Nowy rok, nowa ja Eurowizja. Wiele rzeczy zmieniło się w moim życiu w ostatnich miesiącach – w sumie to już nawet przeszło dwunastu! – ale z całą pewnością nie uczucie względem tego niepowtarzalnego konkursu piosenki. Jak to się mawia: stara miłość nie rdzewieje (a nawet jeśli, zawsze można polać ją colą i będzie jak nowa). Jakby co, tej części w nawiasie nie cytujcie na maturze z języka polskiego. Nie uśmiecha mi się brać odpowiedzialności za wasze poprawki.
Eurowizję 2026 – jak każdą w ostatnich latach – oglądałam po czasie, korzystając z nagrań udostępnionych przez organizatora na YouTubie. Miało to miejsce tydzień, a może dwa lub trzy od faktycznej daty finału. Trochę miesza mi się czas, proszę o wybaczenie. W każdym razie oglądanie Eurowizji to dla mnie superważna sprawa i uroczyste wydarzenie. Wyobraźcie sobie zatem, ile stresu przeżywałam, wchodząc na social media – przede wszystkim YouTube – przez cały okres rozciągający się od daty finału do dnia obejrzenia przeze mnie konkursu. Cały czas żyłam w obawie, że grafika, tytuł, komentarz lub cokolwiek innego zdradzi mi, kto wygrał lub co się wydarzyło, o ile oczywiście wydarzyło się coś istotnego. Zgroza!
Unikanie informacji o zwycięzcy Eurowizji 2026 było dla mnie tak ważne, że nawet nagrania półfinałów i finału musiał mi puszczać Marcin. Kiedy chciałam przewinąć wideo – jako że oglądam niemalże same występy i głosowanie – mrużyłam oczy, by nie zobaczyć, co wyświetla się w podpowiedziach. O ironio, raz nie zmrużyłam oczu w porę i zobaczyłam, że wśród podpowiedzi znajduje się utwór Dary. Na szczęście pomyślałam: uff, nie szkodzi, przecież to NA BANK nie wygrało. No cóż!

Eurowizja 2026 Wiedeń – wrażenie ogólne
Chociaż każdą Eurowizję kocham tak samo bardzo, bez względu na jakość występów, to jednak muszę z zaskoczeniem przyznać, iż Eurowizja 2026 trzymała bardzo wysoki poziom – dla uproszczenia – artystyczny. Mój wniosek wynika z faktu, że zwykle potrafię wymienić listę utworów lub występów, które poszły tragicznie i bezlitośnie zmasakrowały moje poczucie przyzwoitości. W tym roku zaś trafił się zaledwie jeden wykon haniebnie nieludzki i trzy niezbyt przyjemne, ale znośne. Po wysłuchaniu ich wystarczyło porządnie wypatyczkować uszy i po sprawie. W ogóle odnoszę wrażenie, że z każdą Eurowizją poziom artystyczny rośnie. Kiedyś było znacznie więcej kiczu, wsi i cringe’u.
Ale, ale! Bynajmniej nie jest tak, że Eurowizja 2026 zachwyciła mnie wszystkim. Na szczególną wzgardę zasługują tegoroczne wizytówki uczestników. Jak mniemam, zazwyczaj zaprasza się reprezentantów krajów do miasta organizującego konkurs i wówczas nagrywa się klipy. Nie tym razem. Wizytówki wyglądały jak nagrane w dwóch miejscach: krajobrazy oczywiście w Wiedniu, a wykonawcy w swoich krajach. Potem wycięto artystów w jakimś Paintcie czy innym Movie Makerze rodem z Windowsa XP i wklejono do wiedeńskich widoczków. Efekt był drastyczny. Istna szkarada i potwarz. Czyżby Austria nie miała pieniędzy, żeby zaprosić reprezentantów krajów na dłuższy pobyt i zapewnić im czas na porządne nagrania? Fakt ów naprawdę mnie dotknął, bo bardzo, bardzo lubię eurowizyjne wizytówki i zazwyczaj jestem oczarowana pomysłem, motywem przewodnim i wizualizacjami.
I już ostatnią obserwacją wstępną jest ta, iż drugi półfinał wypadł o wiele lepiej od pierwszego. Ponadto do finału serio przeszli najlepsi – bodajże dwójce moich się nie udało, ale trudno – dzięki czemu finałowe zestawienie wyszło solidne.
Eurowizja 2026 Wiedeń – najlepsze utwory i występy
Izrael: Noam Bettan – Michelle
Zanim rzucicie się na mnie jak Rubi na spadniętą obierkę ogórka, uprzejmie przypominam, iż w recenzjach Eurowizji oceniam wyłącznie piosenki i wykonania. Nie obchodzą mnie konflikty polityczne, nawet jeśli wina jest ewidentna lub Polska angażuje się w sprawę (np. gdyby Rosja nadal uczestniczyła w Eurowizji, oceniałabym ją muzycznie). Skoro tę sprawę mamy już ustaloną, jedziemy dalej.
Reprezentant Izraela na Eurowizji 2026 wypadł rewelacyjnie, podtrzymując tym samym wysoki poziom izraelskich wykonawców wysyłanych na konkurs w ostatnich latach. Ma genialny głos i świetny warsztat wokalny. Utwór wpada w ucho dzięki beatowi i ogólnej melodyczności. Porywa do… w sumie nie wiem czego, bo do tańca średnio. Może po prostu wciąga w opowiadaną historię? Jedyne zastrzeżenie mam do aj-aj-aj-aj-aj-aj-o-o-o-o (nie, nie liczyłam aj sama; skorzystałam z podpowiedzi na stronie Tekstowo). Nie lubię takich jęków, wydają mi się głupawe.
PS Zauważyliście, że w tym roku nie wyciszono krzyków ludzi?! W zeszłym albo dwa lata temu wycięto buczenie i w postprodukcji wklejono oklaski (żenada). Tym razem w pierwszym półfinale było słychać przez cały początek utworu kolesia drącego się: stop, stop the genocide! Tak skutecznie zdzierał sobie gardło, że przekrzykiwał się nawet przez śpiew wokalisty. (Ciekawe, czy obecnie ma status osoby żywej). Z kolei w finale na głosowaniu było słychać buczenie całej sali.
