Rodzina międzygatunkowa jest zagadnieniem drażniącym wiele osób. Wystarczy choćby wspomnieć o niej w internecie, by otrzymać niepochlebne komentarze. Dużo. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że internet nie jest optymalnym miejscem do weryfikowania nastrojów społecznych, jako iż w sieci można zostać zwyzywanym za dosłownie wszystko, jednakowoż lepszego źródła póki co nie mam. Poza tym zapoznając się z zagadnieniem międzygatunkowej rodziny, brałam pod uwagę nie tylko komentarze anonimowych internautów, ale także artykuły będące oficjalnymi stanowiskami publicystów i specjalistów z różnych dziedzin, np. socjologii, językoznawstwa. Spory napływ interesujących treści pojawił się w odpowiedzi na (nie)sławny artykuł z Gazety Wyborczej.
Dzisiejszą publikacją dorzucam cegiełkę do dyskusji o rodzinie międzygatunkowej, a także o zjawisku posiadania psa zamiast dziecka i używaniu określeń takich jak psi rodzice, psie dziecko czy też skrótowo psiecko. Uważam, że moja perspektywa jest ciekawa, ponieważ po pierwsze łączy mnie z Rubi wyjątkowa więź – a przynajmniej ja żywię do niej wyjątkowe uczucia – po drugie zaś nie chcę mieć dzieci, co może skłaniać do myślenia, iż określam się psią mamą i Rubinę traktuję jako moje psiecko.
Co to jest rodzina międzygatunkowa?
Zgodnie z nazwą rodzina międzygatunkowa jest rodziną złożoną ze zwierząt różnych gatunków. Podczas gdy tradycyjnie pojmowana rodzina składa się z przedstawicieli homo sapiens, międzygatunkowa rodzina może obejmować ludzi oraz psy, koty lub zwierzęta innych gatunków. Najczęściej omawianym przykładem są ludzie (para traktowana jako psi rodzice) plus pies (uznawany za psie dziecko).
Natomiast jeśli chodzi o „rodzinę międzygatunkową” złożoną z samych tylko zwierząt innych niż człowiek, weźmy na przykład stado dzikich koni, które zaakceptowały obecność… nie wiem, powiedzmy zebry, moim zdaniem nie jest to ilustracja omawianego dziś zjawiska. Rodzina to jednostka stworzona przez ludzi dla ludzi, w stosunku do zwierząt innych gatunków zaś używa się określeń stado, grupa, wataha, rój i podobnych. Rodzina bowiem to znacznie więcej niż wspólna krew – uwzględnia chociażby więzi emocjonalne, zależności genetyczne czy powiązania cywilnoprawne.

Kim jest psiecko?
Skoro tradycyjna i modelowa rodzina składa się z rodziców i dziecka lub dzieci, w rodzinie międzygatunkowej upatruje się odpowiedników owych ról rodzinnych. Tak oto pojawiają się psi rodzice: psia mama i psi tata, oraz ich psie dziecko, w skrócie psiecko. Muszę przyznać, że to całkiem zgrabny i użyteczny skrót – kociecko, mimo iż też występuje, w mojej opinii brzmi znacznie gorzej – niestety narobił rodzinie międzygatunkowej sporo szkody, o czym napisałam w dalszej części artykułu. Dlatego chociaż samo słowo psiecko wyjątkowo mi się podoba, nie jestem jego fanką.
Czy psiecko to pies zamiast dziecka?
I tak, i nie. Wszystko zależy od konkretnej rodziny międzygatunkowej, a raczej od jej ludzkich członków. Niektórzy ludzie faktycznie wybierają psa zamiast dziecka lub przynajmniej przedstawiają to w ten sposób (w wyniku braku porządnego przemyślenia sprawy albo rzeczywiście takie jest ich zdanie). Istnieje również inna opcja: przeciwnicy rodziny międzygatunkowej po usłyszeniu samej nazwy z góry i bez pytania o wyjaśnienie zakładają, iż pies pojawia się zamiast dziecka.
