Może to tylko bańka, w którą wpadłam ze względu na oglądanie pewnego rodzaju treści w internecie, jednak wydaje mi się, że w ostatnim czasie – głównie miesiącach, ale latach też – bardzo dużo uwagi poświęca się komunikacji inkluzywnej i językowi inkluzywnemu w świetle neutralności płciowej. Nie widziałabym w tym niczego irytującego, gdyby nie fakt, iż nie chodzi o proponowanie i promowanie nowych wzorców jako wartych uwagi, lecz o wciskanie ich w gardło wszystkim, którzy są neutralni, niezainteresowani bądź sceptyczni. Przykładowo w jednym z odsłuchanych przeze mnie wywiadów z osobą ze środowiska LGBTQ padło stwierdzenie, iż używanie zaimków neutralnych płciowo jest pozytywne lub neutralne, a nieużywanie negatywne. Tak oto kwestia niestosowania zaimków neutralnych płciowo wobec osób niebinarnych została zepchnięta do tylko jednej możliwej oceny: negatywnej.
Powyższy zarzut bynajmniej nie jest jedynym, jaki mam wobec nachalnej promocji komunikacji inkluzywnej, języka inkluzywnego i różnorodnych form neutralnych płciowo stosowanych wobec ludzi – osób niebinarnych, ale nie tylko. Resztę poznacie w toku lektury niniejszego artykułu, w którym zebrałam różne formy języka inkluzywnego neutralnego płciowo i opatrzyłam je, oraz całe zjawisko niebinarnej komunikacji inkluzywnej, moim komentarzem. Przygotujcie się na dużo nowych terminów i podróż przez niemalże alternatywny słownik języka polskiego (na szczęście nieobowiązujący, więc nie musicie notować). Życzę miło spędzonego czasu i, jak zwykle, owocnych przemyśleń.
Czym są formy neutralne płciowo? Język inkluzywny
Komunikacja inkluzywna to taka, której uczestnicy nie czują się wykluczeni ani gorsi od reszty. Są równoprawnymi podmiotami w rozmowie i mogą posługiwać się językiem, za pomocą którego są w stanie wyrażać się o sobie bez negatywnego nacechowania, a inni uczestnicy rozmowy mogą wyrażać się o nich w ten sam sposób. Komunikacja inkluzywna opiera się na języku inkluzywnym, którego szalenie ważną w ostatnim czasie częścią są formy neutralne płciowo. Dzięki temu, że nie wskazują na płeć rozmówcy, pozwalają zabierać głos w dyskusji nie tylko kobietom i mężczyznom, ale także osobom niebinarnym, które do tej pory nie posiadały reprezentacji w zaimkach, rzeczownikach i ogólnie języku polskim.
Język inkluzywny stanowi szeroki termin, który mieści różne formy i odnosi się do różnych podmiotów (do tego jeszcze wrócę). Jeżeli chodzi o niebinarny język inkluzywny, część wyrazów powstaje na zasadzie słowotwórstwa, a część opiera się na tym, co już posiadamy w języku polskim. W zasadzie neutralność płciowa jest jedynym warunkiem, który musi spełniać nowa forma w ramach niebinarnego języka inkuzywnego. Tak oto w komunikacji inkluzywnej spotyka się m.in. neutratywy zgodne z rodzajem neutralnym (chodzi oczywiście o rodzaj nijaki, ale to słowo nacechowane negatywnie i sugeruje się zrezygnowanie z niego), dukatywy zgodne z rodzajem postpłciowym (termin wywodzi się z książki fantasy, której jednak sama nie czytałam) czy osobatywy (które mamy w języku polskim od dawna, po prostu teraz pojawiają się w wyrażeniach, z którymi nie jesteśmy oswojeni).
Moje spojrzenie na język inkluzywny
Język inkluzywny, czyli taki, który nie wyklucza ani nie dyskryminuje. Czy jednak na pewno? Osoby promujące komunikację inkluzywną i formy neutralne płciowo stanowczo za bardzo skupiają się na jednym aspekcie człowieka: płci. W niektórych materiałach tekstowych i audiowizualnych między językiem inkluzywnym a językiem neutralnym płciowo stawia się wręcz znak równości, mimo iż w rzeczywistości ten drugi stanowi tylko jeden ze składników języka inkluzywnego. Trudno wszak zaprzeczyć, że człowiek to znacznie więcej niż płeć, a jego problemy obejmują nieporównywalnie więcej aspektów niż brak identyfikacji ze swoją lub jakąkolwiek płcią (niebinarność). Przykładowo więcej niż osób niebinarnych mamy w społeczeństwie osób niepełnosprawnych, jednak nie słyszałam o promowaniu języka inkluzywnego, który omijałby takie formy jak przyjdźcie (choć przecież nie wszyscy są w stanie przyjść), wystarczy spojrzeć (chociaż nie wszyscy mogą spojrzeć) i inne podobne.
Język inkluzywny wobec osób niepełnosprawnych, chociaż istnieje i z założenia stanowi równoprawny element języka inkluzywnego jako całości, jest znacznie uboższy niż słownik powstający na rzecz osób niebinarnych. Lewica skupia się na zagadnieniu płciowości i seksualności, podobnie jak Kościół katolicki przedstawia grzech nieczystości jako wyjątkowo naganny i większy niż inne. Seks i towarzyszące mu tematy dobrze się medialnie sprzedają, dlatego język inkluzywny zdominowały osoby niebinarne, nie zaś jakiekolwiek inne mogące czuć wykluczenie (chociażby o kolorze skóry innym niż biały, etniczności innej niż dominująca w danym kraju, niszowym wyznaniu, a nawet seniorzy).

Osoby niebinarne a zaimki osobowe neutralne płciowo
Wojna o neutralne płciowo zaimki osobowe stanowi jeden z najjaskrawszych przejawów obecności języka inkluzywnego w przestrzeni publicznej. Mam wrażenie, że to właśnie zaimki osobowe stały się emblematem językowym osób niebinarnych, wobec czego osobatywy, neutratywy, dukaizmy, iksatywy i inne formy neutralne płciowo są mniej znane przeciętnemu zjadaczowi chleba.
