Pytanie, czy facet powinien płacić na randce – ewentualnie w wariancie: czy facet/kto powinien płacić na pierwszej randce – zdawało się prześladować mnie przez kilka miesięcy. Najpierw usłyszałam je w wideo któregoś streamera bądź youtubera, potem w nagraniach innych twórców. Chyba stanowiło element omawiania afery internetowej, niestety pamięć mnie zawodzi, więc nie jestem w stanie przytoczyć genezy problemu. Bądź co bądź temat zadziwił i zainteresował mnie na tyle, iż postanowiłam coś o nim napisać. Stworzyłam listę kwestii do poruszenia, lecz pisanie odłożyłam na później – na wolną chwilę. I wtedy pojawił się pierwszy film na kanale Nie wiem, ale się dowiem! (nie polecam) z nowej serii Ziemia Niczyja, w którym znowu zadano owo pytanie. Był to ostateczny sygnał, iż pora zabrać się za pisanie.
A zatem czy facet powinien płacić na randce? I czy jeśli facet nie płaci na randce, trzeba zostawić go w cholerę i szukać innego, który zapłaci, bo temu najwyraźniej nie zależy bądź jest skąpy? Moja opinia zapewne nie zaskoczy stałych czytelników livingu, niemniej i tak zachęcam do przeczytania publikacji. Jak się okazuje, w polskim społeczeństwie kwestia ta wcale nie jest oczywista. Ba! nawet jeśli kilka osób ma podobne zdanie, argumentują je zupełnie inaczej, w sposób korzystny głównie dla swojej płci.

Czy facet powinien płacić na randce? – geneza pytania
Chociaż pytanie zadane w tytule publikacji delikatnie mnie zadziwia, wcale nie powinno. Czasem formułuje się je jako: kto powinien płacić na randce, a czasem – jak wspomniałam – czy facet powinien płacić na randce. Nigdy: czy kobieta… W zależności od światopoglądu może nas to oburzać lub nie, natomiast taki stan rzeczy wynika z silnie zakorzenionych w polskim społeczeństwie tradycyjnych ról płciowych oraz dobrego wychowania, podyktowanego m.in. tymiż rolami.
W patriarchalnym społeczeństwie mężczyzna jest głową domu, żywicielem i ogólnie silniejszą jednostką, która powinna opiekować się partnerką i dziećmi, zapewnić im byt. W skład męskiej opieki wchodzą zarówno ochrona fizyczna (mężczyzna broni honoru żony czy też idzie na wojnę, aby rodzina przeżyła), jak i inne rodzaje ochrony (np. finansowa). Taka opieka – na razie symboliczna i demonstracyjna – zaczyna się już na pierwszej randce. Jeżeli mężczyzna jest skłonny zapłacić rachunek za siebie i nową towarzyszkę, potencjalną partnerkę na życie, wysyła jej sygnał: jestem zdolny i gotowy zaopiekować się tobą. Z jego perspektywy to inwestycja w relację, z jej – spełnienie potrzeby poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza w sytuacji, w której sama nie zarabia bądź myśli o okresie wychowywania dzieci, kiedy nie będzie zarabiała.
Z kolei w równościowym społeczeństwie nie ma potrzeby, by jeden partner utrzymywał drugiego. Kobiety i mężczyźni są równi, co przejawia się w równych prawach i obowiązkach. Oboje zarabiają, więc kobieta nie potrzebuje ani nie chce utrzymywania przez mężczyznę, mężczyzna zaś nie rozumie, czemu miałby to robić. Łączy ich partnerstwo oparte na dzieleniu kosztów na pół, proporcjonalnie do zarobków lub samodzielnym płaceniu własnych rachunków – jak im pasuje i jak ustalą. W związku mogą mieć rachunek wspólny, a na pierwszej randce mogą zdecydować się na dzielenie rachunku nowoczesnymi metodami, np. przy pomocy stworzonych do tego aplikacji mobilnych.
Jednakże obecnie nie żyjemy ani w społeczeństwie patriarchalnym (jak twierdzą jedni), ani w społeczeństwie równościowym (jak utrzymują inni). Wraz z emancypacją kobiet w XX wieku tradycyjne role płciowe zaczęły tracić ostrość. Przestało być jasne, kto powinien płacić na pierwszej randce czy też kto płaci na randkach ogółem. Przestało być jasne znacznie więcej rzeczy. Aktualnie jesteśmy gdzieś pomiędzy starą a nową szkołą i miotamy się w poglądach. Z jednej strony facet nie płaci na randce, bo jesteśmy równi i nie musi. Z drugiej jeśli tego nie robi, a dodatkowo nie ustępuje miejsca kobiecie, nie trzyma przed nią drzwi i bluzga w jej obecności, może jest jakimś burakiem i lepiej znaleźć lepszego?
Pytania, kto płaci na pierwszej randce i kto płaci na randce, pojawiają się na styku dobrego wychowania wpajanego nam – a przynajmniej mojemu pokoleniu i wcześniejszym – przez rodziców i ogromnych zmian kulturowych. Dlatego mimo iż zadziwiające, są dla mnie także fascynujące.

Zarzut „facet nie płaci na randce” a realia XXI wieku
Główny i wart rozważenia zarzut wobec tezy, iż płacenie na randce – pierwszej lub każdej – leży po stronie mężczyzny, związany jest ze wspomnianymi już zmieniającymi się realiami społeczno-kulturowymi. Co prawda w większości przypadków i branż mężczyźni nadal zarabiają więcej niż kobiety – chociażby w kwietniu 2024 roku mediana zarobków wykazała różnicę ponad 6% zgodnie z danymi GUS – wszelako około czterystu złotych nie wydaje się kwotą tłumaczącą, dlaczego na randkach, na które zwykle nie chodzi się często, płacić miałby wyłącznie mężczyzna.
