Nie mogę jeść. W panującej obecnie kulturze diet tego typu rozterka nie jest uważana za coś negatywnego, oczywiście o ile przypadek nie zahacza o skrajność. Ot, najwyżej trochę schudnę, będę się lepiej prezentować na plaży, podczas wesela przyjaciółki bądź na zabawie sylwestrowej. Czy jednak jest to rozsądne i aby na pewno korzystne podejście?
Z pewnością nie, kiedy ma się zaburzenia odżywiania bądź zaburzoną relację z jedzeniem. Z pewnością nie, jeżeli aktualnie wychodzi się z zaburzeń odżywiania lub normalizuje się nawyki i przywraca zdrowie po szkodliwej restrykcyjnej diecie odchudzającej. I z pewnością nie, nawet jeśli jest się już po zakończeniu procesu wychodzenia z zaburzeń odżywiania.
| UWAGA: NOWA STRONA!
Interesują Cię treści na temat zaburzeń odżywiania i ich skutków? Może szukasz wsparcia w wychodzeniu z zaburzeń odżywiania? Zapraszam Cię na moją nową stronę ZdrowiE oD nowa. Odtąd wszystkie nowe artykuły dotyczące zaburzeń odżywiania będą trafiać tam. Z czasem na nową stronę przeniosę również artykuły opublikowane na Living On My Own – także ten, który teraz czytasz. Zachęcam zatem do korzystania z nowej strony. To tyle. Dzięki za uwagę :) |

Dlaczego nie mogę jeść?
Nie mogę jeść, ale właściwie dlaczego? Powodów może być wiele – kryją się zarówno w sferze psychicznej, jak i w sferze fizjologicznej. Przyczyny mogą też być mieszane. Dla przykładu: w zespole jelita drażliwego (IBS) dolegliwości ze strony układu pokarmowego nasilają się na skutek doświadczania stresu, zwłaszcza długotrwałego lub silnego. Nie da się więc powiedzieć, że nie mogę jeść tylko dlatego, że mam problemy trawienne. W tym wypadku odpowiedzialne jest również doświadczenie psychiczne.
Nie mogę jeść – blokada psychiczna
Stres jest czynnikiem, który odgrywa ogromną rolę w odczuwaniu głodu. Może zarówno blokować poczucie głodu, sprawiając, że nie mogę jeść, jak i uniemożliwiać spożywanie posiłków pomimo występujących sygnałów głodu. W pierwszym przypadku osoba nawet nie myśli o jedzeniu. W drugim ma potrzebę coś zjeść, niestety nie czuje się na siłach, by to zrobić.
Poza stresem wynikającym z powodu innego niż jedzenie – np. zbliżającego się egzaminu, zmiany pracy, konfliktu – istnieje blokada psychiczna o podłożu strachu przed przytyciem. W kulturze diet dotyczy ona ogromu ludzi, jednak może być szczególnie niebezpieczna dla osób dotkniętych zaburzeniami odżywiania, zmagających się z zaburzoną relacją z jedzeniem, długotrwale się odchudzających, przejawiających destrukcyjne zachowania związane z jedzeniem, ruchem i masą ciała.
Strach ów – manifestujący się tym, że nie mogę jeść – niekiedy bierze się z innych źródeł. Nie każda osoba z zaburzeniami odżywiania bądź zaburzoną relacją z jedzeniem deklaruje strach przed przytyciem (choć warto zauważyć, że może po prostu nie być go świadoma lub nie chcieć się przyznać). Innymi wymienianymi rodzajami są strach przed utratą kontroli, strach przed nieznanym czy też strach przed brakiem akceptacji. Wariantów strachu jest wiele, więc jeżeli nie wymieniłam waszego, nie oznacza to, że jest mniej ważny!
Dodatkowo strach może manifestować się pod postacią innych emocji. Być może wcale nie czujecie się przerażeni perspektywą przytycia, utraty kontroli, odrzucenia przez środowisko etc. Zamiast tego możecie czuć smutek, przygnębienie, bezsilność, zdruzgotanie, poczucie winy, wstyd. Albo stres. Albo złość, wściekłość, obrzydzenie (do siebie, ludzi, jedzenia lub czegokolwiek innego). Możecie mieć przekonanie, że nie zasługujecie na jedzenie bądź nie powinniście jeść – z dowolnego powodu.
