O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale

Dzisiejsza publikacja jest analizą powiedzenia, które wiele osób bezrefleksyjnie bierze za życiową prawdę, a także stojącego za tym powiedzeniem zjawiska: unikania negatywnego wypowiadania się na temat zmarłych oraz dezaprobaty wobec osób, które to robią.

Jak być może wiecie, osobiście mam problem z wieloma złotymi myślami sprzed wieków. Po pierwsze uważam je za nieadekwatne do współczesności, po drugie zaś irytuje mnie, że są powtarzane bez poświęcenia choć sekundy na zastanowienie się, czy aby na pewno warto je wypowiadać.

Nie wiem, dlaczego na warsztat wzięłam akurat powiedzenie o zmarłych należy mówić dobrze albo wcale. Może coś się wydarzyło i zapisałam sobie w głowie, by podzielić się własnym spojrzeniem na sprawę. Może słuchałam jakiegoś podcastu, w którym poruszono ten temat. Wiem jedynie, że czuję go i dlatego postanowiłam dorzucić do dyskusji o (nie)wypowiadaniu się o zmarłych trzy grosze.

O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale

De mortuis aut bene, aut nihil

Powiedzenie o zmarłych mówić dobrze albo wcaleo zmarłych dobrze albo wcale bądź jakakolwiek inna jego wariacja to wolne tłumaczenie sentencji de mortuis aut bene, aut nihil, być może pochodzącej od pana Chilona ze Sparty, greckiego filozofa żyjącego przed naszą erą. Trudno mi powiedzieć, w jakich okolicznościach została wygłoszona, a co za tym idzie czego dotyczyła, zwłaszcza że nawet jej autorstwo nie jest pewne. W nieprzesadnie wiarygodnym źródle znalazłam jedynie informację, iż miała dotyczyć wyłącznie okresu żałoby. Jeżeli posiadacie tajemną wiedzę o powstaniu powiedzenia, podzielcie się.

Wiem natomiast, że sentencję de mortuis aut bene, aut nihil szczególnie upodobali sobie chrześcijanie. Nic w tym dziwnego, skoro ich religia opiera się, przynajmniej teoretycznie, na miłości do bliźniego i nieocenianiu innych ludzi, jako że wszyscy są niedoskonali, a sądu może dokonać jedynie Bóg. Pouczenia dotyczące mówienia o zmarłych dobrze lub wcale da się znaleźć m.in. na katolickich stronach instruujących, jak zachowywać się w okresie żałoby oraz jak pisać mowy pogrzebowe.

Na portalu katolickim adonai.pl opublikowano tekst księdza Marka Kruszewskiego, w którym napisał:

W tym duchu chrześcijaństwo przechowało antyczną zasadę uszanowania pamięci zmarłych nie jako przykazanie czy obowiązek, ale jako radę, jako wyraz miłosierdzia. Uznajemy, że sąd nad umierającym przejmuje Bóg Ojciec, Sąd Najwyższy. Nie na miejscu jest, aby w tym samym czasie grzeszni ludzie dodatkowo na własną rękę wymierzali sprawiedliwość zmarłemu.

O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale

O zmarłych dobrze albo wcale – polskie prawo

Co ciekawe, choć niezbyt zaskakujące, powiedzenie o zmarłych należy mówić dobrze albo wcale znajduje uzasadnienie nie tylko w złotych myślach przedwiecznych filozofów i religii chrześcijańskiej, ale także w polskim prawie. Nie chodzi jednak o dobra osobiste, które mogą przyjść na myśl jako pierwsze. Dobra osobiste bowiem – jak podaje Kodeks cywilny – przysługują wyłącznie osobom żywym. Traci się je w chwili śmierci i nie mogą przejść na inne osoby. Kodeks karny także nie stoi po stronie zmarłego: zniesławienie go bądź szarganie jego pamięci nie stanowi przestępstwa.

Jednakże w chwili śmierci dzieje się coś interesującego. Mimo iż zmarły traci pewne prawa (dobra osobiste), inne prawo nabywają jego najbliższe osoby (nie zostało określone, jakie to osoby, natomiast sąd bierze pod uwagę zażyłość, więc partner niebędący małżonkiem też je otrzymuje). Z jednej strony ma to sens, bo zmarły i tak nie mógłby się bronić ani nikogo pozwać, więc pieczę nad jego dobrym imieniem przejmują ludzie z jego otoczenia. Z drugiej strony jednak zyskują oni prawo do ochrony swoich uczuć (!) związanych z pamięcią o zmarłym, nie zaś imienia zmarłego.

Jest to ogromna różnica, ponieważ ochroną nie zostaje wcale objęta cześć zmarłego, lecz uczucia jego bliskich. Oznacza to, że jeżeli bliscy nie poczują się urażeni złymi wypowiedziami lub kłamstwami na temat nieboszczyka, szarganie jego opinii będzie prawnie okej. Ponadto jeśli zmarły nie założył rodziny i nie ma żadnych żyjących bliskich, nikt nie będzie mógł strzec jego dobrego imienia, bo uczucia np. sąsiadów czy nawet znajomych nie są objęte opisywanym tu prawem.