Tutaj warto podkreślić, iż płaceniu na randce jako obowiązkowi mężczyzny sprzeciwiają się nie tylko kobiety (te okropne feministki!), lecz także główni zainteresowani. W zależności od podmiotu badającego i grupy badanych dane wyglądają następująco:
- sonda MyDwoje: w ankiecie przeprowadzonej wśród Polaków zapytano o to, kto powinien zapłacić rachunek w restauracji. 39,55% respondentów uznało, że zapłacić powinien mężczyzna (przy czym uważało tak tylko 35,24% kobiet i aż 48,29% mężczyzn). Nieco popularniejsza okazała się opcja płacenia przez tę osobą, która zaprosiła – opowiedziało się za nią 40,11% respondentów, choć była to opcja preferowana częściej przez kobiety (42,83%) niż mężczyzn (34,59%). Dzielenie się na pół zyskało zaledwie 7,34% głosów, płacenie za samych siebie zaś trochę więcej, bo 12,43% (ponownie była to opcja popularniejsza wśród kobiet: 14,5% vs. 8,22%). Natomiast oczekiwanie płacenia na randce przez kobietę wyraziło… 0,56% osób, nieco więcej mężczyzn niż kobiet (1,37% vs. 0,17%),
- sonda EliteSingles: w ankiecie przeprowadzonej wśród Amerykanów zapytano o to, kto powinien płacić stricte na pierwszej randce. Na mężczyznę wskazało aż 62,63% mężczyzn i tylko 46% kobiet. Na opcję wyrażającą obojętność (brak preferencji) postawiło 28,28% mężczyzn i 31% kobiet. Preferencje podzielenia rachunku – aczkolwiek bez wskazania, czy na pół, czy w inny sposób – wykazało zaledwie 7,07% mężczyzn i znacznie więcej kobiet: 18%. I tym razem wariant sponsorowania pierwszej randki przez kobietę cieszył się najmniejszym uznaniem: wybrało go 2,02% mężczyzn i – inaczej niż w polskiej ankiecie – 5% kobiet.
Wracając do początku niniejszego podpunktu, uważam, iż argument zamieniających się realiów jest wart rozważenia w kontekście odchodzenia od tradycyjnego podejścia do płacenia na randce przez mężczyznę. Istnieje jednak sporo innych argumentów, wśród których znajdują się zupełnie niewarte rozważenia. Są to tzw. argumenty z dupy. Należą do nich chociażby: 1) płacenie na randce nie jest rolą mężczyzny, bo takie działanie rozpuszcza kobiety, 2) płacenie na randce nie jest rolą mężczyzny, bo daje kobiecie za dużą pewność, że jest ważna, a powinna skończyć randkę z poczuciem niepewności, 3) płacenie na randce nie jest rolą mężczyzny, bo to forma sponsoringu. Ponadto nie trafia do mnie argument, iż 4) płacenie na randce nie jest rolą mężczyzny, bo to forma inwestycji, a na pierwszej randce jest stanowczo za wcześnie na inwestycje. Uważam, że jeżeli ktoś nie ma ochoty na inwestycje – jakiekolwiek, również czasu, uwagi, sympatii, emocji – nie powinien randkować.
Oczywiście po drugiej stronie – wśród entuzjastów płacenia na randce przez mężczyznę – również da się napotkać nieprzesadnie mądre argumenty. Przykładowe to: 1) płacenie na randce jest rolą mężczyzny, bo tworzy klarowną sytuację wymiany uprzejmości: on za nią płaci, ona jemu…, 2) płacenie na randce jest rolą mężczyzny, bo to forma walki z psującym kobiety feminizmem, 3) płacenie na randce jest rolą mężczyzny, bo tradycyjne role płciowe wynikają z biologii, nie zaś z kultury, toteż odchodzenie od nich stanowi błąd.

Kto powinien płacić na pierwszej randce?
Niepewność i brak uniwersalnych wytycznych, czy facet powinien płacić na randce, u każdej płci wynika z innych obaw. Kobiety mogą się zastanawiać, kto płaci na randkach, bo z jednej strony nie chcą wyjść na interesowne i roszczeniowe, z drugiej strony zaś boją się przeoczenia sygnału, iż z postawą mężczyzny lub jego oceną ich relacji coś jest nie w porządku. W zależności od światopoglądu mogą uznać chęć zapłacenia za nie albo za dowód zaangażowania mężczyzny w relację, albo za próbę okazania wyższości, podporządkowania ich sobie lub wręcz wyraz oczekiwania rekompensaty seksualnej. Mogą też obawiać się sprostania wyzwaniu finansowemu na kolejnej randce, kiedy przyjdzie ich kolej zapłacić, jeżeli pierwsza randka odbyła się w drogiej restauracji.
Panowie z kolei zachodzą w głowę, kto powinien płacić na pierwszej randce, bo z jednej strony nie chcą wywrzeć na potencjalnej partnerce mylnego wrażenia, że im nie zależy, albo po prostu nie chcą wyjść na źle wychowanych, z drugiej strony natomiast nie chcą zostać wykorzystani. W ostatnich latach na rynku matrymonialnym pojawił się trend zwany sneating lub foodie call, polegający na umawianiu się przez kobiety na randki tylko po to, aby najeść się na koszt mężczyzny. To oczywiście tylko jedno z istniejących ryzyk, bo kobieta może także chcieć zmierzyć zasobność portfela mężczyzny wysokością rachunku lub podporządkować go sobie w ten sposób.
Uniwersalne dla randkujących kobiet i mężczyzn zdają się obawy takie jak zranienie emocjonalne, wykorzystanie czy – o dziwo – podporządkowanie. Pozwoliłam sobie na dodanie o dziwo, bo ta sama sytuacja: płacenie na randce przez mężczyznę, może zostać odebrana diametralnie inaczej przez obie płcie. Ona może uważać, że to on chce ją sobie podporządkować (płacę za ciebie, bo jestem silniejszy i ja będę przewodził w naszym związku), on zaś, że to ona próbuje przejąć stery (płać za mnie, bo jestem kobietą i mi się należy, więc to ja będę grała pierwsze skrzypce w naszej relacji).
W dobie reinterpretacji indywidualnych i kulturowych ról płciowych szalenie ważna staje się komunikacja potrzeb, oczekiwań i poglądów. Nie wystarczy jednak stwierdzić: facet powinien płacić na randce bądź facet nie powinien płacić na randce, po czym przejść do innego tematu. Bez uzasadnienia swojego zdania druga osoba, którą przecież dopiero się poznaje, może założyć najgorsze. Tymczasem niezrozumiałe i być może bolesne podejście potencjalnego partnera lub partnerki do finansowania randki prawdopodobnie ma zupełnie zwyczajne i rozsądne wytłumaczenie:
- Ona: Chciałabym, żebyś za mnie zapłacił, bo jest to dla mnie wyrazem zaangażowania. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, a na kolejnej randce chciałabym zapłacić ja, żeby pokazać ci, że też mi zależy.
- Ona: Chciałabym, żebyś za mnie zapłacił, bo zostałam wychowana w rodzinie, w której miłość taty do mamy, mnie i rodzeństwa wyrażana była opieką nad nami, także finansową. Chciałabym zachować ten model rodziny i robić dla ciebie inne rzeczy, ale nie płacić.