FINAŁ: tak (z perspektywy muzycznej jak najbardziej zasłużony; w mojej klasyfikacji Izrael otrzymał trzecie miejsce)
***
Czechy: Daniel Zizka – CROSSROADS
Jak tylko zobaczyłam gościa na wizytówce, pomyślałam: młody idzie po zwycięstwo (na początku na bazie samego wyglądu, gdyż jest zgodny z Szablonem Zwycięzcy ostatnich dwóch Eurowizji). Wokalnie przekonał mnie do siebie superszybko, ma bajeczny głos. Piosenka też zaczyna się pięknie i na szczęście pozostaje taka do końca. Melodia doskonale komponuje się z wokalem. Wnikają we mnie głęboko, poruszają mnie. Dla mnie to bezdyskusyjne pierwsze miejsce Eurowizji 2026. Tym bardziej szkoda mi zmarnowanego potencjału występu w finale, kiedy kamerzyście zepsuł się sprzęt i były spore zakłócenia. Moim zdaniem czeski artysta powinien był wykonać utwór od nowa, bo gówniany obraz mógł odebrać mu część głosów telewidzów – w końcu na Eurowizji liczą się nie tylko talent wokalny czy jakość utworu.
A z innej beczki, zastanawia mnie stylizacja artysty. Jestem ciekawa, czy specjalnie wybrano mu koszulę, która sprawia wrażenie nonszalancko zarzuconej i źle zapiętej. Może chodziło o vibe młodego chłopaka z talentem, który skupia się na śpiewaniu, przez co zupełnie nie zwraca uwagi na ubiór. Co myślicie? Zwróciliście w ogóle na to uwagę?
FINAŁ: tak (mój faworyt, coś wspaniałego!)
***
Norwegia: JONAS LOVV – YA YA YA
Gdyby mojego serca nie podbiły Czechy, stałoby otworem dla Norwegii. Jonas Lovv to drugi w kolejności uczestnik Eurowizji 2026, który rozgościł się w kategorii najlepszych. Zaprezentowany przez niego utwór jest świetny od początku, od riffu. Skądinąd ze względu na wpadający w ucho motyw gitarowy przywiódł mi na myśl Smells Like Teen Spirit Nirvany i Smoke On the Water Deep Purple. Głos wokalisty też zasługuje na komentarz – jest mocny, wyrazisty i przyjemnie rockowy.
W występie zgadza się wszystko. Wszystko jest esencjonalnie rockowe, a zarazem współczesne, świeże i atrakcyjne. Podobają mi się klimat utworu, energia wokalisty, jego głos, sposób śpiewania, ruchy sceniczne. Kostium? Niekoniecznie, ale pasuje do klimatu. Artysta kogoś mi przypomina. Niestety nie udało mi się ustalić kogo (co zwalam na swój wiek).
FINAŁ: tak (moje drugie miejsce)
***
Eurowizja 2026 Wiedeń – bardzo dobre utwory i występy
Belgia: ESSYLA – Dancing on the Ice
Kiedy zobaczyłam twarz artystki, pomyślałam, że z kimś mi się kojarzy. Niestety i tym razem nie doszłam do żadnej ciekawej konkluzji. Jeżeli jesteście tym faktem zawiedzeni, pomyślcie tylko, jak ja się czuję! Chyba doskwiera mi przewlekły niedobór orzechów włoskich. W każdym razie dziewczyna ma ciekawy głos. Nietypowy, oryginalny, charakterystyczny. Początkowo zanotowałam, że nie wiem, co o nim sądzić (zwłaszcza że fałszowała). Po chwili, gdy oswoiłam się i zrelaksowałam, nawet zaczął mi się podobać.
Mniej wątpliwości wzbudził we mnie sam utwór – jest czadowy! Ma świetny beat i melodię, która porywa do tańca. Zresztą nadaje się i do potańczenia, i do pospacerowania. Wprawia mnie w dobry nastrój. Mogłabym go słuchać także poza Eurowizją.
PS Chociaż to niemożliwe, bo zasady Eurowizji nie pozwalają, podczas występów Essyli miałam wrażenie, że śpiewa z playbacku. Żaden inny artysta nie spowodował u mnie tego wrażenia.
FINAŁ: tak
***
Bułgaria: DARA – Bangaranga
Czas na artystkę, która – nawiązując do wstępu niniejszej recenzji – NA BANK nie wygra. Pierwsza w oczy rzuca się jej prześliczna buźka. Dziewczyna wygląda dosłownie jak z bajki. Przypomina mi Melanie Martinez skrzyżowaną z Faouzią. Dodatkowo jest superkobieca, co również rzuca się w oczy, części osób zapewne nawet przed śliczną twarzą. Mam przekonanie, że fizjonomia i anatomia, w połączeniu z uroczo-dziwnymi minkami, miały niemały udział w zwycięstwie Dary w Eurowizji 2026. Dodam, że zwycięstwo to po dziś dzień wprawia mnie w szok.
Natomiast pragnę podkreślić, że wokalnie artystka poradziła sobie bez zarzutu, a jej utwór rzeczywiście jest bardzo fajny i zapada wgryza się w pamięć, choć należy do tych głupawych. Skądinąd wcale nie jestem pewna, czy jest zamierzenie głupawy, czy może miał być uroczo-zabawny (nie wyszło). Artystka ma spoko głos i świetnie czuje się na scenie. Wkłada dużo energii i żywiołowości w samo istnienie. Zaobserwowałam, że występ sceniczny zaplanowała głównie dla telewidzów (tak w 90%), a w niewielkim zakresie dla odbiorców na miejscu (w pozostałym ochłapie w postaci 10%). Całokształt wyszedł super, no ale na pewno nie na wygraną.