Chciałoby się napisać, że zaimki osobowe preferowane przez osoby niebinarne to ono/jego (l.poj. rodzaju nijakiego (zgodnie z językiem inkluzywnym: neutralnego)) bądź oni/ich (l.mn. rodzaju niemęskoosobowego (tutaj także zgodnie z językiem inkluzywnym: neutralnego)), i zamknąć temat. Ale nie ma tak łatwo! W komunikacji inkluzywnej można usłyszeć znacznie więcej typów zaimków osobowych neutralnych płciowo. Ja podczas przygotowywania się do napisania niniejszej publikacji trafiłam na następujące:
- klasyczne zaimki neutralne (nijakie): ono/jego. Ponieważ jednak w języku polskim dopełniacz (kogo? czego?) rodzaju nijakiego brzmi jak dopełniacz rodzaju męskiego, niektóre osoby niebinarne preferują odmianę zgodną z rodzajem żeńskim: ono/jej,
- inne zaimki neutralne (nijakie) z ono: w powyższych przykładach rodzaj nijaki odmienia się jak rodzaj męski lub żeński, co nie odpowiada części osób niebinarnych, jako iż nie czują się przedstawicielami ani płci męskiej, ani płci żeńskiej. Na szczęście dla nich język jest plastyczny, toteż mogą postawić na alternatywną odmianę, najbardziej odpowiadającą ich potrzebom i preferencjom. Tak oto język inkluzywny pozwala odmieniać zaimki: ono/jejgo, ono/jeno, ono/jenu,
- zaimki neutralne oparte na l.mn.: polski język inkluzywny na podobieństwo języka angielskiego pozwala osobom niebinarnym na posługiwanie się liczbą mnogą do przedstawiania siebie. Do wyboru jest wariant klasyczny: oni/ich, oraz mieszany: ono/ich (l.poj. + l.mn.). O mieszaniu w drugą stronę, tj. oni/jego, oni/jej etc., nie czytałam, ale zakładam, że i taką formę można spotkać,
- inne zaimki neutralne oparte na l.mn.: jeżeli jednak dana osoba niebinarna w powyższym zestawieniu form neutralnych płciowo nie znajdzie odpowiedniej dla siebie, może wybrać jedną z następujących, również opartych częściowo na l.mn. rodzaju niemęskoosobowego: one/ich, oni/ich, oni/e/ich (tutaj mianownik brzmi: oni/e, zapisuje się go z ukośnikiem), ona/ich, on/ich, ony/ich, onie/ich,
- dukaizmy: ich wyjaśnienie znajdziecie w dalszej części artykułu. Teraz wystarczy wam wiedzieć, iż dukaizmy to następujące zaimki osobowe neutralne płciowo: onu/jenu, onu/jejo, ne/nego, onu/jegu,
- neozaimki: przedrostek neo wskazuje na coś nowego, słowotwórstwo. Jeśli właśnie ten sposób kształtowania języka inkluzywnego pasuje danym osobom niebinarnym, mogą preferować formy: vono/vego, ono/eno, miau/miauego, wona/wej, ony/jegi, onu/jegie, a nawet onæ/jæ czy onø/jenø (znalazłam tego więcej, ale już bez zaproponowanej odmiany: vo, vu, vim),
- neutralne płciowo zaimki osobowe: jeśli dobrze rozumiem, są to formy języka inklyzywnego oparte na iksatywach, o których napisałam w dalszej części. Służą komunikacji inkluzywnej w internecie i ogólnie w piśmie. Należą do nich: onx/jex, on/a/jego/jej, on_/je_, on*/je*, on’/je’ etc. Chodzi tu o zastąpienie potencjalnej litery wskazującej na płeć znakiem specjalnym bądź literą x. W efekcie zapis taki jak on_ uwzględnia wszystkie formy: męską (on), żeńską (ona), nijaką/neutralną (ono),
- inkluzywne zaimki osobowe oparte na osobatywach: dodatkowo osoby niebinarne mogą sobie życzyć, aby mówić o nich przy użyciu zaimków przynależnych do słowa osoba, czyli ta/tej.
Oczywiście to nadal nie wszystko, bo osoby niebinarne mogą również: preferować omijanie zaimków osobowych oraz form nacechowanych płciowo (np. poprzez zmianę poszłobyś ze mną na pójdziesz ze mną etc.), korzystać z rozmaitych zaimków (np. mówić o sobie jednocześnie ona, on, ono i oni) i odmieniać je na różne sposoby (tradycyjny dla języka polskiego lub wchodzący w skład neologizmów), oczekiwać zastępowania zaimków osobowych emoji bądź inicjałem podczas internetowej komunikacji inkluzywnej.
Moje spojrzenie na zaimki neutralne płciowo
Język polski nie jest językiem łatwym nawet dla osób urodzonych w Polsce. Jeśli przeczytacie sto losowych co najmniej kilkuzdaniowych wypowiedzi w internecie – i to wyłącznie takich, które zostały napisane starannie i z namysłem – spokojnie w co najmniej dziewięćdziesięciu z nich znajdziecie błędy. Ludzie znają podstawy, ale gdy w grę wchodzą nietypowe konstrukcje czy nawet przecinki, przegrywają z zasadami języka polskiego.
Tymczasem osoby niebinarne, chcąc przekonać przeciętnego Polaka do języka inkluzywnego, proponują dziesiątki form nienacechowanych płciowo i ich odmian. Na dodatek aby wypaść pozytywnie w komunikacji inkluzywnej i nie urazić niczyich uczuć, trzeba szanować fakt, iż każda osoba niebinarna może preferować inne zaimki i odmianę. Oznacza to, że jeśli pozna się grupę osób niebinarnych, w której każda woli co innego, podczas rozmowy będzie trzeba skupić całą uwagę na poprawności językowej zamiast na treści merytorycznej, aby przypadkiem nie wypaść na nietolerancyjnego buca. Na dodatek wszystko to w myśl poszanowania błędnego przekonania pewnych ludzi, że mają płeć inną niż kobieta lub mężczyzna, są przedstawicielami obu naraz bądź nie mają żadnej.

Co to są neutratywy?
To tyle, jeśli chodzi o zaimki neutralne płciowo, czas zatem przyjrzeć się rzeczownikom w języku inkluzywnym. Pierwszym ich typem są neutratywy, formy powstałe na bazie słowotwórstwa, jednakże oparte na tradycyjnym rodzaju nijakim (jak już wspomniałam, w języku inkluzywnym przemianowanym na neutralny). Są względnie łatwe do konstruowania i odmieniania, zwłaszcza w porównaniu z zaimkami osobowymi neutralnymi płciowo.