Psiecko jako pies zamiast dziecka może pojawić się tymczasowo w funkcji ćwiczebnej, że tak to ujmę, żeby potem parze było łatwiej z ludzkim potomkiem, bądź nawet w funkcji testowej, żeby para sprawdziła, czy chce mieć słabszą istotę do długoterminowej opieki – ze sobą nawzajem lub w ogóle. Psiecko może także być zastępstwem ludzkiego potomka dla osób, które nie mogą lub nie chcą mieć dzieci. Myślę, iż najbardziej emocjonującym przykładem są właśnie psi rodzice mający psiecko ze względu na niechęć do samodzielnego rozmnażania się. W takim ujęciu psie dziecko wybierane jest z uwagi na mniejszą problematyczność względem dziecka ludzkiego, większą łatwość opieki i tak dalej. Innymi słowy: psie dziecko daje sporo korzyści ludzkiego dziecka, jednak bez jego znaczących wad.
Posiadanie psiecka rozumianego jako pies zamiast dziecka przez osoby deklarujące niechęć do płodzenia własnego potomstwa to zjawisko oceniane negatywnie. Nic w tym dziwnego. Większości ludzi trudno przełknąć nawet wizję par bezdzietnych z wyboru (bo co to za chodzenie na łatwiznę i samolubność?!), a co dopiero koncepcję psiego dziecka, czyli psa zamiast dziecka. Tutaj jednak muszę zaznaczyć, że o ile zupełnie nie zgadzam się z krytykowaniem par za to, iż nie chcą mieć dzieci, o tyle ja również uważam wchodzenie w role psich rodziców i określenie psa terminem psiecko za coś negatywnego.

Międzygatunkowa rodzina, psi rodzice, psia mama i psie dziecko – moje spojrzenie
Moim zdaniem burza związana z rodziną międzygatunkową nie jest wycelowana stricte w koncepcję rodziny międzygatunkowej, tylko w jej popularny sposób rozumienia. Albo inaczej: naturalnie, iż część ludzi jest przeciwnych międzygatunkowej rodzinie bez względu na jej definicję, ponieważ ludzie ci uważają, że zwierzęta powinny utrzymać dotychczasowy status i przede wszystkim służyć ludziom. Jednakże jestem przekonana, iż gdyby więcej osób promowało alternatywną definicję rodziny międzygatunkowej – taką, którą preferuję ja – zagadnienie budziłoby mniej negatywnych emocji. I to znacznie.
Ale do rzeczy. Dla mnie rodzina międzygatunkowa to po prostu taka, którą tworzą ludzie i zwierzęta innych gatunków. W rodzinie międzygatunkowej mogą być dzieci lub nie – obecność dziecka pozostaje bez znaczenia dla faktu istnienia międzygatunkowej rodziny. Wszystko dlatego, że pies bądź inne zwierzę pozaludzkie nie występują w roli ludzkiego dziecka, tylko po prostu występują. Pełnią unikalną rolę, uwzględniającą zwierzęta jako takie wraz z ich specyficznymi potrzebami gatunkowymi.
Moim zdaniem koncepcja psiecka – psiego dziecka – zakłamuje przynajmniej część jego zwierzęcej natury. Pies nie może być traktowany jak dziecko ani nie może występować w rodzinie międzygatunkowej jako dziecko, ponieważ pies i człowiek mają odmienne potrzeby gatunkowe. Poza tym psiecko to pies, który nigdy nie dorasta. Niezależnie od wieku traktowany jest jako słodki uroczy berbeć. Trochę więcej na ten temat napisałam w publikacji Rozmowa ze zwierzętami, człowiek jako zwierzę i opieka nad zwierzętami, która co prawda jest idealistyczna, ale oddaje mój aktualny punkt widzenia.
