu siedzenia z goryczą wystawiłam na sprzedaż.

***

Jakie ważne wydarzenia miały miejsce w waszych życiach w 2020 roku?

32 myśli na temat “20 wydarzeń z 2020 roku – podsumowanie roczne

  1. Ceny laptopów niestety poszybowały w górę przez nauczanie zdalne … czysty zysk :/ także miałam w planach zakup laptopa ale Pan w euroagd odradził ten pomysł i kupno Nowego sprzętu w nowym roku ;)
    Cieszę się że ten rok w przeważającej części był dla Ciebie pozytywny :D

    1. W przyszłym roku ma się coś zmienić? Covid nie zniknie. Sama nie wiem, co robić. Póki co czekam, bo nie chcę laptopa z gorszymi parametrami w cenie, w której parę miesięcy temu był laptop z lepszymi.

  2. Fajnie czytać takie optymistyczne wpisy, cieszę się, że rok w dużej mierze był dla Ciebie udany ;)
    U mnie trochę gorzej i zdarzyło się kilka smutnych rzeczy w moim życiu, ale i pozytywnych też. Co do kontaktów międzyludzkich, to tutaj mi korona sprzyja i usprawiedliwia moją niechęć do wychodzenia z domu w sytuacjach innych niż niezbędne (czyli do pracy, w której i tak jestem maksymalnie przebodźcowana towarzysko :P), z drugiej strony wirus ograniczył mi swobodne wyjazdy i sprawił, że przez cały rok nie byłam nigdzie dalej niż Tatry, a tyle miałam planów podróżniczych :( Co do koronawirusa jeszcze, to jak chcesz sprawdzić czy miałaś, wystarczy zrobić test na przeciwciała z krwi.
    W kwestii rozwoju osobistego to u mnie on zachodzi tylko w aspekcie bardziej naukowym i zawodowym – czytam dużo na tematy związane z moją pracą, ale na nowe rzeczy brakuje mi czasu (no może mój hiszpański w tym roku ewaluował, ale uczę się go głównie w celu usprawnienia procesów pamięci) i nawet nie mam pomysłu, co nowego mogłoby mnie zainteresować ;/ W kwestiach kulinarnych udało mi się dojść do wprawy z pieczeniem chleba żytniego na zakwasie, a niedawno pierwszy raz sama zakisiłam kapustę i wyszła super – takie osiągnięcia też chyba warto doceniać :P Na rowerze też jeździłam w wolnych chwilach, niestety nie mogę zmotywować się do innych aktywności innych niż spacery związane z życiem codziennym (np. chciałabym się regularnie rozciągać, ale u mnie takie ćwiczenia nie trwają dłużej niż 10 minut, bo wszystko mnie nudzi, za to przed pracą staram się minimum godzinę pochodzić szybkim krokiem, więc ruchu ogólnie mi nie brakuje). Zapasy słodyczy i ja wykończyłam, ale przez święta znowu zapchałam całą szufladę na nie przeznaczoną. Poza tym udało mi się zapanować nad szafą z zapasami innymi niż słodycze i mam w niej znacznie większy ład ;)
    Co do Black Friday to mnie udało się kupić suplementy na fajnej promce, książki i chyba jakieś jedzenie, ale nie pamiętam już co zamawiałam w grudniu, bo dużo tego było.

    1. Wiem o teście z krwi, ale wymaga za dużo zachodu. Nie muszę wiedzieć, czy byłam chora. Do niczego nie jest mi to potrzebne.

      Niestety letni rower zastąpiłam ćwiczeniami w domu, a dokładniej przysiadami. Piszę „niestety”, bo prawdopodobnie to przez nie coś mi się stało z kręgosłupem. Kiedy pisałam podsumowanie roczne, nie byłam jeszcze w stanie, w którym jestem dzisiaj. Od środy jest tragedia. Z Wigilii wyszłam po trzech godzinach i popsułam wszystkim nastrój. Od wczoraj leżę w łóżku i płaczę, kiedy ból wraca. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Przez tabletki, które brałam, a które nie pomogły, dodatkowo rozwaliłam żołądek. To, co czuję, jest piekłem.