Neutratywy wykorzystują końcówki rodzaju nijakiego, m.in. -rze (np. od morze), -ię (np. od prosię), -ce (np. od słońce), -o (np. od dziecko), -cze (np. od bożyszcze), a także -um (np. od akcesorium). W związku tym neutratywy używane przez osoby niebinarne mogą brzmieć: absolwencie, absolwentcze lub absolwentko (zamiast absolwent/absolwentka), Polacze lub Polcze (zamiast Polak/Polka), studencie, studentum lub studentko (zamiast student/studentka) etc.
Moje spojrzenie na neutratywy
W zasadzie jest to mój zarzut wobec całego języka inkluzywnego neutralnego płciowo, wszelako mam wrażenie, iż neutratywy ukazują problem lepiej niż zaimki osobowe neutralne płciowo. Wszystko dlatego, że zaimki da się ominąć, na przykład używając imienia osoby niebinarnej, z kolei odmiany przymiotników i czasowników można uniknąć dzięki odpowiedniej konstrukcji zdań (chociaż nie zawsze i na pewno nie w czasie rzeczywistym, kiedy rozmawia się twarzą w twarz bądź przez telefon).
Moim zarzutem jest fakt, iż język inkluzywny, w tym neutratywy, wypływa bezpośrednio z założenia, iż istnieją płcie inne niż kobieta i mężczyzna, da się mieć dwie lub więcej płci naraz bądź można nie mieć żadnej. Jest to założenie błędne już u podstawy, niezgodne z obecną wiedzą biologiczną i nauką. Co prawda tożsamość płciowa (gender) – czy to indywidualna, czy to kulturowa – nie jest tym samym co płeć (sex), jednakże tożsamość płciowa opiera się na płci, więc nie może być od niej niezależna. To po pierwsze.
Po drugie nawet gdyby osoby niebinarne chciały identyfikować się z wyimaginowanymi milionami płci naraz lub żadną, nie zmienia to faktu, iż formy w języku polskim biorą się od płci, a nie tożsamości płciowych. Płeć ma się jedną i nie da się jej zmienić (nawet kiedy jest się osobą interpłciową lub transpłciową, ma się określoną płeć, nie zaś dwie, więcej lub żadną). Niezależnie więc od poczucia i błędnej samoidentyfikacji danej osoby niebinarnej nie widzę błędu w zwracaniu się do niej taką formą, jaka pasuje do jej płci.

Co to są osobatywy?
Podczas gdy neutratywy wymagają kreatywnego słowotwórstwa i dodają do słownika nowe, nierzadko obco brzmiące wyrazy, osobatywy występujące w języku inklyzywnym są obecne także w tradycyjnym języku polskim. Osobatywy bowiem to formy z rzeczownikiem osoba, do którego dołącza się odpowiedni człon uzupełniający sens podmiotu w danym kontekście. Można je tworzyć poprzez dodanie do rzeczownika osoba m.in. imiesłowu (np. osoba studiująca) lub przymiotnika (np. osoba studencka). Warto zauważyć, że na co dzień spotykamy wiele osobatywów, z którymi jesteśmy oswojeni, np. osoba towarzysząca w zaproszeniu na ślub.
Jednakże osobatywy obecne w tradycyjnym języku polskim najczęściej używane są do określania płci osób, których nie znamy. Weźmy na przykład wymienioną wyżej osobę towarzyszącą. Pisze się w ten sposób, aby zaproszony mógł zabrać ze sobą, kogo tylko chce – czy to partnerkę, czy to koleżankę, czy to partnera, czy to kolegę. Moim zdaniem rzadziej, ale także, osobatywy stosuje się wobec kobiet i mężczyzn łącznie, aby nie musieć zwracać się do nich z osobna, np. szanowne osoby tu zebrane. Tymczasem w języku inkluzywnym osobatywy służą do: 1) określania osoby niebinarnej (mającej płeć inną niż kobieta lub mężczyzna, mającej wiele płci lub niemającej płci), 2) zwracania się do kobiet, mężczyzn oraz osób niebinarnych.
Moje spojrzenie na osobatywy
Mimo iż jestem za feminatywami (o czym napiszę innym razem), nie przeszkadza mi zwracanie się do mnie poprzez rzeczowniki w rodzaju męskim. Chociaż sama określam się copywriterką i blogerką, wiem, że kiedy ktoś nazywa mnie copywriterem lub blogerem, nie ma na myśli faktu, iż jestem mężczyzną. Po prostu stosuje zasady języka polskiego, które są poprawne oraz zakorzenione w myśli i mowie. Tymczasem osobatywy, a także neutratywy i inne formy języka inkluzywnego, zdają się wychodzić z założenia, iż korzystanie z form męskich i żeńskich odbiera osobom niebinarnym tożsamość czy godność.
Ponadto wracamy do problemu liczby płci. Biologicznie są dwie, więc określenie takie jak osoba studencka jest po prostu niepotrzebne, a do tego długie i nieporęczne. Podobnie osoby studenckie (szesnaście znaków, sześć sylab) wcale nie skraca studentki i studenci (dwadzieścia znaków, siedem sylab) w sposób tak znaczący, że warto byłoby zaprowadzić zmiany w języku codziennym.

Co to są dukaizmy i dukatwywy?
Dukaizmy to formy języka inkluzywnego – dokładnie rzecz biorąc: słowotwórcze zaimki oraz specyficzny sposób odmiany zaimków, nazw własnych, przymiotników i czasowników – z powieści fantasy Jacka Dukaja. Ponieważ są zgodne z zasadami języka inkluzywnego, jako iż nie wskazują na płeć, zostały zapożyczone przez osoby niebinarne do komunikacji inkluzywnej opartej na poszanowaniu uczuć i odczuć drugiego człowieka (niebinarnego). Co prawda w książce Dukaja są formami postpłciowymi i dotyczą istot nieposiadających płci, wszelako w świecie rzeczywistym mogą określać także osoby identyfikujące się z dwiema lub większą liczbą płci.