- Ona: Nie chcę, żebyś za mnie płacił. Czuję się z tym źle, bo nie widzę w nas potencjału i więcej się nie spotkamy.
- Ona: Nie chcę, żebyś za mnie płacił. Wyznaję równość płci i najbardziej odpowiada mi płacenie na pół lub każdy za siebie.
- On: Chciałbym za ciebie zapłacić, bo jest to dla mnie wyrazem szacunku i poważnego podejścia do relacji. Jeśli preferujesz partnerstwo finansowe, możesz zapłacić za bilety do kina, do którego idziemy po obiedzie.
- On: Chciałbym za ciebie zapłacić, bo jest to dla mnie objawem dobrego wychowania. Niezależnie od tego, czy się jeszcze spotkamy, czy nie, tak nauczyli mnie rodzice i czuję się niekomfortowo, gdy nie mogę w ten sposób podziękować kobiecie za wspólny czas.
- On: Nie chcę za ciebie płacić, bo szukam relacji partnerskiej, opartej na równości, a płacenie jest dla mnie jednym z ważnych elementów bycia równymi sobie.
- On: Nie chcę za ciebie płacić, bo chociaż miło spędza mi się z tobą czas, za bardzo się różnimy i nie czuję, żeby była między nami chemia.
Części tych przekonań nie da się pogodzić – zwłaszcza tradycyjnego wychowania jednej osoby z progresywnymi poglądami drugiej – jednakże spokojne wytłumaczenie osobistych powodów podejścia do płacenia na pierwszej randce sprawia, że zaczyna się rozumieć drugą osobę i przestaje się dopatrywać u niej złych, podstępnych intencji. W przypadku niezgody w drodze wyjątku można ustąpić nowej sympatii lub wypracować podejście kompromisowe, jak to w związkach bywa, zwłaszcza świeżych.

Kto powinien płacić na randce, na którą zaprasza?
Interesujący przypadek stanowi sytuacja niejasności, kto powinien płacić na randce, na którą zaprosił. Dawniej – pod koniec XIX wieku, kiedy powstała idea randkowania, a także na początku XX wieku – niewiele różniło się to od zagadnienia, czy facet powinien płacić na randce. W końcu z reguły to właśnie mężczyzna wychodził z inicjatywą spotkania, więc to on był osobą zarówno zapraszającą, jak i płacącą. (Z kolei jeszcze wcześniej, w pierwszej połowie XIX wieku i dalej wstecz, nie było randkowania i w efekcie dylematu). Tymczasem w XXI wieku zostanie zaproszonym na randkę przez kobietę nie stanowi niczego egzotycznego. Pojawia się w związku z tym pytanie: kto płaci na randce – mężczyzna, bo jest mężczyzną, po równo, za siebie lub na przemian, bo dążymy do równouprawnienia, czy może osoba, która zaprosiła?
Niestety i tutaj nie ma złotej reguły, która zadowoli wszystkich. Dla jednych płacenie na randce przez mężczyznę jest oznaką dobrego wychowania, traktowaną na równi z przytrzymaniem przed kobietą drzwi, odsunięciem jej krzesła w restauracji czy zdjęciem i założeniem odzienia wierzchniego przed i po spotkaniu. Dla drugich reguła kto zaprasza, ten płaci, ma zastosowanie przed dobrym wychowaniem związanym z męską rolą kulturową, a wręcz to ona – bardziej niż bezwzględne płacenie na randce przez mężczyznę – stanowi wyraz dobrego wychowania. I wreszcie dla trzecich nie ma znaczenia, kto jest jakiej płci ani kto zapraszał, bo równość to równość i jeśli umawiamy się na spotkanie, płacimy oboje, każdy płaci za siebie albo przeplatamy się finansowaniem randek.
Jak w gąszczu poglądów i przyzwyczajeń dojść do tego, kto płaci na randkach, na które zaprasza, a zwłaszcza kto powinien płacić na pierwszej randce, na którą sam zaprosił? Po raz kolejny kluczem wydaje się komunikacja. Na szczęście coraz więcej mówi się o niej w kontekście bycia w związku. Nieumiejętność czy wręcz niechęć – wynikająca z dowolnego powodu – komunikowania się z partnerem to przepis na nieudany związek.
Wróćmy jednak do randkowania, interesującego przede wszystkim osoby niebędące jeszcze w związku. Niby pierwsze spotkanie służy zapoznaniu, wybadaniu siebie nawzajem i przetestowaniu chemii, vibe’u, połączenia – jak zwał, tak zwał – wszelako i tutaj daje o sobie znać waga komunikacji, chociażby w odniesieniu do płacenia. Wątek finansowy można wpleść między inne wątki światopoglądowe, by poznać podejście randkowego partnera na neutralnym gruncie, bez presji terminala leżącego już na stoliku. Nie warto robić tego na początku (cześć, jestem x i płacę za siebie; cześć, jestem y i nie zapłacę za ciebie etc.) ani na końcu, w obecności zakłopotanego kelnera. Dobrym pomysłem może także być uzgodnienie sposobu płatności na etapie pisania przez internet, jeżeli to w ten sposób poznało się potencjalnego partnera.

Kto płaci na randce, na którą zaprasza?
Ale to nie koniec randkowo-płatnościowych zagwozdek, przynajmniej dla mnie. Zadałam bowiem pytanie, kto powinien płacić na randce, na którą zaprasza. Tylko co tak właściwie oznacza zaproszenie kogoś na randkę? Jeżeli mówię: fajnie byłoby się spotkać lub może zobaczymy się niedługo?, zapraszam czy nie? W pierwszej opcji tylko stwierdzam, że miło byłoby coś zrobić. Jeżeli druga osoba odpowie: w sumie masz rację, może umówimy się do x?, czy to jednak ona zaprasza mnie?
Nie mam pojęcia, czy istnieją Oficjalne Wytyczne Rozpoznawania Zaproszeń. Dla mnie pytanie (idziemy do…?), stwierdzenie (jutro idziemy do…) ani propozycja (może przeszlibyśmy się do…?) nie są zaproszeniem. Gdyby każde pytanie, stwierdzenie bądź propozycja były zaproszeniem, osoby zapraszające częściej – w naszej kulturze prawdopodobnie nadal mężczyźni – miałyby poważny problem, zwłaszcza na etapie niezobowiązującego randkowania. W jaki sposób osoba otrzymująca przeciętną lub niską pensję, albo wręcz niezarabiająca wcale, miałaby znaleźć partnera, skoro nie byłoby jej stać na ciągłe opłacanie posiłków, napojów bądź atrakcji zarówno sobie, jak i innym? (Tak, tak, istnieje spacer, który jest za darmo, ale powiedzcie to osobom randkującym deszczową jesienią lub zimą).