***
Na koniec pragnę zaznaczyć, że możliwych przyczyn dotyczących faktu, iż nie mogę jeść, jest znacznie więcej. Depresja i inne choroby oraz zaburzenia psychiczne, złe lub nawet traumatyczne doświadczenia związane z jedzeniem (z bliższej czy też dalszej przeszłości), autoagresja, trauma bądź silne emocje niezwiązane z samym jedzeniem.
Zdecydowałam się jednak nie omawiać tego typu przyczyn, ponieważ nie mam w ich zakresie wiedzy ani kompetencji. Jeżeli to właśnie one sprawiają, iż nie możecie jeść, zgłoście się po pomoc do psychiatry (w pierwszej kolejności) albo psychologa, psychoterapeuty (aby pracować nad waszym powodem).
Nie mogę jeść – trudności fizjologiczne
Chociaż winowajcą faktu, iż nie mogę jeść, mogą być realne trudności fizjologiczne: mimowolne zwracanie pokarmu, ostry ból brzucha, silne reakcje skórne lub oddechowe, krwawienie z układu pokarmowego, w tej publikacji ich nie omawiam. Podobnie jak w przypadku pewnych trudności psychicznych – takich jak depresja czy trauma – nie mam wiedzy na ich temat. Jedyną radę, jaką jestem w stanie udzielić, stanowi skierowanie was do lekarza specjalisty (jeśli stan zdrowia pozwala poczekać na wizytę) bądź szpitala (jeżeli rozwiązanie problemu wymaga natychmiastowego działania).
Zakres, w którym mogę służyć radą, obejmuje trudności fizjologiczne ze strony układu pokarmowego, które stanowią powód psychicznej niemożności jedzenia. Należą do nich: problemy z wypróżnianiem (zaparcia, biegunki), wzdęcia, gazy, zgaga. Dodatkowo mogą być związane z problemami z pogranicza fizjologii i psychiki, takimi jak głód ekstremalny, brak poczucia głodu, brak poczucia sytości, ciągły głód, ciągła sytość, poczucie przepełnienia żołądka nieadekwatne do ilości zjedzonego pokarmu.
Wyżej wymienione trudności fizjologiczne niekiedy sprawiają, że osoby z zaburzeniami odżywiania bądź zaburzoną relacją z jedzeniem formułują problem: fizycznie nie mogę jeść. I rzeczywiście – nieprzyjemnie jeść, kiedy jest się wzdętym, nie można się poprawnie wypróżnić albo każdy posiłek skutkuje zwiększonym oddawaniem gazów. Warto jednak zauważyć, że nie jest to problem fizjologiczny. Jak najbardziej mogę jeść – po prostu będzie to niekomfortowe. Nie mogę jeść, ponieważ nie chcę doświadczać dolegliwości ze strony układu trawiennego oraz związanego z nimi dyskomfortu psychicznego.

Nie chcę schudnąć, bo dbam o zdrowie
Wszystkie powody, dla których nie mogę jeść – czy to psychiczne, czy to fizjologiczne, czy też mieszane – są szczególnie niebezpieczne dla osób mających historię nieprawidłowych relacji z jedzeniem, ruchem i ciałem. U osób wyleczonych lub znajdujących się na końcu drogi terapeutycznej mogą doprowadzić do nawrotu zarówno starych schematów psychicznych, jak i poważnych problemów fizjologicznych: niedożywienia, utraty miesiączki, degradacji kości i wielu innych. Z kolei u osób w trakcie recovery mogą spowodować rezygnację z leczenia.