Przykładowe dukaizmy wyglądają następująco: zaimki onu (odmiana: d. jenu/nu/nienu, c. jewu/wu, b. jenu/nu/nienu, n. num, msc. num, w. brak), przymiotniki (ładnu, mądru, bogatu), czasowniki (napisałum, przeczytałuś, powiedziału).
Chociaż dukaizmy obejmują różne rodzaje odmiany słów języka inkluzywnego, nie ma wśród nich rzeczowników. I tak oto osoby niebinarne na użytek komunikacji inkluzywnej musiały je sobie stworzyć same. Rzeczowniki tworzone na bazie dukaizmów otrzymały nazwę: dukatywy, aby nadal wskazywały na źródło: Dukaja. Dukatywy tworzy się w bardzo łatwy sposób, po prostu zakańczając rzeczowniki literą u (z reguły w miejscu, w którym w rodzaju żeńskim jest ka, lub z lekką korektą innych liter). Oto przykłady: studentu, Polaku lub Polku, ale już przyjaciołu. Z kolei w liczbie mnogiej zamiast u występuje litera y, np. studenty, przyjacioły.
Dukatywy można nieopatrznie pomylić z neutratywami. Różnica między nimi jest taka, że dukatywy nie nawiązują do żadnej obecnej w języku polskim odmiany i powstały na bazie rodzaju postpłciowego, a neutratywy bazują na końcówkach istniejących w języku polskim i powstały w oparciu o rodzaj nijaki (lub neutralny, jak wolą osoby niebinarne).
Moje spojrzenie na dukaizmy i dukatywy
Język inkluzywny i formy neutralne płciowo miały sprawić, że ludzie niezależnie od płci będą w języku równi i/lub równie reprezentowani. Aby jednak wydarzyło się to pierwsze, absolutnie każdy musiałby stosować się do zasad komunikacji inkluzywnej. Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, że na planecie Ziemia nie wydarzy się to mniej więcej nigdy. Jeśli zaś chodzi to drugie, również nie da się tego osiągnąć, gdyż dla każdego rodzaju tożsamości płciowej musiałaby być osobna forma. Bo niby dlaczego osoba genderfluid ma mieć te same zaimki i odmiany co osoba agender?
Niestety w zaistniałej sytuacji jedyne, o co walczy się za pomocą dukaizmów, dukatywów, neutratywów i innych form neutralnych płciowo, to poszerzenie binarnej reprezentacji językowej o jedną grupę i stworzenie triady. Powstanie prawdziwego języka inkluzywnego może zostać zastąpione co najwyżej funkcjonowaniem form żeńskich (i męskich) dla kobiet, męskich dla mężczyzn i nijakich bądź słowotwórczych dla… cóż, całej reszty. Zamiast reprezentować siebie i swoją tożsamość, osoby niebinarne będą korzystać z worka wszystkiego, czego nie da się zakwalifikować. Nie rozumiem, w czym to ma być lepsze od posługiwania się formami przypisanymi do swojej płci biologicznej.
Nie rozumiem też, dlaczego osoba genderfluid (utrzymuje, że ma kilka płci i płynnie pomiędzy nimi przechodzi) może posługiwać się dokładnie tymi samymi zaimkami co osoba agender (utrzymuje, że nie ma płci), natomiast absolutnie nie można się do niej zwracać formą żeńską/męską, mimo iż biologicznie jest kobietą/mężczyzną. Naprawdę trudno mi uważać niebinarność za coś innego niż modę. Sądzę też, iż większość osób niebinarnych nie potrafi wyjaśnić ani nawet zdefiniować swojej niebinarności.

Co to są iksatywy?
Podczas gdy neutratywy, osobatywy i dukatywy są rzeczownikami wykorzystywanymi zarówno w mowie, jak i w piśmie, iksatywy stanowią formę neutralną płciowo dostępną jedynie w piśmie, przede wszystkim w cyfrowej komunikacji inkluzywnej. Przedsmak iksatywów dostaliście podczas omawiania przeze mnie zaimków neutralnych płciowo. Pojawiły się tam formy niedokończone, w których jedną literę lub więcej zastępuje litera x bądź znak: _, *, ’. Na tej samej zasadzie tworzy się rzeczowniki, np. twórcx lub twórc_ (zamiast twórca/twórczyni), artystx lub artyst_ albo artystxa lub artyst_a (zamiast artysta/artystka).
Dukatywy (rzeczowniki) mają wsparcie w postaci dukaizmów (zaimków i odmiany). Podobnie jest z iksatywami. Zaimki osobowe już omówiłam, jednak pozostała nam jeszcze odmiana przymiotników, czasowników etc. Jest względnie intuicyjna, np. zamiast piękny/piękna pisze się piękn_, a zamiast wzięliście/wzięłyście – wzię_ście. Niestety niektóre słowa byłyby całkowicie nieczytelne, w związku z czym do pewnego stopnia ignoruje się reguły tworzenia iksatywów i form pochodnych i zapisuje: przyjaciół_ zamiast przyjaci_, chociaż to właśnie tutaj powinno zostać ucięte to słowo.
Moje spojrzenie na iksatywy
Moim największym zastrzeżeniem wobec iksatywów jest fakt, iż intuicyjna zasada ich tworzenia przegrywa w starciu z zawiłością języka polskiego. Jak napisałam wyżej, nie sposób zrobić czytelnego i łatwego do zrozumienia rzeczownika w rodzaju nijakim (neutralnym) jako alternatywy wobec przyjaciela i przyjaciółki. A to tylko jeden z licznych przykładów. (Jak skrócić słowa drodzy i drogie do wspólnego iksatywu? Dro_ jest bez sensu).
Drugi zarzut wiąże się z faktem, iż iksatywy da się zastosować jedynie w piśmie. Trzeci, że czynią tekst trudniejszym do przeczytania i zrozumienia (dro_ czytelnic_ bloga). I wreszcie czwarty, iż komplikują język w myśl nienaukowego założenia, iż można nie mieć płci bądź mieć inną niż męska lub żeńska, a tym bardziej więcej niż jedną.

Osoba z macicą – nie tylko osoba niebinarna
Neutratywy, dukatywy i dukaizmy nie są formami języka inkluzywnego, z którymi spotykam się często. Za to na osobatywy trafiam względnie często, szczególnie na jeden konkretny osobatyw: osoba z macicą/osoby z macicą. Forma ta zastępuje słowa kobieta/kobiety, aby objąć znaczeniem zarówno typowe kobiety, jak i osoby interpłciowe, transpłciowe i oczywiście niebinarne.