Dla przykładu: ja jestem osobą, która lubi wychodzić z inicjatywą. Aktywne zdobywanie kogoś, kto mnie interesuje, jest dla mnie o wiele przyjemniejsze niż bierne czekanie, aż ten ktoś mnie zdobędzie. Na etapie randkowania kulturowo męska rola odpowiada mi bardziej niż damska. Co prawda nie pamiętam, czy w czasach szukania partnera faktycznie to ja częściej proponowałam spotkania chłopakom, z którymi pisałam, jednakże bez wątpienia częściej wyciągałam z domu Marcina, kiedy się poznawaliśmy. Z naszej dwójki to ja mam potrzebę częstszego spotykania, a przy okazji jem znacznie mniej. Gdyby więc każda moja propozycja była traktowana jako zaproszenie, nie mielibyśmy szansy zbudować relacji, bo po prostu nie byłoby mnie na nas stać. Albo ciągle chodzilibyśmy na spacery.

Randka – kto płaci?
Drugim czynnikiem utrudniającym odpowiedź na pytanie, kto powinien płacić na randce, jest sama definicja randki. Co to takiego? Czy każde spotkanie dwójki potencjalnych lub nawet aktualnych partnerów powinno się kwalifikować jako randkę? Dla mnie, ponownie, nie. Tak jak pytanie bądź propozycja w moim odczuciu nie są zaproszeniem, spotkanie nie jest randką. A raczej nie musi być, spotkanie bowiem definiuję jako coś szerszego. Spotkanie może być zaplanowane, spontaniczne lub nawet przypadkowe. Towarzyskie, biznesowe, sąsiedzkie, rodzinne etc. Może też być romantyczne (nastrój) lub matrymonialne (głównym celem jest stworzenie bądź budowanie relacji), wówczas jest randką.
Kiedy pytam (nie: zapraszam) Marcina, czy idziemy na obiad, jest to wspólne wyjście na posiłek, a nie randka. Kiedy proponuję (nie: zapraszam) przejście się na spacer, jest to przyjemne spędzenie czasu we dwoje przy rozmowie w łagodnym ruchu, nie zaś randka. Za to kiedy mam ochotę na randkę, informuję (czasem zapraszam) Marcina, że idziemy na randkę. Ładnie się ubieram, wybieram urocze miejsce i staram się zadbać o romantyczny nastrój.
Ale to ja i moje zdanie. Być może każde spotkanie dwójki potencjalnych partnerów stanowi randkę, tylko po prostu owo słowo niepoprawnie się kojarzy, nie przystaje do dzisiejszych czasów, zużyło się. Taki tok myślenia potwierdza definicja randki przedstawiona w słowniku PWN: umówione spotkanie dwóch osób czujących do siebie sympatię lub zakochanych w sobie. Podobną interpretację podaje Wikipedia: spotkanie dwóch osób mające na celu nawiązanie lub rozwinięcie znajomości, inicjowane z zamiarem stworzenia lub umocnienia relacji emocjonalnych, seksualnych lub małżeńskich pomiędzy uczestniczącymi w randce osobami. W szerszym znaczeniu randką będzie także każde spotkanie osób, które łączą tego rodzaju relacje.
Również zwrócenie się do źródła terminu randka: rendez-vous (d’amour), nie pozostawia złudzeń. Rendez-vous to… spotkanie. Rendez-vous d’amour z kolei oznacza spotkanie miłosne. Ja czuję tu zgrzyt. Zrównanie randki z dowolnym spotkaniem osób mających się ku sobie – na dodatek dwóch, podczas gdy obecnie istnieją też inne konfiguracje – jest generalizacją i uproszczeniem. Abstrahując jednak od terminologii, nawet gdyby każde takie spotkanie było randką, nie zmienia to mojej niezgody wobec definiowania dowolnej formy propozycji jako zapraszania ani oczekiwania, że kto zaprasza, ten płaci.

Savoir vivre: kto płaci na randce?
Odpowiedzi na pytanie, czy facet powinien płacić za kobietę, może udzielić savoir vivre. Kto płaci na randce podług reguł grzeczności i dobrych manier? Czy wreszcie uda się to ustalić?
Na stronie eleganckiej restauracji Pod Baranem w Krakowie można przeczytać, iż:
Zgodnie z zasadami savoir-vivre w restauracji to mężczyzna płaci rachunek. Zawsze. Jeśli Twoja towarzyszka zechce zapłacić za kolację (w całości lub częściowo), powinna dyskretnie podać Ci pieniądze. Następnie Ty przekażesz je kelnerowi.
Powyższy tekst dotyczy czynności płacenia, lecz nie wskazuje na osobę odpowiedzialną za sięgnięcie po portfel. Tę kwestię doprecyzowuje informacja podana przez Jagodę Fryc na portalu Business Insider, zgodnie z którą:
Kto zaprosił na randkę – ten płaci. Niezależnie od płci. […] Jeśli mężczyzna zaprosił kobietę, to ma obowiązek pokryć rachunek. I na odwrót – w tym wypadku mężczyzna nie ma prawa czuć się zakłopotany.
Pokrywa się to z tekstem Aleksandry Pakuły, opublikowanym na blogu Instytut Etykiety:
Najprostsza zasada mówi: płaci ten, kto zaprasza. […] Jeśli mężczyzna zaprasza kobietę na spotkanie, to na nim spoczywa obowiązek zapłaty. Panie nie muszą się jednak czuć dyskryminowane – mamy XXI wiek i jeśli to one zaprosiły mężczyznę na randkę, mają obowiązek zapłacić rachunek.
Fragment ów ma ciąg dalszy, który również może być przydatny dla osób randkujących:
Jeśli randka wyszła spontanicznie i w gruncie rzeczy nikt nikogo nie zapraszał, to zapłacić każdy może za siebie. Zapłacić może oczywiście też jedna ze stron – druga powinna wziąć na siebie ten obowiązek podczas kolejnej wizyty. Nie wypada się przy stoliku kłócić o to, kto płaci w restauracji rachunek- to niegrzeczne.