      Na szczęście w święta dostałam tylko jeden słodycz. Rodzina już wie, że jak nie mówię, że chcę, lepiej nie kupować. Siostra chciała upolować fajne przysmaki, ale poprosiłam, żeby się wstrzymała. Zamiast jedzenia wybrałam książkę.

      1. Dziwne, że tak by Ci się porobiło od przysiadów… Mam nadzieję, że szybko ten ból minie i tego Ci życzę.
        Większość słodyczy, jakie dostałam, sama sobie wybrałam (moja rodzina nic mi nie kupuje sama z siebie, bo się boi, że nie sprosta oczekiwaniom, choć tak naprawdę wystarczyłoby słuchać :P) – wystarczą mi do kolejnych świąt najprawdopodobniej ;) A z takich nieoczekiwanych słodyczy dostałam dwa trafione i jeden nie, ale to oddałam rodzinie na niedzielne przysmaki poobiednie :D

        1. Do kolejnych świąt… ale wielkanocnych? Nie strasz, że bożonarodzeniowych :P

          Dostałam ciemną czekoladę Wedla 50% kakao od osoby, która nie bardzo mnie zna. Też od razu poszła do oddania.

          1. Myślę, że bożonarodzeniowych zważywszy na to, że jem słodycze głównie w weekendy do podwieczorku i to nie jakieś duże ilości :P

            U mnie taka poszłaby zapewne do polewy na ciasto ;)

  3. Też zrobiłam sobie małe podsumowanie 2020, ale zaplanowałam je wrzucić dopiero 1 stycznia ^^
    Podobnie jak Ty jestem niezwykle wdzięczna za zawarte znajomości i kontakty międzyludzkie <3 przykro mi, że zdrówko Ci się tak posypało :( cieszę się za to że udało Ci się wykończyć listę słodyczy i że możesz pić kawę i alko bez strachu ^^
    Jeśli w 2021 roku uda Ci się już wbić do Krakowa i będziesz miała trochę czasu to daj znać, zapraszam na kawkę :D

    1. Oby w 2021 roku plany podróżnicze wyszły mi lepiej niż w 2020 roku :P

      PS Wpis zaplanowałam na niedzielę, ale źle wpisałam datę i wyszedł falstart, ble.

  4. Bardzo mi przykro. Moim zdrowiem się nie przejmuje, ale osób mi bliskich i drogich już tak, a Ty niewątpliwie do takich należy.
    Zdrowiej Kochana, zdrowiej, bo czekam na Ciebie w mojej nowej oazie spokoju ♥️
    Mój rok tak jak pisałam zrealizował wszystko o czym marzyłam, ale zrujnował moje zdrowie psychiczne doszczętnie :'(
    Z trudem egzustuje. Tyje …
    Zatem ani kolejny tytuł zawodowy, ani nowy pies, ani sprzedaż (tak wyczekiwana dewwloperki), a najgorzej też że nawet nowy dom nie cieszy tak jak byłoby to rok temu i nie jest wstanie wyrwać mnie z matni …
    Zdrówka i siły Kochana :*
    Czekam w Siadle, lecz nie wiem jak długo …

  5. Gdybym miała się odnosić do każdego punktu byłby to komentarz tasiemiec. Wiem, że takie potrafią być męczące więc odniosę się tylko do dwóch punktów.
    1. Dziękuję że jesteś <3
    17. Wyobrażam sobie jak wiele wysiłku wymaga prowadzenie bloga, szczególnie, że Twoje wpisy są zawsze dopracowane: dobrej jakości zdjęcia, podany skład i kaloryczność, poprawność językowa, regularność publikacji, świetny styl pisania i odpowiadanie na komentarze. Twoją ciężką pracę naprawdę widać i chciałbym żebyś wiedziała że bardzo doceniam to że poswiecasz na to swój czas i zasoby hm… psychiczne. Patronite to dobry pomysł!