FINAŁ: tak (nie rozumiem, dlaczego akurat to wygrało Eurowizję 2026)
***
Polska: ALICJA – Pray
Przez zawirowania życiowe (tak bardzo chciałam zrobić podsumowanie 2025 roku, ale nie mogłam…) ominął mnie wybór reprezentanta Polski na Eurowizji i nie wiedziałam, kogo wysłaliśmy. Gdy odpaliłam pierwszy półfinał i wypadła kolej naszego artysty, powiedziałam do Marcina: o k*%^a! To na pewno Polska? Po pierwsze nie miałam pojęcia, kto to jest, fizjonomia zaś wskazywała raczej na kogoś z Zachodu. Po drugie trudno mi było uwierzyć, że wreszcie wybraliśmy dobrego wokalistę, i to tak dobrego.
Reprezentantka Polski na Eurowizji 2026 ma bardzo dobry głos, potężny. Świetnie śpiewa: czysto, wyraziście, umiejętnie posługuje się ozdobnikami. Szok i szczęka na ziemi. Piosenka też jest przyjemna, chociaż rap – mimo iż stanowi element zaskakujący – według mnie osłabia atrakcyjność utworu. Zdecydowanie wolałabym, aby pozostała w klimacie otwarcia.
W polskim występie spodobały mi się również efekty świetlne, kolorystyka, stylizacja artystki. Wokalistka poradziła sobie ze wszystkim bardzo dobrze lub dobrze – w rapie momentami trochę niedomagała – a jej wykonanie miało moc. Jedyne, do czego mogę i chcę się doczepić, to ten nieszczęsny rap, który wcale mi nie pasuje. W moim odczuciu zepsuł piosenkę i dlatego po Eurowizji nie będę do niej wracała.
Ach! Dopiero jak tworzyłam niniejsze zestawienie muzyczne, zdałam sobie sprawę, że kojarzę nazwisko Szemplińska. O Alicji pisałam w artykule prezentującym wszystkie występy Polski na Eurowizji. Miała reprezentować nas podczas konkursu piosenki w 2020 roku. Niestety wybuchła pandemia, Eurowizję odwołano, a rok później wysłaliśmy… szkoda nawet przypominać kogo. Kwalifikacje wewnętrzne wygrała wówczas piosenką Empires, którą uważam za o wieeele lepszą od Pray.
FINAŁ: tak (bardzo zasłużony!)
***
Armenia: SIMÓN – Paloma Rumba
Oto pierwszy z dwóch artystów występujących w drugim półfinale, za których mocno trzymałam kciuki, a którzy niestety nie przeszli. Przedstawiciel Armenii nie czaruje artyzmem, a także trudno scharakteryzować go jako posiadacza talentu wokalnego (mało tego, gość tak pepła pod nosem, że nijak nie da się zrozumieć tekstu), natomiast dał świetny występ. Beat od razu przypadł mi do gustu, scenografia zaś odkopała w mojej głowie obrazy z The Office i Severance.
Ostatecznie na wyróżnienie bardziej zasłużył sam utwór i jego energia niż artysta, ale komu to przeszkadza, skoro nóżka sama zrywa się do tańca?
FINAŁ: nie (buu; to moje czwarte miejsce na Eurowizji 2026)
***
Albania: Alis – Nân
Rycerz Dracula. Wokalista o głosie, który początkowo wydał mi się dziwny i niemalże wpadający w fałsz z uwagi na przesadnie duży udział drgań. Z czasem jednak przywykłam i głos ów zaczął mi się podobać. Do gustu przypadły mi również dominująca ciemność, gra świateł, kolorystyka, nastrój, nagromadzenie dymu na scenie (kocham dym!) i niektóre wizualizacje (ale nie wielka japa mamy ani wieśniackie skrzydła). Sam utwór jest super – porusza mnie, wciąga i zabiera w podróż, choć za grosz nie wiem, o czym gość śpiewa. I tak, wiem, na dole wyświetlają się żółte napisy, ale po pierwsze w czasie robienia notatek nie miałam czasu czytać, po drugie byłam zmęczona, a po trzecie powszechnie wiadomo, iż żółtym napisom nie wolno ufać.
Występ pozostawił mnie z wiercącą dziurę w brzuchu niepewnością, czy kobieta na scenie faktycznie jest jego mamą, czy tylko dałam się wciągnąć w tę eurowizyjną mistyfikację!
FINAŁ: tak
***
Malta: AIDAN – Bella
Oto zwycięzca konkursu na najbardziej niepozornego artystę. Rzuciwszy okiem na skórzany, nieco wykrojony strój sceniczny, spodziewałam się występu w klimacie sadła i masła. Nic z tych rzeczy. Reprezentant Malty na Eurowizji 2026 zaśpiewał delikatnie i uroczo, ustawiając się tym samym w zupełnej opozycji do kostiumu (cóż za dowcipny stylista go wybrał?!). Delikatny i uroczy okazał się nie tylko śpiew, ale także sam głos. I piosenka zresztą też. Chociaż wydaje się nie w moim guście, sprawiła mi przyjemność tak bardzo, że występ Malty musiał trafić do kategorii bardzo dobrych.
Podsumowując: reprezentant Malty na Eurowizji 2026 to uroczy pan o uroczej buzi, uroczym głosem uroczo śpiewający uroczą piosenkę. Robi urocze miny w czasie śpiewania i wykonuje urocze gesty. Trochę mi się zrobiło za słodko po tym opisie, więc pozwólcie, że już skończę, bo jest wieczór, a czarną gorzką kawę będę piła dopiero jutro rano.
FINAŁ: tak
***
Eurowizja 2026 Wiedeń – dobre utwory i występy
Szwecja: FELICIA – My System
Wokalistka z covidem, która cudownie ozdrowiała dopiero pod koniec występu. I to dwukrotnie: w półfinale i finale! Jak wynika z załączonego obrazka, warto się szczepić, drogie dzieci (bo pani ozdrowienie na pewno zawdzięcza właśnie szczepieniu, aktualnie setną już dawką przypominającą). Wystąpiła ze znanym wszystkim fanom muzyki rozrywkowej utworem Everytime We Touch, który kojarzy mi się z szalonymi czasami gimna… a nie, przepraszam, doszło do pomyłki. Chodziło mi oczywiście o numer My System, oryginalny i niepodobny do żadnego innego.
