Religia w kościele vs. religia w szkole – za i przeciw

Publikację niniejszego wpisu zaplanowałam na drugą połowę 2025 roku, czyli pierwszy semestr roku szkolnego 2025/2026. Zgodnie z informacjami o nowelizacjach edukacyjnych w tymże roku: 1) religia znajduje się w planie lekcji (w wymiarze jednej godziny tygodniowo), 2) zamiast religii można wybrać etykę (o ile jest dostępna w danej szkole), 3) z religii można się zwolnić (i jednocześnie nie uczęszczać na etykę), 4) religia musi być na początku lub końcu planu lekcji, chyba że uczestniczą w niej wszyscy uczniowie, 5) ocena z religii do średniej ocen się nie wlicza (z etyki też nie).

To tyle z podstawowych danych, jeśli chodzi o rok szkolny 2025/2026. Znając życie – a raczej Ministerstwo Edukacji Narodowej – po roku mniejsza lub większa część zasad zostanie zmieniona, po kolejnym roku znowu, po kolejnym znowu… i tak dalej. Metamorfozy w nauczaniu religii w szkole odczuwane są zwłaszcza po zmianach władzy w państwie. Pragnę ów fakt zaznaczyć już na początku publikacji, ponieważ niezależnie od tego, w którym roku przystąpicie do lektury, moje zdanie będzie aktualne. Poszczególne punkty bowiem omówiłam możliwie uniwersalnie, abstrahując od aktualnych zasad religii w szkołach, aby pozostały ważne niezależnie od warunków prawnych. Oczywiście dopuszczam możliwość zmiany zdania w przyszłości, niemniej nie zapowiada się na to.

Nie przedłużając, jeśli interesuje was, co sądzę o lekcjach religii i nauczaniu religii w szkole, przeczytajcie niniejszy wpis. A jeżeli dodatkowo chcecie zabrać głos w dyskusji, super. Enjoy!

Religia w szkole i religia w kościele

Czym jest katecheza?

Na początku warto odpowiedzieć na pytanie, co to jest katecheza Kościoła Katolickiego. Zgodnie z definicją słownikową (SJP PWN, WSJP PAN) katecheza to nauczanie zasad wiary chrześcijańskiej. Warto jednak dodać, że katecheza nie jest klasycznym nauczaniem polegającym na przekazywaniu wiedzy dla samej wiedzy. Wystarczy wyobrazić sobie hipotetyczną sytuację, w której uczeń zna wszystkie zasady wiary chrześcijańskiej i potrafi bezbłędnie odpowiadać na pytania katechety, jednak deklaruje przynależność do innej wiary, ateizm lub wręcz – chociażby dla efektu szokowania – satanizm. Trudno mi uwierzyć, że taki uczeń mógłby spodziewać się oceny z religii w postaci piątki, nie mówiąc już o szóstce. Ale może po prostu jako ateistka jestem człowiekiem małej wiary, a jako osoba po trzydziestym roku życia nie znam obecnych realiów szkolnych.

Moje wątpliwości co do powyższego przykładu biorą się z faktu, iż w rzeczywistości katecheza służy formowaniu chrześcijan. Nie nauczaniu rozumianemu jako przekazywanie wiedzy o chrześcijaństwie, tylko przekazywaniu wiary, a więc tworzeniu (wychowywaniu) nowych wiernych religii chrześcijańskiej. Oczywiście katecheza Kościoła Katolickiego formuje do bycia stricte katolikiem.

Poza przekazywaniem wiary (umacnianiem uczniów w wierze chrześcijańskiej) katecheza ma na celu wychowywanie w moralności chrześcijańskiej. Przygotowuje do życia w zgodzie z nauką Kościoła i jego wartościami, a także do przyjęcia sakramentów, które stanowią nieodłączny element bycia chrześcijaninem – są obowiązkowe. Katecheza w szkole podstawowej może przygotowywać do pierwszej komunii świętej, a katecheza w liceum do bierzmowania. W myśl nauki chrześcijańskiej katecheza dla młodzieży musi być powiązana z innymi powinnościami młodego wiernego, takimi jak chociażby chodzenie do kościoła w niedziele i święta.

Ostatecznie ponieważ katecheza dla dzieci i młodzieży służy rozwojowi duchowemu młodego człowieka i ma za zadanie budować wspólnotę chrześcijańską, nie tylko nie widzę na niej miejsca dla osób niebędących chrześcijanami – ponadto trudno mi powiedzieć, w jakim stopniu katecheza Kościoła Katolickiego byłaby trafna dla chrześcijan niekatolickich – ale także trudno mi sobie wyobrazić uzyskanie pozytywnej oceny z katechezy przez osoby, które pod koniec roku szkolnego nie zostały w żadnym stopniu uformowane na chrześcijan i nadal deklarują bycie wyznawcą innej wiary, ateistą, agnostykiem, satanistą czy cokolwiek innego, np. brak zainteresowania kwestiami wiary.

Czy katecheza Kościoła Katolickiego to lekcje religii?

O ile WSJP PAN definiuje katechezę wyłącznie jako nauczanie zasad religii chrześcijańskiej, SJP PWN podaje alternatywne rozumienie, którym jest lekcja lub wykład religii chrześcijańskiej. Czy jednak katecheza w szkole to faktycznie lekcje religii? Mam co do tego poważne wątpliwości. Nawet sam SJP PWN definiuje lekcję jako materiał zadany uczniom do nauczenia się (inne rozumienie to jednostka zajęć szkolnych, trwająca zwykle 45 minut, ale wiadomo, że nie o to chodzi, gdy używa się określenia lekcja religii). Tyle że katecheza dla młodzieży nie polega na zadawaniu uczniom materiału celem nauczenia się go. Jak już wyjaśniłam, katecheza Kościoła Katolickiego nie służy przekazywaniu wiedzy, lecz wychowywaniu w wierze. To ogromna różnica jakościowa.

Warto też zwrócić uwagę, że w terminie lekcje religii chodzi o jedną konkretną religię. Ba! o jedno konkretne wyznanie: katolicyzm. Jeżeli się mylę, dajcie znać, czego nauczyliście się z lekcji religii o baptyzmie i adwentyzmie. Albo chociaż o prawosławiu – jednym z kluczowych nurtów chrześcijaństwa – jeśli protestantyzm ma za dużo wyznań i tylko dlatego nie zdążyliście przerobić baptyzmu ani adwentyzmu.

