Żeby było jasne, to nie jest poradnik. Nie jest to także publikacja, która rozwieje wasze wątpliwości – o ile w ogóle je macie – co do założenia oraz prowadzenia konta na OnlyFans. Platforma do publikowania treści tylko dla osób wspierających AKA fanów budzi w Polsce ogromne kontrowersje co najmniej od 2021 roku. Nic w tym dziwnego, jako iż znaczna część polskiego społeczeństwa odbiera szeroko rozumiany sex working jako coś złego, a nierzadko także godnego pożałowania i napiętnowania.
OnlyFans mógłby ustrzec się niechlubnej patologicznej łatki, gdyby tylko – na wzór Patronite’a i podobnych serwisów – służył do udostępniania fanom specjalnych treści o charakterze niebudzącym wątpliwości moralnych. Tak jednak nie jest, bo choć zdarzają się wyjątki od reguły, OnlyFans to przede wszystkim platforma służąca do sprzedaży zdjęć i nagrań o charakterze erotycznym. (Dosadnie rzec ujmując: strona przeznaczona dla kolesi, którzy są skorzy do płacenia ulubionym celebrytkom, żeby zajrzeć im za stanik i do majtek podczas polerowania berła).
Czym zatem jest niniejsza publikacja, skoro ani krytyką OnlyFans, ani pochwałą mającą skłonić niezdecydowane osoby do założenia konta i sprzedawania swoich zdjęć lub filmów? Chyba po prostu czymś w rodzaju felietonu, w którym staram się spojrzeć na kwestię OnlyFans z kilku stron i przedstawić działalność na platformie w taki sposób, w jaki widzę ją ja. Z góry uprzedzam, że nie mam ostatecznego werdyktu, bo co innego myślę, a co innego czuję. Nie przedłużając, zapraszam do lektury!

OnlyFans a moralność – moje wątpliwości
Na początek, aby nie pozostawić niedomówień, nakreślę wam nieco miejsce, z którego się wypowiadam:
- nie prowadzę konta na OnlyFans ani nie mam w planach założenia go,
- moje podejście do OnlyFans ewoluuje – niestety sama nie wiem, czy jest to wynikiem zadawania sobie pytań i zastanawiania się nad odpowiedziami, czy jednak ciągłego trafiania na treści dotyczące OnlyFans i osłuchiwania się z tematem. Innymi słowy: nie wiem, czy patrzę na platformę mniej krytycznie w wyniku przemyśleń, czy ulegam powolnej popkulturowej normalizacji zjawiska,
- sex working, w tym prostytucję, uważam za fakt neutralny – temat rozwinę w dalszej części niniejszej publikacji. Najogólniej rzecz biorąc, uważam, iż skoro jest popyt, można na nim zarabiać. Dobrowolny (!) sex working nikogo nie krzywdzi, a jeśli według niektórych ludzi jest np. niemoralny, nie oznacza to przecież, że według osoby pracującej w ten sposób również. Dodatkowo fakt, iż ja nie chciałabym wykonywać jakiejś pracy, nie znaczy, że ktoś inny ma podobne granice. Ludzie są różni i mają różne standardy moralne czy spojrzenia na świat,
- publikuję w internecie swoje nagie zdjęcia – jestem fotomodelką i biorę udział m.in. w takich sesjach, podczas których nie mam na sobie ubrań. Nie zawsze widać miejsca strategiczne, poza tym fotografie często nie mają niczego wspólnego z erotyką (przykład: naga postać z zabandażowaną głową wyłaniająca się z mroku), ale zdarzają się również akty i portrety z elementem seksualności. Nigdy jednak nie jest to pornografia, ponadto nie mam zdjęć, na których byłoby widać wszystko.

Co jest złe: rozbieranie się w internecie czy rozbieranie się za pieniądze?
Moje wątpliwości dotyczące prowadzenia konta na OnlyFans i zarabiania na ludziach, którzy dobrowolnie płacą za dostęp do nagich czy innych zdjęć o charakterze erotycznym, wynika m.in. z faktu, iż nie wiem, czym taka działalność różni się od płatnych sesji do Playboya czy CKM-u. To, że jedne fotografie są profesjonalne – wykonane przez fotografa w studiu etc. – nie jest dla mnie wystarczającym argumentem. Nie jest nim również różnica w rozpoznawalności osób ukazanych na zdjęciach, bo dlaczego nieznana dziewczyna lub celebrytka znana jedynie z tego, że jest znana, miałyby być gorzej oceniane niż aktorka?
Dodatkowo sama nie wiem, co tak naprawdę jest źródłem krytyki wobec osób sprzedających swoje materiały erotyczne na OnlyFans. Czy chodzi przede wszystkim o fakt rozbierania się w internecie, czy jednak głównie o zarabianie na tym? Jeżeli o to pierwsze, ja również – jak wspomniałam – uczestniczę w sesjach bez ubrań. Nigdy nie spotkałam się ze złym słowem. Nie słyszałam też, żeby ktoś krytykował nagie, półnagie czy bieliźniane sesje innych modelek. Natomiast jeżeli o to drugie, co właściwie rodzi problem? Dlaczego sam fakt pobierania opłat sprawia, że neutralne akty stają się niemoralnym występkiem?

OnlyFans – łatwe zarabianie pieniędzy
Istnieje jeszcze zarzut łatwego zarabiania pieniędzy, łatwej pracy, pójścia na łatwiznę i tak dalej. Faktycznie pstryknięcie nagiej fotki w lustrze łazienkowym i opublikowanie go na OnlyFans wymaga marginalnego wysiłku, ale czy to źle? W Kodeksie pracy nie widnieje zapis, podług którego praca musi być trudna, mozolna i dojeżdżająca człowieka, bo inaczej nie można jej nazwać pracą. Jeżeli ktoś znalazł lekką i przyjemną pracę, za którą na dodatek inni sami chcą mu płacić, good for him (her). Przykładowo ja swoj zawód wprost kocham (jestem copywriterką). Uważam, że mam łatwą i cudowną pracę.
Kwestia ambitnego podejścia do pracy także mnie nie przekonuje. Publikowanie zdjęć i filmów na OnlyFans nie jest ambitne, ale istnieje milion zawodów i prac, które również nie mają za wiele wspólnego z ambicją czy wysiłkiem intelektualnym, jednak są akceptowane społecznie, bo nie wiążą się z nagością bądź zarabianiem na nagości. Nie może zatem chodzić o brak ambicji.
Co zaś się tyczy negatywnej oceny i napiętnowania, niezrozumiały jest dla mnie fakt, że osoba posiadająca konto na OnlyFans ma łatkę w społeczeństwie, za to odbiorca już nie. To samo zresztą tyczy się szeroko rozumianego sex workingu. Śmiem podejrzewać, iż widzów filmów pornograficznych na świecie jest znacznie więcej niż aktorek i aktorów porno, chociaż społecznie obrywa się tylko tej drugiej grupie.

