Rozwód może być przykrym, bolesnym i w całokształcie negatywnym doświadczeniem, nierzadko odciskającym piętno na psychice co najmniej jednej osoby muszącej przez niego przejść. Jednakże niektórzy traktują rozwód jako coś neutralnego, a nawet pozytywnego – bynajmniej nie tylko dla strony, która chciała się rozwieść i rozpoczęła dyskusję o rozstaniu. Wiele kwestii międzyludzkich zależy od konkretnych osób i sytuacji. Znaczenie mają m.in. powód, nastawienie i atmosfera, w jakiej przeprowadzany jest rozwód czy nawet rozstanie osób niebędących małżonkami.
Chociaż w chwili tworzenia niniejszej publikacji nie mam jeszcze ślubu, postanowiłam wziąć na tapet jego przeciwieństwo: rozwód. Przedstawiłam swoje odczucia dotyczące tej specyficznej i najczęściej ostatecznej, wszak potwierdzonej urzędowo formy rozstania dwóch osób. Część zaprezentowanych poglądów mam od dawna, część podejścia do rozwodu i w ogóle rozstania wypracowałam razem z Marcinem. Moim zdaniem bowiem organizacyjne sprawy związkowe – takie jak granice akceptacji zachowań, definicję zdrady (tak, to też!) czy plan postępowania na wypadek problemów w związku – zawsze powinno się ustalić z człowiekiem, z którym się w owym związku jest.
Jeżeli interesuje was moje spojrzenie na rozstanie i rozwód bądź chcecie mieć pożywkę do własnych rozmyślań, zachęcam do lektury. Enjoy!

Co to jest rozwód?
Wbrew pozorom na pytanie, co to jest rozwód, nie sposób udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Zgodnie z definicją Słownika języka polskiego PWN rozwód to: rozwiązanie związku małżeńskiego przez sąd na wniosek jednego lub obojga małżonków. Nie ma tu słowa o zakończeniu relacji – ani romantycznej, ani jakiejkolwiek innej. Definicja nie mieści bólu, cierpienia, poczucia samotności ani złamanego serca. Nie mieści również ulgi bądź radości, które można czuć po uzyskaniu prawnego potwierdzenia zakończenia toksycznego związku małżeńskiego, pełnego przemocy i nadużyć.
Ale to nie wszystko. Zgodnie z definicją PWN rozwód oznacza rozwiązanie związku małżeńskiego, co nie ma racji bytu w ujęciu zasad Kościoła katolickiego. Ponieważ twórcy hasła słownikowego nie precyzują, że chodzi o prawne rozwiązanie związku małżeńskiego, ich definicja nie jest zgodna z prawdą. Zresztą nawet gdyby zbliżyć treść do definicji z Wielkiego słownika języka polskiego, uwypuklającej rolę sądu i brzmiącej: rozwiązanie przez sąd związku małżeńskiego na wniosek co najmniej jednego z małżonków, nadal nie pokrywałaby się z rzeczywistością. Sąd nie może rozwiązać związku małżeńskiego wziętego w obliczu Boga – kto raz wszedł w małżeństwo, pozostaje w nim do śmierci jednego z małżonków.
Nie trzeba tłumaczyć ani przekonywać, iż relacje i układy międzyludzkie są skomplikowane. Rozwód nie musi oznaczać zakończenia miłości – uczucie może trwać długie lata. A może nigdy go nie było, bo ślub wzięto z powodu innego niż miłość. Ba! rozwód nie musi nawet oznaczać rozstania partnerów. To tylko pismo, które pewne rzeczy zmienia, np. poprzez przywrócenie ich do stanu sprzed małżeństwa.
Gdybym zatem to ja miała stworzyć definicję, brzmiałaby mniej więcej tak: możliwe tylko z punktu widzenia prawnego* oraz wpływające wyłącznie na kwestie prawne** rozwiązanie związku małżeńskiego przez sąd na wniosek co najmniej jednego z małżonków.
* a nie np. uczuciowego, emocjonalnego, duchowego, religijnego czy nawet zależnościowego
** a nie np. uczucia i dalszą relację byłych małżonków

Rozwieść się w ujęciu cywilnym (prawnym)
Rozwieść się w ujęciu prawnym oznacza zakończyć związek małżeński zawarty cywilnie.* Nic więcej, nic mniej. Rozwód to utrata prawnych przywilejów i zobowiązań małżeńskich. Jeśli chodzi o samą relację – romantyczną, towarzyską lub inną – prawo w nią nie ingeruje (względnie, wszak na rozprawie trzeba powiedzieć, że relacje uległy rozpadowi, inaczej można otrzymać odmowę sędziego). W praktyce można dalej się kochać, ale nie widywać. Spotykać, ale bez uczucia miłości. Widywać jedynie w celach formalnych, biznesowych, innych niezwiązanych z prywatną relacją. Albo spotykać na seks, bo ta aktywność – w przeciwieństwie do reszty aspektów związku małżeńskiego – była udana. Ba! można się nawet ponownie zakochać w byłym małżonku i wziąć ślub jeszcze raz.
