San Pajda, Biszkopty Lady Fingers

Zaprezentowane dziś Biszkopty Lady Fingers marki San Pajda to już ostatnie biszkopty, które upolowałam w listopadzie 2020 roku. Choć jeszcze parę lat temu pisałabym poprzednie zdanie z bólem serca i powoli planowała kolejne zakupy, dziś odczuwam ulgę. Okazało się bowiem, że albo producenci biszkoptów zwariowali i tworzą bezlitosne cukroszkopty, albo zmienił mi się gust i tego typu ciasteczka powinnam zamknąć w kuferku oznaczonym etykietą: Sentymentalne pyszności; nie ruszać!

Biszkopty Lady Fingers to biszkopty podłużne, długie, do tiramisu, do ciast i deserów, ladyfingers, lady fingers, kocie języki – możecie wybrać ulubioną nazwę. Od okrągłych różni je nie tylko kształt, lecz także twardość (większa) i wykończenie (zazwyczaj w postaci cukru: pudru bądź kryształków).

San Pajda, Biszkopty Lady Fingers, copyright Olga Kublik

Biszkopty Lady Fingers

Podłużne biszkopty z fabryki San wyglądają jak wypieki hand-made. Każde ciasteczko jest inne, na dodatek każde okazało się krzywe: z jednej strony grubsze/szersze niż z drugiej. Warto też zauważyć, że każde jest nakrapiane czymś podejrzanym, ciemnym, przywodzącym na myśl brud z podłogi. Część jest blada i zdaje się niewypieczona, część tak ciemna, że implikuje podejrzenie przetrzymania w piekarniku. Wierzch biszkoptów nieodmiennie jest pofalowany, spękany, pęcherzykowaty, muśnięty cukrem pudrem. Mam poważne przypuszczenie, iż ciastka stanowią wyrób niechlujnego cyklopa.

Biszkopty Lady Fingers marki San Pajda dostarczają 391 kcal w 100 g.
1 podłużny biszkopt kocie języki waży 5,6 g i zawiera 22 kcal.

San Pajda, Biszkopty Lady Fingers, copyright Olga Kublik

Jeśli lubicie biszkoptowy zapach, tu czeka was sowita dawka przyjemności. Biszkopty Lady Fingers bowiem wpisują się we wzorzec, przy czym realizują obietnicę biszkoptowości z naciskiem na wariant podłużny (okrągły pachnie inaczej). Czuć słodycz biszkoptu, osobno słodycz cukru pudru i typową podłużną biszkoptowość. W toku aromaterapii pojawia się słodka, twarda, chrupiąca słomka ptysiowa.

Ponieważ paczka biszkoptów z fabryki San waży 140 g, a na jedno ciastko przypada 5,6 g, łącznie powinnam doliczyć się 25 sztuk. Pudło! W moim opakowaniu znalazłam tylko 23, choć nieco cięższe. Ostatecznie do deklarowanej gramatury zabrakło ok. 3 g. Plebejskie marki mają w zwyczaju ignorować wyliczenia na korzyść klienta, acz najwyraźniej nie wszystkie. Cyklop ewidentnie jest niechlujny.

San Pajda, Biszkopty Lady Fingers, copyright Olga Kublik

Długie biszkopty do tiramisu są przewidywalnie lekkie leciuteńkie, kruche kruchuteńkie, bezwagowe. Ze względu na suchość i obecność pustych pęcherzyków na powierzchni ochoczo obsypują się na talerzyk. Podczas gdy odpowiedniki I.D.C. Polonia naciśnięte palcem nieznacznie ustępują i ukazują wgłębienie, one pękają na milion kawałków na podobieństwo cienkiego kruchego szkła. Mają konsystencję podejrzanie zbliżoną do słomki ptysiowej. Dzielą z nią także lekkość. Okazują się twarde od zewnątrz, puste, suche i pozornie treściwe od wewnątrz. Pozory stwarza fakt, iż są jakby zwilgocone.

W toku degustacji uznałam, że Biszkopty Lady Fingerskruchokościste jak kości o pustym środku (bez szpiku). Pozwalają na podjęcie śmiesznej gry. Otóż można włożyć jeden koniec biszkoptu do ust i zacisnąć na nim wargi, a następnie zatkać nos i oddychać. Powietrze przepływa przez ciastko tak dobrze, że da się swobodnie oddychać choćby i przez cały dzień.