OnlyFans – praca czy „zwykłe kurewstwo”?
Wiele osób uważa, co można dostrzec zwłaszcza w internecie, gdzie anonimowo daje się upust emocjom, iż sprzedawanie zdjęć i filmów erotycznych na OnlyFans to „zwykłe kurewstwo”. Tylko czy publikowanie nagich zdjęć w sieci i zarabianie na tym faktycznie jest formą prostytucji?
Jak podaje Wikipedia, prostytucja to: świadczenie usług o charakterze seksualnym, polegające zwykle na odbywaniu stosunku płciowego w zamian za pieniądze lub inne korzyści. […] Prostytucja, obok pornografii, striptizu i tańca erotycznego, jest jedną z gałęzi przemysłu seksualnego.
Jak wynika z definicji, prowadzenie konta na OnlyFans zdecydowanie nie jest prostytucją. (A nawet gdyby było, co z tego?) Podobnie prostytucją nie jest występowanie w filmach pornograficznych, striptiz ani taniec erotyczny. Wszystkie one składają się na szeroko pojęty przemysł seksualny, czyli po prostu – sięgając po współczesne określenie – sex working. W dalszej kolejności oznacza to, że publikowanie materiałów erotycznych na OnlyFans jest sex workingiem, ale nie prostytucją.
Jeżeli jednak ktoś uważa, że sprzedawanie się zawsze oznacza prostytucję, wobec czego posiadaczka konta na OnlyFans jednak prostytutką jest, musi nią być również każda aktorka, która choć raz wystąpiła w Playboyu lub CKM-ie albo zagrała rozbieraną scenę w filmie. Warto by też zastanowić się, czy osoby piszące powieści erotyczne bądź nawet pozycjonujące stronę internetową należącą do grupy striptizerek przypadkiem nie są prostytutkami. Gdzie leży granica uczestnictwa w sex workingu, do której jeszcze nie jest się sex workerką ani prostytutką?

Czy prowadzenie OnlyFans to praca?
Dorzucę tutaj jeszcze jedno pytanie, mianowicie: czy publikowanie na OnlyFans to praca? Według niektórych osób nie. Według mnie jak najbardziej tak. Moralna ocena zawodu czy wykonywanej czynności ani osobista sympatia bądź jej brak nie mogą wpływać na fakt nazywania lub nienazywania czegoś zawodem lub pracą. Absurdem byłoby kwalifikowanie zjawisk na bazie prywatnych odczuć.
Przykładowo ja nie lubię akwizycji i telemarketingu. Czy to znaczy, że akwizytor ani telemarketer nie są zawodami bądź osoby zajmujące się tymi działaniami nie pracują? Czy się to komuś podoba, czy nie, pracą jest wszystko, za co dostaje się pieniądze – pomijając oczywiste wyjątki takie jak emerytura, renta, świadczenia państwowe, dofinansowania, kredyty, pożyczki etc. – toteż zarabianie na OnlyFans także jest pracą. Trochę inaczej wygląda sprawa zawodu, bo nie każda praca czyni zawód.

Czy sex working jest ok?
Czas na być może najtrudniejszy, przede wszystkim zaś bardzo polaryzujący społecznie temat, czyli: czy sex working jest w porządku? (Celowo nie używam słowa dobry. Moim zdaniem żadna praca sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła. Zawody uważam za neutralne, a dobry bądź zły może być jedynie indywidualny sposób wypełniania zadań zawodowych).
Przede wszystkim w tym temacie – ani żadnym innym społecznym – nie istnieje obiektywna prawda. Konstrukty społeczne podlegają jedynie intersubiektywnym ustaleniom, wedle których dana rzecz jest oceniana pozytywnie lub nie. Przykładowo zabijanie ludzi nie jest obiektywnie złe, bo nie da się do niego przyłożyć obiektywnej miary. Zabijanie i wynikająca z niego śmierć po prostu są faktami. Natomiast intersubiektywnie umówiliśmy się, że zabijanie jest złe i nie zabijamy innych dlatego, że sami nie chcemy być zabici. Podobnie „umówionymi” konstruktami są np. prawa człowieka, równość ludzi, podejście do dzieci czy zwierząt, a także wszelkie dokumenty: konstytucje, prawa, regulaminy etc.

Wstyd i hańba: prostytucja i sex working
Chociaż nie zawsze i nie wszędzie tak było, obecnie sex working i prostytucja uważane są za wstydliwe, haniebne i ogólnie negatywne. Czy to dobrze, czy źle, każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Przykładowo dla mnie oba zjawiska są neutralne. Mogą być dobre, gdy służą pozytywnemu celowi i wynikają z pozytywnych pobudek, a mogą być złe, np. gdy podłożem jest przymus zewnętrzny bądź wewnętrzny.
Zupełnie nie interesuje mnie zdanie innych ludzi, ponieważ ogół nie zawsze ma rację. Ba! nawet intersubiektywne ustalenia ogólnospołeczne nie zawsze są dobre, a wręcz nie zawsze mają potwierdzenie w nauce. Doskonałe przykłady znajdują się w niedalekiej historii: niewolnictwo wynikające z uważania czarnoskórych za zwierzęta, przymuszanie homoseksualistów do leczenia ze względu na upatrywanie w odmiennej orientacji seksualnej choroby czy brak równości płci z uwagi na traktowanie kobiet jako gorszych ludzi podległych mężczyznom.
Zdecydowanie za denerwujące uważam złe ocenianie kobiet, które zajmują się sex workingiem czy stricte prostytucją przy jednoczesnym nieupatrywaniu żadnej „winy” w odbiorcach ich usług. Albo nie, inaczej. Rozumiem złe ocenianie, bo prywatnie można mieć dowolną opinię na dowolny temat (przydałoby się jednak mieć racjonalne argumenty, jeśli forsuje się daną opinię publicznie). Nie rozumiem stygmatyzowania i napiętnowania osób pracujących w branży seksualnej. Nie robią nikomu krzywdy, więc czemu nie można zostawić ich w spokoju? Mają mnóstwo klientów – weźmy chociażby wspomnianych już odbiorców filmów pornograficznych, których jest więcej niż aktorów porno – którzy są zainteresowani tą samą tematyką: seksem. Dlaczego więc jedni są krytykowani, obrażani i potępiani, a drudzy nie?

Kogo krzywdzą prostytucja i sex working?
Jeżeli praca seksualna dowolnego rodzaju spełnia kryteria dobrowolnego wykonywania czynności seksualnych przy pełni władz umysłowych oraz bez krzywdy innych osób – naturalnie pomijając amatorów usług sadomasochistycznych – dla mnie jest w porządku. Pragnę jednak podkreślić równorzędne znaczenie dobrowolności i pełni władz umysłowych. Nie ma dla mnie znaczenia, czy przykładowo prostytutka pobiera opłaty za usługi seksualne, dlatego że bardzo lubi seks i pociąga ją różnorodność partnerów, czy po prostu jest wyrachowana i chce nachapać się kasy. Jej moralność jest jej sprawą. Nie uważam natomiast za dobre sytuacji, w której za sex working bierze się osoba z zaburzeniami psychicznymi, o chorobach nawet nie wspominając.
Prostytucja i inne rodzaje sex workingu in real life mają jeszcze jeden problem wspólny z prowadzeniem konta na OnlyFans. Otóż póki kobieta – akurat owo zagadnienie dotyczy bardziej pań niż panów, co stanowi osobny temat wart uwagi – uprawia dużo seksu z różnymi partnerami (np. poznanymi na Tinderze), tańczy publicznie na rurze (np. na pokazach tańca erotycznego) czy publikuje w internecie erotyczne zdjęcia w bieliźnie (np. na Instagramie), bywa krytykowana, lecz nie zrównywana z ziemią. Za to kiedy zaczyna robić to komercyjnie, tj. pobiera opłaty za działalność seksualną, nagle staje się wcielonym szatanem, z którym nikt nie chce mieć niczego do czynienia. A przynajmniej publicznie, bo przecież ktoś z tych usług korzysta, inaczej sex working nie byłoby opłacalny.