Reprezentantka Szwecji na Eurowizji 2026 wyła jak jasna cholera, co do tego nie ma wątpliwości. Tym niemniej utwór jest rewelacyjny, i to nie tylko przez bardzo bliskie podobieństwo do hitu Cascady. Ma również świetny, porywający beat i super adliby (m.in. my system i inne robotyczne wstawki tekstowe w tle, rodem ze statku kosmicznego). W ogóle w ostatnich latach na Eurowizji pojawiają się przyjemne klubówki. Całokształt wypadł dobrze, prawie bardzo dobrze – gdyby tylko zastąpić tego wyjca inną wokalistką, pewnie występ Szwecji powędrowałby do kategorii wyżej.
FINAŁ: tak
***
Chorwacja: LELEK – Andromeda
Grupa dziewczyn z ładnymi malunkami na buziach i przyjemnymi głosami. Na Eurowizji 2026 zaprezentowała folklorystyczny – Marcin określił go słowiańskim – utwór, przywodzący mi na myśl inne tego typu chóralne piosenki z minionych Eurowizji, przede wszystkim Bur Man Laimi łotewskiej grupy Tautumeitas (Eurowizja 2025). Wizualizacje w tle wydały mi się super, pasują do klimatu. Poza tym wraz z układem choreograficznym tworzą wciągającą opowieść obrazowo-dźwiękową. Całość wypada przyjemnie, ale też bez przesady. Najbardziej spodobała mi się sama końcówka.
Zabawne jest to, że kiedy reprezentantki Chorwacji na Eurowizji 2026 występowały w półfinale, w ujęciu z oddali zauważyłam, że coś biegnie przez scenę. W pierwszym momencie byłam przekonana, że to jakieś czarne zwierzątko. Po chwili jednak wzrok się przyzwyczaił i dotarł do mnie prozaiczny charakter obrazu, na który patrzyłam – to po prostu kamera na wysięgniku przesuwająca się wzdłuż sceny.
FINAŁ: tak
***
Grecja: Akylas – Ferto
Artysta z Grecji jest jedynym przyjezdnym uczestnikiem Eurowizji 2026, który miał w miarę dobrą wizytówkę. Nie sądzę jednak, aby była to zasługa organizatorów – raczej sympatycznej, zwariowanej postaci scenicznej, w którą się wcielił (lub którą jest, cholera go tam wie). Na scenie pojawił się w oryginalnym wdzianku, w tym w kozackiej czapie, którą z przyjemnością bym przygarnęła. Tylko preferowałabym ją w kolorze różowym, ewentualnie czarnym. Za nim wyświetlały się fajne wizualizacje. Występ ewidentnie został zaplanowany jako niepoważny i zabawny, ale do mnie nie przemówił i nie czułam się rozbawiona.
Nie znaczy to jednak, że mi się nie podoba! W końcu reprezentant Grecji na Eurowizji 2026 trafił do kategorii dobrych. Najbardziej do gustu przypadły mi elektroniczne elementy beatu, a la arabskie trutututu w tle oraz szepty, również w tle. Piosenka i tekst początkowo drażniły mnie i irytowały, ostatecznie jednak okazało się, że w moim przypadku jest to piosenka, która długo dochodzi. Kiedy zaprezentowano ją jako skrót pod koniec półfinału, przed głosowaniem, już mi pasowała. Tego samego niestety nie mogę powiedzieć o wokalu Akylasa, który nie jest najwyższych lotów.
Uważam, że Ferto to najbardziej zapadająca w pamięć piosenka z Eurowizji 2026. Tak, bardziej niż Bangaranga. Jest jak ten jeden letni utwór radiowy, który wczepia się pazurami w mózg i trudno przestać o nim myśleć, nawet jeśli bardzo się chce. Ani piosenka reprezentanta Grecji, ani tym bardziej wystąpienie nie mają za grosz waloru artystycznego. Ale luz, nie muszą mieć, to tylko Eurowizja. Najważniejsze, że jest energiczna, skoczna i pobudza do tańca. Gdyby tylko wokal był lepszy, a niektóre boleśnie nieśmieszne momenty zastąpiono innymi, całokształt trafiłby do kategorii wyżej.
FINAŁ: tak
***
Litwa: Lion Ceccah – Sólo Quiero Más
Początek występu półfinałowego ciekawy, inny niż w finale z uwagi na zmianę oświetlenia. Przywiódł mi na myśl kadr ze starego, czarno-białego filmu. Potem wrażenie prysło i został już tylko wampir z Księżyca – trochę dziwny, ale jednocześnie intrygujący i w sumie fajny. Głos ma dobry, śpiewa czysto i dobrze. Beat również jest niczego sobie, chociaż zupełnie nie pasuje mi nowoczesny klubowy motyw, nadaje się do wywalenia.
Całokształt balansuje na granicy wyjeckiej nudy i dobrego utworu z pomysłem. Pod koniec półfinałowego wystąpienia zapisałam: nie umiem tego ocenić; nie zasługuje na tróję, ale też nie jest dobre na czwórę. Początkowo rozważałam wrzucenie utworu do kategorii niżej, ale ostatecznie przyzwoitość nie pozwoliła mi tego zrobić. Chociaż nie będę wracać do niej w czasie wolnym, wampirza opera z Księżyca nie zasługuje na sczeźnięcie wśród nijakich ochłapów Eurowizji 2026.
FINAŁ: tak
***
Rumunia: Alexandra Căpitănescu – Choke Me
Na wizytówce zobaczyłam grupę alternatywnych młodych ludzi, tymczasem na scenie nastąpił całkowity obrót klimatu. Wjechało jakieś ostre rockowe elektro, elektroniczny rock czy jakieś takie coś. Ciekawe nawet. Wokalistka ma bardzo dobry głos, mocny, pasujący do atmosfery. Operowe wstawki zaskoczyły mnie, na szczęście na plus. Całość jest mocna i fajna, ale szału nie robi.