Oczywiście najczęściej rozwód wiąże się z rozpadem związku małżeńskiego w ujęciu nie tylko prawnym, ale także relacyjnym. Rozwód nie kończy miłości ani chęci bycia razem – te najprawdopodobniej poprzedziły decyzję o rozwodzie – natomiast przypieczętowuje rozejście się w przeciwne strony. Jeżeli nie ma dzieci ani innych wspólnych spraw, można nigdy więcej nie nawiązać ze sobą kontaktu. Jeśli są, wystarczy zachować podstawy kultury, współpracy i skutecznej komunikacji.
* Osoby po ślubie kościelnym biorą rozwód cywilny jedynie wtedy, gdy miały zarówno ślub kościelny, jak i ślub cywilny. Mogły też mieć ślub konkordatowy – dostępny w Polsce od 1998 roku – sankcjonujący związek małżeński jednocześnie religijnie i prawnie. Ciekawostkę stanowi fakt, iż osoby, które zdecydowałyby się tylko na ślub kościelny, prawnie nie byłyby w związku małżeńskim, co oznaczałoby, iż nie mogłyby wziąć rozwodu, podobnie jak nie przysługiwałyby im żadne przywileje prawne dla małżeństw (kredyty, ulgi, wspólne rozliczanie podatków etc.).
Jeśli interesuje was omówienie zagadnienia ślubu cywilnego dla par jednopłciowych, znajdziecie je tutaj: Legalizacja związków partnerskich: czy jestem za tym, żeby związki jednopłciowe mogły tworzyć oficjalne związki partnerskie?

Dlaczego rozwód kościelny nie istnieje?
Osoby po ślubie kościelnym nie mogą wziąć rozwodu rozumianego jako zakończenie związku małżeńskiego. Mogą usankcjonować rozpad związku małżeńskiego prawnie, czyli uzyskać orzeczenie o zerwaniu powiązań prawnych charakterystycznych dla małżeństwa cywilnego, o ile oczywiście poza kościelnym miały ślub cywilny. Jednakże w kontekście wyznawanej wiary do końca życia – swojego bądź małżonka – będą pozostawały w związku małżeńskim. Nawet jeśli wezmą ślub cywilny z innym partnerem, w ujęciu Kościoła katolickiego nadal będą żoną/mężem poprzedniego partnera. Dodatkowo życie w nowym związku pozbawi ich możliwości przyjmowania komunii.
Dzieje się tak z uwagi na fakt, że ślub kościelny jest jednym z sakramentów, te zaś zawsze włączają i umacniają, a nie wyłączają. Innymi słowy: budują więzi nierozerwalne. Chrzest włącza do Kościoła katolickiego, komunia i bierzmowanie umacniają w wierze i religijności, ślub włącza do związku z drugą osobą. Wszystkie sakramenty daje Bóg, chociaż rękami i ustami swojego przedstawiciela na ziemi: księdza. Nie ma możliwości, by na żądanie członka Kościoła katolickiego cofnąć któryś z sakramentów. W tym wypadku nie pomaga nawet apostazja, jako iż w świetle prawa kanonicznego akt ów nie unieważnia sakramentów. Apostazja stanowi ekskomunikę na własne życzenie, w związku z czym pozbawia daną osobę praw i przywilejów katolickich, ale nie cofa wydarzeń, które już miały miejsce.
Na koniec – celem uporządkowania informacji – dodam, iż rozwód katolicki nie istnieje bez absolutnie żadnych wyjątków. Nie można go dostać, kropka. Niektórzy za rozwód kościelny biorą unieważnienie małżeństwa, ale to błąd. Stwierdzenie unieważnienia małżeństwa oznacza dosłownie to, że małżeństwo nigdy nie miało miejsca. Ślub nie został zawarty, toteż nie ma czego zakończyć, anulować, rozwiązać. Pozorni małżonkowie nigdy nie byli małżonkami w oczach Boga, więc bez problemu mogą wziąć ślub kościelny z kimś innym. Albo ze sobą, chociaż to kuriozalny scenariusz.
Gorąco polecam artykuł: Ślub kościelny ateistów – moje spojrzenie

Czy warto się rozwieść?
Skoro już ustaliliśmy, jaki rozwód da się wziąć, jakiego zaś nie, możemy przejść do odpowiedzi na pytanie, czy warto się rozwieść. Omówienie tego zagadnienia mogłoby mi zająć resztę życia, wszak powodów rozwodu – dobrych i złych – jest nieskończenie wiele. W efekcie zdecydowałam się podzielić ów punkt nie na poszczególne powody – np. zdradę, rozpad miłości, oszustwo – tylko na perspektywy małżonków. Te są na szczęście tylko cztery: jedna osoba nie chce się rozwieść, druga chce (pierwsza perspektywa należy do chcącej rozwodu, druga do niechcącej rozwodu), obie osoby chcą się rozwieść bądź… żadna osoba nie chce się rozwieść. Wbrew pozorom ostatnia opcja wcale nie ma oczywistego rozwiązania.