A zatem mamy ostateczne rozstrzygnięcie kwestii, kto płaci na randkach, możemy więc rozejść się w swoje strony, prawda? Otóż nie. Znamy jedynie wskazówki savoir vivre. Kto płaci na randce wedle grzecznościowej etykiety – wiemy tylko tyle. Nikt nie zmusi nas ani naszych randkowych towarzyszy, abyśmy uważali savoir vivre za coś wartego przestrzegania. Jedni nie znają go w ogóle lub mają pojęcie wyłącznie o kilku regułach. Inni znają savoir vivre, lecz świadomie go ignorują. Jeżeli wy uważacie, że powinno się do niego stosować, odpowiedzcie na pytania, jak często przed jedzeniem rozkładacie na kolanach serwetę albo siedzicie przy stole wyprostowani, bez nachylania się nad talerzem w czasie jedzenia.
Zgodnie z zasadami savoir vivre nie można założyć nogi na nogę przy stole, wyprzedzić kobiety w propozycji podania ręki ani siąść przy stole, póki kobieta nie siądzie. Kiedy kobieta wejdzie do pokoju, mężczyzna musi wstać i czekać, aż ona usiądzie. Jeśli kobieta zechce wstać od stołu, mężczyzna za każdym razem powinien odsunąć jej krzesło. W drzwiach natomiast – wbrew powszechnemu przekonaniu – nie powinien puścić jej przodem, tylko przejść sam i wówczas przytrzymać jej drzwi.
W moim odczuciu savoir vivre jest niekomfortowy i nieprzystający do współczesności. Więcej komplikuje niż ułatwia. Tworzy poczucie sztuczności i nadęcia, nie pozwala się zrelaksować i być sobą. Może gdyby miał zastosowanie wyłącznie w sytuacjach oficjalnych i wyjątkowych, uznałabym go za coś wartego przestrzegania. Tymczasem savoir vivre stanowi zbiór zasad obowiązujących również w codzienności. Krótko mówiąc: powinno się stosować do niego zawsze i wszędzie tam, gdzie dochodzi do kontaktu międzyludzkiego, spotkań towarzyskich, funkcjonowania w grupie lub obcowania z jednym tylko człowiekiem, czyli również na randce.
Pozostawiam otwarte pytanie, dlaczego mielibyśmy uznać, że reguła kto zaprasza, ten płaci, wynikająca z zasad savoir vivre, obowiązuje na randkach, podczas gdy tak wiele reguł z tego samego zbioru świadomie ignorujemy lub wręcz uważamy za przestarzałe i odrzucamy?

Kto płaci na randkach?
W końcu jeśli facet nie płaci na randce, jest to objaw dobry czy zły? Jeżeli facet płaci za wszystko, należy się cieszyć czy uciekać, gdzie pieprz rośnie? Na nieszczęście dla obu płci nie da się odpowiedzieć na żadne z tych pytań w sposób uniwersalny. Wszystko zależy od intencji, jakie stoją za decyzją o niepłaceniu bądź płaceniu. W związku z tym poniżej opisałam kilka możliwych scenariuszy oraz przykładowe powody – pozytywne i negatywne – ich zaistnienia.
1 – Facet płaci za wszystko
Sytuacja, w której facet płaci za wszystko na randce, zwłaszcza pierwszej, była najpopularniejszą i domyślną w pierwszym półwieczu randkowania. Wiele osób – choć więcej mężczyzn niż kobiet, co wynika m.in. z przedstawionych wcześniej wyników sond – nadal uważa, iż jest to opcja domyślna. Co prawda powody takiego przekonania są różne: biologia, dobre wychowanie, różnice w zarobkach i inne, jednakże efekt wygląda tak samo. Albo kobieta w ogóle nie proponuje podziału rachunku bądź zapłacenia za siebie, ponieważ spodziewa się lub wręcz oczekuje, że facet zapłaci za wszystko, albo to mężczyzna nie pozwala kobiecie zapłacić, gdyż czuje się w obowiązku pokryć całość kosztów jedzenia, napojów, biletów etc.
Facet płaci za wszystko: pozytywne powody
A) Jej perspektywa
- Facet płaci za wszystko, bo jest dobrze wychowany
- Facet płaci za wszystko, bo okazuje zaangażowanie w relację
- Facet płaci za wszystko, bo szanuje jej wartości związkowe
- Facet płaci za wszystko, bo go stać, więc bez trudu zaopiekuje się swoją kobietą i wspólnymi dziećmi
- ale też: Facet płaci za wszystko, bo ona zapomniała portfela
B) Jego perspektywa
- Facet płaci za wszystko, bo wyznaje tradycyjne wartości
- Facet płaci za wszystko, bo chce pokazać dziewczynie, że jest nią zainteresowany
- lub: Facet płaci za wszystko, bo chce w ten sposób podziękować za poświęcony czas, natomiast nie ma ochoty na kolejne randki z nią
- Facet płaci za wszystko, bo nie chce stawiać kobiety w niezręcznej sytuacji, nie znając jej możliwości finansowych
Facet płaci za wszystko: negatywne powody
A) Jej perspektywa
- Facet płaci za wszystko, bo chce już na pierwszej randce ustanowić relacje dominacji-uległości w potencjalnym związku
- Facet płaci za wszystko, bo liczy na odwdzięczenie się w naturze
- Facet płaci za wszystko, bo nie szanuje niezależności kobiet
B) Jego perspektywa
- Facet płaci za wszystko, bo planuje zabrać kobietę do domu i skorzystać z długu wdzięczności
- Facet płaci za wszystko, bo chce przetestować dziewczynę i jej deklarowaną preferencję partnerskich relacji
- Facet płaci za wszystko, bo nie cierpi feminizmu i chce w ten sposób wbić w niego szpileczkę
- ale też: Facet płaci za wszystko, bo ona nie zaproponowała lub wręcz odmówiła podzielenia rachunku czy zapłacenia za siebie

2 – Facet nie płaci na randce w ogóle
Sytuacja, w której facet nie płaci na randce w ogóle i nie wynika to z umówienia się na wymienne płatności, jest szalenie rzadka. A przynajmniej szalenie rzadko deklarowana jako preferowana. W zależności od badań ankietowych osób deklarujących, iż płacenie na randce stanowi obowiązek kobiety, jest nie więcej niż 5% (w polskiej sondzie opcję tę wskazało łącznie 0,56% respondentów). Niemniej nie jest to zero, czyli taka sytuacja od czasu do czasu się zdarza. O czym może świadczyć?
