Dom we Wrocławiu – historia pewnego domu na sprzedaż

Czym jest dla was dom? Miejscem do życia? Schronieniem przed całym światem? A może miejscówką do bywania w przerwach od podróży bądź pracy? Czy definiujecie dom jako rzeczywistą przestrzeń, czy raczej uczucie zlokalizowane w umyśle („sercu”)? Jakie cechy musi spełniać lokal mieszkalny, byście myśleli o nim jako o domu? Czy wystarczy, że jesteście w nim zameldowani, trzymacie wewnątrz własne rzeczy i posiadacie do niego klucze? Przykładowo czy stancja stanowi dom, czy jedynie tymczasowe miejsce zamieszkania? I czy można mieć dwa domy, np. rodzinny, z którego wyprowadziło się wiele lat wcześniej, a dodatkowo obecny, w którym żyje się na co dzień?

Miałam w życiu różne okresy. I takie, w których czułam, że mam dom. I takie, w których czułam się bezdomna, niezakorzeniona, choć w rzeczywistości miałam gdzie mieszkać. Były i takie, w których o tym nie myślałam bądź tkwiłam w zawieszeniu pomiędzy posiadaniem domu a posiadaniem miejsca zamieszkania. Obecnie, zresztą od długiego czasu, uważam dom za jedną z największych wartości w życiu. Nie ma znaczenia, jak wygląda ani jaki jest duży – chociaż wiadomo, że milej mieć przestronny i ładny – ważne, jak się w nim czuję, jakie mam do niego podejście i dlaczego w nim jestem.

Po tym enigmatycznym wstępie zapraszam was do części właściwej, w której przedstawię pewien dom we Wrocławiu. Pewien dom na sprzedaż, który dawniej był zarówno budynkiem, w którym mieszkałam, jak i miejscem, które kochałam. Opowieść zaczyna się tak…

Pewien dom we Wrocławiu na sprzedaż

Dom na sprzedaż (Wrocław)

Od pewnego czasu powoli, bardzo powoli, rozglądamy się z Marcinem za własnym domem. Z uwagi na wyjątkowo fatalny obraz rynku nieruchomości, jaki roztacza się przed osobami chcącymi coś kupić, nie wiemy jeszcze, co jest bardziej opłacalne: kupienie czy wynajęcie i zbieranie przez kolejne lata funduszy na lepszy zakup. A jeśli kupienie od razu, to właściwie czego: tymczasowego mieszkania, docelowego mieszkania czy faktycznego domu do spędzenia reszty życia.

Chociaż do podjęcia decyzji jeszcze daleko, rozmawiamy o naszych wymaganiach i preferencjach. Przykładowo jesteśmy zgodni, iż przy ograniczonej liczbie pomieszczeń lepiej zrezygnować z salonu, byle tylko każde z nas miało osobny pokój do swoich spraw czy pobycia samemu ze sobą. Urządzanie salonu tylko po to, żeby był, nie ma sensu w przypadku dwójki osób, które niemal nigdy nie mają gości. Poza tym jak przyjdą goście, można ich posadzić na łóżku, czyli zrobić dokładnie to, co oboje robimy od lat.

Przeglądanie ogłoszeń mieszkań na sprzedaż i domów na sprzedaż we Wrocławiu – i to w określonej części, blisko Odry i zielonych wałów – jest dla mnie, a myślę, że dla nas obojga, przyjemnością. Podobnie oglądanie filmików na YouTubie z urządzaniem wnętrz i przerabianiem starych zapyziałych budynków na piękne nowoczesne domy. Miło powyobrażać sobie jakąś przyszłość, nawet jeśli ostatecznie będzie inna.

Pewien dom we Wrocławiu na sprzedaż

Pewien szczególny dom we Wrocławiu

Zimą 2023 roku lekarz wypisał mi receptę na lek, który bardzo trudno dostać, bo w hurtowniach zabrakło nowych opakowań, a w co popularniejszych aptekach wszystkie zostały wyprzedane. Na szczęście istnieją strony takie jak KtoMaLek lub GdziePoLek, na których można sprawdzić dostępność konkretnych preparatów w wybranej okolicy. Po skorzystaniu z jednej z nich dowiedziałam się, że mój środek jest względnie niedaleko, na dodatek w okolicy, w której mieszkałam przez pierwsze osiem lat życia.

W drodze powrotnej z apteki naszła mnie myśl, by skręcić w uliczkę, przy której kiedyś mieszkałam. Jeszcze na studiach co jakiś czas tam bywałam, bo odwiedzałam dziadków. Później jednak umarli: najpierw babcia, parę lat później dziadek. Tato nie wiedział, co zrobić z domem, z którego sam wyprowadził się na długo przed śmiercią babci. Miał bowiem nowy dom, nowocześniejszy i lepszy do życia, w którym mieszkał z nową rodziną. Stary budynek – zbudowany własnoręcznie przez niego i mojego dziadka – jawił się jako kula u nogi. Żeby nie musieć płacić za pustostan, sprzedał go.

