Wiersze o miłości

Wiersze to coś, czego na moim blogu nie było od dawna. Poważnych miłosnych wierszy nie było wręcz nigdy. Jeżeli jesteście zainteresowani taką formą twórczości, zachęcam do lektury. A jeśli wiersze męczą was i dręczą, ewakuujcie się celem zachowania resztek psychicznej przyzwoitości. Sama nie przepadam za wierszami i nieczęsto je piszę, niemniej na przełomie marca i kwietnia tego roku kilka przyszło mi do głowy. Ponieważ nie lubię nie zapisywać rodzącej się we mnie twórczości, zapisałam i je.

PS Nie szukajcie w tych wierszach aktualności. W większości to myśli, których nigdy nie miałam okazji wypowiedzieć. Chciałam je w końcu wypuścić i pożegnać.

***

Remonty wnętrz

Znowu wracam do domu sama.

W bramie widzę ogłoszenie: remonty wnętrz.

Waham się, czy zerwać kartkę.

Nie wiem, czy mam jeszcze cokolwiek do wyremontowania,

Czy może moje serce jest już tylko ruiną,

Która czeka, aż ją zburzysz, zrównasz z ziemią,

A na pustym polu posadzisz niezapominajki.

 

Nie wchodzić

Nie wchodzić – przeczytałam na drzwiach opuszczonego budynku,

W którym umówiłeś się ze mną o północy.

Nie wchodzić, bo to teren prywatny.

Nie wchodzić, bo konstrukcja ma swoje lata.

Nie wchodzić, bo budynek, w którym na mnie czekasz,

Grozi zawaleniem mojego serca.

Nie wchodzić – nie wchodzę więc

I odwracam się tyłem do wspólnego jutra,

Do wszystkiego, co mogliśmy mieć.

 

Świecący most

Daleko za oknami mojego mieszkania

Stoi długi, wysoki święcący most

I przypomina mi Twoje chude palce

Zaciśnięte na papierosie palonym przed snem.

Każdej nocy od lat patrzę na ten most

I szepczę: dobranoc, ukochany.

 

Nigdy nie zapomnę

Wśród tysiąca osób

I z oczami przewiązanymi wstęgą

Rozpoznałabym Cię węchem jak pies,

Który wyczuwa kość

Zakopaną głęboko pod ziemią w ogrodzie.

Pachniałeś jak dom,

Który mieliśmy wybudować

Twoimi dłońmi i moim sercem,

By zamieszkać w nim na wieczność.

Dziś już nie pamiętam,

Czy udało nam się postawić fundamenty,

Ale nigdy nie zapomnę

Zapachu Twojej skóry.

 

Prawa strona łóżka

Poznaliśmy się późnym letnim wieczorem,

Lata świetlne od rozsypanych nad nami gwiazd.

Wskazałeś je palcem i powiedziałeś,

Że powstały tylko po to,

Abyśmy w ich świetle znaleźli do siebie drogę.

Potem wziąłeś mnie za rękę

I zabrałeś na długi spacer brzegiem rzeki,

Z którego mieliśmy wrócić do wspólnego domu.

Obiecałeś, że jak gwiazdy przy księżycu,

Tak Ty zawsze będziesz trwał przy mnie.

Czemu więc dzisiaj,

Kiedy nocą zamykam zmęczone oczy,

Prawa strona łóżka wciąż pozostaje pusta?

 

Kiedy pada

Zawsze kiedy pada deszcz,

Myślę o Tobie.

Zastanawiam się, co robisz,

Z kim jesteś i jak żyjesz.

Co czas wyrysował na Twojej twarzy,

Jak zmienił się Twój śmiech.

Myślę też o tym,

Jak to się stało,

Że kiedy ktoś puka do moich drzwi,

Po drugiej stronie nigdy nie stoisz Ty.

 

W marzeniach

Uwielbiam moje marzenia.

Jestem w nich z Tobą w kuchni.

Parzę Ci miętę w szklanym kubku,

A Ty obejmujesz mnie w pasie

I mówisz, że mnie kochasz.

Nie lubię jednak marzyć,

Kiedy znajdujesz się obok,

Bo przy Tobie moje marzenia

Nigdy nie stają się prawdą.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.