Nawet gdyby ograniczenie lekcji religii do jednego wyznania miało sens organizacyjny – godzin lekcyjnych jest za mało, by rzetelnie przedstawić każde wyznanie, a tym bardziej każdą religię, dlatego stawia się na katolicyzm, który cieszy się w Polsce największą popularnością – w mojej ocenie religia, lekcja służąca przekazywaniu wiedzy, powinna uczyć faktów. Czy to historycznych (np. które postacie chrześcijańskie są, a które nie są historyczne), czy to aksjologicznych (np. jakie wartości wyznają katolicy i dlaczego), czy to jakichś innych. Ponadto religia w szkole powinna pozwalać na zmierzenie poziomu przyswojenia wiedzy o chrześcijaństwie w ujęciu katolickim przez ucznia, jako że nie sposób zmierzyć czyjejś wiary. Mało tego, nie powinno się w ogóle mierzyć wiary człowieka, jeśli religia w szkole to faktycznie lekcje religii, nie zaś katecheza dzieci i młodzieży.

Nauczanie religii w szkole i kościele

Katecheza w szkole – problemy

Katecheza w szkole – w dalszej części publikacji dla urozmaicenia wymiennie nazywana religią w szkole bądź lekcjami religii – generuje problemy, którym warto się przyjrzeć, aby ułatwić życie zarówno jej uczestnikom, jak i uczniom, którzy na nią nie uczęszczają.

1 – Obowiązkowa religia w szkołach

W 2025 roku obowiązek religii w szkole nie istnieje.* Ponadto obowiązkowe lekcje religii nie są przez nikogo rozważane (a przynajmniej przez nikogo poważnego). Moim zdaniem bardzo ważne jest, aby taki stan rzeczy utrzymywał się co najmniej do dnia, w którym lekcje religii staną się lekcjami religii w pełnym tego terminu znaczeniu: religioznawstwem. Przymusowa religia w szkole stanowiłaby pogwałcenie przepisów prawnych, gdyby przyjmowała postać katechezy.

* Obowiązek religii w szkole publicznej istnieje w takim sensie, że jeśli zbiorą się uczniowie chętni do uczestniczenia w lekcjach religii, na pisemne żądanie/życzenie rodziców uczniów bądź samych uczniów, o ile są pełnoletni, placówka ma obowiązek zorganizować katechezę.

2 – Oceny z religii

Oceny z religii są absurdalnym pomysłem, bezpośrednio wynikającym z organizacji lekcji religii w szkole – placówce edukacyjnej, dla której mierzenie wyników jest podstawą zamykania etapów nauki. Gdyby lekcje religii faktycznie przekazywały wiedzę, dałoby się ją zmierzyć i ocenić. Ponieważ jednak katecheza w szkole stanowi element wychowywania młodzieży w wierze katolickiej, próżno oczekiwać od uczniów konkretnej wiedzy. Tym bardziej trudno ocenić wiarę (nie da się stwierdzić, czy ktoś wierzy ani jak gorliwie) i życie zgodnie z zasadami wiary (na lekcji religii widać marginalny wycinek życia ucznia). Warto zadać sobie pytania, o czym oceny z religii informują obecnie i o czym mają informować z założenia.

Ponieważ uważam, że oceny z religii są bezzasadne, nie sądzę, aby potrzebne były ocena z religii na świadectwie ukończenia szkoły ani nawet ocena z religii na świadectwie cząstkowym, międzyklasowym.

3 – Ocena z religii do średniej ocen

Wystawianie oceny z religii odbieram jako podwójnie nietrafione, jeśli na domiar złego ocena z religii wlicza się do średniej. Chociaż w roku szkolnym 2025/2026 religia nie wlicza się do średniej ocen, za moich czasów były zarówno takie lata, w których się wliczała, jak i takie, w których się nie wliczała. System edukacji w Polsce jest bardzo zmienny i przewidywalny tylko w kontekście światopoglądu partii politycznej znajdującej się u władzy.

Z mojego doświadczenia wynika, że kiedy ocena z religii wlicza się do średniej, następuje wysyp chętnych do uczestniczenia w katechezie. Czy Kościół Katolicki powinien wówczas triumfować? Nie bardzo. W latach, w których religia wliczała się do średniej ocen, dla mnie i innych osób niezainteresowanych wiarą zajęcia te stały się łatwym łupem poprawiającym finalny wygląd świadectwa. Nie dość, że za odklepanie paciorka można było otrzymać piątkę lub nawet szóstkę, to jeszcze nikt nie traktował tych zajęć poważnie. Dla przykładu: katecheza w liceum stała się godziną poświęconą na jedzenie i picie – była to jedyna lekcja, na której można było spożywać posiłek – oraz odpoczynek po całym dniu zajęć. Nie pamiętam ani jednego tematu poruszonego podczas lekcji religii w liceum. Pamiętam za to, że jedna koleżanka nosiła ze sobą cukierniczkę i sypała bardzo dużo cukru do herbaty, a inne kupowały wspaniale pachnącą gorącą czekoladę z automatu szkolnego (albo sklepiku, tego nie pamiętam! ;)).

Chyba nie muszę dodawać, że jak tylko oceny z religii wypadły ze średniej, osoby takie jak ja wypadły z lekcji religii?

4 – Religia w środku lekcji

Także pod tym względem w przeszłości bywało różnie. Chociaż opcją wygodną i równościową dla wszystkich uczniów jest organizacja lekcji religii na pierwszej lub ostatniej godzinie, tak aby młodzież nieuczestnicząca w katechezie mogła przyjść do szkoły później lub wrócić do domu wcześniej, od czasu do czasu przydarzała się nieszczęsna religia w środku lekcji. Kiedy sto procent uczniów chodzi na lekcje religii, nie ma problemu.* Kiedy zaś co najmniej jedno dziecko nie chodzi na katechezę, w grę wchodzą kwestie organizacji czasu młodemu człowiekowi, wzięcia odpowiedzialności za jego życie i zdrowie w tym czasie, prawo do wymagania od niego określonych zachowań w danym czasie czy nawet przebywania w konkretnym miejscu, a także zasadności przetrzymywania go w szkole w przerwie od zajęć.