Ryzyko wystąpienia psychicznych oraz fizjologiczno-psychicznych powodów, dla których nie mogę jeść, zmienia się w zależności od etapu wychodzenia z zaburzeń odżywiania czy też naprawiania zaburzonej relacji z jedzeniem. Na samym początku drogi można, a nawet trzeba spodziewać się dużych trudności (na szczęście przejściowych!). Nie mogę jeść, bo czuję strach, wstyd, smutek. Nie mogę jeść, bo czuję się winna. Nie mogę jeść, bo czuję, że nie zasługuję lub nie powinnam. Jedzenie pomimo tego typu myśli sprawia, że z czasem głos w głowie staje się coraz cichszy. Umysł potrzebuje dowodów, że spożywanie posiłków nie prowadzi do żadnej katastrofy. (Owszem, jedzenie więcej niż dotychczas sprawia, że masa ciała i zawartość tkanki tłuszczowej ulegają zwiększeniu. Dlatego kluczowa jest praca psychiczna nad pytaniem: i co z tego?).
Podobnie dzieje się w przypadku czynników fizjologiczno-psychicznych. Nie mogę jeść, bo mam zgagę i czuję się przepełniona. Nie mogę jeść, bo mam wzdęcia i trudno mi się załatwić. Nie mogę jeść, bo nie cierpię uczucia wypełnionego żołądka. Na początku recovery są one znacznie dotkliwsze niż na kolejnych etapach. Po długotrwałej diecie restrykcyjnej, spadku masy ciała czy też niedożywieniu układ trawienny musi nauczyć się przyjmować prawidłowe ilości jedzenia od nowa. Za tymczasowe dolegliwości trawienne odpowiedzialne są: zwiększenie liczby kalorii, zwiększenie porcji posiłków, wprowadzenie wyeliminowanych wcześniej grup produktów, zaprzestanie działań destrukcyjnych (stosowania środków przeczyszczających, wymiotowania, kompensacji kalorii za pomocą aktywności fizycznej etc.).
Warto jednak pamiętać, że prawdziwym winowajcą problemów trawiennych wcale nie jest wprowadzenie nowego sposobu odżywiania, tylko stosowane wcześniej restrykcje. Gdyby nie one, nie trzeba byłoby doświadczać tego nieprzyjemnego okresu przejściowego. Niestety u osób po długotrwałych restrykcjach żywieniowych dochodzi do spowolnienia trawienia, upośledzenia wchłaniania substancji z przewodu pokarmowego, wyjałowienia jelit z cennego mikrobiomu. Powrót do restrykcji celem tymczasowego złagodzenia dolegliwości i poczucia ulgi spowoduje jedynie to, że okres przejściowy potrwa dłużej albo będzie trzeba przejść go od nowa.
Oczywiście może się zdarzyć, że u osoby wychodzącej z zaburzeń odżywiania lub pracującej nad relacją z jedzeniem i ciałem wystąpią dodatkowe czynniki pogarszające dolegliwości trawienne. SIBO, IMO, IBS, nietolerancje czy alergie to realne problemy, o których warto pamiętać i które warto zweryfikować. Przy diagnozowaniu ich jednak trzeba zachować szczególną ostrożność – samodiagnozowanie się lub nawet diagnoza postawiona przez gastrologa, ale bez potwierdzenia w testach, mogą być błędne (zresztą testy oddechowe też mają ograniczoną użyteczność). Układ pokarmowy osoby po zaburzeniach odżywiania lub długotrwałej diecie restrykcyjnej jest w specyficznym stanie, który może przypominać jedną z chorób. Zastosowanie restrykcji dietetycznych pod płaszczykiem leczenia IBS/SIBO/nietolerancji… może sprawić, że układ trawienny nie otrzyma szansy na autoregenerację.

I wreszcie warto pamiętać, że niechciane myśli (np. krytyczne), dolegliwości ze strony układu pokarmowego, a także stres powodujący niechęć do jedzenia mogą się przytrafić na każdym etapie terapii – również u osób, które uważają się za wolne od restrykcji. W takim przypadku dobrze pamiętać o powodach, dla których podjęło się walkę. Brak apetytu przez kilka dni nie stanowi problemu, ale jeżeli okres stresu czy problemów trawiennych trwa dłużej – kilka tygodni, a tym bardziej miesięcy – trzeba mieć się na baczności. Biorąc pod uwagę posiadane predyspozycje (być może również genetyczne), historię nieprawidłowych relacji z jedzeniem i ciałem (co powoduje łatwość popadnięcia w stare schematy) oraz posiadane choroby będące powikłaniami restrykcji (dla przykładu: nawet jeśli pozbędzie się restrykcji psychicznych np. w rok, odbudowa gęstości kości będzie trwała przez kilka lat), konieczne jest uważanie na siebie i przeciągające się okresy, kiedy nie mogę jeść.