Powłoka podłużnych biszkoptów jest bardzo słodka. Cukrowość zdradza przede wszystkim górna część, wszakże tam znajduje się warstwa pudru (ale dolna ustępuje jej tylko odrobinę). Ciastka zdają się całościowo opędzlowane cukrową glazurą i usztywnione, wysuszone na wietrze (nad jeziorem, co tłumaczyłoby wewnętrzne zawilgocenie; jak dobrze, że nie fundują wątku ryby ani rzęsy!). Smakują równocześnie podłużnymi biszkoptami, słomką ptysiową i cukrem pudrem. Poziom słodyczy nie spoczywa na laurach, wszelako nie powoduje natychmiastowej cukrzycy.

San Pajda, Biszkopty Lady Fingers, copyright Olga Kublik

Biszkopty Lady Fingers marki San Pajda są dalekie od ideału, niemniej lepsze od każdych poprzednich. Nie oferują czystej biszkoptowości, łączą ją bowiem ze słomkoptysiowością. Mają ciekawą konsystencję. Podczas gryzienia dają się poznać jako twarde i chrupiące, lekko zawilgocone w sercu. W trakcie rozpuszczania odkrywają miękkość ciasta. Przemieniają się w farfoclowate, tępo miękkie ciasto: suche, nielepkie, niekleiste. Zgoła inne od kleistej papki, którą tworzą chociażby petit beurre.

Trafił swój na swego. Dziwne wyroby cyklopa to jedyne biszkopty, które zjadłam do końca z przyjemnością* i do których mogłabym wrócić, gdybym pewnego dnia uznała, że umrę, jeśli nie zjem biszkoptów.

* Jeśli czytaliście poprzednie recenzje, być może pamiętacie, że Biszkopty Wrocławskie z cukrem marki Mamut także skończyłam. Odbyło się to jednak na zasadzie: skoro już kupiłam, a nie są najgorsze, dam radę. Tu z kolei odczuwałam przyjemność i nie obraziłabym się, gdyby paczka liczyła więcej ciasteczek.

Ocena: 5 chi


Skład i wartości odżywcze:

Skład: mąka pszenna, jaja, cukier, substancja spulchniająca (węglany amonu), miód pszczeli. Może zawierać: soję.

Kalorie w 100 g: 391 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 5,2 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,7 g), węglowodany 74 g (w tym cukry 45 g), błonnik 1,6 g, białko 11 g, sól 0,14 g.

14 myśli na temat “San Pajda, Biszkopty Lady Fingers

  1. Niby lubię słomkę ptysiową – bardzo! – ale niekoniecznie w biszkoptach :D jak kupuję biszkopty, to chce żeby były mięciutkie i biszkoptowe, a jak mam ochotę na chrupiącą i słodką słomkę ptysiową to sobie kupię słomkę a nie biszkopty :D więc jednak wolałabym żeby tutaj chociaż konsystencja była bardziej miękka :(

  2. W ogóle to dziwne producenci mają wyobrażenie o kształcie palców… Trochę te damy musiałyby mieć kosmitowate paluchy, z takim zaokrągleniem na końcu. Śmieszy mnie trochę nazwa „San Pajda”, bo na słowo „pajda” zawsze od razu mam „pajda chleba ze smalcem” – bo słowo to poznałam na jakimś festynie (?), gdzie było wojskowe jedzenie, a „san” czytam jako „sun” i od razu kojarzy mi się z wszelkimi „The New York Sun” itp. … i to dziiiwna mieszanka powstaje.

    „producenci biszkoptów zwariowali i tworzą bezlitosne cukroszkopty” – łe, biszkopty zawsze były bardzo słodkie. Śmiem twierdzić, że obecnie po prostu nic za cukrem nie stoi. I to mam takie wrażenie w odniesieniu do różnych produktów, np. ostatnio trafiłam na polędwicę, która smakowała i kwasem, i solą, i miała strasznie pieprzną skórkę, ale smaku polędwicy to nie uświadczyłam i Mama kończyła. Wydaje mi się więc, że producent tak wszystko obecnie robią, że umyka zasadniczy smak. A żeby zasadniczy wydobyć, a nie zagłuszyć, trzeba porządnie produkować… I właśnie.

