Chipita, 7 Days Croissant rogalik z nadzieniem o smaku karmelowym

Zupełnie nie wiem dlaczego, ale w najbliższym mi Carrefourze sprzedają wszystkie warianty 7 Daysów, tylko nie karmelowe i spumante. Z tego powodu bohaterowie dzisiejszej i kolejnej recenzji nie pojawili się we wpisie prezentującym łupy z listopadowego polowania na plebejskie słodycze.

Naturalnie wiedziałam, że ranking smaków nie może zaistnieć bez 7 Daysa karmelowego i spumante. Ponieważ degustacje planowałam rozpocząć niedługo po wspomnianym wyżej polowaniu, musiałam czym prędzej dopolować brakujące ofiary. Na szczęście złapałam je w sidła w osiedlowym markecie.

Chipita, 7 Days Croissant rogalik z nadzieniem o smaku karmelowym, copyright Olga Kublik

7 Days Croissant – rogalik z nadzieniem o smaku karmelowym

Karmelowy 7 Days ma inną liczbę kalorii niż rogalik spumante, a jednak te same wartości odżywcze – podejrzana sprawa. Choć wydaje mi się, że w przeszłości jadłam różne warianty rogali z jasnym kremem (ważące 60 g), nie jestem przekonana, czy jednym z nich był karmelowy. Możliwe, iż degustacja, której efekty macie przed sobą, była moją pierwszą. A nawet jeśli nie, bez wątpienia pierwszą w pełni świadomą.

7 Days Croissant karmelowy marki Chipita dostarcza 452 kcal w 100 g.
Rogalik z nadzieniem o smaku karmelowym waży 60 g i zawiera 271,5 kcal.

Chipita, 7 Days Croissant rogalik z nadzieniem o smaku karmelowym, copyright Olga Kublik

7 Days karmelowy pachnie podobnie do rogalika cream&cookies w wersji waniliowej z ciasteczkami. Zdaje się łączyć aromaty 7 Daysów waniliowego i kakaowego. Do tego dochodzi słodkie ciasto, o dziwo bez cienia goryczy. Oczywiście spodziewanie syntetyczne. Z tła czasem wybijają się wypieczone paluszki. Całokształt przywiódł mi na myśl skapcaniałą drożdżówkę z worka z serem białym i wanilią, może także makiem. Tytułowego karmelu w tym zestawieniu nie uwzględniono.

Bezkształtna buła Chipity zawiera nadzienie w kolorze skrajnie niekarmelowym, wszak bardzo jasnym. Taką barwę mógłby mieć krem waniliowy albo śmietankowy. Pseudofrancuskie ciasto od zewnętrz jest suche-ale-tłuste, na szczęście pozbawione wstrętnej omasty odnalezionej w kilku innych rogalach.

Chipita, 7 Days Croissant rogalik z nadzieniem o smaku karmelowym, copyright Olga Kublik

Wielbiona przez plebs rogalobuła rwie się warstwowo, jak to ciasto półfrancuskie ma w zwyczaju. Wnętrze jest suche, a jednocześnie naolejone. Do tego delikatne, puszyste, napowietrzone. Stanowi plebejsko ujmujący kapciuchowaty obłok. Na smak składają się wyważona słodycz, syntetyczność, gorzkawość, delikatna paluszkowość. W posmaku występuje znany już tłuszczoch.

Nadzienia 7 Daysa karmelowego jest obłędnie dużo i daje się poznać jako bajecznie gęste. No dobra, gęstawe, wszak imituje budyń wykonany na wodzie. Odpowiednio śliskawy, rozkosznie aksamitny. W jego smaku można się zatracić, ponieważ oferuje głęboko waniliowe lody gałkowe z nutą karmelu. Jest słodkie w sposób cukrowy. Skrywa nutę alkoholu rodem z Pawełka, co zresztą stanowi cechę co najmniej kilku kremów z 7 Daysów. Alkoholowość w połączeniu z waniliowością rodzi nutę adwokatową.