Nie chcę schudnąć – powodyZarówno na początku recovery, jak i na dowolnym późniejszym etapie warto pamiętać o swoich powodach, dla których chce się być zdrowym. Także gdy okres zwiększonego stresu w życiu się przeciąga, warto wrócić myślami do owych powodów. Nie mogę jeść, ale mimo wszystko będę, bo nie chcę schudnąć – ponowne restrykcje i zejście do niskiej wagi mogą spowodować nawrót złych myśli i zachowań, zatrzymać miesiączkę, utrudnić leczenie powikłań po zaburzeniach odżywiania lub nawet zniweczyć wypracowane efekty. Oczywiście nie jest tak, że po wyjściu z zaburzeń odżywiania przez resztę życia trzeba się bać schudnięcia o choćby kilogram. Mam na myśli wyłącznie bycie uważnym, a przy okazji uczciwym wobec siebie. Kiedy jest się świadomym, jakie czynniki mogą zaszkodzić, da się ich unikać. |
Nie mogę jeść, ale nie chcę schudnąć – co robić?
O ile zdrowy człowiek bez historii restrykcji nie musi zastanawiać się na tym, czy aby nie je za mało albo nie schudł kilku kilogramów, o tyle osoba z historią zaburzeń odżywiania lub zaburzonych relacji z jedzeniem, ruchem i ciałem – powinna. Zwłaszcza jeżeli ta historia jest świeża. Organizm nie rozróżnia powodów, dla których doświadcza braków kalorycznych i składnikowych. Jeżeli w przeszłości, zwłaszcza niedalekiej, doznał dużego deficytu energetycznego na skutek zaburzeń odżywiania, w kolejnej podobnej sytuacji może zareagować szybko i intensywnie, aby zabezpieczyć się przed ponownym głodowaniem. Fakt, iż tym razem dana osoba nie może jeść na skutek stresu związanego ze studiami czy z pracą, nie będzie miał najmniejszego znaczenia.
Nie mogę jeść ⮕ ograniczam ruch
Jeżeli nie mogę jeść, ale nie chcę schudnąć, bo odpowiedzialnie podchodzę do swojego recovery lub czuję pokorę wobec swojej historii, mogę zdecydować się na ograniczenie ruchu bądź jego całkowite wyeliminowanie – aż do momentu uporania się z przyczyną, dla której aktualnie nie mogę jeść. Jest to dobre rozwiązanie dla osób, które są aktywne sportowo i robią to hobbystycznie. Z oczywistych powodów całkowite wyeliminowanie może nie być dobre dla ludzi pracujących w branży sportowej (np. trenerów) ani mających pracę fizyczną. Chociaż stawianie zdrowia na pierwszym miejscu byłoby świetne, trzeba mieć na uwadze również stabilność finansową.
Jeżeli nie chcę schudnąć, ale z równą niechęcią podchodzę do rezygnacji z aktywności fizycznej, mam do wyboru dwa działania. Pierwsze to ograniczenie sportu – można wykonywać treningi rzadziej, ćwiczyć mniej intensywnie albo tymczasowo zamienić ulubiony sport na ruch powodujący mały wydatek energetyczny. Drugie rozwiązanie to zwiększenie kaloryczności diety tak, aby zadośćuczynić za podejmowaną aktywność fizyczną. Oczywiście ponieważ podstawowym problemem jest fakt, iż nie mogę jeść, muszę nauczyć się jeść sprytnie (wskazówki poniżej). Oba sposoby mogą być właściwe dla osób, które regulują stres i emocje poprzez ruch.