    Wyglądają paskudnie, czytając opis wyglądu parsknęłam, ale pomyślałam, że… pewnie paradoksalnie okażą się smaczne.
    Ej, czego chcesz od cyklopów?! Jedno ucho, jedno oko nie raz może usłyszeć i dostrzec więcej niż Twoje dwa!!! Poszłabym dalej. Nazwa „Cyklopfingers” niejednego konsumenta by pewnie bardziej przyciągnęła niż jakieś mejnstrimowe „ladyfingers”.
    Przy zapachu odpowiedziałaś na pytanie, które mnie i Mamę od lat dręczy – czy biszkopty się różnią. Domyślałyśmy się (obstawiam, że… z natury są kruche, niemiękkie? Mama obstawia, że mogą być bardziej „puszysto biszkoptowe” od tradycyjnych?), że tak, ale że ptysiową nutą? Ja chyba tego nie znam. Chodzi o ptysie z np. kryształami cukru? Zawsze tylko w sklepach je widywałam.
    Krucha konsystencja brzmi trochę podobnie do bardzo specyficznych faworków mojej babci (od razu wyjaśniam, że były zupełnie inne niż jakieś warkoczowe grubasy ze sklepów czy nawet różnych jarmarków). Znaczy tylko z tej pierwszej (macanej) części… Albo i nie? O, mam zagwozdkę. Jeśli nie tylko San Pajdy, a to raczej wyznacznik długich, to chyba ja dobrze obstawiałam (?).
    „Smakują równocześnie podłużnymi biszkoptami, słomką ptysiową i cukrem pudrem.” – no i masz, fajnie, że mi to coś mówi. xD Chociaż nie… mówi całkiem sporo. Że dobrze czynię, trzymając się od takich rzeczy z daleka.
    „Odbyło się to jednak na zasadzie: skoro już kupiłam, a nie są najgorsze, dam radę.” – oo, tak mam często z tymi „zwyklejszymi czekoladami na zwyklejsze dni / wykłady” itd. A żeby zbytnio w wybredności nie odlecieć, a bo i w miarę zadowolić się można tańszą czekoladą.

    1. One są twarde jak słomka ptysiowa ale konsystencja proszku. Po rozpuszczeniu muł z takim piaseczkiem ;)

    2. Też rozmyślałam nad nazwą takich biszkoptów. Współczuję damom kształtu palców :P

      Słomka ptysiowa to zupełnie inny produkt niż ptyś. Nawet gdyby pominąć krem, ciasto się różni, bo w ptysiu nie jest twarde ani chrupiące. Możliwe, że przez krem, cholera wie.

      1. Martha, źle zrozumiałaś. Mamie chodziło posmak ptysiowy, nie o konsystencję.

        Ja… się trochę pogubiłam. Wiem, że to inne produkty. Odcinam się od konsystencji (nie o nią chodziło – o niej pisałam w nawiasie, jako na boku, nieistotne).
        Mamie chodziło zawsze o posmak ptysiowy – tych ciastek z kremem. Pisząc poprzedni komentarz, napisałam „ptysie z kryształkami cukru”, mając przed oczami takie w kartonach z Biedry. Ja myślałam, że te słomki ptysiowe i ciastka z ciastek „ptysie” smakują tak samo. Moje pytanie było, czy to ten smak. Czy smak biszkoptów podłużnych jest ptysiowy. I tu się wyłożyłam, bo założyłam, że ciastko ptysia i słomki smakują tak samo (myślałam o tym jako o np. markizach a herbatnikach – krem wpływa jakoś na odbiór całości, może nawet struktury, ale bazowo ciastko to samo).
        Ale teraz jeszcze mniej ogarniam, bo nie znam ani ptysiów, ani słomek. Mama jednak w takim razie źle obstawiała, że długie biszkopty „mają ptysiową nutę”? Bo nie mają ptysiowo-ciastkowej nuty, a mają nutę słomki ptysiowej?

        1. Nutę słomki ptysiowej, si. Z ptysiami-ciastkami nie mają wiele wspólnego. Jakby co, podczas pisania recenzji ani razu nie pomyślałam o ptysiach-ciastkach. Żadne porównanie ich nie dotyczy.

  3. Te San Pajdy są jeszcze w jasno zielonym opakowaniu na dziale ze zdrową żywnością. Bez cukru? Jakoś tak. Jadłam tzn. ugryźć miałam przyjemność ;) a potem chyba zjadły wróbelki bo pamiętam mama też się skrzywiła. Najgorzej jak coś robią tylko w multipackach …zgroza. lepiej już by było kupić coś w małej ilości a w cenie takich cudów a mieć pewność że się to zje niż kasę w błoto wrzucać …

  4. Jadłam niedawno kilka sztuk, bo kupiłam do tiramisu właśnie i zupełnie inaczej je zapamiętałam z dawnych czasów – kiedyś wydawały mi się one miękkie, a teraz suche, kruche i przesłodzone. Do ciast są ok, ale żeby jeść same to nie dla mnie ;)

    1. Trafiłaś kiedyś na podłużne biszkopty, które były miękkie? To aż dziwne. One z założenia są twarde i chrupiące.

      1. Niewykluczone, że kiedyś je inaczej odbierałam, zresztą z biszkoptow jadłam najczęściej Lu Petitki, więc co ja mogę wiedzieć:P

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.