10 internetów, które odmieniły moje życie #2

Od czasu, gdy pierwszy raz otworzyłam przeglądarkę internetową – i odczekałam, aż komputer połączy się z internetem – moje życie nabrało zupełnie nowego kształtu. Strony internetowe, które odwiedzałam regularnie, stały się dla mnie nie tylko źródłem wiedzy (ekhm, uczciwiej byłoby napisać, że źródłem wiedzy były mało kiedy), ale także inspiracją do rozwijania się w różnych dziedzinach. Dzięki nim znalazłam krótsze i dłuższe zajawki, zdobyłam przyjaciół czasem na lata, czegoś tam się nauczyłam.

Dziś zachęcam was do przeczytania moich wspomnień i niejako doświadczania tego samego co ja. Enjoy!

fotka

3. Fotka

Druga część internetowych wspominek obejmuje lata gimnazjum i wczesnego liceum, a zaczyna się od portalu Fotka. Założyłam na nim konto, bo robili to wszyscy, a ja nie chciałam być gorsza. Nie istnieć wówczas na Fotce w okresie dorastania to jak funkcjonować dziś bez telefonu albo konta na Facebooku. Niby się da, zwłaszcza jak się zgrywa alternatywnego, hipstera albo alternatywnego hipstera, ale po co? To najprostsza i najlepsza droga komunikacji ze znajomymi, a do tego kawał dobrej zabawy. Ktoś mi przyznał dziewięć, to ja mu walnę pięć. Ktoś zostawił miły komentarz, trzeba się odwdzięczyć.

I nie, to wcale nie jest dziecinne. Ludzie myślą i zachowują się w ten sposób w każdym wieku. Jak nie wierzycie, powiedzcie swojej koleżance, która została matką, że jej dziecko jest brzydkie. Zaraz się dowiecie, że wasze mieszkanie nigdy jej się nie podobało, macie nierówne i czarne zęby, a wasze buty wyglądają jak ściągnięte z bezdomnego. Podobnie działała Fotka, a pikanterii dodawała jej względna anonimowość (względna, bo jednak portal opierał się na publikacji zdjęć użytkowników). Co prawda mnie nigdy nie interesowało tworzenie sztucznych kont ani podszywanie się pod inne osoby, ale nieraz miałam okazję rozmawiać z kimś, kto później okazywał się zupełnie innym człowiekiem.

Czy to mnie czegoś nauczyło? Nieufności wobec internetu? Bynajmniej. Jedyny wniosek, jaki wyciągnęłam, to że ludzie bywają idiotami. Internet nie robi z nikogo oszusta. Oszustem albo się jest, albo nie – prosta sprawa. Wracając zaś do Fotki, była ona również płaszczyzną flirtowania i dowartościowywania się, pomocną dziewczynkom stającym się kobietami. Życie w izolacji od miłych słów ze strony płci przeciwnej jest przykre, zwłaszcza gdy koleżanki dookoła takie słowa słyszą.

I nie, komplementy taty ani dziadka się nie liczą. Wujka też nie. Z tego powodu sądzę, że rodzice nie mają się czego bać, kiedy ich nastoletnie dziecko loguje się na strony typu Fotka. Warto, żeby kilka razy zajrzeli im na profil i zainteresowali się, co młodzież tam ogląda (odkąd wprowadzono opcję podglądania się przez kamerki, portal zamienił się platformę pornograficzną), ale poza tym powinno im się dać trochę luzu. Ja w każdym razie luz miałam, a wyrosłam na ludzi.

tibia

4. Tibia

Czasom zabawy na Fotce towarzyszyła gra w Tibię, którą moja mama uparcie nazywała „Tibiami”. W pierwszym świecie – Eterni – pojawiłam się już pod koniec podstawówki, odkrywając swoją naturę wiecznego nooba i nie potrafiąc nawet wyjść z wyspy Rookgaard (przygotowującej graczy do przejścia na wyższy poziom, gdzie robi się brutalnie i można się nawzajem wyżynać). W końcu, po kilku tygodniach, zlitował się nade mną kolega (później przyjaciel, a obecnie człowiek nienawidzący mnie za rzecz bliżej nieokreśloną), który powiedział, co i jak mam robić, żeby lvlować. Na wyższym etapie czekał na mnie z lepszą zbroją i innymi gadżetami, które mogły być dla mnie użyteczne.