* Chociaż w roku szkolnym 2025/2026 Ministerstwo Edukacji Narodowej przewidziało wyjątek od reguły organizacji lekcji religii na początku lub końcu zajęć – religia w środku lekcji jest dopuszczalna, jeśli uczestniczą w niej wszyscy uczniowie – w moim odczuciu pozostawienie takiej furtki nie jest korzystne dla uczniów. Nawet na przełomie wieków XX i XXI, kiedy niewierzących i/lub nieuczęszczających na katechezę w szkole było znacznie mniej niż teraz, odpływy i przypływy uczestników tych zajęć były zauważalne. Co ma zrobić szkoła, w której pojawi się religia w środku lekcji, kiedy jeden uczeń wypisze się w połowie semestru? Po co w ogóle generować ryzyko zaistnienia takiej sytuacji?

5 – Koszty religii w szkołach i kto płaci za nauczanie religii w szkole

Logicznym i zarazem sprawiedliwym rozwiązaniem byłoby takie, w którym koszty religii w szkołach pokrywałaby konkretna organizacja wyznaniowa. Ponieważ w Polsce lekcje religii w szkołach dotyczą chrześcijaństwa w ujęciu katolickim, za finansowanie powinien odpowiadać Kościół Katolicki. Tak niestety nie jest, a za nauczanie religii w szkole płaci państwo. Na wszelki wypadek przypomnę, iż oficjalnie jest to państwo świeckie.

W owej zupełnie niewyznaniowej Polsce koszty religii w szkołach ponoszą wierni katoliccy, a także przedstawiciele innych wyznań chrześcijańskich, wyznawcy innych religii, ateiści, agnostycy, deiści, politeiści, animaliści, osoby niezainteresowane rozważaniami na temat wiary oraz wszyscy inni. Za pokrycie kosztów religii w szkołach odpowiedzialni są zarówno ochrzczeni, jak i nieochrzczeni. Również osoby, które chętnie unieważniłyby swój chrzest, ale nie mają takiej możliwości – nawet apostazja z technicznego punktu widzenia nie jest wystąpieniem z Kościoła Katolickiego.

Już sam powyższy fakt wpędza mnie w zadumę i niezadowolenie. Trzeba jednak dorzucić do niego kolejny, mianowicie za co w ogóle płacimy – co obejmuje nauczanie religii w szkole. Składamy się m.in. na: 1) umocnienie wiary i rozwój duchowości katolików (dlaczego powinny mnie obchodzić?), 2) wychowywanie do życia wedle zasad chrześcijańskich (dzieci powinny zapamiętać, żeby podczas kontaktów seksualnych pod żadnym pozorem nie używały prezerwatyw, a jeśli ich przyszły małżonek będzie stosował wobec nich przemoc, nigdy nie ważyły się odejść; zresztą rozwód katolicki na szczęście nie istnieje, więc przynajmniej z punktu widzenia wiary będą przynależeć do małżonka do końca życia), 3) przekazywanie informacji sprzecznych z wiedzą naukową (od przedstawiania kreacjonizmu jako alternatywy sposobu stworzenia świata przez ukazywanie homoseksualizmu jako wyboru po mieszanie faktów z aktami wiary) lub kontrowersyjnych moralnie (np. konieczności urodzenia dziecka poczętego podczas gwałtu). Ogółem: świetnie wydane pieniądze!

I jeszcze jedna rzecz. Mianowicie pieniądze za nauczanie religii w szkole bierze konkretna osoba, tzw. nauczyciel. Chociaż nie uczy dla wiedzy, a jego zadaniem jest formowanie dzieci i młodzieży podług określonego światopoglądu, otrzymuje pensję na równi z nauczycielami przedmiotów przekazujących autentyczną wiedzę, przeciwną wierze. Chętnie wysłuchałabym głosu osoby popierającej lekcje religii w szkole finansowane publicznie, czy za równie pożądaną uważa np. katechezę ateistyczną, na której młodzież uczyłaby się, że Bóg nie istnieje.

6 – Religia w szkole inne wyznania

Religia w szkole publicznej nie miałaby żadnych minusów – przynajmniej potencjalnie – gdyby realizowana była jako religioznawstwo. Z kolei katecheza w szkole byłaby znacznie mniej problematyczna, gdyby w wachlarzu możliwości występowały katechezy dla młodzieży wszystkich wyznań albo gdyby Polska stanowiła państwo wyznaniowe (niektóre decyzje polityków pozwalają sądzić, że stanowi).

Obecnie nie widzę powodu, dla którego religia w szkołach dotyczy tylko jednego wyznania. Owszem, teoretycznie dominującego, ale tylko teoretycznie. W praktyce bowiem znaczna większość osób deklarujących się jako katolicy nie tylko nie przestrzega zasad swojej wiary, ale także ma je w głębokim poważaniu. Na marginesie polecam wpis: Ślub kościelny ateistów – moje spojrzenie. Wbrew tytułowi poświęcony jest zarówno ateistom, jak i kuriozum zwanemu wierzącym niepraktykującym.

Religia lekcja w szkole i kościele

Religia w szkole – za i przeciw

Jako orędowniczka idei nie dla religii w szkole miałam trudności ze znalezieniem jednoznacznych pozytywów związanych z organizacją lekcji religii w szkole. Wymyśliłam tylko jeden argument, niestety kulawy. Brzmi on: ponieważ katolicy mają prawo, by ich dzieci wychowywane były w duchu wiary. No i w porządku, tylko dlaczego w placówce publicznej finansowanej przez świeckie państwo? Przecież brak religii w szkole nie jest równoznaczny z brakiem prawa katolików do formowania dzieci po chrześcijańsku!

Jeśli odpowiedź brzmi mniej więcej: bo łatwiej nakłonić młodzież do uczestniczenia w katechezie w szkole niż np. w kościele, to raczej słabo świadczy o zaangażowaniu w praktykę religijną tychże młodych ludzi, a być może również reszty rodziny. Najpierw warto przyjrzeć się sobie i swojemu uczestnictwu w życiu Kościoła Katolickiego, a potem zmuszać do katechezy swoje dzieci. Na marginesie dodam, że chodzenie do kościoła w niedziele jest ważniejsze od uczestniczenia przez dziecko w katechezie, w związku z czym gdyby lekcje religii nie były dostępne, nic by się nie stało, za to jeśli dorośli z własnej woli nie chodzą do kościoła, łamią zasady, wedle których rzekomo żyją.