1 – Chcę rozwodu, a mąż/żona nie
Na początek warto wcielić się w osobę, która chce rozwodu, lecz napotyka opór z drugiej strony. Trzeba jednak zauważyć, że osoba taka może chcieć zakończyć związek małżeński z winy zarówno swojej (np. zdradziła partnera i nie umie z nim przez to dłużej być bądź po prostu uczucie z jej strony wygasło i nie chce się męczyć), jak i partnera (np. to on zdradził lub złamał inne ważne ustalenia pary).
W moim przekonaniu nie warto się rozwieść, jeśli:
- jedna osoba przestała kochać drugą, lecz druga kocha pierwszą – mimo iż nie opowiadam się za pozostaniem w związku, w którym nie chce się być, uważam, że zawarcie małżeństwa moralnie zobowiązuje małżonków do walki o relację w sytuacji, w której co najmniej jedna osoba chce pozostać w małżeństwie. Dopiero kiedy szczere próby naprawy związku romantycznego nie przyniosą rezultatu, można się rozejść. To jest przykład ustalenia, które zrobiliśmy z Marcinem względem naszego związku. Stanowi wyraz szacunku wobec drugiej osoby, którą się kochało,
- osoba chcąca rozwodu coś przeskrobała i dlatego chce zakończyć związek małżeński – nasza wina nie uprawnia nas do podejmowania decyzji za małżonka, na dodatek pod płaszczykiem argumentu: tak będzie lepiej dla ciebie. Małżonek jest osobą dorosłą i potrafi sam zdecydować, czy przewinienie partnera jest dla niego powodem do rozstania się i wzięcia rozwodu.
Równocześnie w mojej ocenie nie warto pozostawać w małżeństwie i próbować naprawiać relacji, jeśli dochodzi do przemocy – psychicznej, fizycznej, seksualnej lub innej – albo powód chęci rozwodu związany jest z wydarzeniem, którego osoba chcąca rozwodu absolutnie nie może zaakceptować. Dla przykładu: jeżeli jedno z małżonków podstępem doprowadzi do zajścia w ciążę, chociaż na początku związku ustalili, że nie będą mieć dzieci, nie widzę powodu do podejmowania próby naprawy relacji.

A zatem warto się rozwieść, kiedy:
- osoba chcąca rozwodu i partner niechcący rozwodu uczciwie starali się o przywrócenie relacji na dobre tory, ale nie wyszło – przykładami starań mogą być pójście na wspólną terapię, poświęcanie sobie większej ilości czasu, powrót do rzeczy, które robiło się razem na początku związku, a już na pewno zaprzestanie komunikowania się z osobą trzecią, jeśli powodem rozstania jest uczucie do niej,
- jest to toksyczny związek małżeński, w którym dochodzi do przekraczania granic i nadużyć psychicznych, fizycznych, innych – ofiara toksycznego małżonka nie jest winna toksycznemu partnerowi ani sekundy starań o związek,
- wydarzenie, które spowodowało chęć rozwodu, jest nie do przejścia dla jednej z osób – nie potrafię sobie wyobrazić możliwości podjęcia walki o związek małżeński w sytuacji, w której małżonek zrobił coś absolutnie nieakceptowalnego dla osoby chcącej rozwodu. Podejrzewam, że dla wielu osób taką rzeczą jest zdrada, zwłaszcza długotrwały romans.
2 – Nie chcę rozwodu, a mąż/żona tak
Wcielenie się w osobę, która nie chce rozwodu w sytuacji, w której małżonek o to zabiega, jest dla mnie łatwiejsze emocjonalnie. Przez całe życie zdecydowanie wolałam być w sytuacji, w której to ktoś mnie nie chciał lub zrywał ze mną. Nauczyłam się mieć złamane serce i przekuwać przykre emocje w opowiadania lub inne teksty. Natomiast chęć rozstania z osobą, która nie wyrządziła mi żadnej krzywdy i nadal chce ze mną być, jest dla mnie psychiczną katorgą.
To jednak tak na marginesie. Wróćmy do hipotetycznej osoby, która nie chce rozwodu, podczas gdy żona lub mąż chcą. W tym wypadku nie warto się rozwieść, jeśli:
- obie osoby są gotowe do walki o związek – niestety w sytuacji niechęci do pozostania w związku małżeńskim przez drugą osobę niewiele można zrobić. Jeżeli odmówi podjęcia próby naprawy, moim zdaniem nie należy trzymać jej w związku na siłę. Uparte odmawianie podpisania dokumentów rozwodowych jest w moich oczach absolutnie niedopuszczalne moralnie,
- osoba chcąca rozwodu coś przeskrobała i dlatego chce się rozstać – czyli dokładnie to samo co w poprzednim punkcie, tylko tutaj ponownie trudno wpłynąć na partnera i przekonać go, że skoro wina leży po jego stronie, decyzja o rozstaniu się powinna leżeć po naszej. Nie wiem, jak można jednocześnie zrobić coś złego i zażądać rozwodu. Przecież to jest podwójne skrzywdzenie osoby, którą się rzekomo kocha, ceni, szanuje etc.