Nie zdążyłam się jednak rozkręcić, bo kolega przestał mnie (tymczasowo) lubić i dostałam hunta. Nie chcąc rezygnować z Tibii, przeniosłam się na inny świat – Trimerę – gdzie do dziś posiadam kilka postaci. Tak naprawdę nigdy nie nauczyłam się grać ani nie opanowałam strachu przed śmiercią. Jak pojawiał się obok mnie inny gracz, a byłam daleko od bezpiecznej strefy, moje ciśnienie podskakiwało do górnej granicy normy, a jeśli ów gracz zaczął mnie bić, od razu zaczynały mi się trząść ręce i płakałam.

Tibii nie wspominam jednak ze względu na grę, ale na kontakty towarzyskie, jakie wówczas nawiązałam. Poznałam ludzi, z którymi rozmawiam i piszę do dziś, i których zdecydowanie mogę nazwać przyjaciółmi. Prawie wszystkich spotkałam w rzeczywistości (niektórych dopiero spotkam), do niektórych jeździłam ja, niektórzy przyjeżdżali do mnie, nawet na kilka dni (wszystko działo się w gimnazjum, mam bardzo liberalnych i kochanych rodziców).

Parę razy się zakochałam, dwa razy weszłam w dłuższy związek na odległość (jeden półtoraroczny). Dziś Tibią określam nie jakąś tam zabawę w internecie, ale kawał mojego życia, którego nigdy nie pozwoliłabym sobie odebrać. Uwielbiam wspomnienie o tamtym latach, nawet jeśli był to początek mojego zdziczenia, zamknięcia się we własnym świecie i zmiany trybu życia na przedkomputerowo-domowy.

nasza klasa

5. Nasza-klasa

Kiedy Fotka zaczęła się chylić ku upadkowi, spod ziemi wyrosła Nasza-klasa (choć może było na odwrót: pojawiła się NK, dlatego ludzie uciekli z Fotki). Dla starszych ludzi stanowiła szansę na znalezienie dawnych znajomych, młodym zaś umożliwiła szybką komunikację (Gadu-Gadu powoli umierało). Bezkarne dodawania zdjęć (w końcu to nie portal matrymonialny, więc jesteśmy rozgrzeszeni), wrzucanie postów o smacznym obiedzie, gry w pielęgnację ogródka, klasowe forum… Same pozytywy.

Ale to nie wszystko, dzięki NK można było również poznać nowych ludzi. Z racji tego, że na początku liceum brałam udział w dużym wrocławskim flash mobie, zostałam dodana do listy osób potencjalnie zainteresowanych kolejnymi. Tak dostałam zaproszenie na kolejne wydarzenie, organizowane przez innego człowieka, z którym – po wielu rozmowach na Naszej-klasie – stworzyłam flash mobową grupę oraz ponad trzyletni związek, pierwszy, w którym kochałam na zabój.

Portal umarł dopiero wtedy, gdy do Polski wkroczył Facebook, bezczelnie rozpychając się łokciami. Długo mu się opierałam, wygrywając nawet zakład z chłopakiem, ale ostatecznie oboje założyliśmy konto. Wtedy też, w porównaniu do towaru importowanego, polski portal społecznościowy zaczął się wydawać płaski, brzydki i zdziadziały. Jaki jest dziś, nie mam pojęcia, bo ewakuowałam się stamtąd na zawsze.

***

Część pierwsza: 10 internetów, które odmieniły moje życie #1
Część trzecia: 10 internetów, które odmieniły moje życie #3

48 myśli na temat “10 internetów, które odmieniły moje życie #2

  1. Hej Olga!
    Kompletnie nie na temat, ale chciałabym o coś spytać.
    W recenzji Fig Bar pisałaś, że istnieje możliwość, iż oddasz „kolejkę” na wymianę. Bardzo chcę spróbować nowych smaków, dlatego też pytam, czy oferta jest aktualna? Masz jakieś życzenia, co do wymiany? Czego oczekujesz w zamian? ?

    1. Zapomniałam dodać, że czytałam Twoją listę i mogę powiedzieć, że mam dostęp do wszystkich (najprawdopodobniej) batonów i kilku roladek od milki, więc jeśli byłabyś chętna.. ?