Aby nie pozostawić was z poczuciem braku pozytywów związanych z nauką religii w szkole, zajrzałam na stronę o jednoznacznie brzmiącej domenie: Takdlareligiiwszkole.pl. Poniżej przedstawiłam argumenty przytoczone przez jej twórców wraz z moim komentarzem:

  • „każdy uczeń w Polsce ma prawo do zdobywania wiedzy na temat swojej religii, a także, jaki jest wpływ dobrych i złych działań na naturę człowieka oraz jaki jest głębszy sens i cel ludzkiej egzystencji” – w porządku, ale nie musi robić tego w szkole publicznej i za moje pieniądze, to po pierwsze. Po drugie życzyłabym sobie, aby organizacje katolickie przeprowadziły wśród wiernych spontaniczne testy wiedzy. Dam sobie rękę uciąć, że wynik byłby jednoznaczny: katolicy nie znają zasad swojej religii (o przestrzeganiu nawet nie wspominając). A jeśli mam rację, może jednak lekcje religii w szkole nie są aż tak ważne, jak wydaje się propagatorom nauczania religii w szkole?
  • „w związku z trwającymi próbami wypychania religii i etyki z polskich szkół i pozbawieniu w ten sposób polskich dzieci praw konstytucyjnych” – nie dostrzegam związku pomiędzy brakiem religii w szkole a brakiem prawa do zdobywania wiedzy na temat swojej religii. Od czego są kościoły, oazy i salki katechetyczne, czyli miejsca stricte katolickie, jeśli nie od edukowania i wychowywania katolików? Moim zdaniem ten argument podają wyłącznie osoby, które są świadome faktu, że praktykowanie katolicyzmu przestało być zjawiskiem powszechnym i obecnie w Polsce mamy znaczną przewagę osób, które bezrefleksyjnie deklarują katolicyzm, ale nie zamierzają wypełniać swoich religijnych powinności. To z kolei oznacza, że gdyby katecheza odbywała się w przestrzeniach katolickich, mało kto by na nią przychodził (czego dowodem jest rozdźwięk pomiędzy procentem katolików w Polsce a zapełnieniem kościołów),
  • „chrześcijanie stanowią w Polsce ogromną większość” – jest to kwestia dyskusyjna, bo czym innym jest podawanie się za kogoś, a czym innym faktyczne bycie tym kimś; czy jeśli uważam się za wegankę, ale mleko i jogurty jem, bo lubię, mimo wszystko jestem weganką? Przypominam, iż odpuszczenie grzechów jest możliwe tylko wtedy, gdy grzesznik żałuje i zakłada poprawę. Co innego, jeśli grzesznik nie zamierza przestać łamać zasad swojej religii, bo akurat kilka reguł mu się nie podoba,
  • „prawo gwarantuje każdemu Polakowi wolność religijną” – ponownie nie widzę związku między wolnością religijną a brakiem religii w szkole; jeżeli istnieje pomiędzy nimi związek, czy powinny zostać wprowadzone lekcje religii dopasowane do każdego istniejącego wyznania? Prawo to prawo, więc bądźmy konsekwentni i walczmy o prawo dla wszystkich,
  • „art. 53 ust. 3-4 Konstytucji 3. Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami” – nie ma to związku z nauką religii w szkole. Odnoszę wrażenie, że wałkowany jest jeden argument, i to kiepski, bo innego nie ma,
  • „art. 53 ust. 3-4 Konstytucji 4. Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób” – bingo: może, ale nie musi. A ponieważ nie jest to logiczne rozdysponowanie środków publicznych w świeckim państwie, lepiej, aby religia w szkole nie była organizowana.

Spróbowałam również szczęścia w narzędziu AI od Google’a, które podsumowuje informacje zebrane w dobrze wypozycjonowanych publikacjach. Argumenty za religią w szkołach, które tam znalazłam, również mnie nie przekonały. Na wstępie odrzuciłam dwa, które uważam za kompletnie nietrafione:

  • „uczniowie uczą się tolerancji wobec innych wierzeń i kultur, co sprzyja budowaniu społeczeństwa otwartego i pluralistycznego” – to chyba nie o Polsce,
  • „lekcje religii mogą rozwijać umiejętność krytycznego myślenia, analizy i wyciągania wniosków” – zupełnie nie temu służy katecheza. Nauka religii w szkole w obecnym kształcie wręcz zniechęca do zadawania pytań i krytycznego myślenia. Jest to wychowanie do myślenia w określony sposób, podług jasno sprecyzowanych zasad, więc gdzie tutaj miejsce na krytyczne myślenie, podważanie, krytykowanie czegokolwiek? Nie można przecież wyciągać wniosków innych niż chrześcijańskie.

Te argumenty uważam za sformułowane całkiem nieźle, ale po prostu się z nimi nie zgadzam:

  • „religia odegrała znaczącą rolę w historii i kulturze, dlatego znajomość jej podstaw jest ważna dla zrozumienia świata i własnej tożsamości” – chociaż mogę się mylić, jestem przekonana, że znajomość podstaw religii nie pomogła mi zrozumieć świata. Zgadzam się, że polska kultura jest związana z wartościami katolickimi, ale nie trzeba znać ani praktykować tego wyznania, żeby rozumieć, co powszechnie uznawane jest za dobro, co zaś za zło. Natomiast sam wpływ katolicyzmu na kulturę byłby świetnym tematem na jedną z lekcji religioznawstwa albo wiedzy o kulturze,
  • „religia często przekazuje wartości etyczne i moralne, które mogą być pomocne w kształtowaniu postaw i zachowań uczniów” – katolicyzm ma pozytywne wartości etyczne i moralne, ale ma też negatywne. To samo tyczy się innych wyznań i religii, a także nurtów filozoficznych. Nie widzę pod tym względem przewagi lekcji religii nad chociażby lekcjami etyki. Ba! te drugie byłyby lepsze, bo mogłyby opierać się na świeckich równościowych prawach człowieka, bez bezsensownego z punktu widzenia osoby niewierzącej dodatku w postaci ograniczeń związanych z pokorą względem Boga, istnieniem grzechu czy przestrzeganiem jakichś świętości.