Określenie osoba z macicą stosuje się albo w języku codziennym zamiast rzekomo ograniczającego słowa kobieta, albo w kontekście medycznym, np. na lewicowych profilach poświęconych życiu płciowemu i seksualnemu kobiet osób z macicą.
Moje spojrzenie na osobatyw osoba z macicą
Termin osoba z macicą w myśl idei języka inkluzywnego neutralnego płciowo ma nie tylko nie wykluczać, ale także włączać osoby, których dotyczy temat, a które nie mieszczą się w pierwotnym kręgu uwzględniającym tylko kobiety. Czy jednak udaje się to osiągnąć? Kiedy używa się określenia osoba z macicą w języku codziennym zamiast – zdawać by się mogło – przestarzałego i opresyjnego kobieta, kompletnie wyklucza się: 1) kobiety po operacji usunięcia macicy, 2) kobiety, które w wyniku wad rozwoju płodowego nigdy nie wykształciły macicy, 3) kobiety transpłciowe, którym co prawda przekształca się penis w pochwę, ale nie tworzy się całej macicy, bo nie ma to sensu z uwagi na brak możliwości zajścia w ciążę. Natomiast kiedy zastępuje się kobietę inkluzywną osobą z macicą w kontekście medycznym, do dyskusji włącza się co najwyżej transpłciowych mężczyzn, którzy czekają na tranzycję, bo nie chcą być kobietami, oraz osoby interpłciowe, które też wymagają operacji, by cieszyć się pełnią zdrowia, w tym płciowego, seksualnego, rozrodczego i psychicznego.
Mówimy o małym odsetku populacji, dla którego próbuje się zmieniać język, niekiedy wywracając go do góry nogami. Jak już wspominałam, nie robimy tego samego chociażby dla ludzi niepełnosprawnych, których przecież jest więcej i których stan przynajmniej ma oparcie w faktach. Czy więc rzeczywiście chodzi o inkluzywność, czy może o modę, która przyszła z Zachodu? Dlaczego w tym samym czasie nie promuje się unikania stwierdzeń, że człowiek ma dwie ręce, skoro niektórzy ludzie mają trzy ręce, jedną lub wcale? Dlaczego nie uczula się społeczeństwa, by podczas wyrażania aprobaty unikało klaskania, bo osobie bez rąk może się zrobić przykro? I dlaczego nie nakłania się sprzedawców odzieży zimowej, aby podczas prezentowania rękawiczek korzystali także z modeli o niebinarnej liczbie rąk? (Oczywiście zadaję owe pytania, by podkreślić absurd sytuacji, nie zaś nakreślić problem języka i kultury dyskryminujących ludzi bez dwóch rąk).
Dodatkowo osobatywy typu osoba z macicą, osoba z pochwą, osoba z waginą lub też osoba menstruująca irytują mnie z uwagi na fakt, iż jestem za feminatywami. Podoba mi się zwiększanie reprezentacji żeńskiej w polskich rzeczownikach. Tymczasem część działaczy lewicowych nie tylko nie wspomaga kobiet w promowaniu feminatywów, ale także ogranicza stosowanie słowa kobieta.

Osoby studenckie (i inne osobatywy) – nie tylko osoby niebinarne
Podczas gdy osoba z macicą to albo kobieta, albo transpłciowy mężczyzna (chromosomowa kobieta czekająca na tranzycję), albo osoba interpłciowa (kobieta lub mężczyzna z wadami rozwoju płciowego w życiu płodowym), osobatywy takie jak osoby studenckie, osoby pacjenckie, osoby pracownicze, osoby dyrektorskie etc. obejmują wszystko, co się da: według mnie kobiety i mężczyzn, bo tylko te dwie płcie istnieją, według osób opowiadających się za językiem inkluzywnym zaś kobiety, mężczyzn i osoby niebinarne. Szczególną popularnością cieszą się właśnie osoby studenckie, jako iż niebinarność jest domeną osób młodych i to w pokoleniu Z spotyka się ją najczęściej. Nadzwyczajnie wrażliwi i podatni na zranienie uczuć studenci z pokolenia Z lubią język inkluzywny, który daje im komfort bycia sobą bez konieczności zaszufladkowania się czy też przypisania do konkretnej płci i idących za nią stereotypów kulturowych.
Wiązanie niebinarności z młodym pokoleniem jest intuicyjne, wszelako na takowy związek istnieją dowody. Dostarczają ich instytuty badawcze biorące na tapet osoby niebinarne lub całą społeczność LGBTQ na danym obszarze geograficznym (póki co głównie USA, gdzie niebinarność jest zagadnieniem gorętszym niż w Polsce). Dwa przykładowe raporty z badań to Nonbinary LGBTQ Adults in the United States autorstwa The Williams Institute i The Trevor Project Research Brief: Diversity of Nonbinary Youth autorstwa The Trevor Project. Z pierwszego wynika, iż 76% osób niebinarnych jest w wieku 18-29 lat, a przy okazji 89% pochodzi z miasta. W drugim pojawiają się informacje takie jak wysoki odsetek osób z pokolenia Z, które znają co najmniej jedną osobę posługującą się zaimkami neutralnymi płciowo (35%), a także wysokie odsetki osób ze społeczności LGBTQ w dolnych przedziałach wiekowych, które same identyfikują się jako niebinarne: 26% w grupie 13-17 lat i 27% w grupie 18-24 lata.
W ramach obrony strony przeciwnej muszę zaznaczyć, iż powyższe dane nie mówią niczego o powodzie, dla którego osoby niebinarne to w dużej – głównej, jak ukazuje raport The Williams Institute – przedstawiciele pokolenia Z. Mogę się mylić, zrzucając deklarację bycia niebinarnym na karb mody, buntu młodzieńczego, zagubienia psychiczno-emocjonalnego, naturalnych dla wieku dojrzewania poszukiwań i eksperymentów, niechęci do bycia zaszufladkowanym etc. Być może z niebinarnością jest tak jak z homoseksualnością, depresją czy innymi zagadnieniami psychicznymi – obecnie odnotowuje się ich więcej, bo ludzie wreszcie przestają się wstydzić i mówią o sobie prawdę, zamiast ukrywać się za sakramentem małżeństwa, maską uśmiechu, wizerunkiem przykładnego rodzica, pracownika, sąsiada.