FINAŁ: tak
***
Szwajcaria: Veronica Fusaro – Alice
Kasia Piasecka rzuciła stand-up, wyjechała do Szwajcarii i zaczęła śpiewać. Bardzo dobrze, bo ma super głos i umiejętnie się nim posługuje. Na Eurowizji 2026 wystąpiła z utworem mającym fajny beat i równie fajną melodię. Oprawa wizualna występu także przypadła mi do gustu: początkowy minimalizm, fajne wizualizacje w tle, efekty świetlne, czerwona instalacja (kojarząca mi się z rozkrojonym ludzkim organizmem, choć mam poważne wątpliwości, czy taki był zamysł scenografa).
Nie mogę napisać, że całokształt jest wybitny albo w jakiś inny sposób szczególny. Raczej jest to radiówka w oprawie wizualnej, na której przyjemnie zawiesić oko. Ewentualnie mogę określić utwór fajną piosenką z płyty na tyle dobrej, że przesłuchało się ją w całości. Chociaż reprezentantka Szwajcarii zajęła miejsce daleko poza moją topką z Eurowizji 2026, uważam, że powinna była przejść do finału. Zwłaszcza że przepuszczono osoby z występami miałkimi.
FINAŁ: nie
***
Austria: COSMÓ – Tanzschein
Super oko! I dobra wizytówka, co akurat nie dziwi – w końcu to reprezentant Austrii, organizatora Eurowizji 2026. Na bank dostał lepszą od innych po znajomości. Utwór jegomościa z gwiazdą na facjacie ma fajne rozpoczęcie. Od razu wpadł mi w ucho, choć jednocześnie kłuł mnie język niemiecki. Po pierwsze nie jestem fanką jego brzmienia, oczywiście z wyjątkami (przede wszystkim dla Rammsteina i Lindemanna!). Po drugie nie pasował mi do beatu, skądinąd fajnego. Sam głos wykonawcy jest w porządku, sposób śpiewania też.
Występ mogę pochwalić również za maski tancerzy. Są cudowne, chętnie bym jedną przygarnęła. Albo jakąś podobną, np. z wilkiem. Coś jeszcze? Nie, w sumie to tyle. Całokształt nie urywa, natomiast jest na tyle ciekawy, że żal mi było umieszczać go w kategorii niżej. Na taką degradację nie zasłużył.
FINAŁ: tak (gwarantowane miejsce w finale ze względu na fakt, iż Austria wygrała Eurowizję 2025)
***
Ukraina: LELÉKA – Ridnym
Śliczna wokalistka o modelowo słowiańskiej urodzie. Wzbudza sympatię samą aparycją. Sprawia wrażenie dobrego, łagodnego człowieka, który muchy by nie skrzywdził. Jej głos przypomina mi delikatny kwiatuszek na łące, okryty poranną rosą. Jest uroczy. Bardziej śliczny niż piękny. Im dalej w utwór, tym bardziej się rozwija – również jak kwiat. Idealnie wpisuje się w przyjazną aurę artystki.
Piosenka pasuje do wyglądu wokalistki, jej głosu i sposobu śpiewania, wszak również jest urocza i śliczna. Wraz z oprawą wizualną sceny współtworzą artystyczną atmosferę. Niemal podniosłą… a jednak nie. Czegoś zabrakło, bo całokształt nie skradł mi serca jak alyona alyona & Jerry Heil utworem Teresa & Maria (Eurowizja 2024) czy Kalush Orchestra utworem Stefania (Eurowizja 2022, skądinąd wygrana przez Ukrainę z powodów politycznych). Chociaż trudno doczepić się do niej jakościowo czy artystycznie, na tle wymienionych doskonałych reprezentantów Ukrainy tegoroczna reprezentantka wypada blado.
FINAŁ: tak
***
Wielka Brytania: LOOK MUM NO COMPUTER – Eins, Zwei, Drei
Pierwsza myśl: ale nazwa artysty XD. Jeszcze większe XD zaliczyłam chwilę później, gdy Marcin podniósł wzrok znad laptopa, podejrzliwie spojrzał na artystę i powiedział: o, Look Mum No Computer. Jak się okazało, jest to jakiś znany elektroniczny kompozytor, a przynajmniej znany zagorzałym fanom elektroniki. Na Eurowizję 2026 wybrał się z utworem w zamyśle żartobliwym, w praktyce raczej głupawym. Ponieważ nie rozumiałam, po kiego grzyba wcisnął do refrenu irytujące odliczanie po niemiecku, zaczęłam wsłuchiwać się w tekst, aby wyłapać sens tego zabiegu. Szybko się jednak poddałam – warstwa liryczna utworu pozostawia jeszcze więcej do życzenia niż wokalne umiejętności reprezentanta Wielkiej Brytanii.
Co na plus? Brytyjski akcent, kocham! Odcień różu, w którym jest koszulka artysty. Dobry elektroniczny beat, dzięki któremu piosenka jest idealna do potańczenia. Chwytliwy rytm. Fajna energia. Kolorki iluminacji na scenie. Elementy te, chociaż teoretycznie wtórne wobec głosu, umiejętności wokalnych czy tekstu, czynią utwór bardzo fajnym. Podoba mi się bardziej niż propozycje Ukrainy, Austrii, Szwajcarii czy nawet Rumunii. W sumie to w kategorii dobrych znajduje się w czołówce.
FINAŁ: tak (Wielka Brytania jest zawsze; w suuumie do rozważenia piąte miejsce)
***
Eurowizja 2026 Wiedeń – średnie utwory i występy
W tym roku dla urozmaicenia postanowiłam podzielić wór średniaków na trzy podwory. W pierwszym znaleźli się artyści i/lub wystąpienia, które czymś tam się wyróżniają w grupie obmierzłych przeciętniaków. Do drugiego trafili modelowi nudziarze. Trzeci z kolei stał się perfekcyjnym miejscem do przetrzymywania ustrojstwa, dla którego z jednej strony tytuł średniaka to zbytnia łaskawość, z drugiej jednak dobre serduszko nie pozwoliło mi na zdegradowanie do grona najgorszych.
