Frito Lay, Star Maczugi o smaku ketchupowym

Istnieje wiele cech, postaw i zachowań, których w przestrzeni publicznej nie powinno się tolerować. Mowa o agresji słownej i fizycznej, namawianiu do przestępstwa czy obnażaniu się w sposób inny niż emocjonalny. Mniej głośna medialnie, acz równie nieakceptowana społecznie jest nieznajomość chrupek ketchupowych o wdzięcznej nazwie Maczugi. Kto w latach 90 chodził już po świecie – zwłaszcza z legitymacją szkolną w kieszeni – musiał zjeść je chociaż raz. Jeżeli tego nie zrobił, nie powinien przyznawać się głośno, a w najbliższej wolnej chwili musi pobiec do sklepu i nadrobić poważne błędy rozwojowe.

Współczesne Maczugi o smaku ketchupowym od Frito Lay to już nie to samo, co stare dobre chrupki Star Foods. Drzewiej kupowało się je w kioskach – Ruchu, bo innych niemal nie było (!) – za zawrotne 45 gr, czyli cenę sugerowaną na opakowaniu. Dziś za tę samą przekąskę zapłacimy ok. 1,20 zł, czyli niemal trzykrotnie więcej. Na dodatek z opakowania bezpowrotnie zniknął sympatyczny plebejski jaskiniowiec z maczugą, wesoło biegnący zaciukać przedstawiciela innego klanu.

Frito Lay, Star Maczugi o smaku ketchupowym, copyright Olga Kublik

Maczugi o smaku ketchupowym

Choć o Maczugach ketchupowych myślę bardzo nostalgicznie, w rzeczywistości nigdy ich nie lubiłam. Na tle wybieranych przeze mnie Hyperów pizzowych i serowych prezentowały się jako biedachrupki. Miały mało przyprawy, przez co smakowały nieprzesadnie atrakcyjnie. Nawet jako uczennica podstawówki rozumiałam adekwatność ceny do jakości i wolałam zapłacić więcej za wspomniane już Hypery, skądinąd także polskiej marki Star Foods. (Cóż za dualizm asortymentu!)

Maczugi o smaku ketchupowym marki Star (Frito Lay) dostarczają 493 kcal w 100 g.
Małe opakowanie chrupek Maczugi ketchupowe waży 24 g i zawiera 118 kcal.

Frito Lay, Star Maczugi o smaku ketchupowym, copyright Olga Kublik

Bardzo lubię ketchup, dlatego miałam nadzieję, że w przypadku zaprezentowanych dziś chrupek inne niż kiedyś będzie oznaczało lepsze. Na wstępie rzeczywiście odnotowałam aromat adekwatny do nazwy. Uderzył mnie kwaśśśny, początkowo tylko trochę piekący w nozdrza z uwagi na wysoką odczuwalność soli, delikatnie słodki ketchup. Z czasem od kwasku zaczęło mnie mdlić w gardle, a słoność aromatu wzrosła i wywołała nieprzyjemne szczypanie uniemożliwiające dalsze zgłębianie tego obszaru degustacyjnego.

Maczugi ketchupowe mają uroczy kształt zgodny z nazwą. Do powierzchni przylegają zaskakująco duże przezroczyste kryształki. Biorąc pod uwagę charakter aromatu, zapewne jest to sól. Z drugiej strony wielkość i kolejność w składzie wskazują raczej na cukier. Chrupki zostały porządnie obsypane przyprawą, co stanowi główną wizualną różnicę względem biedraproduktu sprzed lat. Proszek osiada na palcach w dużej ilości przy byle dotknięciu.

Frito Lay, Star Maczugi o smaku ketchupowym, copyright Olga Kublik

Na degustację Maczug o smaku ketchupowym zdecydowałam się niedługo po zakupie, choć data ważności pozwalała zwlekać wiele miesięcy. Z tego powodu zszokowały mnie poziom i rodzaj twardości. Chrupki są niemal kamienne. W ustach sprawiają wrażenie głazów. Może faktycznie powstały w epoce kamienia łupanego. Miękną wolno i rozpadają się na zero. Nie są stetryczałe, co akurat nie dziwi – widzieliście kiedyś stetryczały kamień? Poza tym, zgodnie ze specyfiką rodzajową, chrupią.