Budynek kupił człowiek, który chciał przerobić nasz dom rodzinny na hotel dla Ukraińców. Nie dla tych uciekających przed wojną, wszak jestem pewna, że sprzedaż domu miała miejsce kilka lat przed 2022 rokiem, lecz dla robotników z Ukrainy. Później z ciekawości kilkakrotnie pod nim przechodziłam, by zobaczyć, jak się zmienił. Kusiło mnie nawet, by zapukać i zapytać, czy nowi lokatorzy wpuszczą mnie na chwilę, ale nigdy nie podeszłam do drzwi. Od zewnętrz dom wyglądał na niezmieniony.

Pewien dom we Wrocławiu na sprzedaż

Od ostatniego przejścia pod tym szczególnym domem we Wrocławiu do dnia udania się do apteki położonej w okolicy minęło wiele miesięcy. Niewykluczone, że ponad rok. Kiedy więc weszłam na znajomą uliczkę i dotarłam do połowy, przeżyłam szok. Dom nie tylko wyglądał na niezamieszkany, ale także na porzucony. Przylegały do niego rusztowania świadczące o pracach remontowych, jednak żadne prace nie miały miejsca. Była zima, wszystko pokrywał śnieg, a dom marniał. W balustradzie balkonu przy dawnym salonie dziadków pojawiła się wyrwa. Drewniany płot był poobdzierany, uszkodzony. Fasadę pokrywał brud. Dom wyglądał, jakby chorował i płakał z bólu.

Zauważyłam, że na drzwiach garażowych wisi kartka. Chociaż ostatecznie pomyliłam się co do jej treści, natychmiast sięgnęłam po telefon i wpisałam dane pomagające zlokalizować potencjalny dom na sprzedaż we Wrocławiu przy tej ulicy. Miałam dobre przeczucie: ogłoszenie zostało dodane zaledwie miesiąc wcześniej. Ogarnęło mnie podniecenie i natychmiast zadzwoniłam do Marcina. Wysłałam mu link do ogłoszenia i opowiedziałam o domu. Jego też zainteresował.

Pewien dom we Wrocławiu na sprzedaż

Ceny domów na sprzedaż we Wrocławiu, koszty remontu i inne przeciwności

Od początku była mała szansa, że kupimy ten wyjątkowy dom we Wrocławiu. Jeśli nie macie aktualnych danych na temat rynku nieruchomości, nie szkodzi – zaraz podam wam liczby. Dom liczący ok. 300 m² został wystawiony za 1 800 000 zł. Miało to miejsce pod koniec 2023 roku. Ze względu na brak chętnych do zakupu cena zeszła do 1 620 000 zł na początku 2024 roku, a być może nawet do 1 550 000 zł, choć nie jestem pewna, bo ogłoszenie niedawno zniknęło z internetu (wraz z innym od tego samego sprzedawcy, toteż albo faktycznie dom został kupiony, albo zostanie wystawiony od nowa). Mój tato zaś kilka lat wcześniej sprzedał go za… 700 000 zł. Takie były wówczas ceny.

Ale to nie wszystko. Nawet gdyby udało nam się wziąć kredyt na pierwotne blisko dwa miliony złotych bądź późniejsze trochę ponad półtora miliona, bynajmniej nie byłby to koniec wydatków. Nowy właściciel po odebraniu od taty kluczy zrył wnętrze do zera i sam niewiele zrobił. Co prawda wymienił dach i zainstalował moduły fotowoltaiczne, ale przy okazji kompletnie zmienił układ parteru oraz piwnicy, w związku z czym po kupieniu domu trzeba byłoby od nowa wyburzyć ściany i przywrócić oryginalny układ bądź zrobić nowy, dopasowany do mnie i Marcina. Ponadto wykończył – i to tylko częściowo – bodajże trzy pokoje. Resztę, włączając w to poprowadzenie od nowa kanalizacji, rur gazowych do kuchni i całej elektryki, trzeba byłoby wykończyć samodzielnie. A potem kupić meble, sprzęty i tak dalej.

Pewien dom we Wrocławiu na sprzedaż

Wykończenie wnętrza zostało wyliczone na ok. 500 000 zł. Minimum i bez wzięcia pod uwagę konieczności przebudowania parteru i piwnicy. Ponieważ właściciel kupił dom z intencją przerobienia go na hotel pracowniczy, zależało mu na wielu pokojach. Usunął nawet garaż, by zyskać więcej przestrzeni. Taki układ kompletnie nie nadawałby się do życia rodzinnego. Trzeba by zatem włożyć w prace remontowe – a w zasadzie remontowo-budowlane – masę pieniędzy, pracy, czasu, nerwów. Dodatkowymi urokami byłyby konieczność spłacania kredytu do usranej śmierci, obawa o konsekwencje utraty pracy, pilnowanie każdej złotówki pod kątem opłat za tak duży dom.