Dodatkowo warto mieć na uwadze dwie rzeczy. Po pierwsze podniesienie kaloryczności diety i jedzenie mimo braku chęci jest niezbędne zarówno w przypadku braku rezygnacji z dotychczasowej ilości ruchu, jak i w razie ograniczenia aktywności. Póki jest jakikolwiek ruch, należy uwzględniać go w bilansie energetycznym. Po drugie opcja zachowania aktywności fizycznej skierowana jest do osób, które nigdy nie miały zaburzeń odżywiania, wyleczyły się z nich lub przynajmniej znajdują się na końcu recovery. Osoby z aktywną chorobą muszą spłacić dług energetyczny, co trzymanie się sportu utrudnia.
Nie chcę schudnąć – ograniczam…Aktywność fizyczna to nie jedyna rzecz, którą warto ograniczyć lub wyeliminować, gdy nie mogę jeść, ale nie chcę schudnąć. Kolejnymi są: używki (również kawa), guma do żucia, produkty niskokaloryczne (zwłaszcza duże objętościowo, np. zapychająca sałatka warzywna), a tym bardziej produkty light, zero, bez tłuszczu etc. (co one w ogóle robią w waszej diecie?!). Dodatkowo powinno się tymczasowo odstąpić od wszystkich zachowań i aktywności, które same w sobie nie są złe, jednak sprawiają, że nie macie ochoty lub czasu na jedzenie. Wyprawy nad rzekę celem opalania się w prażącym słońcu, ekscytujące wycieczki krajoznawcze lub wciągające maratony filmów i seriali? Okej, ale tylko z torbą pełną przekąsek pod ręką! |
Nie chcę schudnąć ⮕ jem sprytnie
Kiedy nie mogę jeść, ale nie chcę schudnąć, do dyspozycji mam także wykorzystanie umiejętności sprytnego jedzenia, która prędzej czy później przydaje się każdej osobie w recovery. Warto się jej nauczyć. Obejmuje zarówno wybieranie konkretnych produktów, jak i stosowanie pewnych praktyk ułatwiających jedzenie mimo braku chęci.
Żywność przydatna w procesie sprytnego jedzenia to przede wszystkim produkty gęste energetyczne. Mimo małej objętości dostarczają sporo kalorii, dzięki czemu można ulżyć układowi pokarmowemu, a przy okazji mieć pewność, że je się odpowiednio dużo. Do takich produktów należą orzechy i migdały (w tym masło orzechowe/migdałowe), oliwa i oleje, majonez, masło, ryby w oleju, tłuste ryby, pełnotłusty nabiał, żółtka jajek. Najlepsze jakościowo są produkty gęste energetycznie oraz odżywczo.
Przydatne mogą się okazać również produkty wysokoprzetworzone, takie jak słodycze, przekąski lub fast-food. Ta nieoczywista grupa nie tylko ułatwia osiągnięcie dziennej puli kalorii, ale także posiada walor terapeutyczny dla psychiki. Służy normalizacji produktów żywieniowych, ściąganiu z nich etykiet moralnych i pracy nad poczuciem winy. Można to robić samemu lub z profesjonalnym wsparciem – cenna okaże się współpraca z psychodietetykiem.
Kolejną grupą sprytnego jedzenia są produkty półpłynne i płynne. Kiedy przyjmowanie stałej żywności przychodzi z trudnością, doskonale sprawdzają się kremy (słodkie i wytrwane), masła (mleczne, orzechowe), sosy, pasztety, majonezy, śmietany, jogurty. Między posiłkami można wspomóc się mlekiem, napojem roślinnym, sokiem, musem, koktajlem, smoothie, lodami.
Warto też sięgać po posypki i dodatki, które nie zwiększają objętości posiłku w sposób znaczący, ale za to podnoszą jego kaloryczność. Mogą to być przeróżne ziarna i nasiona, idealne do wykończenia dania obiadowego, kanapek lub deseru. Posypką może też być starty ser żółty. Smaku i kalorii doda wzbogacenie jedzenia majonezem, śmietaną, masłem.

Jeżeli chodzi o sprytne zachowania, pierwszym może być szukanie zamienników. Przede wszystkim warto zastąpić średnio-, a tym bardziej niskokaloryczne produkty bardziej energetycznymi. Przykładowo: w okresie trudności z jedzeniem można zamienić chudą szynkę drobiową na suszoną kiełbasę, a pierś indyka zastąpić wieprzowiną lub wołowiną.