Wśród powodów, dla których warto zakończyć związek małżeński, widzę:
- niemożność nakłonienia partnera do próby ratowania związku małżeńskiego po kryzysie – jeśli małżonek kategorycznie żąda rozwodu, mimo iż minął jakiś czas od potencjalnego złego wydarzenia, więc silne emocje opadły, nie należy trzymać go w związku na siłę. Tym bardziej szczytem bezczelności wydaje mi się zmuszanie partnera do naprawienia małżeństwa, kiedy to my go zdradziliśmy lub wyrządziliśmy mu inną krzywdę,
- niechęć partnera do pozostania w związku małżeńskim mimo braku kryzysu – nawet jeśli nie nastąpiło żadne krytyczne wydarzenie, a małżonkowi po prostu znudziło się bycie w relacji, nie powinno się zmuszać go do małżeństwa. Nie ma znaczenia, czy ślubowało się sobie na dobre i na złe. Jeżeli partner obiecywał podjęcie próby naprawy związku w przypadku wypalenia uczuć, a po latach zmienił zdanie i ma gdzieś dawne przyrzeczenie, moralnie nie wolno odmawiać mu rozwodu. Ostatecznie jest wolnym człowiekiem i może robić, co chce – nawet złamać wszystkie dane drzewiej obietnice wraz z sercem osoby, którą kiedyś kochał,
- brak pozytywnego rezultatu mimo starań obu osób – partner chciał rozwodu, ale zgodził się na podjęcie próby uratowania małżeństwa. To jednak niczego nie zmieniło i nadal nie chce być w relacji. Moim zdaniem to ważne, by uszanować jego wolę i pozwolić mu pójść w swoją stronę,
- mowa o toksycznym związku małżeńskim – problem jest taki, iż jeśli to ofiara toksycznego małżonka nie chce rozwodu, toksyczny partner zaś chce, trudno będzie ją przekonać, że rozstanie stanowi najlepsze rozwiązanie dla jej życia i zdrowia.
3 – Oboje chcemy zakończyć związek małżeński
Opracowując z Marcinem protokół zachowania na wypadek kryzysu w związku, ustaliliśmy, że będziemy ratować relację – a w przyszłości małżeństwo – gdyby tylko jedno z nas nie chciało jej kontynuować. (Naturalnie w zależności od powodu. Jeśli jedno z nas wywinie coś nieakceptowalnego, nie powinno przymuszać drugiego do próby naprawy. Jeżeli zaś powodem będzie po prostu wygaśnięcie uczucia, mamy dołożyć wszelkich starań, by naprawić ową usterkę). Jednocześnie zgodnie uznaliśmy, iż w przypadku obustronnej chęci rozstania czy też wzięcia rozwodu nie będziemy na siłę wskrzeszać trupa.
W moim odczuciu samo wygaśnięcie miłości ani nawet znudzenie się sobą nawzajem nie stanowią powodów, by brać rozwód. Wyobrażam sobie dalsze udane życie dwóch osób, które pozostają w związku małżeńskim od kilkudziesięciu lat, świetnie się dogadują i przyjaźnią, poza tym jest im wygodnie. Nie widzę tutaj żadnych podstaw do rozwodu. Natomiast jeśli dla obojga małżonków brak miłości jest dotkliwy, lecz nijak nie mogą bądź nie chcą przywrócić dawnej iskry, warto, by się rozwiedli i poszukali osoby, przy której znajdą szczęście i spełnienie. W końcu życie jest tylko jedno.
Również każdy inny powód, dla którego oboje partnerzy chcą się rozwieść, jest dobry. Może być błahy, może należeć do tych wielkiego kalibru. O ile faktycznie chęć rozwodu z obu stron jest uczciwa, moim zdaniem stanowi idealną podstawę do wzięcia rozwodu. W końcu właśnie po to wymyślono ideę rozwodu – aby dwie osoby, które nie chcą być dłużej razem, nie były.

4 – Żadne z małżonków nie chce rozwodu
W pierwotnej wersji artykułu – kiedy dopiero rozpisywałam punkty warte poruszenia – opcja żadne z małżonków nie chce rozwodu została przeze mnie pominięta. Uznałam, że skoro małżonkowie nie chcą się rozstać, nie ma tematu. Chęć pozostania w związku małżeńskim widziałam jako wystarczający, a do tego pozytywny powód kontynuowania małżeństwa.
Dopiero po rozpoczęciu pisania zdałam sobie sprawę, że jednak myślę inaczej. Nawet jeśli małżonkowie nie chcą się rozwieść, nie uważam, by pozostanie przez nich w związku małżeńskim – ani w ogóle w jakimkolwiek bliskim związku – było dobre. Dla przykładu: jeśli relacja jest patologiczna, toksyczna, ofiara może być tak uwikłana psychicznie, emocjonalnie lub w inny sposób, że nie zdaje sobie sprawy, iż jest krzywdzona. Być może sądzi, że takie traktowanie jej się należy albo partner okazuje w ten sposób miłość.
Innym powodem, dla którego warto się rozwieść, jest bycie w małżeństwie wyłącznie dla pewnych korzyści – różnego rodzaju – o czym jednak partner nie ma pojęcia. Dla przykładu: jeśli jeden małżonek jest z drugim tylko dla pieniędzy, ale nie wspomina o tym fakcie bądź bezczelnie kłamie, taka relacja jest warta rozwodu.