A argumenty przeciw nauczaniu religii w szkole? Poza tymi, które przewijają się przez całą niniejszą publikację, jest jeden, szalenie istotny. W ostatnich latach Polacy drą koty o wiele niepotrzebnych kwestii i polaryzują się. Religia stanowi jeden z wielu tematów zapalnych, niepotrzebnie. W moim odczuciu powinna zostać raz na zawsze oddzielona od stref, które są świeckie. Mieszanie porządków sacrumprofanum nie służy nikomu. Religia jest, donikąd się nie wybiera i zresztą wcale nie ma potrzeby, żeby znikła. Póki istnieją ludzie gotowi wierzyć, religia powinna być dla nich dostępna.

Jednakże tak jak nie powinno się zmuszać osób wierzących do rezygnacji z wiary, nie powinno się naciskać na osoby niewierzące, by realizowały projekty religijne. Świecka szkoła jest miejscem na świeckie rzeczy. Szkoła katolicka i kościół katolicki zaś to przestrzenie idealne do katechezy. A jeżeli ktoś uważa inaczej, powinien zgodzić się, aby w kościele katolickim odbywały się lekcje wychowania seksualnego niezgodnego z zasadami chrześcijańskimi. Skoro mieszamy zastosowania stref sacrumprofanum, róbmy to konsekwentnie i sprawiedliwie.

Lekcje religii w szkole i kościele

Nie dla religii w szkole – zalety braku religii w szkole

Brak religii w szkole ma tak ogromne zalety, że wcale by mnie nie dziwiło, gdyby postulat usunięcia katechezy Kościoła Katolickiego z placówek edukacyjnych wyszedł właśnie od osób wierzących. Koniec religii w szkole oznacza zaangażowanie w uczestnictwo w życiu religijnym wyłącznie tej młodzieży, która naprawdę dba o swój rozwój duchowy i pragnie wypełniać nauki Kościoła. Powszechnie dostępna katecheza w szkole sprawia, że wiele osób – ekhm, większość – zapisuje się na nią z rozpędu. Albo inaczej: nie wypisuje się z niej, co stanowi ogromną różnicę jakościową (doskonały dowód stanowią wyniki badań dotyczące dysproporcji dawców narządów w krajach, w których trzeba zadeklarować chęć stania się dawcą vs. wypisać się z domyślnego bycia dawcą). Presja rówieśnicza, przyzwyczajenia i bezrefleksyjna samodeklaracja katolicyzmu rodziny sprawiają, że skoro już lekcje religii w szkole są, to się na nie chodzi. Gdyby ich nie było, to by się nie chodziło. Generalnie ma się je gdzieś. Chyba że akurat religia wlicza się do średniej ocen, wtedy następuje chwilowa motywacja do ładnego odmawiania modlitw, a potem można już olać i pojawiać się w kościele tylko na ślubach i pogrzebach.

Koniec religii w szkole to również brak oceny z religii i możliwość skupienia się na rozwoju duchowym bez presji bycia ocenianym. Każdy wierzący ma prawo do pytań, wątpliwości i kryzysów wiary, na co nie ma miejsca podczas katechezy w szkole. Jak można wystawiać oceny z religii – za duchowość, wiarę, prywatną relację z Bogiem? Lekcje religii nie służą przekazywaniu wiedzy mierzalnej. Czego uczniowie dowiadują się na temat dowodów na istnienie Jezusa? Co wynoszą z tych lekcji religii o wyprawach krzyżowych? O paleniu czarownic przez chrześcijan? Nauczanie religii w szkole nie jest podobne do innych lekcji, bo dotyka moralności w specyficznym ujęciu: konkretnego wyznania religijnego i związanego z nim światopoglądu. Szkoła nie jest najlepszym miejscem, by takie nauki odbywać.

Dalej postulat nie dla religii w szkole pozwala oderwać się od ram szkolnych, takich jak czterdzieści pięć minut lekcyjnych, siedzenie w ławkach, zakaz poruszania się po klasie, głównie jednostronna komunikacja, sale lekcyjne wyklejone materiałami z innych przedmiotów, używanie podręcznika. Gdyby zamiast religii w szkole zorganizowano katechezę w innym miejscu, można byłoby zadbać o warunki maksymalnie sprzyjające zadumie, refleksji, duchowości i pogłębianiu relacji z Bogiem.

Niekonwencjonalne nauczanie, atrakcyjne dla uczniów dzięki nietypowej formie, działa lepiej na zapamiętywanie treści, a tym bardziej nastawienie do zajęć i zaangażowanie w tematykę. To także mógłby być powód, dla którego wycofanie religii ze szkół przyniosłoby korzyści katolikom – zwłaszcza młodym, formowanym w toku katechezy. Aby jednak można było nauczać i wychowywać w sposób niekonwencjonalny, trzeba pozbawić się ram współczesnej szkoły. Myślę, że działania takie jak wyjście na zewnątrz, porzucenie podstawy programowej i kreatywne podejście do zaszczepiania w młodzieży wiary w Boga zdołałyby co najmniej spowolnić spadek zainteresowania katolicyzmem w Polsce.

I wreszcie, jak wspomniałam w poprzednim punkcie, wycofanie religii ze szkół miałoby szansę złagodzić – o rozwiązaniu na razie nawet nie marzę – konflikt ostatnich lat, rozgrywający się pomiędzy osobami religijnymi i świeckimi. Te pierwsze czują się zagrożone domniemanym atakiem na Kościół. Te drugie denerwują się na obecność projektów religijnych w miejscach świeckich i konieczność finansowania ich z własnej kieszeni. Ja jako osoba świecka nie chcę przychodzić do kościoła i nauczać młodzieży mojej wizji życia. Chciałabym, aby osoby religijne czuły to samo względem mnie i szkoły świeckiej.