    1. Moim głównym utrapieniem były skrzepy tworzące się w zatokach i gęste obrzydlistwo spływające każdego dnia od trzech lat po ścianie gardła :') Dostałam kombinację dwóch antybiotyków, a teraz przez dwa miesiące muszę psikać do nosa steryd. Mogę Ci napisać nazwy, żebyś zapytała o wszystko swojego lekarza. Po antybiotykach skrzepy i gęsta wydzielina zniknęły NATYCHMIAST. Natomiast dalej trochę płynie po gardle, dlatego biorę steryd, ale średnio pomaga. W nowym roku powinnam wykonać testy alergiczne, bo laryngolożka zasugerowała, że mogłam się na coś uczulić, wówczas steryd nie pomoże.

      1. Mam dokładnie to samo! Jeśli możesz napisz proszę, chętnie podpytam, badało mnie już milion lekarzy i tracę siły. Badania alergiczne wskazują, że alergizują mnie trawy i zboża, które mogą znajdować się cały rok w kurzu, przez co objawy nie ustępują nawet na chwilę. Natomiast laryngolog nie zalecał kojarzyć tego z alergia, ponieważ stan od dawna jest przewlekły i wymaga odrębnego traktowania.

        1. Antybiotyki bierze się razem. Jeden to krople (do oczu, ale nie przejmuj się, wkrapia się je do nosa): Cipronex 0,3% 5 ml. Brałam trzy razy dziennie po trzy krople do każdej dziurki. Uwaga: jak płyn spływa przez zatoki do gardła, ma okrutny smak :P Drugi to tabletki: Augmentin 14 szt. Brałam dwa razy dziennie po jednej tabletce do posiłku. Cipronex miałam stosować przez pięć dni, a Augmentin przez tydzień. Tak jak pisałam wcześniej, skrzepy zniknęły (po ok. pięciu dniach). Po kuracji antybiotykowej dostałam dwa opakowania sterydu w psikaczu. Nazywa się Momester i psikam nim dwa razy dziennie po dwa psiki do każdej dziurki. Życzę powodzenia! :) Daj znać, jeśli u Ciebie też zadziała.

          1. Dziękuję bardzo, odezwę się. Swoją drogą wyszło to wszystko zabawnie, bo czytam Twojego bloga właściwie od początku, (uwielbiam Twój styl pisania) a jest to mój pierwszy komentarz. O zapaleniu zatok. Na blogu o słodyczach. 😂

            1. Cóż, lepiej późno niż wcale :D Poza tym jeśli tylko mogłam pomóc, cieszę się, że zachowałaś swój pierwszy raz właśnie na taką okazję :)

  6. Bardzo współczuję problemów ze zdrowiem – ciągłe siedzenie sprawia, że źle się czuję sama ze sobą, więc podejrzewam, że twoja obecna sytuacja to męczarnia. Też kiedyś dorobiłam się niestety problemów przez przysiady (i ciężary), ale u mnie skończyło się tylko na bólu kręgosłupa, no i pewnych dolegliwościach, o których wolę publicznie nie wspominać. :P Dobrze jednak słyszeć, że Twój żołądek ma się lepiej – jaką kawusię pijesz najchętniej? :)
    Trochę zazdroszczę Ci tego, że udało Ci się podtrzymać dużo ważnych relacji z innymi ludźmi, bo od czasów pandemii i zmiany miejsca zamieszkania, jedyne osoby, z którymi mam częstszy kontakt, to moi rodzice i rodzeństwo (a to i tak głównie telefonicznie…) Dodatkowo w wynajmowanym mieszkaniu nie mogę mieć swoich zwierzaków, więc wiesz… :(
    Z Twoich tatuaży zachwyciły mnie gwiazdki na obojczykach – przecudowne. <3
    Jak napisałaś o olejkach CBD, to już się przeraziłam, że i do Ciebie się dorwali, by sponsorować taki pic na wodę. XD Tzn, nie mam nic przeciwko postom sponsorowanym (z uwagi na to, że widać Twoją ciężką pracę na blogu, szczególnie doceniam regularność i odpisywanie na komentarze, to bardzo dużo znaczy!), ale te olejki reklamują często osoby zajmujące się dbaniem o siebie (np. trenerzy fitness, dietetycy, lekarze…), co mnie strasznie irytuje, bo to jednak są autorytety dla wielu młodych osób. A olejki są nieskuteczne i nieprzebadane, takie tegoroczne zdrowotne placebo (podobnie jak np. żen-szeń czy witamina C…)
    Czystki w zapasach to coś, za co Cię szczerze podziwiam. Sama każdego dnia chcę się za to zabrać, ale jako że kocham robić zakupy spożywcze (taka wymówka, by wyjść z domu i trochę pochodzić ;) ), to codziennie kupuję po prostu warzywa, owoce i jakieś świeże produkty (nabiał i chleb), i je wcinam zamiast dzielnie wykańczać kasze i sosy z torebek XD
    Czy byłoby dla Ciebie problemem napisanie skąd dokładnie kupiłaś peruki na Aliexpress? Wybór jest przeogromny i wydaje mi się, że trafiłaś na perełkę wśród producentów. Lubię peruki, jak na razie mam tylko blond polskiej firmy, ale ty wyglądasz wspaniale w kolorowych!
    Ach, prawie zapomniałam – też kocham Jerzego Vetulani! A wykładów Bralczyka też słuchałaś? Inna tematyka, ale myślę, że mogłyby Ci się spodobać! :D Ponadto, w tych klimatach to wśród wykładów SWPS jest wiele wartych posłuchania <3