Seksualizacja treści – prawdziwy problem
Według mnie istnieje pewne zjawisko znacznie gorsze od sex workingu, a także związane z seksem. Jest nim powszechna i przyjmowana przez niektórych z lekkim grymasem – aczkolwiek na ogół akceptowana jako współczesna rzeczywistość – seksualizacja treści dostępnych publicznie. Przekazu medialnego, reklam, celebryctwa, popkultury, sztuki i rozrywki.
Społeczeństwo napiętnuje prostytutki i inne sex workerki, które po cichu wykonują swoją pracę na rzecz tych, którzy z własnej woli są nią zainteresowani, tymczasem nie poświęca nawet połowy negatywnej energii towarzyszącej owemu napiętnowaniu do walki z seksualizacją treści, które każdego dnia chłoną zarówno dorośli, jak i dzieci, nastolatki. Moim zdaniem seksualizacja treści medialnych jest nieporównywalnie bardziej destruktywna dla społeczeństwa niż kobiety, które chcą otrzymywać pieniądze za świadczenie usług seksualnych i mają chętnych do płacenia klientów.

A co, gdyby twoja bliska osoba była prostytutką?
Osobom, które uważają sex working, szczególnie prostytucję, za pracę neutralną, a tym bardziej pozytywną, czasami zadaje się podchwytliwe pytanie mające obnażyć, co tak naprawdę owe osoby sądzą o działaniu w branży seksualnej. Jak już się zapewne domyślacie, pytanie brzmi: a co, gdyby twoja bliska osoba (tu: matka, siostra, córka…) była prostytutką? (Na potrzeby głównego tematu niniejszej publikacji można by zadać pytanie: a co, gdyby twoja bliska osoba założyła konto na OnlyFans?)
Nie wiem, co odpowiadają inne osoby, ale mnie… zupełnie by to nie przeszkadzało. Gdybym wiedziała, że moja mama lub siostra chcą zająć się prostytucją, przede wszystkim upewniłbym się, że nie mają problemów psychicznych – np. są w depresji i sądzą, iż nie dadzą rady znaleźć innej pracy czy nie zasługują na inną – a także zapytałabym o pobudki (np. czy nie chodzi o konieczność szybkiej spłaty zadłużenia).
Dalej zapewne zgłębiłabym wady i zagrożenia tego zawodu, by przedstawić je bliskiej osobie i zyskać pewność, iż zdaje sobie z nich sprawę. Nie zrobiłabym tego jednak dlatego, że uważam prostytucję za wyjątkowo negatywny zawód, lecz z powodu braku powszechnej znajomości plusów i minusów. Po prostu o innych zawodach się mówi, ten zaś spychany jest na margines, by móc udawać, że nie istnieje.

Czy prostytucja jest niebezpieczną pracą?
Nie można uczciwie powiedzieć, że prostytucja czy innego rodzaju sex working nie wiążą się z wadami ani zagrożeniami, bo to kłamstwo. Natomiast inne zawody również mają wady i niosą zagrożenia – w tym poważne dla życia i zdrowia. Nie rozumiem, dlaczego nie można zaaprobować faktu, iż siostra chce zarabiać na prostytucji, podczas gdy całe społeczeństwo poważa żołnierzy idących na wojnę, górników ryzykujących życie w kopalniach czy pracowników fizycznych wdychających przez całe życie pyły i opary chemiczne, co zwiększa ryzyko zachorowania na raka.
Istnieje szeroki wachlarz chorób zawodowych, na które bardziej narażone są osoby wykonujące dany zawód. Przykładowo choroby weneryczne można byłoby uznać za choroby zawodowe prostytutki, co pozwoliłoby odgórnie ustalić środki ograniczające ryzyko zapadania na nie (np. obowiązkowe szczepienia przeciw HPV, regularne badania). Jeśli zaś chodzi o ryzyka związane z nadużyciami, gwałtami, pobiciami etc., znacznie lepsze od piętnowania prostytucji byłoby zapewnienie prostytutkom państwowej opieki i praw pracowniczych, tak samo jak przedstawicielom innych zawodów.
Jeżeli ktoś się oburzył porównaniem potencjalnie honorowego żołnierza na wojnie i „niehonorowej” prostytutki, podam inny przykład. Proszę o wytłumaczenie, czym różni się praca budowlańca narażonego na upadek z wysokości czy wdychanie pyłów od pracy sex workerki narażonej na choroby weneryczne oraz przemoc (tę drugą z powodu braku regulacji prawnych zawodu prostytutki). Pomijając prywatną moralność, ponieważ ta jest inna w przypadku każdego człowieka. Budowlaniec robi domy dla osób, które chcą mieszkać w domu. Prostytutka uprawia seks z osobami, które mają ochotę skorzystać z przygodnego seksu bez budowania relacji. W czym problem?

Prostytucja jest zła, bo… no… jest niemoralna!
Obawiam się, że najmocniejszy argument za nietolerancją wobec prostytucji i szerzej pojmowanego sex workingu to wcale nie obawa o te biedne osoby, którym może się stać krzywda, tylko zranione poczucie osobistej moralności. Może również zawiść, że ludzie pracują ciężko, kończą studia, harują od rana do wieczora, a takie tylko rozłożą nogi (opublikują zdjęcie) i mają pieniądze. Im bardziej egzotyczne i oddalone od osobistej etyki wybory życiowe, tym gorzej z akceptacją. Warto zauważyć, że starsze pokolenia źle patrzą nawet na tatuaże, piercing czy kolorowe włosy. Dla młodszych to już coś neutralnego, zwykły element wyrażania siebie. Może z sex workingiem będzie podobnie.
Jeśli chodzi o moje poczucie moralności, jak najbardziej istnieją zawody, w których nie chciałabym, aby pracowali moi bliscy. Są to chociażby akwizytor lub telemarketer wciskający ludziom jakieś gówna okraszone stekiem kłamstw, a także pracownik ubojni zajmujący się zabijaniem zwierząt. Ponadto odradzałabym bliskim zawody, które wymieniłam wcześniej: żołnierz, górnik, pracownik budowlany czy inny pracujący z niebezpiecznymi materiałami, pyłami, chemikaliami. Tutaj oczywiście nie chodzi o moralność, lecz o obawę o tych, których kocham. Jeżeli zaś bałabym się o los sex workerki w Polsce – przede wszystkim prostytutki – to ze względu na brak regulacji, a nie pracę samą w sobie. Zwłaszcza gdy chodzi o osobę, która nawet nie spotyka się z klientami, tylko np. wrzuca filmy pornograficzne do internetu.