Chipita, 7 Days Croissant rogalik z nadzieniem o smaku karmelowym, copyright Olga Kublik

Jak to możliwe, że 7 Days karmelowy nie został moim ulubieńcem? Może rzeczywiście nigdy go nie jadłam? Nie chce mi się wierzyć, że nie zapamiętałabym tak pysznego wariantu smakowego. Kto pamięta, czy rogalik karmelowy Chipity istniał w czasach, gdy dało się jeszcze kupić 7 Daysa Strawberry?

Druga zagadka dotyczy koloru, zapachu i smaku kremu. Przypuszczam, że kluczem do rozwiązania jest fakt, iż na opakowaniu 7 Daysa karmelowego występuje flan, a nie karmel. Produkt ten, mimo że o smaku karmelowym, jest czymś innym niż karmel. Tak czy owak, rogalik stał się moim nowym numero uno.

Ocena: 6 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

Skład: ciasto: mąka pszenna, oleje roślinne (palmowy, słonecznikowy), cukier, stabilizator (mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych), syrop glukozowo-fruktozowy, drożdże, sól, wanilina, regulator kwasowości (kwas cytrynowy), substancje konserwujące (propionian wapnia, sorbinian potasu); nadzienie o smaku karmelowym 23%: cukier, olej palmowy, mleko w proszku odtłuszczone, glukoza, alkohol etylowy, żółtko jaja w proszku, emulgator (estry kwasów tłuszczowych i poliglicerolu), regulatory kwasowości (difosforan disodowy, kwas fosforowy), stabilizator (guma celulozowa), aromat karmelowy, substancja konserwująca (sorbinian potasu), laktoza (z mleka). Może zawierać: orzeszki ziemne, orzechy laskowe, migdały, pistacje, orzeszki pekan, nasiona sezamu, seler.

Kalorie w 100 g: 452 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 28 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 16 g), węglowodany 43 g (w tym cukry 18 g), białko 6 g, sól 0,45 g.


Ranking 7 Daysów

I miejsce7 Days karmelowy
II miejsce
7 Days spumante
III miejsce
7 Days cream&cookies orzechy laskowe + ciastka
IV miejsce
7 Days cream&cookies wanilia + ciastka kakaowe
V miejsce
7 Days Peanut
VI miejsce
7 Days Hazelnut
VII miejsce
7 Day’s kakaowy & Chipicao

11 myśli na temat “Chipita, 7 Days Croissant rogalik z nadzieniem o smaku karmelowym

  1. Ha! Zgadłam! Mimo Twojej rekomendacji nie dam się jednak namówić na tego rogala. A czemu zdradzę jutro pod recenzją Spumante.

  2. O kurcze, tego wariantu nie jadłam nigdy nigdy :o ale lody waniliowe z nutą karmelu brzmią faktycznie obłędnie ^^ będę musiała koniecznie go kupić <3 swoją drogą nie miałam pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak 7days strawberry :D

    1. Możliwe, że jak dojrzałaś do jedzenia 7 Daysów, truskawkowy już nie istniał. Jadłam go w bardzo wczesnym dzieciństwie – w latach przedszkolnych albo początkowych podstawówki.

  3. O, akurat wczoraj go jadłem. Przyznam, że wcześniej nawet nie wiedziałem, że wariant karmelowy istnieje. Jest bardzo smaczny, ale moim zdaniem brakuje mu czegoś wyjątkowego. Jest podobny do wersji spumante, ale bardziej banalny w smaku. Mnie również bardzo zaskoczył jego kolor :)

  4. Kup pani wielką waniliową bułę w cenie wielkiej waniliowej buły, a nie jakieś karmelowe i spumante wymyślasz!
    Karmelowego pierwszy raz zobaczyłam parę lat temu (w czasach, gdy zdarzyło mi się jeść 7Daysy raz czy dwa, na pewno nie było w Suwałkach karmelowego, ale i truskawkowy, i spumante to były białe kruki prawie nie do zdobycia) i myślałam, że to jakaś panna cotta czy creme brulee (wtedy wiele słodyczy o tych smakach zaczęło się pojawiać) i aż wzięłam, pokazałam Mamie i zapytałam, czy nie ciekawi jej. Nie ciekawił, bo „wyrosła z 7Daysów”. Teraz to samo.