    1. Jeżeli Twoje „pewne dolegliwości” są tym, o czym myślę, to też przez nie przeszłam. Nic dziwnego, miałam już niemal wszystko :P

      Obecnie wykańczam kawę kupioną daaawno temu w Lidlu. Chyba już jej nie ma (albo zmieniła nazwę). To rozpuszczałka w formie pyłu. Dawniej lubiłam Nescafe, więc jak skończą tę, zapewne kupię N.

      Mnie kontakty przez telefon by odpowiadały, choć preferuję internet. Rozumiem jednak, że nie każdy jest jak ja. Życzę lepszej sytuacji towarzyskiej w 2021 roku ;*

      Próbowałaś olejków CBD czy piszesz na podstawie obserwacji internetowych? ;>

      Różowa peruka ma mankamenty, toteż jej sprzedawcy nie polecę. Z szarej jestem meeega zadowolona, więc łap: store/5425188?spm=a2g0o.detail.100005.3.6d111cca3BhE0e

      Interesuję się językiem, znam Bralczyka od dawna. Bajeczny gość :D Ma kilka wykładów, które są lepsze niż stand-upy. Z SWPS zasubskrybowałam dwa kanały: Strefa Psyche i Strefa Kultur. Obejrzałam niemal wszystko, co na nich jest. (Wszystko, co mnie interesowało). Nowości też oglądam.

      1. Z olejkami CBD zarówno własnych jak i z internetu. :> Moja mama baardzo lubi wszelkie nagłe Święte Graale i kupuje bardzo dużo różnych magicznych specyfików, toteż rzecz jasna i z nimi miała kontakt. ;) Niestety moja siedmioosobowa rodzinka wykazała na nie niemal stuprocentową oporność (choć rzecz jasna, mama na początku niezwykle zachwalała, ale to przy niemal każdym nowym nabytku. :) )
        Dziękuję za link z peruką <3

          1. Ach, Olga, czy mogę napisać prywatnie do Ciebie na Facebooku w sprawie tych problemów, jeśli mówisz, że chyba też przechodziłaś przez to? Trochę uprzykrzają mi życie, a może jesteś wstanie doradzić w kwestiach diety czy masz jakiś sposób jak z tym postępować.

  7. Nie napiszę nic odkrywczego. Jestem jedną z osób które codziennie zaglądają na tego bloga, ale nigdy nic po sobie nie zostawiają. Dziękuję, że przez ten rok pisałaś recenzje i umożliwiałaś mi wypełnienie mojego wolnego czasu w przyjemny sposób. Czytając zamieszczane tu wpisy spojrzałam na kilka spraw z innej perspektywy i zobaczyłam w komentarzach kilka ciekawych osób, których wypowiedzi również w pewien sposób miały na mnie wpływ. Mam nadzieję że zdrowie w 2021 roku będzie Ci w miarę dopisywać, a słodycze spełniać oczekiwania (chociaż przyznam, że czasem twoje krytyczne recenzje produktów przynoszą mi sporo radości, chyba dzięki barwnym opisom ich obrzydliwości♡) Dzięki że jesteś.