Katecheza dla dzieci i młodzieży w szkole i kościele

Religia w kościele zamiast religii w szkole – zalety religii poza szkołą

Tak jak domyślnym miejscem edukacji (przekazywania wiedzy) jest szkoła, domyślnym miejscem katechezy (umacniania wiary i formowania wierzących) jest kościół – szeroko rozumiany, nie musi to być stricte wnętrze kościoła, świetnie sprawdzą się np. kameralne salki katechetyczne przy kościele. Wbrew opiniom niektórych osób przeciwnych wycofaniu religii ze szkół nowy stan rzeczy wcale nie utrudniałby dzieciom ani młodzieży uczestniczenia w katechezie. Religia w kościele (katecheza parafialna) byłaby dostępna tak samo jak religia w szkole, a w niektórych przypadkach nawet bardziej.

Jak wynika z raportu Edukacja w roku szkolnym 2024/2025 (wyniki wstępne) opublikowanego przez GUS, w roku szkolnym 2024/2025 w Polsce działało 14 tysięcy szkół podstawowych dla dzieci i młodzieży, z czego 6 tysięcy znajdowało się w miastach, a 8 tysięcy na wsi. W początkowym odruchu chciałam doliczyć do tego 6,9 tysiąca szkół ponadpodstawowych dla młodzieży. Finalny wynik – pomijający szkoły policealne oraz dla dorosłych, gdzie raczej z założenia nie ma lekcji religii – wynosiłby 20,9 tysiąca placówek, w których można by potencjalnie zorganizować katechezy dla młodzieży. To jednak błąd, bo szkoła ponadpodstawowa nie jest alternatywą szkoły podstawowej. Uczniowie idą najpierw do jednej, potem do drugiej. Aby zatem dotrzeć do młodych wiernych z katechezą dla dzieci, do dyspozycji pozostaje 14 tysięcy podstawówek.

Dużo? Niekoniecznie, jeśli porówna się to z liczbą kościołów w Polsce. Jak podał Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w raporcie Kościół w liczbach, w 2023 roku – nie byłam w stanie znaleźć nowszych danych – w kraju znajdowały się 10344 parafie katolickie, w tym 680 parafii zakonnych. Nie znalazłam informacji na temat rozmieszczenia kościołów w Polsce, natomiast zgodnie z moim doświadczeniem odwiedzania małych miejscowości i wsi parafie można spotkać nawet w najbardziej niepozornych wioseczkach, podczas gdy do szkoły trzeba dojeżdżać do większego miasta. W moim przekonaniu więc religia w kościele (katecheza parafialna) jest na wyciągnięcie ręki dla każdego, nawet mieszkańca wsi liczącej trzech zameldowanych i jedną kurę. Wycofanie religii ze szkół bynajmniej nie wiązałoby się z utratą możliwości – a tym bardziej prawa – do wychowywania dzieci w wierze katolickiej.

Religia poza szkołą pozwala też zawęzić grono odbiorców do tych, których katecheza Kościoła Katolickiego faktycznie interesuje. Dane z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, opublikowane na portalu katolickim Aleteia, wskazują, iż w roku szkolnym 2023/2024 na lekcje religii w placówkach edukacyjnych – nie wiem, jakie dokładnie zostały ujęte – chodziło 78,6% uczniów. Rok wcześniej było to 80,3%, a jeszcze jeden rok wcześniej 87,6% (przy czym według dr Marcina Jewdokimowa, którego wypowiedź przytoczono na portalu katolickim Polonia Christiana, nie było to 87,6%, tylko 82%). Popularność katechezy w szkole spada, a największy brak zainteresowania widać w szkołach ponadpodstawowych. W ostatnich latach lekcja religii w liceum ogólnokształcącym konsekwentnie liczyła ok. 60% uczniów i o zaledwie kilka procent więcej uczniów w technikum i szkołach branżowych. Dlaczego by zatem nie zorganizować lepszej, nowocześniejszej, atrakcyjniejszej religii w kościele, skoro ta realizowana w szkole ewidentnie przestaje działać?*

* O ile przez działanie rozumie się wzbudzanie zainteresowania. Gdyby bowiem za działanie uznać faktyczne szerzenie wiedzy o zasadach katolicyzmu, trzeba by przyznać, że katecheza w szkole nie działała nigdy. Serdecznie polecam serię wideo Katolicyzm vs katolicyzm polsko-jasełkowy na kanale youtube’owym Szymon mówi, realizowaną przez Szymona Pękalę. Tego twórcy z pewnością nie można posądzić o wrogość wobec katolicyzmu, złe nastawienie, uprzedzenia czy cokolwiek w tym rodzaju. Po pierwsze sam jest katolikiem, po drugie ma ogromną wiedzę o religii (i nie tylko; jest erudytą wartym posłuchania, nawet w tych tematach, w których ma się odmienne zdanie).

Katecheza dla młodzieży w szkole i kościele

Co zamiast religii w szkole?

Wycofanie religii ze szkół – przy pesymistycznym założeniu, że młodzieży nie chciałoby się uczęszczać na religię w kościele – jawi się niektórym katolikom jako powstanie wielkiej moralnej czarnej dziury, która zacznie wciągać biednych uczniów, niepotrafiących samodzielnie oddzielić dobra od zła. Przyjrzyjmy się zatem, co zamiast religii w szkole mogłoby się pojawić, aby moralna otchłań nikogo nie pochłonęła.

1 – Religia w szkole inne wyznania

Po pierwsze mogłyby się pojawić lekcje religii dotyczące różnych religii i wyznań, dopasowane do wierzeń wszystkich uczniów chodzących do danej szkoły. I tak istniałaby zarówno znana obecnie katecheza Kościoła Katolickiego, jak i lekcje religii alternatywnych wobec chrześcijaństwa. Nauka religii w szkole obejmowałaby też różne wyznania chrześcijańskie, w tym odłamy protestanckie.

Nie byłoby to przedsięwzięcie tanie ani łatwe do zorganizowania, ale hej, ja tylko podrzucam pomysły. Poza tym zawsze znalazłby się ten jeden wyznawca Latającego Potwora Spaghetti lub satanizmu, dla którego nie można byłoby otworzyć zajęć z uwagi brak innych chętnych, wobec czego byłby pokrzywdzony.