  2. Kurde, czuję się jak takie małe,niedojrzale dziecko, bo z tych 3 potrali znam tylko nk, pewnie reszta ich była, jak ja dopiero zaczynalam mówić ;D Ale nk to była pierwsza strona, na jakiej miałam konto i tam były te extra gry(ale nie będę się już powtarzać, bo to pisałam :))

  3. Taak, wszyscy teraz narzekają, że młodzież siedzi tylko na facebooku, a tak naprawdę zawsze siedziało się na jakiś głupawych portalach. O Fotce to już nawet zapomniałam! Jestem ciekawa, o czym mi przypomnisz w części trzeciej. :P
    Akurat w Tibię nigdy nie grałam. Przed dłuuugi czas uznawałam jedynie gry na PS2 (jak mi ich brakuje!).

  4. nie mam konta na facebooku i nie mam się za hipstera! w tibię nie grałam, bo wszyscy znajomi grali a ja jakoś nie widziałam w tym nic ciekawego, grałam za to w arenę albionu gdzie zawierało się małżeństwa z wyższymi rangą graczami, którzy później pomagali w grze, pamiętam jak byłam dopiero giermkiem a miałam już 3 męża :) Później grałam w plemiona krótki czas, jeszcze jakieś mniej znaczące gry a później zaczęłam grać w KingsAge i tam poznałam mnóstwo osób, z którymi piszę jak ty do dzisiaj, jeden z nich ma już 40 na karku, pracuje w warszawskim metrze – w dziale technicznym i piszemy do dzisiaj, super przyjaciel, naprawdę. :) Co do nk to miałam tam konto przez chwilę i poznałam chłopaka z MW, byłam nawet na kilku akcjach ale później stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie bo nie do końca popieram ich poglądy. :)

  5. Tak jak już pisałyśmy to fotka u nas praktycznie wszystko rozpoczęła i do dziś pamiętamy te wszystkie „klany” gdzie naprawdę można było spotkać bardzo fajnych ludzi :) Tak się czasem zastanawiamy co oni teraz robią :P Może nawet się czasem mijamy a już nawet nie pamiętamy o starych czasach :D
    Na naszej klasie byłyśmy krótko, jakoś nie spodobało nam się na tyle aby aktywnie tam uczestniczyć i dość szybko o niej zapomniałyśmy.

    P.S. Zapraszamy do udziału w naszym konkursie! :)

  6. Tibia! < 3
    Zawsze powtarzam, ze w okresie gimnazjalnym wiecej angielskiego nauczylam sie dzieki tej grze, niz dzieki lekcjom i nauczycielom :) To byla magiczna gra, magiczny swiat i chociaz za wiele nie osiagnelam, to wspominam z usmiechem :) Pamietam do dzis nicka goscia, ktory mnie bezczelnie okradl, najpierw zaprzyjazniajac sie i wyciagajac ode mnie passy :P

      1. Olcia, a pamiętasz głośną historię o chłopcu, który grał w Tibię i który pobił swoją mamę krzesłem, ponieważ wyłączyła mu komputer i coś się stało z jego postacią? Do dziś nie mogę zapamiętać czy ją stracił, czy nie zapisały się postępy w grze. Wówczas usłyszałam o uzależnieniu od komputera i tej właśnie gry. Tak się wystraszyłam, że i Ciebie to dopadnie, że zabroniłam Ci w nią grać. Ty się obraziłaś i przestałaś do mnie odzywać. Na drugi dzień przyszłam do Ciebie do pokoju i powiedziałam, że jak chcesz, żebym traktowała Cie poważnie i nie zgadzasz się z moim postanowieniem, to napisz mi plusy i minusy tego, że grasz w tą grę. To miało być wskazanie przez Ciebie pozytywów i zagrożeń z grania w Tibię. Obrażona zrobiłaś to jednak i okazało się, że to ja się myliłam i że bardzo dużo już skorzystałaś i nadal korzystasz z tego, że w nią grasz. Tak jak Kasia napisała, szkoliłaś język angielski i do tego uczyłaś się prostych zdań po brazylijsku, ponieważ poznałaś jakiś ludzi, którzy właśnie z Brazylii gra z Tobą w którymś ze światów. Obie się czegoś wtedy nauczyłyśmy. Ja, że mogę Ci ufać, a Ty do dzisiaj, jak masz podjąć decyzję, to robisz sobie taką tabelkę :)