  8. Ależ mnie punkt I ucieszył. <3

    Nie wiem, czy ja w tym roku miałam jakieś takie nowe doświadczenie… Chyba nie?
    Bardzo, bardzo współczuję problemów ze zdrowiem. Ja mam jakieś przewlekłe dziadostwa, które w życiu codziennym obecnie mi nie doskwierają, a Ciebie tak ciągle coś nowego jeszcze bierze…
    Koronawirus? Swoją drogą, ach to testowanie u nas w Polsce… A może wszędzie? Mama się zastanawia, czy my go nie przeszłyśmy bezobjawowo (u niej trzeba byłoby dodać „prawie”, ale to nie na komentarz coś).
    Z pracą zamieszania, ale życzę, by dalej było już tylko po Twojej myśli.
    Tatuaże. Miałaś tak, że robiąc łapkę już myślałaś o kolejnych? Dalej… coś jeszcze w głowie Ci siedzi?
    Do wielu punktów, pozwolisz, się nie odniosę w komentarzu, bo piszemy na bieżąco.
    Hubrydy? O w życiu. Ja jestem dziad i klasyczne lakiery preferuję!
    O konopiach pisałam trochę na stronę jedną, więc się dokształciłam nieco i… ja wiem? Wydaje mi się, że może nie są zupełnym picem na wodę, ale jak ze wszystkim: na jednych działa to lepiej, na drugich wcale. Tak sobie pomyślałam, że to tak, jak mówią np. że jak się wypije kawę przed snem to się nie zaśnie. Ja może na noc kawy nie piję, ale nigdy po jej wypiciu nie miałam problemów ze snem (bo zdarzyło mi się także bardzo późno pić).
    XII Też zawsze miałam wszystkiego mnóstwo, ale zrobiłam czystki przy przeprowadzce.
    Cieszę się, że mimo pandemii, sesje dalej były możliwe.
    Rower? Nie umiem jeździć, nie lubię czortostwa i się go boję. Żeby było śmiesznie… kartę rowerową zrobiłam w podstawówce (?) bez problemu.
    XIV Przejażdżki rowerowe
    XV Zamówienia z AliExpress Ha! Ja też jakoś w tym czy zeszłym (chyba raczej zeszłym) to odkryłam.
    XVI Świętowanie ważnych dni O, ja też sobie postanowiłam jakoś różne dni urozmaicać, celebrować. Tak dla siebie. I w tym roku rzeczywiście i mnie się udawało.
    Co do blogowania – przede wszystkim ma być przyjemnością! Dla Ciebie.
    XVIII Realizacja planów na 2020 rok – nigdy nie uda się chyba zrealizować 100 %, a ja nawet wolę mieć za dużo planów, bo wtedy i tak jest szansa, że zrealizuję jak najwięcej. Ale takich „planów na kolejny rok” nie robię. Mam inny system planowania… wszystkiego.
    XX Black Friday Fail – Co chcesz?! Jesteśmy wyjątkowym krajem! Narodowym! A czarny piątek to zły dzień! Czarny, szatański! Gdyby był biało-czerwony, to byś miała cacy tanie rzeczy!