Zakończyć związek małżeński warto nie tylko w sytuacji, w której partner kłamie na temat swoich intencji, ale także w takiej, w której za plecami małżonka robi rzeczy sprzeczne ze związkowymi ustaleniami. Jako pierwsze do głowy przychodzą mi notoryczne zdrady, ale może chodzić także o łamanie innych ustaleń.
Problem związany ze wszystkimi wymienionymi przypadkami jest taki, iż co najmniej jedno z małżonków nie ma pojęcia, co robi, myśli bądź czuje drugie. Ofierze przemocowego partnera prawdopodobnie będzie trzeba pomóc wyjść z małżeństwa, niejako wyciągnąć ją na siłę. Z kolei osobę nieświadomą przewinień małżonka będzie trzeba uświadomić i zapewne przedstawić dowody. W obu sytuacjach wyobrażam sobie silny sprzeciw, odrzucenie prawdy i zignorowanie pomocnej dłoni. Czy jednak z uwagi na napotkany opór powinno się zostawić krzywdzoną lub oszukiwaną bliską osobę w potrzebie, na pastwę karygodnie zachowującego się małżonka? Raczej nie. Warto przynajmniej spróbować pomóc.

5 – Nie chcę rozwodu ze względu na dziecko, małżonek nie chce rozwodu przez dzieci lub żadne z nas nie chce się rozstać z uwagi na potomstwo
Na marginesie sytuacji, w których warto się rozwieść, dodam, iż jeśli jedynym powodem chęci pozostania w małżeństwie jest dobro dziecka, jak najbardziej powinno się rozejść. Piszę to jako dziecko rodziców, którzy rozstali się, kiedy miałam dziewięć lat. Zrobili to w neutralnej – z mojego ówczesnego punktu widzenia nawet pozytywnej – atmosferze, wobec czego nigdy nie czułam żalu, smutku, gniewu etc.
Moim zdaniem wychowywanie dziecka przez małżonków, którzy są jedynie obojętnymi wobec siebie współlokatorami, jest potencjalnie szkodliwsze niż sprawowanie opieki przez rozwodników. Jeszcze gorzej to wygląda, gdy partnerzy są do siebie nastawieni negatywnie: odnoszą się do siebie chłodno lub dogryzają sobie, stosują bierną i czynną agresję. Jakie wzorce przekazuje młodemu człowiekowi pozostawanie z kimś, kogo się nie chce? Czego uczy go na przyszłość? Tego samego – konieczności tkwienia w niechcianej relacji. Czy faktycznie tego dla dziecka chcą rodzice?
Oczywiście dostrzegam różnicę między chęcią rozwodu ze strony jednego lub obojga rodziców a chęcią zakończenia małżeństwa bezdzietnego. Ta pierwsza sytuacja jest bardziej skomplikowana i wymaga delikatniejszego podejścia. Uważam zatem, iż – pomijając sytuacje skrajne i patologiczne – w przypadku posiadania dzieci warto powalczyć o relację bardziej. Nawet jeśli nie widzi się szans na powodzenie, dobrze przynajmniej podjąć próbę. A nuż się uda. Do stracenia jest niewiele – co najwyżej trochę czasu i nerwów – do zyskania zaś utrzymanie stabilnej sytuacji życiowej dziecka.
W związku z powyższym bezdzietnej parze, w której jedna osoba bardzo nie chce pozostać w małżeństwie, poleciłabym rozwód. Parze, w której oboje nie chcą ze sobą być – z dowolnego powodu – także zaproponowałabym takie rozwiązanie. Natomiast małżeństwu z dzieckiem, głównie małym, doradziłabym podjęcie próby naprawienia związku. Rozwód jest dobrą opcją dopiero w przypadku nieudanej próby wspólnej terapii.
I na koniec: nie neguję, iż dzieci mogą mieć trudny czas, silnie przeżywać rozwód, a nawet mieć problemy relacyjne w przyszłości. Natomiast nie uważam, by poświęcenie siebie i swojego szczęścia dla dziecka – ani kogokolwiek innego – było zasadne. Życie ma się jedno i jeśli przeżyje się je nieszczęśliwie, nie będzie kolejnych szans. To sprawia, że w sytuacjach, w których rodzice kategorycznie nie chcą ze sobą być, najlepszą decyzją jest dołożenie wszelkich starań, by zapewnić dziecku możliwie najłagodniejsze przejście przez rozwód, nie zaś zrezygnowanie z rozwodu w ogóle lub np. czekanie, aż dziecko będzie miało ileś tam lat. Liczy się bowiem nie tylko fakt posiadania rodziny, ale także jej jakość.

Rozwód – konsekwencje
Zakładam, iż w bardzo niewielkiej, marginalnej wręcz liczbie przypadków rozwód nie wpływa na małżonków w absolutnie żaden sposób: ani psychiczny, ani emocjonalny, ani nawet formalny. Najczęściej rozwód wiąże się z różnorodnymi konsekwencjami, które w niniejszym punkcie zdecydowałam się podzielić na prawne oraz pozytywne i negatywne.