Widzę tu jednak kilka problemów. Po pierwsze homoseksualność, depresję czy autyzm da się potwierdzić, a niebinarność jest wyłącznie deklaratywna. Po drugie występowanie tych zjawisk w różnych grupach wiekowych nie jest aż tak zróżnicowane jak w przypadku niebinarności. Przykładowo homo- i biseksualność deklaruje 17% osób poniżej 30 roku życia, 8% osób w wieku 30-49 lat, 5% osób w wieku 50-64 lata i 2% osób powyżej 65 lat (źródło: Pew Research Center). Z kolei na depresję choruje 17% osób w wieku 18-25 lat, 8,9% osób w wieku 26-49 lat i 4,8% osób powyżej 50 roku życia (źródło: National Institute of Mental Health). Po trzecie współczesne superpowszechne diagnozowanie pewnych chorób, zaburzeń czy uwarunkowań psychicznych niestety wynika w pewnym stopniu z mody i również osoby zdrowe mogą otrzymać modną diagnozę. Skoro więc nawet specjaliści popełniają błędy lub ulegają wpływom, dlaczego miałyby tego nie robić samodiagnozujące się osoby niebinarne? Ludzie po prostu czasem się mylą, zwłaszcza gdy oceniają psychikę. I wreszcie po czwarte nadal gender to nie płeć. Nawet jeśli ktoś uważa się za osobę niebinarną (gender), jest kobietą bądź mężczyzną (płeć).
Wracając do głównego wątku, w ramach deseru prezentuję osobatywy utworzone na podobieństwo osób studenckich, których można by używać na co dzień w ramach komunikacji inklyzywnej: osoba właścicielska/lokatorska mieszkania, osoba gościnna (gościńcza?) hotelu, osoba właścicielska psa, osoba sąsiedzka, osoba czytelnicza (czytelnicka?) bloga, osoba użytkownicza mediów społecznościowych, osoba lekarska, osoba sprzedawska (sprzedawcza?), osoba Polacka (?), osoba kochankowa (kochańcza?).
Moje spojrzenie na osobatywy typu osoby studenckie
Głośny medialnie język inkluzywny z jakiegoś powodu dotyczy głównie kwestii płci. Dlaczego? Skoro to niedobrze, aby podczas komunikacji z ludźmi określała nas płeć biologiczna, być może nie powinno nas ograniczać także nic innego. Ponieważ zerwaliśmy z naukowym pojmowaniem płci (kobieta i mężczyzna, nic innego), możemy też zerwać z naukowym pojmowaniem gatunków. Możemy stać się inkluzywni wobec wszystkich zwierząt, nie tylko przedstawicieli homo sapiens, pozbywając ze słownika osobatywów i w ogóle słowa osoba. Poza tym świat jest tak wielki, że na pewno znajdują się na nim istoty, które czują, iż nie są osobami. Być może czują się duszami, energiami lub czymś innym.
Wróćmy jednak do rzeczywistości. Tak jak nie zmienia się definicji budowy człowieka tylko dlatego, że czasem ktoś się rodzi z jedną ręką, trzema lub bez rąk, tak bezzasadnym wydaje mi się zmienianie języka polskiego dla odsetka osób, którym na dodatek tylko się wydaje, iż nie mają płci lub mają kilka. Zupełnie nie interesuje mnie fakt, czy ktoś czuje się kobieco/męsko, czy raczej nie wpisuje się w stereotyp kulturowy swojej płci biologicznej. Każdy ma prawo realizować płciowość tak, jak mu się podoba, a innym ludziom nic do tego. Nie znaczy to jednak, że nie ma żadnej płci, a wszyscy dookoła powinni zwracać się do osoby rzekomo niebinarnej neutralnymi zaimkami z powieści fantasy, opowiadającej m.in. o postpłciowych istotach. Homo sapiens nie są postpłciowi.

Osoba chora (chory) & osoba uzależniona (uzależniony) czy osoba z chorobą i osoba z uzależnieniem?
Wróćmy na moment do pierwszego punktu, w którym omówiłam formy neutralne płciowo i ogólnie język inkluzywny. Napisałam w nim, iż język inkluzywny stanowi szeroki termin, który mieści w sobie różne formy i odnosi się do różnych podmiotów. I faktycznie, komunikacja inkluzywna istnieje nie tylko ze względu na osoby niebinarne i zdecydowanie nie dla nich powstała. Język inkluzywny opiera się na szacunku do ludzi i zakłada ich równość, niezależnie od płci, narodowości, etniczności, wyznania, stanu zdrowia, wieku, majętności i wielu innych aspektów. Zdecydowanie nie ze wszystkimi zasadami języka inkluzywnego się zgadzam, niektórych zaś nie rozumiem, natomiast przewagą języka równości stosowanego wobec narodowości, etniczności czy wyznań nad językiem neutralnym płciowo jest fakt, iż ma oparcie w faktach w przeciwieństwie do deklaracji braku płci bądź posiadania kilku naraz.
W kontekście chorób, niepełnosprawności i uzależnień promotorzy języka inkluzywnego zalecają mówienie osoba z chorobą (np. osoba z anoreksją) zamiast osoba chora (np. osoba chora na anoreksję) i chory (np. anorektyk). Wedle tego wzorca proponują osoba z trudnościami słuchowymi zamiast osoba niedosłysząca i osoba z niepełnosprawnością zamiast osoba niepełnosprawna. O dziwo w opozycji do osoby z niepełnosprawnością nie powinno się mówić osoba zdrowa ani zdrowy, tylko osoba bez niepełnosprawności, co stanowi jeden z przykładów, które wydają mi się dziwne i z którymi się nie zgadzam.