Sex working i prostytucja: jest popyt, jest podaż
Podsumowując, dla mnie hasło: jest popyt, jest podaż, ma sens i wystarczająco wyjaśnia powód istnienia prostytucji oraz sex workingu innego rodzaju (dobrowolnych, nie chcę się ciągle powtarzać). Niektórzy robiąc krok w stronę postępowości, mówią, by tolerować sex working, a tym bardziej nie napiętnować osób pracujących w ten sposób, ale lepiej samego zjawiska nie promować. Nie mam zdania na ten temat, jednak zastanawiam się, co właściwie stoi za tezą o niepromowaniu.
Po raz kolejny moralność nie jest dla mnie argumentem. Gdyby była, wcześniej trzeba by zaprzestać promowania akwizycji, telemarketingu czy pracy w rzeźni. Zagrożenia wynikające z pracy seksualnej też do mnie nie przemawiają, bo zagrożenie życia i zdrowia występuje także w innych, pozytywnie odbieranych zawodach, poza tym wystarczyłoby uregulować pracę w branży seksualnej, by znacznie zwiększyć bezpieczeństwo sexpracowników. Słyszałam również o zagrożeniu dla psychiki wynikającym np. z prostytucji, ale – ponownie – są inne zawody obarczone tym samym zagrożeniem, np. praca w ubojni.

Fotomodeling na OnlyFans
Wracając do OnlyFans, moje wątpliwości na temat posiadania konta i publikowania materiałów związane są nie tylko z faktem, że coraz więcej znanych kobiet zakłada profil i zarabia w ten sposób główne lub dodatkowe pieniądze, ale także ze zjawiskiem zaobserwowanym na MaxModels – portalu dla fotografów i fotomodelek/fotomodeli (przynajmniej z założenia, bo od paru lat ten serwis zmierza ku dnu). Otóż wiele modelek, m.in. z ogromnym doświadczeniem i działających komercyjnie, przenosi część tworzonych prac na OnlyFans. W efekcie na bezpłatnym MaxModels udostępniają wyłącznie fotografie portretowe, a na płatnym OnlyFans akty i nagość zakrytą.
Początkowo patrzyłam na powyższe zjawisko ze zmarszczonym czołem i grymasem na ustach, uważając je za przejaw zmierzania społeczeństwa w złym kierunku. Ponieważ jednak zaobserwowałam tendencję dywersyfikacji tworzonego contentu fotograficznego u wielu modelek, zaczęłam się zastanawiać, czy to przypadkiem ze mną nie jest coś nie tak. Być może to ja jestem frajerką, która swoje prace – niezależnie od poziomu zakrycia ciała – publikuje za darmo na portalu fotograficznym, zamiast zarabiać na dostępie do nich. Zwłaszcza że prace tych modelek niekoniecznie są erotyczne, a tym bardziej pornograficzne. Często to zwykłe akty: subtelne, bez wulgarności i wyzywającego wydźwięku.
Prawdę mówiąc, nadal nie wiem, co o tym sądzić. Moje obecne podejście przedstawię w podsumowaniu, natomiast zachęcam do przeczytania całości niniejszej publikacji bez pomijania wątków.

OnlyFans – warto
Istnieje sporo argumentów przemawiających za tym, by założyć konto na OnlyFans:
- łatwa kasa, o ile tylko jest się znanym lub potrafi się dobrze wypromować,
- minimum pracy, bo zdjęcia czy nawet nagrania pochłaniają niewiele czasu,
- wygoda pracy, jako że nie trzeba wychodzić z domu ani podlegać nikomu,
- praca dorywcza z minimalnym wkładem, bo spróbować może praktycznie każdy,
- wpływ na zawartość, wszak wcale nie trzeba publikować zdjęć nagich ani nawet pornograficznych, przy czym ostatecznie to rynek zdecyduje, czy dane materiały są wystarczająco atrakcyjne, by zarabiać. Jeśli nie, cóż, trzeba się nagiąć lub zmienić pomysł na zarobek,
- dowartościowanie, zwłaszcza jeśli rozbieranie się w internecie ma wynagrodzić braki irl,
- szansa na wybicie się, zostanie internetowym celebrytą bądź zyskanie pięciu minut sławy,
- kontrowersja i rozgłos, jeśli danej osobie na tym zależy, lub:
- dyskrecja i prywatność w przypadku braku pokazywania twarzy i nieposiadania znaków szczególnych na ciele, np. charakterystycznych tatuaży, znamion, urazów etc.

OnlyFans – nie warto
Na chwilę obecną w posiadaniu konta na OnlyFans widzę więcej wad niż zalet. Jednakże muszę zaznaczyć, że są one związane głównie z odbiorem społecznym. Gdyby nie krytyka ze strony ludzi, praca ta byłaby o wiele bardziej opłacalna. Oto wady:
- ogromne piętno społeczne, moim zdaniem nie do pokonania w najbliższych latach,
- problemy w najbliższym otoczeniu, chociażby ze strony rodziny, sąsiadów,
- problemy ze znalezieniem klasycznej pracy, gdy pracodawca dowie się o OnlyFans,
- problemy z założeniem rodziny, bo OnlyFans może odrzucić potencjalnego partnera i ugodzić w dorastające dziecko,
- zagrożenie agresją, zarówno seksualną, jak i inną fizyczną, ze strony osób, które uważają, że skoro ktoś publikuje w internecie nagie zdjęcia, nie ma prawa odmówić zbliżenia, a także takich, które po prostu nie akceptują tej formy zarabiania,
- zagrożenie hejtem, czyli agresją werbalną w internecie, mogą też pojawić się groźby,
- problemy psychiczne wynikające z niemożności poradzenia sobie z krytyką czy nawet odrzuceniem przez bliskich i społeczeństwo,
- zmiana traktowania przez znajome osoby oraz specyficzne traktowanie przez nowo poznawane osoby, które mają już wyrobione zdanie na temat onlyfansiar,
- niemożność odwrócenia skutków decyzji, co moim zdaniem jest jedną z największych wad. Jeżeli kiedykolwiek dana osoba postanowi zerwać z tą pracą, nie będzie w stanie wymazać z pamięci ludzi faktu, że prowadziła konto na OnlyFans. Na dodatek:
- niemożność wymazania przeszłości, co stanowi drugą gigantyczną wadę. Co raz zostało opublikowane w internecie, nigdy z niego nie zniknie,
- wycieki zdjęć z OnlyFans, które wcale nie są rzadkie,
- działalność przeciwników polegająca np. na wykradaniu zdjęć z OnlyFans i wysyłaniu ich do rodziny, pracodawcy, sąsiadów,
- złudna anonimowość dla osób, które spróbują publikować zdjęcia i nagrania bez twarzy. Anonimowość oczywiście jest możliwa do utrzymania, jednak nie ma na nią gwarancji,
- brak gwarancji sukcesu, bo choć w plusach pisałam o łatwej kasie, minimum pracy i wygodzie pracy, w rzeczywistości żadna z tych rzeczy nie jest gwarantowana. Wręcz przeciwnie, całkiem prawdopodobne – zwłaszcza przy braku gotowości do agresywnego promowania swojego konta na OnlyFans – iż profil zyska niewielu obserwatorów, co przełoży się na marginalne zarobki. Jeśli dana osoba tak naprawdę nie chce rozbierać się za pieniądze w internecie, ale uważa, że zarobki wynagrodzą jej wstyd i piętno społeczne, w najgorszym scenariuszu wyląduje w miejscu, w którym bliscy, sąsiedzi i pracodawca dowiedzą się o OnlyFans i zobaczą jej nagie zdjęcia (jednorazowo wykupią dostęp lub trafią na materiały, które wyciekły), za to inni ludzie nie będą chętni do subskrybowania i gotówka nie zacznie płynąć strumieniami. Taka osoba zmierzy się ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami, nie dostając niczego w zamian.
Wymieniając zagrożenia, miałam na myśli przykład osoby, która chciałaby rozpocząć klasyczną działalność na OnlyFans, czyli publikować treści seksualne. Wiele z nich nie ma zastosowania, gdy mowa o modelkach przerzucających część fotografii, np. aktowych, z dotychczasowych darmowych portfolio na OnlyFans. W takim przypadku głównym zagrożeniem jest chyba łatka posiadaczki OnlyFans, bo odbiorcy słysząc nazwę platformy, nie będą dociekać, co dokładnie jest tam publikowane ani dlaczego.