Prawne konsekwencje rozwodu
Podstawowe konsekwencje rozwodu, rozpatrywane w ujęciu prawnym, to ogólnie rozumiane wygaśnięcie praw, przywilejów i obowiązków małżeńskich oraz stosunków prawnych między byłymi już małżonkami. Na prawne konsekwencje rozwodu składają się m.in.:
- wygaśnięcie wspólnoty majątkowej, jeśli istniała,
- podział dotychczasowej wspólnoty majątkowej, jeśli istniała,
- podział opieki rodzicielskiej, jeśli w małżeństwie są wspólne dzieci,
- podział kosztów opieki rodzicielskiej i możliwość zasądzenia alimentów jednemu z rodziców,
- orzeczenie o sposobach korzystania ze wspólnego mieszkania byłych już małżonków,
- utrata prawa do dziedziczenia po byłym już małżonku (chyba że testament instruuje inaczej),
- utrata prawa do zachowku po śmierci byłego już małżonka,
- utrata możliwości wspólnego rozliczania podatku,
- utrata możliwości korzystania z ulg, kredytów i programów dla małżeństw,
- wygaśnięcie domniemania ojcostwa byłego małżonka w przypadku nowej ciąży (ale dopiero po 300 dniach od uzyskania rozwodu),
- wygaśnięcie obowiązku pomocy byłemu już małżonkowi: w chorobie, materialnej, innej,
- możliwość powrotu do pierwotnego nazwiska, jeśli przyjęło się nazwisko małżonka,
- możliwość uzyskania alimentów od byłego już małżonka, jeśli zostają spełnione dwa kryteria,
- konieczność wymiany dokumentów w przypadku powrotu do pierwotnego nazwiska i/lub zmiany adresu zameldowania i zamieszkania,
- konieczność zmiany danych osobowych w różnych urzędach i serwisach internetowych, chociażby adresu zamieszkania,
- prawo do zawarcia nowego związku małżeńskiego (wzięcie kolejnego ślubu cywilnego).

Pozytywne konsekwencje rozwodu
Z uwagi na społeczny i osobisty odbiór rozpadu związku małżeńskiego określenie pozytywne konsekwencje rozwodu trochę kłuje mnie w oczy, mimo tego obstaję przy nim. Rozstanie się małżonków może być decyzją wartą podjęcia, a co za tym idzie czymś dobrym w zaistniałych warunkach. Zresztą nawet osobie, która nie chce rozwodu i przez długi czas po nim cierpi, ostatecznie może dać coś dobrego.
- Rozwód może pozwolić uwolnić się z toksycznego związku małżeńskiego.
- Rozwód może pozwolić wyjść z niechcianej relacji, będącej źródłem przykrości.
- Rozwód pozwala wycofać się ze związku małżeńskiego, który był błędem.
- Rozwód pozwala na rozstanie z człowiekiem, który okazał się złym wyborem.
- Dzięki rozstaniu małżonkowie mogą znaleźć nowych partnerów, lepiej dopasowanych, i być szczęśliwsi.
- Zakończenie związku małżeńskiego może pozwolić realizować plany i marzenia, którym partner stał na drodze.
- Zakończenie małżeństwa może m.in. stać się początkiem samodoskonalenia i samorealizacji.
- Rozstanie się z małżonkiem z powodu nieudanej relacji daje dobry przykład dzieciom.
- Rozwód może być postawieniem granic i zawalczenie o siebie, gdy granice są ciągle naruszane.
- I wreszcie rozwód może być symbolicznym początkiem nowego etapu i iskrą wielkiej zmiany życia.
Ostatecznie rozwód może dać szczęście, zadowolenie, satysfakcję, ulgę, poczucie wolności i swobody. Zakończenie związku małżeńskiego jest w stanie przywrócić nadzieję, wiarę w siebie, poczucie własnej wartości. Może skłonić do działania na rzecz siebie lub dać moralne przyzwolenie do szukania nowej miłości. Jeśli małżeństwo jest złe i nie da się go naprawić lub nawet nie warto próbować, rozwód jest najlepszym wyborem. Pozytywne skutki odczują oboje, choć zapewne jedna strona (ta, która nie chciała pozostać w małżeństwie) szybciej niż druga (ta, która nie chciała rozwodu bądź została skrzywdzona).

Negatywne konsekwencje rozwodu
O ile do stworzenia listy prawnych konsekwencji rozwodu musiałam przejrzeć artykuły na stronach kancelarii, a pod koniec sporządzania listy pozytywnych rezultatów rzuciłam okiem na inne publikacje, żeby się upewnić, iż nie pominęłam niczego istotnego, spisanie negatywnych konsekwencji rozwodu nie sprawiło mi najmniejszego problemu. Przykłady znalazłam łatwiej i szybciej niż w przypadku pozytywnych, ponadto uznałam je za istotniejsze, dlatego ostateczny spis jest dłuższy. Zapewne wynika to z faktu, iż z negatywnymi konsekwencjami rozwodu utożsamiam się bardziej, są mi bliższe. Empatyzuję z fikcyjną osobą, w którą wcieliłam się na czas szukania przykrych efektów rozwodu.
- Rozwód może prowadzić do poczucia porażki. Może być zrujnowaniem planów i marzeń.