Facet nie płaci na randce w ogóle: pozytywne powody
A) Jej perspektywa
- Facet nie płaci na randce, bo kobieta wyraziła chęć poniesienia kosztów, a on to uszanował
- Facet nie płaci na randce, bo dziewczyna wyraźnie zaprosiła
B) Jego perspektywa
- Facet nie płaci na randce, bo szanuje poglądy randkowe partnerki
- Facet nie płaci na randce, bo nie jest dla niego ważne, kto płaci, a ona zaproponowała
- ale też: Facet nie płaci na randce, bo zapomniał portfela
Facet nie płaci na randce w ogóle: negatywne powody
A) Jej perspektywa
- Facet nie płaci na randce, bo nie wyniósł z domu dobrych manier
- Facet nie płaci na randce, bo jest skąpy
- Facet nie płaci na randce, bo umawia się na randki tylko po to, by korzystać z pieniędzy różnych kobiet
- Facet nie płaci na randce, bo nie ma pieniędzy i kłamał we wcześniejszych rozmowach
- Facet nie płaci na randce, bo nie zaproponował lub odmówił zapłacenia za siebie czy dołożenia się
B) Jego perspektywa
- Facet nie płaci na randce, bo dziewczyna mu się nie spodobała, więc przynajmniej naje się na jej koszt
- Facet nie płaci na randce, bo uważa, że już się w życiu wykosztował na kobiety i czas zacząć czerpać
- Facet nie płaci na randce, bo ona jasno zaznaczyła podczas rozmowy, że na pierwszej randce nici z seksu
- ale też: Facet nie płaci na randce, bo kobieta mu nie pozwoliła i zapłaciła z partyzanta
3 – Rachunek wspólny na randce
Jedną z równościowych odpowiedzi na pytanie, kto płaci na randkach, jest dzielenie rachunku. W przypadku pierwszej randki najwygodniejsze zdaje się dzielenie rachunku na pół, natomiast podczas długiego randkowania z jedną osobą, a tym bardziej w związku, można się umówić na inne sposoby dzielenia rachunku. Do wyboru są m.in. podział proporcjonalny do zarobków i dzielenie się podług rodzaju posiłku bądź aktywności (np. jedna osoba płaci za dania główne, druga za desery albo jedna osoba stawia obiad, druga kino). Co wspólnie ustali dana para, to powinno być w porządku.
Rachunek wspólny na randce: pozytywne powody
- Randkowicze wzięli rachunek wspólny, bo szanują wzajemną niezależność finansową
- Randkowicze wzięli rachunek wspólny, bo taki mają pogląd na płatności randkowe i/lub związkowe
- Randkowicze wzięli rachunek wspólny, bo uważają to za objaw dobrego wychowania
- Randkowicze wzięli rachunek wspólny, żeby nie robić problemu na pierwszej randce, a temat preferowanych sposobów płatności przegadać później
- Randkowicze wzięli rachunek wspólny, by łagodnie dać drugiej stronie do zrozumienia, że nici z dalszego randkowania
Rachunek wspólny na randce: negatywne powody
- Randkowicze wzięli rachunek wspólny, choć jedno nie chciało, ale drugie ostentacyjnie odmówiło innej formy płatności
- Randkowicze wzięli rachunek wspólny, bo jednej z osób bardziej się to opłacało niż zapłacić za siebie
- Randkowicze wzięli rachunek wspólny, bo jest to forma mniej sugerująca brak zainteresowania niż płacenie każdy za siebie, a jedna z osób chce utrzymać pozór sympatii i wyciągnąć z randki coś więcej, np. seks

4 – Dzielenie rachunku na randce (każdy płaci za siebie)
Kolejną równościową odpowiedzią na pytanie, kto powinien płacić na randce, jest dzielenie rachunku podług zamówień. Innymi słowy: każdy płaci za to, co wziął. W moim odczuciu ta opcja kładzie większy nacisk na niezależność finansową niż poprzednia, tamta bowiem opiera się na łączeniu niezależności finansowej z dobrym wychowaniem, byciem kulturalnym, i stawia te aspekty na równi.
Dzielenie rachunku na randce: pozytywne powody
- Randkowicze zdecydowali się na dzielenie rachunku, bo takie jest ich spojrzenie na płatności randkowe
- Randkowicze zdecydowali się na dzielenie rachunku, bo niezależność finansowa, i każda inna, jest wartością, którą bardzo cenią
- Randkowicze zdecydowali się na dzielenie rachunku, bo kelner nabił zamówienia osobno
- Randkowicze zdecydowali się na dzielenie rachunku, bo nie ustalili sposobu płatności przed randką ani podczas jej trwania, a płacenie każdy za siebie zdaje im się neutralnym rozwiązaniem
- Randkowicze zdecydowali się na dzielenie rachunku, bo kwoty zamówień są wyraźnie różne i uznali, że tak będzie sprawiedliwie
Dzielenie rachunku na randce: negatywne powody
- Randkowicze zdecydowali się na dzielenie rachunku, bo jedna osoba chciała ostentacyjnie zamanifestować swoją niezależność
- Randkowicze zdecydowali się na dzielenie rachunku, bo jedna osoba w złośliwy sposób wyraziła brak zainteresowania zapłaceniem za drugą
- Randkowicze zdecydowali się na dzielenie rachunku, aby ostentacyjnie pokazać brak zainteresowania drugą osobą
- Randkowicze zdecydowali się na dzielenie rachunku, bo jedna osoba chce czerpać korzyści ze związku z drugą bez tracenia na nią pieniędzy
- Randkowicze zdecydowali się na dzielenie rachunku, bo jedna osoba nie zamierza inwestować w drugą
- Randkowicze zdecydowali się na dzielenie rachunku, żeby złośliwie okazać dezaprobatę wobec poglądów drugiej osoby (np. feminizmu lub tradycyjnych wartości)
5 – Płacenie na randce na zmianę
I wreszcie trzecią równościową odpowiedź na pytanie, kto płaci na randkach, kiedy randek jest kilka lub więcej, stanowi płacenie na zmianę. Ważne jednak, by pamiętać, iż chodzi o wielokrotne randkowanie z jedną osobą, nie zaś chodzenie na randki ogółem. W drugiej sytuacji nie jest to wcale płacenie na randce na zmianę, tylko obciążanie kosztem swojego zamówienia co drugą spotkaną osobę. Z perspektywy owych osób niczym się to nie różni od opcji drugiej, czyli facet nie płaci na randce w ogóle, chociaż kobieta wcale nie zaproponowała zapłacenia za całość (lub odwrotnie, z kobietą w roli niepłacącego).