Inną metodą jest zwiększanie porcji. Choć może się to wydawać kontrproduktywne w obliczu braku ochoty na jedzenie, w rzeczywistości pozwala zjeść mniej posiłków w ciągu dnia przy równoczesnym zachowaniu odpowiedniej kaloryczności. Dla przykładu: jeżeli do tej pory nie smarowaliście chleba masłem, zacznijcie, a jeśli jecie kanapki z serem żółtym, nakładajcie go dwa razy tyle. Oczywiście zwiększanie porcji może przynieść ulgę, jeżeli jest nieznaczne i wykorzystuje się do niego sprytne produkty (gęste kalorycznie). Zwiększenie porcji dwukrotnie lub za pomocą kilograma warzyw mija się z celem.
Możecie również spróbować zastosować metodę wykorzystania okna jedzenia (nie mylić z oknem żywieniowym w poście przerywanym!). Chodzi o to, że jak już zaczniecie jeść i spodziewacie się przykrych doświadczeń – niechcianych myśli lub emocji albo dolegliwości ze strony układu pokarmowego – może być wam łatwiej zjeść więcej od razu, niż skończyć posiłek, odczekać jakiś czas i rozpocząć kolejny posiłek. Innymi słowy: w tej szczególnej sytuacji kontynuowanie może być łatwiejsze psychicznie, emocjonalnie i fizjologicznie niż zaczynanie od nowa. Dlatego jeśli zjedliście śniadanie, wypijcie koktajl mleczny od razu, a jeżeli jesteście po obiedzie, sięgnijcie po deser teraz.
Na sam koniec pozostaje wziąć pod uwagę, że sprytne jedzenie wiąże się nie tylko z faktycznym jedzeniem, ale także z okolicznościami, w jakich się to robi. Dzięki zadbaniu o otoczenie można zjeść więcej i bez przykrych doświadczeń. Jednej osobie pomoże oglądanie telewizji lub inne rozpraszanie uwagi, a drugiej wprost przeciwnie – skupienie, cisza i spokój. Można zadbać o przyjemną atmosferę i wybrać ulubione miejsce do jedzenia. Można też zdecydować się na wspólne spożywanie posiłku z bliskimi. Przed jedzeniem warto spróbować relaksacji i wycieszenia, po – leżenia i odpoczywania. Warto bowiem pamiętać, że stres nasila nieprzyjemne doświadczenia psychiczne i fizjologiczne.

Kolejny super kawalek, mega potrzebny w swiecie, gdzie dostep do materialow dotyczacych anoreksji jest ograniczony. Fajnie pokazuje, ze wychodzenie z choroby to nie tylko kwestia jedzenia, ale tez pracy nad glowa i cierpliwosci wobec siebie. Plus kwestia tego, ze sie nie chce jesc faktycznie moze byc efektem emocji, bo cialo definitywnie tych kalorii potrzebuje. Mnie nurtuje bardziej kwestia w druga strone…apetyt podkrecony na maksa. W moim przypadku mimo powiedzmy roku stabilizacji apetyt jest wciaz podkrecony i byc moze jest to kwestia rozwiniecia leptynoodpornosci.
W kazdym razie tak na koniec kazdy krok w strone zdrowia to wazny krok i super, ze piszesz tak wspierajce artykuly!
Dziękuję za ciepłe słowa i oczywiście komentarz <3
Skoro tak podejrzewasz, może sprawdź swój poziom leptyny? Będziesz miała odpowiedź, czy to faktycznie to, czy szukać w innym kierunku. Innymi przyczynami mogą być np. braki jakichś składników w diecie (u osób z/po ED zapewne najczęściej tłuszczu), nieregularność jedzenia, zbyt duże przerwy między posiłkami, za małe porcje. Ponadto moim zdaniem - a opieram się tu na eksperymencie głodowym z Minnesoty - po roku apetyt może jeszcze nie wrócić do normy. Zdaję sobie sprawę, że to upierdliwe. Niestety po ED, zwłaszcza długim, lubią się ciągnąć jakieś parszywe dolegliwości.