Moje spojrzenie na osoby z niepełnosprawnością, chorobą i uzależnieniem
Jak wspomniałam, nie wszystko rozumiem (np. nie widzę niczego złego w mówieniu osoba chora na…) i nie ze wszystkim się zgadzam (np. nie uważam za konieczne powstrzymywania się od nazywania zdrowych ludzi zdrowymi ludźmi). Mnie nie obchodzi, czy ktoś powie, że byłam anorektyczną, osobą chorą na anoreksję czy osobą z anoreksją. Po pierwsze dla mnie to jedno i to samo. Po drugie wiem, że choroba – jakakolwiek ze wszystkich, które mam – nie jest jedyną rzeczą, która mnie określa. (Przy okazji uważam za kuriozalne, iż ktoś z szacunku dla mnie określałby się osobą bez anoreksji zamiast po prostu osobą zdrową).
Rozumiem jednak, że dla niektórych niepełnosprawność, choroba bądź uzależnienie mogą być na tyle stygmatyzujące, iż za pomocą języka chcą podkreślić, że to nie jest część nich, tylko coś zewnętrznego, stąd sformułowanie osoba z… (chociaż sama uważam, że to jest część nich). Gdyby powiadomili mnie o tym, nie miałabym żadnego problemu z określaniem ich w preferowany sposób. Ta sfera języka inkluzywnego ma podstawę w fakcie: niepełnosprawności, chorobie, uzależnieniu, czyli inaczej niż niebinarność.
Na marginesie dodam, iż ciekawi mnie, jak daleko sięga lub sięgnie język inkluzywny. Czy przykładowo o introwertyku, któremu przeszkadza jego introwersja, powinno się mówić osoba z introwersją? Czy o blondynie, który nie cierpi swojego koloru włosów, należałoby mówić osoba z blond włosami bądź osoba z włosami koloru blond? Trochę się obawiam, że można by tak w nieskończoność. Chociaż język inkluzywny uważam za pozytywną ideę, niektóre jego wytyczne wydają mi się wynikać z przewrażliwienia, a niekiedy nawet chęci unikania konfrontacji bądź odpowiedzialności (chociażby w przypadku osoby z alkoholizmem czy osoby z uzależnieniem alkoholowym).

Ludzie niebinarni, neutratywy, osobatywy i formy neutralne płciowo – moje spojrzenie
Język inkluzywny jako całokształt niewątpliwie powstał z dobrego powodu i w dobrym celu. Niestety nie wszystkie sposoby jego realizacji mi się podobają, części zaś nie rozumiem. Szczególnie ością w gardle stoi mi komunikacja inkluzywna neutralna płciowo, której wymaga się od osób binarnych względem osób niebinarnych, tłumacząc to poszanowaniem drugiego człowieka, dobrym wychowaniem i kulturą osobistą. Jak wspomniałam, jestem fanką feminatywów. Nie uważam jednak, by wymaganie ich stosowania od ludzi byłoby zasadne, dlatego tego nie robię. Dodatkowo nie uważam, by osoby nieużywające wobec mnie feminatywów były niekulturalne, niewychowane bądź krzywdziły mnie w jakikolwiek sposób. A przecież ja jestem kobietą, więc na dobrą sprawę – ignorując ogólnie przyjętą normę języka polskiego – mogłabym się obrazić, że ktoś nie szanuje mojej płci i sugeruje, iż jestem mężczyzną.
Tymczasem nieużywanie zaimków osobowych neutralnych płciowo, preferowanej przez osoby niebinarne odmiany przymiotników, czasowników etc. oraz słowotwórczych rzeczowników uznaje się za brak kultury i dobrego wychowania. Mało tego, w niektórych międzynarodowych korporacjach można zostać pociągniętym za to do odpowiedzialności, gdyż misgendering stanowi przejaw dyskryminacji. Na jakiej zasadzie? Osoby niebinarne deklarują niebinarność płciową wbrew faktom biologicznym i nauce, twierdząc, że istnieją więcej niż dwie płcie. Nie rozumiem, dlaczego uczestniczenie w czyjejś iluzji i przyklaskiwanie czyimś błędnym przekonaniom miałoby mnie czynić osobą kulturalną i dobrze wychowaną. Wychodzę z założenia, że jeśli rozmawiam z człowiekiem, który uważa, iż obok niego stoi niewidzialna postać i dyktuje mu, co ma robić, mam do dyspozycji dwie drogi: 1) wyjaśnić mu, że jest w błędzie, 2) zignorować ów fakt. Oba rozwiązania zakładają brak uczestnictwa w iluzji i utwierdzania kogoś w błędnym przekonaniu.
Komplikowanie języka polskiego ponad miarę zupełnie odpada – nikt tego nie kupi. Gdyby osoby niebinarne faktycznie nie były kobietami ani mężczyznami bądź miały obie płcie naraz naraz, skłaniałbym się ku zwracaniu się do nich formami, które mamy już w języku polskim i których odmienianie nie nastręczałoby nikomu problemu. Mowa o zaimku osobowym ono i jego odmianie, a także odmianie przymiotników i czasowników podług rodzaju nijakiego. Całkowicie odpadają inne kosmiczne typy zaimków, w tym dukaizmy i neozaimki. Odpadają również iksatywy, które są wprost koszmarne. Jeśli chodzi o rzeczowniki, do wyboru byłyby neutratywy i dukatywy. Bliższe językowi polskiemu są neutratywy, jednakże to dukatywy tworzy się łatwiej – wystarczy w rzeczowniku rodzaju żeńskiego zastąpić końcowe ka literą u, przynajmniej w większości przypadków. Obecnie nie mam zdania, co byłoby lepsze. Na szczęście nie muszę mieć, bo wszystkie te starania językowe uważałabym za zasadne tylko w sytuacji, w której osoby niebinarne rzeczywiście byłyby płciowo niebinarne.
Nachalne promowanie języka inkluzywnego neutralnego płciowo – w tym wymuszanie go na pracownikach niektórych firm – jawi mi się jako wywracanie języka na lewą stronę i tworzenie nowego świata językowego dla po pierwsze garstki osób, po drugie ludzi, którym się coś wydaje (zazwyczaj są to osoby młode, wobec czego dopiero odkrywają swoją płciowość i seksualność, przechodzą przez burzę hormonów, ulegają wpływom i modom, buntują się i/lub czują się zagubione i wrażliwe, z czym pokolenie Z ma spory problem). Zamiast postulować luźniejsze podejście do kategorii kobiecości i męskości i korzystanie ze stereotypów na swoją korzyść, o czym napisałam w artykule Bycie kobietą vs. kobiecość. Co to znaczy być kobietą i co to jest kobiecość?, kwestionuje się pojęcia kobiety i mężczyzny, jakby posiadanie płci było czymś złym lub przynajmniej przestarzałym i niemodnym. (Podobne zjawisko ma miejsce w USA odnośnie białego koloru skóry: jeśli ktoś jest biały, powinien czuć wstyd, umniejszać sobie na rzecz osób o innych kolorach skóry i samobiczować się z uwagi na white privilege).