OnlyFans a etyka – moje spojrzenie na pracę na platformie
Nie chcę na koniec zaprzeczyć części tego, co do tej pory napisałam, jednak nie byłabym uczciwa, gdybym nie zaczęła podsumowania od zaznaczenia, iż moje racjonalne argumenty zaprezentowane w niniejszej publikacji nie do końca pokrywają się tym, co czuję.
Do prostytucji, striptizu czy grania w filmach pornograficznych rzeczywiście nie mam problemu. Sama nie chciałabym zarabiać na tych zajęciach, ale rozumiem i akceptuję fakt, że inne osoby mogą mieć odmienne podejście do swojej seksualności i nie czują potrzeby rezerwowania ciała dla stałego partnera. Zresztą gdybym jakimś zrządzeniem losu miała wybór jedynie pomiędzy pracą w ubojni a np. striptizem, jestem przekonana, iż poszłabym tańczyć w nocnym klubie.
Natomiast OnlyFans – być może dlatego, że jest nowe – budzi mój opór. Zrozumienia podejścia do OnlyFans bynajmniej nie ułatwia mi fakt, iż nie potrafię orzec, czy faktycznie nie chcę zarabiać na nagich zdjęciach w internecie, czy po prostu nie chcę być z tym kojarzona. Dodatkowo – choć nie przemawiają za tym logiczne argumenty – oceniam tego typu działanie gorzej niż inne rodzaje pracy. Mam wręcz przekonanie, że chociaż publikowanie zdjęć na OnlyFans nie stanowi prostytucji, jest od niej gorsze w kontekście jakościowym. Z jednej strony nie uważam, by praca musiała być ambitna, a tym bardziej ciężka czy uciążliwa. Z drugiej strony czuję, że zarabianie na OnlyFans to zawodowe pójście po linii najmniejszego oporu i splunięcie w twarz intelektowi.

Skąd się bierze (mój) emocjonalny brak akceptacji dla OnlyFans?
Raczej nie muszę nikogo przekonywać, że pstrykanie nagich zdjęć nie wymaga posiadania żadnych umiejętności (więcej energii pochłania skuteczna promocja, by faktycznie publikowanie na OnlyFans stało się opłacalne finansowo). Tymczasem uważam, że sama mam do zaoferowania światu znacznie więcej niż cycki, tyłek czy cipka. Wolę pisanie – prywatne i zawodowe – wykonywanie sesji artystycznych z przekazem, a także inne sposoby wyrażania siebie.
Skoro jednak wiem, że jest to wyłącznie moje podejście do życia, dlaczego czuję w sobie niezgodę na akceptację faktu, iż inne dziewczyny mogą mieć inaczej? Skoro nie przeszkadzają mi prostytutki i inne sex workerki in real life, z czego bierze się mój dylemat związany z onlyfansiarami?
Mój wewnętrzny rozdźwięk pomiędzy znajomością racjonalnych argumentów przemawiających za neutralnością zarabiania na OnlyFans a poczuciem niezgody na uznanie tego za coś neutralnego sprawia, że jestem w miejscu, w którym dopuszczam uczestniczenie w kolejnych nagich czy półnagich sesjach zdjęciowych, jednak bez zamiaru zakładania konta na OnlyFans i publikowania efektów. Oznacza to, że realnie nic się nie zmieni w moim dotychczasowym postępowaniu, po prostu – inaczej niż część modelek – nie skorzystam z możliwości zarabiania. I naprawdę nie wiem, czy to świadczy o moim lepszym moralnie wyborze (a jeśli tak, to niby dlaczego), czy o byciu frajerką.
***
Osoby, które zapoznały się z całością tekstu, zachęcam do kulturalnej dyskusji. Oczywiście możecie odnieść się do dowolnego fragmentu publikacji lub całokształtu, jednak przyznaję, iż bardziej niż to, co sądzicie o OnlyFans, interesuje mnie fakt, dlaczego w dany sposób patrzycie na sprawę.
Zaprezentowane zdjęcia nie pochodzą z OnlyFans, tylko ze stocka. Ikony z kolei pochodzą z Flaticon.