Tylko obejrzeć czy kupić dom we Wrocławiu?

Mimo rozumienia ogromu wad związanych z kupnem domu we Wrocławiu – tego domu – zaproponowałam Marcinowi, żebyśmy go obejrzeli. Nie miałam na celu marnowania czasu pośrednika ani zwodzenia go. Zdawałam sobie sprawę z nikłej szansy na zakup, a jednak tliła się we mnie maleńka iskierka nadziei. Oczywiście również zupełnie egoistycznie moje serce krzyczało, że chce wejść do tego domu raz jeszcze. Przejść się, zobaczyć pomieszczenia, dotknąć ścian. Po prostu musiałam to zrobić.

Przed nadejściem dnia oględzin kotłowały się we mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony czułam podniecenie, radość i nie mogłam się doczekać, kiedy wejdę do mojego domu we Wrocławiu, jak niestety zaczęłam o nim myśleć, odkąd zobaczyłam ogłoszenie w internecie. Z drugiej strony bałam się, że jak zobaczę już nie na zdjęciach, lecz na własne oczy wszystkie te zryte ściany, puste pomieszczenia i ogrom zniszczeń, siądę na nagiej podłodze i będę płakać. Uprzedziłam Marcina, żeby nie mówił pośrednikowi, że kiedyś tu mieszkałam. Po pierwsze mógłby zwęszyć interes finansowy, po drugie chciałam posłuchać typowych dla pośredników nieruchomości kłamstw mających ukazać mieszkanie czy dom lepszymi, niż są w rzeczywistości. (I faktycznie takowe się pojawiły).

Po przekroczeniu progu mojego domu we Wrocławiu pękło mi serce. Nie byłam bliska płaczu, ale wypełniła mnie rezygnacja. Dopiero w tym momencie zrozumiałam, że naprawdę ten dom nigdy więcej nie będzie mój. Ilość rzeczy koniecznych do zrobienia, z jakiej zdawaliśmy sobie sprawę po przestudiowaniu ogłoszenia w internecie, była niczym w porównaniu do przytłaczającego ogromu, jaki zastał nas w rzeczywistości. Nie mogłam odżałować, że zaledwie kilka lat wcześniej tato sprzedał go za 700 tysięcy złotych, a obecnie – w stanie nienadającym się do zamieszkania – kosztuje niemal 2 miliony złotych. Wszystko poszło nie tak, jak powinno.

Pewien dom we Wrocławiu na sprzedaż

Chodziłam po pokojach – a raczej po tym, co z nich zostało – wspominając rodzinne chwile. Byłam w salonie z wielkim perskim dywanem, na którym rozkładałam zabawki. Przeszłam przez korytarz, w którym można było przejrzeć się w dużym lustrze ze złotą ramą lub usiąść na trzeszczących drewnianych szafkach, by wygodnie założyć buty. Zajrzałam do kuchni, w której na blacie w drobną kratkę mama gotowała pyszne rzeczy i maszyną do krojenia chleba kroiła bochenki kupione w prawdziwej piekarni na rogu sąsiedniej ulicy. Rzuciłam okiem na bibliotekę, z której już po wyprowadzce podkradałam tacie książki, w dzieciństwie zaś trzymałam tam swoje zabawki.

Potem odwiedziłam drugie piętro, gdzie zawsze czekali na mnie radośni babcia i dziadek. Zajrzałam do ich sypialni: pełnej tajemnic dziadka i mającej superwygodne łóżko babci. Weszłam do kuchni, której obrabowanie było standardowym punktem wizyt u dziadków, a także do salonu, w którym toczyło się życie i zawsze hałaśliwie grał telewizor. Wiele lat później w tym samym salonie na kanapie leżał martwy dziadek, a ja klęczałam przy nim, tuliłam się do niego i płakałam. Wcześniej nieopodal salonu umarła babcia, ale jej nie zobaczyłam po śmierci i nie mogłam się pożegnać.

I wreszcie weszłam na strych, na którym mieliśmy przestronną sypialnię ja, mama i tato. Przez niewielkie podwójne okienka w skośnym dachu co roku wypatrywałam Świętego Mikołaja, patrzyłam na gwiazdy i obserwowałam podwórko. Jeśli zobaczyłam znajome osoby, np. przyjaciółkę z naprzeciwka, mogłam ją zawołać. Głos doskonale niósł się przez korytarz utworzony z domków jednorodzinnych i bloków.