Ostatecznie ludzie nie lubią określeń psi rodzice, psia mama, psi tata i psiecko z różnych powodów. Większość, jak mniemam, z uwagi na niechęć par do posiadania potomstwa i wykorzystywanie psa zamiast dziecka do zaspokojenia potrzeby opieki nad słabszą istotą, ale bez wikłania się w problemy związane z wychowywaniem człowieka. Tutaj więc problemem jest nie sama rodzina międzygatunkowa, lecz fakt, iż niektórzy ludzie po prostu mają awersję do par, które nie chcą mieć dzieci. Inni ludzie z kolei nie zgadzają się na psiecko i psich rodziców ze względu na przyznawanie ludzkiego statusu zwierzętom innych gatunków, co nie powinno mieć miejsca, bo np. pies jest od pilnowania domu, zaganiania kur do kurnika i podobnych zadań. I wreszcie osoby takie jak ja krytykują psią mamę, psiego tatę i psie dziecko z uwagi na błędne osadzanie siebie i psów w rolach, które do nich nie przystają.

Tak, jesteśmy rodziną międzygatunkową…
Czyja to wina, że rodzina międzygatunkowa ma obecnie czarny PR? Myślę, że po części każdej z grup. Tej, która po samym usłyszeniu terminu rodzina międzygatunkowa toczy pianę z ust i nawet nie pyta, co rozmówca miał na myśli. Tej, która składa się z rodzin międzygatunkowych, które deklarują role psich rodziców oraz psiego dziecka, bo naprawdę tak uważają. Tej, która również deklaruje role psiej mamy, psiego taty i psiecka, ale tylko dlatego, że nie przemyślała dobrze sprawy. I wreszcie tej, która przekręca wypowiedzi lub celowo nie dopytuje przedstawicieli rodzin międzygatunkowych o szczegóły, aby nadać zjawisku konkretną, negatywną narrację.
Ja należę do międzygatunkowej rodziny. Tworzę ją z Marcinem i Rubi. Są dla mnie bardzo ważni i szalenie ich kocham. Nie potrafię powiedzieć, kogo bardziej. Zresztą nie muszę się nad tym zastanawiać, bo po prostu kocham ich inną miłością, tak samo jak inaczej się kocha rodziców, rodzeństwo, przyjaciół i tak dalej. Przykładowo przez życie chcę iść z Marcinem i z nim utrzymuję intymną relację, jednak gdyby Marcin nagle przestał lubić Rubi lub zaczął mieć uczulenie na jej sierść i nie mógł się przez to ze mną spotykać, wybrałabym Rubi, bo Marcin jako człowiek rozumie więcej i poradziły sobie beze mnie, a odrzucenie Rubi byłoby dla niej niepojęte (mnie zaś złamałoby serce).
…ale nie jestem psią mamą, a Rubi to nie psiecko ani pies zamiast dziecka
Równocześnie nasza rodzina międzygatunkowa nie składa się z psich rodziców i psiego dziecka. Nie jestem psią mamą, Marcin nie występuje w roli psiego taty, a Rubi to żadne psiecko. Jak już wyjaśniłam, w moim odczuciu pies zamiast dziecka to błędna koncepcja. W moim przypadku pies nie jest zamiast nikogo ani niczego. Pies został wybrany właśnie ze względu na fakt, iż jest psem, nie zaś łatwiejszym do ogarnięcia odpowiednikiem ludzkiego dziecka.
Kiedy w grę wchodzą zjawiska odbiegające od tradycji, takie jak rodzina międzygatunkowa, ludzie bardzo często szukają w nich odzwierciedlenia zjawisk tradycyjnych. Nie zawsze słusznie. Przykładowo tradycyjną parę tworzą kobieta i mężczyzna. Nie oznacza to jednak, iż w związku homoseksualnym jedna z osób występuje w roli płci przeciwnej. Para homoseksualistów to po prostu dwóch będących ze sobą mężczyzn, a nie tradycyjny mężczyzna i mężczyzna w roli kobiety. Następny przykład: modelową rodzinę tworzą rodzice i dwoje dzieci – dziewczynka i chłopiec. Czy to znaczy, że jeśli parze urodzą się dwie dziewczynki, jedna występuje w roli chłopca albo stanowi dla rodziców namiastkę syna? Albo czy dziecko adoptowane musi być namiastką genetycznego dziecka, nie może zaś po prostu świadomym wyborem pary, która woli adoptować niż mieć swoje potomstwo?