Nie widze niczego zlego w posiadaniu only fans i nie pietnowalabym bliskiej mi osoby gdyby parala sie taka forma zarobkowa. Sama bym osobiscie tego nie zrobila, ale kieruje sie w zyciu zasada ze poki ktos nikogo nie krzywdzi to niech robi co chce. Jedynie nie zgodze sie z argumentem, iz bycie tworca kontentu na OF jest „latwa praca do ktorej nie trzeba umiejetnosci”. Moze i tak jest, jesli ktos nie ma nic przeciwko zarabianiu max kilkuset zlotych miesiecznie. Natomiast jesli ktos chce „zaistniec” i zrobic z tego swoje glowne/jedyne zrodlo zarobku jest to moim zdaniem tak samo trudna praca jak bycie modelka. Tak, pojawienie sie na sesji, zrobienie selfie czy nagranie wideo jest proste, ale prawdziwa praca zaczyna sie za kulisami. Rygorystyczna dieta, uprawianie sportu, placenie fotografom za profesjonalniejsze sesje, oswietlenie, sprzet, makijaż, stylizacja włosów, bielizna erotyczna/kostiumy, zabiegi beauty, wszelkie operacje plastyczne czy zabiegi ingerujace w cialo (botox, powiekszanie ust etc). To wszystko kosztuje i zajmuje czas oraz energie. Nikt nie zarobi duzych pieniedzy na wstawianiu amatorskich selfie w bawelnianych gaciach 🤷🏻♀️
Słuszna obserwacja co do łatwości pracy, dlatego też w sekcji „nie warto” napisałam o braku gwarancji sukcesu. Faktycznie jeśli ktoś chce zarabiać na OF poważne pieniądze, musi się nieźle do tego przyłożyć. Jednakże z kilkoma rzeczami z Twojego komentarza się nie zgodzę. Rygorystyczna dieta ani uprawianie sportu nie są kluczowe w pracy na OF, tak samo jak profesjonalne sesje, a tym bardziej operacje plastyczne. Z tego, co mi wiadomo, siłą OF jest naturalność. Nie prezentuje się tam sztucznych ideałów poza zasięgiem odbiorcy. Kuszące jest coś przeciwnego – dziewczyny wydają się na wyciągnięcie ręki niczym sąsiadki z tego samego bloku czy osiedla. Dlatego lepiej grają fotki nieprofesjonalne, cyknięte w lustrze telefonem, niż z profesjonalnych sesji. Ostatecznie wystarczy ciało, które się ma, i bielizna erotyczna, którą można zamówić w internecie za dosłownie kilkanaście złotych.
Mylisz się. Są całe rzesze fetyszystów np. ekstremalnie grubego ciała. Takie modelki też niekiedy zarabiają duże pieniądze.
Fetyszyści istnieją swoją drogą, ale moim zdaniem nie można wrzucać wszystkich facetów, którzy lubią lub którym nie przeszkadza, jak dziewczyna ma więcej tłuszczu, niż przewiduje kulturowy ideał, do fetyszystów.
Jasne, że lekka nadwaga to jeszcze nie fetysz. Chciałem tylko obalić argument kolegi czy tam koleżanki wyżej o tym, że sukces na tej platformie rygorystyczne dbanie o ciało, bo często bywa wręcz odwrotnie. To byle jaka „praca” bez godności.
Pomijając ostatnie zdanie, zgadzam się.
OnlyFans nie jest stricte platformą do sprzedawania gołych zdjęć, bo można sobie wpisać w Google „goła baba” i wyskoczą tysiące wyników. OF w dużej mierze bazuje na iluzji otrzymywania za pieniądze bliskości i intymności, której ludzie nie potrafią obecnie osiągnąć w normalny (tradycyjny? Trudno tu o dobre słowo) sposób. Nudesy są tylko dodatkiem.
Słyszałam o tym, że niektórzy płacą za dodatkowe usługi prywatnego czatowania z posiadaczką OF (lub jej przedstawicielem marketingowym, bo nigdy nie wiadomo). Oczywiście nie mam danych, ale nie wydaje mi się, by tacy ludzie stanowili większość. Mam przeświadczenie, iż jednak większość ludzi płaci za bycie członkiem „elity” mającej dostęp do intymnych zdjęć ulubionej celebrytki czy kogoś innego.
PS „Nudesy są tylko dodatkiem.” – Czy to znaczy, że uważasz, iż gdyby na OF nie było nagich zdjęć, a być może także żadnych erotycznych, ludzie i tak ochoczo płaciliby za dostęp tylko po to, żeby pogadać z twórczynią OF? Nie wydaje mi się to prawdopodobne. Oczywiście tacy ludzie by się znaleźli, ale nie dość dużo, aby dało się utrzymać z OF.
A wrzuć sobie w Google „OnlyFans parasocial relationships/emotional connection” – jest sporo treści na ten temat.
Oczywiście, nudesy to spory dodatek, jednak nie chodzi typowo o „ulżenie sobie”, bo to można zrobić w towarzystwie strony z filmami dla dorosłych, nie z kimś, kto da ci iluzję wejścia w bliższą relację.
Poczytam, dziękuję :) Przy czym zaznaczam, iż nie neguję wspomnianego przez Ciebie zjawiska. Po prostu nie jestem przekonana, by ludzie nawiązujący tego typu relacje zastępcze stanowili większość użytkowników OF. Dostęp do czyjegoś OF zaspokaja ciekawość (zwłaszcza że tych osób na ogół nie ma na innych stronach dla dorosłych) i daje poczucie bycia w klubie premium. Przydałyby się porządne badania, zresztą może jakieś znajdę.
A przez intymność i bliskość mam na myśli też kontakt z autorem zdjęć. Nie jest to tylko golizna, ale też chęć nawiązania relacji z właścicielem tejże golizny, czego pigularze z wykopu i innych chanów nigdy nie powiedzą na głos.
Zacznę od tego że wchodząc na wpis byłam pewna że masz na myśli fotomodeling. Nie wiedziałam o istnieniu tego portalu.
Dla mnie problemem nie jest ani sex working ani prostytucja, a wykroczenia, które mogą być popełniane w związku z nimi. Nie widzę nic złego w zarabianiu ciałem przez kobietę która tego chce, nie ma przymusu w postaci sytuacji ekonomicznej ani nie jest do tego zmuszona.
Jednak tego typu portale chyba nie weryfikują ani wieku użytkowników, ani czy sprzedawane zdjęcia należą do wlaściciela konta – bo to jest dla mnie problemem – że na nagich zdjęciach osoby X może zarabiać osoba Y, albo że stanie się to sposobem na zyskanie kieszonkowego przez 13-14 latki.
Do dziś żyłam też w błędnym przekonaniu ,, że za swoją pracę fotomodelki dostajesz pieniądze.
A tak szczerze to nie rozumiem czemu nie są piętnowani faceci, którzy potrzebują zaspokojenia swojego popędu z anonimowym zdjęciem, a kobieta, która im to zdjęcie udostępni?
Czemu prostytucja jest uważana za złą, a nie np zdrada z prostytutką?
Czemu wyzwiskiem jest kur*a , a nie kur*iarz (w domyśle osoba korzystająca z jej usług)?
No i czy seks za pieniądze jest zdradą ?
Co do ochrony prawnej pracownic seksualnych – ciekawie sprawa wyglądała w IIIrzeszy. Dla zapewnienia zdrowia i morale swoich żołnierzy dbali oni o zdrowe, dobrze odżywione i higieniczne prostytutki (badane co kilka dni na choroby weneryczne, mające pełne wyżywienie, mające dostęp do prezerwatyw i obowiązek ich używania oraz obowiązek mycia się po każdym kliencie). Nie mówię że naziści byli dobrzy, wspominam tylko że pragmatycznie zapobiegali nadużyciom przez zauważanie potrzeb swoich wojaków ;P
Kurde, tak często słyszę lub czytam o OnlyFans, że nie zdawałam sobie sprawy, iż aktywny użytkownik internetu z naszego pokolenia może nie znać „niebieskiej platformy” :P