Było mi przykro, że tego wszystkiego już nie ma. Oczami widziałam tylko betonowe ściany, betonowe podłogi, surowe kable zwisające z sufitów tam, gdzie dawniej były masywne metalowe żyrandole. W głowie jednak miałam dawny dom, każdy mebel, każdą dekorację, każdy szczegół. Odarty z przeszłości dom zdawał się płakać od środka tak samo jak od zewnątrz. Umierał jak dawniej umierali w nim dziadkowie.

Pewien dom we Wrocławiu na sprzedaż

Mój dom we Wrocławiu, ale już nie mój

Będąc na strychu, znalazłam gwóźdź. Stary, sfatygowany, zardzewiały. Nie wiem, czy mógł zardzewieć w tak dużym stopniu w zaledwie kilka lat, ale wolę myśleć, że nie. Wolę wierzyć, że był to gwóźdź wyrwany ze starego domu, mojego domu, podczas remontowania dachu. Włożyłam go do kieszeni kurtki i zabrałam do domu. Wisi na haczyku w futrynie drzwi sypialni w moim mieszkaniu. Stanowi jedyną część tego wyjątkowego domu we Wrocławiu, jaką mogę mieć.

Teraz jest już dla mnie oczywiste, że nie zamieszkam w domu rodzinnym, w którym spędziłam dzieciństwo. Który był domem moich dziadków i rodziców. Który przez pierwsze lata życia w oczywisty sposób był moim domem realnym i duchowym. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal – lub od nowa – go kocham. Nie myślałam o nim, bo trafił w obce ręce. Było mi przykro, ale pogodziłam się z tym. Obecnie zaś czuję się smutna i przegrana, bo nie mogę wykorzystać realnej szansy na odzyskanie go.

Od dnia oglądania mojego domu we Wrocławiu często mi się śni. Czasem po prostu w nim jestem, a czasem już mam go odzyskać, lecz się budzę. Raz śniło mi się, że ktoś prosił mnie i Marcina o pomoc w zabiciu jakiegoś mężczyzny łopatą, przewiezieniu zwłok do domu samochodem Marcina i zabetonowanie ich w podłodze salonu na parterze. Innym razem byłam na wielkiej imprezie urządzonej w domu, podczas której bardzo bogaci właściciele mieli wybrać osobę, której sprzedadzą dom. Przymilałam się do właścicielki, która faktycznie mnie polubiła. Miałam również sen o romansie z Elonem Muskiem, który nawiązałam tylko po to, by przekonać go do kupna domu dla mnie i Marcina.

Pewien dom we Wrocławiu na sprzedaż

Wspomnienia i sny to nie wszystko, co obecnie wiąże mnie z domem z dzieciństwa. Kiedy bowiem mam zły dzień, najczęściej spowodowany bólem fizycznym, bezsilnością i brakiem nadziei na poprawę mojego stanu, idę tam. Staję przed nim, patrzę na niego i czuję się taka jak on: podupadająca, niszczejąca, pełna braków, potrzebująca generalnego remontu. Czasem też porzucona i niechciana. Spędzam z nim chwilę, płaczę i wyobrażam sobie, że żyję w środku i wreszcie jestem szczęśliwa, wreszcie wszystko jest dobrze. Potem idę dalej, bo choć mój, dom nie jest już mój i nigdy nie będzie.

4 myśli na temat “Dom we Wrocławiu – historia pewnego domu na sprzedaż

  1. Olcia, popłakałam się, gdy to czytałam. Nie mogłam przestać. Cudownie napisana historia pewnego domu, który miał serce i duszę, a teraz jest tylko ścianami.

    Pamiętaj jednak, że tam dom Twój, gdzie serce Twoje <3 I że to Ty tworzysz atmosferę, domu, dajesz mu tchnienie i życie. Kocham Cię <3

    1. Nie do końca zgadzam się z tym, że „dom twój, gdzie serce twoje”. Przykładowo dla mnie wynajmowane mieszkanie to nie dom, tylko lokum przejściowe. Jeśli mieszkam kilka lat w czymś wynajmowanym, przez te lata jestem „duchowo bezdomna”.

  2. No to widzisz, mamy na ten temat inny pogląd. Można mieć swój dom/mieszkanie/cztery ściany, a być tam zupełnie obcym, samotnym. Tak więc w moim poczuciu te cztery ściany nie czynią DOMU, DOM czynią ludzie, którzy razem tworzą atmosferę, aurę, nie wiem jak to nazwać.

    1. Akurat z tym, że można mieć mieszkanie na własność, ale nie czuć się w nim jak w domu, jak najbardziej się zgadzam! Natomiast dla mnie domu nie czynią ludzie ani atmosfera, tylko specyficzne uczucie/poczucie danej osoby. Przykładowo sam fakt, że mieszkałabym z Rubi i Marcinem, nie sprawiłby, że dowolne lokum przemieniłoby się w mój dom. Nie wiem, czy mnie rozumiesz. Trudno to wyjaśnić.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.