2 – Religioznawstwo jako lekcje religii w szkole

Zamiast klasycznej lekcji religii rozumianej jako katecheza można by zorganizować religioznawstwo. To prawdopodobnie mój ulubiony pomysł, lepszy niż etyka w szkole zamiast religii. W trakcie studiów kulturoznawczych miałam zajęcia, na których poznawaliśmy inne religie nie tylko teoretycznie, ale także praktycznie – odwiedzaliśmy miejsca kultu odmiennych religii, których przedstawiciele prezentowali nam swoje wierzenia, wartości, zasady, praktyki religijne. Jeśli mnie pamięć nie myli, także w liceum odwiedziliśmy Muzułmańskie Centrum Kulturalno-Oświatowe we Wrocławiu, gdzie dowiadywaliśmy się o islamie u źródła (może w ramach przedmiotu wiedza o kulturze?).

To wszystko były absolutnie bajeczne zajęcia! Nic dziwnego, że zaszczepiły we mnie zainteresowanie religią jako zjawiskiem społeczno-kulturowym, mimo iż wcześniej obchodziła mnie tyle co zeszłoroczny śnieg. Nawet po skończeniu studiów zdarzało mi się kupować magazyny poświęcone różnym religiom, a obecnie od czasu do czasu słucham tematycznych podcastów na YouTubie (ostatnio trzygodzinnego o historii Azteków, silnie związanej z ich wierzeniami, na kanale Podcast Historyczny). Religie są fascynujące, toteż religioznawstwo byłoby jak poznawanie wielobarwnych baśni. Ponadto uważam, że religioznawstwo – inaczej niż obecne lekcje religii w szkołach – otwiera na różnorodność i inność.

3 – Etyka w szkole zamiast religii

Popularnym pomysłem, uwzględnionym w rozporządzeniu Ministerstwa Edukacji Narodowej i realizowanym w co najmniej części placówek edukacyjnych różnego stopnia, są lekcje etyki zamiast religii dla tych uczniów, którzy nie uczestniczą w katechezie w szkole. Myślę, że lekcje etyki mogą być wartościowe… w zależności od programu i wykonania. Jeśli miałyby być poświęcone np. nauce o wartościach leżących u podstaw praw człowieka oraz praw i obowiązków wynikających z przepisów polskich i innych obowiązujących Polaków – np. unijnych – mogłyby przynieść korzyści i stanowić obowiązkową lekcję, i to wcale nie zamiast religii. Tak rozumiane zajęcia z etyki nie kolidowałyby z katechezą, chyba że nauka Kościoła Katolickiego koliduje z prawami człowieka. Na przykład bycia w szczęśliwym związku homoseksualnym. Ups.

Jak mniemam, lekcje etyki w szkole podstawowej muszą być bardziej przyziemne, żeby zostały zrozumiane. Wspomniana już nauka wartości, na których opierają się prawa człowieka, a także poznanie i zrozumienie powszechnych wartości polskich i europejskich zdają się w porządku. Z kolei zajęcia z etyki w szkole ponadpodstawowej mogą być bardziej finezyjne. Rozważania filozoficzne, w tym poznawanie różnych nurtów filozoficznych czy też krytyczna analiza filozofii, ideologii, a nawet religii. Obiektywizm i relatywizm wartości. Pole do popisu jest duże, byle tylko znalazł się ktoś, kto poprowadzi lekcje etyki z pasją. Na to niestety nikt nie da gwarancji.

4 – Ani lekcje etyki, ani lekcje religii w szkołach

Czwarta opcja bez wątpienia byłaby tą, którą wybrałabym w czasach szkolnych: nie dla religii w szkole oraz czegokolwiek zamiast religii. Wolałabym godzinę dłużej pospać lub wrócić do domu i zrelaksować się przed odrabianiem masy zadań domowych. Gdybym jednak faktycznie dostała prawo zarządzania planem lekcji, w okresie licealnym wyrzuciłabym również fizykę, chemię i WF. Ponadto historię, WOS i geografię. Chyba łatwiej byłoby wymienić to, co bym zostawiła: język polski (z przyjemnością dodałabym kilka godzin), język rosyjski (to samo), język angielski (być może też, ale tutaj nie jestem pewna), WOK, matematykę. PO też było w porządku, jeśli dobrze pamiętam. Z kolei PP i informatyka w szkole były zacofane.

No dobra, ale nie o tym miało być. Chodzi mi o to, że lekcje religii w liceum kompletnie bym wyrzuciła bez zastępowania ich czymkolwiek. Czy z perspektywy czasu oceniłabym to jako korzystne? Nie wiem – pewnie w zależności od tego, jakie miałabym doświadczenia z lekcji etyki w szkole. Z jednej strony zajęcia z etyki wydają mi się bardzo ciekawe i chętnie przymusiłabym dawną siebie do chodzenia na nie. (Całkiem możliwe, że w moim liceum istniała etyka, hmm). Z drugiej strony jako dorosła kobieta uważam, że gdybym w wieku nastoletnim wypisała się z fizyki, chemii czy historii, absolutnie niczego bym nie straciła. Są to zakresy tematyczne, o których nie mam zielonego pojęcia, więc wszystkie te godziny życia straciłam.

5 – Religia w szkołach prywatnych wyznaniowych

Ostatnią propozycją jest koniec religii w szkole publicznej i ograniczenie katechezy dla młodzieży do szkół prywatnych wyznaniowych albo po prostu prywatnych. Lekcje religii w szkole prywatnej można by połączyć z religią w kościele, aby działać dwutorowo. O ile w niniejszej publikacji podałam sporo argumentów przeciwko katechezie w szkole państwowej, o tyle religia w szkołach prywatnych wydaje mi się jak najbardziej na miejscu. W tego typu placówce również inne przedmioty, np. historia czy język polski, mogą być nauczane w duchu katolickim, dzięki czemu uczniowie są całościowo zanurzeni w wartościach ważnych dla nich i ich rodzin.