O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale

Czy faktycznie o zmarłych dobrze albo wcale?

Powiedzenie o zmarłych należy mówić dobrze albo wcale razi mnie m.in. dlatego, że niektórzy ludzie w znacznej mierze byli paskudni, robili okropne rzeczy i mieli kiepskie podejście do innych. A nawet jeśli nie byli tacy przez większość życia, mogli zrobić coś niewyobrażalnie krzywdzącego i nigdy nie ponieść za to kary. (Zresztą nawet gdyby ponieśli, fakt krzywdy zostaje).

Nie zrozumcie mnie źle. Nie uważam, iż powinno się wejść na mównicę na pogrzebie nieprzesadnie fajnego wujka i stwierdzić, iż był rasistą, seksistą, w 1998 roku zmacał mnie na weselu, a w ogóle to wisiał mi dziesięć tysięcy, po czym sugestywnie spojrzeć na ciotkę, dając do zrozumienia, że konieczność przeprosin i dług przeszedł właśnie na nią. Po prostu ukrywanie okropieństw w życiorysie w uwagi na dziwną ideę niemówienia źle o zmarłych, a nawet troskę o uczucia bliskich nieboszczyka, uważam za niewłaściwe.

Dodatkowo sentencję de mortuis aut bene, aut nihil uważam za odczłowieczającą zmarłych, tj. odbierającą im istotę człowieczeństwa: bycie mieszaniną cech dobrych, złych i neutralnych. Problem ów widać już podczas katolickich pogrzebów, kiedy to okazuje się, iż każda zmarła osoba była spokojna, uczynna, kochająca, ciepła i tak dalej. Przecież koń by się uśmiał, gdyby na moim pogrzebie ktoś powiedział, że byłam spokojna lub uczynna. Osoby biorące udział w farsie doskonale wiedzą, że to wszystko kłamstwa.

I znów: nie mówię, że w mowie pogrzebowej powinno się wywalić wszystkie najgorsze rzeczy na temat nieboszczyka. Jednakże lepiej użyć eufemizmu lub coś pominąć niż kłamać, przypisując zmarłemu cechy, których nigdy nie miał. Natomiast po pogrzebie każdy powinien mieć prawo do wygłaszania swojego zdania na temat nieboszczyka, oczywiście z zachowaniem szacunku wobec innych. Co ważne, stricte ich, a nie ich uczuć wobec zmarłego.

O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale

Argumentum ad Hitlerum?

Zanim niniejszy tekst powstał – kiedy dopiero myślałam o tym, jak powinien wyglądać – założyłam, że przywołanie Hitlera jako argumentu będzie typowym przykładem argumentum ad Hitlerum.* Jednakże przystępując do pisania, zdałam sobie sprawę, że wcale nie. Nie każde przywołanie Hitlera w argumentacji bowiem stanowi argumentum ad Hitlerum. Mój argument jest merytoryczny.

Ale do rzeczy. W świetle powiedzenia o zmarłych należy mówić dobrze albo wcale wprost muszę przywołać osoby takie jak Hitler, Stalin i dowolne inne postacie historyczne z bliższej bądź dalszej przeszłości oceniane źle. O nich też należy mówić dobrze lub wcale? A seryjni mordercy, gwałciciele, pedofile? Co tak naprawdę sprawia, że człowiek uważający omawianą dziś sentencję za prawdziwą i wartą realizowania nagle robi wyjątek? Czy popularna osoba zasługuje na mniej czci niż przeciętna, w związku z czym o zmarłym pedofilu, o którym rozpisywały się gazety, można mówić negatywnie, za to dziadka, który molestował wnuki, trzeba wspominać jedynie pozytywnie? Dlaczego chrześcijańska zasada niewymierzania sprawiedliwości zmarłemu przez grzesznych ludzi na ziemi zostaje zapomniana, gdy mowa o osobach takich jak Hitler czy lokalny zbrodniarz?

Zgodnie z estymacją z 2021 roku ponad połowę amerykańskiego społeczeństwa stanowią chrześcijanie (katolicy mniej, niecałe 20%). Podobnie było w 2011 roku (liczby mogły być większe, aczkolwiek dane Gallupa zostały wyliczone w inny sposób: pochodzą z badania ankietowego i dotyczą wyłącznie osób dorosłych). Nie przeszkadzało to jednak mieszkańcom Ameryki świętować zabicia Osamy bin Ladena. Wydana w 2009 roku piosenka Party in the U.S.A. Miley Cyrus otrzymała wówczas drugie życie, stając się hymnem ludzi świętujących śmierć przywódcy Al-Ka’idy, która niewątpliwie dla innych osób – nie tylko popleczników, ale także jego bliskich – była druzgocąca.

Polscy politycy i zwykli Polacy też wspominają kres życia saudyjskiego mężczyzny pozytywnie, jego samego zaś tak negatywnie, jak tylko się da. Można zatem śmiało założyć, iż gdyby podobna osoba zagrażała Polsce, my również tańczylibyśmy po jej śmierci ze szczęścia. Zresztą wystarczy poczekać na to, co się stanie, kiedy zginie Putin.