„Dla mnie problemem nie jest ani sex working ani prostytucja, a wykroczenia, które mogą być popełniane w związku z nimi. Nie widzę nic złego w zarabianiu ciałem przez kobietę która tego chce, nie ma przymusu w postaci sytuacji ekonomicznej ani nie jest do tego zmuszona.” – Oczywiście się zgadzam. Co do rozwiązania problemu, nie sądzę, by było nim zakazanie sex workingu (aby w ten sposób zapewnić bezpieczeństwo). Za lepsze uważam wprowadzenie porządnych regulacji prawnych i ochrony ludzi pracujących w branży seksualnej tak samo jak pracowników innych branż. Przecież nawet gdyby spróbowano zakazać prostytucji lub innych zawodów z branży seksualnej, one nie znikną, nie ma się co łudzić.
„Jednak tego typu portale chyba nie weryfikują ani wieku użytkowników, ani czy sprzedawane zdjęcia należą do wlaściciela konta – bo to jest dla mnie problemem – że na nagich zdjęciach osoby X może zarabiać osoba Y, albo że stanie się to sposobem na zyskanie kieszonkowego przez 13-14 latki.” – Nie wiem, jak dbają o to inne platformy, ale OnlyFans ma dobry system weryfikacji wieku i tożsamości. Żeby założyć konto, trzeba przesłać swój dowód, paszport lub prawo jazdy. I algorytm weryfikuje twarz użytkownika, porównując ją z dokumentem przez kamerę. Jeśli chodzi o zarabianie na cudzych zdjęciach, teoretycznie nie jest to możliwe właśnie dzięki weryfikacji. Praktycznie zaś niektórzy robią konta ze zdjęciami generowanymi przez AI (czytałam w internecie), niektórzy zaś wstawiają zdjęcia robione modelkom (słyszałam ze świata modelingu). Natomiast za wrzucanie czyichś zdjęć, zwłaszcza osób nieletnich, jest kryminał (zdjęcia seksualne osób nieletnich to dziecięca pornografia). Nawet nie musisz zostać pozwany cywilnie, żeby dostać zarzuty. Baaardzo nieopłacalna sprawa.
„A tak szczerze to nie rozumiem czemu nie są piętnowani faceci, którzy potrzebują zaspokojenia swojego popędu z anonimowym zdjęciem, a kobieta, która im to zdjęcie udostępni? Czemu prostytucja jest uważana za złą, a nie np zdrada z prostytutką? Czemu wyzwiskiem jest kur*a , a nie kur*iarz (w domyśle osoba korzystająca z jej usług)?” – Ja rozumiem. Historycznie zawsze mężczyzna był człowiekiem, a kobieta podległym mu podczłowiekiem. Dopiero niedawno się to zmieniło. Przynajmniej prawnie, bo społecznie widać, jak jest. Oficjalnie kulturowo jesteśmy równi, ale jak się operuje na wyjątkach, okazuje się, że jednak kobiecie wolno obyczajowo mniej niż mężczyźnie. Mamy być skromne, uległe, miłe, posłuszne, uczynne, wspierające, gospodarne. W mężczyźnie ceni się inne cechy – te aktywne i przywódcze. Całe szczęście, że wychowałam się w poczuciu, że mogę się brudzić podczas zabaw, nie muszę grzecznie siedzieć na ławce, mogę zabierać głos, przewodzić grupie i wymagać od innych, niezależnie od płci. Dopiero w dorosłości spotykam ludzi z „odmiennych szkół wychowania”, których światopogląd mnie zadziwia.
„No i czy seks za pieniądze jest zdradą ?” – Moim zdaniem zdradą jest wszystko to, na co dana para się umówi. Nie uważam, by sztywne mówienie, że seks z kimś trzecim jest zdradą, było zasadne, bo wówczas związki otwarte opierałyby się na zdradzie. W mojej opinii takie osoby się nie zdradzają, bo umówiły się, że mogą uprawiać seks z innymi. Zdrada to dla mnie złamanie obietnic i naruszenie zaufania partnera. Dla jednych to dopiero seks, dla innych nawet kawa z kolegą/koleżanką.
Pytanie tylko, czy te higienistki były chętne, czy raczej kazano im być chętnymi. Ale obowiązkowe badania i wymóg stosowania zabezpieczeń na plus.
W zatrważającej większości kazano im być chętnymi. A łapanie syfa było traktowane jako próba sabotaży i karane kulką w łeb.
Jak słyszę podobne historie, zastanawiam się, czy czasem nie wolałabym już na dzień dobry zostać zabita. Wydaje mi się, że wolałabym, aczkolwiek prawdziwą odpowiedź poznałabym dopiero w praktyce.
„Najogólniej rzecz biorąc, uważam, iż skoro jest popyt, można na nim zarabiać” – ja kompletnie nie rozumiem takiego toku myślenia. Przecież popyt jest na największe okropieństwa. Na morderstwa też jest popyt. Skreśliłbym argument popytu, bo to nic nie wnosi.
„Dobrowolny (!) sex working nikogo nie krzywdzi, a jeśli według niektórych ludzi jest np. niemoralny, nie oznacza to przecież, że według osoby pracującej w ten sposób również.” – z tym też się nie zgadzam. Kocham słowo SZCZUCIE, bo ono ma w sobie ten wymiar ukrytego problemu, który nie zawsze jest widoczny gołym (ekhem) okiem. Usprawiedliwianie zjawisk dobrowolnością niestety również moim zdaniem nic nie wnosi. Bycie szczutym naokoło opcjami, z których mamy prawo rezygnować, odbija się na naszym zdrowiu psychicznym i fizjologii. To tak jakbyś zawiesiła na sznurku przed grubym psem szynkę i oczekiwała od niego, że jej nie zje, bo przecież jest gruby. Ludzie niewiele się różnią w tym aspekcie od zwierząt, a pod względem seksualności, zwłaszcza mężczyźni. Niestety dla faceta seksualność działa podobnie do innych potrzeb fizjologicznych i w tej hierarchii instynktów gadzich, ssaczych i ludzkich, jest niziutko. Powstrzymywanie tych instynktów kończy się źle, co widać choćby w kościele katolickim, ale nie tylko.
Dlatego marzy mi się dyskusja, która bierze pod uwagę świat jako wspólny interes, jako miejsce, gdzie chcemy wszyscy oddychać pełną piersią, bez SZCZUCIA. Moim zdaniem pornografia powinna być zdelegalizowana, podobnie jak wiele innych ewidentnie szkodliwych produktów. Żeby nikogo nie SZCZUŁY.
A OnlyFans? Dla mnie to żenada i zjawisko turbo wręcz toksyczne. To, że młodzi (starsi też, ale dla młodych to znormalizowane od lat szczenięcych) ludzie mają taką opcję zarabiania dobrych pieniędzy jest czymś przerażającym. Prostytutka musi się przynajmniej „ubrudzić” tą pracą, więc ma okazję się zastanowić nad tym i również jej status społeczny jest odpowiednio niski w stosunku (ekhem 2) do charakteru jej pracy. A te cyfrowe, pikselowe rozbieranki nie mają tego aspektu i nie chcę, by kiedykolwiek szmacenie się (przepraszam) było uważane za opcję. Kto zarabia na szczuciu, szmaci się.
Takie mam zdanie na ten temat.
„Ja kompletnie nie rozumiem takiego toku myślenia. Przecież popyt jest na największe okropieństwa. Na morderstwa też jest popyt. Skreśliłbym argument popytu, bo to nic nie wnosi.” – Ja z kolei nie rozumiem tego typu kontrprzykładów. Wspomniałeś o morderstwie i największych okropieństwach. Przecież seks za pieniądze nie jest krzywdą, natomiast te rzeczy są.