Płacenie na randce na zmianę: pozytywne powody
- Randkowicze wybrali płacenie na randce na zmianę, bo uważają to za sprawiedliwe
- Randkowicze wybrali płacenie na randce na zmianę, bo uważają to za kulturalne
- Randkowicze wybrali płacenie na randce na zmianę, bo uważają to za równościowe
- Randkowicze wybrali płacenie na randce na zmianę, bo takie są ich preferencje względem randkowania
- Randkowicze wybrali płacenie na randce na zmianę, bo jakoś tak wyszło, ale nie przywiązują do tego wagi, więc może nawet jedna osoba płaci częściej niż druga
Płacenie na randce na zmianę: negatywne powody
- Randkowicze wybrali płacenie na randce na zmianę, bo jedno ma zamiar czerpać z tego korzyści finansowe
- Randkowicze wybrali płacenie na randce na zmianę, bo jedno nie zamierza umówić się na kolejną randkę
- Randkowicze wybrali płacenie na randce na zmianę, bo jedno chce utrzymać pozór dobrej relacji i wyciągnąć z tego coś więcej
- Randkowicze wybrali płacenie na randce na zmianę, by podstępnie: wysokimi rachunkami, zniechęcić drugą osobę do jej poglądów i wartości (np. równości, niezależności finansowej, tradycyjnego modelu)

Czy facet powinien płacić za kobietę? – moja opinia
Czy facet powinien płacić na randce za kobietę? Moim zdaniem nie. I nie ma znaczenia, czy jest to pierwsza randka, czy którakolwiek z kolejnych. Postawienie sprawy w taki sposób, że mężczyzna powinien zrobić coś ze swoimi pieniędzmi na rzecz drugiej osoby, jest nieporozumieniem. Nie wiadomo, czy konkretny mężczyzna zgadza się z tezą, że płacenie na randce jest domeną panów. Być może tak, a być może nie ma zdania, nie jest przekonany lub kategorycznie się nie zgadza. Oczekiwanie od mężczyzny, że zapłaci i za siebie, i za kobietę, jest absurdalne. Nieważne, kto zaprosił, czy w ogóle było jakiekolwiek zaproszenie, a także czy para definiuje dane spotkanie jako randkę, czy jako luźne posiedzenie przy kawce. Jeżeli facet nie płaci na randce za kobietę, to nie płaci – kropka. Ma prawo dowolnie zarządzać swoimi pieniędzmi.
Równocześnie nie oznacza to, że kobieta nie może mieć preferencji. Jeżeli została wychowana w tradycyjnych wartościach, a płacenie za kobietę kojarzy jej się z kulturą osobistą mężczyzny i stanowi dla niej wyznacznik zainteresowania nią oraz zaangażowania w relację, nie widzę żadnego problemu. Wystarczy, że spotka mężczyznę o kompatybilnych wartościach i spojrzeniu na związek. On będzie płacił, ona będzie robiła inne rzeczy, które robią tradycjonalistki, np. zajmowała się domem i dziećmi. Natomiast żeby było jasne: tradycyjne wychowanie nie usprawiedliwia oczekiwania, że ktoś wyda na drugą osobę swoje pieniądze. Preferencja oznacza, iż będzie miło, jeśli ktoś coś zrobi, a samo zrobienie tego spowoduje zaplusowanie. Można chociażby preferować kończenie pierwszej randki pocałunkiem czy nawet seksem, lecz oczekiwanie tego od nowo poznanej osoby stanowi pomyłkę.
Wszystko to działa także w drugą stronę: kobieta nie powinna płacić na randce za mężczyznę. Potencjalny partner nie ma prawa tego od niej oczekiwać. Natomiast jak najbardziej może preferować, by to ona pokrywała rachunki. Dodatkowo tak samo jak nie można wymuszać na kimś zapłacenia za drugą osobę, nie powinno się zmuszać kogoś do zgody na zapłacenie za niego. Nie należy płacić z partyzanta, kiedy druga osoba idzie do toalety. Nie wolno wyrywać komuś terminala, ignorować jego wyciągniętej karty lub naszykowanej gotówki, znieważać go słownie. Zniewagą są m.in. sugerowanie, że druga osoba jest biedniejsza bądź twierdzenie, że nie powinna płacić za siebie, gdyż jest kobietą (jakby to cokolwiek tłumaczyło). Nikt nie chce być traktowany niepoważnie i lekceważąco. Dlatego nie wolno postępować wbrew woli zapłacenia za siebie drugiej osoby – to nie tylko nieeleganckie, ale także chamskie. Zapłacenie za kogoś wbrew jego poglądom jest co najmniej brakiem szacunku.
W moim przekonaniu opcję najlepszą, bo neutralną – szczególnie korzystną na pierwszej randce, jeśli nie przegadało się wcześniej tematu – stanowi płacenie przez każdą osobę za samą siebie. Nie wymusza dokładania do rachunku drugiej osoby ani złotówki, co jest bezpieczne ze względu różne – nieznane przecież – wartości, poglądy i możliwości finansowe randkowiczów. Uważam, że idąc na randkę, trzeba przygotować się właśnie na ten rodzaj płatności. Dopiero jeśli obaj uczestnicy randki wyrażą chęć podzielenia rachunku na pół lub zapłacenia jeden za drugiego, można zmienić formę płatności z domyślnej każdy za siebie na preferowaną. (Tu zaznaczam, choć czuję, że będę osamotniona w owym przekonaniu, iż według mnie nawet wymuszanie dzielenia rachunku na pół jest nadużyciem).
Kluczem do satysfakcjonujących randek i płatności na nich jest komunikacja. Opcja każdy za siebie to nie tylko ta, którą uważam za neutralną, ale także ta, którą preferuję. Natomiast jeśli inni ludzie preferują płacenie za drugą osobę, pozwalanie na płacenie za siebie, dzielenie się rachunkiem na pół bądź wymienne płatności – super. Byle ustalili to ze sobą i mieli pewność, że nikogo nie zmuszają do postępowania wbrew sobie. Oczywiście może się zdarzyć, że zainteresuje się sobą dwoje ludzi o odmiennych poglądach: tradycyjnych i progresywnych. Wówczas ta bardziej elastyczna może dopasować się do partnera, by sprawić mu przyjemność, albo mogą wypracować rozwiązanie kompromisowe, jeśli im na sobie zależy. Jeżeli zaś nie zależy, a światopoglądy są inne, warto szukać dalej. W końcu od tego jest randkowanie.