Dodatkowo nauczanie religii w szkole prywatnej pozwala na maksymalne dopasowanie parametrów katechezy do preferencji uczniów i rodziców. Chodzi o czas trwania, liczbę katechez w tygodniu czy sposób realizacji zajęć. Jeżeli katecheza dla młodzieży w wymiarze jednej godziny tygodniowo to za mało, można śmiało zaczynać każdy dzień od lekcji religii. Jedynym potencjalnym problemem są opłaty za uczęszczanie do szkoły prywatnej, ale czego się nie robi dla wiernych Kościoła Katolickiego? Władze Kościoła na pewno zorganizują fundusze, aby młodzi wierni mogli uczestniczyć w katechezie.

Katecheza w szkole i katecheza parafialna w kościele

Katecheza w szkole – podsumowanie

Przede wszystkim obowiązek religii w szkole, rozumiany jako przymusowa religia w szkole, jest karygodny i nigdy nie powinien mieć miejsca. Na szczęście póki katecheza dla młodzieży stanowi formowanie podług zasad katolickich, zobligowanie uczniów do chodzenia na nią byłoby niezgodne z prawem. Z tej przyczyny obowiązkowa religia w szkołach jest tylko strachem na wróble – i oby tak zostało.

Najbardziej odpowiada mi brak religii w szkole. Wiara to nie wiedza, a placówka edukacyjna nie jest miejscem do katechizacji. Właściwe rozwiązanie to dla mnie religia w kościele (katecheza parafialna) – dla tej młodzieży, która faktycznie chce się rozwijać w duchu katolickim i być częścią wspólnoty. Ponadto religia w szkołach prywatnych jest jak najbardziej w porządku.

Nie upieram się, że zamiast religii w szkole powinno pojawić się coś innego. Etyka zamiast religii albo w ogóle lekcje etyki – niekoniecznie zamiast religii – wydają się interesujące i wartościowe, ale boję się o wykonanie. W końcu przedmioty takie jak przysposobienie obronne, podstawy przedsiębiorczości czy wiedza o społeczeństwie też brzmią super, a moje doświadczenie pokazuje, że potrafią być nudnymi godzinami bez wartości. Najbardziej przekonuje mnie religioznawstwo, może dlatego, że miałam wielką przyjemność brać udział w fantastycznie zrealizowanych zajęciach dotyczących poznawania różnych religii.

Mimo iż najbliższe mojemu sercu jest wycofanie religii ze szkół, widzę możliwość jej pozostawienia, i to w postaci katechezy dla młodzieży. W takim ujęciu koniec religii w szkole oznaczałby jedynie koniec pewnych aspektów, które obecnie obowiązują.

  1. Po pierwsze religia na ostatniej lekcji i religia na pierwszej lekcji są w porządku. Religia w środku lekcji – do zmiany, nawet jeśli całość klasy uczestniczy w katechezie. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy z jakiegoś powodu dziecko nie zostanie nagle wypisane, a po co prowokować problemy z organizacją uczniowi czasu i braniem odpowiedzialności za jego życie i zdrowie?
  2. Po drugie koszty religii w szkołach przechodzą na Kościół Katolicki. Wierni Kościoła powinni formować swoje szeregi za swoje pieniądze, nie zaś pieniądze publiczne, w tym osób, które nie mają niczego wspólnego z Kościołem, nie czerpią z niego żadnych korzyści, a tym bardziej nie zgadzają się z jego zasadami (uprzedzając: nie twierdzę, że wszystkimi).
  3. I po trzecie religia do średniej ocen nigdy nie powinna się wliczać. Z mojej perspektywy w ogóle oceny z religii są bezsensowne, ale jeżeli dla wiernych Kościoła to ważny element wychowywania młodych katolików, proszę bardzo, niech istnieją. Nawet niech będzie ocena z religii na świadectwie ukończenia szkoły, jeśli wierzący chcą ją mieć. Byle nie miała wpływu na średnią ocen.

***

To tyle, jeśli chodzi o lekcje religii w szkole i poza nią. Mam nadzieję, że odniosłam się do wszystkiego, do czego chciałam. Jeżeli waszym zdaniem powinnam coś uzupełnić, macie pytania lub po prostu chcecie wyrazić swoje zdanie, sekcja komentarzy jest wasza. A tymczasem miłego dnia :)

2 myśli na temat “Religia w kościele vs. religia w szkole – za i przeciw

  1. Kurde, zupelnie niespodziewalm sie tego tematu, ale jak najbardziej potrzebny. Tyle sie gada o tej edukacji, ale nikt nigdy nie wychodzi z czyms konkretnym, zero sensownych argumentów, Twoje takie sa.

    Jako osoba wierzaca mnie tez mierzi religia w szkole – absolutnie uwazam, ze ocena z tego przedmiotu to totalna glupota. Przepraszam, ale np takie dziecko w podstawowce nie dostanie piatki i co ? Jest trojkowym chrzescijaninem? Dodatkowo czesto trafiaja sie naprawde beznadziejni katecheci, ktorzy zwyczajnie zrazaja do wiary.

    Czy religia w szkole jest potrzebna? Pol na pol, fajnie jakby byla po prostu nauka o innych wierzeniach, wzajemnym szacunku i gloszeniem prawd wiary. Nie straszeniem przed joga i kartkówkami z tresci Biblii. W moim mniemaniu to powinny byc luzne zajecia, troche do przegadania spraw jakie nas nurtuja jesli chodzi o Kosciol i wiare. Religia powinna nas umacniac nie dolowac czy odstreczac na samym poczatku. Nie wiem czy dobrze to ujelam. W kazdym razie ostatnia badz pierwsza lekcja – dobry pomysl. Mozliwosc rezygnacji dla osob, ktore nie chca w niej uczestniczyc powinna byc dostepna.

    1. 1. „Przepraszam, ale np takie dziecko w podstawowce nie dostanie piatki i co ? Jest trojkowym chrzescijaninem?”
      2. „Czesto trafiaja sie naprawde beznadziejni katecheci, ktorzy zwyczajnie zrazaja do wiary”
      3. „Fajnie jakby byla po prostu nauka o innych wierzeniach, wzajemnym szacunku”
      – pod tym podpisuję się rękami i nogami!

      „W moim mniemaniu to powinny byc luzne zajecia, troche do przegadania spraw jakie nas nurtuja jesli chodzi o Kosciol i wiare” – w tym widzę ogromny potencjał na fajną i przydatną katechezę chrześcijańską, ale niekoniecznie lekcję religii.

Dodaj komentarz