„Bycie szczutym naokoło opcjami, z których mamy prawo rezygnować, odbija się na naszym zdrowiu psychicznym i fizjologii. To tak jakbyś zawiesiła na sznurku przed grubym psem szynkę i oczekiwała od niego, że jej nie zje, bo przecież jest gruby. Ludzie niewiele się różnią w tym aspekcie od zwierząt, a pod względem seksualności, zwłaszcza mężczyźni. Niestety dla faceta seksualność działa podobnie do innych potrzeb fizjologicznych i w tej hierarchii instynktów gadzich, ssaczych i ludzkich, jest niziutko. Powstrzymywanie tych instynktów kończy się źle, co widać choćby w kościele katolickim, ale nie tylko.” – W takim razie mam do Ciebie pytanie na marginesie. Czy dziewczyny prowokują mężczyzn skąpym ubiorem do gwałtu? Kiedy chodzą z nogami, brzuchami i piersiami niemal w całości na wierzchu, są jak ta szynka opisana w Twoim przykładzie. Natomiast co do możliwości, które są wokół nas i które nas dręczą psychicznie i fizycznie, na co dzień widzę wiele rzeczy, które mi się podobają i które chciałabym mieć, ale udaje mi się opanować i nie kraść ich. Dlatego niestety tego argumentu też nie rozumiem.
„Dlatego marzy mi się dyskusja, która bierze pod uwagę świat jako wspólny interes, jako miejsce, gdzie chcemy wszyscy oddychać pełną piersią, bez SZCZUCIA.” – Problem w tym, że ludzie mają w różnym miejscu ustawioną granicę definicji „szczucia”. Jeżeli mamy równać do najniższej granicy, znajdą się tacy puryści, którzy nawet dla Ciebie będą przesadzać. Co do samej idei dyskusji się zgadzam – warto rozmawiać.
„Prostytutka musi się przynajmniej „ubrudzić” tą pracą, więc ma okazję się zastanowić nad tym i również jej status społeczny jest odpowiednio niski w stosunku (ekhem 2) do charakteru jej pracy.” – Czemu ona brudzi się pracą, skoro chce ją wykonywać, a klienci chcą z niej korzystać? Poza tym, ale o to już wiesz, moim zdaniem niski status społeczny jest niezasłużony. Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego według Ciebie jest właściwy? Zwłaszcza że w Twojej definicji prostytucja nie powinna być „szczuciem”, bo prostytutka realnie świadczy usługę seksualną.
Wielkie dzięki za komentarz, zwłaszcza z innego punktu widzenia :)
Z męskiego punktu widzenia, bo męska fizjologia jak wiesz różni się w tych kwestiach. Czy uważam skąpo ubraną dziewczynę za zaproszenie do gwałtu? Wiesz co, może zabrzmi to dziwnie, ale w pewnym sensie tak. Znowu to słowo „szczucie”. W idealnym świecie ludzie chodziliby w miarę zaspokojeni w swoich podstawowych potrzebach i bez rozregulowanych układów nerwowych, ale niestety nie ma takiego świata i dlatego ludzie mają swoje impulsy. Tak jak przekraczanie granicy kobiety jest niewłaściwe, tak samo przekraczanie granicy mężczyzny wywołując u niego podniecenie seksualne bez zaproszenia do konsumpcji jest w moim odczuciu egoistyczne. Nie przemawiają do mnie argumenty o tym, że kobieta ma potrzebę tak się ubrać w celu własnej ekspresji czy czegokolwiek. Wierzę raczej w to, że kręcą ją wtedy te spojrzenia, po prostu odnajduje przyjemność w szczuciu. To nie jest w porządku.
Czy seks za pieniądze nie jest krzywdą? Moim zdaniem jednak jest, bo osoby korzystające regularnie z tych usług hodują u siebie wypaczone relacje z płcią przeciwną, nie mówiąc o ryzyku chorób. Nie bez powodu natura stworzyła coś takiego jak choroby przenoszone drogą płciową, raczej nie zostaliśmy stworzeniu do pukania co popadnie.
Niestety ponownie Cię nie rozumiem. Mnie się podobają męskie plecy i pupy. Jeśli na plaży widzę dużo nagich pleców i fajnie podkreślone pośladki w mokrych kąpielówkach, powinnam czuć się „w pewnym sensie” zaproszona do seksu z ich właścicielami niezależnie od tego, czy oni chcą go ze mną uprawiać? Dalej: wyrażanie się poprzez strój to jedno. Jest jeszcze wygoda (nie noszę staników, bo ich nie cierpię), temperatura na zewnątrz (nie będę w lecie chodziła zabudowana) czy okazja (nie zamierzam plażować w kostiumie płetwonurka). I wiele więcej. Uważam, że naginanie świata do opisanej przez Ciebie męskiej seksualności – która na dodatek nie dotyczy wszystkich mężczyzn, wszak gwałci na szczęście mniejszość – jest nietrafione. To by musiało oznaczać, że dziewczyny powinny chodzić w habitach, żeby czasem nikogo nie skusić (ponieważ jeśli dziewczyna ma fajny biust, nawet w golfie wygląda seksownie), a faceci mogą zdradzać swoje kobiety, „bo już taka ich natura”. Na coś się społecznie umówiliśmy, więc trzeba przestrzegać norm cywilizowanego świata.
„Tak jak przekraczanie granicy kobiety jest niewłaściwe, tak samo przekraczanie granicy mężczyzny wywołując u niego podniecenie seksualne bez zaproszenia do konsumpcji jest w moim odczuciu egoistyczne.” – Temu zdaniu muszę poświęcić osobny akapit, bo jest w moim mniemaniu totalnie chybione jako porównanie. Stawiasz na równi gwałt na kobiecie (wina mężczyzny) z noszeniem skąpego stroju, który może sprowokować jakiegoś mężczyznę (wina kobiety). To jakby zestawić nowotwór z przeziębieniem albo zabicie kobiety ze spoliczkowaniem mężczyzny.
Natura nie stworzyła nas również do mieszkania w zanieczyszczonych miastach, a mieszkamy, ani do jedzenia przetworzonych produktów, a jemy. Nie stworzyła nas do mycia się mydłem, palenia papierosów, uprawiania zawodowo sportu, noszenia ubrań. I tak dalej. Moim zdaniem każdy normalny człowiek ma świadomość, że jeśli chodzi do prostytutki po seks, nie robi czegoś, co jest społecznie wzorcowe. W naszej kulturze wzorcowy jest seks w relacji uczuciowej.
Trudno jest porównywać kobiecy i męski punkt widzenia w tych sprawach, bo „podobanie się”, a podniecenie na granicy wytrzymałości fizycznej to jednak dwie różne sprawy. Mnie się podobają drzewa i to bardzo, a nie rzucam się na nie.
Żyję w głębokim przekonaniu, być może niesłusznym, że nie ma w moim otoczeniu mężczyzn, którzy z ledwością powstrzymują się od rzucenia na skąpo ubraną kobietę idącą ulicą, np. gorącym latem. Nie wiem, jak musiałaby być ubrana kobieta, żeby facet nie mógł utrzymać swojego popędu w ryzach. Może myślimy o innym sposobie ubierania. Wyjaśnisz, jaką odzież masz na myśli?
Chyba rzeczywiście myślimy o innej odzieży. Chodziło mi o ubiór ewidentnie podkreślający seksualność, tzn. duży dekolt z podniesionym biustem, przy tym szpilki, obcisły dół itp. Nie o ubranie przewiewne, ale podkreślające to i owo.
Rozumiem, ale i tak pozostajemy przy swoich zdaniach. Co prawda ja nie lubię szpilek i obcisłych rzeczy, niemniej nadal uważam, że ubranie to ubranie. Prowokować da się zachowaniem, natomiast takie zachowanie, o jakim myślę, jest jakimś ultrarzadkim wyjątkiem.
Jeśli któraś dziewczyna nie zna angielskiego a chce zacząć, to można to w pl zrobić na platformie … – jest tam masa Polaków.
Wyrzuciłam z Twojego komentarza nazwę portalu. Nie jestem pewna, czy chcę promować na blogu platformy, na których można zarobić poprzez rozbieranie się w sieci. Dziewczyny zainteresowane tego typu pracą na pewno poradzą sobie ze znalezieniem i wyborem najbardziej odpowiadającej im platformy.