Eurowizja 2026 Wiedeń – średnie z plusem
Mołdawia: Satoshi – Viva, Moldova!
Pozwolę sobie zacząć od tego, co dobre. A zatem: bujająca melodia, świetna energia, FLET! Jestem przekonana, że to właśnie flet zadecydował o wyróżnieniu reprezentantów Mołdawii na tle średniaków. Mam słabość do fletów (tylko bez skojarzeń, proszę). Ponadto na plus są czerwone sukienki, szczególnie ta z wykrojeniem na brzuchu, niemniej za same stroje absolutnie nie wyróżniłabym wystąpienia.
A co jest złe? Długo by wymieniać… Żenujący, nieznośny tekst. Absolutnie nieznośny refren. Przestymulowany wokalista, którego jedynie cud powstrzymał od rzucenia się prosto w kamerę. Wieśniacki klimat. Czuję ciarki żenady na myśl o tym, że miałabym tego słuchać w czasie prywatnym i z własnej woli. Jeżeli wam się to podoba, cóż, po prostu się nie przyznawajcie.
FINAŁ: tak
***
Finlandia: Linda Lampenius x Pete Parkkonen – Liekinheitin
Przyjemny na pierwszy – na drugi już nie – rzut oka pan zachęcił mnie do siebie tatuażami. Szybko jednak zasadził mi kopniaka prosto w bębenki. Okazało się, że ma głos zupełnie nieatrakcyjny. Śpiewa jak pierwsza lepsza osoba wzięta z ulicy i zapędzona do mikrofonu pod groźbą dekapitacji. Srogo przeciętniaczy i jęczy. Szczególnie zadziwia mnie fakt, iż koleś niedomaga wokalnie w utworze, który prawdopodobnie wybrał sobie sam. To właśnie wokalista stanowi najsłabszy element wystąpienia. Na spółę z refrenem. Jest strasznie nudny.
Na plus na pewno beat. Jest dobry, przy czym z pominięciem refrenu, a fuj. Natomiast największe wrażenie zrobiła na mnie skrzypaczka – super wywija na instrumencie. Sprawdziliśmy nawet z Marcinem, czy instrumenty na Eurowizji są na żywo. Okazało się, że… nie. A przynajmniej nie muszą, w przeciwieństwie do wokalu. Czaicie to? Wszystkie te kapele, gitarzyści i inne osoby grające na instrumentach podczas występów walą w swoje gadżety totalnie na niby, bo muzyka i tak leci z playbacku. To jest hit! No ale fińska skrzypaczka chyba grała na żywo. Jej instrument faktycznie był podłączony kablem do czegoś tam. Chyba że patent z kablem wymyślił sprytny marketingowiec, a tak naprawdę końcówkę przewodu wetknął sobie w odbyt, bo akurat była okrągła i pasowała. Cóż, chyba nigdy się nie dowiemy!
FINAŁ: tak
***
Luksemburg: Eva Marija – Mother Nature
Elfica z potencjałem na wyższe kategorie, gdyby nie fakt, że coś mi w niej i jej występie nie podpasowało. Pani jest urocza, ma raczej dobry głos – choć nie jestem pewna, czy przypadkiem nie fałszuje – i dużo w niej naturalnej radości. Niby sprawia wrażenie sympatycznej, ale jej vibe mnie odrzuca. Odnoszę wrażenie, że to szajbnięta hipiska rozmawiająca z drzewami i ratująca wszystkie zwierzątka, łącznie z pluskwami i wszami łonowymi. Winą za skojarzenie obarczam tekst piosenki i mimikę reprezentantki Luksemburga na Eurowizji 2026.
No dobra, to czemu mimo wszystko podwór z plusem? Piosenka, choć nie moja i nie będę jej słuchała w wolnym czasie, jest całkiem urocza. Pojawiają się przyjemne dla ucha skrzypce. (W nawiązaniu do informacji z poprzedniego opisu zastanówmy się wspólnie, na ile to możliwe, że tradycyjne skrzypce słychać tak wyraźnie, choć artystka znacząco przybliża się i oddala od mikrofonu). Ponadto intryguje mnie wokal. Jest specyficzny i ciekawy, nawet jeśli pani trochę fałszuje.
FINAŁ: nie
***
Francja: Monroe – Regarde !
Tym razem bez większych zastrzeżeń. Super strój, piękny głos, świetne wykorzystanie elementów opery. Piosenkę trudno nazwać przeciętną, gdyż nie zasługuje na taką dyskredytację, równocześnie jednak nie kwalifikuje się do grona dobrych. Tak oto trafiła tutaj, do średniakowego czyśćca. Nie pomógł jej fakt, iż niezmiennie od długich lat nie cierpię języka francuskiego. Akceptuję go warunkowo, jeśli utwór jest doskonały lub przynajmniej bardzo dobry, jak ma to miejsce w przypadku Mon Amour wykonania Slimane (Eurowizja 2024) czy papaoutai autorstwa Stromae (spoza Eurowizji; kocham gościa!).
FINAŁ: tak (Francja jest zawsze)
***
Dania: Søren Torpegaard Lund – Før Vi Går Hjem
Potwór Frankensteina skrzyżowany z młodym Marilynem Mansonem. Ma fajną stylówkę – zwłaszcza tę końcową! – i sympatycznie wywija kuperkiem. Beat i wokal są super… do czasu. Chociaż dobrze się zapowiadały, poszły w złą stronę. Jeżeli chodzi o wokal, pojawiło się lekkie wycie. Z kolei podkład cierpi na sinusoidalność. Przez chwilę jest rewelacja, za chwilę tragedia, znów lepiej, znów dupsko, i tak dalej. Najgorszy jest refren, obmierzły. Przywodzi na myśl psią kupę na podeszwie dopiero co zakupionego buta. Na domiar złego – sandała. Uważam, że ma najbardziej zmarnowany potencjał ze wszystkich utworów Eurowizji 2026.