        1. Ach szukałam w domu tego zestawienia, ale muszę je poszukać w piwnicy … ach ta piwnica … W domu znalazłam książeczkę od Ciebie, którą dostałam w prezencie pt. : „Słownik słów pozytywnych kojarzących się z mamą”. :) olejna książeczka, którą będziemy prezentować w Święta :)

          1. Oczywiście, że pamiętam listę korzyści, jakie daje mi gra w Tibię :) A koleś w grze zginął. Ponieważ to gra on-line na wielu graczy, nie ma czegoś takiego, jak samodzielne zapisywanie osiągnięć.

  7. Tibia i fotka to nie moje czasy. O ile o drugim portalu słyszałam, tak o pierwszym pierwsze słyszę ;)

    Nk, to były czasy. Pamiętam jak czatowałam ze znajomymi. Poznałam tam dużo osób. Miałam kilka (chyba 3?) tysiące pseudo znajomych. Poznałam koleżankę na 3 lata. Oj, to było takie ekscytujące dla mnie, ale potem – racja – nastały czasy facebooka i się skończyło.

  8. Miałam tylko naszą klasę – pamiętam jak nawet kupowałam te specjalne konta niby z dużą ilością korzyści :D Po kilku latach się nawet chciałam zalogować, ale chyba zapomniałam loginu :P O Tibii słyszałam, ale sama nigdy nie grałam, na fotce też konta nie miałam…

    1. Oooo, przypomniały mi się prezenty na NK, które można było kupić za parę złotych i komuś wysłać :D Na tym portalu w pewnym momencie za 90% rzeczy się płaciło.

  9. O Fotce gdzieś tam słyszałam, ale mnie nie interesowało i nie miałam z tą stroną styczności. O Tibia słyszę pierwszy raz, ale wspaniałe masz wspomnienia, aż miło się czyta.. Ulala, dzięki internetom miałaś kilka dłuższych związków, szacun :D A nasza klasa? Jest ktoś kto nie zna? :D Moja mama też miała konto w celu znalezienia starych znajomych, wyszło lepiej niż się spodziewała haha xD Miałam, oczywiście, to przyznawanie gwiazdek czy coś tam.. Ach te czasy, w Pet Conect grałaś? haha xD
    Pewnie Cie zdziwię, swojego Facebooka nie mam, wcale nie narzekam ;)

    1. Moja mama też miała NK, a potem – wraz ze wszystkimi – przeniosła się na FB i żałowała. Na NK grałam w Pet Party.

  10. Nasza-Klasa miało siłę przebicia, bo mogli zaangażować się w nią osoby starsze. Gdy została uruchomiona, czyli jakieś dwa lata po skończeniu przeze mnie liceum, myślę, że rozłąka z ogólniakiem była za krótka by zagościć tam na stałe. Na grupie powstały ze 3 tematy i to tyle. Wszyscy mieliśmy jeszcze w pamięci lekcje matematyki/ historii, więc trudno było o jakieś wylewne wpisy. Umarła śmiercią naturalną. Ekskluzywnością próbowało się pokazać Grono, ale mam wrażenie, że ono będzie w trzeciej części, także przemilczę temat.

    Fotkę kojarzę, już, jak przez mgłę. Albo pojawiła się na równi z Sympatią albo jakoś niewiele przed. Czy miałem konto? Pewnie tak. Założone pod wpływem emocji, bez większego celu. Tzn. cel był, tylko domowe królestwo z ogrodem i przysłowiowym drzewem z tego nie powstało ;)

    NK miała ten plus, że mogłem zobaczyć jak pozmieniali się niektórzy ludzie, których uczyła np. moja mama. Przeglądając stare fotografie i porównując je z obecnymi, kilka razy można było się uśmiechnąć do siebie. W swoim sosie, cóż. Zabawa potrwała z pół roku, a potem wszyscy o niej zapomnieli. I szczerze, zupełnie mi tego nie żal – tak z perspektywy czasu.