***
Ostatecznie z dwojga złego dla mnie gorsze jest oczekiwanie (nie: preferencja) kobiety, że facet za nią zapłaci, niż założenie mężczyzny, że nie zapłaci za kobietę nigdy – w żadnym wariancie sytuacji (nawet jak zgubi portfel) i bez względu na kwotę (nawet za puszkę coli). Pierwsze stanowi wyraz bezczelności i roszczeniowości, drugie to przejaw braku gotowości do budowania relacji. Jak już wspomniałam, nawet jeśli nie chce się płacić za drugą osobę – na początku lub w ogóle – trzeba być otwartym na drugą osobę pod wieloma względami, także finansowym. Zapłacenie za obiad, gdy sympatia jest w trudnej sytuacji finansowej lub zapomniała portfela, kupienie zimnego napoju w gorącym letnim dniu czy zafundowanie gofra, kiedy kupuje się jednego dla siebie, jest moim zdaniem naturalnym elementem budowania związku i jeżeli ktoś nie jest chętny do ponoszenia nawet tak małych, symbolicznych kosztów, nie powinien zaprzątać sobą innym głowy. Dotyczy to obu płci na równi.
Także jeśli chodzi o niepłacenie za siebie mimo braku propozycji zapłacenia przez drugą osobę (np. kobieta siedzi cicho i oczekuje, że facet zapłaci za wszystko) i płacenie za kogoś wbrew jego woli (np. mężczyzna traktuje kobietę pobłażliwie i płaci za nią, chociaż ona nie wyraża zgody), gorsze jest to pierwsze. Opcja numer dwa uraża godność lub dumę, nie jest jednak szczególnie dotkliwa. Ot, wystarczy nie umawiać się na kolejne spotkanie z kimś, kto wykazał się brakiem szacunku do przekonań drugiej osoby. Z kolei opcja numer dwa godzi w coś wymiernego: stan konta. Raz na jakiś czas trafi się człowiek, którego zmuszenie do zapłacenia całego rachunku dotknie finansowo i być może nie będzie przez to w stanie kupić czegoś, co było mu potrzebne. To również dotyczy obu płci.

Hah, pierwsza randka i kto placi, temat pewnie stary co pierwsza randka w historii ludzkości. Jak zawsze twoje wszystkie uwagi i spostrzezenia co do ewolucji rol plciowych i zwyczajow randkowych sa idealnie w punkt.
Coz, ja po zastanowieniu jak zawsze musze sie uciec to porownan i wyobrazni. Jesli randka to moze wyprawa w gory to tradycyjnie pewnie facet bierze plecak na bary (czyli rachunek) i lecimy. Teraz wiadomo jest inaczej. Albo dzielimy ciezar, albo mozna zaproponowac ze jedna ze stron niesie plecak druga cyka zdjecia czy cos. Albo oboje mamy wlasne plecaki. Czyli w sumie wszystko zalezy od pary i tyle.
Wiadomo kobieta raczej doceni to, ze facet chcac byc szarmancki zaplaci na pierwszej randce – taki przejaw dobrych manier, ale tez troche starego wychowania w moim odczuciu. Natomiast mysle, ze zasada kto zaprasza ten placi jest dobrym rozwiazaniem.
No i na koniec taka mysl, ze w sumie najwazniejsze jest to zeby obie strony czuly sie komfortowo. Wazne zeby ustalily sobie zasady, ktore odpowiadaja obojgu. Randka to tez nie turniej szachowy gdzie na ruch jednej strony musimy odpowiedziec wlasnym. Liczy sie w koncu wspolna dobra zabawa, a klotnie o to kto placi potrafia zepsuc niejedna randke.
Bardzo podoba mi się Twoja metafora, i to mimo mojej niechęci do gór. Świetna jest!
Ja na pewno doceniam, że facet oferuje zapłacenie – jest mi wówczas miło. Mimo tego najbardziej komfortowo czuję się, kiedy każdy płaci sam za siebie. Wówczas nie wisi nade mną żadne widmo zobowiązań, oczekiwań, wymagań etc.
Super podsumowanie, podpisuję się :)
W 21 wieku oczywiste jest, że każdy płaci za siebie.
Inne zwyczaje to dla mnie zwykły brak szacunku do mężczyzny/kobiety i bardzo niegrzeczne traktowanie kogoś jak bankomat.
Mocna opinia. Ze wszystkich dostępnych opcji też preferuję tę, chociaż nie jestem przeciwna innym, o ile tylko dla obojga randkowiczów inny układ płatności jest okej.
Popieram Agnieszkę – opcja „każdy płaci za swoje” jest najprostsza, rodzi najmniej ryzyk dot. nieporozumień i najbardziej sprawiedliwa. Sama długość i liczba wymienionych opcji i powodów pozytywnych i negatywnych wyraźnie świadczy, że każda inna opcja jest po prostu ryzykowna.
Swoja drogą – świetna analiza.
Pozdrawiam.
W moim odczuciu również to najlepsza, bo najbezpieczniejsza forma. Sprawia, że jest sprawiedliwie i bez potencjalnego obciążania finansów drugiej osoby, zwłaszcza gdy się jej nie zna bądź słabo się ją zna.
Dziękuję za docenienie :)
Ten, kto zaprasza, ten płaci.
Należy określić, kto zaprasza w trakcie umawiania się na randkę (propozycja umówienia się na randkę to nie to samo, co zaproszenie na randkę). Komunikacja jest najważniejsza. Dziewczyna może np. zaproponować chłopakowi, żeby zaprosił ją na randkę. Chłopak może np. odpowiedzieć, że nie zaprasza, ale jest zainteresowany umöwieniem się na randkę, w której każdy płaci za siebie. Dziewczyna może się na to zgodzić lub nie. Jeśli są jakieś różnice światopoglądowe, zostaną one wyjaśnione już na tym wczesnym etapie, i nie zaburzą randki.
W trakcie randki nie powinno się już dyskutować, kto płaci, i zmieniać wcześniejszych ustaleń.
W restauaracji płaci tylko jedna osoba, ewentualne wzajemne rozliczenia odbywają się bez współudziału kelnera.
Moim zdaniem to zbyt mechaniczne podejście do randki. Nie byłabym zainteresowana pertraktowaniem warunków finansowych przed każdym spotkaniem. Pozostaję przy opcji każdy za siebie.