O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale

Możecie teraz pomyśleć, że to co innego, bo ci ludzie byli światowymi zbrodniarzami. W porządku. Przyjrzyjmy się zatem mniejszemu kalibrowi przewinień i weźmy na tapet dowolnego mordercę lub pedofila. Czy po ich śmierci wypowiadamy się o nich dobrze albo wcale? Nie sądzę. Podczas rozmów o nieżyjących osobach, które popełniły straszne czyny, nigdy nie usłyszałam zdania, iż nie powinno się ich osądzać, bo od tego jest Bóg, a w ogóle to zmarli nie mogą się bronić i jest to nie na miejscu. Za to wiem, że ludzie chronią mroczną przeszłość swoich bliskich i nie chcą, aby ktoś po ich śmierci opowiadał, że został przez nich skrzywdzony. Lepiej siedzieć cicho, bo co było, co było, a teraz trzeba żyć dalej i nie roztrząsać.

* Gwoli wyjaśnienia: argumentum ad Hitlerum, a właściwie reductio ad Hitlerum, jest pozamerytorycznym argumentowaniem swojego stanowiska. Chodzi o to, że jak komuś brakuje merytorycznych argumentów na obronę swoich poglądów podczas dyskusji, sięga po argument z dupy ukazujący, że Hitler miał takie samo zdanie jak oponent, a skoro Hitler był osobą postępującą źle, to jego przekonania też były złe. Chodzi po prostu o oczernienie oponenta poprzez skojarzenie jego poglądów z poglądami Hitlera, co ma dać przewagę w dyskusji osobie używającej argumentum ad Hitlerum.

O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale

O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale – podsumowanie

Moi najbliżsi zmarli to dwie babcie i dziadek. Wspominam ich m.in. każdego pierwszego listopada podczas wyprawy na groby. Od paru lat bowiem ja i mama mamy zwyczaj opowiadania od jednego do trzech wspomnień o zmarłej osobie, stojąc przy jej grobie lub spacerując po cmentarzu. Wówczas są to wspomnienia pozytywne, bo dziadkowie byli dla mnie w przeważającej mierze dobrzy. Czy jednak ów fakt sprawia, iż nie pamiętam ich złych cech bądź zachowań?

Oczywiście, że nie. Nie tylko o nich pamiętam, ale je również czasem wspominam. Przykładowo kiedy byłam w wieku przedszkolnym, dziadek uderzył mnie w twarz za zabawę z przyjaciółką w robienie piany w wannie, do czego zużyłyśmy część płynów do kąpieli należących do dziadków. Z kolei jedna z babć ostatnie lata życia spędziła w zaawansowanym stanie alzheimera, co przemieniło ją w naprawdę okropną i trudną do lubienia osobę. Tego typu wspomnienia wcale nie sprawiają, że myślę o dziadkach źle. Kochałam ich w całej palecie cech osobowości i tęsknię za nimi. Uważam, iż mówienie głośno o popełnianych przez nich błędach nie przekreśla ich godności, tylko potwierdza, że byli ludźmi.

Ponadto niekiedy myślę o swoim pogrzebie. Trudno powiedzieć, jakie będę miała zdanie za kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, niemniej obecnie chciałabym, aby w mowach moim bliskich pojawiła się prawda. Żeby powiedzieli, że bywałam okropna, ale bywałam też kochana. Że po prostu byłam człowiekiem, a człowiek nie jest z natury dobry ani zły. On po prostu jest, ocena cech zaś zależy od umowy społecznej w danej kulturze, okresie historycznym etc. Chciałabym również, żeby wspominając mnie, mieli na myśli całą osobowość, nie jakiś wycinek, który im odpowiada, a którym nigdy nie byłam.

O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale

Oczywiście zrozumienie dla istoty człowieczeństwa, przejawiające się w akceptacji ludzkiego skomplikowania, to tylko jeden z moich argumentów w dyskusji o (nie)mówieniu o zmarłych źle. Pozostaje bowiem jeszcze przypadek osób, które za życia popełniły czyny tak złe, że oczekiwanie milczenia o nich po śmierci oprawców nie tylko jest niedorzeczne, ale także stanowi kolejną krzywdę uczynioną ofiarom. A mówienie wyłącznie pozytywnie to już w ogóle groteska.

Skoro wypowiadamy się źle o Hitlerze i jemu podobnych – których czyny, choć potworne, nie dotknęły bezpośrednio nas – według mnie powinniśmy móc mówić w negatywnym świetle również o tych, którzy mają na koncie mniejsze przewinienia niż zabicie milionów ludzi, lecz dotkliwe dla nas, naszych bliskich bądź osób, z którymi współodczuwamy. W końcu nie trzeba być wielkim światowym zbrodniarzem, żeby zniszczyć komuś życie lub odcisnąć piętno na jego psychice.

4 myśli na temat “O zmarłych należy mówić dobrze albo wcale

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.