- Rozstanie po wieloletnim związku może być utratą najważniejszej osoby w życiu, najbliższego przyjaciela.
- Możliwe jest także poczucie zmarnowanego czasu, który mogło się wykorzystać na budowanie relacji z innym człowiekiem, lepiej dobranym.
- Niespodziewany rozwód może być utratą gruntu pod nogami, zwłaszcza gdy nie zauważyło się oznak chęci rozwodu ze strony małżonka bądź nie wierzyło się, że pogorszenie relacji może skutkować pozwem o rozwód.
- Dla niektórych rozwieść się to utracić wsparcie emocjonalne, psychiczne, zdrowotne, finansowe lub inne.
- Rozpad związku małżeńskiego może prowadzić do problemów emocjonalnych i psychicznych, a nawet zaburzeń i chorób psychicznych, depresji, prób samobójczych.
- Konsekwencją rozwodu może też być utrata bliskości, intymności, życia seksualnego.
- Niezależnie od tego, kto wyszedł z inicjatywą, rozwód może wiązać się z osłabieniem poczucia własnej wartości, pewności siebie, wiary w siebie czy nawet nadziei na szczęśliwą przyszłość.
- Zakończenie związku małżeńskiego może powodować ból nie tylko straty, ale także odrzucenia.
- Podobnie rozwód może być pożywką dla kompleksów, zwłaszcza gdy jeden partner wymienił drugiego na nowszy model: młodszy, ładniejszy, bogatszy etc.
- Rozwód może spowodować utratę zaufania do ludzi i problemy w przyszłych związkach ze względu na przenoszenie cech i zachowań poprzedniego partnera na nowego.
- U części osób rozwód prowadzi do nieumiejętności znalezienia sobie miejsca, zadbania o siebie.
- Nierzadko konsekwencjami rozwodu są utrata domu, konieczność zmiany miejsca zamieszkania, zmniejszenie kontaktów z dzieckiem, utrata znajomych.
- Rozwód to niejako przymus zaczęcia lub przynajmniej poukładania życia od nowa.
- Negatywną konsekwencją zarówno rozwodu, jak i braku podjęcia próby naprawienia związku może być nieodwracalność skutku. Jeżeli partner wnoszący o rozwód po jego otrzymaniu rozmyśli się, jego zraniony były już małżonek może nie chcieć dać mu nowej szansy.
Prawdopodobnie negatywne konsekwencje rozwodu są bardziej odczuwalne dla małżonka porzuconego bądź takiego, który czuł się zmuszony do złożenia pozwu rozwodowego ze względu na coś, co zrobił partner. Zakładam jednak, iż tylko w marginalnych przypadkach negatywne skutki rozwodu całkowicie ominą tego drugiego partnera.

Czy warto się rozwieść? – moje spojrzenie
Nie wiem, czy z niniejszej publikacji wybrzmiało moje dualistyczne podejście do rozwodu. Jeśli nie, postaram się to naprawić. Po pierwsze podkreślam, iż nie uważam, aby rozwód był czymś dobrym lub pozytywnym. Może być dobry w konkretnej sytuacji – czyli stanowić najlepszą opcję z dostępnych w danej chwili – niemniej ogólnie widzę w nim coś negatywnego: przykrą konieczność zakończenia związku, który z założenia miał być dożywotni.
Ponieważ życie jest przewrotne i nieprzewidywalne, a ludzie się zmieniają, uważam, że w państwie zawsze powinna istnieć możliwość prawnego zakończenia związku, taka jak rozwód. Procedura powinna być dostępna łatwo i trwać krótko, czyli tak samo jak ślub. Zarówno wejście w związek małżeński, jak i jego zakończenie stanowią decyzje dwóch dorosłych osób, których nie należy państwowo uszczęśliwiać na siłę. Nie wiem za to, czy rozwód powinien być łatwy i szybki tylko w przypadku chęci lub przynajmniej zgody obu osób albo winy jednej z nich, czy niezależnie od powodu. Póki co wydaje mi się – ale zaznaczam, iż nie mam tego dobrze przemyślanego – że rozwód powinien być równy wobec wszystkich przypadków. Innymi słowy: nawet jeśli jeden małżonek bardzo chce pozostać w małżeństwie i niczego nie przeskrobał, drugiemu zaś się znudziło i żąda rozwodu, sąd powinien przychylić się do woli drugiego. W moim odczuciu przymus bycia z kimś jest gorszy od niemożności bycia z kimś.
Nie obchodzi mnie, z jakich powodów ani jak często ludzie biorą rozwody. Nawet gdyby zrobiła się moda na rozwodzenie się co miesiąc, opowiadałabym się za utrzymaniem łatwości i szybkości otrzymywania pozytywnych orzeczeń. Za bardzo zależy mi na autonomii i możliwości decydowania o sobie, bym była skłonna do ograniczenia praw rozwodowych. Jednocześnie dla siebie planuję przyszłość bez rozwodu. Marzę o małżeństwie na całe życie z osobą, którą kocham i która jest moim przyjacielem. Mam ogromne szczęście, że już ją znalazłam. Gdybyśmy kiedykolwiek musieli wziąć rozwód, byłaby to moja ogromna porażka. Nie doświadczenie, nie etap, nie błąd. Porażka.