    Ważne z 2020 dla mnie dzielę na duże, i małe. Duże to znalezienie perspektywy pracy w obszarze, który kocham (czekolady, pisanie), jednak że jestem sceptyczna, nie liczę na wiele. Zawsze jednak coś. Małe? Powrót do gier komputerowych, których w młodości się bałam, nie umiałam ich przechodzić, a teraz gram i dają mi radość o tyle większą, że wracam sobie do dzieciństwa. Kolejne: zrobiłam porządek w świeczkach, woskach i kadzidełkach, wywalając smrodliwe (miałam ich mnóstwo, a nie chciało mi się przeglądać, bo i nie wszystkie podpisywałam itp.). Dzięki temu mam miejsce na nowe, ale razem przeszło mi kupowanie bez sensu przez internet. Więcej myślę, co jest naprawdę moje. Zrobienie od początku do końca chatki na kurzych łapach to też sukces (takie rzeczy przeważnie na którymś etapie porzucałam albo np. oddawałam po znajomych, którzy kończyli i np. zostawiali sobie – tak skończył mój góralski karmnik).
    W zasadzie, nie było u mnie w tym roku pojedynczych ważnych wydarzeń. Były za to procesy, np. zaobserwowanie pewnego trybu, harmonii – tego, jak żyję w relacjach ze światem, naturą, takie… pogodzenie się z pewnymi rzeczami, wychwycenie ich i załapanie rytmu. Wyciszyło mnie to, już nie jestem taka nerwowa i wkurwiająca się. Spłynął na mnie spokój. Po tym wykształciła się we mnie umiejętność (jeszcze nie, to proces, ale zauważam przejawy) myślenia o Mamie, nie tylko głównie o sobie, i (to ważne) robienie małych rzeczy, które może i są głupie, ale sprawiają radość.
    Wypracowałam też wygodny system w jedzeniu: nie zaprzątam sobie głowy niemoimi słodyczami, z czekolad nauczyłam się sięgać tylko po to, które naprawdę mogą mnie usatysfakcjonować (albo np. z racji dziwności być odebranymi jako fajne / ciekawe).

    1. „Miałaś tak, że robiąc łapkę już myślałaś o kolejnych? Dalej… coś jeszcze w głowie Ci siedzi?” – Tak i… tak :)

      „Hubrydy? O w życiu. Ja jestem dziad i klasyczne lakiery preferuję!” – Dziad stanowi dobre określenie, zważywszy na to, jak wyglądają paznokcie po paru dniach od pomalowania zwykłym lakierem. Zwłaszcza gdy nosicielowi nie chce się zmyć ochłapów :P

      „O konopiach pisałam trochę na stronę jedną, więc się dokształciłam nieco i… ja wiem? Wydaje mi się, że może nie są zupełnym picem na wodę, ale jak ze wszystkim: na jednych działa to lepiej, na drugich wcale.” – Ja też pisałam. Nawet dwie recenzje popełniłam. Problem w tym, że placebo również działa, podobnie jak pomoc księży, szamanów i paramedyków. Kwestia wiary i nastawienia. Nie zawsze, niemniej bywa.

      „Kartę rowerową zrobiłam w podstawówce (?) bez problemu.” – Jak chodziłam do 4 albo 5 klasy, wszyscy uczniowie wyrobili sobie karty. Pominę milczeniem sposób, w jaki został przeprowadzony test, a także poprzedzający go system nauki.

      ***
      Podoba mi się Twój podział na osiągnięcia małe i duże. Wszystkie są ważne, ale każde ma inną „moc”. Przemawia do mnie także „pogodzenie się z pewnymi rzeczami, wychwycenie ich i załapanie rytmu”, bo mnie spotkało coś podobnego (zapewne w innych obszarach). Mimo iż nie robisz planów sensu stricto, trzymam kciuki za realizację marzeń małych i dużych.

      1. Moje lakiery bez problemu wytrzymują sporo ponad tydzień. Potem robię kolejną warstwę i tak mogę nawet 3 tygodnie ciągnąć, a kto je widzi, zachwyca się. Chyba że nie wychodzę i akurat coś ambitniejszego gotuję…

        No to konopiach – jak ze wszystkim.

        Testy? Pani, jakie testy? Już wtedy widziałam, że to chore.

        Miło mi, że podział się podoba. A co do rytmu… mam wrażenie, że prawie we wszystkim wystarczy go złapać, a kwestii wszystkiego też uwielbiam swoją zasadę „złotego środka”, bo przeginanie nigdy nie wychodzi, nie jest dobre. Kiedyś jednak jakoś mi uciekał.
        Dziękuję za trzymanie kciuków.

  9. Przerwali mi wtedy w marcu terapię.
    A poza tym, odwiedziła nas parka (kumple mojego brata i szwagrowej) z Norwegii. Tego baraku stojącego na podwórku z dwoma rowerami górskimi nigdy nie zapomnę.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.