PS Podobnie jak przy występie reprezentantek Chorwacji miałam wrażenie, że w trakcie wykonywania utworu przez scenę przebiega czarne zwierzątko. Niestety i tym razem była to jedynie kamera na kiju.
FINAŁ: tak
***
Eurowizja 2026 Wiedeń – średnie
Niemcy: Sarah Engels – Fire
Przepiękna góra sukni, idealna na sesje zdjęciowe. Szczególnie w oko wpadły mi świecidełka na przezroczystym materiale. Dół sukni okropny, przez co całokształt wygląda jak kupa zarzuconego na artystkę papieru toaletowego (na szczęście bez tej drugiej kupy). Na szczęście pod białym odzieniem skrywa się złoty kostium, miły dla oka. Pani jest bardzo urodziwa, ma piękne włosy i apetyczne uda. To tyle z omówienia kwestii wizualnych, ponieważ pod kątem wizualizacji, świateł czy kolorów nie działo się nic ciekawego, a tym bardziej pozytywnego.
Jeśli chodzi o piosenkę, jest okropna. Gdyby ktoś poprosił was o wyobrażenie sobie najnudniejszej radiówki, jestem przekonana, że wasza wyobraźnia wyplułaby właśnie to. Jedyny plus stanowi a la piszczący głos w tle, powtarzający po artystce I’m on fire, fire. No dobra, jakiś tam mikroplus mogę przyznać za energiczność, żywiołowość. Wokal niestety niezbyt ratuje sytuację – reprezentantka Niemiec na Eurowizji 2026 raz śpiewa dobrze i przyjemnie, raz podwyjuje. Podejrzewam, iż na ogół ma dobry głos, ale się biedna zziajała skakaniem po scenie.
FINAŁ: tak (Niemcy są zawsze)
***
Serbia: LAVINA – Kraj Mene
Kolejny rycerz Dracula. Podejrzewam, że na backstage’u Eurowizji 2026 doszło do starcia pomiędzy reprezentantami Albanii i Serbii. Każdy chciał wywalczyć te same rekwizyty sceniczne: miecze i inne typowe wampirze bajery. W obliczu walki, którą nadzorował stateczny, liczący setki lat reprezentant Litwy, uszczerbku na życiu i zdrowiu doświadczyły jedynie osoby postronne. Jak podają niektóre media: nastąpiła bezkrwawa miazga (krew dziwnym trafem zniknęła).
Przejdźmy jednak do tego, co wydarzyło się już na scenie. Otóż na scenie był potencjał, to na pewno. Niestety jak głosi pradawne powiedzenie: sprawa się rypła. Okazało się, że koleś śpiewa ciszej niż chórki, brakuje mu głosu. Szepcze, mamrocze pod nosem, jęczy, stęka, cholera wie co. Wszystko to jakieś niewyraźne i za ciche. Utwór z kolei jakościowo nie jest zły, wszelako wywołuje jedynie obojętność i niezapamiętajność. Dobrze, że miałam notatki, bo nie wiedziałabym, co o nim napisać.
FINAŁ: tak
***
Azerbejdżan: JIVA – Just Go
Głos okej. Czy jednak nie? Piosenka okej. Czy jednak nie? Trudno stwierdzić i wcale nie ma się ochoty tego robić. Utwór jest typową jednorazówką, której nijak nie da się – a przede wszystkim nie chce się – zapamiętać. Idziemy dalej.
FINAŁ: nie
***
Łotwa: Atvara – Ēnā
Fajny widok we wstępie. Minimalizm, gra światłem i niemalże czarno-biały kadr. Z mroku wyłania się pani w przepięknej, błyszczącej sukni. Głos ma przyjemny, śpiewa dobrze, ale bez szału. Przez cały występ wściekle macha górną szkitą czepną, raz prawą, raz lewą. Opędza się od much albo coś. Beat przez chwilę robi się ciekawy, miałam nawet nadzieję na zaskakującą zmianę klimatu, ale nic z tego. Od początku do końca wieje nudą.
FINAŁ: nie (osoby mające głosować zasnęły)
***
Australia: Delta Goodrem – Eclipse
Reprezentantka Australii na Eurowizji 2026 jest bardziej hamerykańska niż niejeden Amerykanin. Przywiodła mi na myśl polską artystkę Isis Gee, która wystąpiła na Eurowizji w 2008 roku. No dobra, może w wersji soft, bo nasza przedstawicielka była przerysowana do kwadratu. Głos ma bardzo dobry, mocny. Śpiewa czyściutko. Oczywiście mowa już o pani z Australii (nie śmiałabym tego samego napisać o polskiej wokalistce). Niestety utwór, który wykonała, jest skrajnie nudny, wobec czego nawet bardzo dobry głos nie był w stanie uratować występu.
PS Przepiękna kieca.
FINAŁ: tak
***
Eurowizja 2026 Wiedeń – średnie z minusem
Estonia: Vanilla Ninja – Too Epic To Be True
W pierwszym odruchu pomyślałam, że to rodzinne trio: matka z córkami. Pardon! Dziewczyny wyglądają bardzo ładnie, radośnie i sympatycznie. Mają atrakcyjne wdzianka. Śpiewają również w sposób sympatyczny, przez co od razu je polubiłam, tak po ludzku. Niestety sama piosenka, tekst i melodia składają się na nudną radiówkę, której nawet się nie zauważa, nie wspominając już o zapamiętaniu. Wokalnie też nie jest najlepiej. Od czasu do czasu jakiś zaśpiew potrafi pojechać po bębenkach usznych niczym zaostrzona kreda po suchej tablicy szkolnej. Dowodem niezapamiętywalności utworu jest fakt, iż nawet widzowie zapomnieli, aby na niego zagłosować.
FINAŁ: nie (ja zapomniałam, że słuchałam, a inni odbiorcy Eurowizji zapomnieli zagłosować)
***
Czarnogóra: Tamara Živković – Nova Zora
Świetna kryza! Przygarnęłabym do sesji zdjęciowej. Przygarnęłabym też elektroniczne fragmenty beatu, są dobre. Reszta podkładu do wywalenia, przerobienia albo po prostu wręczenia artyście, który zrobiłby z nią coś lepszego niż reprezentantka Czarnogóry. W obecnym kształcie piosenka jest nudna i zaśpiewana nudnym głosem, który sprawia wrażenie niedomagającego. Brakuje temu głosowi głębi.