Polecam lekturę: Czy przeciwieństwa się przyciągają? Jak stworzyć dobry związek partnerski?

Tutaj może pojawić się pytanie, po co mi opcja rozwodu, skoro marzę i planuję, by mieć dożywotnie małżeństwo, prawdopodobnie jak większość ludzi. Czy nie byłoby korzystniej dla mnie i dla osób myślących podobnie, gdyby rozwody zostały zniesione? Bezdyskusyjnie nie. Nie wiem, co przyniesie życie. Obecnie – zresztą od początku związku – mam stuprocentowe, niezachwiane zaufanie do Marcina i wierzę w jego słowa. Z takim nastawieniem weszłam w relację i z takim samym wezmę ślub. Natomiast nie mam pojęcia, czy za dziesięć lub dwadzieścia lat Marcinowi coś nie odwali. Mam nadzieję, że tak nie będzie, ale nie mam wiedzy. Nikt nie wie, co się wydarzy. Podobnie wiem, co myślę i czuję teraz, ale mogę wiedzieć, czy za piętnaście lat nie doświadczę czegoś formatywnego, co kompletnie zmieni moją osobowość. Nie zakładam tego. Nie chcę tego. Muszę jednak dopuszczać, że tak może być, bo to po prostu racjonalne.
W związku z powyższym propozycje polityczne czy aktywistyczne, by uczynić ślub cywilny procedurą o skutkach nieodwracalnych, uważam za niedorzeczne. Ponadto nie widzę problemu w istnieniu procedury rozwodowej ani jej powszechnej dostępności, tylko w ewentualnej kulturowej zmianie podejścia do relacji: nietraktowaniu ich tak poważnie, jak kiedyś. (Przy czym stawiam nacisk na ewentualnej, bo póki co nie mam zadania na ten temat. Słyszę z mediów, że współcześnie relacje romantyczne są mniej stabilne, ponieważ ludzie wolą eksplorować nowe opcje, niż poświęcać się budowaniu związku, ale nie zastanawiałam się nad tym). Rozwody mogą być efektem, nie zaś przyczyną owej zmiany. Zakazanie ich nie zmieniłoby niczego bądź zmieniłoby niewiele. Ludzie utrzymywaliby niechciane małżeństwa na papierze, w praktyce zaś żyliby z kimś innym, ewentualnie zdradzaliby się. Nawet gdyby zostawali przy sobie, nie byliby zadowoleni z życia romantycznego. Ja na pewno bym nie była. Milion razy bardziej wolałabym, żeby mąż się ze mną rozwiódł, niż pozostał w małżeństwie, a jednocześnie zdradzał mnie – fizycznie lub kochał inną osobę – albo każdego dnia żałował, że wziął ze mną ślub i utknął w czymś, co czyni go nieszczęśliwym.
***
Jeśli aktualnie poszukujecie miłości, przeczytajcie: Czy można znaleźć miłość w internecie? Czy na Tinderze można znaleźć miłość?

Decyzja o rozwodzie to jedno z najtrudniejszych życiowych wyzwań. Nie ma uniwersalnej odpowiedzi, czy warto się rozwieść — wszystko zależy od indywidualnej sytuacji, emocji i wartości.
Ważne jest, aby nie podejmować decyzji pod wpływem chwilowych emocji. Zamiast tego warto zastanowić się, czy problemy w małżeństwie są przejściowe i możliwe do rozwiązania, czy też są głębokie i trwałe. W sytuacjach, gdzie występuje przemoc fizyczna lub psychiczna, rozwód może być koniecznością dla ochrony siebie i ewentualnych dzieci .
Z drugiej strony, jeśli istnieje szansa na odbudowanie relacji poprzez terapię czy mediacje, warto ją rozważyć. Rozwód to nie tylko koniec związku, ale także początek nowego etapu życia, który może przynieść zarówno wyzwania, jak i nowe możliwości.
Najważniejsze to podjąć decyzję świadomie, z uwzględnieniem własnych potrzeb i dobrostanu.
Zgadzam się. To bardzo wyważona wypowiedź, uwzględniająca różne punkty widzenia i nieprzesądzająca o niczym bez znajomości konkretnego przypadku. Co do jej stylu, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tekst został w całości wygenerowany przez AI. Jeżeli nie został, posiadasz umiejętność pisania dokładnie jak ChatGPT.
Ha to by bylo cos, ale akurat masz nosa bo (przyznaje sie bez bicia) skopiowalam sobie odpowiedz zeby mi poprawil polskie znaki – nie mam ich na klawiaturze i troche mnie boli pisanie jak ulomniusz. No i chaotycznie ukladam mysli to mu kazalam posegregowac.
Wiec przekleilam to co mi dal sorry not sorry xD
Ale jak tak patrze teraz to serio wyglada to jak tekst androida…
Spoko :) Narzędzia istnieją po to, żeby z nich korzystać. Dla mnie AI jest jak każde inne narzędzie, sama przecież generuję obrazki do wpisów, żeby miło się patrzyło.