    Ło pięknie, jeszcze mi do 7Daysa paluszków potrzeba. Co dalej? Słonina? Seler naciowy w wersji czystej, świeżej i surowej? Dobra, narzekanie i krzywienie się, żarty to jedno, ale właśnie wymyślił mi się ciekawy (?) smak. Karmelowy z popcornem! Ha, podbiłabym tym amerykański rynek. Jeszcze tak odrobinka soli, może jakiś bekonik. Mmm, sama bym zjadła i Tobie zarezerwowała całą linię produkcyjną.
    Syntetyczność, tłuszcz w posmaku… ja nie wiem, jak to może nie przeszkadzać. Nie krytykuję, nie czepiam się, po prostu we łbie mi się nie mieści, wybacz. To tak, jakby mi ktoś powiedział, że lubi uczucie, jak mu rzęsa do oka wpadnie.
    A teraz… Alkohol rodem z Pawełka? Nigdy Mama o niczym takim nie mówiła, teraz też nie kojarzy, by czuła kiedykolwiek. Uważa, że to potwierdza, że musieli je pozmieniać, skoro przypisujesz to prawie wszystkim próbowanym obecnie. I teeraz… adwokatowa nuta? Jakiś czas temu powiedziałabym, że chyba jednak zaryzykuję i Mamie kupię, ale jestem w kropce. Twoje wysokie oceny, a to jak źle Mama wyraża się o 7Daysach sprzed jakiś 3-4 lat (?)… Może tak jak z Bajecznymi czy Pierrotami jakiś czas temu było, co obie się zgadałyśmy, że nimi plułyśmy, a potem chyba zmienili opakowanie, Ty wróciłaś do niego i okazało się, że jednak nie był tak parszywy? Może… zmiana na gorsze, a potem jednak kolejna i jakoś wyważyli? Oczywiście nie mówię, że u mnie miałyby szanse, bo to wciąż buły, ale dla bułowej i adwokatowej Mamy ten brzmi… Brzmi jakby mógł jej posmakować minus chemia. Pamiętam straszliwą, a nie jem jej buł z folii by mieć jakieś odniesienie.

    Wygooglowałam, co to flan. Ha! Moje skojarzenie z creme brulee poniekąd było trafne. Zaczęłam googlać, jak to nazywa się w oryginale, bo przecież mogło być „creme caramel”, czyli właśnie flan, a mistrzowie tłumaczenia na polski jak zwykle „krem karmelowy”. Ale… nie znalazłam nic ciekawego, za to zaskoczyła mnie mnogość wariantów (chyba wielkich?) buł. Dulce de leche, creme brulee, kakao & karmel.
    Rozśmieszył mnie z kremem o smaku maślanym, ale ten to w ogóle w pierwszej chwili wyglądał mi jak przeróbka na żarty, ale uwierzę w istnienie wszystkiego.

      1. Łe, obstawiam, że to lidlowe to nie flan, a gotowcowa kiepścizna. Nie znam się i żadnego z tych deserów nie jadłam, ale chodziło mi o obrazek i o to, że poniekąd miałam rację, że to żaden „smak karmelowy”, a coś a’la jakiś deser (nie interesowałam się, jaki konkretnie, bo pisałam, że założyłam, że „jakiś creme brulee czy panna cotta” – dla mnie wszystko to odpychające, słodkie budynio-galarety :P).
        Ale zaciekawiłaś mnie. Czym się tak zasadnicze i w praktyce różnią?

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.