Podsumowując, w moim rozumieniu rodzina międzygatunkowa nie jest za rodzinę tradycyjną. W tym układzie psy nie występują zamiast dzieci, a bezdzietni dorośli ludzie nie bawią się w psich rodziców. Moja międzygatunkowa rodzina składa się z pary ludzi jako pary ludzi i psa jako psa. Niestety nie ma adekwatnej nazwy roli, którą pełni Rubi. Nie jest moim dzieckiem ani przyjaciółką. Równocześnie jednak nie jest zwierzęciem domowym. Ubolewam, iż nie istnieje w języku polskim określenie oddające to, co do niej czuję. Jednakże używanie terminu psiecko nie stanowi dobrego wyjścia, bo błędnie wskazuje na wybór psa zamiast dziecka, co kategorycznie mija się z prawdą i wywołuje niepotrzebne nieporozumienie.
Ponadto mam przeczucie, że nawet ludzie, którzy określają się psią mamą i psim tatą, traktują zwierzę innego gatunku jako psiecko czy nawet wybierają psy zamiast dzieci, w rzeczywistości wcale nie robią tego, co deklarują. Trzeba by prześledzić ich życie i zweryfikować, jak faktycznie wygląda ich relacja z rzekomym psim dzieckiem. Niestety nie jest to możliwe, więc społeczeństwo otrzymuje jedynie słowa, deklaracje. A coś mi się wydaje, że właśnie – i wyłącznie – o słowa wraz z ich niezaprzeczalnie uroczym brzmieniem chodzi, nie zaś o realne uważanie psa za swoje dziecko.

Mnie cała ta ekwilibrystyka językowa przerasta. Zwierzę to nie dziecko, dziecko to nie trudniejsze w opiece zwierzę. Zwierzę może, ale nie musi być członkiem rodziny. Traktowanie zwierzęcia jako dziecka jest robieniem krzywdy i jemu i sobie. Bo jeśli ma się potrzebę i możliwości posiadania dziecka to powinno się ją realizować, a nie wkładać dorosłe zwierzę w rolę, która nie jest mu pisana. Z drugiej strony cieszę się, że zwierzęce potrzeby są bardziej zauważane i treningi behawioralne są coraz bardziej popularne. Sama mam potrzebę żeby w mojej rodzinie były i dzieci i zwierzęta. Ile i jakiego gatunku i płci to się jeszcze okaże.
„Zwierzę może, ale nie musi być członkiem rodziny.” – Zgadzam się, a nie pamiętam już, czy poruszyłam to w publikacji. Moje chomiki, myszki i inne gryzonie nigdy nie były członkami rodziny.
Jeśli jesteś psią matką, to są dwie opcje:
1. jesteś suką.
2. jesteś psychicznie chora.
Szkoda tracić czasu na merytoryczną odpowiedź ;)
A co jeśli zamiast bycia z innym człowiekiem, wybieram psa?
W sensie w związku romantycznym? Nie da się tego zrobić, bo pies nie jest w stanie wyrazić zgody na bycie z kimś w związku romantycznym. Może wejść w innego typu związek – charakterystyczny dla psa i człowieka, dla którego nie ma osobnej nazwy.
Nie da się też zastąpić związkiem z psem związku romantycznego z człowiekiem, bo to innego rodzaju relacje. Można jednak nie chcieć mieć partnera romantycznego i np. spędzić całe życie ze zwierzętami. To wcale nie takie rzadkie. Istnieje nawet motyw kulturowy „starej panny z kotami”.
Cóż , ja przegrałem z koniem , nie do wiary ,
Bez kontekstu niestety nie wiem, co zaszło.