PS Jak się okazuje, umieszczenie w tytule utworu przygotowanego na Eurowizję słowa zora i różnych jego kombinacji nie wróży niczego nowego. Patrz: Nebulossa – ZORRA (Eurowizja 2024).
FINAŁ: nie (cóż mogę napisać? nie dziwota!)
***
Cypr: Antigoni – JALLA
Urocza syrenka, ale okrutny wyjec. Może zresztą to jest ten słynny syreni śpiew, przez który umierały tysiące marynarzy (nieszczęśnicy rzucali się prosto w otchłań oceanu, byle jak najszybciej utonąć i nie musieć dłużej tego znosić). Słuchać się tego nie da, bo wszystko boli: uszy, umysł, ludzka przyzwoitość. Wystąpienie półfinałowe można obejrzeć w ramach kabaretu, choć łapie człowieka second-hand embarrassment, gdy artystka co chwilę nie trafia w nuty. Podkład swoje, a ona swoje. Wystąpienie finałowe można już śmiało pominąć.
Całokształt ma fajną energię, ale ze względu na ogrom wad nijak nie da się go ocenić lepiej. Poza tym jest potężnie kiczowaty, zwłaszcza wizualnie. Kwalifikacja do finału kosztem innych uczestników, zwłaszcza takich jak reprezentanci Armenii czy Szwajcarii? Żenada. W mojej ocenie było to najgorsze wystąpienie finałowe. A przynajmniej najgorsze z tych, które dali artyści zakwalifikowani w półfinałach. Pałeczkę okropieństwa na Eurowizji 2026 bowiem dzierżą Włochy.
FINAŁ: tak
***
Eurowizja 2026 Wiedeń – najgorsze utwory i występy
Portugalia: Bandidos do Cante – Rosa
Bardzo ładnie się zaczęło. Gdy śpiewał pierwszy wokalista, pomyślałam: o, będzie coś fajnego. Jakże płonne były me nadzieje! Przyjemny wokalnie pan bardzo szybko przestał śpiewać solo, a na jego miejsce wjechał nudny chór. Kiedy odzywały się kolejne głosy solo, były nudne. W nudny sposób śpiewały nudną piosenkę. Poziom obmierzłej nudy przekroczył mój nudnometr, dlatego reprezentanci Portugalii na Eurowizji 2026 musieli trafić do kategorii najgorszych. Sorry!
FINAŁ: nie (nie dziwię się)
***
Gruzja: Bzikebi – On Replay
Przejrzałe, nakrapiane banany, w tym dwie babanany i jeden męski banan. Całe trio cierpi na bolesny brak zdolności wokalnych, o talencie nawet nie wspominając. Szczególnie jedna artystka – o ile w ogóle mogę użyć tego słowa – wyje jak jasna cholera, aż uszy więdną. Piosenka jest mega nudna. Wizualizacje pojawiające się w tle okazują się znacznie lepsze od artystów na scenie. Skądinąd są tak dobre, iż podejrzewam, że teledysk do piosenki może być atrakcyjny.
FINAŁ: nie (fakt ów przywraca wiarę w ludzi)
***
San Marino: SENHIT – Superstar
Pani bardzo sympatyczna z twarzy. Przywiodła mi na myśl ciemnoskórą Cher. Niestety fizjonomia to wszystko, co je łączy, albowiem reprezentantka San Marino na Eurowizji 2026 wyje niczym zraniony w struny głosowe wilk. Piosenka jest strasznie nudna. Ze względu na radosny vibe mogłaby być tłem na wesołym miasteczku, ale z całą pewnością nie w wersji live, ponieważ klienci ze zgrozy pospadaliby z roller coasterów i innych diabelskich młynów. Kiepskiej sytuacji występowej bynajmniej nie ratuje pojawienie się Charliego Chaplina. W przeciwieństwie do koleżanki nie wzbudza sympatii, jego obecność zaś niewiele wnosi. Artystycznie wręcz nic. Miał do powiedzenia ze trzy słowa, a wokalistka i tak postanowiła go zakrzyczeć – złoto (2:21)!
Całokształt bardzo przypomina mi pewien występ z Eurowizji 2019, skądinąd również zaserwowany przez reprezentantów San Marino (skąd bierze się tam artystów?!). Serhat z piosenką Say Na Na Na – polecam przesłuchać. Nie dziękujcie.
FINAŁ: nie
***
Włochy: Sal Da Vinci – Per Sempre Sì
Śliski przyjemniaczek. Ken i manekin w jednym. Śpiewa absolutnie nieznośnie. W finale tak zawył, że aż zazgrzytałam zębami. Jeżeli macie ochotę tego doświadczyć, proszę bardzo: 1:22-1:23. Ale uwaga! Włączacie na własną odpowiedzialność i mając na uwadze ryzyko konieczności wydania pieniędzy na prywatną wizytę u laryngologa. Bądź dentysty, jeśli zdarzy wam się zazgrzytać zębami z bólu jak mnie. Absolutnie najgorsze wystąpienie Eurowizji 2026.
FINAŁ: tak (Włochy są zawsze)
***
Eurowizja 2026 wybiła mnie z blogowego letargu. Bądźcie tak dobrzy, drodzy czytelnicy, i z tej okazji wybudźcie się z letargu komentatorskiego. Wasze opinie na temat tegorocznego konkursu piosenki są mile widziane. Dejcie przynajmniej trzy, nie pozwólcie się prosić!

Artysta z Nowergii przypomina Ci Freddiego Mercury’ego, a artystka z Belgii przypomina Ci Björk. Zgadłem?
To są bardzo dobre typy, choć nie czuję, by chodziło mi akurat o nie. A szkoda, bo nieprzyjemnie jest nie wiedzieć, co się miało w głowie!