    Tibię znam z opowieści. Sam w niej nie straciłem życia. Izolowałem się w „ucieczkach z pokoju”, „Tomb Raider”, Managerze… i to w zasadzie tyle. Wystarczyło by uchodzić za wariata. Gry on-line nie były jakoś potrzebne ;)

    1. Grona nie będzie, przeszło obok mnie i moich najbliższych bokiem. Byłam tam zarejestrowana (zapewne nadal jestem), ale zalogowałam się ze trzy razy. Brakuje mi rozwinięcia ostatniego akapitu, w cóż tam ciekawego się jeszcze wkręcałeś ;> Jakieś uzależnienia, życie na krawędzi, coś :D

      1. Gry on-line na WP, kurnik. Nieśmiertelny snooker, warcaby.

        W pierwszych moim rekordem było ok. 40 pkt. zdobytych w ruchu. Potem albo ustawiałem sobie czerwone bile tak, że faul był nieunikniony albo brakowało pieprzonego milimetra by kula wpadła do łuzy. W drugich pamiętam dwóch wymiataczy, którzy w rankingach byli nad resztą stawki o osiem długości. Niszczyli absolutnie wszystkich. Gra w której miało się pięć sekund na duch, kończyła się czasem po minucie :)

        Kurnik zaś to literaki. Wrzucenie trzyliterowego „ęsi”, przekształcając tym samym pionowe pole „pomaluj” na „pomaluję” i zahaczając o bonus „3x” w prawym rogu… doprowadzało do furii ;)

        Liceum się skończyło, to i partyjki się skończyły. Nadszedł czas na „ucieczki z pokoju”, gdzie za TSa robił Tlen/ GG. Śmiało mogę powiedzieć, że uratowałem się z setki lokalizacji. A może i trzy setki pękły? Laboratoria, piwnice, pokoje, garaże. Najbardziej lubiłem pewne japońskie studio, które jak wypuściło grę, to było pewne, że pół godziny na niej zejdzie.

        Aha: Notpron ssie! Podchodziłem do niej dziesiątki razy. Za każdym razem mnie rozkładała. Nie do przejścia. Ogólnie polecam :P

        1. Przypomniałeś mi, jak bardzo zirytowała mnie gra w Literaki na Kurniku. Mimo iż potrafię grać w podobne gry w realnym świecie (scrabble), to ten kurnikowy odpowiednik jest oszukany, bo wystarczy dobrze opanować słownik gry, żeby wygrać. Słowa typu „ła” wejdą, a „łe” już nie. Liczył się spryt, a nie znajomość słów. Szkoda.

          W bilarda zagrałabym na żywca. I chciałabym się nauczyć, bo nie umiem. Póki co walę na oślep i prędzej wybiję komuś oko kijem niż trafię bilą do dziury. A jak trafię, to ósemką i przegram :P Za to lubię kręgle.

          1. iii ii – to też wchodziło. Przegrać rozgrywkę, rzutem na taśmę, bo przeciwnik miał słowo „iii” za trzy punkty? Tak, zdarzało się. Zagraj w notpron – jestem ciekaw jak Ci pójdzie. Linki do plansz możesz zapisywać w notatniku, więc nic nie tracisz ;)

            Bilard – może bym rozbicie przeprowadził. Kręgle – grałem, i muszę przyznać, że fajna gra. Klimatyczna, kumpelska. Idąc ze swoją paczką, można się świetnie bawić. Dookoła ludzie, ktoś skacze z radości, że miał strike’a, ktoś tam pojechał po rowie. Z chęcią się dołączę do blogowej rywalizacji o „złotą kulę obżartucha” ;)

  11. Hmmm… Pierwszy raz na blogu, zaciekawił mnie temat związany z Tibia :D Zastanawiała mnie opinia i wspomnienia związane z tą grą. Również, mogę stwierdzić, że w tej historii znalazł się kawałek i dla mnie (Pewnie to też dla tego spowodowało, że tutaj jestem) :D Czasem wracam do czasów Tibi, wspominając jak to było za młodu, ehhh… racja, najgorsze było kiedy Cię zabijali. Człowiek dostawał drgawek, serce waliło i łzy w oczach, krzycząc „Nie gram już więcej!!” :D

    Spoko blog ;) Pozdrawiam

    1. Do „Nie gram już więcej!!” dochodziły jeszcze bluzgi, a między słowami z nosa wylatywały bańki od płaczu :P A wracało się i tak…

      Dzięki :)

        1. To jak już chcesz być taka precyzyjna, to chłopak nie pobił mamy, tylko chciał ją pobić, a w rzeczywistości zapewne po prostu rzucał przedmiotami, ale w mediach lepiej brzmi mroczna interpretacja.