Moje podejście do osób niebinarnych idealnie wpisuje się w definicję pojęcia tolerancja. Nie przeszkadza mi, że osoby uważające się za niebinarne istnieją. Nie przeszkadza mi, że zabierają głos w dyskusji, występują w internecie i innych mediach. Nie przeszkadza mi, że tworzą język inkluzywny neutralny płciowo. Nie przeszkadza mi nawet, że mają przekonania przeczące faktom, wszak to nie ja muszę z owymi przekonaniami żyć. Jednakże tolerancja to co innego niż akceptacja. Nie akceptuje podstaw ich twierdzeń, bo są sprzeczne z nauką. Nie zgadzam się na branie udziału w iluzji poprzez zwracanie się do nich zaimkami neutralnymi, neutratywami ani dukatywami. Nie aprobuję uczenia dzieci, że płeć jest kwestią umowną, płeć to spektrum czy czegokolwiek podobnego. Co ważne, wcale nie dlatego, iż ogłupi to moje dziecko, jako że sama nie chcę mieć potomstwa. Po prostu nie uśmiecha mi się żyć w świecie, w którym jako równoprawne alternatywy naukowe traktowane są teoria ewolucji i idea kreacjonizmu, teoria Ziemi jako kuli i teoria płaskiej Ziemi czy w końcu teoria dwóch płci i teoria płci jako spektrum. Nie podoba mi się też, że na rzecz osób niebinarnych przestałam być kobietą, a stałam się osobą z macicą (swoją drogą zabawne, że język inkluzywny podkreśla wagę sformułowań typu osoba z niepełnosprawnością zamiast osoba niepełnosprawna, aby nie sprowadzać człowieka do jego stanu medycznego, tymczasem kobietę jak najbardziej sprowadza do jej narządu rozrodczego).
Podsumowując, nigdy nie poprawiłabym osoby niebinarnej, wytykając jej, że mówi o sobie w błędnej formie. Każdy ma prawo mówić tak, jak mu się podoba. Nigdy nie wyśmiałabym osoby niebinarnej ani nie użyłabym wobec niej obraźliwego zwrotu. Czym innym są chamstwo i prostactwo, np. wyzywanie kogoś i poniżanie przy użyciu okropnych słów (np. czarnuch, ciapaty, ciota, babochłop, zboczeniec, wariat), czym innym jest odmówienie stosowania się do preferowanych zaimków i odmiany słów. Chociaż nie uważam się za osobę niekulturalną, przypuszczam, iż ze względu na nieakceptację wobec używania przeze mnie form neutralnych płciowo osoby niebinarne nie chciałyby ze mną rozmawiać. Gdyby jednak miały ochotę, bardzo chętnie podjęłabym dyskusję – prywatnie lub na łamach bloga. Piszę to szczerze, ponieważ w żadnych materiałach o osobach niebinarnych nie znalazłam klarownej odpowiedzi na moje pytania. Chociażby takie: czym dokładnie jest kobieta i co to znaczy być kobietą, skoro wiesz, że na pewno nią nie jesteś? bądź co to znaczy mieć płeć inną niż kobieta lub mężczyzna, skoro biologicznie nie mamy innych płci?

Jeny… Juz dawno nie poznałam tyłu nowych słów! (Pewnie dlatego, że dawno nie sięgałam do Lema, Dukaja czy Pratcheta.) nie wiedziałam, że problem języka inkluzywnego jest w niektórych kręgach traktowany aż tak poważnie, nie zdawałam sobie sprawy z mnogości możliwych firm i odmian. Dla mnie język polski jest aż nazbyt trudny z trzema zaimkami rodzajowymi i skomplikowanie tego nie ma sensu. Natomiast osobatywy kojarzą mi się z nowomową ustroju socjalistycznego i książką 'Rok 1984′.
Zasadniczo mam podobne zdanie do Twojego, obawiam się, że w rozmowie nie umiałabym nawet pilnować rodzaju nijakiego, choć z chęci nie wywoływania zbulwersowania pewnie bym się starała.
Mam nadzieję że feminatywy wejdą do powszechnego użytku. Liczę również, że świat w końcu przestanie postrzegać przedstawicieli homo sapiens głównie przez pryzmat seksualności i problem niebinarności, jak każdy trend, przeminie.
„Natomiast osobatywy kojarzą mi się z nowomową ustroju socjalistycznego i książką 'Rok 1984′.” – O tak, mnie też.
Publikacja wpisu o feminatywach już bardzo, bardzo niedługo :)
„Liczę również, że świat w końcu przestanie postrzegać przedstawicieli homo sapiens głównie przez pryzmat seksualności i problem niebinarności, jak każdy trend, przeminie.” – I ponownie, ja też.
Bardzo dobre podsumowanie i Twoje stanowisko.
Mam takie samo 👍
Dziękuję za docenienie :)
Ps Kto jest na tych zdjęciach? ^^
Na „zdjęciach” (obrazkach) są nieistniejące osoby wygenerowane przez AI. Parę miesięcy temu zaczęłam bawić się w generowanie obrazków do publikacji blogowych, ponieważ mogę w ten sposób lepiej dopasować grafiki do tekstu, niż kiedy korzystam z darmowego stocka. Dla przykładu:
– Artykuł ze zdjęciami z darmowego stocka: https://livingonmyown.pl/2024/06/10/cytologia-co-to-jest-i-dlaczego-trzeba-wykonywac-badanie-cytologiczne/
– Artykuł z obrazkami wygenerowanymi przez AI: https://livingonmyown.pl/2024/08/05/instynkt-macierzynski-czy-istnieje-brak-instynktu-macierzynskiego-po-30/
Skoro już zwróciłaś na to uwagę, daj znać, czy jest to w Twoim odczuciu zmiana pozytywna, czy negatywna, i dlaczego. Z góry dzięki <3