Test smaku rozpoczęłam od zlizania przyprawy, w której wizualnie dominują wspomniane już przezroczyste kryształki i czerwone kropki a la ketchupowe. Okazało się, że bogate obsypanie jest tylko zmyłką dla oczu. Przyprawa zawiera bardzo malutko smaku właściwego. Zamiast tego jest niewyobrażalnie słodka, kwaśna, słona i początkowo odrobinę pikantna, jednak z czasem poziom wzrasta. Słodycz zresztą też rośnie. Kwaśność niemal musuje na podobieństwo oranżady w proszku. Całokształt przywiódł mi na myśl mieszankę słodkiego barszczu czerwonego z ketchupem z pomidorów.

Pod paskudną przyprawą znajduje się nijaka smakowo, mdła chrupka.

Frito Lay, Star Maczugi o smaku ketchupowym, copyright Olga Kublik

Powroty do klasyków sprzed lat potrafią zawieść (nie: zawieźć). Istniejące obecnie batony Alibi czy chipsy Pringles to marne imitacje dawnych cudowności. Jak wspomniałam na początku recenzji, z chrupkami Maczugi ketchupowe jest trochę inaczej, wszak ten produkt już u zarania był nieprzesadnie jakościowy. Niestety to, co możemy dostać dziś, przechodzi jakiekolwiek pojęcie.

Współczesne Maczugi o smaku ketchupowym Frito Lay są twarde jak kamienie, bezczelnie słodkie, nieprzyjemnie kwaśne i słone, pikantnawe, barszczowo-ketchupowe. Mają fatalną konsystencję i obrzydliwy smak. Z malutkiej paczuszki zjadłam może ze trzy chrupki, po czym uznałam, że wolę umrzeć, niż nakarmić się tym wyrobem do końca. Resztę zdecydowałam się zawieźć (nie: zawieść) znajomej osobie, nie uprzedzając o paskudztwie zawartości. A nuż spożyje ją bez refleksji i nie zauważy. (Okazało się, że zauważyła. Paskudę przekazała dalej). Order Uprzejmości możecie mi wysłać pod adres:

Ocena: 1 chi


Skład i wartości odżywcze:

Skład: kasza kukurydziana 69%, olej roślinny rzepakowy (23%), preparat aromatyzujący [cukier, sól, aromaty, wzmacniacz smaku (glutaminian monosodowy), kwas (kwas cytrynowy), chlorek potasu, maltodekstryna, przyprawy, barwnik (ekstrakt z papryki)]. Produkt może zawierać orzechy arachidowe, soję, pszenicę oraz inne zboża zawierające gluten.

Kalorie w 100 g: 493 kcal

Wartości odżywcze w 100 g: tłuszcz 24 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 2,1 g), węglowodany 62 g (w tym cukry 6 g), błonnik 1,7 g, białko 6 g, sól 1,6 g.

Gdzie kupić: Żabka

Cena: 1,20 zł

8 myśli na temat “Frito Lay, Star Maczugi o smaku ketchupowym

  1. Hmmm, maczugi jadłam ostatnio jakoś w gimnazjum, ale pamiętam że mi wtedy smakowały. Albo zmienił się mój gust, ale bo od tego czasu chrupki też zdążyły się zmienić :D aż natchnelas mnie żeby do nich wrócić :D

    1. Ano właśnie. Dokładnie tak je zapamiętałam, nic dodać, nic ująć. Nie będę odświeżać tych wspomnień…

  2. Całą podstawówkę jedzone codziennie i nie mówię tego ot tak, naprawdę chrupki jadłam CODZIENNIE. Te powyżej rotowane były co najwyżej z Cheetosami czy Hyperami, ale te pierwsze to już były takie wiesz, bardziej luksusowe jak na lata 90. Dodam jeszcze, że za te „piłeczki” o smaku zielonej cebulki niejeden by się pokroił, ja na pewno.
    Ciekawa jestem jak odebrałabym je teraz, pewnie przez miłe wspomnienia dostałyby takie +10 do atrakcyjności, ale i tak – tania, chamska przekąska czyli to co lubię najbardziej.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.