  12. ojej jej! Zawsze jak byłam młodsza chciałam mieć konto na fotce, bo mój starszy brat miał. Ale rodzice mi nie pozwalali, więc tylko siedziałam za nim i wlepiałam oczy jak łaził po innych profilach :) Raz udało mi się dorwać na jego czat i cieszyłam się jak małe dziecko gdy ktoś do mnie napisał… ech piękne czasy…

    Co do tibi nie grałam, ale w gimbazie wciągnęłam się bardzo w metina2… błagam chcę o tym zapomnieć… miałam 3 wirtualnych chłopaków, chociaż wcale nie napisałam im, że z nimi chodzę. A jak chciałam usunąć konto to poprosili mnie o oddanie im konta, obraziłam się i uznałam, że każdy z nich był ćwokiem :D

    Nasza-klasa = moje gimnazjum… Zbyt dużo emocji i wspomnień u mnie wywołuje, bym mogła podsumować to jednym zdaniem… Chciałabym się czasem cofnąć w czasie :<

    1. Dobra historia z Metinem2 :D Na Tibii też tak było, wieeele raaazy. Myślę, że wszystkie gry MMORPG w tamtym czasie były podobne pod względem użytkowania ich. Towarzysko-growe, że tak to ujmę. Świetny okres i świetne wspomnienia :)

  13. Hmmm, Fotki nigdy nie miałam. Czasem podglądało się tam kogoś, kto miał, ale to tyle. W zasadzie mało kto z mojego podwórka miał tam konto.
    Szał na nk pamiętam baardzo dobrze. :D Fajne tam gry były (wszyscy, nawet chłopacy grali w PetParty! Czy jakoś tak, ale to był już powoli schyłek tego portalu). Ileż ja mam tam wspomnień pochowanych, raaany. Raz na kilka miesięcy wchodzę tam nawet zobaczyć, powspominać. :) Pamiętam jak cieszyłam się, gdy chłopak, który mi się podobał, oznaczył/dał (?) mi zdjęcie jako to SUPER. :D Teraz to wszystko wydaje się być takie głupiutkie. ;)
    W Tibię chyba nigdy nie grałam. W zasadzie, wcześniej na dłuższą metę nie grałam w żadną grę sieciową. Nie było czasu, bo to wyjście na dwór, bo to coś, więc jak już to jakieś komputerowe (Simsy, Zoo Tycon, różne części HP – to najbardziej pamiętam). Dopiero potem smoki.nightwood, shakes&fidget, LoL, Minecraft (!) ze znajomymi. Ale tu już byłam starsza raczej. Mój tato za to od 2008/2009(?) roku gra w Plemiona z przerwami. :D
    Hmm, jakby się tak zastanowić. Kiedy byłam mniejsza bardzo lubiłam patrzeć, jak ktoś gra – i tak to często wyglądało. :D Jeśli grał tata – siadałam na kolana i obserwowałam jego strategie w grach, jeśli kuzynka – siadałam obok i pilnowałam, by dobrze grała. Ze znajomymi tak samo. :D

    1. Jak można było oceniać zdjęcia na NK, to ja już powoli żegnałam się z tym portalem. Zresztą można było zablokować możliwość oceniania, o ile dobrze pamiętam. W Pet Party też grałam (razem z moim chłopakiem), wręcz byłam uzależniona.

      W Simsy grałam, ale tylko w jedynkę. Bardziej cieszyło mnie budowanie domu niż prowadzenie Sima, tak mam zresztą do dziś. W HP też grałam, moja mama jest maniaczką całej serii, więc jak tylko wychodziła gra, kupowała ją. Pamiętam ucieczkę przed trollem – mój ulubiony fragment :D Za to ostatnie bitwy w każdej części (Voldemort i sala luster, usypianie trójgłowego psa, mecze quidditcha) musiała za mnie staczać mama, bo mi nigdy nie wychodziło.

      Też lubię patrzeć, jak inni grają :)

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.